sobota, 3 września 2011

Zdarza się, że w szkołach prywatnych, ale i w urzędach, firmach kierują nami psychopaci

Jak informują o wynikach swoich badań wśród biznesmenów kanadyjscy naukowcy, coraz więcej jest w zarządzających firmami osób o zaburzeniach psychopatycznych. Ich otoczenie tego nie dostrzega, gdyż ich sposób zachowania się w otoczeniu, gdzie wiedzą, że są obserwowani, oceniani lub w którym zależy im na wyłudzeniu od innych określonych dla siebie i firmy korzyści, jest trudny do rozpoznania. Dr Paul Babiak i prof. Bob Hare University of British Columbia w Kanadzie opracowali kwestionariusz wykrywający ludzi o osobowościach psychopatycznych. W internecie rozgorzała interesująca na ten temat dyskusja, chociaż wyniki badań znane są już od prawie dwóch lat. W związku z tym jednak, że w także w polskim szkolnictwie powszechnym i wyższym mamy coraz więcej dowodów na to, że powoływane przez niektórych założycieli szkoły, w tym szczególnie wyższe, są traktowane przede wszystkim jako biznes, a nie jako instytucje mające spełniać akademickie i edukacyjne funkcje.

Kiedy uruchamiają w nich studia na kierunkach nauk społecznych czy humanistycznych, bo te nie wymagają od nich wielkich nakładów finansowych, to nie są rozpoznawalni jako ci, którzy jedynie pozorują zainteresowanie kształceniem kadr czy prowadzeniem badań naukowych. Nawet, gdy te ostatnie mają w nich miejsce, to głównie po to, by zarabiać na tak zwanych kosztach pośrednich. Zmuszają zatem nauczycieli akademickich, by ci występowali z wnioskami do ministerstw czy urzędów marszałkowskich o dotacje na badania naukowe, diagnozy czy formy edukacji, ale do ich obsługi zatrudniają niekompetentnych pracowników. Ważne, by byli swoi, mierni, ale wierni. Nie jest to istotne, bo przecież za wnioskiem kryje się szyld szkoły i nikt nie sprawdza, jakie są rzeczywiste kompetencje tych osób, które dane granty czy projekty będą realizować.

Co to jednak ma wspólnego z psychopatią? Warunki rywalizacji na rynku o zdobywanie środków na własny biznes szkolny czy akademicki u niektórych zarządzających w połączeniu z ich psychopatycznymi zaburzeniami sprawiają, że stają się dla swoich podwładnych niepohamowanymi i nieuleczalnymi drapieżnikami, a ich przemoc jest zaplanowana, celowa i pozbawiona emocji. Ich bezuczuciowość - jak piszą naukowcy kanadyjscy - odzwierciedla oderwany, pozbawiony strachu stan i prawdopodobnie stan dysocjacji, ujawniając niski poziom autonomicznego systemu nerwowego oraz brak lęku. Trudno powiedzieć, co ich motywuje – może potrzeba kontrolowania i dominacji – ponieważ historia ich życia zawiera zazwyczaj jedynie krótkotrwałe i chaotyczne związki z innymi ludźmi (przeważnie związane z zaplanowanym użyciem przemocy). (...) Mają oni skłonność do imponowania, wywyższania się i nienasyconego apetytu, a także do sadyzmu. Nieustraszoność jest prawdopodobnie archetypową (rdzenną) cechą (hipoteza niskiego poziomu lęku).

Trudno jest z takimi osobami współpracować, gdyż ich słowa nie mają dla nich takiego samego znaczenia, jak dla nas. To, co obiecują dzisiaj, jutro lub za godzinę może już nie mieć żadnego znaczenia. Są w stanie wmawiać nam, że niczego takiego nie mówili. Kiedy musimy podejmować znaczące decyzje w takiej firmie, to wpadamy w pułapkę takiego zwierzchnika, gdyż na podstawie jego uprzednich deklaracji czy zobowiązań sami podejmujemy istotne działania, by po krótkim czasie być zmuszonym do ich zmiany lub odwołania, gdyż psychopatyczny zwierzchnik już zmienił zdanie lub nie chce pamiętać, co obiecał. Cleckley nazywa taki e zachowanie „semantyczną afazją”.

Niektórzy psychopaci są ryzykantami, nawet mówią nam, jak bardzo się o nas i o szkołę martwią. Zdarza im się, że mają skłonność do poczucia winy, co może nas zmylić, gdyż sugeruje ich zachowanie, że nie są „w pełni psychopatyczni“. Oni jednak nie są w stanie szczerze współpracować z osobami, którym muszą powierzyć funkcje kierownicze. Powołują ich, chociaż tego nie chcą, ale jak firma się rozrasta, to nie są w stanie wszystkiego ogarnąć. Kierownicy (np. wicedyrektor, dyrektor, dziekan, kierownik katedry lub instytutu, prorektor czy nawet rektor), zatem mają przydzielone funkcje, ale każdy ich ruch jest ograniczony nastrojem zwierzchnika, który gra według własnych reguł i ich nie ujawnia. One odsłaniają się z czasem, kiedy taki funkcyjny jest już w pułapce zatrudnienia (często przez dodatkowe zatrudnienie jego partnera czy partnerki, przez zachęcenie go do wzięcia kredytów), gdyż w pewnym momencie może już nie mieć wyjścia.

Szefowie psychopaci ujawniają stany swojego niezrównoważenia, kiedy wpadają nagle w furię czy dostają szału, bo na skutek ich decyzji (co sami zresztą wypierają) dochodzi w szkole do kryzysów, odchodzą z niej najlepsi pracownicy lub nie chcą zatrudniać się w niej ci, na których by im zależało. Fama w otoczeniu szybko się rozchodzi. Kto musi z nimi pracować, musi też to przeżyć, wytrwać tak długo, jak tylko się da. Niektórzy cynicznie rozpoznając słabość takiego szefa, wykorzystują go, omamiając, donosząc, włączając się posłusznie w jego intrygi. Szkoła - niezależnie od tego, czy jest podstawowa, gimnazjalna, ponadgimnazjalna czy wyższa - zaczyna tętnić patologicznymi zjawiskami. W takich firmach dochodzi do wynaturzeń w relacjach międzyludzkich, gdyż sam szef może mieć silnym popęd seksualny, na skutek albo swoich niepohamowanych pragnień (stąd często dochodzi do mobbingu na tym tle), albo nieudanego żcyia osobistego.

Są też szefowie placówek, postrzegani przez nauczycieli czy pracowników administracji, jako osoby czarujące, pociągające, ale także kłamcy, bowiem wykorzystują swoje talenty w tym zakresie do osiągania korzyści manipulując innymi osobami. Przeważnie szybko mówią i posiadają prawie demoniczną zdolność przekonywania innych, by wyzbyli się wszystkiego, co posiadają, nawet własnego życia. Wtrącają się zatem w każdy niemalże obszar prywatności swoich podwładnych, by wypowiadać się i rozstrzygać o tym, z kim mają się kontaktować, przyjaźnić, a z kim nie, co powinni robić w swoim czasie wolnym, gdzie i z kim spędzać wakacje (najlepiej z szefem, bo wówczas może od nich wydobyć jeszcze wiele innych informacji i dalej nimi manipulować), na co wydawać pieniądze i dlaczego nie powinni być roszczeniowi, np. upominać się o podwyżkę płac. To jest zakazany obszar do rozmów z psychopatycznym szefem, gdyż tylko on decyduje, komu i ile się należy. Pracownik staje się jego "więźniem" tak długo, jak jemu jest przydatny do realizacji własnych celów.

Szef-psychopata ma w szkole-firmie swoje sympatie i antypatie oraz pociąg do przyjemności czerpanej z towarzystwa innych ludzi. Jak wykazują analizy kanadyjskich naukowców, jest on całkowicie egocentryczny i ocenia innych wyłącznie pod kątem tego, na ile wzmacniają jego zadowolenie czy status. Dlatego wydzwania do swoich pracowników po godzinach pracy, często wieczorami, zaprasza ich do siebie, uzależnia ich przywileje od swoich emocji, które oni mają mu zaspokajać.

Takie osoby mają nawet czarującą powierzchowność i często wywołują dobre wrażenie, jakby posiadały szlachetne zalety. Mają tendencję do bycia układnymi, zaangażowanymi, czarującymi, pociągającymi i płynnie mówią. Niektóre są mocno nadęte, o wysokim poczuciu własnej wartości, pewne siebie, zawzięte, zarozumiałe, przez co postrzegane są jako bufony. Psychopaci są ludźmi aroganckimi, wierzącymi, że są wyższymi istotami ludzkimi. Lubią zresztą chwalić się tym, co czynią na rzecz innych, choć czynią to kosztem innych, a więc swoich współpracowników. Łatwo zdobywają przyjaciół, ale ci nie dostrzegają, że są manipulowani i wykorzystywani do tego, by w razie trudności szefa pomogli mu wyjść z opałów. Wielu psychopatów uwielbia być podziwianymi i rozkoszować się pochlebstwami innych. Pracownicy to wiedzą, dlatego od tego zaczynają swój kontakt z takim szefem.


Zdaniem Cleckleya psychopatów cechuje między innymi:

* Niesolidność, ignorowanie zobowiązań, brak poczucia odpowiedzialności w sprawach zarówno małej, jak i dużej wagi

* Nieprawdomówność i nieszczerość,która prowadzi w formie skrajnej do tego, że są zwodniczy, oszukańczy, podstępni, niegodziwi, manipulujący i nieuczciwi.

* Antyspołeczne zachowania, które są niedostatecznie umotywowane i słabo zaplanowane, jakby wynikające z niezrozumiałej porywczości

* Słabość osądów i nieumiejętność uczenia się z przeszłych doświadczeń

* nieprzyjmowanie odpowiedzialności za własne działania

* Patologiczny egocentryzm. Całkowite skoncentrowanie na sobie, niezdolność do prawdziwej miłości i przywiązania

* Brak prawdziwego wglądu, niezdolność spojrzenia na siebie oczami innych

* Brak wdzięczności za okazane szczególne względy, serdeczność i zaufanie

* Dziwaczne i ekscentryczne zachowania po spożyciu alkoholu i nie tylko – wulgarność, opryskliwość, gwałtowne zmiany nastroju, wybryki

* nadmierna potrzeba stymulacji czymś nowym, poruszającym, ekscytującym

* Bezosobowe, prymitywne i słabo zintegrowane życie seksualne, przymuszania innych współpracowników do aktywności seksualnej

* niezdolność prowadzenia zorganizowanego życia, za wyjątkiem życia prowadzącego do klęski.

* naruszanie warunków pracy i płacy
itp.

Nie ma się co dziwić, że takie osoby prowadzą też do klęski firmy, którymi zarządzają. Każdy z doradzających im szybko zauważa, że nie mają żadnego znaczenia racjonalne argumenty, gdyż źródłem kryzysu jest osoba szefa. W szkolnictwie wyższym jego współpracownicy, jak pijawki wysysają, ile się tylko da, gdyż wiedzą, że to wszystko jest tylko grą, bez szans wprawdzie na powodzenie, ale za to na doraźne korzyści dla siebie. Tracą na tym uczniowie, studenci, pracownicy, ale nie oni tu są istotni. Rynek pracowników będzie weryfikował ich dalsze losy, a więc także szkół, którymi zarządzają. "Miało być lepiej, a jest jak zawsze"? Tylko zmieniają się ci, którzy jeszcze na coś liczą...




(http://quantumfuture.net/pl/psychopath_2.html; http://www.rp.pl/artykul/711504.html)

16 komentarzy:

  1. Wypisz wymaluj Katarzyna Hall i Ligia Krajewska;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, chyba ktoś wykorzystuje łamy bloga do prowadzenia antykampanii wyborczej, skoro w/w osoby kandydują do Sejmu. Proponowałbym jednak, by nie prowadzić tej walki ad personam, ale posługiwać się merytorycznymi argumentami. Wyborcy i tak wiedzą, kto i na co zasługuje, czego lub kogo chce więcej lub mniej. Mój blog nie uczestniczy w kampanii politycznej. Ja nie kandyduję i nie zamierzam także informować o tym, komu powierzę swój głos. Jeśli wypowiadam się krytycznie na temat polityki oświatowej, to dotyczy to konkretnych decyzji, projektów lub rozwiązań, a kryjące się za nimi osoby nie są przedmiotem moich badań czy analiz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie osoby takie decyzje i rozwiązania - tego się nie da oddzielić;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. a czy jak Pan Profesor pisze np. o psychopatach kierujących szkołami prywatnymi to kryją się tam konkretne osoby, czy to tylko takie teoretyczne rozważania? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Profesorze, a co Pan myśli na temat dokonywanych badań okresowych nauczycieli. Dla mnie to lipa. Po moim środowisku nauczycielskim -bez urazy, mam tu na myśli szczerą troskę - coraz częściej dochodzę do wniosku, że badania psychologiczne lub psychiatryczne przydałyby się bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Za każdą prawidłowością w życiu społecznym kryją się konkretne osoby. Gdyby tak nie było, kanadyjscy naukowcy nie musieliby tworzyć specjalnego narzędzia diagnostycznego, by na podstawie badań można było określać swoiste dla danej patologii czy normy cechy. Tak więc to nie są teoretyczne rozważania.

    Co do badań okresowych nauczycieli - rzeczywiście, powinny one mieć miejsce głównie pod kątem syndromu wypalenia zawodowego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli rozumiem, że jeśliby stwierdzono u nauczyciela takowy syndrom, powinien być co najmniej zawieszony w pracy na czas podjęcia ewentualnej terapii?
    To oczywiście miałoby dotyczyć pedagogów z jakimś określonym stażem pracy, bo czy można być wypalonym już na starcie?

    OdpowiedzUsuń
  8. Osoby z syndromem wypalenia zawodowego powinny mieć zakaz wykonywania zawodu - skorzystac z urlopu na poratowanie zdrowia (po to został wywalczony przez związki zawodowe). Taki syndrom może lekarz dopuszczający do pracy zdiagnozować , jeśli tylko chce, ale większość prowadzi badania po łebkach.

    OdpowiedzUsuń
  9. no proszę, jakie to wszystko proste. A co ze społecznym, zawodowym stygmatem wynikającym z takiej diagnozy? Z konsekwencjami na czas "po urlopie"? Ze strony pracodawcy, kolegów z pracy, rodziców uczniów? Nie bardzo żyjemy w czasie przyzwolenia na wypalenie zawodowe. Mamy w PL czas szalejącego kapitalizmu, nurt slow life też jeszcze do nas nie dotarł. Wypalenie zawodowe jest dla nieudaczników, ludzi bez pasji i ambicji. A tu trzeba do przodu, do przodu, z uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Do przodu, z uśmiechem... no jasne, tylko nie z patologicznym szefem. Przy nim pokazujemy uśmiech i zaangażowanie, bo trezba to jakoś przeżyć, za coś trzeba żyć, ale są też granice i usmiechu, i zaangażowania. Toteż właczamy wsteczny bieg, bo dla kreatury trzeba pozorować, szukamy lepszego miejsca pracy, a on niech sobie trwa w swoim świecie.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Ale wyniki macie państwo dobre" - tak kiedyś usłyszałam od szefa mego patologicznego szefa. i tyle. chodzi o wyniki, póki są dobre, jest ok, a szef niech szaleje. A może państwo po prostu nie umiecie dostosować się do wymagającego, prężnego szefa? - to pytanie też było. koniec końców, pracownicy wyszli na nieudaczników, mazgajów, a panie na niedojrzałe histeryczki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak konia się chłoszcze batem, to też wyniki ma dobre, aż zdechnie. Jak chcecie, to zdychajcie dla jego wyników.

    OdpowiedzUsuń
  13. ale absolutnie nikt nie chce. przynajmniej ja nie chciałam. miałam to szczęście że nastały ZMIANY ZMIANY ZMIANY i szef sam się zmienił. Gdyby nie to, zrezygnowałabym z pracy. Tylko kto wtedy by właściwie wygrał? Bezrobocie sięgało 19 proc. Reasumując - ja nie mówię, że ktoś chciał pracować dla jego wyników. pokazuję tylko ułamek mechanizmów, racjonalizacji, której dokonuje otoczenie. Takich sytuacji, lub podobnych, które powinny skłaniać do zmiany pracy widziałam już wiele. Ale nie wszyscy mają ten komfort możliwości zmiany pracy, rezygnacji z niej.Moje koleżanki, które mają do wykarmienia dzieci już nie były takie harde jak ja. I wcale im się nie dziwię.

    OdpowiedzUsuń
  14. To miała Pani szczęście. Gorzej, kiedy wszyscy wiedzą, że szef się nie zmieni, bo jest właścicielem firmy. Tu dopiero jest szczyt mobbingu!

    OdpowiedzUsuń
  15. Obserwuję władze szkolne od wielu lat z konieczności i stwierdzam, że do szkolnictwa- zwłaszcza państwowego - garną się masowo właśnie psychopaci i psychopatki. Ma to rujnujący wpływ zwłaszcza na osobowość młodych ludzi poddawanych takim wpływom...

    OdpowiedzUsuń
  16. Niech anonimowy zobaczy , co dizieje się w prywatnych wyższych szkołach. Tam jest dopiero poruta. Ich właściciele rżną z biednych studentów kasę, a kadrą nauczycielską pomiatają (z wyjątkiem wazeliniarek i wazeliniarzy).

    Tadek

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.