Ilustracja autorska wygenerowana z pomocą AI (ChatGPT)
Kilka dni po rozmowie z redaktorem jednego z oświatowych periodyków przeczytałem o zamyśle powołania Rzecznika Praw Rodziców i Opiekunów Dzieci z Niepełnosprawnościami.
Argumentacja brzmi znajomo, niemal podręcznikowo, jak w przypadku powołanych już innych rzeczników w randze ministrów, co tylko potwierdza, że system przestrzegania w III RP konstytucyjnych praw obywatelskich i dziecięcych jest niespójny, pomoc rozproszona, a odpowiedzialne za jej udzielanie placówki czy organy władzy niewłaściwie pracują. Nic dziwnego, że i w tym przypadku rodzice błądzą między urzędami. Nasuwa się zatem dość oczywiste rozwiązanie, by powołać jeszcze jednego rzecznika-urzędnika.
W tym momencie trzeba powiedzieć jasno, że to nie jest już próba naprawy państwa, lecz oswajanie jego niewydolności administracyjnej i oswajanie patologii kolejnych władz. Jednak empatia nie zastępuje odpowiedzialności.
Nie mam najmniejszej
wątpliwości, że rodzice dzieci z niepełnosprawnościami są jedną z najbardziej
przeciążonych grup w Polsce. Ich frustracja jest realna, gdyż codziennie doświadczają systemowej bezradności. Właśnie dlatego należy mówić prawdę, że problemem
nie jest brak rzecznika, lecz brak działającego państwa.
Jeżeli ktoś mówi, że potrzebna jest instytucja, która „pomoże poruszać się po systemie”, to de facto przyznaje, że system jest nieczytelny, niewydolny, niezdolny do samonaprawy, a pomoc jest nieskoordynowana. Trudno, by było to argument za powołaniem rzecznika, skoro jest to akt oskarżenia wobec władzy publicznej.
Lista zadań postulowanego przez rodziców nowego rzecznika mówi wszystko, bowiem oczekują oni od ombundsmena/-ki interweniowania, wymagania odpowiedzi od szpitali i urzędów, monitorowania prawa, inicjowania zmian legislacyjnych, nadzorowania centralnego punktu koordynacji pomocy, zarządzania wojewódzkimi punktami wsparcia,
Nie widzę w tym żadnego „partnera”, ale substytut państwa, jego urzędów, tylko pozbawionych realnej władzy decyzyjnej i odpowiedzialności politycznej. Ewidentnie widać, że postuluje się zadania ministra, rządu, administracji publicznej, a nie urzędu, który z definicji nie rozstrzyga, nie egzekwuje i nie odpowiada za skutki.
Rozwija się w III RP patologia drugiego stopnia, skoro mamy już m.in.:
- Rzecznika Praw Obywatelskich,
- Rzecznika Praw Dziecka,
- Rzecznika Praw Pacjenta,
- Rzecznika Finansowego,
a teraz miałby zostać powołany Rzecznik Praw Nauczycieli, zaś jutro, być może rzecznik praw dyrektorów, opiekunów, terapeutów, asystentów, naukowców, pracowników administracji rządowej, samorządowej, a nawet rzecznik rzeczników. W końcu każdy w państwie ma prawo czuć się marginalizowanym, niedocenianym, lekceważonym, niespełnionym itp.
Zmierzamy do tworzenia kolejnej patologii na już istniejącej patologii, bo rzecznik nie likwiduje chaosu, ale go instytucjonalizuje i sprawia, że znika odpowiedzialność tych, którzy są wynagradzani za określoną pracę, służbę, misję itp.
Szczególnie groźnie brzmi pomysł „jednego miejsca kontaktu”, gdyż jest to klasyczna formuła nowoczesnej biurokratyzacji empatii, polegająca na tym, że sprawa zostaje „przyjęta”, „skierowana dalej” i „objęta koordynacją”. Tyle że w tym procesie nikt nie ponosi odpowiedzialności za właściwy efekt.
W powyższym przypadku rodzic nie otrzymuje rozwiązania problemu czy wsparcia w tym zakresie, ale dostaje procedurę. Warto zadać pytanie brutalne, ale uczciwe, do czego potrzebny jest Rzecznik Praw Pacjenta osobie, która zmarła wskutek błędnej opieki zdrowotnej? Czy rzecznik zapobiegł tragedii? zmienił system? poniósł odpowiedzialność? Nie. Pojawił się po fakcie, tam, gdzie państwo już zawiodło.
Dokładnie ten sam mechanizm proponuje się dziś w kolejnych obszarach życia części obywateli polskiego społeczeństwa. Proponuję, by już powołać rzecznika rzeczników, skoro każda niespójność systemu ma być „naprawiana” nowym rzecznikiem. Byłoby to logiczną konsekwencją reakcji na pytanie, czy nie powinniśmy powołać Rzecznika Rzeczników do koordynowania chaosu instytucji, które powstały, by państwo zaczęło wreszcie działać jako całość? To brzmi jak ironia, ale jest logicznym końcem tej drogi.
Jeśli chcecie rzecznika od czegokolwiek (z pełnym poszanowaniem problemów osób w potrzebie) to zamiast upraszczania procedur, łączenia kompetencji, jasnej odpowiedzialności instytucjonalnej, będziemy mnożyć urzędy „pomagające poruszać się po systemie”. W taki sposób będziemy wychowywać obywateli do życia w świecie konserwowania pozoru.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam