06 stycznia 2026

Cykl artykułów jako potencjalny produkt naukowy

 

(foto: BŚ) 


Chyba dekadę temu zostały ustalone i zaakceptowane przez akademików standardy Komitetu Psychologii PAN dla habilitacji opartej na cyklu powiązanych tematycznie artykułów naukowych.  Świadczy to o kilku bardzo istotnych przesunięciach normatywnych i kulturowych w rozumieniu habilitacji, zarówno jako procedury awansowej, jak i egzaminu z samodzielności naukowo-badawczej i akademickiej. 

O wysokiej randze habilitacji jako potwierdzenia pełnej samodzielności naukowej świadczy ma to, że wniosek o nadanie stopnia doktora habilitowanego nie ma być prostą sumą publikacji, lecz odpowiednikiem klasycznej rozprawy habilitacyjnej, tyle że rozpisanej na serię artykułów. Już od wielu lat doktorzy psychologii nie przedkładają monografii naukowych, ale cykl artykułów, który musi:

  • odpowiadać wartością naukową dawnej monografii habilitacyjnej,
  • prowadzić do oryginalnego rozwiązania problemu naukowego,
  • wnosić znaczny wkład w rozwój psychologii jako dyscypliny, a nie jedynie jej fragmentu aplikacyjnego.

To oznacza, że Komitet Psychologii PAN interpretuje habilitację jako certyfikat dojrzałości intelektualnej, a nie wyłącznie jako formalny próg administracyjny. W tej postaci studium naukowo-badawcze (empiryczne) ma odejść od „przyczynkarstwa” na rzecz opublikowanego spójnego odkrycia naukowego.  

Dokument Komitetu wyraźnie krytykuje praktykę składania cyklu z luźnych, przyczynkarskich, tematycznie „sąsiadujących” publikacji. „Powiązanie tematyczne” ma być udowodnione przez habilitanta, wyłożone i zsyntetyzowane w autoreferacie oraz osadzone w aktualnym stanie wiedzy. 

Przyjęte zatem w tej dyscyplinie "Standardy" mają zaświadczać, że autoreferat nie jest formalnym dodatkiem, lecz kluczowym tekstem integrującym cykl w jedną narrację teoretyczno-badawczą. Choć Standardy wskazują minimalny próg (5 artykułów w czasopismach z JCR, ale z wykazu ministerialnego), to jednocześnie deprecjonują mechaniczne liczenie punktów, traktują wskaźniki bibliometryczne wyłącznie jako wstęp oraz jednoznacznie uprzywilejowują w pracy recenzenta ocenę jakościową (peer review).

Habilitacja m.in. z psychologii ma być - w świetle tych założeń - oceną sensu naukowego badań, które świadczą o znacznym wkładzie w rozwój tej dyscypliny, a nie sprawnością kandydatki/-a w procesie ewaluacyjnym dyscypliny w uczelni. Standardy bardzo wyraźnie potwierdzają, że współautorstwo artykułów jest normą, ale indywidualny wkład każdego współautora musi być jasno wyodrębniony i udokumentowany. 

Nie akceptuje się czysto procentowych deklaracji wkładu, ale też preferowana jest rola pierwszego lub korespondującego autora w większości prac.  To świadczy o wysokiej wrażliwości KP PAN na rozmywanie odpowiedzialności, „rozproszone autorstwo” bez realnej sprawczości czy instrumentalne wykorzystywanie zespołów badawczych. 

Bardzo ważny, a często pomijany, jest ten aspekt standardów, który dotyczy tego, że habilitacja daje prawo do recenzowania i promowania prac doktorskich i habilitacyjnych, do udziału w komisjach oraz do realnego wpływu na ścieżki akademickie innych psychologów. Dlatego KP PAN podkreśla, że habilitacja powinna przysługiwać tylko osobom dającym gwarancje naukowe i etyczne, zaś ocena dorobku nie może być sprzeczna z konkluzją recenzji. Rekomendowanie awansu przy słabym dorobku jest wewnętrznie niespójne i nieakceptowalne. 

Psycholodzy są przekonani, że przyjęte przez nich Standardy jasno lokują ich dyscyplinę w środowisku międzynarodowym, sytuując wyniki czyichś badań w obiegu globalnym, a zarazem niejako warunkują nacisk na otwartą naukę (open science) i unikanie przez autorów czasopism drapieżnych. Habilitacja ma więc potwierdzać zdolność funkcjonowania w globalnej wspólnocie naukowej, a nie jedynie w lokalnym obiegu instytucjonalnym. 

AI zapytana o to, którzy psycholodzy stanowili o treści tych Standardów, wskazała na profesorów o rzeczywistej renomie międzynarodowej, którzy swoje osiągnięcia i habilitację a następnie tytuł profesora uzyskali nie na podstawie cyklu 5 artykułów, tylko monografii naukowych. Musieli przed wielu laty przedłożyć solidną monografię, by udowodnić, że wnoszą do nauki coś istotnie nowego. Artykuły są w ich dorobku czymś pobocznym, marginalnym a nie przełomowym. 

Zmieniła się w psychologii definicja dojrzałości naukowej. w pozostałych naukach społecznych do takiej zmiany dopuszcza się przedstawicieli młodego pokolenia, ale bardzo rzadko, niemalże wyjątkowo i z dużą ostrożnością epistemologiczną. W modelu klasycznym, do uwolnienia go w latach 2011–2018 monografia habilitacyjna miała udowodnić zdolność samodzielnego postawienia problemu, opanowanie całości literatury, umiejętność prowadzenia wewnętrznie spójnej narracji teoretycznej i odpowiedzialność za jedną, rozpoznawalną ideę, model oraz ich weryfikację. Artykuły zaś mogły być świetne, mogły być cytowane, ale nie zastępowały dowodu samodzielności. 

Wypieranie monografii naukowych przez cykl artykułów nastąpiło - moi zdaniem - nie dlatego, że jest lepszym rozwiązaniem, formą, lecz dlatego, że system awansu naukowego przestał umieć rozpoznawać sens dowodzenia wkładu w rozwój nauki oraz ma uwolnić profesorów od wysiłku czytania i recenzowania poważnych studiów badawczych. Cykl artykułów jako „osiągnięcie habilitacyjne” jest odpowiedzią na następujące zjawiska: 

po pierwsze, na masowość i standaryzację. Profesura już nie chce tracić czasu na czytanie monografii, toteż potrzebuje proceduralnych protez (listy, punkty, indeksy, IF), by móc porównań horyzontalnych w dyscyplinie. 

po drugie, cykl artykułów jest łatwiejszy do administracyjnej obsługi niż monografia. 

po trzecie, sprzyja to urynkowieniu produkcji naukowej, skoro w globalnym obiegu liczy się artykuł, który szybciej krąży, szybciej się liczy i szybciej daje wskaźnik cytowań, na które też można wpływać. Większość liczących się czasopism zobowiązuje do cytowania artykułów, które były już w nich wcześniej opublikowane.  Tak więc, jest to logika obiegu, a nie dojrzałości i samodzielności naukowej. 

po czwarte, powyższe standardy są wskaźnikiem spadku zaufania do recenzji sensu largo, skoro bywają recenzje niespójne, ich język bywa rytualny a konkluzje bywają sprzeczne z treścią. Wtedy bazuje się na „twardych” wskaźnikach, bo nie ufa się własnym elitom poznawczym. Cykl artykułów jest tu substytutem zaufania, a nie jego wyrazem. 

Wypierając monografie w naukach społecznych próbuje się ratować sens rzekomej nowoczesności, ale czyni się to na gruncie już mocno zubożonym. Tego typu Standardy są w gruncie rzeczy aktem obronnym, nie ofensywnym, skoro ich ukryty sens da się odczytać między wierszami: „Jeśli już macie cykl artykułów, to niech on będzie jak monografia.” Wiemy, że nigdy nie był i nie będzie z nią tożsamy.  

Być może takie rozwiązanie jest obsesją na punkcie spójności, formą nacisku na autoreferat jako syntezę, chociaż ten dokument ustawowo nie powinien być oceniany. Nie ma szans na to, by cykl od trzech do pięciu artykułów kilkunastostronicowych odpowiadał monografii, gdyż będzie imitacją, a nie jej ekwiwalentem.

Być może akademiccy recenzenci uważali, że nowe pokolenie „musi” dowodzić dojrzałości cyklem artykułów, bo nie można wymagać od młodych monografii. Może profesura nie ma odwagi, by im zakomunikować, że „to jeszcze nie jest habilitacja”? Nowe pokolenie nie jest gorsze od poprzednich, gdyż jest rozliczane inną miarą,  uboższą poznawczo, ale wygodniejszą dla przełożonych, którzy mogą dzięki temu kontynuować własne pasje, i nie tylko.  

Najlepsi z dawnych habilitantów nie mogliby dziś „udowodnić swojej wielkości” samymi artykułami, bo ich wielkość polegała na myśleniu całościowym, a nie na fragmentarycznej produkcji artykułów. Nawet ci, którzy realnie funkcjonują w międzynarodowym obiegu artykułowym, musieli „przejść próbę książki”, aby zostać uznani za dojrzałych uczonych w Polsce.

Rzetelna monografia naukowa wymaga od recenzenta wielodniowej, ciągłej lektury, zmusza go do wejścia w tok myślenia autora, wystawia recenzenta na ryzyko, że czegoś nie zrozumie, że będzie musiał polemizować lub/i że ujawni własne ograniczenia. Cykl artykułów natomiast można rozparcelować, ocenić przez pryzmat czasopisma, IF, pozycji autora w kraju, streszczenia, ba, daje złudzenie obiektywizmu. 

Nie twierdzę, że w grę wchodzi lenistwo jednostkowe, ale nie ulega wątpliwości, że jest to racjonalna adaptacja do systemu m.in. pozoranctwa, proceduralnej fikcji. Artykuły są z definicji syntetyczne, fragmentaryczne, podporządkowane konwencji redakcyjnej, często „wykastrowane” z długiej refleksji teoretycznej, dlatego nie są dobrym nośnikiem nowego odkrycia jako wyniku określonej całości. 

Wsłuchując się w wypowiedzi lub czytając recenzje niektórych wniosków dostrzegam obawy recenzentów, że zostaną oskarżeni o „subiektywizm”. Wystarczy zatem stwierdzenie, że kandydat „spełnił kryteria formalne”. Recenzja wniosku awansowego staje się rytuałem uzasadniającym już podjętą decyzję, bo cyklu artykułów nie da się zmierzyć tą samą miarą, co monografia, nie da się porównać i obronić w sensie formalno-prawnym. Nie niesie on zatem z sobą ryzyka intelektualnego. 

Uczciwe przyznano, że habilitacja nie jest już miernikiem wybitności naukowej, tylko certyfikatem kompetencji systemowej, wystandaryzowanej. Nie żyjemy w epoce antyintelektualnej, ale w czasach przyspieszenia, "płynnej nowoczesności", presji ewaluacyjnej i nadprodukcji artykułów jako rzekomo cenniejszych od rzetelnych monografii, głęboko uzasadniających czyjeś badania. Głębia bowiem wymaga czasu (pisania i czytania), polemizowania, ryzyka porażki. System nauki XXI wieku skraca te cykle, premiuje „output” i unika konfliktu poznawczego. 

Nie twierdzę, że badania są płytsze z natury, ale że instytucje akademickie przestają służyć ich rozpoznawaniu. Recenzenci dostrzegający płycizny, fundamentalne błędy w opublikowanych rozprawach monograficznych coraz częściej doświadczają ze strony pseudonaukowców bezczelnego "hejtu" a nawet są pozywani do sądu o naruszenie czyjegoś wizerunku.   

Preferowanie cyklu artykułów retorycznie broni rzekomej jakości nauki, ale operacyjnie sprowadza ją do zastępczych wskaźników. To jest dramatyczny paradoks: im więcej mówimy o „znaczącym wkładzie w rozwój dyscypliny naukowej”, tym chętniej rezygnujemy z narzędzi, by go realnie ocenić.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam