niedziela, 2 sierpnia 2020

Czyżby akademicka wendetta pod pozorem troski o unikanie konfliktu interesów w postępowaniach awansowych?




Po powrocie z części urlopu przeczytałem na portalu  NGO.PL publicystyczny tekst Joanny Gruby p.t. "Dobre praktyki czy dobrzy koledzy? Konflikt interesów w ocenie dorobku profesorskiego" Już we wstępie zawiera on sensacyjną tezę:

"W artykule przedstawiono przykład zależności osobistej i zawodowej pomiędzy recenzentami w ocenie dorobku profesorskiego a kandydatem do tytułu profesora, na przykładzie postępowania dr. hab. Jacka Błeszyńskiego".

Już ta zapowiedź powinna dać wydawcy sygnał, że być może wcale nie chodzi jego autorce o to, by dowieść jakiejś patologii w akademickim postępowaniu awansowym, tylko kryje się za tym coś więcej, co nie dotyczy tego profesora. Wystarczy sprawdzić, że nie mamy tu do czynienia z analizą krytyczną postępowania jakiegoś kandydata do tytułu naukowego profesora, a więc doktora habilitowanego, ale rzecz dotyczy prawdopodobnie osobistych "porachunków" niedoszłej doktor habilitowanej z jednym z recenzentów jej postępowania habilitacyjnego, które miało miejsce wiele lat temu w miejscu pracy wspomnianego profesora. 

 Pani J. Gruba nie raczy o tym napisać, bo przecież ona tylko posługuje się w swojej publicystyce "przykładem", przy czym nie rozumie, czy może czyni to celowo, że aby pisać o czymś jako typowym przykładzie pojmowanym jako dowód w sprawie, trzeba mieć obiektywnie dające się zweryfikować dane. Tymczasem tekst jest nie tylko interesowną insynuacją mającego miejsce rzekomego konfliktu interesów z jej habilitacją w tle. Przywoływanie prawa ma tu być jedynie osłoną.

 Kiedy oceniamy prace dyplomowe studentów, musimy odpowiedzieć na pierwsze pytanie: Czy treść rozprawy jest zgodna z jej tytułem? Otóż w tym przypadku mam poważne wątpliwości, ale na szczęście nie jest to praca dyplomowa.  No to przyjrzyjmy się treści artykułu: 

 Druga teza wyjściowa brzmi:

 "Rzetelna, uczciwa i bezstronna recenzja osiągnięć naukowych osób ubiegających się o zaszczytny tytuł naukowy profesora powinna być bezsprzeczna, gdyż tylko taka ocena dorobku może podnosić poziom polskiej nauki."

 To jest oczywiste, że recenzja dorobku naukowego każdego akademika musi być rzetelna, uczciwa i bezstronna. Czyżby autorka tej tezy jako doktor nauk była w stanie ocenić merytorycznie poziom naukowy publikacji kandydata do tytułu naukowego profesora, skoro jej kompetencje naukowe zostały jednoznacznie podważone przez siedmiu profesorów (w tym także profesorów uniwersyteckich) pedagogiki, kiedy ubiegała się o stopień doktora habilitowanego w 2016 r. właśnie w UMK w Toruniu? Jeśli tak uważa, to dlaczego tego nie czyni? Dlaczego przez tyle lat od ukazywania się rozpraw tego pedagoga nie opublikowała na łamach czasopism z pedagogiki specjalnej ani jednej krytycznej recenzji jego publikacji?

 O co zatem chodzi? O to, czy profesor Jacek Błeszyński niesłusznie jest profesorem nauk społecznych, bo tak uważa pani doktor, czy może o coś zupełnie innego? Rozumiem, że gdyby wykazała w jego rozprawach plagiat, to mogłaby napisać do Prezydenta RP o wszczęcie przewidzianej ustawą procedury. W jej artykule mowy o tym nie ma.

 Czytam dalej: 

 Wydawałoby się, że dyskusje na temat tego, kto jest uprawniony do pisania recenzji w środowisku naukowym nie mają sensu. Oczywiste jest, że prace awansowe powinny być oceniane przez niezależnych ekspertów, niezwiązanych z osobami ocenianymi. Wiadomo, że recenzent inaczej oceni dorobek awansowy kolegi z pokoju lub swojego ucznia czy wychowanka, z którym łączą go serdeczne i przyjacielskie relacje, nie tylko zawodowe, ale i osobiste, natomiast inaczej natomiast oceni osiągnięcia w postępowaniu awansowym osoby obcej, z którą nie jest powiązany emocjonalnie. 

 Teraz następuje zwrot akcji. Autorka zapowiada nowy kierunek krytyki:

 W pierwszym przypadku istnieje ogromne prawdopodobieństwo pozytywnej oceny nawet słabych osiągnięć naukowych. W drugim przypadku z kolei jest duże prawdopodobieństwo rzetelnej i obiektywnej oceny osiągnięć naukowych przedstawionych w postępowaniu awansowym. Dlatego recenzenci oceniający osiągnięcia naukowe w postępowaniach awansowych powinni podlegać szczególnej selekcji, aby unikać tak zwanego „konfliktu interesów”. Jeżeli natomiast istnieje zależność pomiędzy recenzentem a osobą ocenianą, recenzent powinien zrezygnować z przypisanej mu funkcji.

 Czyżby zdaniem J. Gruby ówczesny kandydat do tytułu prawdopodobnie miał słabe osiągnięcia naukowe, ale w wyniku konfliktu interesów uzyskał pozytywną recenzję? Czy  mamy wyciągać wniosek, że ta pani miała gorzej, bo jej dorobek był słaby, tylko nie miała szczęścia do recenzenta, który nie tylko był jej zdaniem niekompetentny, ale i jego sukcesy są oparte na czyjejś interesowności? Czy może ma dowody na to, że być może mający miejsce konflikt interesów, który trzeba jednak udowodnić wprost a nie pośrednio, zadecydował o awansie naukowym prof. J. Błeszyńskiego jako jej recenzenta? 

Skoro podejmuje się problem postępowania na tytuł naukowy profesora, to powinno się wiedzieć, że procedura jest niezwykle długa i weryfikowana na kilku poziomach, tak przez organ rozpatrujący wniosek, jakim do tej pory były rady wydziałów czy instytutów naukowych z takim uprawnieniem, potem przez Centralną Komisję Do Spraw Stopni i Tytułów, a na końcu przez Kancelarię Prezydenta RP. Wniosek tego kandydata był znakomity, toteż nie ze względu na jednego recenzenta w tym postępowaniu uzyskał on nominację profesorską.

 Czy rzeczywiście autorce artykułu chodzi tu o konflikt interesów? Ktoś, kto ma stopień naukowy doktora nigdy nie uczestniczył w procedurach awansowych jako członek zespołów czy komisji oceniających czyjeś osiągnięcia naukowe. Nie ma zatem ani praktyki, ani kompetencji do formułowania zarzutów i ocen, gdyż jedynym środkiem jego analiz są domysły i mający miejsce w tle konflikt interesów między dr J. Gruby a prof. J. Błeszyńskim. Ten, kto został negatywnie oceniony w swoim postępowaniu awansowym, pisząc tego typu artykuł prawdopodobnie nie jest w pełni rzetelny, obiektywny i bezstronny.              

 Muszę zatem poinformować panią J. Gruby a zarazem czytelników portalu NGO.PL o mającej miejsce pseudoakademickiej publicystyce. Zaznaczam zarazem, że między mną a prof. J. Błeszyńskim nie zachodzą związki familijne, kumoterskie, zawodowe, bo nie jestem pedagogiem specjalnym i nie pracuję w UMK. Nie uczestniczyłem też w jego i jej postępowaniach awansowych. Natomiast moja polemika jest równie bezinteresowna, jak autorki recenzowanego artykułu. 

Konieczne jest zatem odniesienie się do kolejnej, a częściowo ukrytej tezy autorki powyższego tekstu, by nie utrwaliły się błędne informacje. Pani J. Gruba nie bierze pod uwagę tego, że w postępowaniu o tytuł naukowy profesora w procedurze z lat 2011 - 2019 uczestniczyło czterech profesorów tytularnych, a zanim do niej doszło musiał być najpierw powołany zespół profesorów tytularnych w jednostce mającej prowadzić postępowanie. Ten bowiem miał obowiązek weryfikowania nie tylko tego, czy kandydat do tytułu spełnia formalne wymagania (nie było wolno na tym etapie dokonywać ocen merytorycznych), ale i musiał rekomendować Radzie Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu czterech kandydatów do roli recenzenta. Rada ta jednak nie rekomendowała prof. T. Gałkowskiego. 

To na członkach tej Rady ciążyła powinność zweryfikowania, czy nie zachodzi jakiekolwiek podejrzenie m.in. co do rzekomego konfliktu interesu między proponowanym przez nią recenzentom a kandydatem do tytułu. Z tego zadania wywiązała się prawidłowo. Na jakiej zatem podstawie pani J. Gruba podważa stanowisko tej Rady? Władze tego Wydziału wiedziały, że prof. T. Gałkowski był promotorem pracy doktorskiej kandydata do tytułu naukowego profesora, a zatem nie rekomendowały jego do roli recenzenta. 

Pojawienie się jego w tym składzie wynikało z faktu, że jeden z profesorów zrezygnował z przygotowywania recenzji, toteż CK nie miała wyjścia i musiała wskazać prof. T. Gałkowskiego jako wybitnego, kompetentnego eksperta w zakresie  badań nad autyzmem.  Nie było wówczas w kraju zbyt wielu profesorów tytularnych, a tylko oni mogą być powoływani do tej roli. Jak mówią politycy „ławka kadr jest zbyt krótka”.

Tak jest nie tylko w pedagogice specjalnej. Podobny problem mieliśmy wówczas ze znalezieniem profesorów tytularnych specjalizujących się w badaniach naukowych z dydaktyki ogólnej, teorii wychowania i pedagogiki wczesnoszkolnej. Tę samą sytuację mają inne dyscypliny naukowe, jak psychologia, archeologia, historia sztuki itd.  To dopiero od 2-3 lat mamy znaczący wzrost  liczby profesorów tytularnych także w pedagogice.     

Czy gdyby Rada Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK nadała jej stopień dr. hab. to wówczas nie byłoby owej insynuacji? W przywołanym przypadku J. Błeszyński nie miał już od momentu złożenia wniosku żadnego związku tak z wydziałowym zespołem oceniającym jego wniosek formalnie, jak i powołaną przez Centralną Komisję Do Spraw Stopni i Tytułów komisją recenzencką. Ta bowiem także weryfikowała wniosek Rady Wydziału NP UMK, mającej prowadzić niniejsze postępowanie awansowe. Nikt nie jest Duchem Świętym i nie przeniknie w typy i zakres relacji międzyludzkich. 

Zwracam na to uwagę, bo kandydaci do tytułu profesora nie mogą mieć żadnego związku z procedurą postępowania  w ich sprawie. Zadaniem każdego kandydata do tytułu jest przedłożenie dokumentacji wnioskowej z wszystkimi publikacjami, które powinny być przedmiotem rzetelnej, uczciwej, obiektywnej oceny czterech profesorów.  Na  tym kończy się udział kandydata do tytułu. Nie ma już na nic wpływu. 

Insynuacja zatem, jakoby profesor Jacek Błeszyński miał jakikolwiek wpływ czy związek z tą procedurą jest nie tylko nieuczciwa, nierzetelna i nieobiektywna, ale powinna znaleźć swój finał w wojewódzkim sądzie administracyjnym. Niestety, pani dr J. Gruba nie jest pracownikiem naukowym. Nie można zatem złożyć pozwu do Komisji Etyki PAN. 

 Czyżby zatem aktywność autorki tekstu w ngo.pl miała charakter wendetty wobec osób, które ośmieliły się napisać negatywne recenzje dotyczące jej publikacji i osiągnięć, jako niespełniających ustawowych, a więc naukowych wymagań? Niech każdy sobie sam na to odpowie. O co chodzi z konfliktem interesów w tej konkretnej sprawie, skoro została uczyniona w artykule jako rzekomo typowy w środowisku akademickim przykład? 

 Autorka przywołuje dwa główne w środowisku akademickim dokumenty dotyczące etyki i dobrych praktyk w recenzowaniu. Czyżby celowo nie dostrzegła, że najważniejszymi regulacjami prawnymi jest ustawa o stopniach naukowych i związane z nią akty wykonawcze? Nie. To dla niej nie ma znaczenia.  

J. Gruba ma pretensje do Bogu Ducha Winnego ówczesnego kandydata, do ówczesnego dziekana Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK - dr. hab. Piotra Petrykowskiego prof. UMK i wszystkich członków Rady Wydziału, którzy zaproponowali CK czterech profesorów - wybitnych specjalistów z pedagogiki specjalnej i ośmielili się pozytywnie zaopiniować wniosek o nadanie mu tytułu naukowego.

 Ma rację autorka tekstu,  kiedy pisze:  (...) że recenzent pracy awansowej nie może być znajomym osoby, której osiągnięcia będzie oceniał. Jak wspomniano na początku artykułu, znajomości, koleżeństwo czy kumoterstwo może w znaczącym stopniu obniżać wartość recenzji na korzyść oceny pozytywnej nawet mało wartościowej merytorycznie pracy. Zatem dziekani czy dyrektorzy instytutów, zatrudniający recenzentów, powinni przed podpisaniem umowy to sprawdzić i wybrać z bazy dostępnych osób ze stopniem doktora habilitowanego lub tytułem profesora ekspertów niezależnych. W praktyce nie zawsze można wyeliminować osoby powiązane ze sobą, choćby ze względu na uczestnictwo w konferencjach, ale należy zminimalizować udział w recenzowaniu osób blisko powiązanych z osobą ocenianą.    

 Ani ustawa, ani wspomniane kodeksy nie określają precyzyjnie tak, jak ona to czyni, że mamy do czynienia z konfliktem interesu w sytuacji bycia „znajomym czy kolegą” potencjalnego recenzenta, gdyż między J. Błeszyńskim  a jego recenzentami nie miało miejsca kumoterstwo w rozumieniu pokrewieństwa miejsca pracy czy rodzinnego. Pani Gruba sama przyznaje niespójnie ze swoimi uprzednimi insynuacjami, że przecież nie da się wyeliminować znajomości między recenzentami a doktorami habilitowanymi, którzy ubiegają się o tytuł profesora. 

Każdy doktor habilitowany, chce czy nie chce, uczestniczy w konferencjach, posiedzeniach zespołów - w tym przypadku zespołu pedagogiki specjalnej - przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, recenzuje w różnych uczelniach prace doktorskie, czyjeś książki, artykuły itd.  Nie jest zatem osobą anonimową. Dlaczego J. Gruba odmawia prawa do odnotowania w autoreferacie mistrzów, swoich minionych nauczycieli akademickich, skoro przygotowując ów dokument kandydat nie wie, kto będzie jego recenzentem? 

W kontekście toczącej się bez udziału kandydata procedury awansowej, insynuacja pani J. Gruby nie jest zgodna z porządkiem prawnym i etycznym. Autorka zarzutu przytacza, że w komisji recenzującej osiągnięcia J. Błeszyńskiego w 2013 r. byli profesorowie: Augustyn Bańka, Tadeusz Gałkowski,  Aniela Korzon i Czesław Kosakowski.

 Środowisko pedagogów specjalnych zatrudnionych w polskich uniwersytetach i akademiach oraz Zespół Pedagogiki Specjalnej przy KNP PAN powinno zająć jednoznaczne stanowisko wobec form tak pseudonaukowej krytyki i obrzucania błotem wszystkich, którzy kiedykolwiek stanęli na drodze do awansu nie tylko autorce tego tekstu.  

Takich form "zemsty" jest wiele. Toczą się one najpierw na posiedzeniach sekcji Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów, a potem są przenoszone do sądów i akademickich środowisk. Pragnę zarazem jednoznacznie potwierdzić, że są wśród różnych odwołań i skarg takie, które są bardzo dobrze udokumentowane wskazując na autentyczny konflikt interesów. 

Wielokrotnie pisałem o takich przypadkach także w blogu, jak i w swoich książkach. Nie przeciwstawiam się zatem krytyce i ujawnianiu akademickiej patologii. Musi ona jednak spełniać te same rygory i kryteria, które ktoś stosuje wobec innych i być zgodna z prawdą, a nie domysłami 

 Pani J. Gruba pisze  jednak bez rzetelnych dowodów w sprawie, że wszystkie (...) recenzje zostały przyjęte przez przewodniczącego Rady Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK P. PetrykowskiegoRada Wydziału udzieliła poparcia dla wniosku o nadanie tytułu J. Błeszyńskiemu, a postępowanie zostało pozytywnie zaopiniowane przez prof. Iwonę Chrzanowską, wyznaczoną do oceny wniosku w spawie nadania tytułu z ramienia sekcji Nauk Humanistyczno-Społecznych Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów. Członkowie Sekcji Humanistyczno-Społecznej poparli wniosek o przedstawienie Prezydentowi RP dr. hab. Jacka Błeszyńskiego do tytułu profesora nauk społecznych, a Prezydent nadał tytuł.  

 Dlaczego pani J. Gruba nie raczy przyznać się w swoim artykule do tego, że po odmowie nadania jej stopnia doktora habilitowanego, a uczestniczyli w tym postępowaniu także profesorowie pedagogiki specjalnej, skierowała wniosek do JM Rektora UMK na dyscyplinarne ukaranie prof. J. Błeszyńskiego za negatywną recenzję jej osiągnięć? Sprawa została umorzona przez Rzecznika Dyscyplinarnego UMK dr. hab. Andrzeja Adamskiego prof. UMK w toku postępowania wyjaśniającego jej pseudozarzuty.

 W swojej sentencji z dn. 21 września 2016 r., odnoszącej się także do powyższej insynuacji, prawnik napisał a JM Rektor UMK na tej podstawie umorzył postępowanie (otrzymała dokumenty w tej sprawie zainteresowana J. Gruba) co następuje: Należy podkreślić, że „kampania medialna” prowadzona przez dr J. Gruba z wykorzystaniem bloga „Kulisy pewnej habilitacji”  ma w dużym stopniu charakter oszczerczy. Skarżąca chętnie powołuje się na Kodeks Etyki Pracownika Nauki i na jego normach opiera swoje zarzuty skierowane przeciwko recenzentom, w tym prof. J. Błeszyńskiemu. Sama jednak nie przestrzega zasad przewidzianych w tym Kodeksie. […] upowszechnia na swoim blogu nieprawdziwe i krzywdzące Recenzenta wiadomości („Prof. J. Błeszyński stanie przed komisją dyscyplinarną […]”). Takie postępowanie Skarżącej narusza zasady etyki akademickiej. Wskazują na to „Wytyczne dotyczące zasad postępowania w sprawach o naruszenie rzetelności w nauce” stanowiące załącznik do Kodeksu Etyki Pracownika Nauki.

[…]  Na podstawie przeprowadzonego postępowania wyjaśniającego i analizy całokształtu okoliczności faktycznych w niniejszej sprawie, nasuwa się spostrzeżenie, że dobra wiara nie towarzyszy zarzutom stawianym Panu prof. Jackowi Błeszyńskiemu przez Panią dr Joannę Gruba”.

Czyżby zatem autorka swojej kolejnej już, a nierzetelnej publicystyki postanowiła odgrzać przegraną na drodze prawnej sprawę w UMK sprzed czterech lat i prowadzi dalej swoją wendettę? No to niech szykują się recenzenci z jej postępowania i z jej byłego miejsca pracy, jakim był Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Śląskiego oraz z tych uczelni, z których pochodzą, bowiem przy okazji jakiegoś kolejnego artykułu J. Gruba może powrócić do przegranych z nimi spraw sądowych i dyscyplinarnych. Jak się okazuje nie tylko prof. J. Błeszyńskiemu stawiała nonsensowne zarzuty. 

Pani J. Gruba usunęła ze swojego blogu nieco innego kalibru insynuacje wobec b.dziekana swojej macierzystej jednostki sprzed lat - b. Wydziału Pedagogiki i  Psychologii Uniwersytetu Śląskiego prof. Stanisława Juszczyka o rzekomym plagiacie jego książki napisanej z jej mężem. W sieci nic nie ginie, bo takie teksty są zarejestrowane. Może zatem prof. S. Juszczyk wypowie się na temat rzetelności, obiektywizmu i uczciwości pani dr J. Gruby, żebyśmy mogli czytać jej teksty z poczuciem wiarygodności treści, a nie wątpliwego etycznie i merytorycznie załatwiania osobistych interesów? 


Sądy administracyjne odrzuciły jej dotychczasowe pozwy jako bezzasadne. Podobnie jak rzecznicy dyscyplinarni Uniwersytetu Śląskiego, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytetu Warszawskiego czy Uniwersytetu Łódzkiego i Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Jak długo środowisko naukowe będzie milczeć w takich przypadkach? 

******

Muszę poinformować czytelników bloga i Wikipedii, że dr Joanna Gruba zarejestrowała w moim biogramie na Wikipedii fałszywa informację. Cytuję: 

W 2019 r. Fundacja Nauka Polska skierowała przeciwko niemu udokumentowane oskarżenie o popełnienie licznych autoplagiatów w swoich pracach. Na tej podstawie rektor Uniwersytetu Łódzkiego skierował sprawę do rzecznika dyscyplinarnego uczelni. 

Poniżej zamieszczam skan POSTANOWIENIA JM Rektora Uniwersytetu Łódzkiego o odmowie wszczęcia postępowania wyjaśniającego. Tym samym pani dr J. Gruba nie raczyła wyjaśnić, że na jej oskarżenie, a nie na wniosek Rektora, sprawa została podjęta przez Rzecznika Dyscyplinarnego Uniwersytetu Łódzkiego. W wyniku wyjaśnienia nie tylko została ta sprawa umorzona (poniżej dowód). Złożyłem zarazem wniosek do Prokuratury Rejonowej Łódź-Śródmieście w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego w osobie pierwszego Rzecznika Dyscyplinarnego UŁ, który działał na szkodę mojego interesu prywatnego. Niestety, na skutek wniesienia skargi po terminie ustawowym Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa przeciwko Rzecznikowi UŁ.         



          



Brak komentarzy: