środa, 31 sierpnia 2016

Rozliczania z PRL ciąg nieskończony


Media upubliczniły oczekiwanie posła PIS - Jerzego Gosiewskiego, by przeprowadzić ostateczną lustrację środowisk oświatowych i akademickich. Do trzech ministrów (administracji, obrony i sprawiedliwości) poseł zwrócił się z zapytaniem, czy udało się przeprowadzić pełną lustrację i wyeliminować wszystkie osoby, które były współpracownikami SB. Natomiast do resortów oświaty i szkolnictwa wyższego zaapelował o zmianę prawa w taki sposób, aby możliwe było przeprowadzenie lustracji i wyeliminowanie z pracy w oświacie, nauce i szkolnictwie wyższym wszystkich osób, które w przeszłości były pracownikami lub współpracownikami służb bezpieczeństwa, ewentualnie członkami władz komunistycznych.

Minister edukacji Anna Zalewska nie powinna mieć żadnego problemu z odpowiedzią na pytanie o to, ilu jeszcze byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa oraz członków władz PZPR, SD i ZSL z okresu PRL pracuje w szkolnictwie publicznym? Wydaje się, że są już poza jego instytucjami, na emeryturze. Może jednak się mylę.

Jeśli jeszcze gdzieś są zatrudnieni, to zapewne w szkołach niepublicznych, prywatnych, gdyż w tych zatrudnia się osoby bez względu na wiek życia, o ile tylko są sprawne psychofizycznie. Na stan kadr w szkołach niepublicznych MEN nie ma żadnego wpływu. Ba, one mogą być jeszcze zatrudniane w strukturach władz czy instytucjach samorządowej oświaty, o czym przekonali się łodzianie, kiedy to SLD wszedł w koalicję z Platformą Obywatelską i zatrudnił b.SB-ka w Wydziale Edukacji. Ponoć - jak donosił "Dziennik Łódki" - szykowany był nawet na stanowisko kierownicze.

Natomiast tego typu działacze mogą być zatrudnieni w uczelniach wyższych (uniwersytetach, politechnikach czy akademiach) jako nauczyciele akademiccy, a może i w administracji. Zdaniem posła z okręgu olsztyńskiego (...) wskazane byłoby przeprowadzenie jej (lustracji - dop.) gruntownie wśród pracowników nauki i szkolnictwa wyższego, głównie na wydziałach humanistycznych. Dlaczego tylko na tych wydziałach?

Jak poradzi sobie z tym problemem minister J. Gowin, skoro w/w mogą być obecni i aktywni w wyższych szkołach prywatnych i w państwowych wyższych szkołach zawodowych na różnych stanowiskach, nauczycielskich lub administracyjnych? Chyba nie ma żadnych szans na wyeliminowanie ich z aktywności, bo ta może wygasnąć jedynie w sposób naturalny. A nie są te role dziedziczone?

Poseł J. Gosiewski zastanawiał się nawet nad tym, (...) czy pełna lustracja powinna objąć jeszcze inne grupy zawodowe", ale nie wiedzieć, dlaczego, odstąpił od tego pomysłu. Czyżby nie należało ich tropić w placówkach kultury i sztuki, w administracji państwowej i samorządowej, w ministerstwach, w biurach poselskich i senatorskich, w mediach publicznych i radach nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa czy spółek komunalnych, w sądach, policji, wojsku, w zakładach karnych, itd.? Edukacja jest wszędzie.

MEN nie odpowiedział na pytanie, czy zamierza zmienić prawo tak, by objąć wszystkich pracowników szkół lustracją. Przypomniał jednak posłowi, że już teraz każdy kandydat na dyrektora szkoły urodzony przed 1 sierpnia 1972 r. jest zobowiązany do złożenia oświadczenia lustracyjnego. I to dyrektor, jak pisze MEN, odpowiada za dobór kadry i kontrolę treści przekazywanych w szkole.



W 1998 r. na łamach ogólnopolskiego dziennika „Życie” wypowiadali się na temat dziedzictwa PRL w polskich uniwersytetach znaczący intelektualiści, których opinie poprzedzały przyjętą przez Sejm w okresie rządów AWS Uchwałę w sprawie potępienia totalitaryzmu komunistycznego. Znacząca była wypowiedź wybitnego socjologa Leszka Nowaka, który stwierdził m.in.:

Kto był tępym marksistą, pozostaje tępym liberałem czy zwolennikiem chrześcijańskiej nauki społecznej – cudów jeśli idzie o ludzki rozum nie ma: albo się go ma pod jakimkolwiek znakiem ideowym albo pod żadnym (…) Postulat zwalniania z uczelni miernot jest niewykonalny (…) bo oznaczałby, że AWS – a także, choć w znacznie mniejszym stopniu UW – musiałby dokonać selekcji wśród swych „naukowych reprezentantów” na uczelniach. (…) Wszelka operacja tego typu mogłaby uruchomić taki ogrom prywaty, nadużyć, a stąd i krzywd ludzkich, tak zepsuć atmosferę na pracujących resztką sił zabiedzonych uczelniach, że doprawdy nie warto jej podejmować. (L. Nowak, Miernoty na każdy ustrój, Życie 10 lipca 1998 s. 13)

Jeśli ktoś szuka innych argumentów, to może sięgnąć do wypowiedzi Zdzisława Krasnodębskiego, Antoniego Dudka, Ireneusza Krzemińskiego, Piotra Gontarczyka, Ryszarda Legutko, Zbigniewa Zaborowskiego, Adama Podgóreckiego, Jerzego Eislera czy Krystyny Śreniowskiej. To było gorące lato, w trakcie którego uczeni odpowiadali sobie i nam na pytanie, czy uniwersytety w Polsce, a szczególnie nauki humanistyczne i społeczne są skansenem PRL?

19 komentarzy:

  1. Witam Profesorze,

    na początku dziękuję Panu za umieszczenie owego postu, gdyż temat był podejmowany już jakiś czas temu w mediach.Otóż, ustosunkuje się do inicjatywy owego posła PiS Jerzego Gosiewskiego.W Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej obowiązuje proces lustracji, który ma umocowanie ustawowe, prawne od 1997 r.Natomiast w latach 2006 - 2007 powstała nowa ustawa lustracyjna, a obowiązująca do dziś, autorstwa PiS.W kwestii tego, kto podlega lustracji w świetle ustawy zasadniczej, a kto został z niej wyłączony, to głos zabrał Trybunał Konstytucyjny i wydał wyrok z 11 maja 2007 r., w sprawie powyżej, a opublikowany w Dzienniku Ustaw.W polskim środowisku akademickim procesowi lustracji podlegają m.in.: rektorzy, prorektorzy, dziekani, prodziekani, dyrektorzy instytutów, centrów, zakładów badawczych, członkowie Polskiej Komisji Akredytacyjnej, Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych, Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego itd., itp.Spora rzesza osób, ale nie ogół nauczycieli akademickich, naukowców tak, jak nie podlega lustracji ogół dziennikarzy, przedstawicieli świata kultury i sztuki itd.Najpierw trzeba poznać dokładnie obowiązujące prawo w Rzeczypospolitej Polskiej, a dopiero potem można pisać listy, petycje do resortów państwowych.Rzecz zdumiewająca i niesłychana.Można śmiało stwierdzić, iż sprawa jest bezprzedmiotowa, bezdyskusyjna.
    Na koniec kilka moich przemyśleń, uwag o lustracji.W przyszłym 2017 r., szykuje się jubileusz 20 - lecia procesu lustracji w Polsce, co ciekawe ów proces trwa i ma trwać, praktycznie w nieskończoność, a przecież Rada Europy bodajże w 1996 r., jasno stwierdziła, że ów proces winien trwać góra 10 lat w dawnym obozie państw socjalistycznych, i nie może być przeciągany w czasie.Ponadto lustracja nie może dotyczyć wszystkich grup zawodowych i warstw społecznych, a jedynie określone osoby, które pełnią istotne funkcje publiczne w państwie.W naszym kraju próbuje się na siłę poszerzać ten proces w nieskończoność.Bodajże na dziś dzień w Instytucie Pamięci Narodowej spoczywa aż 320 tysięcy oświadczeń lustracyjnych do weryfikacji.Praca na najbliższe 15-20 lat.Efekt owego poszerzania lustracji w nieskończoność.Właściwie jest to ciekawe zagadnienie, bo w 1990 r. listy rejestracyjne SB zawierały nazwiska ok. 90 tysięcy osób jako potencjalnych TW, KO, KS, a które zarejestrowano w latach 1944 - 1990.Ilu z nich rzeczywiście nimi było?Fakt rejestracji nie oznaczał podjęcia współpracy, co wielokrotnie potwierdziły sądy okręgowe w Polsce.Ponadto zawodowi historycy twierdzą, iż co najmniej 50% z tych 90 tysięcy osób już odeszło z tego świata, a odchodzą sukcesywnie i świadkowie tamtych zdarzeń.Inną ciekawostką jest fakt taki, że prawie 50% spraw sądowych, które przeprowadzono w kraju, w kontekście weryfikacji prawdziwości oświadczeń lustracyjnych trafiło do kosza, gdyż brakowało dowodów formalno-prawnych w sprawie ewentualnej współpracy z SB.Ile to kosztowało Skarb Państwa? Podobno przyszpilenie jednego kłamcy lustracyjnego kosztuje aż 8 mln zł., bo potencjalny podejrzany odwołuje się do wszystkich, możliwych instancji sądowych, a to jest jego konstytucyjne prawo do obrony, procesy sądowe ciągną się latami.Rocznie Biuro Lustracyjne IPN przyszpila 5-6 kłamców lustracyjnych razy osiem, to mamy okrągłe 40 mln złotych.Można tak pisać o procesie lustracji długo, gdyż jest to bardzo drogi kabaret, który trwa i ma trwać w nieskończoność.A przecież od upadku realnego socjalizmu w Polsce, upłynęło już 27 lat, a my ciągle majaczymy o lustracji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lustracja to już same żygowiny. Smaczku tematu dodaje to, że niejaki Gosiewski to syn wysokiego lokalnego funkcjonariusza PZPR, który w minionej epoce żył ponad stan, był nietykalny i miał zapewnione studia a potem mógł zostać bez problemu pracownikiem naukowym. Resortowe rodziny w Polsce to potęga : Wildstein, Kempa, Gosiewscy z wszystkimi żonami i kochankami i cała masa innych " wybitnych umysłów" . Lustracja to totalny ubaw za nasze pieniądze. Ale prawda, że przynajmniej możemy się pośmiać.

    Roman

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Panie Romanie,

    nie znam dokładnie historii, casusu pana posła Jerzego Gosiewskiego, ale wiem, iż proces lustracji w Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej stanowi stare, tępe i bardzo zardzewiałe narzędzie, które cyklicznie różni pseudo lustratorzy stosują w zależności od bieżących potrzeb, rozgrywek politycznych.Lustracja uległa totalnemu wypaczeniu i kompromitacji na przestrzeni dwóch dekad jej trwania, funkcjonowania.Zdumiewa mnie tylko fakt, iż poseł, posłowie nie znają obowiązującego w Polsce prawa, a tym samym ośmieszają się delikatnie rzecz ujmując.Mnie nie bawi polski kabaret, cyrk lustracyjny, gdyż pochłania ogromne publiczne pieniądze, które można przeznaczyć np. dla głodujących, niedożywionych dzieci, na rozwój edukacji, szkolnictwa wyższego, nauki itd., itp.Także to nie jest śmieszne.Chciałbym, aby posłowie, senatorowie RP podejmowali i rozwiązywali poważne problemy społeczne, gospodarcze, systemowe kraju, a nie zajmowali się sprawami, które z perspektywy 27 lat transformacji ustrojowej, praktycznie nie mają dziś żadnego znaczenia.A próby wykluczania, usuwania z pracy ludzi już były przerabiane w historii najnowszej przez minione władze, minionego ustroju społeczno-gospodarczego Polski, i wszyscy wiemy jaki był koniec owego systemu.Także marzy mi się mądra Polska, gdzie nie ma podziałów, napiętnowania, stygmatyzacji tych czy innych, a trwa proces budowy wspólnoty narodowej opartej na wspólnych wartościach humanizmu społecznego, wysokim etosie pracy itd., itp.Marzy mi się mądra Polska panie Romanie.

    Maciej

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli chodzi o dwóch powyższych "komentatorów", to doświadczenie ostatniego ćwierćwiecza dowodzi, że najgłośniej przeciw lustracji i dekomunizacji gardłują ci, którzy mają grube teczki w IPN lub w aktach PZPR.
    Z innej beczki. Czeka nas w nowym roku akademickim debata nad założeniami nowej kompleksowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Poniżej typowe pseudoargumenty za utrzymaniem habilitacji i ich krytyka.
    1. Habilitacja to ważny element naszej tradycji akademickiej.
    Habilitację wymyślono w XIX-wiecznych Niemczech, jako uprawnienie do prowadzenia uniwersyteckich wykładów (venia legendi) bez uzyskania własnej katedry (co przysługiwało jedynie profesorom i było kosztowne dla skarbu państwa). Dziś wykłady są w Polsce powszechnie prowadzone przez doktorów bez habilitacji, a rady wydziałów rutynowo udzielają doktorom zgody na wykładanie. Gdyby doktorzy nie prowadzili wykładów, większość uniwersyteckich wydziałów zostałaby zamknięta, nie mówiąc już o mniejszych uczelniach. Habilitacja jest dziś funkcjonalnie całkowitym anachronizmem. W większości cywilizowanych krajów habilitacja nie istnieje, a tam gdzie istnieje podobna procedura podoktorska, nie ma absurdalnego „przymusu habilitacyjnego” takiego jak w Polsce. To niebywałe, że nauczyciel akademicki z doktoratem, niezależnie od jego poziomu pracy naukowej i dydaktycznej musi być obligatoryjnie zwolniony z pracy, jeśli w ciągu 8 lat nie uzyska dyplomu doktora habilitowanego. Tego nawet sowieci nie wymyślili.
    2. Habilitacja zapewnia wysoki poziom nauki, bo doktoraty są na coraz niższym poziomie.
    To typowe pomylenie przyczyny ze skutkiem. Część doktoratów jest na niższym poziomie tylko i wyłącznie dlatego, że są one potrzebne doktorom habilitowanym (promotorom owych słabych doktoratów) do ubiegania się o tytuł profesorski. To właśnie zniesienie habilitacji poprawi znacząco jakość doktoratów, bo zacznie się je traktować poważnie, tak jak się to dzieje w całym cywilizowanym świecie.
    3. Habilitacja zapewnia dobrą politykę kadrową na uczelniach, bo pozwala eliminować z etatów „wiecznych adiunktów”.
    Nauczyciele akademiccy podlegają ocenie okresowej, i jeśli nie pracują naukowo na odpowiednim poziomie, to można ich zwolnić z pracy niezależnie od tego, czy mają magisterium, doktorat, habilitację czy profesurę.
    4. Zniesienie habilitacji całkowicie zaburzy nasz system nauki i siatkę płac na uczelniach.
    O wartości naukowca powinny świadczyć jego publikacje naukowe, a nie posiadany dyplom w tubie. „Minima kadrowe” związane z liczbą zatrudnionych ludzi z dyplomami doktorów habilitowanych i profesorów mogą być bez trudu zastąpione systemem promującym jakość i ilość publikacji naukowych osób gwarantujących wysoki poziom prowadzonych przez jednostki studiów i przewodów naukowych. Nie spowoduje to żadnej „rewolucji”, bo większość obecnych profesorów i tak ma większy dorobek naukowy od obecnych doktorów. Dyplom doktora habilitowanego i tytuł profesorski są dziś jedynie narzędziem dystrybucji przywilejów (władzy i pieniędzy) i sprzyjają patologiom naukowym, czyli feudalizmowi w jednostkach naukowych, kolesiostwu, nepotyzmowi, uznaniowości i nieuczciwości w recenzowaniu przewodów naukowych i grantów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Do anonimowego z g.13:44.,

    "Doświadczenie ostatniego ćwierćwiecza dowodzi, że najgłośniej przeciw lustracji i dekomunizacji gardłują ci, którzy mają grube teczki w IPN lub w aktach PZPR".
    Akurat ja reprezentuję 1976 rocznik, co oznacza, iż mam już 40 lat na karku, a gardłuję i będę gardłował przeciw procesowi lustracji w Polsce, gdyż jest to patologiczny proces, mechanizm, który funkcjonuje już w przestrzeni publicznej od 19 lat, generując olbrzymie środki publiczne, a niewiele wnosząc czegokolwiek pożytecznego, mądrego do życia społecznego.Anonimowy pisze o grubych, personalnych teczkach w IPN lub w aktach PZPR, a czy takowe w ogóle istnieją?Gro teczek w IPN jest tak wybrakowana, że trudno uznać je za materiał formalno - prawny w sprawie vide niespełna 50% wszczętych i zakończonych spraw sądowych, w kwestii prawdziwości, złożonych oświadczeń lustracyjnych trafiło do kosza.Co do akt PZPR, to też gro uległo utylizacji przed transformacją ustrojową.Zresztą członkostwo w byłej PZPR nigdy nie było i nie jest żadnym nadużyciem, przewinieniem.Także anonimowego argumentacja w tej materii jest powierzchowna i chybiona.A swoją drogą, to ciekawe w której formacji politycznej, a obecnej w Sejmie RP jest najwięcej byłych działaczy PZPR?

    W kwestii habilitacji anonimowy twierdzi, że jest ona całkowitym anachronizmem.Naprawdę? Na ile mi wiadomo, to bardzo dobrze funkcjonuje we Francji, Szwajcarii, Austrii, Niemczech, Czechach, Rosji, Chinach itp.A system nauki i szkolnictwa wyższego w owych państwach rozwija się bardzo dynamicznie i odnosi sukcesy w skali globu vide ranking SIR.Hę.

    Maciej


    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Macieju - najmocniej przepraszam. Otóż rzeczywiście zapomniałem, że wśród przeciwników lustracji i dekomunizacji jest wielu młodych - mówiąc po leninowsku - "pożytecznych idiotów" wyedukowanych na "GW" i TVN. Niech się Pan nie kreuje na znawcę pedagogiki porównawczej, bo akurat w ojczyźnie habilitacji (Niemczech) po reformach tej zacnej instytucji pozostała głównie nazwa.
    Czy lustracja i dekomunizacja jest jeszcze, po tylu latach, potrzebna? Niech sobie Pan zajrzy na stronę IPN, i wpisze z ciekawości w wyszukiwarkę baz danych parę nazwisk znanych polskich (żyjących i aktywnie uczestniczących w życiu naukowym) pedagogów i filozofów średnio-starszego pokolenia. Te bazy zawierają nie tylko dane szpiclów tajnej policji politycznej, ale i aparatczyków partyjnych, np. cynicznych karierowiczów oblekających się dziś w szaty subtelnych intelektualistów, ciągle prominentnych i chłoszczących bezlitosną rózgą krytyki wrogów klasowych.
    Teczki szpiclów bezpieki i partyjniaków zostały rzeczywiście przetrzebione i - by tak rzec - często deponowane w prywatnych kolekcjach, ale dla historyka praca na rezydualnych źródłach to chleb powszedni, i nie oznacza, że nie należy próbować dotrzeć do prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  7. http://katalog.bip.ipn.gov.pl/main.do?katalogId=1&pageNo=1&

    OdpowiedzUsuń
  8. Do anonimowego z g.11:33.,

    "Niech się Pan nie kreuje na znawcę pedagogiki porównawczej, bo akurat w ojczyźnie habilitacji(Niemczech)po reformach tej zacnej instytucji pozostała głównie nazwa".
    Anonimowego stwierdzenie nie podważa mojej wcześniejszej wypowiedzi, iż habilitacja istnieje, obowiązuje w Republice Federalnej Niemiec, w określonej formie organizacyjnej, choć owa reforma nie poprawiła ani jakości studiów wyższych, ani jakości badań naukowych podstawowych prowadzonych w Niemczech.Tutaj kuleje anonimowego krytyka punktu 2.Niemcy przed reformą myśleli podobnie, ale zmienili swoje stanowisko po jej wdrożeniu.Według mnie habilitacja i tytuł naukowy profesora zostaną utrzymane zarówno w systemie szkolnictwa wyższego, jak i systemie nauki Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej.Nowa ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym wejdzie w życie 1.10.2018 r., a część przepisów owej ustawy najprawdopodobniej w 2019 r.Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów Naukowych jeszcze przez najbliższe 6 lat będzie miała sporo pracy przed sobą.Anonimowego krytyka habilitacji w punkcie 1 i w punkcie 2 kuleje, gdyż nic konstruktywnego ze sobą nie niesie.
    Teraz o lustracji cyt."Te bazy zawierają nie tylko dane szpiclów tajnej policji politycznej, ale i aparatczyków partyjnych".
    Otóż dostępne bazy danych Instytutu Pamięci Narodowej, nie zawierają danych tajnych współpracowników, kontaktów operacyjnych, kontaktów służbowych, czyli szpiclów służb specjalnych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, jak to anonimowy zgrabnie ujął, ale posiadają dane osób rozpracowywanych, inwigilowanych, testowanych przez ówczesne służby specjalne.Na ile dobrze pamiętam, to Trybunał Konstytucyjny uznał przepisy ustawy lustracyjnej z 11 lutego 2007 r., w kwestii publikacji katalogu TW, KO, KS - SB za niekonstytucyjne.Tutaj kłania się zasadnicza sprawa wybrakowanych, przetrzebionych teczek osobowych z IPN.Bardzo wysoki odsetek tych zgromadzonych kwitów, teczek nie jest kompletna i nie posiada dowodów formalno - prawnych ewentualnej współpracy z SB.To stanowi problem poznawczo - prawny itd., itp.
    Anonimowy twierdzi cyt."Dla historyka praca na rezydualnych źródłach to chleb powszedni, i nie oznacza, że nie należy próbować dotrzeć do prawdy".
    Dotarcie do prawdy w oparciu o ograniczony materiał dowodowy jest bardzo trudne, a czasami po prostu nierealne, a co jeżeli materiały operacyjne SB zostały spreparowane, brakuje własnoręcznie napisanych notatek, pokwitowań odbioru honorariów itd., itp?Tego typu kwity wymagają wielkiej ostrożności procesowej, bo to nie jest standardowa lektura dla dzieci na dobranoc.Przekonały się o tym niektóre osoby z biegiem czasu, jak trzeba było uregulować koszty procesu sądowego za pomówienie itp.Może to tyle.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli chodzi o bazy IPN, to niestety ma Kolega rację, brak w elektronicznych bazach danych TW, KO itd., dzięki temu zniknęło z oczu wiele znanych nazwisk, także z naszego środowiska. W kwestii habilitacji zdania nie zmienię. USA i GB nie mają i nigdy nie miały tej zacnej instytucji, a przodują w większości zakresów oceny - od uniwersytetów, poprzez periodyki i bibliometrię, a na noblistach kończąc. W Niemczech nie ma "przymusu habilitacyjnego" i jest nowa "zamerykanizowana" ścieżka awansu paralelna do habilitacji. Zarzut fabrykowania akt bezpieki jest niepoważny, to były wyjątkowe przypadki, udokumentowane już dziś naukowo. Trzeba odróżnić dwie rzeczy: materiał procesowy dla sądu i uzyskanie wyroku, oraz materiał źródłowy pozwalający na wyciąganie wniosków naukowych w zakresie wiedzy historycznej. Np. o tym kim był TW "Bolek" wiedzą wszyscy, którzy mają sprawne choć jedno oko - niezależnie od wyroków sądów lustracyjnych. Sędziowie nie są zawodowymi historykami, lecz prawnikami, którzy działają w granicach prawa (uchwalanego przez polityków), zasady domniemania niewinności, i ustaleń "nie budzących wątpliwości". Jeśli wzorem są dla Pana Niemcy, niech się Pan zastanowi, dlaczego nasz IPN nie działa na takich samych zasadach, jak Instytut Gaucka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W USA i GB nie było habilitacji, bo nie mieli Stalina i bolszewickich nominacji dla swoich. Nie stosuj demagogii, bo ustroje i ich historie są nieporównywalne. Zapomniał anonimowy o marcowych docentach, o obecnych z art.21a i o profesorach bez habilitacji. W Polsce.

      Usuń
    2. Do anonimowego, z g.10:40.,
      Na początku powiem, iż ten post pisze Maciej, gwoli jasności i precyzji.Nie jestem autorem postów z g.12:41., z g.14:09., z g.15:00.
      Cytuje anonimowego."USA i GB nie mają i nigdy nie miały tej zacnej instytucji, a przodują w większości zakresów oceny - od uniwersytetów, poprzez periodyki i bibliometrię, a na noblistach kończąc".
      Otóż obydwa kraje anglosaskie, nie we wszystkim dzierżą palmę pierwszeństwa.W kwestii uznanego, a zaindeksowanego międzynarodowo dorobku naukowego w skali globu już niekoniecznie, gdyż od lat przodują w tym zakresie, obszarze takie instytucje naukowe, jak Narodowy Ośrodek Badań Naukowych/CNRS we Francji, Chińska Akademia Nauk/Chiny, Rosyjska Akademia Nauk/Rosja, Max Planck Gesellschaft/RFN, Helmholtz Gemeinschaft/RFN i wiele innych.Z owych anglosaskich uczelni najwyżej plasuje się Uniwersytet Harvarda/USA.Jednak ja mam na myśli państwowe instytucje naukowe globu - 1203 vide ranking SIR 2016.Pozostaniemy chwilę przy zacnej habilitacji, gdyż anonimowy twierdzi, iż zdania w sprawie nie zmieni.Dla anonimowego wzorem są kraje anglosaskie, czyli USA i GB.Tam też drogi anonimowy istnieje rozbudowany system, ścieżka stanowisk akademickich po doktoracie.Bliższy jest mi przypadek Anglii.Otóż tam, aby lecturer/adiunkt mógł awansować wyżej, to musi uzyskać tenure/stały etat, w oparciu o określone osiągnięcia naukowo - badawcze, a powyżej stanowiska lecturer jest jeszcze senior lecturer, reader, profesor.W zależności czy to stary, czy to nowy brytyjski uniwersytet (takowy podział istnieje), to odpowiednikiem habilitacji są tam stanowiska akademickie:senior lecturer, reader.Czasami stanowisko reader bywa równorzędne stanowisku akademickiemu profesora, ale to są różnorodne, samorządne, autonomiczne decyzje tamtejszych uniwersytetów.Ponadto skoro jesteśmy przy krajach anglosaskich, to rozwój sektora nauki na dużą skalę rozwinął się w owych krajach po 1945 r., a kiedy popłynęły do sektora wiedzy, ogromne fundusze publiczne, rządowe na rozwój nauki, a zapotrzebowanie na efekty prac uczonych po stronie państwa, wojska, przemysłu także olbrzymie.Wówczas to rozwinęły się uczelnie wyższe i osiągnięcia na miarę Nobla.Ścieżka kariery akademickiej nie miała decydującego znaczenia w rozwoju nauki w USA i GB po II wojnie światowej.

      A teraz powracamy do naszej ulubionej lustracji.Cytuje anonimowego."Zarzut fabrykowania akt bezpieki jest niepoważny, to były wyjątkowe przypadki, udokumentowane już dziś naukowo". Otóż, nikt jeszcze nie przeprowadził kompleksowych badań w zakresie, preparowania akt lub ich części przez służby specjalne PRL, to byłoby ciekawe, ale i skomplikowane przedsięwzięcie.Natomiast, nie zgadzam się z wypowiedzią anonimowego, który dokonuje rozróżnienia pomiędzy materiałem procesowym dla sądu, a materiałem źródłowym do badań naukowych z zakresu historii najnowszej, gdyż ten drugi stanowi niejako podstawę, drogowskaz dla pierwszego w klasycznych procesach lustracyjnych.Zgadzam się, że sędziowie nie są zawodowymi historykami, lecz prawnikami, którzy działają w granicach prawa, zasady domniemania niewinności, i ustaleń "nie budzących wątpliwości", to wszystko prawda, ale w procesach lustracyjnych sędziowie nie muszą być zawodowymi historykami, gdyż zapoznają się z materiałem dowodowym via Biuro Lustracyjne IPN plus korzystają z ekspertyz powoływanych biegłych sądowych, a którzy już są zawodowymi historykami, posiłkują się również opiniami świadków tamtych zdarzeń pod warunkiem, że jeszcze takowi żyją itd., itp.Na koniec, to Niemcy są dla mnie wzorem, ale Instytut Gaucka tym różni się od polskiego IPN, iż nie podlega trwałemu procesowi instrumentalizacji, ideologizacji politycznej.Mnie interesuje sam proces lustracji w Polsce, a nie IPN.Dostrzegam cenne inicjatywy IPN, w zakresie historii najnowszej np. projekty badawcze w kooperacji z instytutami naukowymi Polskiej Akademii Nauk.Może to tyle.

      Usuń
    3. Panie Macieju, wybaczy Pan, ale nie zamierzam kontynuować tej miłej pogawędki, bo przytacza Pan fakty bez ładu i składu, plus swoje wątpliwe interpretacje. Ani Pan mnie nie przekona, ani ja Pana. Czy sądzi Pan, że nie wiem, jak wygląda procedura awansowa w krajach anglosaskich? I czego to ma niby dowodzić? Że w Polsce habilitacja jest niezbędna, bo nie żyjemy w USA? Albo że lustracja w Polsce jest niepotrzebna, bo mamy inne prawo niż Niemcy? A o realiach lustracji niestety nie ma Pan bladego pojęcia, a jedynie powtarza Pan banialuki głoszone od 25 lat przez jej przeciwników, którzy mają w zwalczaniu lustracji swój żywotny interes. Pan po prostu nie rozumie tego, o czym ja piszę, więc dalsza "dyskusja" z Panem nie ma sensu.

      Usuń
    4. Do anonimowego z 3 września, z g.22:47.,
      Szanowny anonimowy,

      Otóż, najwidoczniej i anonimowy nie rozumie o czym i ja piszę, a może zwyczajnie niewidomy prowadzi głuchego, a głuchy niewidomego w nieznane.Natomiast, kto tutaj operuje faktami bez ładu i składu, to niech ocenią czytelnicy bloga prof. Bogusława Śliwerskiego, a nie sam zainteresowany.Gwoli wyjaśnienia, zniesienie habilitacji nie poprawi ani jakości prowadzonych studiów wyższych, ani jakości badań naukowych podstawowych w Polsce.W krajach anglosaskich, jak wspomniałem powyżej, też jest odpowiednik habilitacji stąd, bez odpowiednich nakładów finansowych na szkolnictwo wyższe i naukę nie ma mowy, o jakimkolwiek skoku, postępie jakościowym w sektorze wiedzy ogółem.Co do lustracji, to ona funkcjonuje od 19 lat w przestrzeni publicznej vide pierwsza ustawa lustracyjna z 1997 r.W przyszłym roku obchodzimy jubileusz 20 - lecia jej istnienia.Proponuje uczcić ów jubileusz np. lampką dobrego wina i grą w pokera.Natomiast polecam anonimowemu kapitalną książkę o lustracji prof. Jana Woleńskiego pt."Lustracja jako zwierciadło".To dzieło świetnie obnaża wszelkie lustracyjne absurdy prawne.Na koniec, to chciałbym podziękować za ową dyskusję.

      Maciej

      Usuń
  10. A od kiedy to jesteśmy na "ty"?
    Czyli habilitację wymyślili antykomuniści, w ramach sprzeciwu wobec stalinowskiej polityki naukowo-kadrowej? Gratuluje wiedzy historycznej, i błyskotliwej zdolności analitycznego myślenia. Nie rozśmieszaj mnie Pan, bo mi zajady popękają.

    OdpowiedzUsuń
  11. Każdy anonimowy jest na TY. Chyba, że sobie tego nie życzy. Tak więc szanowny anonimowy nie zrozumiał, o czym napisałam. Habilitacje w Polsce przez prawie 45 lat komuny stały się środkiem umacniania władzy, także wtapianych do szkolnictwa wyższego służb specjalnych. Warto poczytać publikacje IPN na ten temat. Amerykanie tego nie mieli. Podobnie Brytyjczycy. Proszę więc nie porównywać powodów istnienia habilitacji w okresie tworzenia nowego ustroju, bo nadal jest postkomuna i nomenklatura w PAN oraz w szkolnictwie wyższym. Nie spadnie Pan z krzesła, bo pewnie podparte jest legitymacją.

    OdpowiedzUsuń
  12. Do anonimowego z 3 września, z g.15:00.,

    Poświęciłem Polskiej Akademii Nauk ponad 12 lat swojego życia, analizując historię, dorobek naukowo - badawczy, pozycję w świecie globalnej nauki owej szacownej, a zarazem największej i najważniejszej ogólnopolskiej państwowej instytucji naukowej.Logo PAN jest bardzo dobrze rozpoznawalne w Europie i świecie vide CERN, DESY, NASA itp.Kiedy myślę o Akademii, to mam przed oczami i korporację najwybitniejszych polskich uczonych, komitety naukowe, problemowe, narodowe Akademii, a także Centrum Badawcze PAN.Polska Akademia Nauk nie jest chłopcem do bicia stąd proszę uzasadnić ową postkomunę i nomenklaturę w Akademii.Chętnie skrzyżuje szpady z anonimowym w obronie dobrego imienia PAN.Proszę tylko nie powoływać się na dwutomowe opracowanie IPN pt."Spętana Akademia" w oparciu o materiały SB - I tom, czy w oparciu o materiały KC PZPR - II tom, gdyż w ówczesnej trudnej sytuacji politycznej, to moja Akademia wychodzi zwycięsko w konfrontacji z władzami politycznymi PRL.Czekam na anonimowego, chętnie skrzyżuje szpady.
    Maciej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że poświęcił pan 12 lat swojego życia Akademii nie oznacza, że inni nie mają prawa dostrzegać w jej strukturze, regulacjach prawnych i części kadr osób, które nie przynoszą jej chwały. Proszę zatem podać inne źródła do tej weryfikacji. Powyższe są obiektywnymi danymi archiwalnymi o działalności być może dzisiaj zacnych niektórych profesorów, ale podłej w okresie PRL.

      Usuń
  13. Do anonimowego z g.17:20.,
    Szanowny anonimowy,

    Owszem, każdy człowiek ma prawo wyrazić swoją krytyczną opinię w sprawie powyżej, ale trzeba zastanowić się dobrze jaki stosujemy krytyczny aparat pojęciowy i czy jest on zgodny z prawdą.Jeżeli chodzi o strukturę organizacyjno - prawną Polskiej Akademii Nauk, to jest ona bardzo podobna, zbliżona do Austriackiej Akademii Nauk, a po trosze i do Królewskiej Niderlandzkiej Akademii Nauk w Holandii, co nie oznacza, iż nie wymaga pewnych udoskonaleń.Anonimowy może mieć krytyczny ogląd, spojrzenie na strukturę Akademii.Ponadto anonimowy poruszył kwestie części kadr pracowników naukowo - badawczych, którzy nie przynoszą Akademii chwały.Zdarzają się takie przypadki, choć według mnie nadal pracuje tam, najbardziej wyselekcjonowana kadra naukowo - badawcza kraju, w liczbie 3720 pracowników.Potwierdzeniem mojego spostrzeżenia, niech będzie pozycja lidera badań naukowych podstawowych w Polsce, a jaką faktycznie posiada po dziś dzień Centrum Badawcze PAN, co potwierdziły wielokrotnie krajowe i międzynarodowe rankingi.
    Teraz zatrzymamy się przy dwutomowym opracowaniu Instytutu Pamięci Narodowej pt."Spętana Akademia".Otóż opracowanie to zawiera materiały SB - I tom, materiały partyjne KC PZPR - II tom.Przeczytałem bardzo uważnie, aż dwukrotnie I tom i doszedłem do wniosku, iż Akademia wyszła obronną ręką w konfrontacji z SB, pomimo, że relacja ze służbami specjalnymi była osadzona w tle ówczesnej, trudnej sytuacji politycznej Polski.Trudno też mówić o obiektywiźmie dokumentacji SB.Bardzo interesujący wydał mi się w sensie poznawczym II tom.Jeżeli anonimowego interesuje historia PAN u źródeł, to polecam przede wszystkim zbiory Archiwum PAN w Warszawie, zbiory Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie, czy chociażby znakomitą monografię pt.Historia Nauki Polskiej.T.10,1944-1989.Pod red. Leszka Zasztowta i Joanny Schiller - Walickiej PAN.Instytut Historii Nauki im. Ludwika i Aleksandra Birkenmajerów.Monografia zawiera stosowne, interesujące źródła.Na koniec, to nie będę oceniał postaw, zachowań ludzi z okresu realnego socjalizmu, bo uważam, iż każdego indywidualnie oceni historia.Tym bardziej, że realny socjalizm był zupełnie innym systemem politycznym niż obecny.

    Maciej

    OdpowiedzUsuń
  14. Zainteresowanym przekazuję , że zasady habilitacji oraz obowiązek publikowania określonego dorobku naukowego nie są pochodną stalinizmu. Już w okresie II RP ukazało się Zarządzenie Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z dnia 11 lutego 1928 r. określające te zasady.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.