niedziela, 25 listopada 2018

O hipokryzji


Hipokryzja pojawia się wówczas, kiedy między dwiema osobami pojawia się sprzeczność interesów. Jest ona wówczas konieczna temu, który ma władzę jako narzędzie konieczne w budowaniu pozornego sojuszu. Żeby czerpać korzyści z drugiej strony, potrzebne są pochlebstwa, manipulacje lub tworzenie pozorów troski o jej interesy. W istocie jednak nie ma tu między obu stronami ani zaufania, ani solidarności. To, co je łączy, to wyimaginowane wspólne elementy. Publicznie zatem deklaruje się wspólnotę interesów, wartości, prywatnie zaś uważa się tę wspólnotę za fikcyjną.

Hipokryzja wymaga pozorów moralnych, które są konieczne dla zachowania z jednej strony swoich wpływów, z drugiej zaś jednostronnego czerpania korzyści. Tu operuje się kłamstwem w sposób tak naturalny, że aż trudny do udowodnienia, bo przecież w każdej chwili można jemu zaprzeczyć. Nie przestrzega się żadnych reguł, które miałyby stanowić o wzajemności, gdyż dla hipokryty liczą się tylko i wyłącznie jego zyski. Jest to rodzaj pozorowania przyjaznych stosunków podtrzymywanych przez bycie nieprzyjacielem.

Gdyby nie było żadnego zaufania i żadnego słowa nie uważano by za prawdziwe, hipokryzja byłaby niemożliwa. Jak rozsądnie powiedział Rochefoucauld, hipokryzja jest to hołd, który - przede wszystkim w polityce, ale i w nauce - występek składa cnocie.

Jak pisał M. Jay:

(…) jak na ironię, lustrzanym odbiciem Wielkiego Kłamstwa jest ideał Wielkiej Prawdy – jedynej, monologicznej prawdy, która zmusza do milczenia tych, którzy się z nią nie zgadzają. Zamiast zmierzać do realizacji takiego ideału, pielęgnując nadzieję na ukrócenie nieprawdomówności raz na zawsze, lepiej jest tolerować mnóstwo małych, równoważących się wzajemnie kłamstw, a także ocenić umiejętność poddawania ich próbom i odkrywania, że są kłamstwami.

Lepiej jest wierzyć, że wszyscy gracze w grze politycznej są niedoskonali pod względem moralnym, niż w to, że są bez reszty uczciwi. Nie jest to zalecenie cynizmu albo niemoralności, lecz po prostu świadomość, że polityka nigdy nie będzie wolną od kłamstwa sferą prawości, przejrzystości i szlachetności i że ostatecznie nie jest to wcale czymś złym
(Polityka i moralność, Świąteczna Gazeta Wyborcza z dn. 8-9.09.2007, s. 24).

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Polityka - przypomina Pan Profesor za Gazetą Wyborczą - nigdy nie będzie wolna od kłamstwa i innych niegodziwości i ostatecznie nie jest to wcale - rzekomo - czymś złym.Zastanawiam się czy intencją takiej refleksji (w sytuacji ewidentnego załamania się ładu moralnego w Polsce)ma być oswajanie zła?, by nie powiedzieć dolewanie oliwy do ognia ? Zastanawiał się "zacofany pedagog".

Anonimowy pisze...

Widać- choć to dość zaskakujące - że Ten "zacofany pedagog" ma głowę nie od parady.Mnie z nim po drodze.Bo on - niestety - ma rację.

Anonimowy pisze...

Ajajaj/////// czyżby się Pan Profesor zawiódł się na kimś komu pomagał. Hipokryta czasami korzysta z mechanizmów wpływu społecznego jako narzędzia manipulacji. Hipokryta to prymitywna istota, która zwykle korzysta z prostej ingracjacji. Aby kogoś wykorzystać podwyższa wartość partnera ingracjacji. Czasami obniża swoja wartość lub dokonuje autoprezentacji. Wartość drugiego człowieka ocenia przyjmując proste kryterium „na ile ten jeszcze może być przydatny”. Czasami hipokryci zawierają sojusz – bo miernoty w kupie osiągają więcej. Pojęcie wdzięczności tam nie istnieje. Jest tylko prosta reguła wzajemności.