Są
momenty w historii Polski, w których nie rozpadają się instytucje, lecz sensy
ich właściwego istnienia. Nie znikają z mapy socjalizacyjnych środowisk szkoły,
rodziny ani Kościół, ale tracą one zdolność przekazywania tego, co stanowi ich
odwieczną istotę. Właśnie w takim momencie znajduje się dziś polskie
społeczeństwo.
Nie
jest to już tylko problem kolejnej deformy szkolnej, zanikania wartości
wspólnot rodzinnych, sekularyzacji, ale jest to coś znacznie głębszego, a
mianowicie kryzys struktury sumienia.
W
świetle socjologicznych badań prof. Wojciecha Świątkiewicza z Uniwersytetu
Śląskiego w Katowicach nie mamy w Polsce do czynienia z brakiem wartości
humanistycznych, lecz z ich rozszczepieniem. Odsłania to znakomita monografia
wybitnego socjologa - ks. prof. Janusza Mariańskiego, który dokonał
metaanalizy półwiecznych dokonań naukowych śląskiego uczonego.
Dzięki
temu studium z nauk socjologicznych docieramy do trudnego do zignorowania
wniosku, że młode pokolenie XXI wieku w Polsce nie tyle odrzuca wartości,
ile traci poczucie ich spójności. Wieloletnie bowiem diagnozy
społeczne obu socjologów dowodzą, że normy moralne przestają być zakorzenione
we wspólnocie państwowej, religia przestaje być oczywistością, a staje się
jedną z opcji do wyboru, zaś rodzina przestaje być przestrzenią transmisji
na rzecz przekształcania się w jedną z wielu instytucji codziennego
życia.
Następstwem
tych przemian jest to, co prof. W. Świątkiewicz nazywa „aksjologiczną
wichrowatością”. Nie jest to publicystyczna metafora,
lecz syntetyczna kategoria socjologiczna, która powstała na bazie
badań empirycznych. Dotyczy ona stanu, w którym człowiek nie tyle nie
uwzględnia w swoim życiu wartości, ile zatraca poczucia trwałości ich systemu,
ich spójności. Na tym polega właśnie pęknięcie aksjologiczne nie
tylko między pokoleniami, ale także we wnętrzu wielu osób.
Od sumienia wspólnotowego do prywatnego
Najbardziej
niepokojący jest kierunek tej zmiany. Badania socjologa pokazują wyraźnie,
że z jednej strony wzrasta znaczenie własnego sumienia, ale maleje sens
norm ogólnych, zwłaszcza religijnych. Dekalog, który stanowi od ponad
dwóch tysięcy lat symboliczny rdzeń kultury moralnej, ulega selektywnej
reinterpretacji. Młodzi kwestionują konkretne normy religijne, nawet jeśli
nie odrzucają religii jako takiej.
Wzrasta
zatem rola „własnego sumienia” oderwanego od norm
wspólnotowych. Nie oznacza to zaniku moralności,
ale jej prywatyzację, a wraz z nią także
jej relatywizację. Sumienie przestaje być miejscem spotkania z ponadczasowymi
wartościami, a staje się miejscem negocjacji z samym sobą.
Od źródła do przekaźnika zakłóconego sygnału w życiu
rodzinnym
Jeśli
obecne pokolenie stanie się – a już się staje – generacją rodziców, to pojawia
się pytanie fundamentalne: co będą przekazywać swoim dzieciom, skoro – jak
pokazują analizy W. Świątkiewicza – sama rodzina traci funkcję
uprzywilejowanego środowiska introjekcji wartości. Nie jest to już pierwsza
szkoła moralności, która gwarantowałaby ciągłość kulturową, stabilny
punkt odniesienia dla ludzkich zachowań.
Rodzice,
którzy sami negocjują normy, nie są w stanie przekazywać ich jako
oczywistości. Wychowanie nie staje się więc przekazem, lecz
sytuacyjnym eksperymentowaniem.
Styl życia – indywidualizm i hedonizm, których przejawem
są preferencje konsumpcyjne i autonomiczne wybory życiowe. Pojawia
się napięcie między wolnością a trwałością więzi, w następstwie czego
pojawia asię rozszczepienie postaw między „chcę” a „należy”.
Religia staje się sektorowa i „rynkowa”, funkcjonuje jako jedna z wielu
„ofert sensu”, toteż jednostka wybiera, a nie dziedziczy. W efekcie
ma miejsce przejście od religii oczywistej do religii wyboru. w
odniesieniu do tej kategorii widać mistrzostwo J. Mariańskiego jako interpretatora
badań W. Świątkiewicza. Autor książki wyraźnie unika
pojmowania sekularyzacji jako upadku religii.
Zamiast
tego proponuje ujęcie bardziej złożone, skoro zaistniała zmiana nie polega
na zaniku religii, lecz na jej pluralizmie, indywidualizacji
i deinstytucjonalizacji. Dlatego "Dekalog" nie znika, ale
zostaje „przeorganizowany” w świadomości młodych. Religia zatem trwa w życiu
także części młodych pokoleń, ale zmienia formy swojej obecności.
Szkoła jako instytucja bez fundamentu aksjologicznego
W
powyższej sytuacji rośnie oczekiwanie wobec szkoły, ale ta instytucja
publiczna nie może przekazać tego, czego społeczeństwo już nie
posiada. Jeśli bowiem wartości są relatywne, normy są
negocjowane, autorytety są kwestionowane, to i szkoła nie
wychowuje, tylko moderuje proces rozchwianej socjalizacji. Nie kształtuje
osobowości młodych pokoleń, tylko wspiera je w dysonansie świata wartości
deklarowanych wobec przeżywanych i realizowanych przez dorosłych.
Szkoła
już nie przekazuje stabilnych wartości, tylko dekonstruuje ich wybór w
zależności od zmieniających się w resorcie edukacji politycznych formacji
ideokratycznych. Problem polega zatem na tym, że wybór bez czytelnych
i stałych kryteriów nie jest wolnością, lecz reprodukcją dezorientacji
aksjonormatywnej.
Edukacja w próżni aksjologicznej
Wchodzimy
w epokę, w której nauczyciel nie ma już legitymizacji
normatywnej, program kształcenia nie ma stabilnego fundamentu kulturowego,
a wychowanie zostaje zastąpione kompetencjami społecznymi i dobrostanem
jednostek pod pozorem neutralności i
tolerancji. Zdumiewa próżnia aksjologiczna, skoro w Konstytucji III
RP został wyraźnie określony i przyjęty przez społeczeństwo kanon wartości
Polaków.
Będąca
zatem następstwem kolejnej deformy oświatowej próżnia - jak wiadomo z fizyki –
nigdy nie pozostaje pusta. Wypełniają ją media, rynek, kultura
popularna i algorytmy.
Cywilizacyjny punkt krytyczny
Najostrzejsza
teza, jaka wyłania się z monografii autorstwa J. Mariańskiego, choć nie jest
wypowiedziana wprost, brzmi następująco: społeczeństwo może przetrwać brak
jednomyślności wartości, ale nie przetrwa braku ich przekazu,
który właśnie się załamuje. Ma to miejsce w RP nie dlatego, że ktoś go
zakazał, ale dlatego, że kolejne pokolenie nie ma już czego przekazywać
jako oczywistości.
Wychowanie po wychowaniu?
Stajemy
wobec pytania, które dotąd wydawało się abstrakcyjne: czy możliwe jest
wychowanie w społeczeństwie, które traci wspólny fundament
moralny? Jeśli każde sumienie jest autonomiczne, każda
norma jest negocjowalna, każda wartość jest opcjonalna, to wychowanie
przestaje być wprowadzaniem w świat wartości, a staje
się towarzyszeniem w ich poszukiwaniu albo unikaniu. Dochodzi zatem
do fundamentalnej i nieodwracalnej zmiany.
Nie
żyjemy w czasach kryzysu wychowania, ale w czasach, w
których wychowanie utraciło swój ontologiczny punkt odniesienia.
Społeczeństwo, które nie wie, co przekazać własnym dzieciom, nie stoi u progu
zmiany., ale zaniku własnej ciągłości kulturowej.
Warto
sięgnąć po tę rozprawę, która pokazuje głębszy sens prowadzenia diagnoz
społecznych bez moralizowania ich wyników. To, co szczególnie ważne a
rzadkie dziś w socjologii, to fakt, że diagnoza jest aksjologicznie
wrażliwa, zaś metodologicznie powściągliwa i empiryczna. Jak
podkreśla autor recenzowanej tu książki, W. Świątkiewicz cechuje się
„wstrzemięźliwością w wypowiadaniu sądów wartościujących”, toteż nic dziwnego,
że badacz jego dokonań zachowuje wobec nich tę samą postawę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam