wtorek, 12 stycznia 2016

Czy chcemy w polskiej edukacji drugiego Singapuru?


(https://www.youtube.com/watch?v=sEn6OKsVoMs Why Education in Singapore Works)

Na początku transformacji ustrojowej b. prezydent Lech Wałęsa obiecywał, że będziemy drugą Japonią. Niewiele z tego wyszło, poza plażowymi klapkami, które zalały polski rynek. Świat zachwyca się jednak nie polską, ale singapurską edukacją, która staje się dla międzynarodowych korporacji źródłem zasilania w najlepiej wykształcone do wolnorynkowej konkurencji kadry proinnowacyjne i kierownicze.

Czeski pedagog Marek Lisý w swoim artykule na temat źródeł edukacyjnych "sukcesów" młodych Azjatów pisze z zachwytem. Nie ma co się dziwić. We wszystkich oświatowych badaniach porównawczych (OECD) - Czesi wypadają gorzej od polskich piętnastolatków, więc być może mają na tym tle większy kompleks.

Nie przypuszczam jednak, by nasi politycy oświatowi zachwycili się singapurskimi rozwiązaniami, gdyż te są niezwykle kosztochłonne, a PiS ma teraz w planach zatroszczenie się o rodziny, o większą w nich dzietność, dokończenie procesu dekomunizacji, przywrócenie narodowych tradycji, pamięci, symboli, wzmocnienie naszej kultury, wymianę służb specjalnych, modernizację armii, zmianę polityki międzynarodowej itd., itd.

To wszystko kosztuje, a zatem szkolnictwo zostanie zepchnięte na daleki plan, bo rządzący mają słuszne przekonanie, że nasze społeczeństwo ma już dość jakichkolwiek reform w tej dziedzinie. Zostanie ono zresztą tak wymęczone konfliktami o Konstytucję, Trybunał Konstytucyjny, kwestie parlamentarnych procedur w stanowieniu prawa, że nie znajdzie w sobie więcej energii, by zająć się jeszcze polskim szkolnictwem. Na szczęście to, co miało być przywrócone (obowiązek szkolny od 7 r.ż.), zostało już naprawione, a kwestie dalszych zmian ustrojowych czy kształcenia i doskonalenia kadr nauczycielskich - jak widzę - nie będą już wymagały szczególnej energii i środków. Ostatnia nowelizacja Karty Nauczyciela jest powrotem do norm przyzwoitości, a więc poszanowania godności pracy nauczycieli (likwidacja "godzin karcianych", czyli gry fałszywymi kartami).

Rząd odchodzi od neoliberalnego podejścia do edukacji na rzecz zweryfikowania w systemie znaczenia dotychczasowych wydatków, bez jasnej dla społeczeństwa wizji, na co będą one spożytkowane w najbliższej przyszłości. Czy nadal będą wydawane przez MEN kiczowate ("bezpłatne")podręczniki szkolne tyle tylko, że teraz z udziałem "swoich", równie niekompetentnych i wyłonionych poza konkursem autorów? Innymi słowy, czy będzie produkowana "makulatura" w sytuacji, gdy świat nowych technologii komunikacyjnych ucieka nam już nie z każdym rokiem, ale z każdym miesiącem?

No to obejrzyjmy na YouTube filmiki o singapurskiej edukacji, a jest ich wiele. Niektóre dane szokują, jak choćby te, że na edukację wydaje się z PKB aż 20% rocznie. Pierwszym zatem elementem zmiany są pieniądze, które trzeba zainwestować w kształcenie młodego. Jeśli edukację traktuje się jako ciężar, jako koszt, to będziemy opóźniać szanse większej części naszych dzieci i młodzieży (te utalentowane poradzą sobie w każdym ustroju i przy nawet najgorszej polityce rządów) na dostatnie życie w państwie o liberalnej gospodarce. Tak wysoki poziom finansowania szkolnictwa w Singapurze wynika z tego, że na każdym jego poziomie obowiązuje wszystkich czesne, przy czym najubożsi są z niego zwolnieni.



(źródło: Singapore - Strong Performers and Successful Reformers in Education)


Celem kształcenia w singapurskim systemie szkolnym, a więc kryterium pomiaru jego efektywności, jest osiągnięcie przez każdego ucznia (w stopniu adekwatnym do jego potencjału rozwojowego i poziomu aspiracji oraz własnej aktywności) następujących cech i umiejętności:


samoświadomość - zdolność do adaptacji i odporność na przeszkody, znajomość samego siebie, umiejętność samodzielnego i samokrytycznego myślenia oraz efektywnego komunikowania się;

samodzielność uczenia się - jest odpowiedzialny za własne studiowanie, potrafi zadawać pytania, jest refleksyjny i wytrwały w swoim uczeniu się;

umiejętność pracy w grupie - aktywnie partycypuje w pracy zespołu, podejmuje inicjatywy, przewiduje ryzyko, jest innowacyjny i zmierza do doskonałości;

aktywny obywatelsko, patriota, jest silnie uspołeczniony i świadomy swoich praw, pozyskuje informacje i aktywnie dzieli się nimi celem poprawiania życia ludzi w jego okolicy.


Nowe technologie komunikacyjne są dostępne uczniom we wszystkich szkołach, na każdym poziomie kształcenia, i to już od 1997 r. (interaktywne tablice, notebooki i tablety). Od pierwszej klasy dzieci uczą się interaktywnie, także z zastosowaniem tych technologii, ale przede wszystkim poprzez gry i zabawy, ćwiczenia i rozwiązywanie problemów. Ciekawostka - obowiązek szkolny zaczyna się w Singapurze w 7 roku życia. Czyżby byli zacofani?

Nauczycielem może zostać tylko ten absolwent uniwersytetu czy dowolnej szkoły wyższej, który miał osiągnięcia mieszczące się w grupie jednej trzeciej najlepszych studentów. Ich płace są wysokie, ale zarazem nie są ustanawiane według tych samych zasad dla każdego, tylko uzależnione są od stanowiska pedagoga, jego funkcji, osiągnięć itd. Istnieją w tym kraju bardzo zróżnicowane ścieżki kariery, a nie tak jak u nas bazujące na ustanawianych przez władze centralne stałych kryteriach płac niezależnie od tego, "czy się stoi, czy się leży...".

W Singapurze zaprzeczono tezie, że "ryba psuje się od głowy", bo - "jak się rybę dobrze usmaży, to pięknie pachnie".






5 komentarzy:

  1. Czy ja się mylę, czy to, co robi się w Singapurze to po prostu trochę odświeżony model edukacji wymyślony przez staruszka Cycerona w "de Oratore" i de Rep. IV?

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze!
    Modelu singapurskiego nie da się (oczywiście efektywnie!) skopiować bo on jest związany z azjatycką kulturą Chin i okolic (kto miał wietnamskich uczniów, ten wie o co chodzi!) - Singapurem rządzą Chińczycy.
    A w tej kulturze każdy człowiek jest wartością nie sam w sobie tylko dokładnie tyle ile może dać/co może sprzedać społeczeństwu. Stąd kult mistrzostwa, ogromny autorytet nauczycieli, preferencje dla najlepszych (im lepszy (więcej umiejący!) uczeń tym LEPSZA edukacja (nauczyciele i warunki!) mu się należy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Interesujący wpis. Zwrócę może uwagę na kontekst danych. Całkowita liczba ludności miasta-państwa Singapuru wynosi 5.399200 mieszkańców. Czy można się dziwić, że mają takie osiągnięcia w kształceniu? Na uznanie zasługuje to, że nauczycielami zostają najlepsi. Uważam, że jest ku temu uzasadnienie kulturowe i specyfika kultur Azji. Nauczyciele mówią również biegle po angielsku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Edukacji w tym wielonarodowym kraju sprzyja brak skrajnego nacjonalizmu, ksenofobii, populizmu, rozdawnictwa pieniędzy (ala 500+), dobre wynagradzanie nauczycieli, dofinansowanie edukacji przez budżet kraju, neutralność światopoglądowa szkoły, świadomość władzy, że nie religia i "nasza prawda historyczna" w szkole decyduje o poziomie kształcenia

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Profesorze!Byłam Pańską studentką na UŁ i od 20 lat pracuję w szkole. Zgadzam się z Panem, ale myślę, że niestety nie doczekamy się Singapuru. Zamiast 20% PKB - nauczyciel w Polsce musi przynieść do szkoły papier ksero.... bo nie ma. Żal zdolnych, ale biednych dzieci.

    OdpowiedzUsuń