Postanowiłem
przyjrzeć się tym rozprawom z perspektywy naukoznawczej, a nie merytorycznej,
gdyż ta ostatnia jest w gestii profesorów powyższych dyscyplin naukowych.
Zacznę od dysertacji doktorskiej z socjologii, która składa się z cyklu pięciu
artykułów opublikowanych w czasopismach naukowych oraz maszynopisu pracy
prezentującego założenia metodologiczne badań w paradygmacie jakościowym wraz z
analizą uzyskanych danych.
Z
dostępnych w sieci trzech recenzji dysertacji z nauk socjologicznych wynika, że
profesorowie ostatecznie nie poddali dostatecznie rygorystycznej ocenie
samodzielności doktorantki ze względu na formę cyklu rozpraw z badań
zespołowych. Interesowało mnie, czy pięć publikacji rzeczywiście stanowiło
jedno oryginalne rozwiązanie problemu naukowego?
Przedłożony
do obrony cykl artykułów składa się z pięciu publikacji, ale:
- tylko jedna jest jednoautorska;
- w jednej autorka ma deklarowany
udział 50%;
- w kolejnych jej udział wynosi 20%,
30% i 33,3%;
- koncepcja całego projektu i
pozyskanie finansowania należały do kierowniczki projektu;
- część ram teoretycznych, analiz i
tekstów była tworzona zespołowo;
- dane należą do dużego projektu
badawczego.
Oświadczenia
współautorów szczegółowo opisują wkład doktorantki, co jest zaletą. Wynika z
nich, że prowadziła ona wywiady, analizowała dane, przygotowywała fragmenty
metodologiczne i wyniki, a w jednym rozdziale koordynowała proces publikacyjny.
Jednak doktorat powinien potwierdzać samodzielność rozwiązania problemu
naukowego. Przy tak zespołowym cyklu trzeba bardzo dokładnie ustalić:
- co jest indywidualnym problemem
doktorantki;
- które kategorie teoretyczne
opracowała samodzielnie;
- które analizy wykonała samodzielnie;
- jaki wkład wykracza poza wykonanie
zadań w cudzym projekcie;
- czy synteza (,...) jest rzeczywistym
oryginalnym wkładem autorki.
Autoreferat
doktorantki próbuje taką syntezę stworzyć, ale cykl nie jest w pełni jej
własnym, samodzielnie zaprojektowanym przedsięwzięciem.Autorka przedstawia cele
i zakresy analiz, ale nie formułuje w autoreferacie jednego precyzyjnego
pytania głównego cyklu.
Przedłożony
cykl artykułów jest tematycznie spójny, lecz jego spójność w pewnej mierze
została skonstruowana dopiero w autoreferacie. Poszczególne artykuły korzystają
z różnych podzbiorów materiału; odmiennych ram teoretycznych; różnych zespołów
autorów oraz różnych problemów szczegółowych.
Współpraca
zespołowa mogła wzmacniać jakość analizy, ale sama obecność zespołu nie jest
jeszcze gwarancją intersubiektywnej kontroli. Doktorantka powinna wykazać, jak
ta kontrola przebiegała. Brakuje w dysertacji szczegółów, które pozwalałyby
dobrze ocenić wiarygodność analizy uzyskanych danych:
- kto dokładnie kodował poszczególne
materiały;
- czy fragmenty były kodowane
niezależnie przez więcej niż jedną osobę;
- w jaki sposób uzgadniano różnice
interpretacyjne;
- czy prowadzono noty analityczne;
- czy poszukiwano przypadków
negatywnych;
- jak zmieniało się drzewo kodowe;
- na jakiej podstawie kończono
rozwijanie kategorii;
- jak oddzielono kategorie wyprowadzone
z teorii od kategorii wyłonionych z materiału.
Co
ciekawe, brakuje w tej rozprawie jednego wyraźnego problemu głównego! Autorka
przedstawia cele i zakresy analiz, ale nie formułuje w autoreferacie jednego
precyzyjnego pytania głównego cyklu.
Na
podstawie lektury trzech recenzji można stwierdzić, że jedna z nich odczytuje
tę pracę bardzo krytycznie, druga częściowo rozpoznaje jej ograniczenia, a
trzecia pozostaje przede wszystkim afirmacyjna. Wspólnym problemem wszystkich
trzech jest to, że ostatecznie nie poddają dostatecznie rygorystycznej ocenie
samodzielności doktorantki ze względu na cykl artykułów z badań zespołowych
oraz nie rozstrzygają wyraźnie, czy pięć publikacji rzeczywiście stanowi jedno
oryginalne rozwiązanie problemu naukowego.
Pierwsza
recenzentka zwraca uwagę na niedostateczną spójność teoretyczną całego cyklu;
brak klarownej konceptualizacji pojęć; niejasną ich operacjonalizację; zbyt
słabe osadzenie wyników w debacie teoretycznej; niedostateczne wykorzystanie
intersekcjonalności; pominięcie znaczenia kluczowych dla problemu kategorii;
nieuzasadnioną arbitralność klasyfikacji fenomenów; skrótowe, głównie opisowe
wnioski; różnice jakościowe między tekstem jednoautorskim a
współautorskimi.
Bardzo
ważne jest jej spostrzeżenie o możliwym „znikaniu” zamysłu teoretycznego
doktorantki w pracach wieloautorskich. Recenzentka zauważa, że w tekstach
zespołowych teoria bywa słabiej obecna w dyskusji i wnioskach, natomiast
najlepszy tekst cyklu jest jednoautorski. Zdaniem recenzentki jeden z artykułów
cechuje chaotyczna struktura; błędy rzeczowe i bibliograficzne; powierzchowne
użycie teorii (...) brak dostatecznego opisu analizy danych; słabe empiryczne
uzasadnienie fazy agregacji danych i nadmierne oparcie interpretacji na modelu
(...).
Drugi
recenzent zauważa: nieprecyzyjne pojęcia; metaforyczność i psychologizujący
język; brak definicji kluczowych wyrażeń; nadmiar terminów potocznych; słabość
jednego pojęcia; banalność części typologii emocjonalnych; obecność zdań
oczywistych; ograniczenie próby (...); brak możliwości odpowiedzi na pytania
(...);brak perspektywy (...); fakt, że niektóre „mikro-odkrycia” są raczej
interesującymi obserwacjami niż przełomowym wkładem teoretycznym.
Nie
jest to wada dyskwalifikująca, ale nie należy utożsamiać powiązania
tematycznego z jednym konsekwentnie przeprowadzonym projektem doktorskim.
Największe wątpliwości dotyczą nie tyle elementarnej poprawności
metodologicznej, lecz stopnia samodzielności naukowej i sposobu spięcia
zespołowych publikacji w indywidualną rozprawę doktorską.
Recenzent
przyjmuje oświadczenia współautorów jako wystarczające i uznaje, że „nie można
mieć wątpliwości co do autorstwa”. Procent udziału i opis wykonanych czynności
nie odpowiadają jeszcze na pytanie, kto sformułował problem; zbudował teorię;
podjął decyzje interpretacyjne i kto stworzył końcową syntezę?!
W
trzeciej recenzji pojawia się najważniejszy fragment niemalże na jej końcu, w
którym pisze, że przy udziale 20%, 30%, 33% czy 50% „tak naprawdę nie wiadomo
dokładnie, co kto pisał” i zaleca, aby przy kolejnych stopniach naukowych
przygotować samodzielną publikację. To jest bardzo istotna wątpliwość. Dotyczy
przecież samego rdzenia doktoratu: samodzielności naukowej.
Recenzentka
nie wyprowadza z powyższych opinii konsekwencji. Przeciwnie, kończy ją oceną o
„perfekcyjnie zbudowanym aparacie analitycznym” i wysokiej samodzielności. W
tej części recenzja staje się niespójna: z jednej strony nie wiadomo dokładnie,
co było wkładem doktorantki, z drugiej — stwierdza się jej pełną samodzielność
i perfekcyjny warsztat.
Profesorka
nie dostrzega też wyraźnie słabości jednego z artykułów; niejasności modelu
(...); niedostatku dyskusji teoretycznej; niepełnej konceptualizacji pojęć oraz
problemu z przejściem od opisów jednostkowych do końcowej tezy. Jej recenzja
trafnie pokazuje bogactwo materiału i znaczenie tematu, ale przecenia wartość
teoretyczną i metodologiczną cyklu artykułów.
Oceny
trzech recenzentów są ze względu na hybrydową formę doktoratu nazbyt wysokie w
trzech punktach:
· samodzielność
naukowa doktorantki nie została dostatecznie wykazana;
· spójność
tematyczna została częściowo utożsamiona ze spójnością problemową i
teoretyczną;
· pojęciowy
i teoretyczny wkład pracy został przeceniony względem jej głównie
opisowo-interpretacyjnej wartości.
Forma
hybrydowa może być bardzo wartościowa. Pozwala połączyć zalety publikacji
naukowych — ich wcześniejszą recenzję, obecność w obiegu międzynarodowym,
dyscyplinę objętości i kontakt ze środowiskiem badawczym — z zaletami
maszynopisu, który daje przestrzeń do przedstawienia pełnej architektury
projektu, jego metodologii, syntezy wyników i oryginalnego wkładu autora.
Może
jednak łatwo przekształcić się w konstrukcję pozorną: kilka artykułów zostaje
opatrzonych obszernym komentarzem, a dopiero po ich opublikowaniu autor próbuje
nadać im wspólny problem, model i znaczenie. Wtedy nie otrzymujemy rozprawy
doktorskiej w nowej formie, lecz teczkę publikacji uzupełnioną autoreferatem.
W
kolejnym wpisie przyjrzę się hybrydowym doktoratom z psychologii.
(Grafika:z okładki książki M. Kaczmarczyka pod tytm tytułem)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam