wtorek, 14 kwietnia 2020

Kontakty


Koronawirus, jak i inne czynniki chorobotwórcze eliminują z naszego życia osoby bliskie, ale i związane z nami przez stosunki zawodowe czy społeczne. Przymus zostania w domu sprawił, że nie mogłem wysłać tradycyjnych listów do osób, które nie korzystają z e-korespondencji. Nawet nie mogę się dowiedzieć, jak się czują, czy mają wsparcie bliskich lub służb socjalnych.

Mam świadomość trudnej sytuacji wielu profesorów pedagogiki, wspaniałych uczonych, osób w wieku ryzyka, które z różnych przyczyn już od kilku czy kilkunastu miesięcy są pozbawieni kontaktu z własnym środowiskiem, niektórzy są hospitalizowani lub są poważnie chorzy.

Święta są też takim okresem, w którym notatnik z adresami także ulega redukcji danych. Okazuje się, że ci, którzy jeszcze rok temu wysyłali życzenia, w tym roku już tego nie uczynili, chociaż mogli - elektronicznie. Trudno. Przetasowania społecznych relacji są czymś naturalnym. "Umarł król, niech żyje król". Jednych tracimy - zyskując innych.

Zapewne wiele osób rozpoznaje po pewnym czasie, jak przez lata niektórzy pozorowali więzi czy życzliwość nawiązywanych relacji. Przyjaciół poznaje się w okresie kwarantanny tak samo, jak tych, którzy okazali się cynicznymi manipulatorami. Warto uwolnić ich od tzw. formalnych - z ich punktu widzenia - konieczności podtrzymywania relacji, które przez jakiś okres czasu osłaniali semantycznym lukrem rzekomej troski, przyjaźni, solidarności czy lojalności.

Święta Zmartwychwstania Pańskiego są odsłoną prawdy, która zatroszczyła się o siebie. Hipokryci jako osoby niezdolne do bycia autentycznymi, prawdziwymi, pozbawieni sumienia zawsze byli karłami moralnymi, połowicznymi uczonymi, nauczycielami, politykami, prezesami, nomenklaturą czy działaczami społecznymi. Im się wydaje, że nikt tego nie widzi, nie ma wiedzy na temat ich prawdziwych zachowań.

"Nie ma prawdy bez odwagi wyznawania jej przed ludźmi. Jeżeli społeczeństwo jest stale okradane z prawdy, rodzi się żałosne pokolenie ludzi niedorozwiniętych."(kard. Stefan Wyszyński, Warszawa 1990, s.1025)