sobota, 30 listopada 2019

Pedagogika pozyskała kolejnego profesora tytularnego - Annę Kanios z UMCS


W dniu 28 listopada 2019 r. Prezydent RP Andrzej Duda wręczył nominacje profesorskie kolejnym nauczycielom akademickim, których osiągnięcia naukowe zostały poddane recenzjom w jednostkach akademickich, a następnie przez superrecenzentów Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów.

W gronie mianowanych profesorów znalazła się pedagog - prof. dr hab. Anna KANIOS z Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Gratuluję zasłużonego awansu!

Pani Profesor kierowała przez wiele lat Zakładem Pracy Socjalnej w UMCS w Lublinie, a obecnie jest kierownikiem Katedry Pedagogiki Społecznej w swojej uczelni. Stopień naukowy doktora habilitowanego uzyskała na macierzystym Wydziale w 2013 roku na podstawie oceny ogólnego dorobku naukowego i przedstawionej rozprawy habilitacyjnej pt. „Przemiany społeczno-edukacyjne środowisk lokalnych Lubelszczyzny zaangażowanych w polsko-duńską współpracę partnerską”.

Od 2015 r. jest zatrudniona na stanowisku profesora nadzwyczajnego w swojej uczelni, gdzie realizuje projekty badawcze, uczestniczy w gremiach eksperckich i publikuje rozprawy, które są znaczącym wkładem w rozwój współczesnej pedagogiki.
Jej naukowe rozprawy, które są na pograniczu pedagogiki społecznej, pedagogiki pracy, andragogiki i pedagogiki szkoły wyższej recenzowali profesorowie: Mirosław J. Szymański (APS), Andrzej Radziewicz-Winnicki (em.prof. UŚl), Stanisław Palka (em.prof. UJ), Ryszard Gerlach (UKW) i Jacek Piekarski (UŁ).

Warto odnotować w tym miejscu, że prof. A. Kanios wydała po habilitacji 5 monografii, w tym jedną współautorską w edycji anglojęzycznej z prof. Ryszardem Berą i prof. UMCS Małgorzatą Kuśpit oraz 4 prace zbiorowe pod współredakcją. Artykuły naukowe publikowała także w czasopismach listy B i C MNiSW, w tym także poza granicami kraju (w języku angielskim) oraz w recenzowanych pracach zbiorowych. W tym też zakresie dorobek prof. A. Kanios jest rzeczywiście imponujący. Na specjalne wyróżnienie zasługują dwie monografie na temat postaw pracowników socjalnych wobec pracy i postaw pracowników zawodów pomocowych wobec osób starszych w latach 2017-2018.

Dwie, jakże znaczące o wysokim poziomie własnego warsztatu metodologicznego badań w naukach społecznych rozprawy są wynikiem rzetelnie przeprowadzonych badań empirycznych w paradygmacie ilościowym. Ich autorka znakomicie łączy tradycyjną myśl społeczną z okresu II RP (Heleny Radlińskiej i Floriana Znanieckiego) z współczesnymi wymaganiami i polityką społeczną państwa wobec powyższej profesji. Zainteresowania badawcze Profesor A. Kanios dotyczą problemów pracy socjalnej, funkcjonowania społeczno-zawodowego pracowników służb społecznych, gerontologii społecznej, współpracy wielopodmiotowej w obszarze pomocy społecznej oraz ewaluacji w pomocy społecznej.

Zainteresowanym przybliżam wykaz rozpraw monograficznych i (współ-)redagowanych przez prof. Annę Kanios:

1. Kanios A., (2018) Postawy pracowników zawodów pomocowych wobec osób starszych a ich podmiotowe uwarunkowania, Lublin: Wyd. UMCS, ss.333.

2. Kanios Anna (2017) Postawy wobec pracy pracowników socjalnych a ich sytuacja zawodowa, Lublin: Wyd. UMCS, ss.300.

3. Kanios A. (red.) (2017) Zagrożenia w sferze działań pomocowych, Annales, Nr 4, Wyd. UMCS, ISSN: 0867-2040, ss.269

4. Kanios A., (2016) Praca socjalna z rodzina problemową- perspektywa metodyczna, Kraków: Wyd. Impuls, ss.150

5. Bera R., Kanios A., Kuśpit M., (2016) Supporting the development of children and young people at risk of social exclusion. Developing international cooperation in local communities, Lublin, Wyd. UMCS.

6. Kanios A., R. Franczak (red.) (2016) Nowe tendencje w pracy socjalnej. Problemy kształcenia i działania, Annales, Wyd. UMCS, ss.278., ISSN: 0867-2040.

7. Kanios A.,(2015) Praca socjalna – zagadnienie teoretyczne i metodyczne, Lublin: Wydawnictwo UMCS (podręcznik akademicki) ss.145.

8. Kanios, A. Dudak, O. Karpenko (red.) Challenges of contemporary education – theoretical and empirical Contexts, Drohobych, 2014. (ss.199)

9. Kanios A., Czechowska-Bieluga M., (red.) (2014) Współczesne oblicza pomocy społecznej i pracy socjalnej, Lublin, Wyd. UMCS. (ss.150).

10. Kanios A., (2012) The Attitudes of Employees in the Public and Non-Governmental Sector towards Local Partnership Supporting the Labour Market, Kraków: Oficyna Wydawnicza Impuls, ss.207

11. Kanios A., (2012), Przemiany społeczno-edukacyjne środowisk lokalnych Lubelszczyzny zaangażowanych w polsko-duńską współpracę partnerską, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej, ss.376.

12. Bera R., Czechowska-Bieluga M., Kanios A., Sarzyńska- Mazurek E., (2011) Wyrównywanie szans rozwojowych dzieci i młodzieży zagrożonej wykluczeniem społecznym, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, ss.204.

13.Bera R., Czechowska-Bieluga M., Kanios A., Sarzyńska- Mazurek E., (2011) Providing equal development opportunities for children and youth at risk of social exclusion, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, ss.202.

14. Kanios A., (2010) Społeczne kompetencje studentów do pracy w wolontariacie, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej (wydanie II zmienione), ss.171.

15. Kanios A., Czechowska-Bieluga M., Adamowska L., (2010) (red.) Nowe przestrzenie działania w pracy socjalnej w wymiarze etyczno – prakseologicznym, Kraków: Oficyna Wydawnicza Impuls, ss.234.

16. Kanios A., Czechowska –Bieluga M, (2010) (red.) Praca socjalna. Kształcenie-działanie - konteksty, Kraków: Oficyna Wydawnicza Impuls, ss.376.

17. Kanios A., Czechowska-Bieluga M., Sarzyńska E., (2009)Profile kompetencji społeczne osób pracujących i bezrobotnych, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej, ss.149.

(Publikacja finansowana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach projektu badawczego nt.: Społeczne kompetencje osób pracujących i bezrobotnych. Grant Nr 2000/H03/2007/32).

18. Kanios A., (2008), Społeczne kompetencje studentów do pracy w wolontariacie, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej, ss.166.

19. Kanios A., (2008) (red.) Przeciwdziałanie przemocy – ujęcie interdyscyplinarne, Lublin: Wydawnictwo EmbePres, ss.157.

piątek, 29 listopada 2019

Belfrzy mówią o sobie


Czy rzeczywiście polska szkoła jest w stanie krytycznym? Na to pytanie odpowiadają w wywiadach Doroty Kowalskiej nauczyciele kilku pokoleń. Tylko jeden z interlokutorów dziennikarki, publicystki i reporterki miał tak naprawdę nie tylko coś do powiedzenia na temat tego, jak powinna funkcjonować szkoła w społeczeństwie demokratycznym, ale i sam taką szkołę stworzył. Mam tu na uwadze dr Krystynę Starczewską - założycielkę I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego na Bednarskiej w Warszawie, a w okresie PRL szykanowaną za opozycyjną aktywność nauczycielkę języka polskiego, często obecną także dzisiaj w mediach niepublicznych.

Wśród ośmiu rozmówców tylko K. Starczewska rozpoznawalna jest w kraju jako charyzmatyczna postać w szkolnictwie alternatywnym, kreatywna, posiadająca integralny pogląd na nowoczesną szkołę, rolę autonomii jej podmiotów (uczniów, nauczycieli i rodziców) oraz krytyczną wobec zdrady idei sierpnia 1980 przez postsolidarnościowe elity ostatniego dwudziestolecia doby transformacji (1999-2019).

Każdy z nauczycieli odsłania cząstkę własnej biografii, ale tylko na tyle, by można było uchwycić związek pamięci szkoły z czasów własnego dzieciństwa z tym, jakim sam jest dzisiaj nauczycielem i co sądzi o kondycji własnego zawodu oraz o jego uwarunkowaniach makropolitycznych.

Wśród rozmówców znaleźli się: * Dariusz Martynowicz (nauczyciel dyplomowany) z Krakowa; *Monika Bereta (nauczycielka dyplomowana) z Margonina, a zarazem prezeska Stowarzyszenia Małe Radości; * Jolanta Jastrzębska (nauczycielka dyplomowana) z Domanic-Kolonii; * Katarzyna Kubanek (nauczycielka dyplomowana) z Dąbrowy Górniczej; * Agnieszka Mularska i Dariusz Orzeszko (nauczyciele dyplomowani) z Trzciela; oraz Telmo Diz (native speaker) z Warszawy. Całość zamyka dziennik z okresu przygotowań do strajku i jego przebiegu - Bartosza Tracza (nauczyciela kontraktowego) z Kędzierzyna-Kożla.

Nie można twierdzić, że rozmówcy dziennikarki są odzwierciedleniem całej populacji tej profesji, bo jednak zostali dobrani jako przysłowiowe "rodzynki w cieście". Jak pisze we wstępie do książki Mira Suchodolska: "W książce Doroty Kowalskiej głos zabrali najlepsi z najlepszych. Belfrzy, którym nie jest wszystko jedno. Dlatego są poobijani, wściekli, zniesmaczeni. Czują się zawiedzeni i oszukani. Ale wciąż prą do przodu. Wypowiadają się ci starsi i ci całkiem młodzi. Łączą ich pasja i chęć, aby dzielić się wiedzą i doświadczeniem z dzieciakami. Żeby pomagać im rozwijać skrzydła i stawać się ludźmi. Obywatelami" (s.7).

Każdy z nich ma coś ważnego do powiedzenia o szkole, jej uczniach, ich rodzicach, o koleżankach i kolegach z rady pedagogicznej, dyrektorze szkoły, ale i o nadzorze oświatowym.Pełniący te role pojawiają się w różnych kontekstach, ale zawsze z myślą o tym, dlaczego dzięki nim w szkole jest tak dobrze, albo tak fatalnie. Otrzymujemy dzięki ich wypowiedziom mikroskopijny podgląd do życia w szkole, do pracy w której każdego pchnęła autentyczna chęć pracy z dziećmi czy młodzieżą, fascynacja sztuką dzielenia się wiedzą i kształtowania ludzkich charakterów.

Mówią o sobie, o szkole i edukacji szczerze, z dużą dozą samokrytyki i pogłębionej refleksji. Można być pewnym, że ich uczniowie musieli/muszą mieć wielką i wzajemną radość obcowania z nimi, gdyż rozpoznawalny jest w ich opinii "korczakowski" głos humanistycznego wychowania i kształcenia. Jest kilka wspólnych dla wypowiadających się w tym zbiorze nauczycieli wątków, a mianowicie:

1) "SZKOŁA NA SŁUŻYĆ DZIECKU". Jeśli istnieją ograniczenia autonomii nauczyciela, to jednak terytorium dla jej realizacji jest jego klasa, z którą zamyka się na 45 minut i może wpływać na bieg wydarzeń i postawy uczniów. " Staram się, żeby moje lekcje nie były teatrem jednego aktora. Bo nie jestem reżyserem szkolnego spektaklu. Chcę, by lekcja była czasem młodzieży" (s. 68).

Tacy nauczyciele dostrzegają egzystencjalne problemy swoich uczniów, to, jak bardzo bywają osamotnieni, niesprawiedliwie oceniani, jak nie są traktowani na serio.

"Moją rolą jest pokazać im, że nie są pępkami świata, że wokół nich są także inni ludzie. Robię to w klasie, rozmawiam z uczniami o życiu, bo największa i najważniejsza lekcja, jaką można dać młodym ludziom, to lekcja żywa" (s. 74).

"(...) przede wszystkim muszę młodego człowieka przygotować do dorosłego życia. Muszę go wyposażyć w wiedzę, ale ta wiedza ma mu służyć do tego, żeby potrafił się odnaleźć w życiu" (s. 111).

2) Edukacja szkolna podporządkowana jest selektywnej rywalizacji - kształcenie pod testy, liczbę laureatów olimpiad, wysokie miejsce w rankingach itp. "Rywalizacja jest głównym elementem wychowania, rywalizacja charakteryzuje się negatywnym stosunkiem do tych, którzy z jakichś powodów mają trudności, a także tych, którzy mają inny rodzaj zainteresowań niż te, które są wymagane na testach" (s. 32); "W tym zawodzie najwazniejsze jest bowiem to, czego się nie da zmierzyć, wyliczyć, uchwycić. A my w Polsce robimy szkołę opartą o rankingi i wyniki. Taka szkołą okalecza i nauczyciela, i ucznia (s. 84);

3) Kompromitująca partię władzy deforma systemu szkolnego w wyniku przywrócenia jego ustroju z czasów socjalistycznej PRL. Błędna, bezpodstawna merytorycznie, bo nieprzemyślana była krytyka i zniszczenie gimnazjów. Powrót do ideologicznej ortodoksji w edukacji szkolnej:

"(...) obecna władza chce wychowywać obywateli według przyjętych założeń ideologicznych. W nowych podstawach programowych dla szkoły podstawowej mówi się wprost, że głównym celem nauczania jest kształtowanie postawy patriotycznej uczniów" (s.51).

"Sprawa zarobków była drugorzędna. Chodziło głownie o reformę edukacji, która jest transformacją wyłącznie na papierze. Nic się nie zmieni. Formalnie znikną gimnazja, ale nauczanie będzie wyglądać tak jak do tej pory - będą realizować program szybko, na bezdechu" (s. 131);

To także zablokowanie procesów zmierzających do zwiększenia autonomii szkół, w tym nauczycieli, którzy są podporządkowani biurokratycznym dyrektywom nadzoru pedagogicznego, bo (...) nauczyciel ma realizować to, co mu się nakazuje. To autorytarny system zarządzania oświatą, który później przenosi się na autorytarny system zarządzania dziećmi przez nauczyciela, bo ten musi przerobić podstawę programową" (s. 44).

"Ta reforma bazuje na tym, na czym bazowała polityka edukacyjna tego państwa przez ostatnie trzy lata - na uśmiechu pani minister. Zniszczyła wysiłek tysięcy nauczycieli (...). Ta reforma to wreszcie dramatyczne zniszczenie świetnie zbudowanej infrastruktury gimnazjów oraz wysiłku wielu ludzi tam pracujących. Reforma minister Zalewskiej przyniosła porażający brak szacunku dla wszelkich instytucji państwa zgłaszających swoje zastrzeżenia - począwszy od naukowych, na przykład Polskiej Akademii Nauk, skończywszy na społecznych, na przykład rzeczniku praw obywatelskich(s. 61-62).

"Kiedy już wypracowaliśmy odpowiednie metody nauczania, wychowanie, kiedy po 20 latach doszliśmy do konsensusu, wiedzieliśmy już, jak a młodzież do nas przychodzi, jakie ma problemy, to stwierdzono: wracamy do starego" (s. 115).

4) Niszczenie autorytetu, etosu i pozycji społecznej nauczycieli, które skutkuje wzmożeniem procesów wypalenia zawodowego, unikania studiów przygotowujących do pracy w tym zawodzie lub odchodzenia z niego najbardziej kreatywnych pedagogów. Kluczowym powodem tego stanu rzeczy są niskie zarobki. "W małych środowiskach rzeczywiście pracują belfrzy, którzy nie zwracają takiej uwagi na to, ile zarabiają, często godzą się z tym, są może bardziej zachowawczy w ubieganiu się o swoje prawa, bo często spotykają się z presją wójta, Kościoła, wpływowych sąsiadów(s. 58)".

"Chyba najbardziej zabolało nas poniżanie, którego doświadczyliśmy z rożnych stron. Minister Michał Dworczyk powiedział, że bierzemy naszych uczniów za zakładników, minister prezydencki Krzysztof Szczerski stwierdził, że możemy się rozmnażać, jeśli chcemy więcej zarabiać. Pierwsza Dama, także nauczycielka, milczała. (...) porównywanie nas do terrorystów było przekroczeniem granicy, której nie wolno było przekroczyć" (s. 58).

5) Zawodowa pasja i sztuka kształcenia dzieci/młodzieży oraz dzielenia się własnym doświadczeniem z innymi nauczycielami.

"(...) być nauczycielem to być artystą" (s.63).

"Nauczyciel to nie jest zawód teoretyczny, nauczyciel musi być praktykiem. Jasne, trzeba mieć warsztat, ale trzeba być także, a może przede wszystkim, artystą, marzycielem, fighterem, couchem" (s. 66);

"Tak, jestem fighterem. Jeśli chce się uczyć fajnie i dobrze, trzeba nim być, bo takie nauczanie to ciągła walka. Walka o każde dziecko, o to, żeby dotrzeć do młodego człowieka, mimo że w klasie siedzi trzydzieści pięć osób"(s. 67);

"(...) najfajniejszym elementem naszej pracy jest praca z dzieciakami. Jeśli polski nauczyciel czegoś chce, to wyraziłbym to słowami: "Dajcie mi pracować z młodzieżą, dajcie mi godnie zarabiać, a co do reszty, to dajcie mi święty spokój" (s. 76);

"Mam dużo do zaoferowania, czuję w sobie potencjał, ale jednocześnie mam świadomość, że on jest w szkole marnowany. Ludzie pytają mnie czasami, skąd we mnie tyle pasji, tyle powera. Nie wiem. Jeśli już coś robię, to albo najlepiej, jak potrafię, albo wcale" (s.79).

"Należę do grupy Superbelfrzy, zaczęliśmy działać osiem lat temu. Chodzi nam o to, aby uczyć nowocześniej, fajniej, właśnie twórczo. To grupa 150 wariatów - wspieramy się, podpowiadamy sobie różne rzeczy" (s.82).

"Albo się to "coś" ma, albo się tego nie ma" (s. 90).

"(...) nauczyciele w ostatnim czasie czegoś się nauczyli. Nauczyli się mówić: "Nie"" (s. 117).

6) wysoki poziom krytycyzmu wobec toksycznych nauczycieli wobec nich czy wobec uczniów. "Spotkałem w szkole słabych nauczycieli, zarabiają tyle co ja albo więcej. Odsetek idiotów wśród nauczycieli jest taki sam jak odsetek idiotów w innych grupach zawodowych" (s. 77). W tej profesji ma miejsce zazdrość, zawiść i nieżyczliwość. "Doświadczyłem wielu nieciekawych sytuacji, kiedy próbowano mnie zniszczyć, bo osiągam sukcesy, bo za dobrze mi idzie" (s.78); "(...) nauczyciel to zawód słabych ludzi" (s. 84).

6) Samodoskonalenie - "Sami musimy niestety dbać o swój rozwój, bo sensowny system doskonalenia zawodowego po prostu nie istnieje" (s. 71);

Otrzymaliśmy mikrofotografię stanu polskiej szkoły, nauczycielstwa i braku w środowisku władzy rzeczywistej troski o polską młodzież. Gdyby bowiem ta miała miejsce, to skończono by z wspomnianymi powyżej determinantami negatywnych zjawisk w szkole , w ty wśród uczniów i nauczycieli. O książce wypowiada się także jej autorka:



czwartek, 28 listopada 2019

Instytut Badań Edukacyjnych zatrudni socjologów edukacji/wychowania


Dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych w Warszawie ogłosił konkurs na 11 stanowisk pracowników naukowych. Poszukuje się SOCJOLOGÓW. Najlepiej, jak ktoś jest profesorem, doktorem czy magistrem nauk socjologicznych w zakresie socjologii edukacji/socjologii wychowania.

Jak informuje się adresatów oferty pracy:

"Instytut Badań Edukacyjnych (IBE) jest placówką badawczą prowadzącą interdyscyplinarne badania naukowe oraz projekty wdrożeniowe dotyczące funkcjonowania i efektywności systemu edukacji w Polsce, a także powiązań edukacji z rynkiem pracy. Instytut uczestniczy w krajowych i międzynarodowych projektach badawczych i wdrożeniowych, przygotowuje raporty, sporządza ekspertyzy oraz pełni funkcje doradcze. W Instytucie pracuje blisko 280 osób zajmujących się edukacją i rynkiem pracy, w tym uczeniem się przez całe życie. Zatrudniamy socjologów, psychologów, pedagogów, ekonomistów i politologów. Nasi pracownicy to w większości wybitni specjaliści w swoich dziedzinach, posiadający bogate doświadczenie zawodowe obejmujące prace badawcze oraz wdrożeniowe, współpracę z partnerami społecznymi, w tym biznesem, a także pracę dydaktyczną, pracę w administracji publicznej, marketingowych organizacjach badania rynku i opinii oraz organizacjach pozarządowych."

Rzeczywiście, IBE od lat oscyluje w zatrudnianiu kadr naukowych między pedagogami, psychologami a socjologami z przewagą tych ostatnich. To oznacza, że Ministerstwo Edukacji Narodowej oczekuje diagnoz uwarunkowań społecznych edukacji, a nie tego, co jest jej istotą, czyli procesów kształcenia, wychowania i opieki. Diagnozy socjologiczne doskonale nadają się do kształtowania opinii publicznej.

W związku z tym, że w uczelniach prywatnych mamy coraz większy kryzys w zakresie finansowym, bo od lat spada liczba studentów a MNiSW zlikwidowało minima kadrowe, to i profesorowie nie bardzo mają w nich zatrudnienie. Jeżeli zatem jakiś socjolog szuka pracy na stanowisku profesora instytutu z możliwością pełnienia funkcji kierownika Zespołu Uczenia się Dorosłych oraz Badania Szkół i Nauczycieli, to powinien zajrzeć do warunków konkursowych i złożyć ofertę. Musi mieć co najmniej stopień doktora - jak podaje się w niektórych częściach ogłoszenia - w dyscyplinie socjologia.

Są też etaty dla pięciu adiunktów, czyli osób ze stopniem naukowym doktora, których osiągnięcia nie pozwalają jeszcze na ich zatrudnienie na stanowisku profesora (bez habilitacji). Także na tych stanowiskach mile widziani będą doktorzy nauk z zakresu socjologii lub socjologii wychowania. Konkurs adresowany jest także do doktorów nauk socjologicznych.

Ba, IBE poszukuje też pięciu asystentów z nauk socjologicznych. Tak więc wykształceni na poziomie magisterskim socjolodzy mają szansę na uzyskanie dobrego miejsca pracy. W tym jednak przypadku mile widziany będzie ich udział w studiach doktoranckich lub otwarty przewód doktorski w obszarze socjologii edukacji lub socjologii wychowania. Powinni tez mieć dorobek naukowy w postaci przynajmniej jednej publikacji w czasopiśmie naukowym, wystąpienie na krajowych lub międzynarodowych konferencjach naukowych, a także doświadczenie w jakościowej lub/i ilościowej analizie danych i w realizacji projektów badawczych finansowanych ze środków unijnych.

Warto wspomnieć, że w OSOBOWYM SKŁADZIE RADY NAUKOWEJ INSTYTUTU BADAŃ EDUKACYJNYCH NA LATA 2017 – 2021 są następujący pedagodzy:

o prof. dr hab. Agnieszka Gromkowska-Melosik: Przewodnicząca Rady Naukowej IBE

o prof. dr hab. Stefan Kwiatkowski: Zastępca Przewodniczącej Rady Naukowej IBE

o dr hab. Bogusława Dorota Gołębniak, prof. Collegium Da Vinci

o prof. dr hab. Barbara Kromolicka

o prof. dr hab. Aleksander Nalaskowski

o dr hab. Anna Sajdak-Burska

o prof. dr hab. Małgorzata Sekułowicz

W IBE wydawane jest naukowe czasopismo, które znajduje się w wykazie punktowanych periodyków z przyznaną mu liczbą 20 pkt.














środa, 27 listopada 2019

Tomasz Gmerek z UAM profesorem tytularnym nauk społecznych


(fot. Krzysztof Sitkowski)

Częste wyjazdy w listopadzie na konferencje naukowe sprawiły, że zaniedbałem monitorowanie nominacji nauczycieli akademickich na tytuł naukowy profesora. Odbywają się one tak nieregularnie, że trudno jest przewidzieć, czy już takowa miała miejsce, czy może dopiero nastąpi w najbliższej przyszłości. Listopadowa uroczystość była dwudziestą drugą w trwającej już cztery lata prezydenckiej kadencji Andrzeja Dudy.

Z dużą radością odczytałem komunikat Kancelarii Prezydenta RP o nominacjach profesorów, które miały miejsce w dn. 6 listopada 2019 r., gdyż wśród nowych profesorów nauk społecznych znalazł się TOMASZ GMEREK, wybitny komparatysta, autor znakomitych monografii z pedagogiki porównawczej, które pięknie wpisują się w najlepsze tradycje poznańskiej szkoły badań w tej dyscyplinie profesorów Eugenii Potulickiej i Zbyszko Melosika.

Miałem przyjemność recenzowania dysertacji doktorskiej T. Gmerka, a także uczestniczenia w jego przewodzie habilitacyjnym, toteż z tym większą satysfakcją odebrałem uzyskanie przez tego pedagoga tytułu naukowego profesora. W pełni nań nie tylko zasłużył, ale wypracował swoimi dziełami, aktywnością naukowo-badawczą, organizacyjną i dydaktyczną na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu.

Są doktorzy habilitowani, których dorobek naukowy jest powszechnie znany nie tylko recenzentom, ale szerokiemu gronu specjalistów – w tym przypadku w subdyscyplinie pedagogika porównawcza i socjologia edukacji - zanim jeszcze zostały one przedstawione w procedurze awansu naukowego na tytuł naukowy profesora.

W przypadku prof.Tomasza Gmerka (ur. 31.10.1977 w Poznaniu) mamy do czynienia z rzeczywiście wyjątkową i godną podkreślenia na wstępie sytuacją, że jego najwyższej jakości publikacje już stały się kanonem obowiązkowych lektur naukowych w ramach kształcenia na kierunku pedagogika oraz – co jest w tym przypadku niezwykle istotne – podstawowymi źródłami w konstruowaniu projektów badawczych przez kolejne pokolenia naukowców.

Reprezentowana przez prof. T. Gmerka dyscyplina nauk pedagogicznych wymaga szczególnych kompetencji – wysokiej znajomości języków obcych, dzięki którym staje się możliwe kompetentne korzystanie z źródeł naukowych, zdolności i umiejętności do diagnozowania edukacji w obcych kulturach, z uwzględnieniem ich uwarunkowań historycznych, społeczno-politycznych i gospodarczych, a szczególnie oświatowych.

Nie są to łatwe studia badawcze, choć wydawałoby się, że bardzo atrakcyjne poznawczo, gdyż muszą przede wszystkim wznosić się na poziom makroanaliz, by w ich kontekście można było dostrzec interesujące badacza zjawisko czy kluczowy problem pedagogiczny dla zrozumienia istoty, uwarunkowań i rzeczywistej jakości edukacji w obcym kraju czy porównawczo w kilku krajach.

Jestem pod wrażeniem wysokiej jakości dorobku naukowego prof. Tomasza Gmerka, który udowodnił znakomitą znajomość nie tylko własnej subdyscypliny pedagogicznej, wyjątkową kulturę badawczą i rzadko spotykaną konsekwencję oraz spójność własnego warsztatu metodologicznego, ale także potwierdził rzeczywistą znajomość zagadnień, będących przedmiotem jego dociekań.

Niewątpliwie, jest przedstawicielem zupełnie nowej generacji komparatystów, dla których nie jest istotne powielanie typowych dla większości jego poprzedników schematów analiz wybranych systemów oświatowych. Tego typu zadanie miałoby przecież jedynie charakter deskryptywny.

Profesor skupia się w swoich badaniach na jednej z najważniejszych we współczesnym świecie społecznej funkcji szkolnictwa i wynikających z jej realizacji następstw. Jako komparatysta wykazuje, że wymaga od siebie czegoś więcej, niż tylko prostej rekonstrukcji uwarunkowań wybranego spośród państw europejskich systemu szkolnego. Sięga po metodę jukstapozycji, by badać zjawiska oświatowe we właściwych dla nich kontekstach, dzięki czemu możliwe stało się dokonywanie prawomocnego ich zestawienia porównawczego.

Poznański komparatysta zastosował w swoich badaniach najważniejszą dyrektywę metodologiczną, jaką jest dociekanie prawdy na podstawie rozległej znajomości problematyki socjologicznej i pedagogicznej w zakresie procesów stratyfikacyjnych w i z udziałem edukacji.

Tego typu badania są potrzebne wszystkim pedagogom, socjologom, ale i politykom oświatowym, gdyż wprowadzają szeroko rozumianą konfrontację o charakterze porównawczym do zrozumienia uwarunkowań i istoty kształtowania się nowej rzeczywistości wychowawczej także w naszym kraju.

Od samego początku kariery naukowej interesowały go wzajemne relacje między edukacją a społeczeństwem, ze szczególnym zwróceniem uwagi na rolę, jaką odgrywają szkoły (w tym także kredencjały akademickie) w procesach stratyfikacyjnych. Słusznie przyjął założenie, że zrozumienie mechanizmów „rozmieszczania” osób na drabinie społecznej wymaga uprzednich badań makropolityki oświatowej państw, w których wykorzystuje się placówki oświatowe jako instrument selekcji, jak i na poziomie mezo- i mikro, by przez pryzmat typów i funkcji instytucji oraz osiągnięć szkolnych osób uczących się dostrzec wpływ formalnego (wy-)kształcenia na ich dalsze losy.

Badania T. Gmerka wpisują się w bogatą tradycję tak właśnie ujmowanej polskiej komparatystki poprzedników jak Sergiusz Hessen, Bogdan Nawroczyński, Tadeusz Wiloch, Jan Konopnicki, Anna Mońko-Stanikowa czy współczesnych badaczy tej subdyscypliny, jak Czesław Kupisiewicz, Ryszard Pachociński, Zbyszko Melosik i Eugenia Potulicka. Za każdym razem, wybierając kraj czy obszar do własnych badań, dokonuje zogniskowanej na głównym problemie badawczym kwerendy literatury przedmiotu, by przebić się przez gigantyczny zbiór informacji o kształceniu i wychowaniu w interesujących go krajach. Szuka prawidłowości, które są w każdym z interesujących go państw i społeczeństw wspólne, powszechne i uniwersalne, ale także uwzględniają to, co jest w nich swoiste.

Co ważne, w rozprawach T. Gmerka mamy głęboki wgląd w politykę edukacyjną wiodących - ze względu na uzyskiwane przez absolwentów szkół w świecie, a przecież europejskich - państw, dzięki któremu poznajemy kluczowe prawidłowości determinujące określone sukcesy uczniów oraz przyczyny prowadzące do niepożądanych społecznie strat szkolnych dzieci i młodzieży. W tym też sensie można powiedzieć, że prof. T. Gmerek jest epigonem koncepcji prekursora badań komparatystycznych, jakie były charakterystyczne dla Marca-Antoine’a Jullien de Paris.

Jako komparatysta nie poznawał interesujących go systemów oświatowych w oparciu jedynie o literaturę, do której dzisiaj jest już dużo łatwiejszy dostęp, ale przede wszystkim odbywał długie podróże i staże naukowe w wybranych do badań państwach, by gromadząc w nich odpowiednie źródła wiedzy, uczynić swoją diagnozę nauką niemal już pozytywną. Nie uniknął przy tym wartościowania zjawisk społecznych, które w tym przypadku, choć wyraźnie nawiązuje do neolewicowych teorii i ideologii socjaldemokratycznego egalitaryzmu we współczesnych naukach społecznych.

Jego diagnozy mają charakter twórczych wartościowań, gdyż docieka nie tylko doniosłości zdarzeń i rozwiązań oświatowych, ale poszukuje także odpowiedzi na pytanie, jakie są szanse, by możliwe było w danym państwie optymalizowanie jego polityki oświatowej. Poznanie prawidłowości interesujących prof. T. Gmerka procesów ma ogromne znaczenie zarówno dla teoretycznych podstaw pedagogiki, jak i mogłoby mieć znaczenie dla praktyki edukacyjnej w naszym kraju. Niestety, politycy oświatowi z MEN koncentrowali się w czasie swoich bezowocnych dla krajowych reform podróży zagranicznych chyba na kwestiach krajoznawczych.

Wśród monografii naukowych tego autora są tak znakomite studia, jak:

Edukacja i stratyfikacja społeczna, (red.) Poznań: WN UAM 2003.

Szkolnictwo wyższe w krajach skandynawskich. Studium z pedagogiki porównawczej, Poznań: Wydawnictwo WOLUMIN 2005.

Społeczne funkcje szkolnictwa w Finlandii. Studia i Monografie Wyższej Szkoły Humanistycznej w Lesznie, Poznań-Leszno 2007.

Problemy nierówności społecznej w teorii i praktyce edukacyjnej, współautorką Agnieszka Gromkowska-Melosik, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2008.


Edukacja i nierówności społeczne. Studium porównawcze na przykładzie Anglii, Hiszpanii i Rosji Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2011.

Edukacja i tożsamość etniczna mniejszości w obszarach podbiegunowych (studium socjopedagogiczne), Poznań: WN UAM 2013.


Profesor T. Gmerek należy do czołówki polskich pedagogów, którzy środki na realizację projektów badawczych uzyskiwali w ogólnopolskich konkursach MNiSW oraz NCN:

Grant KBN nr 2H01 F0 4922 (promotorski – promotor: prof. zw. dr hab. Zbyszko Melosik), tytuł: Społeczne funkcje szkolnictwa wyższego w krajach skandynawskich (studium z pedagogiki porównawczej) (w roli głównego wykonawcy)

Grant KBN nr H01 F0 2620, tytuł: Selekcyjna funkcja szkolnictwa w krajach Europy Zachodniej (w roli wykonawcy)

Grant MNiSW nr 2H01 F0 6629, tytuł: Problemy nierówności społecznych w teorii i praktyce edukacyjnej (w roli głównego wykonawcy)


Grant MNiSW nr N N106 065935, temat: Edukacja i tożsamość etniczna mniejszości w obszarach podbiegunowych (studium socjopedagogiczne) (w roli kierownika i głównego wykonawcy)

Każdy z powyższych projektów owocował nie tylko monografią naukową, ale i kolejnym awansem akademickim. Już jestem ciekaw, który obszar czy kraj będzie przedmiotem kolejnych badań komparatystycznych tego Profesora.

A skoro mowa jest o stratyfikacji społecznej, to przyznam, że nie skojarzyłem prasowych doniesień o rzekomej blokadzie przez prezydenta Andrzeja Dudę wybranych wniosków, które uzyskały bardzo pozytywną opinię w Sekcji I Nauk Humanistycznych i Społecznych Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów, dzięki czemu Prezydium CK mogło rekomendować je prezydentowi do dalszego procedowania.

Tymczasem w mediach pojawiła się informacja o odmowie prezydenta poparcia wniosku Centralnej Komisji o nadanie tytułu naukowego psychologowi, zastępcy przewodniczącego Komitetu Psychologii PAN dr. hab. Michałowi Bilewiczowi, profesorowi Uniwersytetu Warszawskiego.

wtorek, 26 listopada 2019

"Pięknie się różnić, mądrze być podobnym"


Profesor psychologii Wiesław Łukaszewski wydał książkę, za którą wprawdzie nie otrzyma slota, bo nie jest recenzowana i nie ukazała się w wydawnictwie z wykazu MNiSW, ale za to jest adresowana do ludzi, do czytelników, którym trzeba umieć przybliżać wiedzę naukową językiem popularnonaukowym, po części potocznym, bo odwołującym się także do osobistych doznań czy pozanaukowych lektur.

Tytuł książki niezwykle trafnie przypomina przesłanie Aleksandra Kamińskiego, by Polacy potrafili pięknie się różnić przy całej gamie odmienności postaw, cech, zachowań wszelkiego rodzaju. Łukaszewski nie zna myśli "Kamyka" sprzed kilkudziesięciu lat, ale tak to już bywa w naukach humanistycznych i społecznych, że kolejni uczeni wyważają otwarte przez innych drzwi. Psycholodzy czytają samych siebie, rozprawy psychologów, bo taką już mają ksobną naturę, by mądrze być podobnym w ramach własnej nauki, mimo iż w obrębie niej muszą się także różnić między sobą.

Autor zadedykował swoją książkę przyjaciołom i nieprzyjaciołom, co potwierdza stan pęknięcia także wśród uczonych aktywnych normatywnie i perswazyjnie wobec innych, tylko nie w stosunku do samych siebie. Z kart niniejszej publikacji odczytają myśli, przywołane konkluzje z badań naukowych, które wpisują się w naszą codzienność odsłaniając zarazem uczestniczenie w niekończących się sporach z powodu odmiennych przekonań, światopoglądów i osiągnięć lub porażek.

Możemy być wdzięczni emerytowanemu już - chociaż nadal aktywnemu dydaktycznie i ekspercko - profesorowi W. Łukaszewskiemu za to, że w wyniku rozmów, wielu "(...) spotkań i niekończących się debat o niezmierzonej nędzy życia i o szczególnych, choć rzadkich, uśmiechach losu" (s.9) postanowił podzielić się z nami swoimi przemyśleniami - jak pisze: (...) o sprawach, które wcześniej wolałem zachować w bezpiecznej bezmyślności" (tamże). Jakże to prawdziwa konstatacja, że dla wielu uczonych dzielność wypowiedzi pojawia się dopiero w okresie przejścia na emeryturę, kiedy już nikt i nic im nie zagraża w realizowaniu własnych zamierzeń naukowych.

Książka nie jest na szczęście nośnikiem potocznej refleksji, osobistymi pseudoreceptami na życie czy "rozwój osobisty", z jakimi spotykamy się w ostatnich latach na rynku wydawniczym. Księgarnie zapełnione są regałami z publikacjami, których autorzy chcą zapewnić czytelników o szczęściu, zdrowiu, pomyślności, sukcesach itp. w zasięgu ich ręki, o ile tylko kupią i przeczytają recepty na zgodne z nimi życie.

Łukaszewski nie moralizuje, nie poucza, nie formułuje wskazań i procedur, którym trzeba się poddać, by być mądrym i pięknie się różnić. Chciałby, że ją przeczytali politycy, studenci psychologii, ale i uczniowie szkół średnich wraz z ich nauczycielami. "Pragnąłbym, aby przeczytali ją ci, którzy myślą, że inni to nie są ludzie w pełnym tego słowa znaczeniu, oraz ci, którzy wiedzą, że tak nie jest. Bo i ci podobni do nas, i ci odmienni to też ludzie. Tacy sami jak my" (s.12).

Można przypuszczać, że autorowi zależy na naprawie stosunków międzyludzkich, chociaż sam w to nie wierzy, czemu daje wyraz explicite. Jest to przysłowiowe "rzucanie grochem o ścianę", gdyż karawana zaostrzających się z każdym miesiącem podziałów na tle różnic eksponowanych i określanych jako "brzydkie" przez tych, którzy są niemądrze podobni - idzie dalej.

Łukaszewski przywołuje konkluzje z badań psychologii społecznej, które w prawdzie nie są naukowymi prawami, tylko prawidłowościami, ale stanowią mocny punkt oparcia do zrozumienia humanum w społeczno-kulturowych, politycznych, ekonomicznych i biofizycznych uwarunkowaniach jego życia. Jak stwierdza:

"Różnić się pięknie to nie tylko dawać świadectwo przekonaniu, że drugi człowiek ma prawo być inny niż ja, a nawet mieć inne niż ja przekonania, to nie tylko akceptacja tej odmienności, lecz także dopuszczenie myśli, że on może mieć rację, a zarazem odrzucenie myśli, że przez swoją odmienność staje się a priori gorszy. Pod jednym wszakże warunkiem, że jego odmienność nie obraca się przeciwko innym ludziom".

Psycholog ma rację. Tego typu przeświadczenie nie ma zbyt wielkich szans na ucieleśnienie w kraju światopoglądowo (ideologicznie) sterowanej kontrrewolucji, w wyniku której żadne prawidłowości psychospołeczne nie są przedmiotem troski, szacunku czy uwagi. Wprost przeciwnie, przeszkadzają w utrwalaniu władzy i realizacji jej ideowo-politycznych, a w tle ekonomicznych interesów. Kiedy rządzący ogłaszają, że nie będzie w Polsce miejsca na wojnę kulturową, to znaczy, że właśnie ją prowadzą pod hasłem nieakceptowania inności, która dla nich a priori jest gorsza.

Nie oznacza to jednak, że w tej sytuacji nie warto czytać, wejść w psychologiczny przekaz wiedzy przeciwstawiającej się obsesyjnym uprzedzeniom, patologicznym przedrozumieniom, dehumanizacji, żeby lepiej rozpoznawać własne cechy rozumiane jako zbiory zachowań i określające je prawidłowości, unikać w komunikacji społecznej banałów i propagandowej manipulacji.

Mamy tu pochwałę różnorodności, która jest nie do zniesienia przez tych, którzy chcieliby likwidacji różnic i prawa do różnienia się w kwestiach aksjonormatywnych, ideologicznych. Nie da się przecież pogodzić wody z ogniem, jak prawicy z lewicą czy liberałami. "Tłumienie różnorodności, odcinanie się od niej jest sposobem na porządkowanie, drogą do redukcji entropii. Tak jest, o ile nie prowadzi do nadmiernej schematyzacji, bo wtedy staje się przesłanką konserwatyzmu, uporczywej obrony status quo i... dalszej schematyzacji" (s. 78).

Piękna narracja, mądra treść sprawiają, że książkę czyta się szybko i z dużą przyjemnością. Można bowiem dowiedzieć się z niej czegoś o tym, jakimi bywamy w różnych okolicznościach i jaki jest tego możliwy powód. Każdy z kilkudziesięciu rozdzialików zawiera w tytule tezę lub pytanie, zaś jej rozwinięcie czy odpowiedź na nie mieszczą się na 2-3 stronach, toteż - jak ktoś chce - może w spisie treści wyszukać interesującą go kwestię i tylko dla niej znaleźć psychologiczne wyjaśnienie, oczywiste oczywistości.

Ktoś, komu nie powiodło się z powodu własnej ignorancji, braku kompetencji będzie szukał sobie podobnych, by tym samym usprawiedliwić w oczach bliskich czy opinii publicznej, że nie jest kimś wyjątkowym. Przecież innym też się nie powiodło, a raczej też ktoś ich niesprawiedliwie osądził. Tak oto podobieństwo zakrywa różnice, by wtapiając się w sobie podobnych, zachować poczucie nieadekwatnej wartości. Ba, można w tworzeniu wspólnoty np. pseudonaukowców, a więc osób rzekomo pokrzywdzonych przez innych za sprawą próżniactwa społecznego i żerowania na nich, kreować wizerunek bycia kimś jednak innym niż w rzeczywistości.

Jak pisze ów psycholog, w rzeczywistości słaby, głupi udaje groźnego atakując tych, którzy są mądrzy, silni mocą swoich sukcesów, by tym samym samooszukiwać siebie i otoczenie, skoro go właściwie ocenili odsłaniając ignorancję czy niekompetencję. Mimetyzm jest właśnie taką formą maskowania się, by upodabniając się do tła przez tworzenie grup odniesienia, skrywać swój interesowny zabieg służący "(...) albo obronie albo podstępowi, albo jednemu i drugiemu. (...) Jest pewną formą nieintencjonalnego (lub - zdarza się - intencjonalnego) oszustwa - ukrycia się przed zagrożeniem, zmyleniem przeciwnika bądź formą zamaskowania własnych, niekoniecznie złożonych, intencji. Nieraz mimetyzm jest po prostu sposobem autoprezentacji wprowadzającej w błąd otoczenie społeczne" (s. 160).

Warto zatem czytać, by zrozumieć, skąd biorą się w naszym otoczeniu, w przestrzeni publicznej szalbiercy usiłujący ukryć własne wady depersonalizacją tych, których nie rozumieją, bo nie chcą lub nie są w stanie zrozumieć powodów ich działań oraz sukcesów. Ich na to po prostu nie stać, więc łatwiej jest stłuc termometr, który służył do pomiaru gorączki ich nikczemności, patrologicznych stanów itp. Nie tylko zatem psycholodzy nie radzą sobie najlepiej z dialektyką sprowadzając stany codziennego życia do wzajemnie wykluczających się stanów.

Łukaszewski kończy swoją książkę refleksją zachęcającą psychologów do tego, by zaczęli wreszcie myśleć dialektycznie. "Zamiast więc koncentrować się na tylko jednym członie kiepskiej alternatywy, warto uczyć się doceniania obu jej członów. Nie unikniemy wykryania różnic między ludźmi i następstw tych różnic, ale nie powinniśmy na tym poprzestawać. Konieczne wydaje się dołączenie do tego wykrywania podobieństw między ludźmi i konsekwencji, które za tym idą" (s. 199).

poniedziałek, 25 listopada 2019

Kiepskie perspektywy dla nauki i szkolnictwa wyższego


Minister Jarosław Gowin ogłosił główne kierunki polityki resortu w zakresie szkolnictwa wyższego i nauki. Zapewne nie zachwycą akademickiego środowiska. Nie ma tu w ogóle mowy o znaczącym wzroście nakładów na naukę i kadry naukowe. Może dlatego minister Gowin ucieka w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej od tej kwestii. Ba, dziennikarze nawet nie pytają, bo zdaje się, że pytać im o to nie wolno lub nie jest to dobrze widziane.

Tymczasem to finanse rozstrzygają o tym, jakie będzie młodzieży chowanie, skoro za priorytet uznaje szef resortu "wspieranie na uczelniach dydaktyki na wysokim poziomie". Nie bardzo rozumiem, jak można wspierać dydaktykę na wysokim poziomie, skoro władze resortu przeznaczają na tę funkcję szkół wyższych marne grosze. Ba, to polityka resortu sprawiła, że narzucony wskaźnik przyjęć młodzieży na studia pozbawia dostępu do najlepszych uczelni właśnie tych, o których minister rzekomo się troszczy.

Proszę zobaczyć, jak stawiane jest pytanie i jaka na nie pada odpowiedź:

PAP: A co z kolejnymi ustawami? Przygotowany jest już podobno projekt dotyczący ulg podatkowych dla osób, które studiują na uczelniach prywatnych. Czy ten projekt trafi pod obrady Sejmu?

Jarosław Gowin: - To wymaga decyzji na szczeblu koalicji rządowej. Można dalej nie dostrzegać, że część studentów jest krzywdząco traktowana, bo musi za studia płacić. W dodatku najczęściej jest to młodzież z mniejszych ośrodków, z gorzej sytuowanych rodzin. Osoby mniej zamożne płacą więc podwójnie: nie tylko za swoje studia, ale w dodatku z ich podatków – czy podatków ich rodziców – są finansowane studia zamożniejszej młodzieży wielkomiejskiej. Od wielu lat opowiadam się za likwidacją tej jaskrawej niesprawiedliwości, ale nie udało mi się jeszcze uzyskać sojuszników dla tego projektu.

Otóż minister powinien przyznać, że część polskiej młodzieży jest krzywdząco traktowana z powodu przymusu finansowania własnych studiów w wyższych szkołach prywatnych, gdyż rząd PiS od czterech lat karze finansowo uczelnie państwowe za przyjmowanie studentów w liczbie przekraczającej wskaźnik 1:13 (na jednego nauczyciela akademickiego: maks. 13 studentów). Tym samym to polityka tego rządu spycha w sferę niedostępności do akademickiego wykształcenia tych, którzy z racji wysokich limitów przyjęć nie mają żadnych szans na bezpłatne studia.

Twierdzenie, że jak jest mniej studiujących, to dydaktyka jest na wyższym poziomie, ośmiesza władze ministerstwa. To resort wykluczył z parametrów finansowania szkół wyższych jakość kształcenia studentów i kształcenia doktorantów, które nie są już przedmiotem ewaluacji.

Jarosław Gowin wprowadził jeszcze jeden czynnik degradujący jakość dydaktyki w państwowym szkolnictwie wyższym, bo że w prywatnym jest ona na jeszcze niższym poziomie z racji zlikwidowania minimów kadrowych (uczyć każdy może, trochę lepiej lub nawet gorzej), to już nie ulega wątpliwości. Tym czynnikiem jest zmiana rangi kształcenia.

Od ustawowej regulacji resortu nauki i szkolnictwa wyższego nowych zasad oceny parametrycznej - nie jednostek akademickich, ale dyscyplin naukowych - wiadomo, że dydaktyka nie może być priorytetem czy znaczącą troską nauczycieli akademickich, gdyż ci, żeby mogli w ogóle pracować w uczelniach państwowych muszą zdynamizować własne badania naukowe, aplikować o środki zewnętrzne (a nie uczelniane) na projekty badawcze i publikować w periodykach oraz wydawnictwach listy MNiSW.

Tym samym, żeby przetrwać, nawet z najlepszą wolą zatroszczenia się o studentów, najpierw muszą zapewnić sobie miejsce pracy naukowo-badawczej. Nie dość, że marnie zarabiają, to jeszcze muszą żebrać o niedostępne dla nawet bardzo dobrych wniosków środki w ramach konkursów NCN, gdyż tam są one także ograniczone. Co zatem czynią władze wielu uczelni państwowych? Przyznaje się do wiedzy na temat tej manipulacji, a będącej wynikiem polityki władzy, minister J. Gowin odpowiadając na pytanie dziennikarza PAP:

PAP: Co państwo chcą zrobić, aby poprawić jakość dydaktyki na uczelniach?

J.G.: Szansa, którą przewidzieliśmy w Konstytucji dla Nauki – nowa ścieżka dydaktyczna, nie została przez środowisko wykorzystana. Na żadnej uczelni nie podjęto przemyślanej próby otwarcia przed wybitnymi dydaktykami nowych perspektyw. Obserwujemy za to zjawisko jednoznacznie negatywne – przesuwanie na etaty dydaktyczne słabych naukowców. Przestrzegam, że ministerstwo nie zamierza biernie się temu przyglądać! W najbliższych miesiącach na pewno będziemy zastanawiali się nad rozwiązaniami, które zachęcą do tego, by ścieżkę dydaktyczną w dobrym tego słowa znaczeniu otwierać. A jeżeli będzie trwało to zjawisko przesuwania na stanowiska dydaktyczne osób, które nie powinny na uczelni pracować, wprowadzimy zmianę w algorytmie finansowym. A to sprawi, że tego typu praktyki będą dla uczelni nieopłacalne.


To w końcu, jakie praktyki w uczelniach są opłacalne? Co minister rozumie, przez opłacalność i dlaczego nie docieka rzeczywistych powodów warunkowania przez resort demoralizacji akademickiej?

niedziela, 24 listopada 2019

Tym razem zastrajkują uczniowie


W dn. 29 listopada 2019 r. miliony uczniów na całym świecie nie pójdą do szkoły podejmując strajk dla klimatu. Uczniowski strajk rozpocznie się o godz. 12.00 w Łodzi na pl. Wolności, ale także odbędzie się tego dnia w 23 innych miastach Polski. Jak piszą w swoim komunikacie organizatorzy koordynatorzy tej akcji:

"Strajk dla klimatu odbędzie się tuż przed globalnym szczytem ONZ, na którym przywódcy z całego świata, także z Polski, będą pracować nad wdrożeniem paryskiego porozumienia klimatycznego. Polska do tej pory blokowała ambitne plany Unii Europejskiej, ale teraz jest pod dużą międzynarodową presją. Niech głos strajkujących na ulicach polskich miast sprawi, że szala przechyli się na naszą stronę!

Na naszych oczach dzieje się historia. Niespełna rok temu na szczycie klimatycznym w Katowicach zastrajkowała pierwsza grupa polskiej młodzieży. Dziś młodzieżowego strajku klimatycznego słuchają politycy, a strajki na całym świecie gromadzą miliony. Nie stójmy z boku w tak ważnej chwili. Dołącz 29 listopada do wielkiego strajku klimatycznego w Łodzi lub w jednym z ponad 23 miast Polski. Udostępnij link do wydarzenia i zaproś znajomych:

Kliknij, dołącz i udostępnij!

Nasz ruch od wielu lat stoi na czele walki o ochronę klimatu – czasem jednak trzeba pójść za przykładem innych. Ta młodzież, która sama się organizuje, by walczyć o naszą wspólną przyszłość, daje nam wielką lekcję odwagi moralnej i determinacji. Poprzyjmy ich strajk klimatyczny siłą całego naszego ruchu!

Z podziwem i nadzieją,
Martyna i Marek wraz z całym zespołem Avaaz"


Więcej o:
* Katastrofa klimatyczna zabija - alarmują naukowcy w „Lancecie”

* 11 tysięcy naukowców ostrzega przed „cierpieniem nie do opisania”. Piszą, jak uratować naszą przyszłość

* Polityka: Polska blokuje unijne porozumienie ws. klimatu. Co to oznacza?

* Młodzieżowy strajk klimatyczny 20 września 2019. Od Australii po USA.


sobota, 23 listopada 2019

Wyróżnienie dla Profesora Aleksandra Nalaskowskiego


Cieszy mnie, kiedy w przestrzeni publicznej pozytywnie mówi się o pedagogice i jej profesorach. Uważam, że jesteśmy jeszcze zbyt słabo obecni w świadomości społecznej jako eksperci, którzy mają za sobą lata nie tylko własnych badań naukowych, ale także wyjątkowe doświadczenia profesjonalne w oświacie, szkolnictwie wyższym czy w pozaszkolnych środowiskach wychowawczych lub socjalizacyjnych. Dostrzeżenie tego przez jedno z Towarzystw jest dobrym symptomem procesu zachodzących zmian w wysoce skonfliktowanym społeczeństwie.

Tym razem dotarła do mnie wiadomość o wyróżnieniu Aleksandra Nalaskowskiego - "wybitnego Profesora, teoretyka i praktyka pedagogiki, a zarazem świetnego publicysty" Nagrodą Towarzystwa Patriotycznego za "piękny styl i kawalerską odwagę".

Przywołuję to wydarzenie, które ucieszy przyjaciół a wzbudzi dysonans poznawczy i emocjonalny dyskomfort u pseudonaukowych czy akademickich nieprzyjaciół. Nic na to nie poradzę. Ci, których praca naukowa nie spełnia nawet minimalnych standardów będą mieli okazję, by dowiedzieć się, że nie da się pomniejszać czyichś dokonań mierząc ich własną miarą (niekompetencji, światopoglądu, pozycji społecznej, płci, kultury itp.).

Ci zaś, którzy mają odmienne podejście do świata i poglądu na życie - a są znaczącymi uczonymi w polskiej pedagogice - mogą przejść obok tego wydarzenia bez potrzeby eksponowania różnic. Aleksander Kamiński pisał przed kilkudziesięciu laty, byśmy potrafili pięknie się różnić.

Odnotowuję zarazem, że nagroda dla Profesora A. Nalaskowskiego jest jednym z wielu dowodów jego wyjątkowej, a nie przez wszystkich podzielanej aktywności pozaakademickiej, chociaż ugruntowanej własnym życiem i dokonaniami w pracy naukowo-badawczej oraz oświatowej.


Zapewne nie wszystkim jest znane Towarzystwo Patriotyczne, toteż informuję, że zostało ono powołane w 2011 roku przez Jana Pietrzaka "w celu promowania wartości patriotycznych w życiu publicznym, szczególnie w sferze kultury. Jest rzeczą smutną, że w wyzwolonej z komunizmu Polsce istnieją potężne siły medialne i polityczne zaciekle zwalczające polską tożsamość. Nienawidzą naszych bohaterów, naszych pomników, rugują historię Polski ze szkół, promują antynarodową literaturę i nihilistyczną sztukę. Polskość to dla nich nienormalność. Wiara naszych ojców to dla nich wróg. Nie życzą sobie „żeby Polska była Polską” i codziennie pracują nad tym żeby Polski w Polsce było jak najmniej. Towarzystwo Patriotyczne wspiera dzieła, ludzi, postawy służące Polsce."

piątek, 22 listopada 2019

Figur na figur mawiał święty Igór, czyli uczniowska riposta


Kto gra w brydża, ten zna komunikat zachęcający do przebicia jednej figury wyższą figurą (formy "figur" oraz "Igór" są celowo niepoprawne językowo). Nie przypuszczałem, że będę mógł ją metaforycznie odnieść do tego, co wydarzyło się w województwie małopolskim.

Media społecznościowe aż huczą od ankiety, którą rozesłało Małopolskie Kuratorium Oświaty do wybranych klas jednego z renomowanych liceów ogólnokształcących - V LO im. Augusta Witkowskiego w Krakowie. Jak pisze red. Joanna Cieśla, dobór respondentów powodowany był "życzliwym" donosem, jakoby konkretni nauczyciele ośmielali się rozmawiać z uczniami na tematy społeczno-polityczne.

W preambule do ankiety tak zatem uzasadniono potrzebę jej przeprowadzenia: "(...) ankieta jest częścią kontroli doraźnej, „której celem jest przede wszystkim zebranie informacji na temat jakości pracy szkoły”. Opinie mają być wykorzystane „do opracowania rekomendacji i zaleceń służących rozwijaniu potencjału szkoły”.

Redaktor Joanna Cieśla przytacza treść pytań ankiety, jaką Małopolskie Kuratorium Oświaty przesłało na skrzynki w dzienniku elektronicznym Librus:

- Czy zdarzało się, że nauczyciel podczas lekcji opowiadał o swoim życiu prywatnym oraz prezentował swoje poglądy polityczne? Jeśli tak, proszę opisać sytuację oraz wskazać przedmiot i nauczyciela.

- Czy zdarzało się, iż nauczyciel podczas lekcji relacjonował sytuacje, które miały uprzednio miejsce w pokoju nauczycielskim? Jeśli tak, proszę opisać sytuację oraz wskazać przedmiot i nauczyciela


Początkowo sądziłem, że być może jakiś urzędnik chciał być bardziej poprawny politycznie od swojej zwierzchnik, a może któryś z wizytatorów studiuje pedagogikę lub podyplomowo - zarządzanie oświatą, toteż na potrzeby pracy dyplomowej postanowił wykorzystać urząd jako źródło dostępu do respondentów?

Okazuje się bowiem, że: W ankiecie miały znaleźć się imiona i nazwiska pedagogów, o których była mowa. Jednak pomysł spotkał się z oporem zarówno ze strony nastolatków, jak i nauczycieli. Pedagodzy szybko wychwycili, że ankieta roi się od błędów ortograficznych i językowych. Z kolei uczniowie zwrócili uwagę, że pytania dotyczą wyłącznie złych stron sytuacji w liceum..

Niestety, sprawa na tym się nie zakończyła. Uczniowie postanowili dać nauczkę nadzorowi pedagogicznemu. Wykazali się przy tym umiejętnościami w zakresie zhackowania i zaspamowania kuratorium (...) bzdurnymi odpowiedziami Urządzili zawody, kto napisze najszybszą i najskuteczniejszą aplikację, rozbrajającą ankietę zamieszczoną w internecie bez żadnych zabezpieczeń. Jak informuje Polityka, w związku z tym do kuratorium w jedną noc przyszło prawdopodobnie kilkadziesiąt tysięcy bzdurnych odpowiedzi na ankietę".

W sieci pojawiła się też kontr-ankieta dotycząca małopolskiej kurator Barbary Nowak:


"ankieta w pełni anonimowa, niezbierająca adresów emailowych - 19 listopada 2019 r. * Required

Czy kurator małopolska to właściwy człowiek, na odpowiednim miejscu? *
Tak
Nie
Nie mam zdania

Czy kurator małopolska posiada odpowiednie kwalifikacje do piastowania swojej funkcji? *
Tak
Nie
Nie mam zdania

Czy moralnym jest, aby kurator małopolska zachęcała uczniów i rodziców do anonimowych donosów na nauczycieli? *
Tak
Nie
Nie mam zdania

Czy wstydzisz się za to, że kurator małopolska jest twarzą edukacji i oświaty w Polsce? *
Tak, wstydzę się
Nie, nie widzę problemu
Nie mam zdania
Nie wstydzę się

Czy Twoim zdaniem kurator małopolska powinna zostać natychmiast odwołana ze swojej fukcji? *
Tak
Nie
Nie mam zdania

Jaką ocenę za całokształt wystawiłbyś pani kurator małopolskiej? *
bardzo nisko
1
2
3
4
5
bardzo wysoko

Jakie proponujesz zmiany? *
Your answer

Czy kuratoria w Polsce spełniają swoją rolę? *
Tak
Nie
Nie mam zdania

Jest Pan/Pani: *
nauczycielem
rodzicem
inne
Jest Pan/Pani: *
kobietą
mężczyzną

W jakim jest Pan/Pani wieku: *
25-32
33-40
41-49
50-60
61-65
powyżej 65



Ponoć raport z tej diagnozy poznamy w tych dniach. Zdaniem inicjatora akcji - Janusza Aftyka - “wyniki i komentarze są miażdżące”. Dowiedziawszy się o tym sondażu kuratorka oświaty wydała "Oświadczenie" następującej treści:

W związku z nieprawdziwymi informacjami zawartymi w artykułach pani Olgi Szpunar ,,Czy nauczyciel opowiada o swoim życiu i o tym, co dzieje się w pokoju nauczycielskim? Kuriozalna ankieta Kuratorium w V Liceum Ogólnokształcącym” z dniu 7 listopada 2019 r. oraz ,,Strajk włoski w V LO. Nauczyciele mówią: dość! I odwołują imprezy” z dnia 13 listopada 2019 r. opublikowanymi w Gazecie Wyborczej, Małopolski Kurator Oświaty informuje, iż przeprowadzona w dniach 29 i 31 października 2019 r. kontrola doraźna w V Liceum Ogólnokształcącym im. Augusta Witkowskiego w Krakowie zaplanowana została w związku z pismem, które do Małopolskiego Kuratora Oświaty złożyło troje absolwentów Szkoły.

Pismo zawierało zarówno imiona i nazwiska autorów, jak i też adres do korespondencji, adres mailowy i telefon kontaktowy. Autorzy pisma spotkali się również z wizytatorami Kuratorium Oświaty w Krakowie i w rozmowie podtrzymali zarzuty stawiane jednemu z nauczycieli, który nadal pracuje w Szkole. Przedstawione w piśmie i podczas rozmowy zarzuty dotyczyły m.in. rzekomego łamania przez Nauczyciela zasady apolityczności szkoły poprzez prezentowanie na zajęciach dydaktycznych swoich poglądów politycznych oraz rzekomego łamania Praw Dziecka oraz Ucznia m.in. tych zdefiniowanych w art. 19 Konwencji Praw o Prawach Dziecka.

Należy z całą stanowczością podkreślić, iż waga stawianych zarzutów, a przede wszystkim ich bezpośredni związek z bezpieczeństwem psychicznym uczniów, wymagał zaplanowania i zrealizowania czynności kontrolnych w sposób możliwie zróżnicowany i z udziałem różnych grup docelowych. Jednocześnie osoby upoważnione przez Małopolskiego Kuratora Oświaty do przeprowadzenia kontroli zapewniły Dyrektorowi Szkoły czynny udział we wszystkich etapach kontroli, zgodnie z zapisami rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 25 sierpnia 2017 r. w sprawie nadzoru pedagogicznego. Przedłożono Mu również kwestionariusz ankiety adresowanej do uczniów przed jej przekazaniem respondentom.

W dniu 5 listopada 2019 r. Dyrektor Szkoły poprzez wiadomość w dzienniku elektronicznym zaprosił uczniów wybranych klas do wypełnienia ankiety internetowej. Udział w ankiecie internetowej był w pełni dobrowolny, o czym uczniowie zostali poinformowani. Sposób skonstruowania kwestionariusza ankietowego umożliwiał uczniowi wybór odpowiedzi neutralnej (np. „nie wiem”, „nie mam wiedzy”), a przejście do kolejnego pytania ankietowego nie było warunkowane udzieleniem odpowiedzi na pytania poprzedzające. W chwili rozpoczęcia przez ucznia wypełniania ankiety, widoczne były wszystkie pytania – możliwym było więc w każdym przypadku przeczytanie całości ankiety, a następnie pozostawienie wszystkich pytań bez udzielenia odpowiedzi.

W dniu 6 listopada 2019 r., w trakcie analizy danych ankietowych na jaw wyszło, iż dane te zostały zniekształcone przez program automatycznie odpowiadający na pytania ankietowe tzw. bot. W opinii Małopolskiego Kuratora Oświaty inspirowanie do stworzenia, a następnie uaktywnienie takiego oprogramowania jest działaniem nagannym, nie licującym z zasadami etyki i godzącym w porządek prawny. Jest także podżeganiem do nieposłuszeństwa wobec osób pełniących funkcje nadzorcze w systemie oświatowym państwa. Jako pedagog i wychowawca, ze smutkiem stwierdzam, iż przedstawianie tego typu działań, w cytowanych powyżej artykułach prasowych, w sposób mogący sugerować ich pochwałę, świadczy o upadku kultury dziennikarskiej w Polsce.

Niezależnie od wskazanych działań, które zakłóciły przebieg czynności kontrolnych, Małopolski Kurator Oświaty będzie dążył do wszechstronnego wyjaśnienia sprawy i ustalenia stanu faktycznego. Nie do zaakceptowania bowiem jest próba wymuszenia na Małopolskim Kuratorze Oświaty odstąpienia od czynności, których celem jest ochrona Praw Dziecka i Ucznia.


Opinia publiczna zapewne nie dowie się o rzeczywistych powodach przeprowadzenia tego sondażu, który ma jednoznacznie nieetyczny charakter. Autor tego narzędzia powinien przeprosić uczniów za swoją (lub narzuconą mu) inicjatywę, by młodzi ludzie nigdy więcej w swoim życiu nie byli proszeni o tak nieetyczne badanie opinii o innych. W tego typu sprawach należy prowadzić bezpośrednie rozmowy z osobami, których one dotyczą.

Jakie świadectwo wystawiają sobie absolwenci LO, którzy dopiero po opuszczeniu szkoły skierowali "zarzuty" pod adresem nauczycieli? Czyżby prowadzili własną grę polityczną? Nie stać ich było na aktywność w samorządzie uczniowskim, który ma możliwość wyrażania opinii o nauczycielach? Gdyby działali w Radzie Szkoły, mogliby nawet skierować swoje "zarzuty" do organu prowadzącego szkołę czy nadzoru pedagogicznego.

Jednak bez wiedzy na ten temat, trudno się wypowiadać. Są jeszcze inne powiedzenia brydżowe: "Trzecia ręka bije", albo "Nie graj bawole, czego nie ma na stole", "Mówiła matula, nie wychodź spod króla", "Kto nie ściąga atutów, ten chodzi bez butów". Jak sądzicie, które z nich pasuje do reakcji kuratoryjnych urzędników?


(fot. WIKIPEDIA)

czwartek, 21 listopada 2019

Zakończyła się rejestracja wyborców do komitetów naukowych PAN


Jeszcze wczoraj władze m.in. mojej uczelni kierowały mejla: Subject: PILNE / Wybory do Komitetów PAN. Importance: High

Szanowni Państwo,
W związku z wyborami do Komitetów Naukowych PAN proszę o przypomnienie pracownikom ze stopniem doktora habilitowanego i tytułem profesora o tym, że dzisiaj (20.11.19.) upływa termin rejestracji w wyborach do Komitetów Naukowych PAN. Informacje dot. wyborów są dostępne na stronie https://wyborykomitety.pan.pl/.

Rejestracja odbywa się do 20.11.2019 r.! w systemie wyborczym poprzez ww. stronę. Proszę również o dopilnowanie, aby informacje dot. szczególnie stopni naukowych, tytułów, adresów e-mail, itp. pracowników na stronach Uczelni i Wydziału oraz w systemie ORCID były na bieżąco aktualizowane z racji tego, że weryfikacja będzie odbywać się w oparciu o zgromadzone tam dane.

HARMONOGRAM WYBORÓW CZŁONKÓW KOMITETÓW NAUKOWYCH PAN

12-20.11.2019 rejestracja kandydatów w systemie wyborczym

22.11-4.12. 2019 weryfikacja zgłoszeń przez komisje działające w komitetach PAN

5-6.12.2019 weryfikacja zgłoszeń przez komisje działające przy wydziałach PAN

9-11.12.2019 weryfikacja zgłoszeń w systemie wyborczym

16-20.12.2019 wybory

06-15.01.2020 wybory uzupełniające


W przypadku wyborów także do Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN otrzymałem w dniu wczorajszym - dane na godzinę 9.41 - o liczbie zarejestrowanych pedagogów w systemie wyborczym PAN a będących samodzielnymi pracownikami naukowymi. Mamy najwyższy wskaźnik w Wydziale I Nauk Humanistycznych i Społecznych PAN zainteresowania tymi wyborami. Zarejestrowało się bowiem do tej godziny 252 doktorów habilitowanych i profesorów pedagogiki. To jest bardzo dobra wiadomość, bo świadczy o poczuciu wartości dotychczasowych działań korporacji, która musi stać na straży jak najwyższych standardów w pedagogice jako nauce i w kształceniu pedagogów w naszym kraju.

Zdumiewająca jest jednak druga liczba, na którą wskazano mi w PAN, a z jaką nie spotkamy się w żadnym innym komitecie naukowym, a mianowicie dotycząca osób, które zadeklarowały chęć kandydowania do Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Jak pisałem wcześniej, a jest to także w komunikacie wyborczym PAN, możemy wybrać maksymalnie 30 samodzielnych pracowników naukowych, a więc osoby o najwyższym autorytecie naukowym na arenie krajowej i międzynarodowej. To powinni być najlepsi spośród najlepszych (primus inter pares).

Być może środowisko akademickiej pedagogiki traktuje ten wybór w innych - jak się wydaje - kategoriach, aniżeli powyższa, skoro ubiega się o członkostwo - dane na godz. 9.41- aż 97 osób. Zapewne towarzyszy temu nieco inna motywacja, a mianowicie, by zapewnić reprezentację subdyscypliny naukowej i/lub własnej uczelni, instytutu lub wydziału bez względu na naukowy status kandydatów.

Oby pomyślne negocjacje, rozmowy i analizy w zakresie wyboru jak najlepszych członków KNP PAN służyły nauce i Akademii, a nie tylko członkom Komitetu. Nie ulega wątpliwości, że jest to prestiż, uznanie, dopełnienie poczucia sensu własnej działalności naukowo-badawczej, ale i ogromna odpowiedzialność za środowisko akademickiej pedagogiki. Warto brać pod uwagę, że na najwyższą pozycję KNP PAN składają się lata zaangażowania i osiągnięć naukowych wielu członków kilku pokoleń.

Na szczyt wchodzi się długo, ale spaść z niego można bardzo szybko.

Życzę zatem nie tylko utrzymania I miejsca w Wydziale I Nauk Humanistycznych i Społecznych PAN, ale także podążania ku szczytom w całej Akademii, by pedagodzy mieli wreszcie swoją godną reprezentację w tej korporacji. W jej bowiem strukturach mamy od wielu lat do czynienia jedynie z systematycznym spadkiem i degradacją, o czym także już wielokrotnie pisałem.

Ps. W czasie ostatniego posiedzenia KNP PAN tej kadencji, które miało miejsce w Lublinie, poinformowałem zgromadzonych, że nie będę kandydował do Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Nie znajdą mnie Państwo na liście osób, które wyraziły na to zgodę.

środa, 20 listopada 2019

Tylko jedna stypendystka MNiSW z pedagogiki



Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowało listę osób, którym przyznało stypendia dla wybitnych młodych naukowców w 2019 r. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że jest to jeden z przejawów rozwoju dyscyplin naukowych w wyniku aktywności młodych badaczy.
Jest to także symptom jakości pracy kadr akademickich z młodymi naukowcami, ale można też odczytywać ów stan rzeczy jako brak napływu lub utrzymania się najzdolniejszej młodzieży w szkolnictwie wyższym.

Przyznano 211 stypendiów. Podano, że wpłynęło ok. 1,5 tys. wniosków, ale nie wiemy,ile z nich dotyczyło poszczególnych dyscyplin naukowych. Tudno zatem ocenić, jaki był stopień selekcji. O stypendium mogli ubiegać się zarówno doktoranci, jak i młodzi doktorzy.

Postanowiłem przyjrzeć się temu, ilu było wśród najzdolniejszych stypendystów psychologów, pedagogów i reprezentantów nauk socjologicznych, skoro ich dyscypliny znajdują się w tym samym panelu w Narodowym Centrum Nauki?

Wynik jest dość smutny.

PEDAGOGIKA - 1 osoba (doktor Kamila Majewska z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, której Wydział został wchłonięty przez nowy Wydział Nauk Społecznych);

PSYCHOLOGIA - 9 osób reprezentujących: Akademię im. Leona Koźmińskiego w Warszawie (1), Instytut Psychologii PAN (2), UKSW (1), UW (2), UG (1), KUL (1) i SWPS (1);

NAUKI SOCJOLOGICZNE - 7 osób reprezentujących: Akademię im. Leona Koźmińskiego w Warszawie (1), UW(1), UAM (1), SWPS (1), UŁ (1) , UE w Krakowie (1), WSIiZ w Rzeszowie (1).


wtorek, 19 listopada 2019

"Podróż naukowa Profesor Marii Jakowickiej"


Mająca w tym tygodniu miejsce piękna okoliczność połączenia III Międzynarodowej Konferencji "Pedagogika dziecka" z Jubileuszem 70-lecia pracy naukowo-dydaktycznej i 90 Urodzin wybitnej pedagog wczesnej edukacji - Profesor Marii Jakowickiej została dopełniona dwiema monografiami naukowymi, które przygotowały do druku i wydały w Wydawnictwie Uniwersytetu Zielonogórskiego Iwona Kopaczyńska i Marzanna Magda-Adamowicz.


Nie ma nic tak wiążącego przeszłość z teraźniejszością i przyszłością jak właśnie JUBILEUSZ NAUKOWEGO MISTRZA, który staje się międzypokoleniowym łącznikiem temporalno-uniwersyteckim. Kończy się universitas tam, gdzie nie pamięta się o swoich mistrzach, autorytetach, uczonych, którzy ofiarowali swój czas, umysł i serce innym z nadzieją, że chwycą akademickiego bakcyla i z pasją będą realizować własne projekty badawcze oraz kontynuować dokonania czy podejścia do nauki (także krytycznie i samokrytycznie) w trosce o jej jak najwyższy poziom i autonomię.


Przybyli na Jubileusz członkowie najbliższej rodziny Pani Profesor, Jej przyjaciele, współpracownicy, doktorzy i samodzielni już pracownicy naukowi wyrażali swoją wdzięczność i pamięć, które są nośnikiem najwyższych wartości - prawdy, dobra i piękna. Były bowiem szczerze przekazywane życzenia, gratulacje, wyrazy nadziei na kolejne spotkania, dzielono się wspomnieniami i anegdotami z udziałem Pani Profesor, ale także piękne bukiety kwiatów i upominki w postaci książek.




Jak trafnie mówił w swoim adresie prof. Zbigniew Izdebski, były dziekan Wydziału Pedagogiki, Psychologii i Socjologii - on też lubi jubileusze, gdyż są one okazją do wyrażenia szacunku i wdzięczności tym liderom uniwersyteckiej nauki, którzy torowali drogę osobistego rozwoju kolejnym pokoleniom.




Bez takich postaci uniwersytet stałby się jedynie miejscem pracy zawodowej, dydaktycznej z rozproszonymi po zakładach czy katedrach osobami, których w gruncie rzeczy niewiele by łączyło ze sobą. Jeśli padała nazwa - UNIWERSYTET ZIELONOGÓRSKI, PEDAGOGIKA, to bez chwili zastanowienia generowała skojarzenie z Profesor Marią Jakowicką.

Dzisiaj możemy już dodać, że niewątpliwie także z Profesorem Izdebskim, który dzieli swoją służbę akademicką z Wydziałem Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego.

Przyjechaliśmy do Zielonej Góry, by wyrazić swój szacunek i pokłonić się przed nestorką, klasykiem polskiej pedagogiki wczesnoszkolnej, a zarazem podzielić się własną refleksją i wynikami badań w zakresie jakże bliskiej Jej problematyki kształcenia i wychowywania dzieci oraz edukowania ich nauczycieli. Dorobek naukowy M. Jakowickiej mieści się w i na pograniczu trzech dyscyplin pedagogicznych nauk: pedagogiki wczesnoszkolnej, pedeutologii i pedagogiki społecznej.


W książce p.t. "Podróż naukowa Profesor Marii Jakowickiej" znajdziemy pełen wykaz Jej rozpraw naukowych z podziałem na monografie, studia r, rozprawy, artykuły naukowe i popularnonaukowe, rozdziały w książkach, ale także wypromowanych doktorów nauk humanistycznych/społecznych w zakresie pedagogiki, dla których była promotorką (6) lub recenzentką (41). Wyjątkowa rzetelność recenzencka i opiniodawcza zaowocowała powierzaniem Pani Profesor oceny osiągnięć naukowców ubiegających się o habilitację (14) czy tytuł naukowy profesora (8).


Na kartach powyższej książki znajdziemy archiwalne fotografie z różnych wydarzeń uniwersyteckich oraz fascynujący wywiad, który przeprowadziła Iwona Kopaczyńska. Poznajemy dzięki temu Panią Profesor w cyklu życia od noworodka po - jak to określono w toku wspomnień - "Żelazną Damę Zielonogórskiej Pedagogiki" na emeryturze. Świadczy o tym wiersz, który napisali współpracownicy p.t. "Jaka jest?":

- Wymagająca od innych, przede wszystkim zaś od siebie.
Rzeczowa, konkretna, często zasadnicza.
Całą sobą mówi: Nie stój! Szkoda czasu!
Czasami myślisz, że w swoim oddaniu nauce i pracy
Nie dostrzega zmian w porach roku,
Zieleni łąk i zachodów słońca,
Dni tygodnia i świąt.

Jest też inna - gdy cudze cierpienie wzbogaca w nadzieję,
Wskazuje światełko w tunelu bezradności,
Dostrzega sens i ręce ma zawsze wyciągnięte do drugiego człowieka,
Cierpi, gdy nie może pomóc,
buntuje, gdy odrzucasz pomoc.

- I jest też taka - po ludzku wątpiąca,
I po ludzki stęskniona za ciepłym słowem,
przyjaznym gestem,
życzliwym uśmiechem,
zwykłą miłością drugiego człowieka.
Czasem masz ochotę ucałować Jej dłonie
I przytulić - jak stęsknioną matkę.

Taka jest..."



Ciekawą formą prezentacji dorobku naukowego M. Jakowickiej są noty i syntetyczne omówienia monografii Jej autorstwa, które przygotowały M.Magda-Adamowicz i I. Kopaczyńska. Są też tu przybliżone prace pod redakcją i współredakcją.



Znakomitym pomysłem było zamieszczenie wywiadów z Jubilatką z różnych okresów aktywności akademickiej, które ukazywały się na łamach regionalnych gazet. Dzięki temu mamy wgląd w ontogenezę życia Jubilatki, ale i ewolucję dziejów oświaty powszechnej w naszym kraju.

Naukoznawcy znajdą w tej publikacji ciekawe wątki dotyczące warsztatu naukowego i podejścia do kształcenia kierunkowego oraz kadr akademickich. Warto udać się w tę podróż wraz z Bohaterką wyprawy do świata universitas.




"

poniedziałek, 18 listopada 2019

Pedagogika dziecka


W dniu dzisiejszym rozpoczyna się III Międzynarodowa Konferencja Naukowa - "PEDAGOGIKA DZIECKA. TRADYCJE DLA WSPÓŁCZESNOŚCI" - także z myślą uczczenia pięknego Jubileuszu 90-lecia życia i 70-lecia pracy zawodowej wybitnej pedagog wczesnoszkolnej - prof. dr. hab. Marii Jakowickiej. Komitet Nauk Pedagogicznych PAN objął patronatem tę debatę, zaś kilka miesięcy temu w imieniu Kapituły Komitetu został wręczony Pani Profesor MEDAL ZA ZASŁUGI DLA ROZWOJU POLSKIEJ PEDAGOGIKI.

W tegorocznej debacie, którą organizuje Wydział Pedagogiki, Psychologii i Socjologii wraz z Zakładem Pedagogiki Przedszkolnej i Wczesnoszkolnej Uniwersytetu Zielonogórskiego uczestniczą - oprócz polskich akademików - także naukowcy z Turcji, Ukrainy, Czech i Słowacji.

Celem konferencji jest dyskusja nad teoriami i praktykami, tradycjami i wyzwaniami edukacyjnymi w odniesieniu do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym w Polsce i na świecie. Współczesne nam czasy z uwagi na wykładniczo narastające zmiany w różnych obszarach życia człowieka są źródłem dylematów dotyczących edukacji dzieci. Problemy, będące konsekwencją przemian cywilizacyjnych, przed którymi stają współcześni pedagodzy, wymagają ciągłego rekonstruowania dotychczasowych doświadczeń, przyglądania się różnym perspektywom i kontekstom. Konferencja jako spotkanie różnych środowisk stanowi doskonałą formę społecznej wymiany punktów widzenia, możliwości i ciekawych rozwiązań.



Adresatami konferencji są przedstawiciele: 1) środowisk akademickich (badacze, teoretycy), 2) środowisk oświatowych (kadra kształcąca i doskonaląca zawodowo nauczycieli, wychowawców i opiekunów dzieci), 3) praktycy, nauczyciele-nowatorzy, 4) dyrektorzy placówek edukacyjnych, 5) twórcy szkół, przedszkoli (i innych placówek edukacyjnych) programów i klas autorskich, 6) politycy oświatowi, działacze stowarzyszeń edukacyjnych, przedstawiciele nowatorskich ruchów pedagogicznych.

W tegorocznej konferencji proponujemy podjąć dyskusję wokół problematyki inspirowania i wspierania rozwoju dziecka z perspektywy historycznej i aktualnej oraz alternatywnych teorii i praktyk edukacyjnych polskich i znanych na świecie, starając się ukazać aktualne tendencje, kierunki zmian. Chcemy też ukazać istotę, sens, znaczenie i miejsce dziecka w podejmowanych poszukiwaniach teoretycznych, w propozycjach i rozwiązaniach. W czasie dwudniowych obrad obejmiemy refleksją pedagogikę dziecka w Polsce i poza granicami. Krytycznie przyjrzymy się toczącym się zmianom, reformom, innowacjom i ich społecznemu odbiorowi.

Problematyka obrad obejmie następujące bloki tematyczne:

1. Źródła i geneza pedagogiki dziecka.

2. Dydaktyczne obszary pedagogiki dziecka.

3. Przestrzeń wychowawcza rozwoju dzieci.

4. Diagnozowanie i rozwijanie zdolnych i twórczych dzieci.

5. Nauczyciel dzieci wczesnej edukacji.

6. Środowisko informatyczne źródłem inspirowania i wspierania rozwoju dzieci.

7. Światowe i polskie tendencje w pedagogice dziecka.

Jak widać, poruszone będą kwestie kształcenia intelektualnego i emocjonalnego dzieci, uwzględniania ich uzdolnień, zainteresowań oraz praw. Ważne jest respektowanie tych praw w pracy pedagogicznej w przedszkolach oraz szkołach, jak i przygotowanie młodszych uczniów do funkcjonowania w dorosłości. Podjęte będą też problemy rozwijania kompetencji językowych czy konstruowania szkoły jako kultury dobra wspólnego. Nie bez znaczenia będą tu kwestie kształcenia i adaptacji zawodowej nauczycieli, ich roli w budzeniu świadomości patriotycznej i regionalnej wychowanków.


niedziela, 17 listopada 2019

"School sucks. Czy szkoła musi być do du*y?"


O autobiograficznej książce nauczyciela - Krystiana Ostrowskiego, który - jak podaje - nigdy by jej nie napisał, gdyby nie jego nauczyciele starający się o to, by szkoły nigdy nie ukończył - dowiedziałem się na fejsbuku już kilka miesięcy temu. Zainwestowałem w ten tytuł, ale Autor chyba rozpoznał mój profil, bo przysłał mi dodatkowo jeszcze jeden egzemplarz. Super gość. Podarowałem ją biednemu doktorantowi.

Niestety, liczne obowiązki sprawiły, że lektura musiała czekać na półce publikacji do przeczytania w dalszej kolejności. Dla wielu jednak nauczycieli - nie tylko K. Ostrowskiego - powinna być podstawową lekturą, by mogli przejrzeć się w niej jak w społecznym zwierciadle i spróbować wreszcie zrozumieć, że uczeń jest OSOBĄ, bohaterem ich codziennych zmagań pedagogicznych, "być może czasami bezsensownych", ale mogących okazać się w przyszłości "ich światłem, skrzydłami i źródłem inspiracji", bez miłości których ich "praca byłaby do du*y".

Książka jest napisana w hiphopowej stylistyce (z niedostrzeżonymi przez konsultantkę językową błędami ortograficznymi), toteż roi się w niej od wulgaryzmów, nowotworów słownych, szerowanych przypałów, bez których zapewne Autor nie mógłby zbliżyć się do poziomu swoich uczniów. Można odnieść wrażenie, że dał się uwieść codziennemu językowi swoich uczniów, którzy bez wulgaryzmów właściwie nie potrafią już wyrażać swoich stanów uczuciowych czy poznawczych doznań. Niski kod kulturowy przebija się do centrum komunikacji społecznej, zaś jego nośnikiem staje się popkultura wpisana w proces (samo-)kształcenia młodzieży i części nauczycielstwa.

Jak sam pisze o sobie nie przeczytał w liceum ogólnokształcącym ani jednej lektury obowiązkowej, zaś większość lekcji języka angielskiego spędził za drzwiami za gadanie, a mimo to nie tylko zdał maturę, ale i ukończył studia na kierunku pedagogika i filologia angielska. Z treści książki i zamieszczonych w niej fotografii, uczniowskich opinii czy komentarzy, które wcześniej zostały opublikowane na jego web-stronie a uzupełnione zostały przez pierwszych czytelników manuskryptu, zanim ten trafił do drukarni.

Dobrze, że jest zamieszczony słowniczek school sucks, to nie będzie kłopotu ze zrozumieniem takich słów czy skrótów, jak np. bagiety, hgw, inba, jprd, kminić, nieogar, proposować czy zdisować. Nie trzeba mieć tej książki, by poznać jedną z polskich szkół "od podszewki" i dowiedzieć się, że może być miejscem "całkiem spoko - jako miejsce spotkań towarzyskich przede wszystkim (...) Głównym więc powodem, dla którego może być do dupy, to system edukacji wymyślony przez jakiegoś debilnmego ministra czy myśliciela kilkaset lat temu, którego do dziś - mimo, iż społeczeństwo podobno mądrzeje z roku na rok - nikomu nie udało się ani znieść, ani nawet zmienić". (s. 32).

Książka jest "odjazdowa" w każdym calu, począwszy od tytułu, stopki redakcyjnej (obejmuje m.in. konsultanta prawnego, kopalnię niekonwencjonalnych pomysłów, makijażystkę, kaskaderów, przypały, odpały, konsultantów w sprawie beki, poskładacza i kawkę z prądem czy osobę od doradztwa i pierniczenia), ilustracji, zdjęć, cytatów, wielu zakładek z cytatami, luźno włożonych listów do rodzica i do nauczyciela i rysunków satyrycznych. Nie ulega wątpliwości, że Ostrowski nie zamierza tu jednak nikogo zdisować.

Publikacja nie ma wiele wspólnego z narracją w wysokim kulturowo kodzie językowym, jaki znajdziemy w książkach - także blogera i nauczyciela (tyle, że języka polskiego) - Dariusza Chętkowskiego z XXI LO w Łodzi. No i bardzo dobrze, bo tak jak różni są uczniowie, tak i odmienni są ich nauczyciele. W przypadku Krystiana Ostrowskiego mamy do czynienia z pajdocentryczną postawą pedagoga, o jaką upominał się przed ponad osiemdziesięciu laty Janusz Korczak, a mianowicie, by to wychowawcy zniżyli się do swoich wychowanków i przestali grać z nimi "fałszywymi kartami": "Od zarania wzrastamy w poczuciu, że większe - ważniejsze od małego" (J. Korczak, Prawo dziecka do szacunku).

Tymczasem dla Autora książki-nauczyciela młodszy, mniej doświadczony i niewykształcony jeszcze uczeń jest kimś wielkim, znaczącym, także dla niego. Jeden z rozdziałów (Lekcja 11) poprzedza nawet cytatem z Korczaka: "Całe wychowanie współczesne pragnie, by dziecko było wygodne, konsekwentnie krok za krokiem dąży, by uśpić, zniszczyć wszystko, co jest wolą i wolnościa dziecka, hartem jego ducha, siłą jego dążeń i zamnierzeń. Grzeczne, posłuszne, dobrem wygodne, a bez myśli o tym, że będzie bezwolne wewnętrznie i niedołężne życiowo" (za" s. 114).

Być może sposób opisywania szkoły i zachodzących w niej relacji międzyludzkich jest jakąś odtrutką od toksyn, których Ostrowski sam doświadczył w latach uczniowskiej poniewierki. Musiał doświadczać i nadal spotyka w tej profesji pseudonauczycieli - (...) nieszczęśliwych, smutnych, samotnych, rozczarowanych życiem, niewychowanych, niewykształconych - dobra, wystarczy - pseudonauczycieli, którzy sami nie bardzo wiedzą, jak poradzić sobie ze swoim beznadziejnym życiem i jeszcze próbują mieć jakikolwiek wpływ na coś tak ogromnie cennego, tak niezwykłego i niepowtarzalnego, jak życie drugiego człowieka - w tym przypadku ucznia" (s. 33).


Ostrowski szacuje, że pseudonauczycieli jest w szkołach nawet 90 proc. Moim zdaniem mocno przesadził. Dobrze jednak, że o sobie znanych kreaturach pisze jako tych, którzy nie powinni pracować w szkole, bo tylko śledzą profile swoich uczniów na fejsbuku, by wypatrzywszy tam negatywne opinie o sobie czy innych pedagogach, donieść do dyrekcji "jak najgorszy jebany kapuś".

Autor dzieli się z nami niezwykle trafnymi obserwacjami, szczególnie w odniesieniu do nauczania dzieci w szkołach publicznych języka angielskiego. Jak stwierdza: (...) większość szkół totalnie nie jest przystosowanych do nauki tych dzieci i raczej nigdy nie będzie. Taka prawda. Te dzieci chodzą do szkoły ale czy się tam uczy czegoś pożytecznego? Czy jeśli po trzech latach nauki języka obcego znają pięćdziesiąt słów to to jest powód do dumy i chwały systemu edukacji? Po cholerę oszukuje się ich rodziców, że ich dziecko uczy się języka? Ono chodzi na lekcje. (...) I żeby było jasne - nie ma w tym winy nauczycieli, którzy choćby nie wiem jak się starali, choćby się zesrali, nie są w stanie nic zrobić, by ten system zmienić. Szkołą marnuje bezcenny czas człowieka od pierwszych lat jego życia i z każdym rokiem życia ucznia jest coraz gorzej" (s. 43)

Każdy z rozdziałów określanych w tej książce mianem "lekcji" zawiera introwertyczne wspomnienia Ostrowskiego z jego dzieciństwa i szkolnych doświadczeń, także w nauczycielskiej już roli. Zapamiętał z przedszkola jedną z nauczycielek, która pozwalała mu czytać innym dzieciom bajki, czy z ogólniaka nauczycielkę sztuki, gdyż dostrzegała w nim talent i wzmacniała jego poczucie wiary w siebie. Studenci pedagogiki mogą dekonstruować tekst, by odnaleźć w nim wskaźniki efektywności kształcenia i wychowania.

Rozkłada na czynniki pierwsze nonsensowne zasady oceniania zachowania uczniów oraz odpowiada na pytanie - czy oceny mają jakieś znaczenie w życiu? Wolałby, żeby uczniów doceniano zamiast oceniano. Nauczyciele wymagają od swoich podopiecznych tego, czego sami nie przestrzegają, a przecież (...) nauczyciel też człowiek i czasem poprzeklinać sobie lubi" (s. 53). Jego zdaniem, przeklinanie przez uczniów nie powinno być negatywnie sankcjonowane, gdyż uczniowie wyrażają w ten sposób swoje postawy i emocje w sposób nieświadomy, a wyuczony w dzieciństwie w domu czy poza szkoła. Pyta: "Czy po języku można oceniać serce człowieka? Niestety, tak zwane normy społeczne sprawiają, że automatycznie i niesprawiedliwie spojrzymy na takiego Janusza i stracimy okazję do poznania wartościowej osoby" (s. 52).

Podobnie, jak Janusz Korczak uważa, że nauczyciele powinni być oceniani tą samą miarą, jaką sami oceniają swoich uczniów. Ujawnia też powody kontestacyjnych zachowań uczniów, lekceważenia przez nich (niektórych) nauczycieli, nieodrabiania prac domowych, ściągania itp. Podobnie demistyfikuje patologiczne zachowania swoich nauczycieli ze szkoły, co to na dyżurze w czasie przerwy lub w trakcie lekcji z jakiegoś powodu na uczniów "drą ryja".

Pisze: "Jak widzę takiego ucznia przepisującego zadanie domowe z zeszytu koleżanki, która jest fajna, bo dała ściągnąć, a może jeszcze nawet ładna, więc ściąga się tym bardziej przyjemnie, to mówię sobie:
- Ja pierdzielę, przecież to samo robiliśmy, gdy ja byłem w szkole. Tyle lat i nic się nie zmienia
" (s. 67).

Każdy z rozdziałów poświęcony jest innej patologii szkolnej, edukacyjnej, zdarza się, że i nauczycielkom konkretnych przedmiotów z jego liceum. Oj, dostaje się tu słodkiej Mariannie z ładnymi piersiami, czyli pani od gegry, niezwykle uzależnionej od nikotyny polonistce Basi, suchej Irence od historii czy bezlitosnej jak Herod matematyczce Justynce. Wszystko to potwierdza pozór, antywychowanie, zaprzeczenie założonym funkcjom czy brak autorefleksji. Jest tu mowa m.in. o wydawaniu uczniom świadectw z czerwonym paskiem, które stają się dla niektórych uczniów i ich rodziców przyczyną do podlizywania się nauczycielom. Przeciwnicy oceniania, nauczania do egzaminu, zadawania prac domowych znajdą w książce wsparcie, podobnie jak nauczyciele z problemami układu trawienno-wydalniczego.

Ci, którzy pracują w szkole, bo mają taką pasję, znajdą na kartach tej książki coś dla siebie, kiedy w rozdziale (lekcji) 14 pada odpowiedź na pytanie: Czy szkoła musi być do dupy dla nauczyciela? Rzecz bowiem dotyczy możliwości, a raczej jej braku ze względu na złowieszczy głos MENu, bycia dobrym nauczycielem, "Ale tak, wiesz, w pełni, na serio, bez ściemy". On sam wierzy (...) że nawet te najgorsze mendy i skurczybyki, które męczą uczniów w szkole już samą obecnością, gdzieś tam na samym dnie serca mają jeszcze resztkę miłości i że raz na jakiś czas słyszą głos swego sumienia przypominający im, że przecież jedyne, o co w tym wszystkim chodzi, to dobro ucznia" (s. 271).

Chyba K. Ostrowski miał w czasie studiów kontakt z pedagogiką krytyczną, w tym z filozofią (lub jej opracowaniem) Michela Foucaulta, kiedy przywołuje obraz szkół produkujących zhomogenizowane roboty czy wdrażających (...) System Alcatraz, gdzie nauczyciel dyżurujący pełni rolę kapo i pilnuje, czy dzieci maszerują równo w kółeczku, zamiast relaksować się na przerwie (s.185) czy takie, w których nauczycielowi nie wolno poświęcać lekcji na dyskusje z uczniami, gdyż nauczyciel ma przygotowywać uczniów do egzaminu, a nie uprzyjemniać im czas pobytu w szkole.

Jest tu wiele zabawnych wydarzeń, anegdot, dowcipnie opisanych nauczycielek, ich wyglądu, zachowań, wypowiedzi, sposobów reagowania na uczniowskie prowokacje, ale i własnych myśli, spostrzeżeń, których one nigdy nie usłyszały, gdyż jako uczeń nie chciał być wobec nich nieuprzejmy. Jak pisze: "Bo gdybym mógł, powiedziałbym: - Nie pracujesz już w szkole? To zajebiście. Przynajmniej nie męczysz już kolejnych pokoleń młodzieży swoją osobą" (s. 207).

Książka jest w swej treści wysoce moralizatorska, głównie dla nauczycieli i rodziców uczniów, by mogli lepiej zrozumieć swoje błędy wychowawcze czy dydaktyczne, albo na odwrót. Sporo tu potocznej mądrości życiowej, stawianych sobie pytań bez odpowiedzi, bo nie ma na nie czasu i ochoty (zob. Lekcja 18). Niektóre moralitety nawet bolduje: "To, co naprawdę ważne, czyli przyjaźń i budowanie relacji z innymi ludźmi, staje się albo luksusem, na który mogę pozwolić sobie od święta, gdy nie jestem zajęty, albo czymś drugo lub trzecioplanowym, ustępującym miejsca zdobywaniu wiedzy i ocen (a później kasy) (s. 218).

Dzieli się też własnym przesłaniem do młodego pokolenia: "Każdy dostaje też od Boga jakiś talent i wierzę, że każdy rodzi się wyjątkowy: nie ma na świecie nikogo, kto jest taki, jak Ty. Nie ma nikogo, kto mógłby Cię zastąpić i żyć Twoim życiem. To, jak daleko zajdziesz i kim będziesz, zależy od Ciebie i wielu osób, które spotkasz na swej drodze i od tego, na ile pozwolą Ci odkryć Twój talent, rozwinąć skrzydła i wznieść się wysoko. Nie ma ludzi przeciętnych, zwykłych czy nie zdolnych: są ci, którzy nie odkryli swego talentu lub go zaniedbali i nie rozwinęli"(s. 257).
Przywołana przeze mnie publikacja kończy się pedagogicznym credo autora-nauczyciela, ojca czwórki dzieci, męża - jak pisze - wspaniałej żony - Lucy, który kieruje swoje sentencje do uczniów. Zależy mu bowiem na tym, by uczęszczali do szkoły z radością i wracali z niej zadowoleni czekając na kolejny dzień i spotkanie z nauczycielami, którzy ich rozumieją i potrafią ich wspierać w rozwoju. Skoro muszą chodzić do szkoły, to powinni nauczyć się ja przeżyć, znaleźć w sobie to, co się kocha, by nie unieszczęśliwiać siebie i innych.

"łatwiej się żyje z uśmiechem na twarzy. Życie jest prostsze gdy nie traktujesz wszystkiego na serio, gdy masz dystans do niego (życia), do siebie samego, do wszystkich ludzi. Gdy nie bierzesz zupełnie na serio ani nauczycieli, ani szkoły, ani całego systemu edukacji, bo wiesz, że tak naprawdę to tylko od Ciebie zależy, czy będziesz szczęśliwy i zadowolony z życia" (s. 317). No i nigdy się nie poddawaj! Idź swoją drogą! Słuchaj głosu swego serca.

Jest tu niezwykle wzruszające opowiadanie o jego uczniu-Mateuszu, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg. Jeśli chodził do szkoły, to tylko na jego lekcje z języka angielskiego. Poruszający jest zapis wymiany między nimi myśli, formułowanych przez ucznia oczekiwań, sygnałów o dogasającym w nim sensie życia.

Autonarracja Krystiana Ostrowskiego może być dla scenarzysty filmowego doskonałą inspiracją i materiałem na pełny humoru i miejscami wzruszających zwrotów akcji film fabularny. Może mielibyśmy opowieść filmową o polskim Keating'u? Może któryś z reżyserów podjąłby się tego zadania, bo jest to ewidentnie talent pedagogiczny nauczyciela z charyzmą, odlotowego, pozytywnie zakręconego, który pracuje w szkole, by pokazać uczniom, że można żyć razem w zgodzie z wartościami humanistycznymi dostrzegając wzajemnie swoje ograniczenia i szanując prawo do wolności, odmienności oraz własnych słabostek. A że od czasu do czasu przeklnie? Jemu to pasuje.