20 lipca 2022

Zmarł prof. UAM Mariusz Dembiński

 

Wczoraj otrzymałem wiadomość, że zmarł po długiej chorobie dr hab. prof. UAM Mariusz DEMBIŃSKI, pedagog specjalizujący się w pedagogice ogólnej, teoretycznych podstawach wychowania i kształcenia, wieloletni członek Zespołu Teorii Wychowania przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN. Nie mogę - mimo okresu urlopowego - nie wspomnieć o zmarłym Koledze, którego bardzo ceniłem prowadząc dyskusję z treścią Jego kolejnych rozpraw naukowych. 

Był fantastycznym polemistą, dyskutantem, ale też wiernym swojej Alma Mater i pamiętającym o tych, którzy wspierali Go w rozwoju naukowym. Taką Osobą, Mistrzem była promotorka pracy doktorskiej śp. prof. Maria Dudzikowa.    

W 1993 r. ukończył studia magisterskie w Zakładzie Historii Filozofii Współczesnej w Instytucie Filozofii UAM w Poznaniu. Dzięki współpracy z pedagogami Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM  w ramach programu Tempus Redesign JERP2245 został trafnie dostrzeżony jako zdolny i znakomicie zapowiadający się filozof o zainteresowaniach także pedagogicznych. 

W 1994 r. został zatrudniony na stanowisku asystenta w Instytucie Pedagogiki w Zakładzie Pedagogiki Szkolnej, którym kierowała prof. dr hab. Maria Dudzikowa. To pod jej kierunkiem przygotował dysertację doktorską  pt. Rytuały nauczycieli w procesie lekcyjnym. Na przykładzie lekcji historii w szkole średniej, którą obronił w 2002 r. W kilka lat później opublikował dysertację w Oficynie Wydawniczej "Impuls" pod tytułem: Rytualne oblicze lekcji. Studium teoretyczno-empiryczne (2005).

 


Od tego czasu, a upłynęło 18  lat, znacząco rozwinął swój warsztat naukowo-badawczy, powiększył znacząco liczbę publikacji, który wydawane były w wysoko punktowanych czasopismach naukowych oraz w recenzowanych pracach zbiorowych. 

Habilitował się w 2014 roku, co tylko potwierdzało jego wysokie zaangażowanie w prowadzenie metateoretycznych i filozoficznych badań w pedagogice. Dla mnie najważniejsza w jego twórczości była monografia habilitacyjna pt. "Pedagogiczne tworzenie istoty ludzkiej" (2013), która została przygotowana w nadzwyczaj interesujący sposób. Kiedy usiłowałem odnotowywać swoje uwagi w perspektywie linearnej recepcji treści, z każdą stroną okazywało się, że jej struktura jest alternatywą do dotychczasowych publikacji poświęconych filozofii wychowania. 

Mariusz Dembiński – być może nawet w niezamierzony sposób -   przyjął pozycję „scenarzysty i zarazem reżysera” swoistego rodzaju naukowej narracji o „sensacyjnej” treści, gdzie na początku dowiadujemy się o jakimś „trupie”, by z każdą częścią  prowadzonego przez niego dochodzenia dowiedzieć się, kto był tego sprawcą. Jak w filmach A. Hitchcocka  czy powieściach Conan Doyla. Ten ostatni pisał: Być może nie świecisz jak słońce, ale potrafisz wyprowadzić z mroku. Dembiński wyprowadzał nas z mroku antropologii filozoficznej, by pokazać światło własnej refleksji, odsłaniając złożoność własnych studiów i formułowanych na tej podstawie wniosków.



Już sam tytuł jego rozprawy mógł przed laty budzić negatywne skojarzenia z behawioralną koncepcją  kształtowania istoty ludzkiej, której efektem końcowym – jak on to sam określał – jest homo paedagogicusCzy rzeczywiście każdy z nas istnieje jako homo paedagogicus, a nie – jak ma to miejsce w innych  antropologiach – homo rapax, homo creator, homo viator, homo faber itd.? Mamy w tej pracy bardzo ciekawy zamysł konstrukcyjny, bowiem zakładał, że (…) człowiek z natury jest zjawiskiem, fenomenem różnym od innych zjawisk, który określany jest tu jako prafenomen”.(s. 7) 

To, co wyróżnia istotę ludzką, to podleganie oddziaływaniom edukacyjnym oraz socjalizacyjnym przemianom świadomości, w wyniku których uzyskuje ona fundament  pedagogicznego bycia człowiekiem. (s. 8) Ciekawa jest to jednak konstrukcja, bowiem kategorię homo paedagogicus sam odniosłem w jednej ze swoich publikacji do bycia pedagogiem, a więc  kogoś działającego zgodnie z teorią i doświadczeniem praktycznym, zawodowym.

Tymczasem dr hab. M. Dembiński nie zajmował się pedagogicznym tworzeniem istoty ludzkiej w ścisłym tego słowa znaczeniu, tylko oczekiwał zainteresowania pedagogiką oraz całą rzeczywistością, w której się „poruszał” każdy z pedagogów, skoro nasza dyscyplina naukowa została obarczona w toku dziejów odpowiedzialnością za sens rozumienia człowieka i świata. Jednym z celów powyższej rozprawy, być może ubocznym, jest per analogiam do socjologii wiedzy „próba opracowania pedagogiki wiedzy  i nowe spojrzenie na formę pedagogiki ogólnej”. (s. 10) 

Tak zróżnicowane formułowanie celów niniejszej rozprawy autor usprawiedliwiał konstatacją, że wpisuje się ona  w postmodernistyczne myślenie jako jego „nieskończony projekt”. Tym bardziej zaciekawiło mnie to, czy w istocie takim podejściem uda się „podnieść rangę pedagogiki w świadomości społecznej”, skoro ta pozbawiona jest jej modernistycznego projektu. Być może miał rację zakładając, że pedagogika jest wciąż deprecjonowana w społeczeństwie ze względu na obciążenie z jednej strony jeszcze obecną w niej „socjalistyczną” wersją, a z drugiej strony „pluralizacją praktyk, w tym i wiedzy o edukacji” (s. 11) Wyrażał jednak nadzieję, (…) że uda mu się stworzyć zwartą formę performatywnego dyskursu, a nie zbiór eklektycznych idei”. (s. 13) Sam zresztą korzystał w swoich rozważaniach z rozpraw pedagogów, które powstały także w okresie socjalizmu (np. B. Suchodolskiego czy H. Muszyńskiego).

Przywołuję tę książkę zm. M. Dembińskiego, gdyż rzutowała ona na jego dalsze rozprawy naukowe, studia, wykłady i artykuły publikowane w renomowanych wydawnictwach i czasopismach naukowych. Nie da się przejść obojętnie wobec myśli, idei, jakie są w nich sformułowane, gdyż albo poruszają refleksję nad stanem nauki o wychowaniu, o edukacji, albo wywołują emocje,  ale zawsze zachęcając czytelników do dyskusji. 

Bogactwo odniesień źródłowych w jego publikacjach sprawia, że nieustannie są one weryfikowane w swej fragmentarycznej aktualności. Zawsze odczytywałem je jako prowadzony ze strony na stronę intrapersonalny dialog mądrości, nasycany  próbami nadania (re-)konstruowanej wiedzy własnej struktury. Mariusz Dembiński zawsze odnosił się do tradycyjnego pojmowania pedagogiki i czerpał z niej komponenty wiedzy dla własnych potrzeb, a zarazem powracał do pytań pierwszych. 

Nie bez powodu prowadził spór o istotę pedagogiki, o kluczowe w niej i dla niej kategorie pojęciowe.  Kluczowe były w powyższej książce jego dociekania dotyczące przykładowo tego: Czy można wyróżnić moment w dziejach europejskiej cywilizacji, w którym „edukacja” (paideia) stała się świadomym narzędziem wykorzystywanym przez daną społeczność do wpływania na ludzką osobowość i kreowania świata? (s.29)

Pedagogia nie jest jedyną formą przekształcania człowieka w istotę ludzką, bo już samo takie postawienie sprawy nie znajduje swojego potwierdzenia w podejściu egzystencjalno-personalistycznym, w świetle którego wychowanie jest co najwyżej umożliwianiem jednostce odkrywania własnego człowieczeństwa. Dembiński wyrażał jednak własne credo, przeświadczenie, że (…) pedagogika jest tym, co prowadzi, co ukierunkowuje – na przykład chłopca (gr. pais), aby stał się istotą dorosłą (…)(s. 23) 

Wyróżniane przez niego "ago"  jako „prowadzenie” agotyczne (od ago) to tylko działanie, ruch; coś wsobnego, coś, co w sobie się kształtuje i samo w sobie i przez siebie utrzymuje. Sam przyjmował rozumienie terminu ago – jako prowadzenie i agoge jako wprowadzanie, doprowadzanie. Nadał temu pojęciu charakter konatywny, działaniowy określając go nawet mianem procesu agogetycznego, wykonawczego i dekonstruującego idee pedagogiczne w konkretne przypadki wychowawcze, kształtujące, wykonawcze, wyrażane w praktykach?(s. 33)

Wybitny filozof wychowania, uczeń światowej sławy fenomenologa Jana Patočka z Uniwersytetu Karola w Pradze – Radim Palouš,  tak tłumaczył pojęcie „agogika”: AGOGÉ   oznacza kierowanie, wychowanie, karność, sposób życia, ale i przeprawę, odjazd. AGÓN znaczy walkę, wysiłek, zmaganie się; AGEIN znaczy ciągnąć, prowadzić – wszystkie te znaczenia pojęć nie zaprzeczają temu, czym chce być teoria agogiki. Jakże charakterystyczne jest w tym znaczeniu greckie pojęcie AGE – wzwyż, podnieś się.[1] 

Jak widzimy wykluczenie z etymologii pojęcia agogé jego innych znaczeń, niż tylko kierowanie, a więc działanie, czynienie czegoś dla innych, wcale nie musi być sprowadzane jedynie do roli owej siły sprawczej, uaktywniającej innych. Natomiast niewątpliwie, skupienie się tylko i wyłącznie na takim znaczeniu tego pojęcia pozwala na odczytywanie jego w różnych kontekstach, perspektywach ze świadomością, że nie jest ona jedyną.

Mariusz Dembiński pracował w ostatnich latach na Wydziale Pedagogiczno-Artystycznym UAM w Kaliszu, gdzie wykładał pedagogikę ogólną potwierdzając bogactwo o(d)czytania genezy i ewolucji pedagogiki, zróżnicowania jej myśli filozoficznej oraz nasycania własną refleksją współczesnej myśli pedagogicznej. Można powiedzieć, że swoimi studiami niejako ukorzeniał pedagogiczne myślenie, kiedy sięgał do tropów w języku greckim, do uzasadnień antropologiczno-kulturowych, historycznych i etycznych. 

Odszedł z naszego środowiska Uczony, który swoimi rozprawami dawał nam do przemyślenia dzieła głęboko erudycyjne, które wpisują się w badania podstawowe w naukach humanistycznych. Przywołując tradycje greckiej demokracji, roli pedagogiki w kształtowaniu obywatelskiego etosu i docenianie wagi edukacji w życiu społeczeństw, kształcił młode pokolenia Polaków do jednego z najpiękniejszych zawodów w służbie publicznej. 



Przedwcześnie zmarły profesor UAM pozostawił nam wiele rozpraw, ale ostatnia czeka właśnie w Wydawnictwie Naukowym UAM na opracowanie redakcyjne i jej wydanie. Warto będzie do niej sięgnąć pamiętając o tym, jak ważne przekazał nam pedagogiczne credo. W przygotowywanej do druku monografii potwierdził wartość dialogu ze swoimi mistrzami, z którymi prowadził wymianę myśli, by wzbogacić swoje analizy i kształcić w autorskim duchu studentów pedagogiki. Będzie nam brakowało filozofa wychowania, który był zarazem Osobą o wielkiej wrażliwości i darze wyrażania swoich myśli i doznań także w poezji.    

 

Polecam wykaz jego publikacji, bo będą one odgrywać istotną rolę w debatach naukowych w pedagogice. Sięgnijmy po ostatnią monografię Mariusza Dembińskiego pt. "Pedagogizacja wytworów nauki i sztuki w ramie widowisk kulturowych", która ukaże się jesienią tego roku. To nie będzie Jego ostatnie słowo, bowiem tak głębokie myśli będą przez kolejne lata inspirować pedagogów do dalszych badań. Za to jestem ogromnie wdzięczny zm. Mariuszowi. Niech spoczywa w pokoju! Kieruję do Jego Bliskich wyrazy współczucia po tak bolesnej stracie.   

 

 

[1] Radim Palouš, K filosofii výchovy, Praha: SPN 1991, s. 17.

 

04 lipca 2022

Naukowa maksyma na wakacje




Polska Agencja Prasowa 

U pracowników, którzy potrafią w wakacje odciąć się od obowiązków służbowych obserwuje się trwałe podniesienie nastroju i zwiększenie poziomu szczęścia - stwierdzono w analizie Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Dodano, że ryzyko zgonu u osób korzystających z urlopu spada o 20 proc.

Życzę zatem miłych wakacji 

03 lipca 2022

Śladami wojny polsko-(nie)polskiej 1989–2021





Książka Andrzeja Paradysza doskonale wpisuje się we współczesną LITERATURĘ FAKTU. Z jednej strony dotyczy naszej codzienności od początku transformacji ustrojowej, z drugiej zaś strony jest nasycona faktami z wydarzeń społeczno-politycznych, których skutki będą jeszcze przez długie lata przedmiotem ustawicznej dyskusji. Powiązanie naukowej wiedzy z informacjami medialnymi i publicystycznymi komentarzami pozwala spojrzeć na całość jako bogate studium wymykających się naszej pamięci faktów i procesów. 

Monografia A. Paradysza stanowi zarazem dobry podkład dla badań społecznych, których twórcy nie powinni zapominać o tym, że niemalże wszystko, co nas otacza, czego doświadczamy, o czym słyszymy, co czytamy, co oglądamy i jak długo oraz z jakiego miejsca ma znaczenie dla obywatelskiej samoświadomości. Nie bez powodu całość rozważań  poprzedza motto filozofa polskiego pozytywizmu - Aleksandra Świętochowskiego z jego "Liberum veto" (1855):   

Natura polska nie posiada zdolności do organizacji i działania łącznego. Widzimy to na każdym kroku i przy każdej sprawie. Powiedzcie komuś: – Pawle, dla dobra Ojczyzny trzeba wypić Wisłę. Paweł, jeśli posiada zapalny temperament, natychmiast pobiegnie do Wisły i zacznie ją wypijać, dopóki się nie udusi. Ale powiedzcie mu: – Pawle, dla dobra ojczyzny musimy we dwóch przynieść co dzień przez miesiąc wiadro wody z Wisły do kolumny Zygmunta. Pierwszego dnia Paweł przyjdzie i obowiązek swój spełni, drugiego – spóźni się, trzeciego – zaśpi, czwartego – wyjedzie do Marcelina, a dziesiątego – o powinności całkiem zapomni.     

Trudno pisać recenzję książki, z którą miałem okazję zetknąć się w różnych fazach jej powstawania. Autor konsultował bowiem wiele kwestii z różnymi ekspertami, co dobrze świadczy o jego samozaparciu, by czegoś nie pominąć, nie wykluczyć oraz by dobór źródeł, układ treści i język narracji nie generowały logicznych wątpliwości, merytorycznych błędów czy niejasności. Tego typu rozprawy zawsze będą miały różne odczytania, gdyż sięgają po nie najczęściej ci, którzy specjalizują się w tym samym przedmiocie badań, mają zbliżone zainteresowania poznawcze lub poszukują uzasadnień dla własnych hipotez. 

Niniejsza monografia nie  powstała w oparciu o dokumenty źródłowe, archiwalia czy wywiady z aktorami omawianych zdarzeń. Nie jest naukową monografią sensu stricte, gdyż przyznaje to nie tylko jej autor, ale i jest to czytelne ze względu na brak metodologicznych uzasadnień analizy treści. Jest natomiast ciekawą rekonstrukcją powstałej dotychczas wiedzy na temat wewnątrzkrajowych konfliktów. Publikacja stanowi próbę bardzo osobistego ich odczytania przez kogoś, kto nie uczynił tego dla stopnia, certyfikatu, awansu, tylko dla siebie, by móc lepiej zrozumieć osobiste doświadczanie świata i wpisać go we własną mapę myśli. 

Zapewne politolodzy czy historycy zajmujący się współczesną makropolityką zaczną czytać lub przeglądać ten tytuł od końca, by zobaczyć, czy autor książki uwzględnił ich publikacje czy publiczne komentarze. Szybko się rozczarują, bo nie znajdą na końcu bibliografii ani indeksu nazwisk.  Będą zatem musieli przewertować całość celem zidentyfikowania stanu nasycenia oczekiwanymi źródłami wiedzy lub ich braku. Jeśli był to ze strony Autora celowy zabieg, to bardzo mi się podoba, gdyż wzięcie książki do ręki zmusza do jej przynajmniej przekartkowania. 

Wśród znanych mi osób ze świata nauki większość zaczyna lekturę właśnie od końca, od bibliografii, indeksu nazwisk, ale też od znajdujacego się na początku tomu spisu treści. Bywało, że kiedy dzieliłem się z kimś własną książką, pierwszą reakcją niektórych adresatów było stwierdzenie, że pominąłem ich taką czy inną publikację, a przecież też podejmowali dane zagadnienie... .Jeszcze nie przeczytali, a już wiedzą, że warto było. 

Być może podobnie będzie z książką A. Paradysza, za którym nie stoi żaden z uniwersytetów, chociaż niejeden chciałby  mieć tak dociekliwego studenta czy pracownika naukowego. Podjęcie tak ważnego tematu jest znakomitym wskaźnikiem osobistego patriotyzmu Autora wobec ojczyzny, w której zachodzące zmiany niosą z sobą mnóstwo aporii. Warto udać się ich śladami, by zobaczyć, jak one pojawiały się, a być może i zanikały, ewoluowały i ulegały niespełnieniu w sferze ludzkich oczekiwań, aspiracji, pożądań, marzeń czy dążeń. Jak pisze A. Paradysz  we wstępie:

W swoich dociekaniach sięgam do rozmaitych źródeł ponad podziałami ideologicznymi, co w moim przekonaniu jest niezbędne dla zachowania rzetelności. Analizuję rzeczywistość społeczną przez pryzmat myśli socjologicznej, politologicznej, filozoficznej, ekonomicznej, antropologicznej i pedagogicznej. Taka strategia jest zgodna z przekonaniem, jakie wyraził angielski antropolog i nestor humanistyki John Goody: "(…) aby dotrzeć do sedna, lepiej jednak unikać stosowania jednej metody bądź dyskursu właściwego określonej dziedzinie i przekraczać utrwalone i zinstytucjonalizowane granice"  (s.12). 

Rzeczywiście, trudno posądzać Autora książki o światopoglądowo-polityczną stronniczość, gdyż nie ma zamiaru opowiadać się po którejkolwiek ze stron toczonych wojen, bitw czy potyczek w naszym kraju. Ich wydobycie na jaw sprawia, że będą mniej lub bardziej rozpoznawalne przez obywateli w społeczeństwie (nie-)wiedzy. Jest to jednak odsłona własnej kultury politycznej oraz zróżnicowanej w świecie nauki jej egzemplifikacji. Sam siebie określa mianem "korespondenta wojennego", który udaje się w pobliże lub na pola walki, by na własne oczy przekonać się o istocie zaistniałych konfliktów, dynamice ich ewoluowania oraz odczuwanych przez niego następstw. 

Oczywiście, książka nie jest o wojnie domowej w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo tej na szczęście nie mamy  i oby do niej nigdy nie doszło. Autor idzie po śladach konfliktogennych różnic kulturowych, światopoglądowych, ale i wynikających z politycznych afirmacji, wyborów lub oporu wobec nich rodaków, którzy wcale nie zamierzają przyjąć wobec antagonistów chrześcijańskiej postawy "miłuj bliźniego jak siebie samego" czy "zło dobrem zwyciężaj", gdyż wolą dążyć do konfrontacji, by mieć z tego tytułu jakąś korzyść (osobistą, polityczną, kulturową, ekonomiczną itp.). 

Paradysz daje wyraz temu, w jaki sposób sam postrzega świat takim, jakim on jest w nasyceniu paletą barw, odcieni i poświat hidden curriculum władzy. Nie jeździ bowiem po Polsce i nie rejestruje społeczno-politycznych, kulturalnych czy edukacyjnych procesów, napięć, ale stara się przebić przez wytwarzane w mediach i pracach naukowych „informacyjne mgły”, by wyjść z ich cienia ku jakiejś światłości. Jak pisze: 

Przedzieranie się przez nie wymaga wysiłku poznawczego i otwartości, a zarazem dystansu do wciąż niespodziewanie „wynurzających się” sensacyjnych newsów. Poruszam się zdecydowanie, lecz ostrożnie w tym trującym gąszczu dezinformacji i  szumu informacyjnego zaczadzającego umysł! Jestem świadomy, że czas ucieka i wszystko permanentnie się zmienia, zatem dynamicznie poszukuję alternatywnych ścieżek, które być może pozwolą odnaleźć tzw. arystotelesowski „złoty środek”. Jestem wszak przekonany, że odkrywanie „prawdy” wymaga zachowania umiaru i rozsądku, czyli atrybutów niezbędnych przy opisie i nieuchronnej ocenie spornych kwestii, jakie napotykam na „wojennej ścieżce" (s.12-13).     

Chciałbym, żeby moi studenci przeczytali tyle książek z różnych dyscyplin naukowych, które są zbliżone do siebie dziedziną wiedzy, ale i przedmiotem badań oraz by potrafili łączyć ze sobą fakty dociekając faktycznych przyczyn ich zaistnienia. Autor sięga bowiem w swoim dociekaniu prawdy do socjologii, politologii, stosunków międzynarodowych, antropologii kulturowej, pedagogiki, psychologii politycznej, a nawet miejscami do filozofii polityki. Każde z głośniejszych medialnie zdarzeń, które jest przywołane w książce, wymagałoby odrębnego rozdziału i poprzedzających jego powstanie badań naukowych czy chociażby śledztw dziennikarskich. Tu mamy ich kumulację.

Autorowi książki chyba nie chodzi o domykanie zdarzeń, formułowanie ostatecznych wyników własnej ich oceny czy śledzenie wszystkich możliwych źródeł wiedzy i informacji na dany temat. Swoją narracją odsłania, w jak trudnej sytuacji znajdują się przeciętni (w sensie statystycznym) Polacy, żeby mogli wyciągać racjonalne wnioski z docierającej do nich informacji, które zbliżą lub oddalają ich od prawdy. Faktów w tej książce jest tak dużo, że można się pogubić w zrozumieniu sensu ich uwzględnienia i mieć trudność wyciągnięcia wniosków z przywołanych doniesień i ich interpretacji.    

Pedagodzy zapewne pamiętają historię zawieszenia przez władze UMK w Toruniu w wykonywaniu akademickich powinności przez profesora Aleksandra Nalaskowskiego za opublikowany przez niego felieton w tygodniku społeczno-kulturalnym "W sieci", w którym krytycznie odniósł się do manifestowania przez osoby LGBTQ+ swojej odmienności seksualnej w czasie ulicznych parad (nie-)równości.  

Na podstawie doniesień prasowych Paradysz wyciąga wniosek, że prawdopodobnie decyzja rektora UMK została odwołana w wyniku poparcia profesora pedagogiki przez wielu prawicowych uczonych, a nawet polityków. Tymczasem decyzja w powyższej sprawie zapadła z naruszeniem prawa, dlatego rektor musiał ją wycofać z obiegu prawnego, przywracając tym samym A. Nalaskowskiego do pracy. Tego autor książki nie mógł wiedzieć, podobnie jak nie są jemu znane kulisy decyzji kierownictw partii rządzących. Niektóre fakty ujawniane są po wielu, wielu latach albo w wywiadach prasowych, albo w publikowanych autobiografiach głównych aktorów zderzeń w toku zdarzeń.

Głównym terenem omawianych działań wojennych jest scena polityczna, której aktorzy zmieniali się jedenastokrotnie. Otrzymujemy zatem bardzo syntetyczną fotografię konfliktów, które otwiera spór o "Okrągły stół" a zamyka etap XI z lat 2020-2021. Gdyby nie spieszyć się z wydaniem książki, to mogłaby być - z uwzględnieniem wydarzeń w 2022 roku - jeszcze bogatszym podkładem dla zrozumienia działań sejmowych i pozaparlamentarnych formacji politycznych, które będą walczyć o miejsce w organie władzy ustawodawczej w 2023 roku. Jeszcze wiele może wydarzyć się na tej scenie.

Od 234 strony  zaczyna się analiza problemowa czasów (nie)dobrej zmiany (i nie tylko), którą Autor określa mianem "przeglądu wojennych frontów". Poznajemy zatem istotę sporu o charakter zmiany, która w moim przekonaniu jest czymś więcej niż zmianą formacji politycznej u sterów władzy.  Trafnie odczytuje kluczową rolę propagandy, która określana jest przez niektórych naukowców miękkim określeniem - "komunikacja społeczna". 

Trudno jest zachować dystans do rekonstruowanych w tej części wydarzeń i ich socjopolitycznych analiz, gdyż Autor nie miał czasu na jego nabranie. Musiał przecież odnieść się do kluczowych, a będących przedmiotem wojny i oporu wobec niej części polskiego społeczeństwa do takich kwestii jak m.in.: 

- spór o charakter i głębię zmiany (ustrojowa?);

- bitwa o politykę historyczną (pamieć vs zapomnienie; patriotyzm a nacjonalizm);

-  polityka wstydu kontra polityka dumy;            

- nieoczywisty rodzaj demokracji; 

- beneficjenci populizmu (wojenne dary czy łupy?); 

- spór o zakres wspólnotowości i suwerenności w Unii Europejskiej.

Rozważania domyka Paradysz częścią zatytułowaną armistycjum, a więc próbą refleksji nad tym, czy możliwy jest w Polsce rozejm między walczącymi ze sobą politycznymi, światopoglądowymi "wrogami". Jednak ten nie jest czynnikiem jednoczenia, ale czasowego zawieszenia walki. Tymczasem Paradysz poszukuje argumentów na rzecz przywrócenia stanu dążeń Polaków z czasów pierwszej fali Solidarności, kiedy to zabiegano nie tylko o odzyskanie wolności, ale także zabezpieczenie jej przez budowę społeczeństwa obywatelskiego. Wyraźnie widać to w deklaracji własnego stanowiska: 

Jestem zatem przekonany, że „dobra władza” to stały nadzór obywateli nad politykami. To władza, która ma odwagę odpowiadać przed swoim ludem. Demokracja może bowiem zaistnieć realnie tylko w społeczeństwie obywatelskim, w  którym trwa ciągła dyskusja z  przeciwnikami traktowanymi na równych prawach. Nie oznacza to, że społeczeństwo obywatelskie może zastąpić władzę polityczną, ale powinno ją ograniczać, kontrolować, stabilizować i uzupełniać. Wszak władza państwowa nie realizuje w pełni wszystkich celów niezbędnych dla rozwoju kultury danego kraju i poszczególnych jego obywateli. (s. 355-356).

Ucieszył mnie ostatni podrozdział dotyczący potrzeby edukacji obywatelskiej i wychowania w demokracji, a nie o demokracji. Właśnie wczoraj toczyły się w Warszawie obrady tzw. "Kongresu Edukacyjnego", w którym dyskutowali o konieczności zmian w polskiej edukacji formalnej i nieformalnej oraz w polityce oświatowej pedagodzy, nauczyciele twórczy (przedszkolni i szkolni), psychoterapeuci, prowadzący placówki czy różne formy edukacji alternatywnej. 

Recenzowana publikacja A. Paradysza pojawiła się w bardzo dobrym momencie koniecznego spojrzenia wstecz, jak i wyjścia ku przyszłości zanim rozpocznie się w Polsce - jak przewiduję - najostrzejsza kampania wyborcza 2023 roku. Edukacja, nauka, kultura, ale pewnie i sfera socjalna oraz ochrony zdrowia będą łakomym kąskiem dla każdej formacji politycznej. Na wytworzanym przez rządzących od 33 lat deficycie ("Polska w ruinie?"), frustracji, rozgoryczeniu  będziemy ponownie skazani na potrzebę dokonania pogłębionej analizy i refleksji w wyniku konfrontacji faktów, zdarzeń i opinii dotyczących oligarchii, samozachwytu i arogancji polityków władzy oraz opozycji.       

            

    

              

02 lipca 2022

"Recenzje w postępowaniach o awans naukowy. Poradnik" - także na czas wakacyjnej przerwy

 


Znakomicie, że po wydaniu poradników dotyczących postępowań na stopień naukowy doktora habilitowanego i na tytuł naukowy profesora Rada Dyscypliny Naukowej wydała kolejny, a dopełniający nie tylko powyższe procesy Poradnik. Recenzje w postępowaniach o awans naukowy. Niniejsza publikacja została przygotowana (...) z myślą o wsparciu obszaru recenzowania w postępowaniach o awans naukowy, została opublikowana na stronie internetowej RDN w zakładce „Dobre praktyki”.   

Przewodniczący Rady Doskonałości Naukowej prof. dr hab. Grzegorz Węgrzyn zwrócił się do Członków tego organu z prośbą o upowszechnianie wiedzy dotyczącej procesu recenzowania w szeroko rozumianym środowisku akademickim. Czynię to z wielką satysfakcją, tym bardziej że w ubiegłym roku wydałem książkę poświęconą krytyce naukowej i związanej z nią patologią w polskim środowisku akademickim, głównie w naukach społecznych i humanistycznych, ale ze szczególnym zwróceniem uwagi na pedagogikę.     



Od przyszłego tygodnia zamykam bloga na okres wakacyjny, by poświęcić czas wolny od akademickiej dydaktyki i bieżących obowiązków w szkolnictwie wyższym między innymi na recenzowanie naukowych dysertacji, tak wydawniczo jak i w ramach postępowania na stopień naukowy doktora. Wielu znajomych uczonych już zasygnalizowało w sieci swoją nieobecność, gdyż okres wakacyjny jest częściowo spożytkowany na rekreację, ale też na proces, który określamy jako re-kreację, czyli możliwość powrotu do wyhamowywanej w czasie roku akademickiego pracy twórczej.     

Życzę zatem wiernym, niewiernym, przypadkowym jak i doraźnym Czytelnikom odpoczynku także od moich wpisów. Powrócę tu z dniem 1 września, chociaż miesiąc zbliżającego się końca lata będzie owocował wieloma wydarzeniami w akademickiej pedagogice. Przypominam o Letniej Szkole Młodych Pedagogów w Dąbrowie Górniczej, o Zjeździe Pedagogicznym w Poznaniu, jak i o kolejnych spotkaniach u prof. Romana Lepperta w Zaciszu Akademickim

Co nas czeka w nowym roku szkolnym i akademickim? Zapewne już z końcem lipca będziemy mieli wreszcie ujawnioną stratyfikację dyscyplin naukowych w uczelniach, które poddały je ewaluacji za lata 2017-2021.  

Do zobaczenia, do usłyszenia!   

 

01 lipca 2022

Orwell na steroidach

 





Trafiła do mnie książka będąca zbiorem wywiadów z ekonomistami, naukowcami, biznesmenami i intelektualistami, których poproszono o podzielenie się swoją wizją świata w roku 2050. Za wiodące motto przyjęto myśl Charlie Chaplina: Troszczę się o swoją przyszłość, gdyż zamierzam w niej spędzić resztę swojego życia (s.7).

Pierwszym rozmówcą analityka mikroekonomii Martina Kupki jest pisarz, autor książek science fiction Ondřej Neff. Jak stwierdza Kupka - horyzont 2050 roku jest zbyt odległy, żeby można było formułować racjonalne predykcje. Dynamika zmian jest tak duża, że nawet makroekonomiści nie są w stanie przewidywać w horyzoncie dłuższym niż 5 lat. Inna kwestia, to jaka generacja będzie decydować o świecie w 2050 roku, skoro urodziła się w czasach pokoju, dobrobytu, wolności, swobody podróżowania, możliwości realizowania własnych zainteresowań itp.? 

 

Jednak nie mogli przewidzieć, że dwa lata później właśnie ci milenialsi doświadczą także bezrobocia, kryzysu ekonomicznego, energetycznego w wyniku wojny na Ukrainie. Tyle są warte przewidywania przyszłych zdarzeń. Nie unikniemy - zdaniem ekonomisty - procesów migracyjnych ludności, gdyż jest to naturalny proces, tak jak padający deszcz. Wprawdzie Somalijczycy nie zadomowią się na wsiach czy w małych miasteczkach, ale opanują metropolie, które przekształcą się w megapolis z etnicznymi gettami (np. w Paryż, Mediolan, Harlem w Nowym Jorku). 

 

Będziemy musieli wyżywić tych ludzi, utrzymać ich w pokoju, żeby nie mordowali więcej, niż można będzie im zabronić i by nie doszło do wojny domowej. Zapewne pomocne okażą się technologie cyfrowe, które wygenerują sztucznych ludzi stojący na straży naszego bezpieczeństwa. Będziemy chodzić z wirtualnymi okularami, coś zjemy i będziemy happy (...) Zachód jest zasadniczo pod wpływem zielonej lewicy i szykuje się do kontynuowania autodestrukcji. Sądzę, że nastąpi przyspieszenie cyfryzacji społeczeństw. Covid wykazał, że osobiste kontakty nie są konieczne, a nawet są niebezpieczne. Wirtualna rzeczywistość ma stuprocentową ochronę, więc czemu do niej nie wejść?   (s.23-24).

 

Padło w rozmowie pytanie o edukację, o to, co może się w niej zmienić. Zdaniem Neffa nie powróci już model klasycznego kształcenia, gdyż człowiek może dzisiaj znacznie szybciej pozyskać konieczne informacje. Jednak nowe technologie, a nawet doświadczenia e-learningu nie wyprą z procesu kształcenia bezpośredniego kontaktu uczniów z nauczycielami. Tej "ludzkiej sztafety" żaden robot nie będzie w stanie zastąpić nawet w trzecim tysiącleciu, gdyż nie da się sztucznie kształtować u innych empatii, ludzkiej symbiozy.

 

Zapewne zmieni się typ relacji na rzecz zbliżenia między nauczycielami a uczniami, by mogli efektywniej sprzyjać uczeniu się. Zawodem przyszłości już jest biotechnologia i inżynieria genetyczna oraz energetyka jądrowa, którą Neff uważa za (…) czystą, bezpieczną, racjonalną i pożądaną (s.30).  

 

A co z demokracją? Neff z niepokojem obserwuje wzrost nieufności do demokracji parlamentarnej i możliwość pojawienia się jakiegoś władcy, który podporządkuje sobie ministra sprawiedliwości i poszerzy przestrzeń do manipulowania społeczeństwem. Gdybym miał to opisać metaforą, to byłaby to gra bez reguł, która zawsze kończy się sińcami i wypaczeniami (s.29).

     

Wywiad z geopolitykiem Janem Kofroňem nie tylko nie wnosi niczego nowego do naszej wiedzy o megatrendach w polityce światowej, ale potwierdza, że jako realista nie miał zielonego pojęcia o zagrożeniach ze strony Federacji Rosyjskiej. Przewidywał bowiem, że USA porzuci Europę przenosząc swoje interesy w kierunku azjatyckim, zaś wkrótce dojdzie do rozpadu czy dezaktywacji NATO ze względu na brak zainteresowania Europą. Jak widać, mocno się mylił. 

 

Podobnie słabo prognostyczny jest wywiad z ekonomistą Uniwersytetu Karola w Pradze - Janem Lamserem, który niewiele ma do powiedzenia na temat przyszłego systemu finansowego na świecie. Jak mówi: w zasadzie nic się na świecie nie zmieni, nie znikną dolary i euro, chociaż będzie dochodzić do doraźnych wahań na rynku finansowym i wielkich kryzysów. Trzeba liczyć się z tym, że może dochodzić do nieoczekiwanych rzeczy (s. 66). Tak może wyrokować każdy maturzysta.  

 

Kolejną rozmówczynią - tym razem docenta Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Pradze Pavla Hnáta - jest Bublu Sarbani Thakur-Weigoldova, wykładowczyni na Wydziale Logistyki i Zarządzania na Uniwersytecie w Zurichu. Przedmiotem zainteresowań stała się globalizacja, której czesko-szwajcarska asystentka nie postrzega jako kontrowersyjnego procesu, jakiegoś zła czy formy kolonializmu. Dzięki globalizacji wiele miliardów ludzi na świecie nie żyje już w ubóstwie, co jest jej fenomenalnym osiągnięciem. Jej zdaniem (...) ów trend jest z nami od początku historii, jak tylko dochodziło do skracania odległości i przenikania światów (s. 69). 

 

Rozmówczyni dodaje jednak, że w wyniku otwarcia granic wielu ludzi, a nawet całe regiony doświadczyło obniżenia standardu życia. Ludzie ci wybrali w USA, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech i w Polsce oraz w innych krajach populistyczną władzę, która przeciwstawia się swobodnemu przepływowi towarów i ludzi (s.83)

  

Trzy cechy wyznaczają ekonomiczną swoistość globalizacji, a mianowicie: konwergencja cen towarów, zdolność do zniszczenia monopoli i realokacja źródeł (s. 70). Na pytanie, jak będzie wyglądać globalizacja w 2050 roku, Thakur-Weigoldová mówi: 

 

Niewątpliwie nastąpi proces deglobalizacji. Nie myślę, że doczekamy się kompletnego czy w większości wycofania globalnych produktów i rynków do regionów, gdyż jest to nierealne. Rozbitego jajka już nie zamkniemy z powrotem w skorupie. Nawet wówczas, gdyby pojawiły się w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii czy USA jakieś autorytarne rządy, to nie uda im się całkowicie zmienić ekonomicznej logiki, na której opiera się globalizacja. Nikt nie będzie chciał mieć jutro mniej niż ma dzisiaj. (s. 82-83).    

   

Trendsetterka Marian Salzmanova uważa, że chaos stanie się czymś normalnym, o czym świadczy m.in. zaskakująca świat pandemia Covid-19, chociaż ona pisała o tym niebezpieczeństwie piętnaście lat temu, podobnie jak o zagrożeniach związanych z wzrostem nierówności społecznych i systemowym rasizmem. Ludzkość już nie wróci do minionych kolein życia. Pojawia się wreszcie w rozmowie z nią kwestia edukacji. Zmieni się szkoła w przyszłości na sutek rewolucji cyfrowej. 

 

Szkoła i kształcenie na każdym poziomie już nigdy nie będą zamknięte w sali lekcyjnej. Chciałoby się powiedzieć, a jednak, mieliśmy rację z Michałem Paluchem, by wywołać dyskusję w tym zakresie także w naszym kraju.


Podstawą będą wirtualne wykłady, mentoring i współpraca. Trzeba będzie wynaleźć dla tego rozwiązania bezpieczną przestrzeń fizyczną i mentalną, w której uczniowie. studenci będą mieli możliwość poznania realnego świata (s. 146).      

 

Jednak, jak twierdzi trendsetterka: Jeszcze tak niedawno rodzice dążyli do tego, by ich dzieci miały jak najwyższe wykształcenie, by miały wysoką inteligencję poznawczą i emocjonalną. Dzisiaj najbardziej oczekiwanym przez rodziców i pedagogów celem kształcenia jest nauczenie dzieci odporności (s.143).  Powraca zatem problem zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, skoro żyjemy w świecie pełnym złości i agresji, które prowadzą do polaryzacji społeczeństw. 

 

Zanika zdolność do racjonalnej dyskusji. Trzeba zatem przygotować młode pokolenie do radzenia sobie w świecie, w którym do władzy dochodzą populiści nadużywający kontroli i megafonów. Populiści dostają się do władzy dlatego, że mówią to, co ludzie chcą usłyszeć (a są w tym naprawdę dobrzy). Nie będą jednak w stanie rozwiązać niektórych problemów społecznych, które bezspornie istnieją, a zatem w następstwie ich rządów społeczeństwa będą nieco bardziej poranione (s.144).          

 

Jednak o edukacji w XXI wieku rozmawiają Lenka Čabelová z Bobem Kartousem, który jest badaczem wirtualno-fizycznej społeczności naszego stulecia. Jego zdaniem szkoła sama z siebie się nie zmieniJest instytucją społeczną, która cierpi na wysoki poziom konserwatyzmu, gdyż tworzy ją ok. 150 tys. nauczycieli, milion uczniów i średnio 2 miliony rodziców (dane dotyczą Czech - dop. BŚ). Potwierdzają to ostatnie dwie dekady, w czasie których byliśmy świadkami pojawienia się internetu, nowych technologii, mobilnych technologii, rozwoju sztucznej inteligencji i wirtualnej rzeczywistości - a szkoła z zasady niczego z nich nie wchłonęła. Postęp dzieje się poza nią.         

 

Čabelová ma rację, że nawet ci nauczyciele, którzy w wyniku pandemii Covid-19 musieli opanować prowadzenie lekcji online, nie zmienili podejścia dydaktycznego. Nadal instruowali swoich uczniów i zadawali im prace domowe. Zaletą tego okresu było uświadomienie sobie przez część rodziców, że do uczenia się nie jest potrzebne ich dzieciom uczęszczanie do szkoły. Tym samym wzrosło zainteresowanie edukacją domową (flexischoolingiem). 

 

Z każdym rokiem coraz większa część umiejętności, wiedzy i cech osobowości staje się domeną nieformalnego kształcenia, które omija szkołę. Tak będzie też w przyszłości. Grozi to rozpadem społeczeństwa na różne kasty. Trzeba zatem przyznać, że szkoła jest jednym z ostatnich miejsc, w których spotykają się ze sobą dzieci z różnych warstw społecznych. Natychmiast, jak tylko zaniknie szkoła, a poszczególne warstwy społeczne będą rozwiązywać problemy wykształcenia swoich dzieci we własnym środowisku, zaniknie podstawowa, naturalna komunikacja między różnymi warstwami, co doprowadzi do rozpadu społeczeństwa (s. 177).

 

Ciekawe, bo 12 czerwca przywoływałem w blogu wypowiedź profesor socjologii UW Anny Gizy-Poleszczuk, która uważa, że już nie istnieje społeczeństwo (w sensie ogólnym).  Jednak szkoła będzie potrzeba ze względów socjalnych i konieczności przygotowywania młodych pokoleń do radzenia sobie z zachodzącymi zmianami na świecie oraz do współpracy z innymi. Przyparta do muru, by spróbowała sformułować bardziej radykalną wizję szkoły.  

 

Jej wizja szkoły przyszłości opiera się na założeniu powstania sztucznej inteligencji zdolnej do komunikowania się z ludźmi na wysokim poziomie. Dzięki temu w szkołach pojawią się osobiści asystenci edukacyjni. Jeśli przykładowo uczeń będzie miał problemy w matematyce, to rozwiąże je taki asystent wraz z robotem, który na podstawie kilku przykładów będzie potrafił perfekcyjnie zdiagnozować, co jest przyczyną tych problemów a następnie zaproponuje rozwiązania odpowiadające danemu uczniowi. Będzie też potrafił go motywować za pomocą grywalizacji (gamifikacji) lub temu podobnie. Będzie mógł też dokładnie stwierdzić, kiedy uczeń traci koncentrację uwagi, a zatem jak należy dawkować jemu wiedzę (s.181).   


Szkołę można zacząć zmieniać już dziś, chociażby parcjalnie, czy - jak mówił 30 czerwca  w Akademickim Zaciszu u Romana Lepperta wybitny humanista prof. Tadeusz Sławek - po partyzancku, tylko trzeba więcej odwagi i wsparcia rodziców, by wiedzieli, na kogo głosować w przyszłych wyborach parlamentarnych.