14 lutego 2013

Jakie studia - taka płaca?

Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń (OBW)w 2012 roku, które przeprowadziła firma Sedlak & Sedlak, odsłaniają poziom wartości wykształcenia i wykonywanej pracy zawodowej w Polsce w minionym roku. Powyższa firma opublikowała RANKING UCZELNI WYŻSZYCH, analizując na podstawie badania losów zawodowych absolwentów studiów ich wynagrodzenia. Diagnozą objęto 114,7 tys. osób, a zatem jest to największe pozarządowe badanie płac w naszym kraju. Respondentami są osoby w wieku 22-35 lat z wykształceniem wyższym (licencjackim i/lub magisterskim). Wynikałoby z tego, że młodzi ludzie powinni zajmować bardziej specjalistyczne stanowiska a ich wynagrodzenia być wyższe niż pozostałych osób.

Z badań wynika, że maksymalnie rok po ukończeniu studiów wyższych II stopnia (magisterskich) ich absolwenci zarabiali przeciętnie 2 750 zł., a więc o 10% więcej niż bezpośrednio zatrudniający się po ukończeniu studiów wyższych zawodowych (licencjackich lub inżynierskich). Zarobki 25% osób ze stopniem magistra przekraczały 3,5 tys. zł, zaś płace 25% najmniej zarabiających magistrów były niższe niż 2 tys. zł. Co czwarty z otrzymujących najniższe wynagrodzenie nie zarabiał więcej niż 1,8 tys. zł. Najlepiej zarabiali absolwenci uczelni o profilu technicznym, zaś najmniej o profilu pedagogiczno/nauczycielskim (poniżej 2 tys. zł).

Najwyższe wynagrodzenie otrzymywały osoby po studiach w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie (przeciętna płaca wynosiła ok. 3,5 tys. zł), dalej po studiach technicznych w Politechnice Warszawskiej (ok. 3, 4 tys. zł) i po Politechnice Gdańskiej (ok. 3,2 tys. zł). W pierwszej dziesiątce uplasowali się absolwenci z płacą w wysokości 3 tys. zł. po Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie i Politechnice Wrocławskiej, Politechnice Łódzkiej i trzech uniwersytetach - Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu i w Poznaniu oraz SGGW w Warszawie. W rankingu uczelni stworzonym na podstawie danych przekazanych przez absolwentów, niezależnie od roku ukończenia uczelni pierwsze miejsce zajmuje Szkoła Główna Handlowa w Warszawie. Mediana wynagrodzeń osób, które ukończyły studia na tej uczelni wyniosła w 2012 roku 8 100 PLN. Na drugim miejscu uplasowała się Politechnika Warszawska. Absolwenci tej szkoły zarabiali przeciętnie 7 000 PLN. Trzecie miejsce zajęła Politechnika Gdańska. Osoby, które ukończyły studia w tej uczelni zarabiały przeciętnie 5 875 PLN.

Eksperci dziwią się, że do pracy w szkołach czy placówkach oświatowych nie ma naboru spośród młodych kadr, a i ci, którzy w nich podjęli pracę prosto po studiach, wkrótce z niej rezygnują lub z nich rezygnują dyrektorzy szkół. Tak jest po prostu taniej. Nauczyciel stażysta ze stopniem zawodowym magistra z przygotowaniem pedagogicznym zarabia brutto 2265 zł, a bez przygotowania pedagogicznego, ze stopniem zawodowym licencjata z przygotowaniem pedagogicznym 1993 zł. Absolwent studiów licencjackich bez przygotowania pedagogicznego, z dyplomem ukończenia kolegium nauczycielskiego lub nauczycielskiego kolegium języków obcych zarabia brutto 1759 zł. Mówienie zatem o kokosach jest - delikatnie mówiąc - dalekim nadużyciem mimo tego, że od 1 września 2012 r. pensja nauczyciela stażysty wzrosła o 83 zł.

Młodzi, wykształceni wolą pracować tam, gdzie za tę sama kwotę nie napracują się zbytnio, a przynajmniej nikt nie będzie im wypominał wyjątkowych warunków pracy i płacy. Absolwenci pedagogiki pracują zatem tam, gdzie płace są takie same lub nawet wyższe. W roli telemarketera otrzymają 2,8 tys. zł., a sprzedawcy/kasjera ok. 2 tys. zł. Płaca kelnera (bez napiwków) to 1,7 zł. Kiedy czytam, że Donald Tusk dał nauczycielom astronomiczne podwyżki, to zastanawiam się, którym?





13 lutego 2013

Sukces kolejnej pedagog specjalnej



Od kilku lat pedagogika specjalna odnotowuje kolejne rozprawy naukowe, które stają się znaczącym osiągnięciem w dorobku ich autorów oraz ośrodków ich akademickiego rozwoju. Do takich niewątpliwie należy najnowsza książka pani Anny Jakoniuk-Diallo pt. Percepcja słuchowa dzieci z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim, która, obok innych rozpraw surdopedagog, jak np. Samodzielność i kompetencja komunikacyjna dzieci z wadą słuchu, stała się - niezależnie od wpływu na rozwój teorii i praktyki kształcenia dzieci niesłyszących czy niedosłyszących - podstawą do pozytywnie przeprowadzonego postępowania habilitacyjnego w dniu wczorajszym na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu.

Warto odnotować, że jej rozprawa habilitacyjna „Percepcja słuchowa dzieci z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim” (Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań, 2012), jest pierwszą na terenie Polski publikacją, która dotyczy diagnozy percepcji słuchowej osób z niepełnosprawnością intelektualną lekkiego stopnia. W swoich pracach Autorka przedstawia - jak informuje o tym Wydawnictwo UAM w Poznaniu - problem percepcji słuchowej dzieci z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim w niezwykle szerokim kontekście – uwzględnia rolę tej percepcji w procesie uczenia się i rozwoju emocjonalno-społecznego dziecka, podkreśla związek zachodzący między umiejętnością różnicowania dźwięków werbalnych i niewerbalnych.

Druga z książek tej Autorki pokazuje, jak istotną rolę odgrywa w życiu osób niepełnosprawnych to, co nie zawsze jest doceniane przez osoby w pełni sprawne, a mianowicie: wspólna zabawa, koleżeństwo, przyjaźń, miłość, małżeństwo, wreszcie doświadczanie traumatycznych sytuacji w przestrzeni społecznej. To te fenomeny naszej codzienności stanowią o sensie istnienia. Poznańska pedagog ukazuje specyfikę kontaktów osób niepełnosprawnych z innymi ludźmi, to, jak ich osobista sytuacja może je zakłócać oraz w jaki sposób można wspierać dziecko czy osobę dorosłą w trudnej sztuce bycia z innymi.




W pedagogice społecznego nurtu niezmiernie ważne jest doświadczenie praktyczne, które pozwala na oświetlanie go teorią i doskonalenie narzędzi poznawania zjawisk edukacyjnych w ich różnych uwarunkowaniach. Pani dr hab. Anna Jakoniuk-Diallo ma za sobą staż naukowy w Międzynarodowym Centrum Konsultacyjnym dla Rodziców Dzieci Niesłyszących w Meggen w Szwajcarii, gdzie zdobywała doświadczenia na zaproszenie audiopedagog Susane Schmid-Giovannini. Odbyła także staż naukowy w Monachium, w Centrum Diagnostyki i Rehabilitacji Wieku Rozwojowego, którym kieruje prof. Theodor Hellbrügge. Dzięki temu mogła upowszechniać w Polsce metody Marii Montessori w procesie wspierania rozwoju małych dzieci z niepełnosprawnością. Ukończyła też we Włoszech kurs kwalifikacyjny z zastosowania metody Montessori w odniesieniu do dzieci w wieku przedszkolnym oraz uczestniczyła w projekcie dotyczącym sytuacji osób z niepełnosprawnością sensoryczną w krajach Europy Wschodniej, a realizowanym przez prof. Wolfa Bloemersa z Uniwersytetu w Magdeburgu.

Podzielę się w tym miejscu komunikatem, z jakim spotkałem się na forum "Gazety Wyborczej" kilka lat temu, kiedy poszukiwałem do swoich badań opinii studentów na temat jakości kształcenia na kierunku pedagogika. Wówczas - jeszcze doktor Anna Jakoniuk-Diallo - zyskała swoją postawą akademicką ogromny szacunek wśród studentów, skoro sami wskazali w odpowiedzi na pytanie, gdzie warto studiować pedagogikę, środowisko poznańskiej pedagogiki i m.in. jej zajęcia. Już wówczas mówili o swojej nauczycielce akademickiej - "Pani Profesor". Oto ten zapis z lutego 2008 r.: Na Uczelni spotkałam się z takimi wybitnymi Profesorami jak Janusz Gnitecki, Halina Sowińska, Anna Jakoniuk-Diallo, Remigiusz Tritt i innymi. Nie każdy ma taką możliwość! Wiele mnie nauczyli. A prawda jest taka, że o wartości człowieka nie decyduje to jaką ukończył uczelnię.



12 lutego 2013

Nienaukowe raporty oświatowe


Namnożyło się nam raportów badawczych, wtórnych opracowań, pasożytniczych analiz, które nie mają nic wspólnego z dociekaniem prawdy o rzeczywistości. Byle ignorant może zgłosić do różnych instytucji rządowych lub pozarządowych wniosek o przeprowadzenie badań naukowych, ale kiedy zajrzymy do założeń metodologicznych, to okaże się, że nie są to własne badania terenowe, tylko ich imitacja typu „desk research” połączona z ankietkowaniem, którego poziom jest poniżej najsłabszej pracy licencjackiej.

Najpierw zaczyna się od „deskowania”, czyli zamiast rzetelnej analizy źródeł wtórnych, która polega na zebraniu i (re-)interpretacji danych dotyczących wybranego problemu, bez konieczności podejmowania pracy badawczej „w terenie”, mamy do czynienia z wklejaniem różnych danych bez składu i ładu. Tego typu pseudo diagnozy stały się bardzo modne, a niezorientowani dają na nie dość dużą kasę. Gdyby jeszcze zostały one pogłębione o konteksty historyczne, społeczne, polityczne, edukacyjne czy teoretyczne w ramach przyjętego paradygmatu badań, to przy dobrze określonych kryteriach wtórnej analizy treści danych empirycznych mógłby powstać bardzo interesujący dla współczesnych materiał wyjściowy do własnych badań. Niestety, niektórzy nie doczytali, nie zrozumieli.

Ostatnio trafił w moje ręce – wcześniej wyśmiany przez dziennikarza lokalnej prasy (co już jest świadectwem jego „jakości”) – materiał określony mianem „Raportu” z realizacji projektu naukowo-badawczego związanego z ofertą edukacyjną w szkolnictwie ponadgimnazjalnym w jednym z województw. Badaczami byli pracownicy naukowi jednego z uniwersytetów. Chyba nigdy nie pracowali w szkołach, w których postanowili coś zdiagnozować, toteż nic dziwnego, że ich oferta nie została poprzedzona żadnymi założeniami metodologicznymi. We wstępie do „Raportu” stwierdza się, że ów projekt zakładał przeprowadzenie badań. Koniec. Kropka. Co było ich przedmiotem, jaki był ich cel, jak brzmiał główny problem badawczy, jakie wynikały z niego zmienne i co miało być ich wskaźnikami? Tego nie wie nikt. Władze samorządowe dały na to „lipne badanie” kilkadziesiąt tysięcy złotych i nawet nikt z nich (poza wspomnianym dziennikarzem) nie zaprotestował, jak ów materiał został im przedłożony.

Tak zwani badacze najpierw przepisali dane statystyczne z opracowań GUS-owskich i OKE, a następnie przygotowali ankietki, których już w swoim „Raporcie” nie zamieścili, bo pewnie byłoby się czego wstydzić. Przekazali je do szkół i … czekali, aż zostaną im zwrócone. A młodzież, jak to młodzież. Jak otrzymała kwestionariusze, to zaczęła sobie je wypełniać tak, jak jej się zachciało. Dane, które pozyskano od dyrektorów szkół, określono mianem wyników badań. Tymczasem potrafi je zestawić każdy urzędnik miasta w ciągu kilku godzin. Tu zawracano głowę dyrektorom, by w odpowiednich rubrykach podali to, co i tak już dużo wcześniej przekazywali do organu prowadzącego szkołę.

To, co było zapowiadane, czyli analiza, w ogóle w tym „Raporcie” nie ma miejsca. Po prostu wymienia się pod tabelami dane, które zostały w nich zawarte bez jakiejkolwiek interpretacji. Wstyd i żenada, aczkolwiek zapewne nie wśród tych, którzy wytworzyli ten bubel. To niech wstydzą się chociaż zań ci, którzy wydali nań publiczne pieniądze… Eeee, pewnie też się nie wstydzą, bo niczego nędznego sami w tym nie widzą. Pozostaje mieć nadzieję, że „naukowcy” z uniwersyteckiej łaski zajrzą jeszcze kiedyś do podręcznika z metodologii badań. Może będą w stanie cokolwiek zrozumieć i zastosować w praktyce, bo tymczasem dali plamę.

Niech zatem udadzą się na konferencję, jaką organizuje w najbliższym czasie grupa socjologów z UŁ. Będzie to II Transdyscyplinarne Sympozjum Badań Jakościowych w Łodzi, 10 -12 czerwca 2013.