28 stycznia 2026

Jak wyrzuca się naukowców za burtę ubolewając, że „nie umieją pływać”

 




Ogłoszenie Instytutu Fizyki PAN zostało w ostatnich dniach podchwycone przez media i szeroko komentowane w sieci pod nagłówkiem: „Ile zarabia fizyk w Polsce? Kontrowersyjne ogłoszenie o pracę IF PAN”. "W Instytucie Fizyki Polskiej Akademii Nauk pojawiła się oferta pracy. Kandydat ma posiadać doktorat z fizyki, biegle znać język angielski, sprawnie pracować pod presją czasu, bezbłędnie obsługiwać transmisyjny mikroskop elektronowy warty miliony, analizować grafen i nanorurki węglowe, wykorzystywać Big Data i uczenie maszynowe, programować automatyzację eksperymentów oraz zdobywać granty z NCN i Unii Europejskiej. W zamian: 4806 zł brutto", czyli mniej więcej tyle, ile kosztuje dziś wynajem przeciętnej kawalerki w Warszawie razem z opłatami.

Nikt nie kwestionuje autentyczności samej oferty. Spór dotyczy tylko jednego, jak państwo mogło uznać taką stawkę za dopuszczalną. Nie jest to ogłoszenie o pracę, ale dokument ustrojowy państwowej instytucji. Podobnie jest w uniwersytetach, akademiach, politechnikach i dotyczy każdej dyscypliny naukowej, a nie tylko fizyki. 

Oficjalna narracja państwa głosi, że polska nauka jest „mało konkurencyjna”, „nieefektywna”, „rozproszona” i „niedostosowana do standardów światowych”. Jednocześnie to samo państwo oferuje doktorowi fizyki, a więc osobie należącej do wąskiej grupy najwyżej wykwalifikowanych specjalistów w kraju, wynagrodzenie, które lokuje go na granicy ekonomicznej egzystencji.

Sprzeczność jest tylko pozorna, bo w rzeczywistości państwo nie oczekuje od nauki wysokiej jakości i konkurencyjności, ale oczekuje taniej produkcji slotów i jeszcze tańszego kształcenia kolejnych generacji naukowców i studentów studiów I, II i III stopnia. W takim systemie najważniejszym zasobem nie jest człowiek, ale zdolność instytucji do generowania wartości naukowych i edukacyjnych przy minimalnym koszcie osobowym.

Oferta z IF PAN pokazuje, jak wygląda realna architektura systemu, w którym od naukowca wymaga się kompetencji światowej klasy, ale oferuje mu się warunki lokalnej biedy. Nic dziwnego, że najlepsi, zdolni, ambitni, pracowicie wyjeżdżają, jeśli nie jest w stanie utrzymać ich własna rodzina. Nie wyjeżdżają dlatego, że są nielojalni, ale dlatego, że systemowo komunikuje się im jasno: „Twoja praca jest warta tyle, ile minimalna pensja".

Kolejna władza tworzy typ pracownika nauki, który ma być wysokokwalifikowanym  proletariatem poznawczym - osobą, która zna światową literaturę, obsługuje zaawansowaną aparaturę, pisze w najlepszym języku nauki, ale żyje jak stażysta.

Za ofertę 4806 zł brutto dla doktora fizyki nie odpowiada Instytut Fizyki PAN, gdyż instytut jest tylko wykonawcą ustawowych barier. Odpowiadają za to Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwo Finansów, a szerzej - rząd Rzeczypospolitej Polskiej. Kolejni ministrowie, wiceministrowie, dyrektorzy departamentów i autorzy algorytmów (KEN), ci, dla których bardziej opłaca się wycenić kandydata do pracy naukowej, adiunktów i profesorów jak koszt eksploatacyjny niż jak kapitał państwa.

Doktor nauk ma w 2026 roku zarabiać mniej niż operator wózka widłowego w centrum logistycznym. Doktor za 4806 zł jest więc rozwiązaniem optymalnym, bo jest tani, wykształcony, ale też wymienny jak żarówka w oświetleniu. Jak się wypali, przyjdzie następny, zaś system nawet tego nie zauważy. Jedynie w Excelu dalej będzie zielono.

Naukowcy nie wyjdą na ulice palić opony, nie będą rzucać kamieniami, nie sparaliżują miast. Ich buntem jest milczenie, strajkiem jest emigracja. Ich krzykiem jest CV wysyłane za granicę, zaś ich rozgoryczeniem jest zmiana miejsca pracy lub zawodu.

Władze doskonale o tym wiedzą, toteż właśnie dlatego pozwalają sobie na taką politykę. Łatwiej łamać tych, którzy nie krzyczą, łatwiej oszczędzać na tych, którzy wierzą w sens, łatwiej ciąć tam, gdzie protest ma formę tekstu, a nie płonącej barykady. Od wielu lat zarządza się w Polsce nauką tak, by nie płacić i jednocześnie mieć alibi.

Co nam zostaje? Pisanie, mówienie, rejestrowanie faktów, nazywanie rzeczy po imieniu, bo pozostaje nam robić to, co potrafimy najlepiej - zostawiać świadectwo. Doktor fizyki za 4806 zł brutto nie jest wstydliwym dla władz wyjątkiem, ale jest ich dziełem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam