Minister edukacji Dariusz Piontkowski kpi sobie z nauczycieli


Z projektu rozporządzenia ministra edukacji narodowej - ALGORYTM PODZIAŁU CZĘŚCI OŚWIATOWEJ SUBWENCJI OGÓLNEJ DLA JEDNOSTEK SAMORZĄDU TERYTORIALNEGO NA ROK 2020 - wynika, że w 2020 r. nie będzie znaczących podwyżek płac dla nauczycieli i pracowników oświaty publicznej. Owszem, kilka procent podwyżki wynika z współczynnika inflacji, a ta jest znacznie wyższa od prognozowanej.

Wiceminister Kopeć stwierdził w jednym z wywiadów, że rząd gwarantuje 6-proc. podwyżkę dla nauczycieli w 2020 roku, zaś reszta jest kwestią negocjacji. Negocjacji z kim i o czym? Niech nauczyciele nie cieszą się 6 procentową podwyżką, bo zdaniem tego urzędnika podwyżka na pewno nie pojawi się w styczniu, a raczej we wrześniu. Zapewne kwestia negocjacji dotyczyć będzie terminu podwyżki, a nie nie jej wysokości. Tymczasem ponoć wszystkie związki oświatowe (nauczycielskie) chcą 15 proc. podwyżki płac w przyszłym roku.

W szkolnictwie brakuje ponoć ok. 3 tysięcy nauczycieli, ale wciąż nie mamy oficjalnych danych na ten temat, bo MEN nie chce ich ujawnić, a GUS ma na to czas. Samorządom brakuje pieniędzy na zrealizowanie tegorocznych, a niskich podwyżek, zaś już sygnalizują brak w przyszłym roku co najmniej 200 mln. zł na pokrycie kosztów prowadzenia przedszkoli i szkół oraz innych publicznych placówek oświatowych.

Przekazane mediom szacunki Związku Miast Polskich wskazują na to, że musiały one dopłacić do realizacji zadań oświatowych w latach 2018 i 2019 ok. 2,1 mld zł. Czy samorządowcy wreszcie się zbuntują i pozwą rząd do sądu? Raczej nie, bo przecież w wyborach samorządowych władze objęli popierający lub reprezentujący partię władzy i jej prawicowych koalicjantów.

Minister D. Piontkowski twierdzi, że samorządy (...) mają coraz więcej pieniędzy z podatków PIT i CIT. - W ostatnich trzech latach samorządy zyskały na tym nawet kilkanaście miliardów złotych (...) owszem, oświata kosztuje, ale to miasta nie chcą w nią inwestować. - Coś z tą polityką oświatową niektórych samorządów jest nie tak . Minister poczuł po wyborach parlamentarnych wiatr w przysłowiowe "żagle", toteż już nawet nie ukrywa swojej cynicznej postawy wobec samorządów i nauczycieli w Polsce. Czyżby dostał zadanie utrzymywania tego środowiska "na smyczy", by nie pozwalało sobie na jakiekolwiek formy protestu czy wyrażanie niezadowolenia?

Kpienie sobie przez ministra ze strajku włoskiego jest przejawem arogancji, która rozmija się z wiarygodnością władzy. Jak skomentował akcję protestacyjną ZNP: "- To, że część nauczycieli nie chce wyjeżdżać na wycieczki, to nie jest coś nowego. Pamiętam ze swojej praktyki, bo ponad 20 lat uczyłem w szkole, że zawsze była grupa nauczycieli, która na wycieczki nie wyjeżdżała. Czy wtedy był to też tzw. protest włoski?

Jak teraz zachowa się zdradziecka wobec nauczycielskiego środowiska Komisja Oświaty NSZZ "Solidarność"? Czy nadal będzie chwalić się wzrostem wynagrodzeń nauczycieli dzięki złamaniu przez nią solidarności protestujących wiosną 2019 r. nauczycieli? Czy będzie powtarzać jak mantrę, że to dzięki temu związkowi nauczyciele mają się dobrze?