Przejdź do głównej zawartości

Profilaktycy w szkołach, czyli ciąg dalszy analizy projektu MEN


Nie ulega wątpliwości, że jednak czegoś interesującego dowiadujemy się z przeprowadzonych badań. Studiując opublikowane dane możemy je wykorzystać do własnych projektów badawczych, gdyż stanowią one ciekawą "fotografię" różnych zmiennych związanych z zagrożeniami w środowisku życia i uczenia się dzieci oraz młodzieży. Nie rozumiem, dlaczego zatem krytycy skoncentrowali się na dwóch czy nawet trzech drobnych kwestiach, które pojawiły się w diagnozie, ale nie stanowiły w niej istotnych wymiarów?

Projekt jest oparty na dwóch formach działania: praca koncepcyjna i rekomendacyjna zespołu eksperckiego (model Delphi) oraz dwuetapowa, wielowymiarowa, ogólnopolska diagnoza i ewaluacja działań profilaktycznych i ich uwarunkowań. Realizacja obejmuje:

* Stworzenie eksperckiej wizji badań ewaluacyjnych.
* Diagnozę przekrojową, jak i badania podłużne oraz badania towarzyszące realizacji działań profilaktycznych.
* Opis rezultatów badań i rekomendacje przekazane na konferencjach, w publikacji po polsku i po i angielsku oraz w zestawie broszur online dla szkół i gmin, dostępnych także na platformie internetowej.


Po co ten projekt? Czy rzeczywiście, jak napisali organizatorzy - po to, by wydać publikacje: "Rezultatem projektu będzie zestaw książek i broszur dla szkół, opisujących rekomendowany przez ekspertów i zweryfikowany w wyniku badań model działań profilaktycznych w Polsce."? Otóż owe publikacje stanowią istotną wartość diagnostyczną z naukowego i oświatowego punktu widzenia, przede wszystkim dla dyrektorów szkół i nauczycieli. Czy z nich korzystają? Nie wiemy.

Warto zapoznać się z treścią tych publikacji, gdyż zostały solidnie napisane. Zawierają bardzo dobrze, bo syntetycznie opisane założenia teoretyczne badań diagnostycznych oraz ich usytuowanie na tle światowych diagnoz podobnych zagadnień. Gdyby wszyscy nauczyciele przeczytali zawarte na stronie raporty w odniesieniu do tej grupy wiekowej uczniów, z którymi pracują na co dzień, to mieliby wartościowy materiał poznawczy i praktyczny. Okazuje się bowiem, że zdiagnozowani nauczyciele w niskim stopniu interesują się efektywnością realizowanych w ich szkołach programów profilaktycznych. Ich rzekomy, bo przecież jedynie "(...) deklarowany aplauz dla działań profilaktycznych w szkole - jak podają badacze - wypada ocenić jako „ideologiczny” lub fasadowy, bo nie mający pokrycia w działaniach, wśród których zresztą przeważały różne aspekty „koncepcyjne”.

Padło pytanie o praktyki religijne, ale w kontekście ich jako czynnika chroniącego dzieci przez zagrożeniami w sferze zachowań ryzykownych. Jak piszą badacze: "Zgodnie z oczekiwaniem wyniki tych badań wskazują, że udział w praktykach religijnych jest czynnikiem chroniącym dzieci przed podejmowaniem zachowań problemowych. Sugeruje to rozkład odpowiedzi na pytanie o częstość udziału dzieci w praktykach religijnych. Uczniowie z grupy wysokiego ryzyka rzadziej uczestniczą w praktykach niż uczniowie z grupy przeciętnego i niskiego ryzyka. Świadczy o tym przede wszystkim frekwencja odpowiedzi „raz w tygodniu” oraz „nie praktykuje”. Te kategorie odpowiedzi najbardziej chyba różnicują wyróżnione grupy uczniów" (s. 99) Na marginesie muszę odnotować, że w publikacji nie ma zapowiedzianej tabeli nr 19 z danymi na ten temat.

Raporty z diagnoz zawierają interesujące dane. Czy ktoś je przeczytał i odniósł także do własnej placówki? Warto zapoznać się z publikacją p.t. Profilaktyka w szkole.red. R. Porzak, Lublin: Fundacja "Masz Szansę 2019. Dyrektorzy powinni zwrócić uwagę na przynajmniej jedno z zaleceń, a mianowicie:

"W świetle wyników badań potrzebne wydaje się rzeczywiste wzmocnienie podmiotowej roli rodziny w szkole. Te rodziny z trudnościami, które nie przyjmują biernej lub oportunistyczno-opornej pozycji, mogą być liderami, a nie tylko podopiecznymi pomocy społecznej. Dzielenie się doświadczeniami ukazującymi obszary skuteczności, ale zwłaszcza obszary nieefektywności działań profilaktycznych jest bezcenne dla usprawnienia profilaktyki. Rodziny mogą być adwokatami spraw swoich dzieci, mentorami dla innych rodzin, trenerami, doradcami, ekspertami pokazującymi, jak można skuteczniej borykać się z życiem przepełnionym wyzwaniami, aktywnie współpracując ze specjalistami szkolnymi i pozaszkolnymi. Rola, jaką rodziny zdecydują się przyjąć i ich ustosunkowanie wobec systemu społecznego i systemu pomocy często zależy od dostarczanej im wiedzy i rozwiązań organizacyjnych. (s. 174)

Naukowcy poddali bardzo rzetelnej, a krytycznej ocenie stosowane w szkołach programy profilaktyczno-wychowawcze. Może należałoby się zastanowić nad (bez-)sensem ich stosowania, skoro jedynie pozorują rzekome efekty podejmowanych lub zaniedbywanych działań.

Powróćmy jeszcze do narzędzi diagnostycznych. Były wśród nich standaryzowane narzędzia do badań psychologicznych, więc nie ma potrzeby poddawania ich jakiejkolwiek ocenie, skoro zostały trafnie dobrane do zapowiedzianych oczekiwań poznawczych.

W ankiecie dla uczniów szkół ponadopodstawowych znalazło się polecenie nr 9 zobowiązujące uczniów do określenia w skali pięciostopniowej poziomu zadowolenia wobec wymienionych zdarzeń, sytuacji. Dwa z nich są niepoprawnie skonstruowane (s. 3) czy jak w zadaniu 14 i 15 oczekujące wskazania częstotliwości określonych zachowań (s.4-5). Równie błędnie określono częstotliwość aktywności w pytanie 32 (s. 10) itd. Potwierdza to, że nie tylko dr Joanna Gruba ma problemy z metodologią badań naukowych popełniając kardynalne błędy. Jeśli bowiem oczekujemy od respondentów wskazania poziomu zadowolenia, to nie może on obejmować w jednym stwierdzeniu dwóch lub więcej zmiennych. Są też w kwestionariuszu ankiety błędy literowe, co nie najlepiej świadczy o ich wydawcy (np. "Rozmawiam z rodzicami szkole i o moich ocenach").


Popularne posty z tego bloga

Akademicki savoir-vivre

Mój ostatni wpis i reakcje nań komentatorów sprawił, że postanowiłem - w duchu pedagogicznym - przywołać kwestie, które wiążą się z dobrym wychowaniem. Abstrahuję w tej chwili od faktu, że anonimowa korespondencja z grzecznością wobec adresata ma niewiele wspólnego, ale jestem w tej kwestii tolerancyjny, zdając sobie sprawę z problemów, jakie mogą wynikać dla nadawcy, jego otoczenia czy adresata ze względu na treść listu. Zostawiam to zatem na boku.

Podejmę jednak kwestię, na którą zwracają uwagę także językoznawcy, słusznie uczulając nas na właściwy sposób komunikowania się ze sobą, a co jest niewątpliwie częścią wspomnianego przeze mnie dobrego wychowania. Mam też świadomość, że kategoria dobrych manier, konwenansów jest dzisiaj staroświecka, dla wielu de mode, ale jako przedstawiciel nauk o wychowaniu mogę się o nią upomnieć, niezależnie od tego, czy będzie się to komuś podobało, czy nie.

Zacznę od korespondencji, bo coraz częściej komunikujemy się ze sobą drogą elektroniczn…

O absurdalności nauczycielskiego strajku włoskiego

Nie jestem zwolennikiem strajku włoskiego w edukacji (przed-)szkolnej, gdyż uderza on bardzo silnie w etos i pedagogię tej pięknej profesji. Następuje pogłębienie podziału między nauczycielami pasjonatami a nauczycielami, którzy, jeśli nawet kierują się w swojej pracy zawodowej chęcią dzielenia się z uczniami wiedzą i umiejętnościami, będą to musieli stanąć przed koniecznością odpowiedzi na pytanie: KIM JESTEM JAKO NAUCZYCIEL?

Sponiewieranie tej profesji przez partię władzy z pomocą zdradzieckiej decyzji Komisji Oświaty NSZZ "Solidarność", zniszczyło nie tylko nauczycielski etos, ale i ruch jedynie możliwego i potencjalnie skutecznego protestu w formie strajku okupacyjnego przedszkoli i szkół. Także, nieudolne kierowanie akcją strajkową przez władze ZNP spowodowało, że każda inna forma protestu - po zawieszeniu akcji strajkowej - a sprowadzająca się do strajku włoskiego - NIE MA JUŻ ŻADNEJ WARTOŚCI I ZNACZENIA. Ten rodzaj protestu jest NIESKUTECZNY uderzając w resztki naucz…

Kiedy punkt widzenia Anny Zalewskiej na reformę szkolną zależy od miejsca siedzenia

Mija dziesięć lat od momentu, kiedy Anna Zalewska udzieliła portalowi doba.pl z Dzierżoniowa wywiadu, w którym zachwalała reformę AWS z 1999 r.

Każdy, kto wysłucha jej krótkiej, a jakże istotnej - w obliczu czekających nas strajków - wypowiedzi, przekona się o trafności porzekadła: "Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia".

W 1999 r. Anna Zalewska zachwycała się reformą szkolną w Polsce, krytykując ją jedynie w takim zakresie, w jakim nie powiodło się ówczesnemu ministrowi edukacji jej przygotowanie i "oprzyrządowanie". Za przykład właściwie wdrażanej reformy szkolnej podała Finlandię wskazując na to, że sukcesy edukacyjne Finów są wynikiem:

po pierwsze, wpompowania przez rząd do systemu szkolnego ogromnych nakładów finansowych;

po drugie, reforma była przygotowywana przez 7 lat;

po trzecie, należało zapewnić nauczycielom wysokie płace, by byli umotywowani i przygotowani do zmiany.

Pani mgr Anna Zalewska ma krótką pamięć. Już mnie martwi to, co będzie mówić…