sobota, 11 lutego 2017

Pedagogika inkluzyjna


Znakomity uczony- pedagog specjalny, logopeda prof. Viktor Lechta z Uniwersytetu w Trnawie na Słowacji zgodził się przed kilku laty na przygotowanie do czwartego tomu międzynarodowego podręcznika akademickiego "Pedagogika" pod moją redakcją przygotować rozdział poświęcony pedagogice inkluzyjnej.
Zachęcam do zapoznania się z jego treścią, bowiem ten interdyscyplinarnie wykształcony i tworzący naukowiec doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że najwyższy czas przestać traktować pedagogikę specjalną jako specjalną, odrębną dyscyplinę czy kierunek kształcenia.

Pedagogika nie może być postrzegana jako rozpołowiona na dwie części pedagogika specjalna i pedagogika niespecjalna, rzekomo normalna. We współczesnym świecie postrzegającym godność człowieka bez względu na to, jakie są jego cechy instrumentalne, nie można dłużej utrzymywać segregacji, selektywności, różnicowania osób na lepsze i gorsze, sprawne i niepełnosprawne, gdyż każdy jest w jakimś stopniu sprawny, a w jakimś niepełnosprawny, tylko być może jeszcze o tym nie wie. Tak mówią medycy - dzisiaj ni e ma ludzi zdrowych i chorych, tylko są osoby niezdiagnozowane.

Lechta pisze we wstępie do swojego rozdziału:

Pedagogika inkluzywna staje się w ostatnich latach przedmiotem największych debat we współczesnej pedagogice, a to przede wszystkim ze względu na prowadzone badania związane z poszukiwaniem optymalnego modelu edukacji dla dzieci niepełnosprawnych. Koniec XX i początek XXI wieku przyniósł w naszym regionie państw należących do Grupy Wyszehradzkiej radykalne zmiany systemowe i ekonomiczno-polityczne, które poza wszystkim innym skutkowały także zmianą postaw społeczeństw wobec osób niepełnosprawnych.

Niezależnie od tego ma miejsce w naszym zglobalizowanym już świecie intensywna dyskusja i wymiana wyników badań naukowych ekspertów zainteresowanych potrzebą wprowadzenia zmian w sposobach kształcenia dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Procesy te zaowocowały powstaniem pedagogiki integracyjnej, a w dalszym ich następstwie także pedagogiki inkluzywnej.

Praktyczna realizacja zasad tej ostatniej pedagogiki znajduje się w związku z tym na etapie początkowym: mamy tu jednak do czynienia z perspektywicznym trendem, którego celem ma być pełna akceptacja dzieci niepełnosprawnych jako pełnowartościowych członków wspólnoty szkolnej. Ten właśnie trend ma zatem nie tylko wymiar pedagogiczny, ale i psychologiczny, duchowy, a nawet polityczny, odzwierciedlając wieloletnie starania w tym zakresie ONZ i Unii Europejskiej
.

Być może byłoby dobrze, gdyby któraś z oficyn naukowych sięgnęła po najnowsze, poszerzone i zaktualizowane już II wydanie znakomitej monografii tego słowackiego uczonego pt. "Základy inkluzivní pedagogiky. Dítě s postižením, narušením a ohrožením ve škole" ("Podstawy pedagogiki inkluzyjnej. Dzieci dotknięte chorobą (nieszczęściem) i zagrożone w szkole"), która ukazała się w renomowanej oficynie akademickiej "Portál" w Pradze. Tego typu podręcznik powstał jako praca zbiorowa specjalistów z Czech, Niemiec, Węgier, Słowacji i Polski. Integracja dzieci z różnego rodzaju problemami własnej egzystencji, dysfunkcjami, słabościami własnego organizmu czy /i psychiki w szkołach stała się nie tyle trendem we współczesnym świecie, co znaczącą zmianą kulturową, mentalną a wspomaganą przez polityków, którzy są wrażliwi na los krzywdzonego dziecka.

Pedagogika inkluzyjna jest – niezależnie od tego jak definiują ją pedagodzy specjalni - pedagogiką wspólnego mianownika, pedagogiką humanistyczną, która zobowiązuje nauki o wychowaniu do integracji wiedzy o człowieku, jego istocie, losie, doświadczeniach oraz szansach na rozwój potencjału, z jakim przyszło mu żyć we względnie cywilizowanym świecie.

W jakże odległym już dla nas okresie, bo w 1934 r. wybitny polski pedagog Henryk Rowid pisał: W treści osoby nie ma nic, co by się dało wyodrębnić, a więc nie składa się ona z elementów, które by trzeba zsumować. Toteż każde zjawisko fizjologiczne, czy psychiczne rozpatrywać należy na podłożu całości to jest osoby. (H. Rowid, Jednostka a społeczeństwo w wychowaniu współczesnemu (na tle koncepcji osobowości w Chowannie Trentowskiego), Kraków 1934, s. 7) Innymi słowy błąd popełniają ci pedagodzy, którzy w trosce o osoby niepełnosprawne skupiają swoją i innych uwagę na czymś, co jest wypreparowywane z jej struktury mimo, iż wszystkie składowe osobowości są ze sobą integralnie zespolone, nie funkcjonują i nie są doznawane oddzielnie.

Każdy człowiek jest wielojednią, unitas multiplex, a to znaczy, że nie ma osób niepełnosprawnych jako możliwych do przeciwstawienia ich osobom pełnosprawnym, gdyż tak czyniono tylko i wyłącznie z powodów ideologicznych w państwach rodzącego się i rozwijającego faszyzmu oraz komunizmu, w państwach totalitarnych, by zgodnie z doktryną różnicowania ludzi na lepszych i gorszych, wykluczać ze społeczeństwa, izolować ludzi m.in. ze względu na rasę czy stopień zdrowia.

Tymczasem wszelka aktywność osoby jest (…) „psychofizycznie neutralna”, to znaczy współdziałanie pierwiastków fizycznych i duchowych ujawnia się w swej ograniczonej funkcji, bez możliwości wyodrębnienia, czy izolacji jednych od drugich. (tamże)

To właśnie pedagogika inkluzyjna rzuca nowe światło na problemy ludzkiej egzystencji doświadczającej dysfunkcji z różnych powodów, w jakże odmiennych okolicznościach, ale zarazem sytuującej ją ciągle na obrzeżach codziennego świata życia. Jak słusznie pisze Viktor Lechta – pedagogika ta jest nową filozofię edukacji „edukacji dla wszystkich“, w ramach której każda osoba traktowana jest jak indywidualność ze swoimi specyficznymi potrzebami edukacyjnymi.

To świat współczesny powinien przystosowywać się do osób niepełnosprawnych, a nie na odwrót. Jeśli rzeczywiście chcemy, (...) aby inkluzyjna edukacja była do dyspozycji dla wszystkich, wszędzie i zawsze, to musimy sobie uświadomić, że spełnieni e tego oczekiwania jest trudnym i odległym w czasie zadaniem dla wszystkich artycypujących w nim stron. (V. Lechta, Pedagogika, tom 4, Gdańsk: 2010, s. 332).




17 komentarzy:

  1. dziś doczekałam na koniec mojego dnia pracy, a nie jak zazwyczaj na początek :)
    warto było! tym bardziej, że temat niezwykle aktualny: dla mnie jedna pedagogika! z całą jej różnorodnością!
    a w niej piękne Baby (dla wtajemniczonych:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Henryk Rowid wydaje się być prekursorem pedagogiki holistycznej, a niektóre jego dzieła, w tym - Podstawy i zasady wychowania - wyprzedzały swoją epokę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się w pełni z tym, że człowieka należy traktować zawsze jako całość odrębną i indywidualną, niepowtarzalną. Każda osoba ma prawo do pełnego rozwoju, który zawsze przebiega w indywidualny sposób.To nakłada obowiązek kształcenia indywidualnego każdej osoby. A to jest do zrobienia tylko wtedy, kiedy klasy są mało liczne, a nie jak do tej pory, że jeden nauczyciel uczy dwudziestu uczniów, czy więcej. A ponadto - ponieważ należy uwzględnić różne tempo nauczania w różnych dziedzinach danej jednostki - nie należy operować ocenami, które powodują, że dzieci niepotrzebnie zaczynają się porównywać do siebie nawzajem i same dokonują wykluczenia dzieci wolniej pracujących, czy też mających mniejszy zasób wiedzy.Kto pracuje z dziećmi, ten wie, że najbardziej okrutne potrafią być względem siebie właśnie dzieci...A dzieci powinno się rozliczać z opanowania danego materiału poprzez uzyskanie zaliczenia, które też powinno być indywidualnie przeprowadzone na zasadzie - opanowałeś materiał - zaliczasz - idziesz dalej.A szkołę na danym poziomie kończysz, gdy w swoim tempie opanujesz konkretny ładunek wiedzy obowiązkowej, co nie przeszkadza w tym samym czasie we wchłanianiu wiedzy nadobowiązkowej - w zakresie i ilości - wg zainteresowań danego ucznia.Wtedy wystarcza jedno świadectwo ukończenia szkoły, niepotrzebne świadectwa coroczne, bo nie ma klas. Każde dziecko pracuje na swój rachunek, nikt nie odpisuje, bo nie ma od kogo (każdy w tym samum czasie robi co innego w obrębie jednego przedmiotu), a jeśli chce szybciej skończyć szkołę - musi się przyłożyć do nauki. Wdraża się w ten sposób do samodzielnego uczenia, do pracy nad sobą. Ma cel przed sobą - widzi sens nauki - nie ma niszczącej rywalizacji, chyba jedynie w tempie ukończenia szkoły, która akurat jest pozytywnym zjawiskiem. Można dalej rozwijać tę ideę w następnych etapach kształcenia - mnie jest bliska edukacja początkowa, choć pracuję również w gimnazjum. Widzę, jakie luki w wiedzy mają uczniowie, którzy uczą się w systemie klasowo - lekcyjnym. widzę też, że z powodu różnego tempa przyswajania tego samego ładunku wiedzy w czasie lekcji jedni się nudzą, a inni nie nadążają - wszyscy się zniechęcają.Uczniowie są niesamodzielni, obawiają się własnych wniosków i swojego zdania, czekają na gotowe.Czytanie ze zrozumieniem to zadanie ponad możliwości wielu uczniów w gimnazjach.Dlaczego? Bo nie zdobyli tej kompetencji w szkole podstawowej, bo nie zaliczyli tego, zostali tylko ocenieni... Nauczyciel - nawet najlepszy - może nawet wyjść ze skóry, ale jeśli musi ten sam materiał w tym samym czasie wtłoczyć do głów różnej pojemności - nie jest w stanie tego zrobić. A każde dziecko ma inne tempo nauki - to widać już w procesie nauki choćby chodzenia - dziecko musi mieć swój czas.Jeśli za wcześnie - jest to znęcanie się nad dzieckiem. Jeśli za późno - jest to sygnał do diagnozy i ewentualnych ćwiczeń, by zwiększyć gotowość do podjęcia tej czynności, by zakończyła się sukcesem.Zmuszanie dziecka do uczenia się czytania, czy pisania, albo czegokolwiek w jednakowym tempie jest tak samo szkodliwe, jak przy nauce chodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. >nie ma osób niepełnosprawnych jako możliwych do przeciwstawienia ich osobom pełnosprawnym, gdyż tak czyniono tylko i wyłącznie z powodów ideologicznych w państwach rodzącego się i rozwijającego faszyzmu oraz komunizmu, w państwach totalitarnych, by zgodnie z doktryną różnicowania ludzi na lepszych i gorszych, wykluczać ze społeczeństwa, izolować ludzi m.in. ze względu na rasę czy stopień zdrowia. <
    Panie Profesorze! To brzmi ślicznie na poziomie stereotypowych i "humanitarnych"ogólników politpoprawności, ale diabeł tkwi w SZCZEGÓŁACH. Jak uczyć RAZEM malarstwa niewidomego z widzącymi, jak uczyć muzyki głuchego ze słyszącymi, a rzutu młotem - bezrękiego z dwurękimi, matematyki - "dyskalkulika" z pozbawionymi tej wady, osobę z wyrażającymi się w uniemożliwiających normalne zajęcia zachowaniach z osobami bez takich problemów? Próbował ten problem postawić na łamach "Rzepy" białostocki filozof prof.Nowak, ale poza zwyzywaniem go od faszystów i podobnymi epitetami oraz poczęstowania lawiną politpoprawnych komunałów odpowiedzi nie otrzymał. Ludzie może i wszyscy są tak samo wartościowi dla społeczeństwa (choć Azjaci kładą nacisk na to co człowiek może społeczeństwu DAĆ!!!), ale na pewno RÓŻNIĄ się od siebie talentem czy predyspozycjami, pracowitością i motywacją, co na dłuższą metę przekłada się na zróżnicowane efekty. Wymaga też zróżnicowanego szalenie (i coraz bardziej zróżnicowanego z wiekiem!!) podejścia, co jest trudne czy wręcz NIEMOŻLIWE w masowym kształceniu szczególnie!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Obserwując praktykę inkluzji widzę za dużo problemów wynikłych z nieznajomości idei, uproszczeń, a w końcu zwykłego egoizmu, że trudno mi uwierzyć w jej sukces. W wielu sytuacjach w miejsce dawnego dyktatu szkoły wszedł dyktat rodziców. Zatem bez modelowych rozwiązań praktycznych dalej będzie krzywdzić dzieci i rodziców, jak to czyniliśmy dawniej i czynimy dziś.
    Inkluzja to kolejny argument za tym by dążyć do Komisji Edukacji Narodowej w miejsce MEN.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ta podmianka MEN na KEN nie bedzie dotyczyć jedynie nazwy?
      Odpolitycznienie krajowej edukacji - przy bierności i stopniu zindoktrynowania naszych rodaków - jeszcze przez wiele lat będzie niestety niewykonalne.

      Usuń
  6. Cieszę się z kolejnego wpisu poświęconego subdyscyplinie, pedagogice specjalnej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety, zgadzam się w 100 % z p. Piotrowskim, szczególnie z pierwszym zdaniem.

    Czy to w ramach inkluzji zespół ds statusu zawodowego pracowników oświaty przymierza się do eliminacji pedagogów terapeutycznych ze szkół. Uzasadnienie: skoro w szkołach mają być pedagodzy, psycholodzy, logopedzi - po co namnażać stanowiska pracowników pomocy psychologiczno-pedagogicznej? To dopiero nazywa się "rzucanie nowego światła na problemy ludzkiej egzystencji doświadczającej dysfunkcji z różnych powodów"

    Chcę też zapytać o tytuł książki prof. Lechty, a właścwie jej podtytułu. "Dzieci dotknięte chorobą (nieszczęściem)..." - czy to naprawdę intencja autora, czy kwestia tłumaczenia? Troche mi to "nieszczęście" do idei inkluzji nie bardzo pasuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę podać własne tłumaczenie podtytułu. Moje nie jest do niczego zobowiązujące.

      Usuń
    2. Myślę, że już czytelnicy bloga już tu nie zaglądają, ale to nie ma znaczenia. Nie znam czeskiego, ale poszperałam po słownikach i tekstach czeskich naukowców. Przekład nie jest prosty, ale najlepiej chyba odpowiada idei pedagogiki inkluzyjnej taki podtytuł" "Dziecko z niepełnosprawnością, zakłóconym  i zagrożonym rozwojem w szkole". Proszę nie przyjmować moich uwag jako krytykanctwa, ale sprowadzanie niepełnosprawności do nieszczęścia nie jest zasadne. Właśnie takiemu stereotypowi niepełnosprawności przeciwstawia się pedagogika inkluzyjna.

      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Mam na zajęciach (kierunek nauczycielski) osobę niewidzącą (i z lekkim opóźnieniem), dziewczynę z padaczką, osobę z wadą wymowy i taką z nerwicą lękową (zwolnienie z zajęć na uczelni przeszło 3 miesiące). Co z tego, że zaliczą teoretyczną "partię" materiału? Dyskusji nad problemami indywidualnie nie powtórzę a ich przyszłym uczniom bezpieczeństwa nie zapewnię (widzę taki obrazek: nauczycielka przeprowadza grupę dzieciaków przez ulicę i ma atak padaczki, a dzieci pozostają nie dość, że bez opieki, to jeszcze przerażone i bezradne). Próbowałam rozmawiać z władzami wydziału, pisałam do jednego z profesorów pedagogiki, jak jako nauczyciele akademiccy możemy się podpisywać pod ich dyplomami... zawsze dostawałam odpowiedź: skoro dołączył oświadczenie lekarza, że nie ma przeciwwskazań do wykonywania zawodu, to nic nie możemy.Zweryfikować to miał podobno rynek pracy. Niestety, wiemy, że posadę w szkole dostanie nie ten absolwent, który ma charyzmę i pasję, a ten, który ma znajomego dyrektora. I na co mi ta cała poprawność? Chodzę później do szkół i patrzę na maluszki drżące ze strachu przed wrzeszczącym frustratem z nerwicą, która to przecież nie jest przeciwwskazaniem do wykonywania zawodu. Wytężam słuch, by zrozumieć panią z wadą wymowy itd. i pisząc kolejne sprawozdanie z weryfikacji efektów kształcenia, powinnam się przyznać, że tracę orientację o co tu chodzi. Przecież pedagogika inkluzyjna obejmuje też moich uczniów-studentów, przyszłych nauczycieli. Naprawdę to świat/dzieci mają się doich niepełnosprawności dopasować? Spłycam temat, bo każdy przypadek jest indywidualny, ale taka wszechogarniająca "poprawność" wcale nie jest jednoznacznie poprawna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie bierze pani pod uwagę tego, że ktoś studiuje dla siebie, a nie po to, by wykonywać zawód? Może to jest dla tych studentów szansa na bycie z innymi, na dowiedzenie się czegoś także o sobie, o świecie, o własnej niepełnosprawności?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Profesorze
      Jest cała masa możliwości (aż za duża - nie wiadomo co wybrać) studiowania DLA SIEBIE bez całej tej egzaminacyjno-biurokratycznej machiny(z ministerialnymi programami!) - wzorcem mogą być uniwersystety III wieku choćby- ale i w internecie jest tego masa i za darmo, a jak ktoś zna, choćby biernie, angielski to już nie wiadomo co wybrać. Natomiast FORMALNE, systematyczne studia wiążą się często z uprawnieniami ZAWODOWYMI właśnie i z oczekiwaniem od posiadacza DYPLOMU, że on COŚ konkretnego wie i umie ... ;-)

      Usuń
    2. >Może to jest dla tych studentów szansa na bycie z innymi, na dowiedzenie się czegoś także o sobie, o świecie, o własnej niepełnosprawności?<
      Panie Profesorze!
      1.Formalne studia to jednak nie jest TERAPIA ZAJĘCIOWA !!!
      2.A co z tymi studentami, którzy studiują na POWAŻNIE i wiążą ze studiami, zdobytymi na nich umiejętnościami i wiedzą, plany ZAWODOWE i życiowe??? Bo oni są tu traktowani PRZEDMIOTOWO jako ELEMENT TERAPII :-(

      Usuń
  10. Biorę Panie Profesorze, biorę i to pod uwagę. Tylko później tak jak napisałam, idę do szkoły i próbuję zrozumieć to, co mówi do dzieci pani nauczycielka z wadą wymowy. I wówczas już nie chodzi wyłącznie o tę osobę, tylko o jej uczniów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Paradoksy moralne, mówi o nich w jednym z wykładów prof, Dylak...
    Udusić własne dziecko aby uratować grupę? Pragmatyczne myślenie nie zawsze jest zdrowe.
    https://www.youtube.com/watch?v=Z7qzm70V08Y

    A może warto porozmawiać z tymi osobami, przekonać ich do swoich racji zamiast z automatu je przekreślać i odrzucać robiąc przy tym z tego skandal?
    Gdzie dojrzałość pedagogiczna? Czysta kalkulacja nie wypada Pani doktor nauk humanistycznych? Magister pedagogiki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, niepragmatyczne jest lepsze? Chcesz mieć suche ubranie chodząc w czasie deszczu nie korzystaj z parasola, ani innego ochronnego płaszcza.
      A jak kalkulacja wypada, brudna?

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.