10 czerwca 2026

Erozja postaw wobec nauki


 



W świecie społecznym można podrobić niemal wszystko: dyplom, dorobek, autorytet, instytucjonalną rangę, prestiżową afiliację, a nawet pozory uczoności. Nie można jednak podrobić prawdy. Prawda podrobiona przestaje być prawdą (M. Buber). Dlatego upowszechnianie nieprawdy przez tych, którym recenzenci wykazali niekompetencję naukową, skłania niektórych do zakrywania pseudonaukowego oblicza oszczerstwami kierowanymi pod adresem rzetelnych recenzentów i krytyków.   

Ta elementarna wiedza na ten temat, którą dzielę się od lat z środowiskiem akademickim, stanowiła punkt wyjścia do namysłu nad erozją postaw wobec nauki. Ta bowiem nie polega wyłącznie na podważaniu bądź utracie społecznego zaufania do uczonych, lecz na rozchwianiu samych warunków możliwości poznania naukowego i weryfikowania upowszechnianego kłamstwa przez niekompetentnych posiadaczy dyplomów naukowych.

Problemy etyczne w nauce dotyczą bowiem podstawowych wyznaczników jakości życia akademickiego: godności jego uczestników, odpowiedzialności za słowo, rzetelności metodologicznej, przejrzystości procedur, bezinteresownego dążenia do prawdy oraz ochrony wolności badań. Nauka nie jest tylko systemem produkcji publikacji, grantów, punktów, stopni i tytułów. Jest szczególną formą kultury, w której zobowiązania poznawcze, normy moralne i praktyki instytucjonalne muszą wzajemnie się podtrzymywać.

Erozja postaw wobec nauki zaczyna się tam, gdzie odstępstwa od norm przestają być rozpoznawane jako naruszenia, a stają się częścią codziennego funkcjonowania środowiska akademickiego. Nie chodzi więc jedynie o pojedyncze przypadki nierzetelności, plagiatu, konfliktu interesów czy arbitralnych recenzji. Chodzi o proces znacznie głębszy: o przesuwanie granic tego, co uznaje się za dopuszczalne, normalne, akceptowalne lub „proceduralnie poprawne”.

Naukę należy rozumieć nie tylko jako system instytucji, lecz także jako kulturę praktyk. Uniwersytet zachowuje swój sens wtedy, gdy istnieją w nim seminarium, recenzja, spór, wolność badań, relacja mistrz–uczeń, kolegialność, odpowiedzialność za słowo, cierpliwość poznawcza, ochrona badań podstawowych i czas na myślenie. Bez tych praktyk uniwersytet może nadal funkcjonować jako organizacja, lecz traci swój kulturowy i humanistyczny rdzeń.

Uczonego powinna cechować intelektualna pokora, szacunek dla uczciwości, gotowość do współpracy, respekt dla myślenia krytycznego, a także odwaga bycia nielubianym wtedy, gdy nie chce się spełniać oczekiwań środowiskowych, politycznych, administracyjnych czy towarzyskich. Nauka wymaga bowiem nie tylko kompetencji, lecz także charakteru. Nie każdy, kto posiada formalny stopień lub tytuł, staje się przez to uczestnikiem kultury naukowej w sensie etycznym i epistemicznym, nawet jak kieruje jakąś instytucją czy organizacją.

Kultura uniwersytecka nie jest akademickim dekorum. Jest normatywno-instytucjonalnym sposobem istnienia uniwersytetu: zespołem wartości, reguł komunikacji, rytuałów, sposobów uprawiania wiedzy i relacji między autonomią a odpowiedzialnością publiczną. Uniwersytet jako kultura ma chronić wolność myślenia, odpowiedzialność za prawdę, kolegialność, dbać o naukowy spór i publiczny sens wiedzy.

Pytanie zasadnicze brzmi zatem: czy w warunkach menedżeryzmu, audytu, rankingów, komercjalizacji wyników badań i politycznej presji uniwersytet jest jeszcze w stanie być kulturą, a nie jedynie organizacją produkującą mierzalne rezultaty?

Audyt wytwarza własną kulturę: kulturę dokumentowania, raportowania, śledzenia, dowodzenia zgodności i produkowania śladów, które można skontrolować. Ranking z kolei nie tylko porównuje uniwersytety, lecz także uczy je, czym mają być. Jeżeli najważniejsze stają się publikacje w określonych bazach, cytowania, granty, umiędzynarodowienie mierzone liczbowo, pozycja w tabelach, widzialność i reputacja, to kultura akademicka zostaje przekształcona w kulturę konkurencji pozycyjnej. Uczony nie jest już przede wszystkim uczestnikiem wspólnoty poznania, lecz producentem jednostek widzialności.

Erozja norm naukowych polega na rozchwianiu standardów poznania: czym jest wiedza, jak ją mierzymy, co i komu wolno twierdzić, jak wolno uzasadniać oraz kiedy należy wątpić. Jest to proces szczególnie groźny, ponieważ nie prowadzi bezpośrednio do jawnej niewiedzy. Prowadzi raczej do produkcji przekonań, które wyglądają jak wiedza.

Kryzys epistemiczny zaczyna się nie tam, gdzie pojawia się błąd, ale także w sytuacji upowszechniania nieprawdziwych czy zmanipulowanych informacji. Nauka zawsze rozwijała się poprzez ujawniane przez rzetelnych recenzentów błędy, dzięki wprowadzanym korektom, falsyfikacji wyników badań i spory naukowe. Kryzys zaczyna się tam, gdzie zanika mechanizm ujawniania błędu, przypisywania odpowiedzialności i korygowania fałszywych twierdzeń. Nie ma nauki bez błędów, ale nie ma też nauki bez odpowiedzialności za ich popełnianie.

Erozja postaw wobec nauki nie polega zatem na zwykłym „braku wiedzy”. Jest rozpadem zobowiązań poznawczych, które regulują, jak wolno twierdzić, uzasadniać i wątpić. Gdy zobowiązania te słabną, badacz może nadal produkować teksty, raporty, ekspertyzy i publikacje, ale jego stosunek do prawdy, dowodu i odpowiedzialności zostaje głęboko przekształcony.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam