(źródło: Fb "Pokój Nauczycielski")
W każdym państwie istnieją zawody, do których się wchodzi, i takie, do których się dopuszcza. Różnica między nimi nie jest tylko formalna, ale cywilizacyjna, ustrojowa. Wyznacza bowiem granicę między profesją, która dokonuje profesjonalnej selekcji, a systemem, który ją absorbuje. W polskiej oświacie mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem.
Zawód nauczycielski jako zawód bez progu
System prawny – oparty na Karcie Nauczyciela oraz Prawie oświatowym zakłada posiadanie kwalifikacji nauczycielskich. Jednocześnie dopuszcza sytuację, w której dyrektor szkoły może zatrudnić osobę bez kwalifikacji, jeśli wymaga tego sytuacja kadrowa. To nie jest wyjątek od systemu, ale jego zawór bezpieczeństwa dla władzy, a nie dla jakości procesu kształcenia.
W efekcie zawód nauczyciela nie posiada realnej bariery wejścia. Nie ma egzaminu państwowego, nie ma obowiązkowego okresu selekcyjnego zakończonego oceną pozytywną jako realną możliwością i koniecznością wejścia do zawodu. Następuje zatem nie po przejściu próby, lecz przed nią. Zawód, który nie ma progu wejścia, nie może budować elity, natomiast zapewnia ciągłość działania instytucji.
Nauczycielski awans też bez selekcji
(źródło: Fb)
W tej logice należy czytać system awansu zawodowego. Uregulowany w art. 9a–9g Karta Nauczyciela tworzy strukturę kolejnych etapów: od nauczyciela początkującego do dyplomowanego. Na poziomie formalnym wygląda to jak system różnicowania jakości. W praktyce jest to system przejścia przez procedurę.
Nie ma progów liczbowych, chyba że są ukryte przez samorządy. Nie ma realnych ograniczeń liczby awansów, z wyjątkiem przyznawania tytułu Honorowego Profesora Oświaty. Nie ma powiązania awansu z efektami pracy uczniów czy trwałymi wskaźnikami jakości. Kluczowe znaczenie mają: wymiar temporalny, a więc czas tzw. stażu zgodnie z art. 9c; dokumentacja i poprawność proceduralna.
To nie jest selekcja. To jest trajektoria, dlatego większość nauczycieli, jeśli wytrwa w szkole, osiąga jego najwyższe poziomy. System nie eliminuje, ale utrwala większościowy stan nauczycieli mianowanych (co załatwiła sobie nomenklatura związkowa w 1999 roku) i pochodny tego procesu stan nauczycieli dyplomowanych.
Stabilność bez wyjścia
Moment przełomowy następuje wraz z mianowaniem (art. 10 Karta Nauczyciela), w którym nauczyciel uzyskuje stabilność zatrudnienia. W swojej konstrukcji przypomina to pragmatykę w służbach publicznych, ale w przeciwieństwie do służb mundurowych, stabilność ta nie jest efektem intensywnej selekcji, tylko przejścia przez system.
W tym miejscu uruchamia się mechanizm głębszy, łączący psychologię i ekonomię: stabilność zmniejsza skłonność do ryzyka, do innowacyjności, autotelicznego samokształcenia, zaś lata inwestycji tworzą efekt utopionych kosztów. Kompetencje stają się coraz bardziej „wewnątrzsystemowe”, toteż maleją alternatywy zawodowe. Powstaje zjawisko „zatrzaśnięcia” (lock-in).
Nauczyciel nie pozostaje w systemie wyłącznie dlatego, że jest on atrakcyjny. Trwa w nim, ponieważ koszt odejścia staje się wysoki psychologicznie, zawodowo i ekonomicznie. Co więcej, mechanizm ten działa selektywnie.
Najłatwiej odchodzą ci, którzy mają alternatywy rynkowe – informatycy, językowcy, specjaliści STEM. Najczęściej pozostają ci, których kompetencje są silnie związane ze szkołą jako instytucją zorientowana na przygotowywanie do egzaminów państwowych (ósmoklasisty, maturalnego i zawodowego). Nie bez znaczenia jest też miejsce zamieszkania nauczycieli i odległość z domu do szkoły.
System
nie tylko nie wzmacnia w nim najlepszych, gdyż stabilizuje przede wszystkim
tych, którzy mają najmniej alternatyw poza nim.
Ukryta ekonomia
(źródło: Fb)
Dopełnieniem tej struktury jest mechanizm finansowy. Najniższy stopień awansu oznacza najniższe wynagrodzenie. Dla organów prowadzących, które działają w warunkach ograniczonych budżetów, oznacza to naturalną preferencję dla zatrudniania nauczycieli początkujących. W efekcie etap, który powinien być najsilniejszą próbą jakościową, staje się jednocześnie najbardziej opłacalnym oszczędnościowo elementem systemu.
Czas tzw. próby staje się elementem zarządzania kosztami.
System bez funkcji elitarnej
Zestawienie tych trzech elementów, a więc braku progu wejścia, proceduralnego awansu i stabilizującego mianowania prowadzi do wniosku, który trudno zignorować. System awansu nauczycieli nie jest skonstruowany jako mechanizm wyłaniania i inwestowania w elity nauczycielskie. Jest mechanizmem zapewniania ciągłości kadrowej, regulowania kosztów i względnego stabilizowania zatrudnienia.
(źródło: Fb)
Elita może w nim istnieć, ale władze nie są zainteresowane kapitałem niezależności najlepszych profesjonalistów. Tam, gdzie nie ma progu wejścia, selekcja zostaje zastąpiona czasem, zaś tam, gdzie czas zastępuje selekcję, stabilność zastępuje rozwój. W następstwie tych procesów szkolnictwo zarządza procesami przetrwania w nim nauczycieli różnych kategorii: od pasjonatów, miłośników, przez rzemieślników po wypalonych.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam