13 lutego 2026

Edukacja publiczna między konstytucją a populistyczną polityką

 



Edukacja publiczna jest problemem ustrojowym, ale nie ma jej w Polsce, mimo istniejących regulacji w Konstytucji.

Debaty o edukacji w Polsce od lat dotyczą głównie programów nauczania, egzaminów, list lektur, przedmiotów i organizacji procesu kształcenia. Tymczasem u ich podstaw leży pytanie znacznie głębsze, które ma charakter ustrojowy. Nie dotyczy ono tego, czego i jak uczyć, lecz tego, kto ma prawo decydować o edukacji oraz jak ta władza powinna być legitymizowana.

Bez odpowiedzi na to pytanie każda reforma pozostaje kosmetyczna. Można bowiem zmieniać treści, ale jeśli struktura władzy pozostaje niezmieniona, szkoła nadal będzie funkcjonowała jako instytucja zarządzana centralnie, a nie jako dobro wspólne, przestrzeń świata wspólnego dla wszystkich jej podmiotów.

Model edukacji uspołecznionej, publicznej w pełnym tego słowa znaczeniu nie jest propozycją kolejnej „wizji pedagogicznej”. Jest od kilkudziesięciu lat kwestią ustroju systemu edukacji w Polsce.

Uspołecznienie i autonomia 

W tradycji demokratycznej autonomia nie oznacza swobody wyboru ani braku ograniczeń, ale nieuzasadnioną dominację, życie w porządku, w którym nikt nie podlega arbitralnej władzy innego podmiotu.

Przeniesione na politykę oświatową oznacza to brak arbitralnej dominacji władzy centralnej nad szkołami, brak dominacji rynku nad celami procesu kształcenia oraz brak dominacji administracji państwowej nad profesją nauczycielską. Edukacja demokratyczna nie jest więc ani liberalnie prywatna, ani etatystycznie centralna, ale jest autentycznie publiczna, samorządna.

Konstytucyjny potencjał Polski

Polska Konstytucja nie narzuca systemowi szkolnemu modelu centralistycznego. Wręcz przeciwnie:

  • Rzeczpospolita jako dobro wspólne (art. 1),
  • godność osoby jako źródło praw (art. 30),
  • prawo do nauki (art. 70),
  • pomocniczość jako zasada ustrojowa.

Powyższe normy zobowiązują władze państwowe do tego, by:

  • gwarantowały wszystkim dzieciom i młodym dorosłym prawo do edukacji,
  • określały minimalne ramy (obowiązek szkolny do 18 roku życia, ale bezpłatne studia do 26 roku życia),
  • chroniły równość dostępu.

Konstytucja nie określa szczegółowo praktyki dydaktycznej, podobnie jak nie rozstrzyga o praktyce medycznej, prawniczej, ekonomicznej itp.

Problem polskiej edukacji nie polega więc na braku podstaw konstytucyjnych, lecz na lekceważeniu przez sprawujących władzę państwową od 1999 roku ich zawężającej interpretacji.

Centralizm jako deformacja samorządnej oświaty

W praktyce polski system oświatowy ewoluował w stronę modelu, w którym:

  • państwo (MEN)  definiuje szczegółowe treści,
  • państwo pośrednio narzuca metody kształcenia poprzez strukturę egzaminów zewnętrznych,
  • państwo kontroluje szkoły poprzez kuratoria i dyrektorów (niższe ogniwa nadzoru pedagogicznego - partyjnego).

Wraz z centralistyczną reformą Mirosława Handke powstał w Polsce ustrój szkolny, który deklaratywnie jest publiczny, lecz ustrojowo przypomina hierarchiczne administrowanie organizacją oraz procesami kształcenia i wychowania w placówkach. Te zaś wraz z likwidacją samorządności i autonomii nauczycieli przestały być publicznymi.

W takim systemie:

  • szkoła traci charakter samorządnej wspólnoty,
  • nauczyciel traci status profesjonalisty, bo pozornie jest funkcjonariuszem publicznym (w rzeczywistości ogniwem władzy państwowej, partyjnej),
  • obywatel jest zniechęcany do realnego wpływu na to, w jakich warunkach edukowane są jego dzieci .

Oświatę publiczną wypiera  zarządzanie partyjno-biurokratyczne.

Uspołeczniony, publiczny system szkolny opiera się na decentracji i decentralizacji władzy między cztery podmioty:

Państwo – gwarantuje suwerenność normatywną,
Samorząd terytorialny – suwerenność kontekstową, infrastrukturalną, logistyczną, komunikacyjną, 
Szkoła – suwerenność wspólnotową (szkoła samorządna)
Zawód nauczycielski – suwerenność profesjonalną (samorząd zawodowy nauczycieli) 

Żaden z samorządnych podmiotów nie jest nadrzędny wobec pozostałych.

Państwo ustanawia ramy. Samorząd tworzy warunki. Szkoła organizuje praktykę. Profesjonaliści strzegą standardów. To jest sedno ustroju demokratycznego, ale nie w III RP.

Autonomia nauczycieli jako jeden z warunków samorządnej oświaty. Ta nie istnieje bez autonomicznych wobec ustroju szkolnego obywateli, rodziców dzieci  i młodzieży. Nie ma też samorządnej szkoły bez autonomicznych nauczycieli. Autonomia nie oznacza dowolności, ale zdolność do samodzielnego sądu w ramach wspólnego świata norm

Nauczyciel autonomiczny interpretuje program, samodzielnie dobiera metody i bierze odpowiedzialność za sens własnej praktyki zawodowej. System oparty na checklistach, procedurach i mikroregulacjach nie tylko ogranicza autonomię, ale przekształca zawód nauczyciela w funkcję administracyjną, któremu minister może zlecić zadania nawet zupełnie sprzeczne z funkcją szkoły.  

Samorząd zawodowy nauczycieli wymaga odróżnienia od interesów pracowniczych (związki zawodowe) i od standardów profesji (samorząd zawodowy). Władztwo centralistyczne nie chce samorządnej profesji zlecając troskę o nauczycieli w granicach dopuszczalnych przez rząd. Jeśli nauczyciele są niezadowoleni, a są, to wciska się im rzekomą potrzebę powołania rzecznika praw nauczycieli, czyli kolejnego urzędnika działającego pod dyktando partiokracji. 

W demokratycznym społeczeństwie samorząd nauczycieli powinien ustalać standardy wejścia do zawodu, tworzyć kodeks etyki, współdecydować o warunkach kształcenia i doskonalenia zawodowego nauczycieli, ale także prowadzić postępowania dyscyplinarne wobec osób naruszających ustanowione standardy.

Władze państwowe uznają istnienie samorządu, bez możliwości sterowania nim. Dopiero wtedy nauczyciel przestaje być „pracownikiem budżetowym”, a staje się członkiem zawodu zaufania publicznego.

Uspołecznienie edukacji: rady oświatowe

Polskie prawo od 1991 roku przewiduje możliwość powołania krajowej oraz terytorialnych rad oświatowych, a w placówkach radę szkoły czy radę przedszkola. Problemem nie jest ich brak, lecz ich degradacja do roli fasadowej tam, gdzie powstały (o.2 proc. wszystkich szkół quasi publicznych).

W modelu szkolnictwa publicznego rady tworzą środowisko do deliberacji obywatelskiej, artykułują interes publiczny, opiniują kierunki polityki edukacyjnej. Nie zarządzają szkołami czy przedszkolami, nie zatrudniają dyrektorów, ale mają pełne prawo do wyrażania własnej opinii na temat istniejących regulacji wewnątrzszkolnych i sposobów ich egzekwowania od uczniów i ich nauczycieli. Nie narzucają rozwiązań dydaktycznych, bo od tego są profesjonalnie wykształceni nauczyciele. Zapewniają obecność obywateli w placówkach edukacyjnych jako ich współgospodarzy, a nie jako petentów.

Szkoła jako mikropolis

Szkoła publiczna nie jest ani filią ministerstwa, ani przedsiębiorstwem usługowym, ani poradnią psychologiczno-pedagogiczną, a tym bardziej zakładem karnym. Jest mikropolis, małą wspólnotą, w której istnieją organy przedstawicielskie, toczy się w organach społecznych debata, pojawiają się konflikty i kompromisy. Uczeń w takiej wspólnocie nie jest „przygotowywany do demokracji” ani nauczany o demokracji, ale żyje w jej elementarnej formie.

Egzaminy i programy kształcenia w logice szkoły publicznej

Podstawa programowa określa minimum wspólne, a nie jest scenariuszem lekcji. Egzaminy zaś potwierdzają osiągnięcie progów, nie służą rangowaniu placówek i ich uczniów, oddziałów czy nauczycieli. Celem nie jest porównywanie szkół, lecz zagwarantowanie prawa do edukacji uczęszczającym do nich dzieciom .

Co wymaga zmiany, a co już istnieje

Model szkoły publicznej nie wymaga zmiany Konstytucji. Wymaga natomiast reinterpretacji istniejących zasad, redystrybucji kompetencji, odblokowania uśpionych instytucji. Jest to projekt ewolucyjny, nie rewolucyjny.

Zamiast zakończenia

Najgłębszy spór o edukację w Polsce nie dotyczy lektur, godzin ani przedmiotów. Dotyczy tego, czy wierzymy, że obywatele są zdolni współrządzić, profesje są zdolne do samoregulacji, a państwo nie musi być jedynym nosicielem racjonalności. Ten model edukacji zaczyna się od zaufania do społeczeństwa.



















































Bez niego każda reforma pozostanie tylko zmianą formularzy.

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam