Dla
wielu młodych studiowanie oznacza dziś obowiązek „odsiedzenia godzin” w salach,
podczas gdy w codzienności korzystają z narzędzi AI i uczestniczą w równoległym
świecie wiedzy. Konserwatywne formy – wykład ex cathedra, zaliczenie testowe,
pasywność – są w sprzeczności z ich potrzebą twórczości i krytycznego myślenia.
Sztuka zawsze wyprzedza czas; uniwersytet natomiast strzeże status quo kadry,
nie studentów.
OECD
przypomina nam, że niemal połowa dorosłych Polaków ma problem z rozumieniem
tekstu i rozwiązywaniem problemów (PIAAC 2023). Tymczasem uczelnie zamiast
rozwijać te kompetencje, każą je chować pod dywanem – w imię zaliczeń,
kolokwiów i egzaminów. Education at a Glance (2025) informuje, że 45% młodych ma
dyplom, ale co z tego, skoro dyplom coraz częściej jest jak kostium w
garderobie: ładny na zdjęciu, bezużyteczny w prawdziwym życiu? Inflacja tytułów
nie idzie w parze z jakością, a uczelnia zaczyna przypominać sklep z
garniturami, w którym brakuje materiału.
Studenci
rezygnują. W Polsce nawet 30–40% porzuca studia, a na niektórych uczelniach
znika 70% pierwszorocznych. Nie dlatego, że „nie dali rady”, ale dlatego, że
dali sobie spokój. Bo kto chce płacić za bilety na spektakl, którego
dramaturgia kończy się w akcie pierwszym? Bo kto ma czas siedzieć na wykładach,
kiedy w sieci można nauczyć się więcej, szybciej i praktyczniej?
Badania
wskazują na pięć głównych przyczyn:
- niski poziom dydaktyki (teoria
oderwana od praktyki, brak sensu i elastyczności),
- czynniki ekonomiczne (koszty
utrzymania, praca atrakcyjniejsza niż studia),
- czynniki psychospołeczne (stres,
wypalenie, brak wsparcia),
- słabe przygotowanie ze szkoły
średniej,
- niedostosowanie programu studiów
do oczekiwań, zainteresowań młodzieży , ale też do rynku pracy (Frontiers
in Education, 2023; Inside Higher Ed, 2024).
Nie
tylko studenci uciekają, ale też młodzi naukowcy. Zamiast pisać, badać, tworzyć
– toną w biurokracji, raportach, punktozie i sprawozdaniach. Zamiast grać w
pierwszym rzędzie, wybierają zejście ze sceny, bo po co zostać w teatrze, w
którym role główne grają ci sami od dekad, a dla młodych zostaje tylko
statystowanie?
Konserwatywna
dydaktyka, zabetonowane struktury, mania kontroli zamiast dialogu – to główne
rekwizyty tego spektaklu. I choć świat AI oferuje scenę pełną świateł i nowych
możliwości, uniwersytet broni swojej kurtyny jakby od niej zależało przetrwanie
cywilizacji. Tyle że widownia pustoszeje.
Powody
rezygnacji układają się w pewien wzór: studenci odchodzą, gdy bilans
kosztów (psychicznych, finansowych, czasowych) przewyższa realne korzyści z
edukacji. A korzyści są coraz mniej widoczne, bo dyplom nie gwarantuje
pracy, a dydaktyka nie daje satysfakcji.
Wniosek?
Uniwersytet dziś przypomina teatr formy bez treści. Sala coraz bardziej pusta,
aktorzy schodzą ze sceny, reżyserzy powtarzają stare frazy. Możemy dalej w to
grać aż zostanie tylko echo w pustych murach, albo możemy przepisać
scenariusz: z widza zrobić współautora, ze studenta – twórcę, a z nauki – przedstawienie teatralne.
Jeśli nie, to publiczność już znalazła sobie inne miejsce, w świecie AI, w którym sztuka
dopiero się zaczyna.
(Tekst poddany konsultacji stylistyczno-redakcyjnej z wykorzystaniem narzędzia AI (ChatGPT, OpenAI).; foto: moje)

Dodałbym jeszcze w punkcie o niskim poziomie dydaktyki odklejenie, życie we własnej bańce przez większość wykładowców, zwłaszcza starszych, którym się wydaje, że to co oni proponują na pożółkłych już kartkach skryptu, który cytują na swoich wykładach od 30 lat w kółko to samo, że to prawda objawiona...
OdpowiedzUsuńI teraz ciekawe jakie tu znaleźć rozwiązanie na taki trywialny problem...
OdpowiedzUsuńAdrian Merchelski