czwartek, 29 kwietnia 2010

Ornitopedagodzy

Pedagogika krytyczna jest tym nurtem w pedagogice, który sami pedagodzy chętnie odnoszą do analizy rzeczywistości oświatowej, byleby tylko nie własnej - akademickiej. Niektórzy stroszą się w piórka zatroskanych o losy polskiej pedagogiki, jej środowiska i statusu, ale sami czynią wiele, by przyczyniać się do degradacji powyższych procesów. Od dwudziestu lat niewiele się zmieniło. A ileż jest w ich tekstach i konferencyjnych wypowiedziach mowy o demokracji, podmiotowości, poszanowaniu prawa, troski o wyjściu polskiego społeczeństwa ze stanu anomii, unikaniu patologii w relacjach międzyludzkich itp.? Pewnie jest tego tyle samo, ile w nich samych jest fałszu i obłudy! Czas zdjąć maski, odsłonić prawdziwe oblicze, wyłożyć karty na stół. Niech wszyscy zobaczą, z kim mają do czynienia, co i kogo reprezentują. W czasie międzynarodowej konferencji pedagogów społecznych w Brnie prof. Andrzej Radziewicz-Winnicki słusznie upomniał się o kategorię oporu jako zapomnianą, wydawałoby się, że już nieaktualną, ale przecież wciąż konieczną do zaistnienia w sytuacjach, gdy mamy do czynienia z fałszowaniem ludzkiej świadomości, z stosowaniem perfidnych technik manipulacji, uprawianiem gier, które zaprzeczają podstawowym wartościom, o jakich niektórzy pisali w swoich rozprawach naukowych. Siebie zwolnili z ich przestrzegania. Nie zinternalizowali ich jeszcze, bo wciąż mają nadzieję, że ich fałszywe postawy są nierozpoznawalne. W końcu sami są pedagogicznymi ornitologami, którzy badając określone zjawiska, interpretując je ze względu na przyjęte kryteria aksjonormatywne sami nie muszą udowadniać, że potrafią latać. Ot, tacy ornitopedagodzy.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Wychowują i kształcą w przestrzeni przyjaznej dziecku

















Gdybym nie brał udziału w Międzynarodowej Konferencji Naukowej w Suchedniowie (zob. wcześniejsze wpisy), to nie wiedziałbym o istnieniu publicznej szkoły podstawowej, o której mogę powiedzieć, że jest wyjątkowa! To właśnie dyrektorka Szkoły Podstawowej im. W. Łyczkowskiej w Ostojowie k/Suchedniowa – pani mgr Joanna Piasta-Piechowicz opowiedziała nam o swojej placówce w taki sposób, że nie można było jej nie odwiedzić. Wszyscy jechali tam z zaciekawieniem, czy rzeczywiście zrelacjonowane nam założenia pedagogiczne placówki, mają swoje przełożenie na praktykę, na kulturę szkoły, na jej szczególne miejsca i przestrzeń, na dzieci, ich rodziców i nauczycieli?

Szkoła już w swej strukturze architektonicznej łączy przeszłość z nowoczesnością, bowiem do starego budynku został dobudowany nowy, jednopiętrowy łącznik o pięknej bryle, która w szczytowych pomieszczeniach zawiera charakterystyczny dla ścian bocznych w ich górnej części kształt trójkąta. Tworzy to klimat chaty, której ścianki są pomalowane ciepłymi, pastelowymi kolorami, a podłogi są wyściełane miękkim dywanem. Wszystko jest utrzymane w czystości i widać, że dba się o estetykę wnętrz. Słusznie się zakłada, że jak dziecko wejdzie na miękki dywan, to poczuje komfort, którego nie warto niszczyć. Dlatego wszystkie sale lekcyjne w szkole są wyposażone w dywany o ciepłym kolorze. Nauczyciele mają w salach dydaktycznych tablicę interaktywną wraz z pełnym oprogramowaniem do wszystkich przedmiotów. Dzięki temu lekcje są atrakcyjne i pełne także wirtualnych przygód.

Szkoła łączy w sobie konwencję z niekonwencjonalnością nie tylko w tym wymiarze. Nauczyciele skupiają się wokół dyrektorki jako osoby centralnej (lidera), cenionej, szanowanej i lubianej. Jak ona sama stwierdziła: Nie jestem dyrektorką. Jestem Asią. Żeby być w szkole, trzeba jej oddać serce. Tu nie może się liczyć tylko to, co mieści się w tzw. standardzie pracy. Od samego początku dyrektorka założyła, że będzie to środowisko międzyludzkiego dialogu i bogactwa przestrzeni. Ważna jest tu metodyka pracy pedagogicznej, to jak doprowadzić w toku procesów edukacyjnych do tego, by u ich szczytu każdy uczeń czuł się zrealizowany. Jak stwierdziła: Jeśli każdy w przestrzeni szkolnej jest diamentem, a my z tych diamentów złożymy naszyjniki, to dwukrotnie podwyższymy ich wartość, bo jeden oświetli drugi.

Rada pedagogiczna poważanie analizuje, jakie są jej potrzebne szkolenia czy kursy. Nauczyciele piszą projekty, by zyskać środki na wyjazdy zagraniczne wzbogacające ich własny warsztat pracy. Najczęstszym pytaniem, jakie sobie stawiają, jest pytanie o sens własnej aktywności, o to, po co spotykają się w szkole z uczniami, ich rodzicami czy innymi pedagogami? Zastanawiają się nad tym, dokąd chcą dojść, co chcą osiągnąć? Nauczyciele publikują własne artykuły – metodyczne, sprawozdawcze, a nawet naukowe. Prowadzą pogłębione diagnozy środowiska wychowawczego.

Kiedy otrzymali z kuratorium pismo, że uczniowie już nie muszą nosić w szkole mundurków, zakupili ich podwójną ilość, bo oni noszą je nie dlatego, że tak chciała tego poprzednia władza resortu edukacji, ale by dzieci skupiały się w relacjach z sobą na poszukiwaniu twarzy tego DRUGIEGO, INNEGO, a nie na jego ubraniu. Wszyscy w tej szkole mają równy dostęp do informacji. Widać to zresztą na korytarzach, gdzie zostały zawieszone na ścianach gabloty z informacjami o prawach dziecka, prawach i obowiązkach ucznia, o formach współpracy z rodzicami i środowiskiem oraz o różnych typach edukacji, z jaką się spotkają w toku lekcji.

W tej szkole kładzie się akcent na ceremonii przeżywanie tego, co jest ważne w tradycji narodu. Istotną rolę odgrywa tu teatr szkolny i edukacja teatralna. Uczniowie mają bowiem dorastać w tradycji, w dialogu z innymi, z harcerzami, z byłymi i obecnymi uczniami czy absolwentami szkoły, by wspólnie tworzyć jej tożsamość i środowisko do dalszego rozwoju. Szkoła jest też dostępna dla dzieci niepełnosprawnych. Indywidualizacja kształcenia realizowana jest nie tylko w toku zajęć dydaktycznych, ale także w czterech działających w szkole świetlicach, z których każda stwarza środowisko do odmiennej aktywności: od refleksyjnej, umysłowej, po ruchową, relaksacyjną i artystyczną. W każdej pracuje nauczyciel o innym profilu zainteresowań i kompetencji do organizowania zajęć wolnoczasowych.

Uczniowie sami analizują swoje postępy szkolne. Opanuj się – to tytuł programu wychowawczego, w ramach którego dzieci mają zastanawiać się nad sobą, ćwiczyć swój charakter, pracować nad sobą. Najważniejsze są dla nich wartości, to, co rozumieją przez uczciwość, wiarygodność, szacunek. Rodzice wspólnie z nauczycielami zastanawiają się nad wspólnymi wartościami, by proces wychowawczy w szkole w żadnej mierze nie naruszał porządku wychowawczego w domach rodzinnych uczniów. Dużo jest tu zajęć muzycznych, sprawnościowych i umysłowych. Nauczycielom zależy na tym, by dzieci rozwijały się w przestrzeni, w przyrodzie, by doświadczały sztuki spędzania czasu wolnego, relaksacji, czytania, a nawet hipoterapii. Ich przewodnią ideą jest to, by wychowanie odbywało się w przestrzeni przyjaznej dziecku. Pewnie niejeden z nas pomyślał sobie o tym, że chętnie posłałby własne dziecko do takiej szkoły.

(więcej na stronie: http://www.men.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=726:samorzdowa-szkoa-podstawowa-im-wandy-yczkowskiej-w-ostojowie&catid=164:wojewodztwo-swietokrzyskie)

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Pedagogika bez kolejnego członka korespondenta PAN

Zgodnie z uchwałą nr 25/2009 Prezydium Polskiej Akademii Nauk z dnia 15 września 2009 r. ustalono, że na 114 sesji Zgromadzenia Ogólnego PAN w dniu 27 maja 2010 r. wybranych zostanie 24 członków rzeczywistych spośród członków korespondentów oraz 33 członków korespondentów. Wydział Nauk Społecznych, do którego przypisany jest Komitet Nauk Pedagogicznych, był upoważniony do zgłoszenia 7 kandydatów na członków korespondentów PAN. Kandydatów z wszystkich dyscyplin było 61. Odbyły się 4 tury głosowania.

Zgodnie z kalendarzem wyborów, dwaj kandydaci spośród pedagogów zostali zaopiniowani pozytywnie przez powyższy Komitet naukowy z nadzieją, że chociaż jeden z nich zostanie wybrany na członka korespondenta podczas zebrania plenarnego Wydziału w dn. 22 kwietnia 2010 r. Tak się jednak nie stało. Niestety, żaden z pedagogów nie uzyskał wystarczającej liczby głosów. Kolejnego natomiast, bo szóstego członka korespondenta, wprowadzili do PAN psycholodzy. Gratuluję!

sobota, 24 kwietnia 2010

Inkontrologia pedagogiczna, czyli o wartości spotkania

Inkontrologia jest współczesnym nurtem pedagogiki humanistycznej, nawiązującym do filozofii spotkań, dialogu lub intersubiektywności. To otwarty system wiedzy o możliwościach i efektach dialogowych spotkań między wychowawcą a wychowankiem. Nurt ten zapoczątkowała w Polsce w l. 70. prof. Jadwiga Bińczycka, wskazując na rolę spotkań jako specyficznej odmiany międzyludzkiego dialogu, partnerstwa wychowawczego, które - niezależnie od orientacji ideologicznej pedagoga - mogą w sposób istotny wpłynąć na uspołecznienie i jakość procesu wychowania oraz kreować nowy sposób kształcenia oraz doskonalenia zawodowego nauczycieli.

Niestety, niektórym się wydaje, że jak do kogoś podejdą i zrobią sobie z nim zdjęcie (z ukrycia, bez zapytania go o zgodę lub jak z misiem na Krupówkach), to będzie można mówić o dojściu do znaczącego z nim spotkania. Pamiętamy ten zabieg z kampanii wyborczej do Parlamentu, kiedy to kandydaci na posłów fotografowali się z liderem określonej formacji politycznej. Czynili to jednak za jego zgodą, a nawet na jego zaproszenie. Kiedy jednak podchodzą do kogoś, by się mu przedstawić, ale ten ktoś wcale tego nie oczekiwał, ani się tego nie spodziewał, natomiast uwieczniają się z nim na zdjęciu, by to wykorzystać do własnej promocji, to stwarzają pozór spotkania, które z tą kategorią społeczną nie ma nic wspólnego. Specjaliści od propagandy mówią w tym przypadku o manipulacji.

Wczoraj, jeden ze znaczących w kraju profesorów pedagogiki, referując na seminarium dla doktorantów problem pedagogii pokrętnych zwrócił uwagę na to, że są tacy młodzi naukowcy, którzy za wszelką cenę chcą się z nim sfotografować, by na tej podstawie wmawiać innym, że są w kręgu bliskich mu osób, że mają w nim poparcie. Cóż za prostota (prostactwo)? Cóż za manipulacja? Jak daleko zajdą? Kogo przekonają nie tyle do swoich zasług, ile do ich pozorów?
W społeczeństwie konsumpcyjnym mamy coraz więcej przykładów fotografowania się uczniów z nauczycielami. Im bardziej zaskakujące dla nich jest ujęcie, tym więcej można z niego wycisnąć, dla siebie... że trzeba zwracać uwagę na to, kto i dlaczego się do nas zbliża? Czy aby nie chce się z nami (interesownie) sfotografować?

Jak stwierdza ks. profesor Andrzej Maryniarczyk z KUL: - Problem jest znany w myśli ludzkiej od setek lat, choć dziś nabiera szczególnego znaczenia ze względu na niesamowity rozwój mediów. Otóż wiadomo, że media są narzędziami, środkami służącymi do celów poznawczych i komunikacyjnych. W filozofii średniowiecznej rozróżniano między tym, co się poznaje - a więc przedmiotem poznania, a tym, jak się poznaje. Wyrażano to w języku łacińskim terminami: medium quo i medium quod. Nieporozumienie następuje wtedy, gdy to, przez co się poznaje, a więc to narzędzie, brane jest za przedmiot poznania. Następuje wtedy odejście od prawdy poznawanej w kierunku jej imitacji. Gdy ktoś świadomie to zamienia, można mówić o manipulacji. Tak dzieje się np. z tzw. faktami prasowymi, które raz puszczone w obieg żyją niejako własnym życiem. (Nasz Dziennik 24-25.04.2010)

Ksobnie interesowna hipokryzja

Hipokryzja jest zajęciem wobec kogoś postawy, która jedynie pozornie jest otwarciem się na nią, a w rzeczywistości chodzi o to, by utrzymać ją na dystans, mieć ją w bezpiecznej odległości, by nie mogła już promieniować na innych swoimi niepokojącymi możliwościami. Hipokryzja pojawia się wówczas, kiedy między dwiema osobami pojawia się sprzeczność interesów. Jest ona wówczas konieczna temu, który ma władzę jako narzędzie konieczne w budowaniu pozornego sojuszu. Żeby czerpać korzyści z drugiej strony, potrzebne są pochlebstwa, manipulacje lub tworzenie pozorów troski o jej interesy. W istocie jednak nie ma tu między obu stronami ani zaufania, ani solidarności. To, co je łączy, to wyimaginowane wspólne elementy. Publicznie zatem deklaruje się wspólnotę interesów czy wartości, prywatnie zaś uważa się tę wspólnotę za fikcyjną.

Hipokryzja wymaga pozorów moralnych, które są konieczne dla zachowania z jednej strony swoich wpływów, z drugiej zaś jednostronnego czerpania korzyści. Tu operuje się kłamstwem w sposób tak naturalny, że aż trudny do udowodnienia, bo przecież w każdej chwili można jemu zaprzeczyć. Nie przestrzega się żadnych reguł, które miałyby stanowić o wzajemności , gdyż dla hipokryty liczą się tylko i wyłącznie jego zyski. Jest to rodzaj pozorowania przyjaznych stosunków podtrzymywanych przez bycie nieprzyjacielem. Takie osoby przekraczają to, co się określa „progiem sumienia” usprawiedliwianego mechanizmami gry społecznej, rynkowej, o władzę itp.

piątek, 23 kwietnia 2010

Eduniespodzianka

Słynne i zapewne wszystkim znane „jajeczko-niespodzianka” jest jak pewien szampon, który zawiera dwa produkty w jednym, a mianowicie połączeniem czekolady z jakąś małą, ręcznie malowaną zabawką dla dzieci. Okazuje się jednak, że kolekcjonerzy plastikowych miniaturek nie zawsze są uszczęśliwieni tym, co przyjdzie im odkryć po zjedzeniu czekolady czy po odpakowaniu zawartości skrytego pod nią pojemnika.

Odnoszę wrażenie, że rozkład rozczarowania zwiększa się wraz z kolejnymi jajeczkami. Jak się okazuje, pożądane przez dzieci do ich kolekcji kolejne miniaturki często nie odpowiadają tak gustom, jak i zainteresowaniom ich małych nabywców. Cóż wtedy z nimi począć? Napocząć i wyrzucić? Czy może łudzić się nadzieją, że jak się kupi jeszcze jedno jajeczko, to wreszcie natrafi się na właściwą jego zawartość?

Ten typ rynkowego produktu jest swoistego rodzaju wćwiczaniem dzieci do marnotrawstwa, a nie do kolekcjonerstwa, rozwijania zainteresowań czy wartościowego hobby. Ile można zjeść mlecznej czekolady, by zamiast pożądanej zabawki natrafić na ten sam bubel, na coś, co się wprawdzie składa, ale zaraz rozpada? Gdzie gromadzić tę plastikową tandetę, bo już nie pytam o to, jak się nią bawić, skoro ból brzucha dziecka w wyniku zatwardzenia nie pozwala skupić się na bardziej radosnej aktywności?

Małe dzieci już od najwcześniejszych lat uczą się tego, że coś jest tak naprawdę tylko na chwilę, po to, by nie być czymś trwałym, czymś ważnym, ale by można było te pseudozabawki po prostu wyrzucić do kosza, bez specjalnych wyrzutów sumienia. Nie żal przecież czegoś, co jest mniej wartościowe, byle jakie. Niepokojące jest jednak to, że coraz częściej obserwuję u dzieci podobny stosunek do żywności, jaką w tym przypadku jest słodka czekolada, której po jakimś czasie, przy zakupie czy otrzymaniu kolejnego „jajeczka” już nie jedzą, tylko - podobnie jak niektóre zabawki - wyrzucają do kosza, by skupić się jedynie na tym, co jest w środku plastikowego opakowania. Tak jednak trenuje się przyszłego konsumenta, deformując zarazem jego gust, poczucie wartości i estetyki oraz wyrabiając w nim rozrzutność.

Po pewnym czasie dzieci odkrywają pozór, fałsz, jaki kryje się w oblanym czekoladą pojemniku. Przekonują się, że otoczka ma zwieść ich zmysły, wzbudzić w nich pożądanie czegoś, co jest małowartościowe, czego nikt nigdy by nie kupił, gdyby owa tandeta występowała bez kuszącej zmysły otoczki. Na początku nie wiedzą, co jest dla nich ważniejsze – czekolada czy może zabawka? A może jedno i drugie? Wszystko przecież zależy od tego, która z potrzeb jest tu rozbudzana, a która w wyniku braku środków na jej zaspokojenie staje się powodem frustracji.

Pisał o tym przed laty Erich Fromm, że w społeczeństwach późnego kapitalizmu jawną przemoc, jaka znajdowała akceptację w społecznościach tradycyjnych, modernistycznych zastąpiono przemocą ukrytą, w białych rękawiczkach, by nie była rozpoznawalna, czego najlepszym przykładem jest skrywanie jej przed otoczeniem w sposób bardziej wyrafinowany. Tak, jak gorzką tabletkę oblewa się słodkim lukrem czy neutralizującą gorycz leku polewą, by chory chciał ją przyjąć bez oporu, tak też producenci tandety muszą ją najpierw odpowiednio opakować, by sprzedać jej jak najwięcej. Oczywiście, im bardziej gorzka jest zawartość „leku”, tym osłona musi być grubsza lub polewa silniej ją neutralizująca. W ten oto sposób oswajamy się ze zjawiskami pseudosu, a więc czegoś, co nie jest tym, czym jest naprawdę, czy też czym być powinno, ale co ma to jedynie udawać.

Pseudos, pozór jest wszędzie tam, gdzie producent kiczu, tandety wytwarza ją z pełnym przekonaniem o jej niskiej wartości tylko po to, by w określonym czasie zbić na tym majątek. Właściciele firm doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich proceder będzie trudny do zdyskredytowania, jeśli włączą do swoich produktów osłonę jak najwyższej marki. W końcu jakość czekolady jest rzeczywiście wysoka. Niczego nie można jej zarzucić. To, że ktoś kupuje produkt-niespodziankę, jest wynikiem swoistego rodzaju kontraktu społecznego i handlowego producenta z dorosłymi opiekunami dzieci, którzy nie mając czasu na dociekanie wartości kiczowatych zabawek, a chcąc zaspokoić potrzeby własnego dziecka, godzą się na zakup czegoś, czego kupować nie muszą.

Połączenie zatem markowego produktu z tandetą ma służyć maksymalizowaniu zysku jego wytwórcy kosztem nabrania klientów na zakupienie czegoś, co nie jest pełnowartościowe. Oczywiście, jest w tym zawarte jakieś ryzyko, że można na tym stracić, ale póki jest coś, co stanowi przysłowiowy lep na muchy, a w przypadku jajek z niespodzianką jest tym dobra czekolada, „lider produktu”, póty biznes się świetnie kręci. Jan Szczepański pisał nawet o wytwarzaniu w ten sposób potrzeb otoczkowych, sprowadzających się do tego, że człowiek pragnie zaspokajać brak czegoś, co jest mu tak naprawdę do niczego nieprzydatne.

Wystarczy zobaczyć, jak producenci jajeczek obudowują swój produkt kolejnymi, do jakich należą różnego rodzaju konkursy, promocje itp. To nie czekolada potrzebuje pseudozabawek, by być lubianą i kupowaną, tylko jest akurat na odwrót. Zawsze można ją sprzedawać oddzielnie, podobnie, jak i tandetne zabawki. O ile jednak na dobrej jakości czekoladę zawsze znajdzie się chętny klient, o tyle na sam kicz trudno byłoby zyskać wielu jego zwolenników. Z edukacją w szkołach wyższych jest podobnie.

czwartek, 22 kwietnia 2010

"Jan Paweł II i dzieci" - KONKURS PLASTYCZNY


Centrum Służby Rodzinie w Łodzi oraz Fundacja Służby Rodzinie "Nadzieja" (KRS 0000262774) - organizacja pożytku publicznego zapraszają wszystkich uczniów szkół podstawowych do wzięcia udziału w konkursie plastycznym pod hasłem "Jan Paweł II i dzieci", który odbędzie się w ramach XVII Łódzkich Dni Rodziny.

Konkurs przeznaczony jest dla uczniów szkół podstawowych.
Prace plastyczne, nawiązujące tematycznie do hasła konkursu, mogą być wykonane techniką dowolną (format min. A4). Należy je dostarczyć w terminie do 4 maja 2010 r.,
do godz. 16.00 do Centrum Służby Rodzinie, ul. Broniewskiego 1a.

Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi do dnia 15 maja 2010 r., natomiast
wręczenie nagród dla laureatów odbędzie się w rocznicę urodzin Ojca Świętego
Jana Pawła II - 18 maja 2010 r. o godz. 16.00, w budynku Centrum. Na
laureatów konkursu czekają atrakcyjne nagrody rzeczowe!


Więcej informacji:

http://www.csr.org.pl/index.php?id=487

Wycieczka non-fiction

Nauczycielka kształcenia zintegrowanego udała się z klasą trzecią na wycieczkę do Muzeum Przyrodniczego. Miałem napisać, że zorganizowała tę wycieczkę, ale byłoby to zbyt wielkie słowo. Zorganizować bowiem wycieczkę do muzeum, to znaczy przygotować się do niej samemu i włączyć w to także uczniów, a nie dowieźć ich do budynku, oddać w ręce przewodnika i mieć zaliczoną formę pracy dydaktycznej. Zapewne jeszcze wpisaną do odpowiedniej tabeli planu własnego rozwoju zawodowego. Przepraszam za zastosowanie w tym przypadku słowa „rozwój”, bo powinienem napisać „niedorozwój”.

A gdzie przygotowanie dzieci przed wycieczką? A gdzie jej omówienie? Czemu ona miała służyć? Pytam dzieci, ale one nie wiedzą. Ot, było mniej lub bardziej fajnie, albo ponuro, mdło. Efektem tej "wspaniałej" wycieczki jest notatka jednego z uczniów w zeszycie:

Dzisiejszego dnia pojechaliśmy do Muzeum Przyrodniczego. Znajdowały się w nim zwierzęta martwe. Gdy na nie patrzyłam myślałam, że zaraz zwymiotuję, lecz nie miałem czym, bo mój żołądek był pusty. Chciałbym już nigdy nie przychodzić do tego muzeum (przez eksponaty).

Pod notatką widnieje podpis nauczycielki. Ma to zapewne oznaczać, że zapoznała się z jej treścią. Niestety, chyba niewiele z niej zrozumiała i jeszcze mniej wyczytała. Nauczycielka nie poprawiła w niej nawet błędów, bo i po co? Nie wykorzystała też treści notatki do wspólnej rozmowy z dziećmi o tym, jak się czuły, co w tym muzeum przeżyły, co zapamiętały. A po co? Było, minęło, odfajkowano!

Niestety, fatalne wykształcenie niektórych nauczycielek, brak tak naprawdę z ich strony rzeczywistej pracy nad sobą, nad własnym warsztatem pedagogicznym sprawia, że już wszyscy stają się coraz bardziej obojętni i przechodzą nad tym do porządku dziennego, a nawet prawnego. Minister K. Hall wydała rozporządzenie, którego litera (bo ducha w nim nie odnajduję nawet za grosz) zezwala dyrektorom szkół zatrudniać na stanowisku nauczyciela kształcenia zintegrowanego niewykształconego do pracy na tym poziomie edukacji absolwenta studiów podyplomowych lub licencjackich z pedagogiki przedszkolnej.

Pani minister o swoje dzieci martwić się nie musi. Znamy ten slogan - wszystkie dzieci są nasze. W końcu ten pseudopedagogiczny eksperyment toczy się na żywych organizmach i duszach cudzych dzieci. Ona nie ponosi za to odpowiedzialności, tylko dzieci muszą dźwigać skutki „nauczycielskiej” niekompetencji i niedouczenia doświadczając zajęć, które są fatalnie prowadzone, niekompetentnie, a nawet bywają dla ich psychiki i umysłów po prostu toksyczne. Skąd jednak te nauczycielki miałyby posiąść owe kompetencje, skoro nie musiały i nie muszą? Wystarczy przecież okazać kwit na prawo do kształcenia innych! A że nie kryje się za nim nic godnego uwagi i docenienia, to już nie jest problemem MEN.

Upadek profesjonalizmu jest coraz bardziej widoczny, a będzie jeszcze gorszy. ZNP natomiast stoi na straży tych – jak rozumiem najlepszych - ale broniąc ich jako całą społeczność nie przyczynia się w niczym do tego, by nie było wśród nich tych najgorszych. A tacy też w niej są, bywają, i co? Nie będzie żadnej odezwy? Nie będzie żadnego protestu? Działacze ZNP mają już własne dzieci wykształcone? Nie muszą się już o nie martwić? Niech one martwią się same o siebie. W końcu jest to związek zawodowy, a nie pajdocentryczna organizacja. Wystarczy zadbać o samych siebie. A o dzieci niech troszczą się inni. Bezskutecznie.

Piszę o tym, bo ostatnio miała miejsce zaskakująca reakcja niektórych nauczycieli i związkowców na opublikowany w „Polityce” przez redaktor Beatę Igielską artykuł „Nauczyciel non-fiction”. http://www.polityka.pl/forum/1044270.thread oraz
http://www.znp.edu.pl/text.php?action=view&id=10446&cat=7

Oni potrafią się tylko obrażać, protestować, bo co ich tak naprawdę obchodzi to, że ktoś z ich „fachu” psuje im dobre imię. A że psuje dzieci, to już nie jest dla nikogo istotne? Lepiej jest przecież zamieść po raz kolejny sprawy pseudonauczycieli pod dywan i obciążyć winą za upadek ich "autorytetu" dziennikarkę.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Równość w różnorodności


Drugi dzień konferencji otworzyła profesor Uniwersytetu w Preszowie Anna Tokarova , która przedstawiła problem równość płci, który wymaga uwzględnienia go w zmianach edukacyjnych i w prowadzonych badaniach naukowych. Wciąż panują w naszych społeczeństwach stereotypy, półprawdy i kłamstwa na temat kobiet, a wychowanie je tylko pogłębia np. kiedy chłopiec płacze - rodzice mówią mu, by się nie mazał jak baba.

Konieczna jest dekonstrukcja istniejących w edukacji szkolnej stereotypów patriarchalnych. Paradygmat gender staje się w naukach społecznych i humanistycznych impulsem do reorientacji polityki oświatowej . W pracy socjalnej, pedagogice społecznej i praktyce wychowawczej należy przejść od edukacji ukrywającej powyższe kwestie do bardziej uwrażliwiającej na sprawy płci.

Profesor pytała zatem, czy idea równości szans edukacyjnych, jaka jest podejmowana przez wszystkie partie polityczne w ich programach wyborczych, obejmuje także kwestie różnic płciowych? Czy włączamy się w zwalczanie segregacji osób ze względu na płeć? Podejście typu gender generuje nowy typ humanizmu budowanego na bazie partnerstwa i odrzucaniu różnych form hegemonii społecznej. Trzeba eliminować nierówności płciowe już w procesie socjalizacji i wychowania, a tych form działalności edukacyjnej jest ciągle mało.

Zdaniem prof. A. Tokarove potrzebne jest inne wychowanie, które byłoby zorientowane na formowanie emocjonalności mężczyzn. Warto badać odporność ludzi na przejawy jawnej i ukrytej dyskryminacji czy przemocy, rozpoznawać stereotypy płciowe, możliwości eliminowania syndromu wyuczonej bezradności, bezsilności. Paradygmat antyopresywny i nowa etyka pracy socjalnej mogą sprzyjać usuwaniu dyskryminacji, łagodzeniu przesądów płciowych, a zarazem być ukierunkowanymi na terapię, poradnictwo, na wspieranie tożsamości płciowej.

Mało jest specjalistów od tego podejścia, mało pracowników socjalnych, którzy by znali tę problematykę, a przecież to pedagodzy powinni włączać się w proces kształtowania świadomości rodzaju. A zatem, być może pojawi się nowa specjalność na studiach pedagogicznych - pedagogika rodzaju, pedagogika gender?

Edukacja wobec wyzwań i zadań współczesności


Jubileusz 40-lecia Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego Jana Kochanowskiego w Kielcach został uświetniony konferencją naukową, której obrady otworzyły władze uczelni, senator RP prof. Adam Massalski, dr hab. Jolanta Szempruch – inicjatorka konferencji oraz patronujące jej władze województwa świętokrzyskiego.

Sesję naukową zapoczątkowały referaty plenarne profesorów-członków Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN: Stefana Kwiatkowskiego, Lecha Witkowskiego, Bogusława Śliwerskiego i Mirosława J. Szymańskiego. Problemy edukacji szkolnej, polityki oświatowej konfrontowane były z procesami reform i patologiami, jakie mają miejsce w szkolnictwie wyższym. Zdaniem S. Kwiatkowskiego są takie dyscypliny nauk pedagogicznych, które przedmiot swoich badań mają niejako „wnoszony przez życie na tacy”, gdyż zmuszane są przez codzienność do zainteresowania się problemami społecznymi i uwarunkowaniami rynku pracy, stąd daje się zauważyć szczególna dynamika badań w pedagogice społecznej i pedagogice pracy. Zabrakło jednak głosu naszego środowiska wówczas, kiedy rozstrzygały się losy Deklaracji Bolońskiej, a teraz wszyscy odczuwamy dyskomfort w wyniku procesów strukturalnych i programowych, jakie wynikają z dostosowywania procesu kształcenia do europejskich rozwiązań.

Zdaniem przewodniczącego KNP PAN zaniedbaliśmy rozwój dydaktyk szczegółowych w wyniku odmówienia im naukowego charakteru, a to negatywnie odbija się na kształceniu w szkolnictwie powszechnym, gdyż nauczyciele nie są wspomagani przez naukę najnowszymi rozwiązaniami problemów programowych i metodycznych. Także decydenci nie chcą korzystać z dorobku nauk pedagogicznych, gdyż istnieje duża przepaść między stanem ich rozwoju teoretycznego a praktycznymi aplikacjami nawet najbardziej interesujących modeli poznawczych. Warto zatem włączać do zespołów badawczych nauczycieli, praktyków, by podejmując eksperymenty pedagogiczne, weryfikować najciekawsze rozwiązania edukacyjne.

Nie powinno być obojętne to, jakie kierunki studiów kończy dzisiaj polska młodzież, gdyż mamy przestarzałą i nieadekwatną do potrzeb rynku pracy strukturę kształcenia. O ile w Finlandii na kierunkach technicznych studiuje 37% młodzieży, o tyle w Polsce zaledwie 20%, a to oddala nasz kraj od możliwości konkurowania z innymi. Istotny jest wkład nauk pedagogicznych w kapitał jednostkowy i społeczny. Nie będą dobrze funkcjonować placówki oświatowe, szkoły wyższe, jeśli nie będą miały swoich liderów, jeśli nie będą w nich budowane więzi społeczne. Pedagogika powinna ułatwiać procesy transformacji do kapitalizmu społecznego, a nie indywidualnego, gdyż młodzież zaczyna uciekać w prywatność, nie chce uczestniczyć w działaniach zbiorowych. Musimy zastanawiać się nad tym, co czynić, by młodzi ludzie chcieli działać na rzecz dobra wspólnego, by chcieli działać razem.

Ostatnią kwestią, jaką poruszył prof. S. Kwiatkowski, był udział przedstawicieli KNP PAN w pracach resortu nauki i szkolnictwa wyższego nad ramami kwalifikacji dla szkolnictwa wyższego, a więc nad opracowaniem przez nasze środowisko deskryptorów efektów uczenia się studentów. Procesy zmian wymuszają orientację nie na treści kształcenia, ale na jego efekty, wymierne wskaźniki. I nic dziwnego, że właśnie ten problem wywołał największą dyskusję, bowiem uczestnicy debaty pytali, jaki ma sens biurokratyczne operacjonalizowanie wyników takich procesów kształcenia, jak myślenie twórcze, innowacyjność czy postawy krytyczne.

Po tym wystąpieniu odczytałem referat prof. Lecha Witkowskiego pt. KONIEC KULTURY UCZENIA SIĘ W PEDAGOGICE. Nie mógł bowiem dojechać do Suchedniowa ze względu na swoją chorobę. Przygotowane przez tego humanistę wystapienie było ważnym wezwaniem wszystkich uczestników tej debaty do pogłębionych lektur dzieł naukowych. w ostro, a nawet prowokacyjnie skonstruowanej wypowiedzi, pisał m.in.:

Rzadko się zdarza, abyśmy mieli poczucie stykania się z ważnymi ustaleniami badawczymi, które tworzą wręcz zmianę optyki i stylu myślenia o sytuacjach, w jakich przychodzi nam działać, zwłaszcza zawodowo, czy stanowiących sedno naszego odniesienia do współczesności społecznej i kulturowej. Muszą one być zaskoczeniem dla nas samych, bywa wpisywać się w paradoksalne ujęcia, jakie burzą obiegowe wyobrażenia i nastawienia. Jeszcze rzadziej uzyskujemy ustalenia badawcze, które wręcz upominają się o radykalną zmianę praktyki w jakiej uczestniczą całe środowiska, utrwalające jako normę coś co da się obnażyć jako groźną patologię. Etos wpisany w grecką kategorię paideia czy w misję uniwersytetu, jako instytucji kultury odsłaniającej i osłaniającej kolejnym pokoleniom pokłady refleksji i mądrości, jakie zawdzięczamy największym duchom ludzkości, coraz bardziej ustępuje pod presją targowiska i władczego sankcjonowania fikcji, pozoru i oszustwa. Na dodatek najgorsze zjawiska w życiu akademickim rosną w siłę, a nawet w butę, znika wstyd, zaciera się ślady po wydziedziczeniu z kultury i nie przystawaniu do jej misji. Współczesność i przyszłość humanizmu akademickiego, wartość wiedzy i edukacji są w potwornym zagrożeniu. Tym większym, że w większości nie zdajemy sobie z niego sprawy, ignorując, lub zaklinając językiem i gestami pozbawiającymi wrażliwości i wyobraźni. (...)

Szczytem zaskoczenia, a nawet szoku poznawczego było dla mnie uświadomienie sobie, dzięki Baumanowi i Bourdieu tezy o tym, że pomimo ogromnej skali zachowań, praktyk i instytucji składających się na procesy „uczenia się”, nie mamy do czynienia z KULTURĄ uczenia się, a jedynie ze zrytualizowaniem pozoru, ekonomią oszustwa, dominacją manier typowych dla postawy konsumpcyjnej w kształcie wrogim podmiotowości obywatelskiej i realnego uczestnictwa w kulturze. Na Zjeździe Pedagogicznym w Lublinie postawiłem tezę o degradacji funkcji kulturowej uniwersytetów, rozwijając ją w wizję pogłębiania z ich udziałem stanu wydziedziczenia z kultury. Ukoronowaniem tego stała się moja zasadnicza niezgoda na utrwalanie także w podręcznikach (np. z pedagogiki ogólnej) absurdalnej fikcji rzekomego dochodzenia do głosu społeczeństwa wiedzy, gdy wszystko zdaje się krzyczeć że wartość wiedzy podlega wyparciu w zachowaniach ludzi zdobywających dyplomy i w trybie reformowania procesów kształcenia. (...)

Ukoronowaniem tego pesymistycznego buntu stało się moje zrozumienie, że z naszej winy niknie szansa na funkcjonowanie uniwersytetu jako miejsca, którego podstawową funkcją jest dawanie okazji do prawdy obcowania z mądrzejszymi od siebie, w najgłębszym kulturowo sensie, z innych epok, z innych przestrzeni refleksji i dokonań. (...) śledząc socjopatologię władzy akademickiej, jaka coraz częściej daje o sobie znać w naszych środowiskach, że sami marząc o tym, aby wielkie postaci kultury wysokiej były autorytetami mobilizującymi twórczo do działań edukacyjnych rozwijających duchowo to w swojej większości pracownicy naukowo dydaktyczni uczelni wyższych, często funkcjonują tak, jak gdyby sami nie byli zdolni uznawać i wykorzystywać impulsów z przestrzeni wielkich dokonań kulturowych płynących. Profesorowie najróżniejszych maści i zaawansowania intelektualnego nie umieją często pokazać studentom co warto czytać, czym i kim warto myśleć, komu sami potrafią zawdzięczać ważne impulsy składające się na skalę długu wdzięczności i duchowego wzbogacenia, w jakie obszary dziedzictwa symbolicznego warto wchodzić. Uświadomiłem sobie, że coraz częściej życiem akademickim (dydaktycznym, naukowym) kierują w różnych środowiskach ludzi gorsi intelektualnie, zamiast lepszych, sami nie będący wyróżniającymi się postaciami kultury i nie mający prawa do funkcjonowania (pomimo kapitału władzy) jako depozytariusze wiedzy i kapitału symbolicznego nawet na poziomie i w zakresie własnych dyscyplin i specjalizacji.

Temat mojego referatu, który wygłosiłem w formie prezentacji multimedialnej, brzmiał: O autodegradacji pedagogiki jako nauki i kierunku kształcenia . Idealnie zatem dopełniał powyższy referat. Przypomniałem kluczową dla tej analizy tezę Sergiusza Hessena:
Wyższa szkoła naukowa powinna być (…)przede wszystkim ogniskiem badań naukowych,
jej nauczyciel – czynnym badaczem, samodzielnym uczonym, rozszerzającym swą pracę naukową (…) student – uczestnikiem pracy badawczej wykładającego i o tyle też początkującym uczonym, miejsce zajęć (…) – powinno być miejscem, gdzie odkrywa się nowe prawdy naukowe, gdzie się wykłada i sprawdza wyniki dopiero co dokonanych odkryć.


Przedmiotem analizy uczyniłem wybrane obszary działalności naukowo – badawczej pedagogicznych środowisk akademickich, dokonując także oceny jakości kształcenia na kierunku pedagogika na podstawie danych PKA. Brak jest syntetycznych danych
o środowisku naukowym pedagogów i stanie jego rozwoju naukowego. Musiałem zatem dokonać własnej analizy wtórnej danych, jakimi dysponuje MNiSW czy Centralna Komisja ds Stopni Naukowych i Tytułu. Z tych ostatnich wynika bowiem, że w latach 2006-2007 z wszystkich dyscyplin nauk społecznych i humanistycznych habilitację uzyskało – 577 osób, w tym pedagodzy stanowią zaledwie 4,8%. W przypadku nadania stopni doktorskich dotyczyło to analogicznie 2238 osób, w tym zaledwie 7,2% pedagogów. Liczba nadanych stopni doktora w 2008 r. spadła do najniższego poziomu od roku 2001, liczba nadawanych tytułów profesora spadła od 2002 r. Względnie stała jest liczba uzyskiwanych przez pedagogów habilitacji w latach 2002-2008.

Przedstawiłem też własną analizę wniosków, jakie kierowali do MNiSW pedagodzy z całego kraju (w ciągu ostatnich trzech lat) o sfinansowanie tematów badawczych. Wykazałem na podstawie badania recenzji grantów pedagogicznych, jak kardynalne błędy były popełniane przez ich autorów i jakie tego mogą być przyczyny. W ostatniej części referatu wskazałem na zjawiska patologii kształcenie na kierunku pedagogika w sytuacji, gdy ma tu miejsce jego powszechność. W 2008/2009 r. aż 12% wszystkich studiujących w Polsce podjęło studia właśnie na pedagogice w jednej ze 127 szkół wyższych (publicznych i niepublicznych). Badając raporty PKA wskazałem na najważniejsze, a celowe lub niezamierzone błędy czy zaniechania, i to głównie ze strony podmiotów prowadzących uczelnie. Referat zakończyłem tezą b. rektora KUL - ks. prof. Mieczysława Krąpca:

Podstawowa powinność uczelni „wewnętrzna”- wobec jej członków, to powinność (samo)wychowania studentów i profesorów do odpowiedzialnego uprawiania nauki, do rzetelności i dociekliwości w badaniach naukowych, do poddawania swych osiągnięć osądowi kompetentnego gremium, wysłuchania krytyki i chętnego udziału w dyskusjach naukowych.

Szalę goryczy przelało wystąpienie prof. dr hab. Eugenii Potulickiej z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu, która mówiła o tym, jak aktualnie brzmią jej pierwsze analizy z początku lat 90.XX w. polityki neoliberalnej w polityce oświatowej w państwach Europy Zachodniej. Program partii neoliberalnych jest bowiem tak jawny, jak i ukryty. Przygotowując studentów do krytycznego myślenia powinniśmy zwracać uwagę na konieczność dekonstruowania tej polityki, by zobaczyć, jak ów program rzutuje na rozwój młodych pokoleń. Gdyby przyjrzeć się ewolucji tej polityki także w Polsce, to można ją najłatwiej dostrzec w sektorze przede wszystkim niepublicznego szkolnictwa wyższego. Zdaniem E. Potulickiej cechują tę orientację następujące postawy i zjawiska u osób, które podlegają wpływom powyższej ideologii:

1) Pierwszym typem owych wpływów jest tzw. „oligarchia korporacyjna”, która dąży do maksymalizowania zysków w jak najkrótszym czasie kosztem jakości kształcenia i prowadzenia badań naukowych. Właściciele szkół wyższych przyjmują postaw typu: Chciwość jest dobra, trzeba zatem zarabiać, ile się tylko da, bo nigdy nie wiadomo, kiedy się skończy dobra koniunktura. Wykorzystuje się zatem nauczycieli akademickich, przypisując korzyści własnej rangę moralną. Niepohamowana chciwość zgodnie z zasadą, że wszystkie chwyty są dozwolone sprawia, że w ich rozproszonym cynizmie wszystko wydaje się dozwolone. Nikt już nie zwraca uwagi na to, co jest słuszne, co jest moralne, gdyż wartością dominującą nie jest rozwój dyscypliny i środowiska naukowego, wysoka jakość kształcenia studentów, ale pogoń za pieniądzem.

2) Drugi typ orientacji, jaki wyróżniła prof. E. Potulicka to „nowi producenci”, czyli menedżerowie szkół wyższych, którzy żądają od swoich współpracowników niewolniczego oddania ich firmie. Cechuje ich zerowa odporność na ludzkie przeżycia, poczucie niesprawiedliwego podziału dochodów, działanie zgodnie z zasadą niszczącą więzi społeczne (dziel i rządź), by zatroszczyć się jedynie o siebie. W tak zarządzanej firmie edukacyjnej nauczyciele sprzedają samych siebie, rezygnując z własnej godności i wolności.

3) Trzecim typem są tzw. „konsumenci”, a więc ci, którzy z konsumpcji właśnie czynią środek do własnego wyzwolenia. Ich interesuje jedynie to, by studia były miłe, łatwe i przyjemne. Właściciele uczelni rozbudzają kampaniami reklamowymi potrzeby, które mają charakter otoczkowy, a więc są wyzwalana u osób mimo, iż one wcześniej nie pragnęły dążyć do sugerowanych im celów. W tym zakresie tak nauczyciele, jak i studenci są obiektami manipulacji.

4) Czwartym typem ofiar neoliberalizmu są „producenci prostych prac”, czyli tzw. klasa robotnicza, która została zdegradowana i wykluczona. W szkolnictwie wyższym są nią pracownicy administracji i techniczni, z którymi tak zawiera się kontrakty o pracę, by nie mieli poczucia bezpieczeństwa. Obniża się im zarobki i przeciwdziała powstawaniu związków zawodowych. Najlepszym tego przykładem była ostatnio mająca miejsce także w Polsce sytuacja pomijania przez właścicieli wyższych szkół niepublicznych związków zawodowych we wprowadzaniu zmian w statutach tych uczelni. Tam jednak, gdzie nie działają związki zawodowe, właściciele szkół gwarantują sobie wyłączne prawo do takich zmian, dzięki czemu mogą dowolnie, poza kontrolą senatów czy rad wydziałów wpływać na zmiany organizacyjne czy kadrowe. Tu obowiązuje zasada „wykorzystywania, zużywania ludzi i ich wyrzucania”, jeśli okazują się niepokornymi wobec swoich przełożonych. Władze uczelni zajmują wobec swoich pracowników postawy instrumentalne, ograniczając ich krytyczne myślenie czy wypowiedzi.

5) Piątą grupę tworzą tzw. „przestępcy”, czyli kryminogenni giganci, którzy wykorzystują luki w prawie, by w sposób bardziej wysublimowany pomnażać własne zyski. Mamy przykłady wielu uczelni, których właściciele naruszając prawo, poszerzali obszary swoich wpływów, by pomnażać własne dochody.
Swój referat prof. E. Potulicka zakończyła analizą sytuacji dzieci w świecie cynizmu, hipokryzji i coraz silniejszego ich wykorzystywania do różnych celów.

sobota, 17 kwietnia 2010

Najtragiczniejsza lekcja polskiej historii


Kiedy 11 kwietnia przeżywaliśmy żałobę w związku ze śmiercią Prezydenta i Jego Małżonki wraz z całą delegacją i załogą samolotu TU-154 udającą się do Smoleńska na obchody 70 rocznicy zbrodni katyńskiej, na Słowacji ukazało się – jak co tydzień – niedzielne wydanie gazety Nový Cas, które 14 stron poświęciło tej tragedii. Jest tu minutowa analiza lotu polskiej delegacji do Smoleńska od momentu startu samolotu z warszawskiego lotniska o godz. 7.23 do opuszczenia flagi narodowej do połowy masztu na Pałacu Prezydenckim o godz. 12.45. Wstrząsające są fotografie z miejsca katastrofy i lista pasażerów tego lotu. Jeszcze w sobotę przychodziły do mnie drogą elektroniczną maile z kondolencjami od słowackich profesorów pedagogiki z uniwersytetów – w Bratysławie, Preszowie, Rużomberku, Nitry i Trnawy. Jeden z takich listów adresowany do wszystkich Polaków brzmiał:

Mily pan profesor,
velmi nas zasiahla smutna sprava o havarii polskeho lietadla. S napatim sme doma sledovali mimoriadne spravy, dufala som, ze najdu aj zivych ludi. Spolucitime s Vami v tejto velkej strate. Prijmite uprimnu sustrast. Vela myslim na Vas a na cele Polsko.
Maria M. (tłum. Drogi panie profesorze, niezwykle silnie poruszyła nas informacja o katastrofie polskiego samolotu. W napięciu oczekiwaliśmy na kolejne wiadomości mając nadzieję, że zostaną odnalezieni żywi ludzie. Współczujemy Wam po tej wielkiej stracie. Przyjmijcie moje kondolencje. Wiele myślę o Was i o całej Polsce.)

Dzisiaj ukazało się sprostowanie PAP dotyczące przygotowanego przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przemówienia, jakie miał wygłosić w czasie uroczystości, w której nie dane mu było uczestniczyć. Polska Agencja Prasowa podaje, że początkowo wskazywano na inny tekst przygotowanej przez Prezydenta wypowiedzi, która miała być skierowana do członków Rodzin Katyńskich. Cytuję tu wspomniane przesłanie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako jedną z najważniejszych lekcji historii (dla) naszego narodu, by kolejne pokolenia odrabiały ją z szacunkiem:

"1. To było 70 lat temu. Zabijano ich - wcześniej skrępowanych - strzałem w tył głowy. Tak by krwi było mało. Później - ciągle z orłami na guzikach mundurów - kładziono w głębokich dołach. Tu, w Katyniu takich śmierci było cztery tysiące czterysta. W Katyniu, Charkowie, Twerze, w Kijowie, Chersoniu oraz w Mińsku - razem 21 768. Zamordowani to obywatele Polski, ludzie różnych wyznań i różnych zawodów; wojskowi, policjanci i cywile. Są wśród nich generałowie i zwykli policjanci, profesorowie i wiejscy nauczyciele. Są wojskowi kapelani różnych wyznań: kapłani katoliccy, naczelny rabin WP, naczelny kapelan greckokatolicki i naczelny kapelan prawosławny. Wszystkie te zbrodnie - popełnione w kilku miejscach - nazywamy symbolicznie Zbrodnią Katyńską. Łączy je obywatelstwo ofiar i ta sama decyzja tych samych sprawców.

2. Zbrodni dokonano z woli Stalina, na rozkaz najwyższych władz Związku Sowieckiego: Biura Politycznego WKP(b). Decyzja zapada 5 marca 1940, na wniosek Ławrentija Berii: rozstrzelać! W uzasadnieniu wniosku czytamy: to "zatwardziali, nie rokujący poprawy wrogowie władzy sowieckiej".

3. Tych ludzi zgładzono bez procesów i wyroków. Zostali zamordowani z pogwałceniem praw i konwencji cywilizowanego świata. Czym jest śmierć dziesiątków tysięcy osób - obywateli Rzeczypospolitej - bez sądu? Jeśli to nie jest ludobójstwo, to co nim jest?

4. Pytamy, nie przestajemy pytać: dlaczego? Historycy wskazują zbrodnicze mechanizmy komunistycznego totalitaryzmu. Część jego ofiar leży tuż obok, również w katyńskim lesie. To tysiące Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, ludzi innych narodów.

Źródłem zbrodni jest jednak także pakt Ribbentrop-Mołotow prowadzący do czwartego rozbioru Polski. Są nim imperialne, szowinistyczne zamiary Stalina. Zbrodnia Katyńska jest - pisał o tym wyłączony w ostatniej chwili z transportu śmierci prof. Stanisław Swianiewicz - częścią "akcji (...) oczyszczenia przedpoli potrzebnych dla dalszej ekspansji imperializmu sowieckiego".

Jest kluczowym elementem planu zniszczenia wolnej Polski: państwa stojącego - od roku 1920 - na drodze podboju Europy przez komunistyczne imperium.

To dlatego NKWD próbuje pozyskać jeńców: niech poprą plany podboju. Oficerowie z Kozielska i Starobielska wybierają jednak honor, są wierni Ojczyźnie.

Dlatego Stalin i jego Biuro Polityczne mszcząc się na niepokonanych, decydują: rozstrzelać ich. Grobami są doły śmierci w Katyniu, pod Charkowem, w Miednoje. Te doły śmierci mają być także grobem Polski, niepodległej Rzeczypospolitej.

5. W czerwcu roku 1941 Niemcy uderzają na ZSRS: sojusznicy z sierpnia 1939 stają się śmiertelnymi wrogami. ZSRS zostaje członkiem koalicji antyhitlerowskiej. Rząd w Moskwie przywraca - na mocy układu z 30 lipca 1941 - stosunki z Polską. Stalin zasiada u boku Roosevelta i Churchilla w wielkiej trójce.

Miliony żołnierzy Armii Czerwonej - Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Gruzinów, Ormian i Azerów, mieszkańców Azji Środkowej - oddają życie w walce z Niemcami Hitlera. W tej samej walce giną też Amerykanie, Brytyjczycy, Polacy, żołnierze innych narodów. Przypomnijmy: to my, Polacy, jako pierwsi zbrojnie przeciwstawiliśmy się armii Hitlera. To my walczyliśmy z nazistowskimi Niemcami od początku do końca wojny. Pod jej koniec nasi żołnierze tworzą czwartą co do liczebności armię antyhitlerowskiej koalicji.

Polacy walczą i giną na wszystkich frontach: na Westerplatte i pod Kockiem, w bitwie o Anglię i pod Monte Cassino, pod Lenino i w Berlinie, w partyzantce i w Powstaniu Warszawskim. Są wśród nich bracia i dzieci ofiar Katynia.

W bombowcu Polskich Sił Zbrojnych nad III Rzeszą ginie 26-letni Aleksander Fedorońko, najstarszy z synów zamordowanego w Katyniu Szymona Fedorońki - naczelnego kapelana wyznania prawosławnego Wojska Polskiego. Najmłodszy syn, 22-letni Orest poległ - w szeregach Armii Krajowej - w pierwszym dniu Powstania Warszawskiego. Jego 24-letni brat Wiaczesław walczący w Zgrupowaniu AK "Gurt" ginie 17 dni później.

W maju 1945 roku III Rzesza przegrywa wojnę. Nazistowski totalitaryzm upada. Niedługo obchodzić będziemy 65. rocznicę tego wydarzenia.

Dla naszego narodu było to jednak zwycięstwo gorzkie, niepełne. Trafiamy w strefę wpływów Stalina i totalitarnego komunizmu. Po roku 1945 Polska istnieje, ale bez niepodległości. Z narzuconym ustrojem. Próbuje się też zafałszować naszą pamięć o polskiej historii i polskiej tożsamości.

6. Ważną częścią tej próby fałszerstwa było kłamstwo katyńskie. Historycy nazywają je wręcz kłamstwem założycielskim PRL. Obowiązuje od roku 1943. To w związku z nim Stalin zrywa stosunki z polskim rządem.

Świat miał się nigdy nie dowiedzieć. Rodzinom ofiar odebrano prawo do publicznej żałoby, do opłakania i godnego upamiętnienia najbliższych.

Po stronie kłamstwa stoi potęga totalitarnego imperium, stoi aparat władzy polskich komunistów. Ludzie mówiący prawdę o Katyniu płacą za to wysoką cenę. Także uczniowie. W roku 1949 za wykrzyczaną na lekcji prawdę o Katyniu dwudziestoletni uczeń z Chełma Józef Bałka wyrokiem wojskowego sądu trafia na trzy lata do więzienia.

Czyżby - przypomnę słowa poety - świadkiem miały pozostać "guziki nieugięte" znajdowane tu, na katyńskich mogiłach? Są jednak także "nieugięci ludzie" i - po czterech dekadach - totalitarny Goliat zostaje pokonany. Prawda - ta ostateczna broń przeciw przemocy - zwycięża. Tak jak kłamstwo katyńskie było fundamentem PRL, tak prawda o Katyniu jest fundamentem wolnej Rzeczypospolitej. To wielka zasługa Rodzin Katyńskich. Ich walki o pamięć o swoich bliskich, a więc także - o pamięć i tożsamość Polski. Zasługa młodzieży. Uczniów takich jak Józef Bałka. Zasługa tych nauczycieli, którzy - mimo zakazów - mówili dzieciom prawdę. Zasługa księży, w tym księdza prałata Zdzisława Peszkowskiego i zamordowanego w styczniu roku 1989 księdza Stefana Niedzielaka - inicjatora wzniesienia krzyża katyńskiego na cmentarzu powązkowskim. Zasługa drukarzy nielegalnych wydawnictw. Zasługa wielu niezależnych inicjatyw i "Solidarności". Milionów rodziców opowiadających swoim dzieciom prawdziwą historię Polski.

Jak trafnie powiedział tu przed kilkoma dniami premier Rzeczypospolitej, Polacy stają się wielką Rodziną Katyńską.

Wszystkim członkom tej wspólnoty, w szczególności krewnym i bliskim ofiar, składam najgłębsze podziękowanie. Zwycięstwo w bitwie z kłamstwem to Wasza wielka zasługa! Dobrze zasłużyliście się Ojczyźnie!!

Wielkie zasługi w walce z kłamstwem katyńskim mają także Rosjanie: działacze Memoriału, ci prawnicy, historycy i funkcjonariusze rosyjskiego państwa, którzy odważnie ujawniali tę zbrodnię Stalina.

7. Katyń i kłamstwo katyńskie stały się bolesną raną polskiej historii, ale także na długie dziesięciolecia zatruły relacje między Polakami i Rosjanami.

Nie da się budować trwałych relacji na kłamstwie. Kłamstwo dzieli ludzi i narody. Przynosi nienawiść i złość. Dlatego potrzeba nam prawdy. Racje nie są rozłożone równo, rację mają Ci, którzy walczą o wolność.

My, chrześcijanie, wiemy o tym dobrze: prawda, nawet najboleśniejsza, wyzwala. Łączy. Przynosi sprawiedliwość. Pokazuje drogę do pojednania.

Sprawmy, by katyńska rana mogła się wreszcie zagoić i zabliźnić.

Jesteśmy na tej drodze. Mimo różnych wahań i tendencji, prawdy o Zbrodni Katyńskiej jest dziś więcej niż ćwierć wieku temu. Doceniamy działania Rosji i Rosjan służące tej prawdzie, w tym środową wizytę premiera Rosji w lesie katyńskim, na grobach pomordowanych.

Jednak prawda potrzebuje nie tylko słów, ale i konkretów. Trzeba ujawnienia wszystkich dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej. Okoliczności tej zbrodni muszą zostać do końca zbadane i wyjaśnione. Trzeba tu, w Katyniu, rozmowy młodzieży: polskiej i rosyjskiej, ukraińskiej i białoruskiej. Ważne jest, by została potwierdzona prawnie niewinność ofiar. By kłamstwo katyńskie zniknęło na zawsze z przestrzeni publicznej.

Drogą, która zbliża nasze narody, powinniśmy iść dalej, nie zatrzymując się na niej, ani nie cofając. Ta droga do pojednania wymaga jednak czytelnych znaków. Na tej drodze trzeba partnerstwa, dialogu równych z równymi, a nie imperialnych tęsknot. Trzeba myślenia o wspólnych wartościach: o demokracji, wolności, pluralizmie, a nie - o strefach wpływów.

8. Tragedia Katynia i walka z kłamstwem katyńskim to doświadczenie ważne dla kolejnych pokoleń Polaków. To część naszej historii. Naszej pamięci i naszej tożsamości. To jednak także część historii całej Europy, świata. To przesłanie dotyczące każdego człowieka i wszystkich narodów. Dotyczące i przeszłości, i przyszłości ludzkiej cywilizacji.

Zbrodnia Katyńska już zawsze będzie przypominać o groźbie zniewolenia i zniszczenia ludzi i narodów. O sile kłamstwa. Będzie jednak także świadectwem tego, że ludzie i narody potrafią - nawet w czasach najtrudniejszych - wybrać wolność i obronić prawdę. Oddajmy wspólnie hołd pomordowanym: pomódlmy się nad ich grobami.

Chwała bohaterom!

Cześć ich pamięci!!"


(źródło: http://wiadomosci.onet.pl/2156784,11,item.html)

Jutro jest ostatni dzień żałoby narodowej. Nie zapomnimy tego tragicznego wydarzenia, powracając pamięcią do tych, którzy poświęcili swoje życie służbie dla naszego kraju, trosce o prawdę historyczną, misji na rzecz najwyższych wartości narodowych. Pogrążeni w bólu i rozpaczy łączymy się w bólu z ICH RODZINAMI I BLISKIMI.

piątek, 16 kwietnia 2010

Wstręt

jest czymś, co nieustannie powraca, wzburza, odpycha i fascynuje w zależności od tego, co jest jego przedmiotem i podmiotem. Obrzydzenie jest przejawem reakcji psychiki człowieka na zjawisko zdrady, a więc odwrócenia, odrzucenia czy zepsucia praw, reguł współżycia między ludźmi, wprowadzenia do nich czegoś nieczystego i niemoralnego, jest buntem przeciwko temu, co nadeszło z najmniej spodziewanej strony, a co – choć możliwe do pomyślenia – nie mieści się w obszarze ich tolerancji.

Wstręt jest mieszanką osądu i afektu, wyroku i szczerości, znaków i popędów. Jak pisze Julia Kristeva: Odczuwam wstręt tylko wtedy, gdy Inny umościł się na miejscu i w punkcie tego, co będzie „mną”. To nie inny, z którym się utożsamiam ani którego wchłaniam, lecz INNY, który mnie poprzedza i bierze mnie w posiadanie, a przez to posiadanie sprawia, że jestem.

Czyż dziecko bite i maltretowane, oszukane i zdradzone przez swoich najbliższych opiekunów-wychowawców nie potrzebuje jakiejś pedagogii oczyszczenia jego dotychczasowego doświadczania Zła? Czyż nie ma ono prawa do wstrętu i do jego sublimacji? Czyż nie ma ono zarazem prawa do naprawy środowiska jego codziennego życia?

W drodze

Cały tydzień jestem w drodze. Najpierw posiedzenie Centralnej Komisji w Warszawie, potem szybki powrót do Łodzi, gdzie odbywała się dwudniowa konferencja "Miejsce INNEGO w naukach o wychowaniu", by przemieścić się w dniu dzisiejszym do Krakowa na V Forum Wychowania Przedszkolnego. Kilkuset nauczycieli wychowania przedszkolnego debatowało o warunkach swojej misji pedagogicznej.


W Krakowie widać już trwające przygotowania do uroczystości żałobnych, jakie będą tu miały miejsce w niedzielę na Wawelu. A chmura pyłu wulkanicznego nad Europą zwiastuje kolejną niewiadomą ...

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Jubileusz Profesor OLGI CZERNIAWSKIEJ


W poniedziałek 12 kwietnia 2010 r. o godz. 16.00 Prezes Łódzkiego Towarzystwa Naukowego – prof. dr hab. Stanisław Liszewski wraz z Przewodniczącym I Wydziału ŁTN prof. dr hab. Sławomirem Galą otworzyli uroczyste sympozjum prezentujące dorobek naukowy Profesor doktor habilitowanej Olgi Czerniawskiej. Porządek obrad poprzedziła minuta ciszy, którą oddano hołd tragicznie zmarłym w wyniku katastrofy lotniczej k/Smoleńska Polakom wraz z Prezydentem RP i Jego Małżonką.

Po prezentacji sylwetki naukowej Jubilatki, która obchodziła przed tygodniem swoje 80urodziny, głos zabrali Jej wychowankowie, wypromowani doktorzy nauk humanistycznych i współpracownicy, a nawet najstarszy z synów. Wątki biograficzne, historyczne przeplatały się z osobistymi wspomnieniami, anegdotami i wyrazami uznania dla wyjątkowej Osoby w akademickim świecie. A przyjechali na to sympozjum tak znakomici Profesorowie-andragodzy, jak: Tadeusz Aleksander z UJ w Krakowie, Józef Półturzycki z UW, Alicja i Józef Kargulowie z DSW we Wrocławiu, Ewa Skibińska z UW czy Małgorzata Halicka z Uniwersytetu w Białymstoku.

W związku z tym, że i mnie przypadł zaszczyt okolicznościowego wystąpienia, zacząłem je od refleksji na temat tego, jak ważną rolę w rozwoju nauki odgrywają w akademickim środowisku relacje Mistrz – Uczeń. Ja miałem to szczęście, że mogę mówić o posiadaniu zarówno naukowego „Ojca” – jakim był dla mnie prof. dr hab. Karol Kotłowski oraz naukowej „Matki”, jaką stałą się dla mnie prof. dr hab. Olga Czerniawska. Pierwszy z moich Mistrzów zatrudnił mnie w Uniwersytecie Łódzkim, w Zakładzie Teorii Wychowania na stanowisku asystenta, a po obronie rozprawy doktorskiej traktował niemalże jak syna. Poświęciłem mojemu Mistrzowi jeden z pierwszych rozdziałów napisanego po wielu latach samodzielnej pracy naukowo-badawczej podręcznika akademickiego „Współczesne teorie i nurty wychowania” (Kraków 1998, 7 wyd. 2009).

Drugim moim Mistrzem była i jest prof. Olga Czerniawska, którą poznałem bliżej m.in. dzięki temu, że zgodziła się recenzować moją dysertację doktorską, a po przejściu prof. Kotłowskiego na emeryturę przygarnęła zespół teoretyków wychowania wraz ze mną do kierowanej przez siebie Katedry. Przy tej też okazji zyskałem naukowe „rodzeństwo”, a więc Koleżanki i Kolegów, z którymi mogliśmy wymieniać się relacjami z własnych lektur i prowadzonych badań tak w zakresie pedagogiki ogólnej, teorii wychowania, pedagogiki porównawczej, jak i andragogiki i metodologii badan jakościowych. Pani Profesor Czerniawska należała w czasach mojej pracy w UŁ do tych Mistrzów, którzy troskliwie, ale i z wielką życzliwą oraz wyzwalającą energię inspirowała nas do podejmowania najbardziej palących, ważnych społecznie problemów badawczych traktując nas jako swoich podopiecznych z niezwykłą pieczą i troską o jak najlepszy poziom rozwoju naukowego.

To dzięki Jej otwartości na młodych naukowców uratowany został przed przeszło dwudziestu laty w UŁ zespół teoretyków wychowania i pedagogów ogólnych, który wzięła pod swoje skrzydła po odejściu na emeryturę prof. Karola Kotłowskiego. Zawsze troszcząc się o historyczną ciągłość łódzkiej szkoły filozofii i teorii wychowania (niezależnie od budowania i pielęgnowania własnej szkoły oświaty dorosłych), stworzyła mnie i moim późniejszym współpracownikom znakomite warunki do rozwijania własnych pasji badawczych. W kierowanej przez Profesor Katedrze zawsze panował duch autentycznych relacji naukowych, wzajemności, zrozumienia, wiary w człowieka i jego prawa do samodzielnego oraz odpowiedzialnego dokonywania wyborów naukowych.

Odzwierciedlająca się w czynach i głębokiej wrażliwości na losy każdego z nas, w zainteresowaniach naszymi rodzinami i codziennymi sprawami prospołeczna troska i osobista religijność Pani Profesor kształtowała w nas poczucie więzi i solidarności, a zarazem dopełniała o wartości, o które tak trudno było i jest w czasach degradacji wiarygodności stosunków międzyludzkich, patologicznej rywalizacji, panujących rozłamów czy nawet jawnych antagonizmów.

W trakcie naszych comiesięcznych, środowych zebrań w Katedrze stworzyła niepowtarzalny klimat do rozkoszowania się wiedzą, a zarazem odkrywania i wspierania w każdym współpracowniku jego najsilniejszych stron. Nauczyła nas Pani Profesor, jak budować prawdziwe relacje typu MISTRZ – UCZEŃ, jak uczestniczyć we wszystkim tym, co może przyczynić się do naszego lepszego rozwoju naukowego. To dzięki prof. Oldze Czerniawskiej polska myśl pedagogiczna wzbogaciła się w swoim wymiarze metateoretycznym oraz historycznym o zupełnie nowe badania nad współczesnymi kierunkami pedagogiki oraz o nowe dziedziny teorii i praktyki w obrębie pedagogiki porównawczej. Jak prawdziwy Mistrz prowadziła nas bowiem do źródeł wiedzy, przybliżając nieobecną w Polsce literaturę specjalistyczną oraz udostępniając prywatne kontakty z naukowcami krajowymi i zagranicznymi. Zawsze inspirowała nas Pani Profesor do nowych odkryć w humanistyce światowej. Dzięki temu pedagogika stała się dla nas wszystkich nieustannym podróżowaniem w czasie i przestrzeni, swoistym pielgrzymowaniem ku Wielkim i poszukiwaniem wyjścia z labiryntu rodzących się wątpliwości.

Kiedy w 1992 r. organizowałem w Dobieszkowie k/Łodzi pierwszą Międzynarodową Konferencję „Edukacja alternatywna – dylematy teorii i praktyki”, wspierała nas w tych poczynaniach nie tylko własną wiedzą, ale i doświadczeniem organizacyjnym. Znakomicie bowiem łączy w sobie rolę ambasadora polskości z wielkim talentem do budowania autentycznych więzi i relacji we współpracy z zagranicą. To, co wzbudza głęboki szacunek i dozgonną radość, to wyjątkowa otwartość i głębia warsztatu naukowego Pani Profesor, poszerzana z każdym Jej wyjazdem za granicę o dostępność młodszych koleżanek i kolegów do wybitnych pedagogów (nie tylko naszego kontynentu), ułatwianie nam nawiązywania bezpośrednich kontaktów z innymi ośrodkami naukowymi, wspomaganie nas w wyjazdach zagranicznych i w przyjmowaniu gości zagranicznych, a - co ważne – także organizowanie konferencji naukowych o charakterze ogólnopolskim, uczelnianym, jak i zagranicznym.

Na osobiste zaproszenia Pani Profesor przyjeżdżali do Polski i wygłaszali swoje referaty tak wybitni humaniści, jak socjolog edukacji Hartmut M. Griese czy andragodzy Ettore Gelpi i Duccio Demetrio To także dzięki osobistym kontaktom Pani Profesor z naukowcami Francji, Szwajcarii, Portugalii i Włoch mogliśmy doskonalić swój warsztat badawczy w trakcie spotkań z zagranicznymi przedstawicielami nowych orientacji badawczych. Zanim bowiem pojawił się w naszym kraju boom na badania jakościowe, biograficzne, nasz zespół miał już w ramach prowadzonych przez Panią Profesor w Katedrze Teorii Wychowania UŁ debat naukowych dostęp do znakomitej literatury z tego zakresu takich profesorów, jak Martine Lani-Bayle czy Pierre Dominicé. Ona sama dzieliła się też z nami swoimi kolejnymi doświadczeniami w tym zakresie.

Pani Profesor jest też dla mnie Mistrzynią epistolografii. W każdym z pisanych przez siebie, a odręcznie - listów jest wiele szczerego i bezpośredniego zainteresowania naszymi rzeczywistymi problemami akademickimi, egzystencjalnymi, społecznymi i organizacyjnymi. W czasie ponad 30 letniej pracy w UŁ nauczyłem się u boku Pani Profesor m.in. tego:

- jak organizować konferencje?
- jak czytać i recenzować prace naukowe?
- jak nie czekać, tylko zabiegać o to, co może służyć nauce i rozwojowi dyscypliny?
- jak przyjmować gości zagranicznych i jak poszerzać te kontakty?
- jak badać i jak dokonywać wyborów wśród tekstów, które są godne upowszechnienia?
- jak godzić naukę z praktyką?
- jak nie godzić się na manipulacje, podłości i złe relacje między ludźmi?
- jak w trudnej codzienności i w zgodzie z estetyką organizować naukowe spotkania?

Profesor Olga Czerniawska należy do grona tych wybitnych naukowców, których wielkość wpisuje się nie tylko w instytucjonalne - akademickie i oświatowe wyrazy należnego uznania, ale jeszcze silniej w serca i pamięć najbliższych współpracowników. Dla kogo bowiem nauka jest pasją, życiem, radością odkrywania i otwartością dzielenia się wynikami własnej pracy z innymi i dla innych, dla tego osobisty kontakt i możliwość współpracy z Profesor stanowił wyjątkowe doświadczenie. Z jednej strony O. Czerniawska potwierdza własnym życiem, piękną biografią, bogactwem dokonań, niebywałą szlachetnością uczuć i Dobra, wielkim optymizmem, dzielnością etyczną, dynamiką i wielostronnością działania - najwyższe wartości humanistyczne, z drugiej zaś stanowi dla poznającego warsztat naukowy młodszego pokolenia niedościgły wzór Mistrza, otwierającego nieograniczone możliwości samorealizacji naukowej i potrzeby permanentnego samodoskonalenia.

Pani Profesor niezwykle umiejętnie łączy w swoim życiu i działalności zawodowej zarówno rolę naukowca, eksperta, pedagoga, działacza oświatowego, nauczyciela, jak i społecznika. Dowodzi tego Jej kariera naukowa, rozległy dorobek badawczy, charakter działalności społecznej oraz osiągnięte efekty pracy pedagogicznej w skali ogólnopolskiej, jak i na niwie współpracy międzynarodowej. W wydanej przez ŁTN publikacji pt. Sylwetki łódzkich uczonych. Profesor Olga Czerniawska, ŁTN, Łódź 2010 znajduje się pełna bibliografia dorobku naukowego Pani Profesor. Warto o niego sięgnąć, by się przekonać, że przekraczała granice tradycyjnych dyscyplin akademickich. W wielostronnej narracji uwalnia czytelników z wszechobecnej władzy modernistycznych dyskursów wiedzy poprzez nawiązanie do innej od pozytywistycznej - tradycji badawczej, jaką jest interdyscyplinarny model „czytania” pedagogiki z historii i kultury. Jest to jakże typowe podejście naukowe dla procedur interpretacyjnych w humanistyce.

Dziękowałem zatem za wszystko to, co uczyniła Pani Profesor dla mnie i dla moich ówczesnych współpracowników, za rodzinną, ale zarazem wysoce naukową - atmosferę, za siłę osobistego wsparcia, autentyczne i bezpośrednie zainteresowanie każdym wymiarem naszego codziennego życia (w tym także członkami naszych rodzin), za trwałość wartości, które były dla nas silnym oparciem w trudnych czasach sowieckiej „okupacji”. Jestem niezmiernie wzruszony, kiedy moje dzieci odbierają korespondencję z osobistymi życzeniami od Pani Profesor, bo zawsze pamiętała o ich urodzinach czy imieninach.

Ten jakże osobisty wymiar dzielenia się swoją Osobą z nami dotyczył dzieci wszystkich pracowników katedry. Pani Profesor jest przykładem pedagogicznego optymizmu, myślenia i działania zorientowanego na to, że coś jednak „można uczynić”, że coś „warto spróbować”, a nie że „coś jest niemożliwe”, że czegoś się nie da zrobić”. Piękna postawa dzielenia się z innymi - nie tylko własną wiedzą, ale także bogactwem przestrzeni własnej biografii społecznej, związanych z nią osób najbliższych, rodziny, przyjaciół czy znajomych - jest potwierdzeniem tego, jak historia Jej biografii stawała się także dla nas źródłem ustawicznego procesu kształcenia.

Warto w tym miejscu podziękować prof. dr hab. Ewie Marynowicz-Hetce za inicjatywę niniejszego sympozjum, na co nie było stać macierzystego wydziału, kiedy Pani Profesor przechodziła na emeryturę. Podziękowałem zatem za to, co jest niezwykle rzadkie w środowisku akademickim, a jakże pięknie i autentycznie uosabiane przez Panią Profesor, a więc za pasję tworzenia, wysokie standardy i personalistyczne otwarcie na każdego człowieka, za dzielenie się z nami swoimi doświadczeniami, za wspólne rozmowy, spotkania, kolacje i odręcznie pisane listy, za okolicznościowe życzenia, za pamięć o naszych najbliższych i o tych, którzy są już z nami nieobecni.

Życzyłem naszej Jubilatce, by ten wyjątkowy dzień utrwalił to, co do tej pory było być może niedostrzegalne, niewypowiadane wprost, a zapisane w ludzkich doświadczeniach, sercach i myślach, wpisując się w niepowtarzalną wartość wspólnej obecności w pedagogicznym świecie. Życzyłem Pani Profesor dużo zdrowia, dalszej radości tworzenia i osiągnięć, które przeniosą na kolejne generacje rozmiłowanie w nauce, służbie publicznej i autokreacji.

Pamięć o ludziach i historycznych wydarzeniach


Przeżywamy, rozmyślamy, zastanawiamy się i dociekamy istoty spraw, które są trudne, a przy tym dla wielu bolesne. Media co rusz dostarczają nam nowych informacji (w tym sensacji) związanych z sobotnią tragedią pod Smoleńskiem.

Proza dramatu ludzkiego życia miesza się z mistyką śmierci, wspomnienia z poczuciem jakiegoś niespełnienia, niedopowiedzenia. Jakże mocno brzmią teraz ujawnione, a niewypowiedziane nad grobami pomordowanych w 1940 r. Polaków podczas uroczystości w 70. rocznicę zbrodni katyńskiej - treści zaplanowanego wystąpienia:
Prezydenta RP – Lecha Kaczyńskiego (zob. http://www.rp.pl/artykul/2,460070_Najtragiczniejsza_stacja_polskiej_Golgoty.html)
i homilii biskupa polowego Wojska Polskiego gen. dyw. prof. dr hab. Tadeusza Płoskiego (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100410&typ=ks&id=ks10.txt)

Wiersz Jacka Łukasiewicza, choć jest bez tytułu, uświadamia nam to, co na
co dzień umyka naszej świadomości:

pamięć o ludziach
którzy czegoś chcieli
od ciebie
od siebie
ode mnie

byłem pośród ich chceń
które trwają

choć zmarli
odeszli
albo się zgubili

czegoś chcieli a ja
nie wiedziałem

tak jak ty
czegoś chciałaś
a ja
nie wiedziałem

dziś wyjmowany
z tych chceń
(nadaremnie)



(fotografia Prezydenta za: PAP/EPA / ALEKSANDAR PLAVEVSKI http://www.dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article583899/Galeria_zdjec_Prezydent_Lech_Kaczynski.html)

sobota, 10 kwietnia 2010

Pogrążeni w żałobie

Szok, wstrząs, dramat, niedowierzanie, żal, trwoga i rozpacz – to najczęściej spotykane wśród nas reakcje w obliczu wielkiej, narodowej tragedii, jaka wydarzyła się w dniu dzisiejszym w Smoleńsku, gdzie w wyniku katastrofy lotniczej zginęła polska delegacja na czele z Prezydentem III RP Lechem Kaczyńskim wraz z Małżonką, przedstawiciele najwyższych władz państwa, senatorowie i posłowie polskiego Parlamentu, elity polityczne, członkowie rodzin ofiar katyńskich, pracownicy administracji najwyższych urzędów państwowych, cała załoga samolotu - osoby, które udawały się na uroczystości związane z 70-rocznicą zbrodni katyńskiej.

Tragiczna śmierć TYCH, dla których służba dla naszego państwa i społeczeństwa, zaangażowanie i poświęcenie, troska o pamięć jakże bolesnej historii narodowej, wzbudziła w każdym z nas naturalne, a przy tym jakże głębokie poczucie bólu i bezsilności, osamotnienie i rozdarcie, płacz i modlitwę czy głęboką refleksję. Ta jakże niespodziewana śmierć tylu – z różnych powodów - bliskich nam osób naznaczyła nas dzisiaj jednym z najboleśniejszych przeżyć „kresu świata” czy niewymawialnego dotknięcia ostateczności, kruchości naszego życia, wykuwającego w obliczu takiej tragedii świadomość tragicznego sensu nieodwołalności.

Nasi studenci i wykładowcy stawiali sobie dzisiaj pytanie, w jakim stopniu są przygotowani do pracy z ludzką traumą. Nie potrafimy sobie wyobrazić świata bez tych, którzy dzisiaj zginęli, toteż naszą powinnością, szczególnie w środowisku akademickim - odpowiedzialnym za kształcenie przyszłych elit tego państwa - jest zatroszczenie się nie tylko o pamięć o NICH, ale i o kontynuowanie ICH dzieła. Całe nasze życie jest – jak pisał ks. prof. Józef Tischner – nieustanną walką życia ze śmiercią, a my swoim istnieniem jesteśmy wplątani w te zmagania. Naszymi sympatiami, naszymi codziennymi wysiłkami wyciągamy siebie w stronę życia. Ale de facto jesteśmy skazani na śmierć. Popatrzmy bliżej w oczy tej naszej śmierci, temu naszemu na śmierć skazaniu. Czymże ona jest? (…) Śmierć jest obecnością w nas, ale jest obecnością dla nas – jest przedmiotem naszego protestu, naszego obrzydzenia. Taka jest treść naszego istnienia. Jest w tym naszym istnieniu wewnętrzne rozdarcie: z jednej strony życie, z drugiej strony śmierć.

Śmierć wielkich ludzi sprawia, że oni stają się nam jakby bliżsi. Uczyńmy zatem wszystko, by ICH intensywna obecność za życia, ich wartości, dokonania i zaangażowanie nie rozpłynęły się w nieuwadze i niepamięci potomnych.

Transdyscyplinarne aspekty inkluzyjnej pedagogiki


Interdyscyplinarne aspekty badań pedagogiki inkluzyjnej były przedmiotem dwudniowej konferencji, jaka odbyła się w dniach 8-9 kwietnia 2010 na zamku w Smolenicach (Słowacja). Dostojne i piękne miejsce obrad, znakomici naukowcy, specjaliści, dla których ta subdyscyplina pedagogiki specjalnej stała się przedmiotem wieloletnich już dociekań naukowych sprawili, że debata była interesująca, pełna sporów, formułowania nowych problemów i wymiany doświadczeń ze względu na optymalizację procesu kształcenia i wychowania dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Niewątpliwie będzie to rzutować na dalszy rozwój tej właśnie dziedziny nauki i praktyki oświatowej. Procesy te zaowocowały powstaniem pedagogiki integracyjnej, a w dalszym ich następstwie także pedagogiki inkluzyjnej. Szerzej na ten temat będzie mowa w 4 tomie podręcznika akademickiego „Pedagogika”, który ukaże się pod moją redakcją jeszcze w tym roku nakładem Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego, gdzie prof. Viktor Lechta z Uniwersytetu w Trnawie (organizator międzynarodowych kongresów z tego zakresu i redaktor naczelny specjalistycznego czasopisma dla tej pedagogiki) wyjaśnia nie tylko genezę tej subdyscypliny wiedzy, ale i zasadnicze różnice między pedagogiką integracyjną a pedagogiką inkluzyjną.

W wielu krajach pedagogika inkluzyjna jest bowiem pojmowana jako pedagogika integracyjna, tymczasem chodzi w niej o coś więcej niż o integrację osób niepełnosprawnych w społeczeństwie. Dla inkluzji istotne jest bezwarunkowe zaakceptowanie specjalnych potrzeb wszystkich dzieci. Takie rozumienie inkluzji wynika z „Konwencji ONZ o prawach ludzi niepełnosprawnych” (2006), która postuluje „system edukacji włączającej" („inclusive education system“) jako podstawowy model kształcenia i wychowania. Jego przewodnie hasło brzmi - „Szkoła dla wszystkich dzieci“.

Na merytoryczny przebieg debaty złożyły się następujące wystąpienia:

Komunikacja jako jeden z czynników inkluzyjnej edukacji
(Prof. PhDr. Viktor Lechta, PhD., Trnavská univerzita Trnava)

Rodzice i dzieci niepełnosprawne i mające niepowodzenia szkolne a inkluzyjna edukacja (Prof. PhD. Annette Leonhardt, Uniwersytet w Monachium)

Inkluzyjna pedagogika jako symbioza pedagogiki i pedagogiki specjalnej
(referat dr. hab. Iwony Chrzanowskiej, prof. WSP w Łodzi w związku z jej nagłą chorobą znakomicie wygłosiła dr Beata Jachimczak z tej samej uczelni)

Legislatywne zabezpieczenie inkluzyjnej edukacji. Analiza porównawcza.
(Prof. PhDr. Marie Vítková, CSc., Masarykova univerzita Brno)

Transformacja od integracji do inkluzji: tendencje ogólne
(Prof. Dr. Ewald Feyerer, WSP Linz)

Perspektywy filozofii inkluzyjnej edukacji w XXI wieku
(Prof. PhD. Péter Zászkaliczky, Uniwersytet Eötvosa Loránda Budapeszt)

Orientacyjne punkty odniesienia transdyscyplinarnej pedagogiki inkluzyjnej: zasada normalizacji a kultura
(Prof. Dr. Ferdinand Klein, Prof. em., profesor na Uniwersytecie Komeńskiego w Bratysławie i Uniwersytecie Eötvosa Loránda w Budapeszcie)

Inkluzyjne trendy a zmiana charakteru współczesnej edukacji
(dr Dorota Podgórska-Jachnik, prof. WSP w Łodzi)

Inkluzyjna edukacja dzieci niesłyszących w Polsce: sukcesy, porażki i ich przyczyny
(dr Grażyna Gunia, doc. Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie)

Transformacja od integracji do inkluzji: doświadczenia austriackie
(Univ.-Ass. Mag. Dr. Helga Fasching, Uniwersytet w Wiedniu)

Pedagogika specjalna w Bawarii – rozwój ku szkolnictwu inkluzyjnemu
(Doc. Johann Horvath, Akademia Pedagogiki Leczniczej, Augsburg )

Rola klas przygotowawczych w kształceniu inkluzyjnym uczniów z trudnych środowisk społecznych
(Doc. PaedDr. Miroslava Bartoňová, Ph.D., Masarykova univerzita Brno)

Inkluzyjna pedagogika przedszkolna
(Doc. Maria Andress, Akademia Pedagogiki Leczniczej, Augsburg )

Nie być normalnym jest normalne
(Prof. PhDr. M. Horňáková, PhD., Univerzita Komenského Bratislava)

Organizatorzy przygotowują do wydania tom pokonferencyjny, więc będzie możliwość wglądu w treści smolenickiej debaty i przebieg dyskusji. Niewątpliwym wydarzeniem była promocja najnowszej książki pod redakcją prof. Viktora Lechty pt. Podstawy pedagogiki inkluzyjnej, którą wydała czeska oficyna Portal. Do zawartości tego niezwykle interesującego zbioru analiz dotyczących pedagogiki inkluzyjnej powrócę w innym wpisie.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Truteń w jednej z najstarszych szkół alternatywnych w Niemczech

Jedna z najstarszych szkół alternatywnych w Niemczech, określana też mianem szkoły modelowej „nowego wychowania” pod nazwą ODENWALDSCHULE, której twórcą był wybitny pedagog Paul Geheeb, w 100 lecie swojego istnienia przypadającego na rok 2010, przeżywa skandal nadużyć jednego pseudopedagoga wobec wychowanków. W prasie niemieckiej pisze się o mającym przed laty miejsce wykorzystywaniu seksualnym dzieci, ich poniżaniu, co jest w absolutnej sprzeczności z założeniami twórcy tej instytucji.

Paul Geheeb przewraca się w grobie. Gdyby żył, nigdy by do tego nie doszło. Fatalnie się stało, że po kilkudziesięciu latach w szkole z tak bogatą tradycją i pamięcią o wspaniałym wychowawcy oraz animatorze innowacyjnej edukacji, doszło w jednym z internatów do nadużyć wobec dzieci. Uderza to w system wartości, jakie powinny być w niej realizowane, a zarazem jest dowodem na to, jak można łatwo, szybko i niezauważalnie zniszczyć najlepsze dokonania twórcy i jego właściwych kontynuatorów.

Dzisiaj nikt nie docieka tego, na czym polega szczególna odmienność modelu wychowania w Odenwaldschule, czym charakteryzują się rozwiązania organizacyjne, dydaktyczne i opiekuńczo-wychowawcze w tej placówce, gdyż to wszystko zostało przesłonięte patologiczną osobowością kierownika tej instytucji – Gerolda Beckera, który przez kilkanaście lat, bo w okresie 1971-1985 (sic!) systematycznie wykorzystywał seksualnie swoich uczniów. Dzisiaj ujawniono już 40 takich przypadków, wśród których był także syn byłego Prezydenta Niemiec Andreas von Weizsäcker (zmarł w 2008 r.). Piszę o tym w lany poniedziałek, by uświadomić także naszym pedagogom, jak ważne jest reagowanie na każdy, nawet najmniejszy sygnał o możliwych nieprawidłowościach w placówce oświatowo-wychowawczej czy akademickiej.

Niemcy są w szoku! Prowadzenie w tej sprawie dochodzenie jest jak "zimny prysznic", bowiem Odenwaldschule należy do wyjątkowej szkoły alternatywnej na świecie, o której napisano mnóstwo artykułów i monograficznych książek. O pedagogicznych założeniach i formach ich realizacji od lat dyskutuje się na konferencjach naukowych, spierając się o mające tam miejsce relacje między wychowawcami a dziećmi, między przeszłością a nowoczesnością. Do tej placówki „pielgrzymowali” nauczyciele z całego niemal świata chcąc zobaczyć, jak wygląda alternatywne środowisko wychowawcze. To w oparciu o doniesienia z pracy kolejnych pokoleń nauczycielskich i wspomnień jej uczniów powstawał kanon wiedzy o edukacji alternatywnej w świecie.

I co? Wystarczyło, że w którymś momencie zatrudniono na stanowisku kierowniczym kogoś, kto nie był w żaden sposób związany z pedagogiką reform, kto nie wyrósł z tego środowiska, kogoś o odmiennej kulturze pedagogicznego kształtowania młodych ludzi, by po latach wyszły na jaw jego podłe postawy, zachowania ubliżające wszelkiej pedagogii, a tej w szczególności.

Jeśli bowiem rodzice wybierają placówkę niepubliczną sięgając do wzoru osobowego jej twórcy, wybitnej i wysoce szlachetnej postaci wśród najwybitniejszych pedagogów tego typu rozwiązań edukacyjnych początku XX w., to trudno się dziwić przeżyciu przez nich szoku, że co miesiąc płacili za edukację sprzeczną z wszelkimi standardami i normami etycznymi, społecznymi, psychologicznymi oraz oświatowymi jakie miały miejsce w stosunku do ich dzieci. Wystarczyło pojawienie się w tej placówce „kreatury”, która położyła cień na całym dorobku swoich poprzedników, by nadwyrężyć zaufanie do instytucji, do ludzi, do pedagogiki humanistycznej.

To gorzkie doświadczenie zmusiło pedagogów do zastanowienia się nad tym, jak lepiej chronić dzieci przed tą „czarną „pedagogiką”? Co zrobić, by się ona więcej w tych placówkach nie powtórzyła? Wychowawcy wszystkich szkół z internatem (tzw. wolnych gmin szkolnych – Landerziehungsheime) stanęli przed pytaniami, co zrobić, by zachowując wierności zasadom pedagogicznym, wypracowanym normom postępowania nie dopuścić do nadużyć w systemie, który miał łączyć najlepsze wzory wychowani rodzinnego z edukacją szkolną? Wybudowane w latach 1910-1925 domy o charakterze willowym, w pięknym otoczeniu gór, lasów, ogrodów i łąk miały tworzyć system wychowania wspólnotowego, społecznego dzieci i ich opiekunów-nauczycieli z własnymi rodzinami. Znalazła się „czarna owca” która naruszyła dotychczasowy etos pracy.

W wyniku coraz częściej ujawnianych skandali, jakie miały miejsce w różnych miejscach i instytucjach, których ofiarami stają się bezbronne dzieci, pojawiają się istotne pytania: Jaką rolę odgrywa nadzór pedagogicznych nad placówkami oświatowymi? Co warte są kontrole, hospitacje, skoro nie udaje się odsłonić tak ciężkie grzechy niektórych wychowawców? Jak to jest możliwe, że tego typu problemy są przez dorosłych „zamiatane pod dywan”, a przez dzieci-ofiary przemocy głęboko skrywane w ich świadomości i eksplodujące dopiero po wielu, wielu latach?

Tego typu nadużycia zdarzają się na całym świecie, najczęściej w placówkach o charakterze zamkniętym, wyizolowanym od społecznej kontroli. Pedagodzy niemieccy pytają zatem, co zrobić, by każda z instytucji oświatowo-wychowawczych i opiekuńczych miała „strukturalnie wbudowaną” kulturę wglądu w zachodzące w niej procesy, by nie umknęły uwadze możliwości czyjegoś wołania o pomoc, sygnalizowania czyjegoś bestialstwa pod pozorem troski o jego dobro?

Nieznany mi autor tekstu, który nosi tytuł „Samokontrola” (zapewne jest to jakiś hip-hopowy utwór), pisze tak:

Zaczyna się w szkole, niewinne szykany
Jak najszybciej usunąć przejawy inności
Wyróżnij się z tłumu, zobaczysz o czym mówię
"Pedagodzy postarają się umilić ci życie"
(…)
Pętla się zaciska, mechanizm działa sprawnie
Czy wiesz już że jesteś marnym pyłem
Czy już wiesz, że jesteś niewolnikiem
Czy umiesz już pełzać na czworakach
Czy potrafisz kontrolować się sam.


Niestety, w Odenwaldschule był "pedagog", który postarał się "umilić" dzieciom życie. Oby tacy się już więcej nie powtarzali.

(Źródła: http://www.wideopawlik.pl/evil/textypol1.htm
http://www.zeit.de/2010/13/DOS-Missbrauch-Schweigen-Odenwald-Internat?page=5
W. Okoń, Dziesięć szkół alternatywnych, Warszawa 1997)

sobota, 3 kwietnia 2010

WIELKANOCNE ŻYCZENIA


Licznie nadchodzą życzenia. Dziękuję i dzielę się nimi z WSZYSTKIMI. ALLELUJA!






Z katedry słychać dzwon żałobny,
Z doliny zaś dziękczynną pieśń.
To umarłemu dzwon ten dzwoni,
A głos skowronka: obudź się!
Ziemią zasypią go i ciszą,
A z grobów zieleń już się pnie
Rzeki się kładą, w dal kołyszą
A bór przez sen mamrocze źle,
I przy tych wszystkich skargi dźwiękach
Gdzie tylko sięgniesz okiem swym,
Dreszczyk wiosenny cię dosięga
I zmartwychwstajesz w ciele twym!

przekład: Marta Klubowicz



______§§____________§§
_____§__§__________§__§
___§§____§_________§___§
__§___§___§_______§____§
_§____§____§_____§____§
_§___§_§____§___§____§
_§§§§___§___§§§§§___§
_________§_________§___§§_§§
________§___§§_§§___§_§§§c§§§
_______§_____________§_§d§§§
_______§______§______§__§§§
_______§____§___§____§___§
________§____§§§____§___§
_______§§§§§_____§§§§§_§
_§§§__§_____§§§§§_____§__§§§
§_§_§§____§_______§__§_§§_§_§
§____§_____§_____§__§__§____§
_§____§____§_____§_§__§____§
__§____§§§§_______§§§§____§
___§____§___________§____§
____§____§§§_____§§§____§
_____§§§§___§§§§§___§§§§
............((_,»*—*« »*—*«,_))
((_,»*—**—*«,_)) ((_,»*—**—*«,_))
*~*~*~*~*WESOŁYCH ŚWIĄT*~*~*~*~*



Z okazji nadchodzących Świąt Wielkiej Nocy:
Wiary w drugiego człowieka,
Nadziei na każdy nowy dzień
Pogody, radości i wiosny – w sercu i za oknem
Smacznego jajka i mokrego dyngusa
Zwyczajnie: Świąt wesołych!

******

Niech Zmartwychwstanie Bożego Syna będzie nadzieją, czasem pokoju, radości, duchowego wyciszenia i odnowy, dając tym samym siłę do podejmowania kolejnych zadań, przed jakimi stawia życie codzienne.
Z modlitwą

******

Jestem niezmiernie wzruszona Twoimi przepięknymi oraz niezwykle głębokimi w treści życzeniami. Dotykają one Prawd Najważniejszych dla nas - wartości życia i jego piękna w odnawianej i wiecznej Prawdzie. Za Brandstaetterem powtarzam " ...Wciąż Cię szukam i szukam, jakby Cię było za mało w tym wszystkim, w czym Cię nieustannie widzę i czuję ...Jestes umeczony mną - Boże..." W tych poszukiwaniach i radości w odnajdywaniu życzę Tobie - Wspaniały Proferorze Zwyczajny lecz Niezwykły oraz całej Twojej Rodzince radości, spokoju i zdrowia w tych Dniach Świąt Wielkanocnych i na wszystkie następne dni
******

Posiłkując się pięknymi strofami, składam życzenia pięknej Wielkiej Nocy, darów Zmartwychwstania i szczęśliwości odczuwania wiary, nadziei i miłości

**********

Ja som Vzkriesenie a Život, kto verí vo mňa bude žiť, aj keď umrie. (Jn 11, 25)

pozehnane, pokojne a radostne tohtoročné veľkonočne sviatky

********
Niech i tym razem króliczek przyniesie Wam na Wielkanoc:
białe bazie, kolorowe kraszanki, drożdżowe baby,
wiosenną nadzieję
******

Pozwalam sobie przesłać Panu i Pana najbliższym serdeczne życzenia świąteczne: oby piękno tych świąt i płynąca z nich siła towarzyszyły Panu w codziennych wyzwaniach.
Życzę udanej pracy i płodnej działalności na każdym polu.

********

Przeszedł On przez życie dobrze czyniąc…(Dz 10,38)

Z okazji świąt, które w szczególny sposób oddają sens naszej egzystencji, które uczą jak upadać i podnosić się każdego dnia. Świąt, które na wiosnę przynoszą nam nadzieję, że mimo trudności, ciemnych stron księżyca, czasami śmierci naszych ideałów, pomysłów, zamierzeń widzimy sens naszego życia i pracy. Dni, które wskazują drogę do zmartwychwstania, do odradzania się do dobrego życia.

Życzymy wszystkim, aby dobrze przechodzili swoje życie, rozdając radość i miłość.
Spokojnych świąt z nutą refleksji, zapatrzeniem na małego Wielkanocnego Baranka i smakiem babcinego sernika, który podjadamy w nocy nie mogąc doczekać się już wielkanocnego poranka.

Wesołego Alleluja

**********

pięknie dziękuję za pamięć i życzenia
świąteczne. Tą drogą chcę też Panu Profesorowi jak i wszystkim bliskim
przesłać życzenia Bożej mocy czerpanej od Zmartwychwstałego Pana. Niech
On będzie zawsze oparciem i mocą w zmaganiu się z ludzką małością i
złością. Niech też Jego zmartwychwstanie będzie podstawą do znajdowania
sensu własnego życia i własnej pracy. Serdecznie pozdrawiam.

********

Lubię bardzo te Twoje mądre życzenia.

Ja też Tobie, i Twoim bliskim życzę roku pełnego nadziei, jaką nas Wielkanoc napełnia. A jako drobny upominek przesyłam wiersz "Wielkanoc" Jana Lechonia. Mam nadzieję, że się Wam spodoba

Droga, wierzba sadzona wśród zielonej łąki,
Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze.
Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze,
A pod niebem wysoko śpiewają skowronki.

Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
Droga, ktorą co święto szli ludzie ze śpiewką,
Idzie sobie Pan Jezus, wpółnagi i bosy
Z wielkanocną w przebitej dłoni choragiewką.

Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste,
Łowicka jej spódniczka i piękna zapaska.
Poznała Zbawiciela z świętego obrazka,
Upadła na kolana i krzyknęła: "Chryste!".

Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą,
A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem
I rzeknie: "Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą,
Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem.

********

Życzenia Radosnych Świąt Wielkanocnych
wypełnionych nadzieją budzącej się do życia wiosny
i wiarą w sens życia.
Pogody w sercu i garść refleksji związanych z pełnym zadumy,
ale jakże radosnym czasem
oraz smacznego Święconego w gronie
najbliższych osób
******

Spotkałam dzisiaj kurczaka
Co po baziach skakał.
Za nim kurka podążała
I pisanki malowała.
Wtem baranek się ukazał
I życzenia złożyć kazał:
Szczęścia i radości moc
Na tą Świętą Wielką Noc!

*******
Euch allen wünschen wir ein zufriedenes und segensreiches Osterfest.

Also, schönes Wetter und viel Freude!

*********

Z okazji Świąt Wielkanocnych składamy
życzenia:
miłości, która jest ważniejsza od wszelkich dóbr,
zdrowia, które pozwala przetrwać najgorsze.
Pracy, która pomaga żyć.
Uśmiechów bliskich i nieznajomych, które pozwalają lżej oddychać i
szczęścia,które niejednokrotnie ocala nam życie.

********

DROGA KRZYŻOWA

I. Ej Ty! bądź naszym kozłem ofiarnym.
II. Niech krzyż naszego człowieczeństwa,
III. Powali Cię z nóg, bo nie ma wśród nas niewinnych.

IV. Ej spójrz! rodzicielka naszej męki i bólu mówi: ... synu!
V. Więc idź i nie drżyj! - nam dziś kazano być ludźmi:
VI. Obmyjemy Ci pot z twarzy, byś nie przyniósł nam wstydu
VII. I wspomożemy, gdy nasza pomoc znów powali Cię z nóg.

VIII. Ej, popatrz! - teraz Ty dzierżysz w dłoniach nasze łzy.
IX. Wiec idź i powal z nóg westchnienia i gadanie.
X. Niech się obnaży sens człowieczeństwa – naszego męczeństwa.

XI. I przybito Twoją duszę do naszych serc, serc, serc.
XII. I nastała cisza, c-i-sz-a, bez zmowy milczenia.
XIII. I spłynęła krew po strwożonych twarzach, twarzach, ......

XIV. Więc dziś Cię pochowamy w duchowym padole,
XV. A jutro odpokutujemy przy Niedzielnym stole.
stole.

Mariusz Dembiński

******

Po raz kolejny w naszym życiu stajemy się świadkami
Zmartwychwstania Pańskiego,
które jest przede wszystkim dziełem nieskończonej Bożej Miłości!
Życzę, by doświadczenie spotkania ze Zmartwychwstałym Panem, przyniesie odrodzenie duchowe, napełni nas wiarą i nadzieją,
da siłę w pokonywaniu trudności, pozwoli z ufnością patrzeć
w przyszłość i sprawi, byśmy na co dzień byli
radosnymi chrześcijanami!

.......
W Czasie Oczekiwania na Z-Martwych-Powstanie Tego, który obiecał nam, niegodnym, radość wiekuistą, życzymy Wam serdecznie obfitych darów życia i płynących z nich radości i pokoju!!!
.......

Z ZASZCZYTEM WIELKIM PRZYJĘŁAM URZEKAJĄCE GŁĘBIĄ REFLEKSJI PRZESŁANIE ŚWIĄTECZNE I ZWRACAM SIĘ Z UPRZEJMĄ PROŚBĄ O PRZYJĘCIE NAJSERDECZNIEJSZYCH ŻYCZEŃ RADOSNYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY W GRONIE NAJBLIŻSZYCH W WIOSENNYM POGODNYM I PEŁNYM OPTYMIZMU NASTROJU

Z WYRAZAMI NAJWYŻSZEGO SZACUNKU I POWAŻANIA
*******

Życzę, by tajemnica liturgii Świąt Wielkiej Nocy - tego najsmutniejszego i najradośniejszego ze świąt - pozwoliła Wam/Nam zawsze znaleźć sens i jasność tam, gdzie mrok i zwątpienie, uwierzyć w znaczenie trudu i cierpienia, zawsze zachować nadzieję na Cud Nowego Dnia. Wczoraj z radością zamknęłam wszystkie inne sprawy i cieszę się obecnością rodziny, czego i Wam z całego serca życzę! Zdrowych i pogodnych Świąt!
******

proszę przyjąć, dla Siebie i Pana Bliskich, najlepsze życzenia z okazji Misterium Wielkiej Nocy, przede wszystkim zaś odpoczynku od zgiełku codzienności i okazji do długiego wiosennego spaceru. Wszystkiego najlepszego!
*****
życzę Panu Profesorowi troche odpoczynku w te dni wiosenne śliczne i upragnione , radości w gronie rodziny i przyjaciół,
czyli Wesołego Jajka jako symbolu nowego życia!
*******

Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych,
pełnych Wiary, Nadziei i Miłości.
Serdecznych spotkań w gronie rodziny
i wśród przyjaciół.
Radosnego, wiosennego nastroju,
duchowego odrodzenia, dużo Światła
*******

Chciałabym życzyć wszystkiego najlepszego: dużo zdrowia, szczęścia, pogody ducha oraz spełnienia marzeń a także zdrowych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych.
*******

Nie mogłem nie odpowiedzieć na Życzenia Świąteczne, które otrzymałem od Pana. Zmuszają one do głębokiej refleksji nad życiem; jego sensem, radością, przemijaniem…
Życzyć to dodawać życia. One właśnie to czynią i u odbiorcy wyzwalają podobne pragnienia.
Zmartwychwstanie to drugie (nasze) narodziny, niekończące się śmiercią. Dobrze więc było przyjąć od Pana w przeddzień Świąt Zmartwychwstania piękną i mądrą Pedagogię Świątecznych Życzeń.
Mój Tata często mi powtarzał: „Życz ludziom, da Ci Bóg”. Niech ta sentencja będzie moim podziękowaniem za otrzymane od Pana Życzenia.
Szczęść Boże Panie profesorze!
******

Zdrowych, spokojnych, wesołych świąt wielkanocnych,
radości, pogody ducha, odpoczynku od uciążliwej codzienności,
pogody słonecznej na wiosenny spacer, oraz twórczych myśli pod kasztanem
do realizacji w nowych książkach

piątek, 2 kwietnia 2010

Wielkanoc 2010


Na tym wzgórzu,
Na którym wznosi się krzyż
Postawmy stół Wielkanocny
A na nim złóżmy nasze ….
… serca, żądze oraz myśli.
I pozwólmy innym
…. kosztować siebie!

(Mariusz Dembiński)




Zbliżają się Święta Wielkiej Nocy, okres dla wielu z nas szczególnego rodzaju spotkań z Źródłem Istnienia, z Stwórczą Siłą, ale i z Bliskimi, dzięki którym budujemy DOBRO naszego życia. Może właśnie w tych dniach uświadomimy sobie, jak bardzo jesteśmy naznaczeni Tym, który choć jest Wielkim Nieobecnym, to jednak wraca do nas mocą radości i wartości życia. Życzę zdrowych, spokojnych i pełnych nowych doznań Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!

Niech wiosenna aura sprzyja bliskim naszym sercom spotkaniom, a dzieląc się świątecznym jajkiem życzmy sobie tego, co ono symbolizuje od dawien dawna, a mianowicie nadzieję na lepsze, być może także inne wartości, które wpiszą w nasze życie żywotność, nową energię, siłę, początek i nieśmiertelność. Radości, szczęścia i spokoju oraz słonecznej aury na wszystkie następne dni.
Wesołego Alleluja!

Prima dies Aprilis

to – jak podaje Wikipedia - dzień żartów, wpisujacy się w obyczaj związany z pierwszym dniem kwietnia. Został on zapoczątkowany mniej więcej w połowie XIII wieku. Zdaniem etnografa Damiana Drąga tradycja ta przywędrowała do nas wraz z chrześcijaństwem z Cesarstwa Rzymskiego, gdzie 1 kwietnia był dniem robienia sobie psikusów, pozwalania na drobne kłamstewka, a nawet na wzajemnie parodiowanie się. Tradycja ta ma także miejsce w naszym kraju. Tego właśnie dnia ludzie robią sobie żarty, celowo wprowadzają się w błąd, a zarazem konkurują między sobą o to, komu uda się więcej razy kogoś oszukać lub jak najwięcej osób wprowadzić w błąd, sprawić, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego.

Moja córka wprowadziła mnie w błąd, kiedy zaproponowała, że zrobi mi herbatę. Nie podejrzewałem w tym niczego, co miałoby mnie zaskoczyć, ale prawdą też jest moja zupełna nieświadomość tego, że to jest 1 kwietnia. Kiedy więc z wielką ufnością i zadowoleniem zanurzyłem usta w filiżance z herbatą okazało się, że zamiast cukru była w niej sól. Moja córka promieniała ze szczęścia, bo nareszcie udało jej się mnie przechytrzyć i zaskoczyć.

Nie było wyjścia. Musiałem jakoś odreagować, a że blog jest poświęcony pedagogice, oświacie i szkolnictwu wyższemu zawarłem tego dnia treści, które z prawdą nie mają nic wspólnego. Prima aprilis – uważaj, bo się pomylisz.

Źródła:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Prima_aprilis
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100401/LUDZIEIOPINIE/519858077

Warto zajrzeć też na stronę:

http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/spoleczenstwo/prima-aprilis-przed-wojna--jak-oszukiwalismy-w-dwudziestoleciu,56033,1