06 grudnia 2017

Publikuj albo giń


Mamy ciekawe zjawisko w polskiej nauce i szkolnictwie wyższym. Tak na przykład psycholodzy uważają, że publikować trzeba tylko i wyłącznie w języku angielskim w czasopismach z wykazu A (JCR). Jakoś od lat niewielkie mają w tym zakresie sukcesy, chociaż nawet trochę wydają (raczej kasy niż odkryć) w tych czasopismach, skoro w niczym nie zmieniają psychologii jako nauki, ani nie potwierdzają swojej obecności w nauce światowej.

Dorobek naukowy polskich uczonych, czy to z psychologii, socjologii, czy z pedagogiki niczego nie zmieni w świecie, jeśli będzie publikowany tylko i wyłącznie w języku angielskim, o ile zresztą będzie. Zakres osobistych powiązań między amerykańskimi i zachodnioeuropejskimi sieciami znajomych i realizujących projekty międzynarodowe jest od kilkudziesięciu lat tak silny, że zmiana wydawniczej "pajęczyny" jest praktycznie niemożliwa. Ten rynek działa już tak długo i jest tak silnie skomercjalizowany, że żeby nie wiem ile jabłek spadło na głowy polskich uczonych (szczególnie tych eksponujących jako jedynie naukowe pisma z listy A), to i tak w niczym im samym nie pomoże, a polskiej nauce tym bardziej.

Nie oznacza to, że mamy nie pisać po angielsku, francusku czy niemiecku i nie starać się publikować w tym języku poza granicami kraju. Piszmy. Publikujmy. Tylko nie oszukujmy siebie i innych, jak już to wielokrotnie egzemplifikowałem, że nauki humanistyczne i społeczne można wyłączyć z kontekstu kultury, wartości, tradycji, własnej historii i że są one tak samo Science jak nauki ścisłe czy przyrodnicze.

Wszystko można upozorować, bo jesteśmy tu mistrzami, tylko po co ministerialna polityka powiększa w ten sposób przestrzeń fikcji, pozoru, oszustw i manipulacji (np. profesorowie medycyny dopisują się do artykułów asystentów i adiunktów spychając ich na dalsze pozycje). Co to za nauka? Gdzie jest etos badaczy? Już i tak mamy dość głęboko zniszczony kod etyczny w polskiej nauce i szkolnictwie wyższym.

W humanistyce i naukach społecznych największe dzieła powstają w indywidualnej, często samotniczej pracy wybitnych myślicieli, a nie w laboratoryjnych zespołach! Nobliści nie pisali swoich dzieł wraz z asystentami czy adiunktami i nie dopisywali się do ich prac twórczych. Z psychologii, socjologii, nauk o polityce ani z pedagogiki nie przyznaje się Nagrody Nobla, więc darujcie sobie wyścig parametryczny, bo gubicie w tym wszystkim współczynnik humanistyczny i kulturowy!

Nie dajmy się sprowadzić do wykluczającej alternatywy: "publikuj albo giń". Świat nie jest czarno-biały, a już nauki humanistyczne i społeczne tym bardziej. Wmawianie społeczeństwu przez "cwaniaków" z ekipy naszego resortu, że tylko "białe" - w języku angielskim i w periodykach z wykazu A - jest naukowe, a pozostałe - w języku polskim -jest "czarne", dyskwalifikuje politykę rządu jako mającą zgodnie z Konstytucją III RP służyć NAUCE i - także polskiemu - SPOŁECZENSTWU.

Wyróżnieni Medalem "Za Służbę Nauce i Społeczeństwu" powinni oddać go władzom uczelni, skoro nie publikowali w czasopismach z listy A. Oznacza to, że nie służyli globalnej nauce i globalnemu społeczeństwu. Ciekaw jestem, za co w takim razie przyznawane są w Polsce odznaczenia, ordery, medale, nagrody premiera i ministrów, skoro otrzymywały je osoby niepublikujące w czasopismach JCR? Jak to jest możliwe, że ani minister nauki i szkolnictwa wyższego, ani wielu członków KEJN, rektorów, dziekanów też nie ma publikacji w periodykach z listy A, a jakoś przechodzi im powyższy imperatyw przez gardło, a nawet projekty ustaw czy aktów wykonawczych?

Przypominam zatem za Academic Ranking of World Universities 2017: "W obszarze nauk społecznych (14 dyscyplin) nie sklasyfikowano żadnej polskiej uczelni." Gdzie jest zatem ta wybitna, na światowym poziomie polska psychologia i socjologia??? Gdzie są te światowej rangi osiągnięcia politologów czy ekonomistów? Może w podziemiach UJ, UW, UAM? A tak w ogóle, to muszą być, bo inaczej Polska zginie?

Chcielibyśmy wiedzieć, czemu i komu mają służyć badania naukowe w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych? Prawdziwi uczeni znają odpowiedź na to pytanie, więc nie oczekują kolejnej demagogii ze strony polityków i urzędującego w resortach cwaniactwa, które cynicznie gra polską nędzą budżetową dla polskiej nauki i szkolnictwa wyższego będąc prywatnie czy instytucjonalnie beneficjentami dostępu do niepodzielnych źródeł finansowych.

Profesor Ryszard Legutko - dzisiaj eurodeputowany z PIS - w 2007 r. wygłosił jako ówczesny minister edukacji pogląd: Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak pedagodzy czy psycholodzy w ogóle. W psychologii, podobnie jak w filozofii, istnieje wiele różnych poglądów i teorii, często do siebie nieprzystających.
Nie można się zatem powoływać na psychologię „po prostu” czy psychologów „po prostu”. Psychologia to nie mechanika kwantowa.
(Gazeta Szkolna 2007 nr 34-35, s. 1)

Jak to jest zatem możliwe, że nauka społeczna nie jest mechaniką kwantową, ale oceniana jest tak, jakby nią była. Może należałoby zbadać psychologicznie, koniecznie laboratoryjnie twórców tych projektów?


27 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Bardzo wartościowy wpis - w pełni się podpisuję. Paweł Zieliński

Anonimowy pisze...

Uważam, iż publikowanie w językach kongresowych ma sens, jak i tłumaczenie na owe języki wybitnych dzieł polskich naukowców reprezentujących nauki humanistyczne i społeczne, gdyż umożliwia naukowcom, czytelnikom z innych państw szerszy dostęp do dzieł, osiągnięć polskich naukowców.Wówczas mówimy o obecności takich monografii, publikacji w międzynarodowym krwiobiegu naukowym.Jednak samo publikowanie w języku angielskim nie jest wyznacznikiem sukcesu, czy jakości naukowej danej publikacji pomimo, iż w wykazie czasopism z listy A mamy do czynienia z bardzo wyrafinowanym sitem recenzenckim.

Natomiast obecność publikacji Kowalskiego w wykazie czasopism JCR daje już określone punkty, które przeliczają się na indeks Hirscha autora i ogólną liczbę cytowań jego prac naukowych.Wówczas ministerialni urzędnicy mogą takiego Kowalskiego dorobek badawczy policzyć, zważyć, uszeregować w ministerialnych tabelkach.I tym samym Kowalski jest obecny w rzekomym globalnym wyścigu szczurów, bo publikuje w JCR za wszelką cenę.

W świetle panującej naukometrii nie możemy stosować tych samych kryteriów oceny względem nauk humanistycznych, społecznych i nauk internacjonalnych/science zarazem, ponieważ nie rozwijają się one równomiernie, identycznie w skali globu.Tym samym naukometria sytuuje się w kontrze do kodu humanistyczno - kulturowego przypisanego naukom humanistyczno - społecznym wybranego państwa, więc nie można wyłączyć nauk h-s z kontekstu kultury, tradycji, rodzimej historii, która bywa niejednokrotnie niezrozumiała dla cudzoziemca.

Nie łączyłbym też do końca zagadnienia wybitności dorobku badawczego uczonego reprezentującego psychologię lub socjologię z poziomem rozwoju danej dyscypliny w świecie np. występują różne szkoły naukowe o zróżnicowanym aparacie badawczym itp.Czym jest wybitny dorobek naukowy? Kto go przede wszystkim ocenia? Wybitny dorobek, czyli taki, który przekracza lub poszerza dotychczasowe granice ludzkiego poznania, a tym samym zasadniczo wzbogaca skarbnicę wiedzy ludzkiej.To dotyczy wąskiego grona uczonych.Tego typu dorobek wyławia, ocenia krajowe środowisko akademickie, a z czasem i międzynarodowe wraz ze wzrostem publikacji w językach kongresowych lub tłumaczeń głównych monografii autora na te języki.Warto też dodać, że mamy i wybitnych polskich psychologów, socjologów, ekonomistów o niekwestionowanej randze międzynarodowej i interesującym poznawczo dorobku naukowym.Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Szanowny Panie Profesorze, słusznie zwrócił Pan uwagę na pozór publikowania w naukach społecznych a już maniera dopisywania się szefów do tekstów swoich (młodszych) podwładnych jest w polskiej pedagogice tak powszechna, że już nawet przestała być żenująca.

Unknown pisze...

popieram końcowy postulat

Zdzislaw M. Szulc pisze...

W tym specyficznym zbiorczym rankingu (SCIMAGO/ http://www.scimagojr.com/countryrank.php?category=1211 ) Polska jest na...15 miejscu na swiecie..?!

Anonimowy pisze...

Panie Profesorze, święta racja. Zastanawiam się tylko, dlaczego całe nasze (prawie całe) środowisko siedzi cicho i zgadza się na ten stan? Dlaczego dopiero teraz pisze się na ten temat? Gdzie są gremia chroniące język polski chociażby?

Anonimowy pisze...

To tylko kwestia języka.

Anonimowy pisze...

Dziękuję za dzisiejszy wpis.... Też tak myślę !
Popieram!

Anonimowy pisze...

http://www.scimagojr.com/countryrank.php?category=1211
Interesujący ranking - może coś więcej o jego twórcach?

Anonimowy pisze...

Niechęć i strach przed nieznanym są naturalne. Zmiany, które mogą poważyć dotychczasowy układ sił muszą budzić niepokój. Jednak chciałbym Państwa uspokoić, wyniki badań na odpowiednim poziomie można bez problemu opublikować w renomowanych czasopismach. Niestety, w moim odczuciu, polska pedagogika zajmuje się głównie odkrywaniem koła na nowo. Badane i opisywane są efekty, które zostały już wcześniej opisane na świecie. Oczywiście nie ma nic złego w badaniach porównawczych, jeśli tylko są one oparte na dotychczasowym stanie wiedzy i wnoszą coś nowego.

Narzeka Pan na „zachodnioeuropejskie sieci znajomych”, tak jak byśmy nie mieli naszych własnych. W NCN w panelu HS6_11 mieści się „Pedagogika edukacji (szkolna, szkoły wyższej) i dydaktyka” proszę sprawdzić ile projektów z dydaktyki zostało zaklasyfikowanych do finansowania w dotychczasowych 13 edycjach konkursów. Dydaktycy, przynajmniej przedmiotów przyrodniczych, ze względu na podleganie pod wydziały przyrodnicze, od lat są zmuszeni publikować w czasopismach z IF. Jednak recenzentami w panelu HS6 są sami pedagodzy, który za miarę sukcesu biorą liczbę książek wydanych w języku polskim, z „gwarancją” jakość książki wydaną przez kolegę po fachu z uczelni za miedzą. Może jednak pora zastosować skalę, która będzie bardziej miarodajna?

Na koniec, podkreśla Pan znaczenie publikacji humanistycznych dla społeczeństwa. Nikt jednak nikomu nie broni wydawać publikacje w języku ojczystym, równolegle z publikacjami naukowymi w języku angielskim. Nikt też nie podważą roli dyskusji lokalnych oraz upowszechniania wiedzy. Jednak takie publikacje nie mogą być podstawą do nadawania stopni i tytułów naukowych. Przypomnę tyko, że sam Pan niedawno narzekał (np. wpis listopadowy: Poskręcana pedagogika), że obecnie książkę może napisać każdy, nazwać ją naukową i głosić dowolne bzdury pod sztandarem nauki.

Anonimowy pisze...

Szanowny Panie Zdzisławie,

Ranking SIR to jeden z najbardziej reprezentacyjnych rankingów akademickich globu, jak każdy ranking ma swoją specyfikę.

Anonimowy pisze...

Jak wydać publikację w języku ojczystym z pedagogiki? Dopisać rektora jako współautora a książka jest i finansowana i szybko wydana.

Anonimowy pisze...

Popieram w 100%. Wydaje mi się, że w pedagogice nie tylko nie publikuje się po angielsku, ale zapewne nawet nie czyta się i nie zna światowego dorobku. Może warto sprawdzić czy to co robimy zainteresuje świat, co oni o tym myślą? A tu głosy, że szkoda pieniędzy na tłumaczy itp. A może szkoda pieniędzy na taką zaściankową naukę?

Anonimowy pisze...

Jak się wydaje, to niech się nie komentuje. Najpierw się dowiedz. Profesor niedawno pisał o książce z pedagogiki porównawczej w jęz.ang.polskiej adiunkt.

Anonimowy pisze...

Jak napisał ktoś wcześniej:
"recenzentami w panelu HS6 są sami pedagodzy"
Akurat w to bardzo wątpię, pedagogów to tam raczej wielu nie ma, jeśli w ogóle są. Domyślam się, że panel jest opanowany głównie przez psychologów, sądząc po recenzjach, które wypisują i ich nikłej wiedzy w zakresie pedagogiki.

Anonimowy pisze...

Dopisywanie rektora i innych przedstawicieli władzy uczelnianej jest naganne, łagodnie pisząc, choć dlaczego niby ma się odnosić (tylko) do pedagogiki? Upadek etyki zawodowej dotyczy przedstawicieli wielu dyscyplin.

mch pisze...

Wow jedna czy parę książek, doprawdy przekonałeś mnie, że znamy dorobek światowy:) Uczestniczmy w dyskusji światowej, nie tylko polskiej

Anonimowy pisze...

Dziękuję za wpis Panie Profesorze. Szkoda że nasze środowisko (akademickie) jest takie ospałe i obojętne na to co mu się serwuje. Mnie dziwi fakt, że rektorzy i dziekani organizują po uczelniach spotkania w sprawie ustawy 2.0 a mało kto wie z szanownego towarzystwa, że budżet na naukę został zatwierdzony już w listopadzie i wynosi on 0,45% PKB to zaledwie 5 razy mniej niż u naszych kolegów z EU.

Anonimowy pisze...

Dlaczego publikacje w j. polskim, jak pisze jeden z przedmówców, nie mogą być podstawą do ubiegania się o stopnie i tytuły naukowe? To jakiś nonsens. Przecież jakości publikacji naukowej nie przesądza język, w którym ją napisano.

Zdzislaw M. Szulc pisze...

Do wgladu/porownania stosowanych generalnie metod oceny czasopism polecam ta e-strone:https://www.cambridge.org/core/services/authors/journals/measuring-impact

Anonimowy pisze...

A ja uważam, że publikacje naukowe powinny być wydawane w języku chińskim. Wszak Chińczyków jest najwięcej - sukces czytelniczy murowany! - przecież jest ich więcej niż Amerykanów, Rosjan i Europejczyków razem wziętych. Tylko jest jedno ale... nauka (filozofia) czyli szukanie prawdy dla niej samej to patent Starożytnych Greków - bynajmniej niezbyt licznej populacji. A dzisiaj, kto zna Grecki prócz Greków? Nauka zeszła na manowce bo uznała klasyczne kanony prawdy dobra i piękna za przestarzałe. A na to miejsce wszedł fałsz fascynacja złem i brzydotą - wystarczy obejrzeć stworki z bajek dla dzieci. Poza tym jak nigdy dotąd jest bardzo silne uderzenie w naturę człowieka - jego rozumność i wolność. Cóż człowiek jest teraz "produktem edukacji", "własnym projektem" lub "konsumentem" i gdzie tu mowa o humanistycznym podejściu do homo (czy nadal sapiens?) A co się tyczy geniuszy? - spotkacie ich wśród bezrobotnych, osób załamanych i kryzysujących, zdeprecjoowanych i nieprzydatnych. Zresztą, jaką ma wartość szukanie prawdy o człowieku, gdy dookoła tylko wilki i szczury?

Anonimowy pisze...

W naturze nie ma tylko wilków i szczurów. Na szczęście.

Anonimowy pisze...

Co nie oznacza, ze nie ma gorszych gadów niż wilki i szczury - niestety :))

Anonimowy pisze...

To trzeba iść do psychiatry. Pomoże.

Anonimowy pisze...

O ile będzie taka potrzeba. W tym wypadku istotna jest zmiana struktur i decydentów, a nie leczenie osób, które nie idą na układy.

Anonimowy pisze...

Skąd takie wnioski? - Niekoniecznie - tak samo można napisać, że pedagodzy mają nikłą wiedzę z psychologii czy medycyny, a chcą się zajmować np. psychoterapią. Słabe merytorycznie recenzje mogą pisać także sami pedagodzy - szczególnie Ci, którzy nie pogłębiają swojej wiedzy, a zajmują się wszystkim innym tylko nie pedagogiką.

Anonimowy pisze...

Kiedyś rozmawiałam z pewnym francuskim doktorem filozofii, że mamy w Polsce interesujące publikacje w jego dziedzinie, a on mi na to odparł: "Po co nam wasze? - my mamy swoje". Ot, co!