Zapewne
uważni obserwatorzy polityki oświatowej odnotowali krytykę fińskiej edukacji
przez kadry kierownicze IBE-PIB. No cóż, polityczna manipulacja im nie zaszkodzi. Spójrzmy
zatem do raportu PIAAC a przekonamy się, że Finlandia znajduje
się w ścisłej czołówce OECD w literacy i
numeracy wykazując mały spadek kompetencji osób wraz z wiekiem. Ma
wysoki udział dorosłych w uczeniu się formalnym i nieformalnym. Ba, kluczowe są
tu takie mechanizmy, jak kultura czytania i zainteresowań poznawczych, które są realizowane poza
szkołą i obowiązkiem uczęszczania do niej.
W
Finlandii praca wymaga zastosowania twardych kompetencji, a do tego
przyczyniają się lokalne instytucje uczenia się dorosłych. Powszechna szkoła nie kończy edukacji młodych
pokoleń, ale ją inicjuje. Problem Polski nie leży
zatem tylko w fatalnej edukacji szkolnej, lecz także w braku
instytucjonalnej ciągłości uczenia się po szkole. Finlandia jest w tym zakresie zdecydowania lepsza od Polski, bo łączy edukację, pracę i kulturę.
Dla
porównania tak niezrozumiała dla ekonomistów z IBE-PIB Finlandia cieszy
się ewolucją doskonalenia ustroju szkolnego zamiast jego ustawiczną deformacją, toteż
jest przeciwieństwem polskiej polityki oświatowej. Od lat 70. XX wieku w Finlandii jest stabilny ustrój szkoły ogólnodostępnej, a zmiany programowe mają charakter
iteracyjny, a nie ustrojowy i nie ideologiczny. Każda reforma oznacza poprawianie tego, co
nie działa, by było doskonalsze, skorygowane, a to świadczy o tym, że nie
wprowadza się zmian semantycznych, tylko stosuje logikę nowoczesnego zarządzania szkolnictwem.
Tam
też jest wysoki poziom autonomii nauczycieli (bardzo dobrze wynagradzanych!) i
samorządu terytorialnego. Nie prowadzi się tam w edukacji szkolnej „polityki indoktrynacyjnej”. Reforma w Finlandii oznacza ulepszanie działającego
systemu, a nie jego unieważnianie, dzięki czemu szkoła sama się
uczy, nauczyciele inwestują w rozwój, bo wiedzą, że system przetrwa,
a kompetencje uczniów są stabilnie podtrzymywane przez efektywne, w tym
także konstruktywistyczne kształcenie. O zmianach rozstrzygają naukowcy a nie nomenklatura partyjna.


Jakby to powiedzieć, p. Jakubowski raczej się specjalną pracowitością ani wnikliwością nie wyróżniał. Np. przy tym zapytaniu poselskim wystarczyło wysłać, mając do pomocy 3,5 tysiąca urzędników MEN/kuratoriów, do dyrektorów szkół ze znanej w MEN listy z 20-30 pozycjami maile/listy z pytaniami z zapytania i zebrać odpowiedzi. Zamiast tego napisał kwieciście na 5(!) stronach, że NIEDASIĘ i się pod tym podpisał :-( https://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/interpelacja.xsp?typ=ZAP&nr=5726
OdpowiedzUsuń