(foto: BŚ)
Chyba
dekadę temu zostały ustalone i zaakceptowane przez akademików standardy
Komitetu Psychologii PAN dla habilitacji opartej na cyklu powiązanych
tematycznie artykułów naukowych. Świadczy to o kilku bardzo
istotnych przesunięciach normatywnych i kulturowych w rozumieniu habilitacji,
zarówno jako procedury awansowej, jak i egzaminu z samodzielności
naukowo-badawczej i akademickiej.
O
wysokiej randze habilitacji jako potwierdzenia pełnej samodzielności naukowej
świadczy ma to, że wniosek o nadanie stopnia doktora habilitowanego nie ma
być prostą sumą publikacji, lecz odpowiednikiem klasycznej rozprawy
habilitacyjnej, tyle że rozpisanej na serię artykułów. Już od wielu lat
doktorzy psychologii nie przedkładają monografii naukowych, ale cykl artykułów,
który musi:
- odpowiadać wartością naukową dawnej
monografii habilitacyjnej,
- prowadzić do oryginalnego rozwiązania
problemu naukowego,
- wnosić znaczny wkład w rozwój
psychologii jako dyscypliny, a nie jedynie jej fragmentu aplikacyjnego.
To
oznacza, że Komitet Psychologii PAN interpretuje habilitację
jako certyfikat dojrzałości intelektualnej, a nie wyłącznie jako formalny
próg administracyjny. W tej postaci studium naukowo-badawcze (empiryczne)
ma odejść od „przyczynkarstwa” na rzecz opublikowanego spójnego odkrycia
naukowego.
Dokument
Komitetu wyraźnie krytykuje praktykę składania cyklu
z luźnych, przyczynkarskich, tematycznie „sąsiadujących”
publikacji. „Powiązanie tematyczne” ma być udowodnione przez
habilitanta, wyłożone i zsyntetyzowane w autoreferacie
oraz osadzone w aktualnym stanie wiedzy.
Przyjęte
zatem w tej dyscyplinie "Standardy" mają zaświadczać,
że autoreferat nie jest formalnym dodatkiem, lecz kluczowym tekstem
integrującym cykl w jedną narrację teoretyczno-badawczą. Choć
Standardy wskazują minimalny próg (5 artykułów w czasopismach z JCR, ale z
wykazu ministerialnego), to jednocześnie deprecjonują mechaniczne liczenie
punktów, traktują wskaźniki bibliometryczne wyłącznie jako wstęp
oraz jednoznacznie uprzywilejowują w pracy recenzenta ocenę
jakościową (peer review).
Habilitacja
m.in. z psychologii ma być - w świetle tych założeń - oceną sensu naukowego
badań, które świadczą o znacznym wkładzie w rozwój tej dyscypliny, a nie
sprawnością kandydatki/-a w procesie ewaluacyjnym dyscypliny w
uczelni. Standardy bardzo wyraźnie potwierdzają, że współautorstwo
artykułów jest normą, ale indywidualny wkład każdego współautora musi
być jasno wyodrębniony i udokumentowany.
Nie
akceptuje się czysto procentowych deklaracji wkładu, ale też preferowana
jest rola pierwszego lub korespondującego autora w większości
prac. To świadczy o wysokiej wrażliwości KP PAN na rozmywanie
odpowiedzialności, „rozproszone autorstwo” bez realnej sprawczości
czy instrumentalne wykorzystywanie zespołów badawczych.
Bardzo
ważny, a często pomijany, jest ten aspekt standardów, który dotyczy tego, że
habilitacja daje prawo do recenzowania i promowania prac doktorskich i
habilitacyjnych, do udziału w komisjach oraz do realnego wpływu na
ścieżki akademickie innych psychologów. Dlatego KP PAN podkreśla,
że habilitacja powinna przysługiwać tylko osobom dającym gwarancje
naukowe i etyczne, zaś ocena dorobku nie może być sprzeczna z konkluzją
recenzji. Rekomendowanie awansu przy słabym dorobku jest wewnętrznie
niespójne i nieakceptowalne.
Psycholodzy
są przekonani, że przyjęte przez nich Standardy jasno lokują ich
dyscyplinę w środowisku międzynarodowym, sytuując wyniki czyichś
badań w obiegu globalnym, a zarazem niejako warunkują nacisk
na otwartą naukę (open science) i unikanie przez autorów czasopism
drapieżnych. Habilitacja ma więc potwierdzać zdolność funkcjonowania
w globalnej wspólnocie naukowej, a nie jedynie w lokalnym obiegu
instytucjonalnym.
AI
zapytana o to, którzy psycholodzy stanowili o treści tych Standardów, wskazała
na profesorów o rzeczywistej renomie międzynarodowej, którzy swoje osiągnięcia
i habilitację a następnie tytuł profesora uzyskali nie na podstawie cyklu 5
artykułów, tylko monografii naukowych. Musieli przed wielu laty przedłożyć
solidną monografię, by udowodnić, że wnoszą do nauki coś istotnie nowego.
Artykuły są w ich dorobku czymś pobocznym, marginalnym a nie przełomowym.
Zmieniła
się w psychologii definicja dojrzałości naukowej. w pozostałych naukach
społecznych do takiej zmiany dopuszcza się przedstawicieli młodego pokolenia,
ale bardzo rzadko, niemalże wyjątkowo i z dużą ostrożnością
epistemologiczną. W modelu klasycznym, do uwolnienia go w latach
2011–2018 monografia habilitacyjna miała udowodnić zdolność
samodzielnego postawienia problemu, opanowanie całości
literatury, umiejętność prowadzenia wewnętrznie spójnej narracji
teoretycznej i odpowiedzialność za jedną, rozpoznawalną ideę, model oraz
ich weryfikację. Artykuły zaś mogły być świetne, mogły być
cytowane, ale nie zastępowały dowodu samodzielności.
Wypieranie
monografii naukowych przez cykl artykułów nastąpiło - moi zdaniem - nie
dlatego, że jest lepszym rozwiązaniem, formą, lecz dlatego, że system awansu
naukowego przestał umieć rozpoznawać sens dowodzenia wkładu w rozwój nauki oraz
ma uwolnić profesorów od wysiłku czytania i recenzowania poważnych studiów
badawczych. Cykl artykułów jako „osiągnięcie habilitacyjne” jest
odpowiedzią na następujące zjawiska:
po
pierwsze, na masowość i standaryzację. Profesura już nie chce tracić
czasu na czytanie monografii, toteż potrzebuje proceduralnych protez
(listy, punkty, indeksy, IF), by móc porównań horyzontalnych w
dyscyplinie.
po
drugie, cykl artykułów jest łatwiejszy do administracyjnej obsługi niż
monografia.
po
trzecie, sprzyja to urynkowieniu produkcji naukowej, skoro w globalnym
obiegu liczy się artykuł, który szybciej krąży, szybciej się
liczy i szybciej daje wskaźnik cytowań, na które też można wpływać.
Większość liczących się czasopism zobowiązuje do cytowania artykułów, które
były już w nich wcześniej opublikowane. Tak więc, jest to logika
obiegu, a nie dojrzałości i samodzielności naukowej.
po
czwarte, powyższe standardy są wskaźnikiem spadku zaufania do recenzji
sensu largo, skoro bywają recenzje niespójne, ich język bywa rytualny
a konkluzje bywają sprzeczne z treścią. Wtedy bazuje się na „twardych”
wskaźnikach, bo nie ufa się własnym elitom poznawczym. Cykl artykułów jest
tu substytutem zaufania, a nie jego wyrazem.
Wypierając
monografie w naukach społecznych próbuje się ratować sens rzekomej
nowoczesności, ale czyni się to na gruncie już mocno zubożonym. Tego
typu Standardy są w gruncie rzeczy aktem obronnym, nie ofensywnym, skoro
ich ukryty sens da się odczytać między wierszami: „Jeśli już macie cykl
artykułów, to niech on będzie jak monografia.” Wiemy, że nigdy nie był i nie
będzie z nią tożsamy.
Być
może takie rozwiązanie jest obsesją na punkcie spójności,
formą nacisku na autoreferat jako syntezę, chociaż ten dokument ustawowo
nie powinien być oceniany. Nie ma szans na to, by cykl od trzech do pięciu
artykułów kilkunastostronicowych odpowiadał monografii, gdyż będzie
imitacją, a nie jej ekwiwalentem.
Być
może akademiccy recenzenci uważali, że nowe pokolenie „musi” dowodzić
dojrzałości cyklem artykułów, bo nie można wymagać od młodych monografii.
Może profesura nie ma odwagi, by im zakomunikować, że „to jeszcze nie jest
habilitacja”? Nowe pokolenie nie jest gorsze od poprzednich, gdyż jest
rozliczane inną miarą, uboższą poznawczo, ale wygodniejszą dla
przełożonych, którzy mogą dzięki temu kontynuować własne pasje, i nie
tylko.
Najlepsi
z dawnych habilitantów nie mogliby dziś „udowodnić swojej wielkości” samymi
artykułami, bo ich wielkość polegała na myśleniu całościowym, a nie na
fragmentarycznej produkcji artykułów. Nawet ci, którzy realnie funkcjonują w
międzynarodowym obiegu artykułowym, musieli „przejść próbę książki”, aby zostać
uznani za dojrzałych uczonych w Polsce.
Rzetelna
monografia naukowa wymaga od recenzenta wielodniowej, ciągłej
lektury, zmusza go do wejścia w tok myślenia autora, wystawia
recenzenta na ryzyko, że czegoś nie zrozumie, że będzie musiał
polemizować lub/i że ujawni własne ograniczenia. Cykl artykułów
natomiast można rozparcelować, ocenić przez
pryzmat czasopisma, IF, pozycji autora w
kraju, streszczenia, ba, daje złudzenie obiektywizmu.
Nie
twierdzę, że w grę wchodzi lenistwo jednostkowe, ale nie ulega
wątpliwości, że jest to racjonalna adaptacja do systemu m.in.
pozoranctwa, proceduralnej fikcji. Artykuły są z
definicji syntetyczne, fragmentaryczne, podporządkowane
konwencji redakcyjnej, często „wykastrowane” z długiej refleksji
teoretycznej, dlatego nie są dobrym nośnikiem nowego odkrycia jako wyniku
określonej całości.
Wsłuchując
się w wypowiedzi lub czytając recenzje niektórych wniosków dostrzegam
obawy recenzentów, że zostaną oskarżeni o
„subiektywizm”. Wystarczy zatem stwierdzenie, że kandydat „spełnił
kryteria formalne”. Recenzja wniosku awansowego staje się rytuałem
uzasadniającym już podjętą decyzję, bo cyklu artykułów nie da się
zmierzyć tą samą miarą, co monografia, nie da się porównać i obronić
w sensie formalno-prawnym. Nie niesie on zatem z sobą ryzyka
intelektualnego.
Uczciwe
przyznano, że habilitacja nie jest już miernikiem wybitności naukowej, tylko
certyfikatem kompetencji systemowej, wystandaryzowanej. Nie żyjemy w epoce
antyintelektualnej, ale w czasach przyspieszenia, "płynnej
nowoczesności", presji ewaluacyjnej i nadprodukcji artykułów
jako rzekomo cenniejszych od rzetelnych monografii, głęboko uzasadniających
czyjeś badania. Głębia bowiem wymaga czasu (pisania i czytania),
polemizowania, ryzyka porażki. System nauki XXI wieku skraca te
cykle, premiuje „output” i unika konfliktu poznawczego.
Nie
twierdzę, że badania są płytsze z natury, ale że instytucje
akademickie przestają służyć ich rozpoznawaniu. Recenzenci dostrzegający
płycizny, fundamentalne błędy w opublikowanych rozprawach monograficznych coraz
częściej doświadczają ze strony pseudonaukowców bezczelnego "hejtu" a
nawet są pozywani do sądu o naruszenie czyjegoś wizerunku.
Preferowanie
cyklu artykułów retorycznie broni rzekomej jakości nauki, ale
operacyjnie sprowadza ją do zastępczych wskaźników. To jest dramatyczny
paradoks: im więcej mówimy o „znaczącym wkładzie w rozwój dyscypliny
naukowej”, tym chętniej rezygnujemy z narzędzi, by go realnie
ocenić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam