20 kwietnia 2026

Badania przekrojowe to nie tylko dane liczbowe



(schemat: we współpracy z ChATGPT-AI)


W Polsce od niemalże trzech dekad przeważają badania przekrojowe wśród dzieci i młodzieży, których autorzy skupiają  się na korzystaniu z mediów cyfrowych, bo nowa technologia znakomicie się sprzedaje i reklamuje. Tego typu raporty sprzyjają wytwarzaniu wiedzy, która także łatwo poddaje się wykorzystaniu w polityce publicznej do odgórnego wprowadzania regulacji. Nie bada się zatem tego, co jest najważniejsze dla rozwoju dzieci i młodzieży, lecz to, co można najłatwiej przeliczyć na wskaźniki i regulacje prawne.

Ze zdumiewającą częstotliwością publikowane są różne raporty na powyższy temat, które dostarczają czytelnikom dane liczbowe. Niektóre lepiej lub gorzej interpretują wyniki diagnozy. Są wreszcie raporty, które – choć pozornie neutralne – uczą nas, jak patrzeć na rzeczywistość. Do tej kategorii należą m.in. badania typu EU Kids Online.

Diagnozy pierwszej kategorii są najczęściej poprawne metodologicznie, ich dane są rzetelne, a co ważne, próba badanych jest reprezentatywna dla kraju czy badań międzynarodowych. Zawarte w raportach liczby, wykresy, korelacje stanowią o tym, że ta warstwa wiedzy jest jawna i względnie wartościowa.

Jednak już nieco wyższy poziom analiz jest bardziej wymagający, bowiem dotyczy merytorycznego kodu do interpretacji danych. Prowadzący badania decydują o tym, co określają mianem zachowań ryzykownych, czym są kompetencje, co jest dla nich problemem, a co jedynie rejestrowaną czyjąś aktywnością.

Świat dziecka w internecie zostaje uporządkowany według tylko tych kategorii (zmiennych), które badacze uznali za istotne. Nie ma tu miejsca na wszystkie uwarunkowania postaw czy zachowań. Każdy dokonany przez badaczy wybór jest już interpretacją.

Kiedy sięgamy po publikację z wynikami badań diagnostycznych najciekawsze jest to, pojawia się na poziomie wytwarzanej przez autorów wiedzy, bowiem raport nie odzwierciedla rzeczywistości, ale ją współtworzy. Czytając zatem, że coś jest zachowaniem „ryzykownym”, zaczynamy to postrzegać jako zagrożenie.

Zasygnalizowany przez autorów badań „problem” najczęściej implikuje potrzebę podjęcia jakiejś interwencji. Gdy coś „wymaga wsparcia”, ktoś musi je zaprojektować, wdrożyć i kontrolować. W ten sposób powstaje subtelna, zracjonalizowana forma pedagogiki lęku, która wprost nie krzyczy, nie straszy, nie używa języka paniki.

Badacz porządkuje świat w taki sposób, że lęk staje się racjonalny, mierzalny i do opanowania. Nie oznacza to, że te badania są błędne, bo nie są. Zwracam jedynie uwagę na coś znacznie ważniejszego, a mianowicie, że nie ma badań niewinnych poznawczo.

Każde badanie w naukach społecznych coś odzwierciedla, coś pomija, coś wzmacnia a coś osłabia, toteż właśnie dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi: „Co mówią uzyskane dane z określonej diagnozy?”, lecz "Jaką rzeczywistość te dane współtworzą?”

Badania psychologiczne, socjologiczne, pedagogiczne nie polegają na tym, że coś udowadniają, lecz na tym, że uświadamiają nam, co naukowcy uznali za problem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam