12 lipca 2026

Doktorat z uwzględnieniem cyklu publikacji to nie suma tekstów, lecz integralme rozwiązanie problemu naukowego

 



      W dniu 23 czerwca 2026 roku podjąłem w blogu problem kryteriów pisania/rcenzowania rozprawy doktorskiej, którą  może stanowić praca pisemna, w tym monografia naukowa, zbiór opublikowanych i powiązanych tematycznie artykułów naukowych, (...) a także samodzielna i wyodrębniona część pracy zbiorowej. Nie spotkałem się jeszcze z takim podejściem w pedagogice, ale być może powstała już w tej dyscyplinie hybrydowa dysertacja doktorska. Natomiast są już obronione tego typu prace doktorskie z socjologii i psychologii

Postanowiłem przyjrzeć się tym rozprawom z perspektywy naukoznawczej, a nie merytorycznej, gdyż ta ostatnia jest w gestii profesorów powyższych dyscyplin naukowych. Zacznę od dysertacji doktorskiej z socjologii, która składa się z cyklu pięciu artykułów opublikowanych w czasopismach naukowych oraz maszynopisu pracy prezentującego założenia metodologiczne badań w paradygmacie jakościowym wraz z analizą uzyskanych danych.

Z dostępnych w sieci trzech recenzji dysertacji z nauk socjologicznych wynika, że profesorowie ostatecznie nie poddali dostatecznie rygorystycznej ocenie samodzielności doktorantki ze względu na formę cyklu rozpraw z badań zespołowych. Interesowało mnie, czy pięć publikacji rzeczywiście stanowiło jedno oryginalne rozwiązanie problemu naukowego?   

Przedłożony do obrony cykl artykułów składa się z pięciu publikacji, ale:

  • tylko jedna jest jednoautorska;
  • w jednej autorka ma deklarowany udział 50%;
  • w kolejnych jej udział wynosi 20%, 30% i 33,3%;
  • koncepcja całego projektu i pozyskanie finansowania należały do kierowniczki projektu;
  • część ram teoretycznych, analiz i tekstów była tworzona zespołowo;
  • dane należą do dużego projektu badawczego.

Oświadczenia współautorów szczegółowo opisują wkład doktorantki, co jest zaletą. Wynika z nich, że prowadziła ona wywiady, analizowała dane, przygotowywała fragmenty metodologiczne i wyniki, a w jednym rozdziale koordynowała proces publikacyjny. Jednak doktorat powinien potwierdzać samodzielność rozwiązania problemu naukowego. Przy tak zespołowym cyklu trzeba bardzo dokładnie ustalić: 

  • co jest indywidualnym problemem doktorantki;
  • które kategorie teoretyczne opracowała samodzielnie;
  • które analizy wykonała samodzielnie;
  • jaki wkład wykracza poza wykonanie zadań w cudzym projekcie;
  • czy synteza (,...) jest rzeczywistym oryginalnym wkładem autorki.

Autoreferat doktorantki próbuje taką syntezę stworzyć, ale cykl nie jest w pełni jej własnym, samodzielnie zaprojektowanym przedsięwzięciem.Autorka przedstawia cele i zakresy analiz, ale nie formułuje w autoreferacie jednego precyzyjnego pytania głównego cyklu.

Przedłożony cykl artykułów jest tematycznie spójny, lecz jego spójność w pewnej mierze została skonstruowana dopiero w autoreferacie. Poszczególne artykuły korzystają z różnych podzbiorów materiału; odmiennych ram teoretycznych; różnych zespołów autorów oraz różnych problemów szczegółowych.

Współpraca zespołowa mogła wzmacniać jakość analizy, ale sama obecność zespołu nie jest jeszcze gwarancją intersubiektywnej kontroli. Doktorantka powinna wykazać, jak ta kontrola przebiegała. Brakuje w dysertacji szczegółów, które pozwalałyby dobrze ocenić wiarygodność analizy uzyskanych danych:

  • kto dokładnie kodował poszczególne materiały;
  • czy fragmenty były kodowane niezależnie przez więcej niż jedną osobę;
  • w jaki sposób uzgadniano różnice interpretacyjne;
  • czy prowadzono noty analityczne;
  • czy poszukiwano przypadków negatywnych;
  • jak zmieniało się drzewo kodowe;
  • na jakiej podstawie kończono rozwijanie kategorii;
  • jak oddzielono kategorie wyprowadzone z teorii od kategorii wyłonionych z materiału.

Co ciekawe, brakuje w tej rozprawie jednego wyraźnego problemu głównego! Autorka przedstawia cele i zakresy analiz, ale nie formułuje w autoreferacie jednego precyzyjnego pytania głównego cyklu. 

Na podstawie lektury trzech recenzji można stwierdzić, że jedna z nich odczytuje tę pracę bardzo krytycznie, druga częściowo rozpoznaje jej ograniczenia, a trzecia pozostaje przede wszystkim afirmacyjna. Wspólnym problemem wszystkich trzech jest to, że ostatecznie nie poddają dostatecznie rygorystycznej ocenie samodzielności doktorantki ze względu na cykl artykułów z badań zespołowych oraz nie rozstrzygają wyraźnie, czy pięć publikacji rzeczywiście stanowi jedno oryginalne rozwiązanie problemu naukowego.

Pierwsza recenzentka zwraca uwagę na niedostateczną spójność teoretyczną całego cyklu; brak klarownej konceptualizacji pojęć; niejasną ich operacjonalizację; zbyt słabe osadzenie wyników w debacie teoretycznej; niedostateczne wykorzystanie intersekcjonalności; pominięcie znaczenia kluczowych dla problemu kategorii; nieuzasadnioną arbitralność klasyfikacji fenomenów; skrótowe, głównie opisowe wnioski; różnice jakościowe między tekstem jednoautorskim a współautorskimi. 

Bardzo ważne jest jej spostrzeżenie o możliwym „znikaniu” zamysłu teoretycznego doktorantki w pracach wieloautorskich. Recenzentka zauważa, że w tekstach zespołowych teoria bywa słabiej obecna w dyskusji i wnioskach, natomiast najlepszy tekst cyklu jest jednoautorski. Zdaniem recenzentki jeden z artykułów cechuje chaotyczna struktura; błędy rzeczowe i bibliograficzne; powierzchowne użycie teorii (...) brak dostatecznego opisu analizy danych; słabe empiryczne uzasadnienie fazy agregacji danych i nadmierne oparcie interpretacji na modelu (...).

Drugi recenzent zauważa: nieprecyzyjne pojęcia; metaforyczność i psychologizujący język; brak definicji kluczowych wyrażeń; nadmiar terminów potocznych; słabość jednego pojęcia; banalność części typologii emocjonalnych; obecność zdań oczywistych; ograniczenie próby (...); brak możliwości odpowiedzi na pytania (...);brak perspektywy (...); fakt, że niektóre „mikro-odkrycia” są raczej interesującymi obserwacjami niż przełomowym wkładem teoretycznym.

Nie jest to wada dyskwalifikująca, ale nie należy utożsamiać powiązania tematycznego z jednym konsekwentnie przeprowadzonym projektem doktorskim. Największe wątpliwości dotyczą nie tyle elementarnej poprawności metodologicznej, lecz stopnia samodzielności naukowej i sposobu spięcia zespołowych publikacji w indywidualną rozprawę doktorską.

Recenzent przyjmuje oświadczenia współautorów jako wystarczające i uznaje, że „nie można mieć wątpliwości co do autorstwa”. Procent udziału i opis wykonanych czynności nie odpowiadają jeszcze na pytanie, kto sformułował problem; zbudował teorię; podjął decyzje interpretacyjne i kto stworzył końcową syntezę?! 

W trzeciej recenzji pojawia się najważniejszy fragment niemalże na jej końcu, w którym pisze, że przy udziale 20%, 30%, 33% czy 50% „tak naprawdę nie wiadomo dokładnie, co kto pisał” i zaleca, aby przy kolejnych stopniach naukowych przygotować samodzielną publikację. To jest bardzo istotna wątpliwość. Dotyczy przecież samego rdzenia doktoratu: samodzielności naukowej.

Recenzentka nie wyprowadza z powyższych opinii konsekwencji. Przeciwnie, kończy ją oceną o „perfekcyjnie zbudowanym aparacie analitycznym” i wysokiej samodzielności. W tej części recenzja staje się niespójna: z jednej strony nie wiadomo dokładnie, co było wkładem doktorantki, z drugiej — stwierdza się jej pełną samodzielność i perfekcyjny warsztat. 

Profesorka nie dostrzega też wyraźnie słabości jednego z artykułów; niejasności modelu (...); niedostatku dyskusji teoretycznej; niepełnej konceptualizacji pojęć oraz problemu z przejściem od opisów jednostkowych do końcowej tezy. Jej recenzja trafnie pokazuje bogactwo materiału i znaczenie tematu, ale przecenia wartość teoretyczną i metodologiczną cyklu artykułów.

 Oceny trzech recenzentów są ze względu na hybrydową formę doktoratu nazbyt wysokie w trzech punktach:

·  samodzielność naukowa doktorantki nie została dostatecznie wykazana;

·  spójność tematyczna została częściowo utożsamiona ze spójnością problemową i teoretyczną;

·  pojęciowy i teoretyczny wkład pracy został przeceniony względem jej głównie opisowo-interpretacyjnej wartości.

 Forma hybrydowa może być bardzo wartościowa. Pozwala połączyć zalety publikacji naukowych — ich wcześniejszą recenzję, obecność w obiegu międzynarodowym, dyscyplinę objętości i kontakt ze środowiskiem badawczym — z zaletami maszynopisu, który daje przestrzeń do przedstawienia pełnej architektury projektu, jego metodologii, syntezy wyników i oryginalnego wkładu autora.

Może jednak łatwo przekształcić się w konstrukcję pozorną: kilka artykułów zostaje opatrzonych obszernym komentarzem, a dopiero po ich opublikowaniu autor próbuje nadać im wspólny problem, model i znaczenie. Wtedy nie otrzymujemy rozprawy doktorskiej w nowej formie, lecz teczkę publikacji uzupełnioną autoreferatem.

 W kolejnym wpisie przyjrzę się hybrydowym doktoratom z psychologii.  


(Grafika:z okładki książki M. Kaczmarczyka pod tytm tytułem)

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam