czwartek, 3 września 2015

Ambiwalentny III Kongres Edukacji







Zapytałem dyrektora jednej z najważniejszych placówek oświatowych w moim regionie, czy może był na III Kongresie Edukacyjnym lub któryś z jego współpracowników? Jakież było moje zdumienie, kiedy zapytał mnie: - A o jaki kongres pytasz? Gdzie miał się odbyć i kto go organizował? Nie wierzyłem własnym uszom! Kto jak kto, ale osoba kluczowa nie tylko w tym regionie, ale także w kraju, bo od kilkudziesięciu lat zajmująca się nowatorstwem pedagogicznym, innowatyką, eksperymentami szkolnymi oraz systemowymi, były redaktor naczelny jednego z najważniejszych czasopism oświatowych w kraju, a przecież wciąż bardzo aktywny zawodowo, nie wiedziała o tak kluczowym dla POLSKI Kongresie?

Kongres chyba zapadł się pod ziemię, jak ponoć zidentyfikowany przez tajemniczych odkrywców pociąg ze złotem w okolicach Wałbrzycha. O pociągu to chociaż było mnóstwo informacji w mediach, a mainstream żył poszukiwaczami i domniemanymi beneficjentami znaleziska! Tylko jakoś o rzekomo przełomowym dla naszego państwa Kongresie Edukacyjnym nie pisali ani dziennikarze "Gazety Wyborczej", ani "Rzeczpospolitej", ani w "Faktach" czy innych gazetach ogólnokrajowych. Ba, nie było nawet wzmianki w wiadomościach telewizyjnych. Cóż to! Chroniony jest wizerunek pani minister od białoruskich rozwiązań w naszym systemie edukacyjnym, czy może szykują się jakieś nowe wycieki z prokuratury lub CBA?

Kongres był, ale jakoby go nie było. Oczywiście, szykujący się do hejtowania komentatorzy zaraz napiszą, że trzeba było pojechać, to bym wiedział, jak wielkie to było święto polskiej edukacji, szczególnie Ministerstwa Edukacji Narodowej i podległego mu Instytutu Badań Edukacyjnych. Ten ostatni podmiot był organizatorem owego Kongresu, kongresiku, kongresiuniuniuniu... jak zapewne przedrzeźniałby jeden z kabarecistów. Znowu okażę się ponoć nieobiektywnym komentatorem naszej rzeczywistości, skoro krytykuję, ironizuję lub nie doceniam tak wielkiego poświęcenia tylu wybitnych postaci rodzimej i zagranicznej edukacji.

Tymczasem jestem ciekaw, co tak naprawdę powiedziano, o czym dyskutowano, jakiż to szykuje się przełom, dzięki któremu polska szkoła będzie wreszcie obudzona? Co też nasze BUDZIKI zaproponują nowemu pokoleniu nauczycieli, rodziców i ich dzieci? Co? Odpowiedź znajdziemy na stronie MEN, a znacznie więcej na stronie IBE. Już po pierwszym dniu obrad odnotowano: "W tym roku ponad 1200 osób bierze udział w przeszło 20 panelach. Spotkanie odbywa się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. – Liczę na rzeczowe spieranie się o najważniejsze dla edukacji tematy. Spróbujmy odpowiedzieć np. na pytania jak powinna wyglądać edukacja w XXI wieku, czy jak być dobrym nauczycielem w dzisiejszych czasach – powiedziała Joanna Kluzik-Rostkowska w trakcie otwarcia Kongresu. – Liczę na to, że te 67 postulatów, które zrodziły się podczas debat, będzie wskazówką dla entuzjastów edukacji – dodała szefowa MEN."

Rewelacja, bo 35 lat temu było tylko 21 postulatów, by zapoczątkować rewolucję społeczną, a tymczasem uczestnicy tak się rozbujali w swoich pomysłach, że mieli aż 67 postulatów! Jak stwierdziła pani minister Joanna Kluzik-Rostkowska: – Szkoła przyszłości powinna być taka, w której nauczyciel sam siebie musi zobaczyć i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest przewodnikiem dla młodych ludzi, czy mędrcem przekazującym wiedzę. (...) To my dorośli mamy problem. Nie możemy uczyć dzieci współpracy sami tego nie potrafiąc. Jeśli nauczyciel nie potrafi odpowiedzieć na pytanie ucznia, powinien umieć powiedzieć „nie wiem”." EUREKA! Ciekawe, że nie daje osobistego przykładu, bo na niektóre pytania złośliwych nawet dziennikarzy odpowiada, mimo że nie wie, a wcale się do tego nie przyznaje.

To jest dopiero rewolucja. Jestem pełen podziwu dla disco-polowego standardu w stylu "łupu-cupu, dygu-dygu". Nareszcie wiem, na czym polega edukacja przyszłości.

Moim zdaniem III Kongres Edukacji był ważny, niezależnie od tego, czy to się komuś podoba, czy też nie. To dobrze, ze za ponad 2 miliony PLN mogło spotkać się ponad tysiąc entuzjastów polskiej szkoły w jednym miejscu. Takie spotkania, niezależnie od tego, czy panele lub plenarne wystąpienia miały dla kogoś sens lub nie, były bardzo dobrą okazją do wymiany opinii, doświadczeń, materiałów czy adresów mailowych. Temu też służą konferencje oświatowe i naukowe.

Ten Kongres z nauką nie miał wiele wspólnego, bo i mieć nie miał. Pedagogika szkolna czy porównawcza nie będą miały z niego żadnej korzyści. Nie muszą. Resort edukacji wraz z całą wierchuszką nie potrzebuje naukowców i nauki. Im jest potrzebna fast nauka, tak jak młodzieży potrzebny jest fast food, fast sex i fast car. Władzom potrzebna jest do wygrywania wyborów wiedza popularna, propagandowa, powierzchowna, praktyczna. Dzięki temu ministra mogła otwierać i zamykać każdy dzień obrad a zatrudnieni spece od PR umieścili jej wizerunek w każdym z udostępnionych na stronie IBE spotów o pseudoreportażowym charakterze. Dorobiono do tego ideologię, jak do każdej pseudoreformy, że właśnie władzom MEN chodziło o to, by to nauczyciele sami określili ważne dla nich tematy i o nich rozmawiali ze sobą w trakcie kongresu. Ja to popieram. Mnie to się bardzo podoba.

Nareszcie ktoś zafundował nauczycielom z środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego porządne noclegi, jedną z komercyjnych hal kongresowych do wspólnych i zespołowych obrad. Gwarantuję, że żadnego uniwersyteckiego wydziału nauk o wychowaniu, studiów edukacyjnych, pedagogiki i psychologii czy nauk pedagogicznych nie było i nie będzie stać na to, by zafundować debatę nauczycielom w takich warunkach. Teraz przynajmniej naukowcy będą wiedzieli, o jakie środki powinni występować do Narodowego Centrum Nauki w ramach przewidywanych w swoich projektach badawczych konferencji! Nasza ministra prof. Lena Kolarska-Bobińska powinna w tej sytuacji przebić ofertę MEN i IBE, bo w końcu uniwersytetu także powinny godnie podejmować uczestników i referentów własnych debat.

Tak więc, koleżanki i koledzy z szkół wyższych, planujcie w swoich wnioskach konferencyjnych środki finansowe na:

- co najmniej 400 tys. zł. na przygotowanie i realizację płatnych form promocji konferencji w prasie w postaci 2 artykułów sponsorowanych (wkładka tematyczna) w 2 różnych gazetach codziennych będących tabloidami w ramach kampanii PR promującej produkty i rezultaty wypracowywane w ramach projektu badawczego i oświatowego;

- noclegi wszystkich zaproszonych gości (nawet dla dziewięćdziesięciu) w hotelach 4 i 5 gwiazdkowych;

- a do zorganizowania konferencji wynajmujcie specjalistyczne firmy, które biorą za tego typu usługi niewiele, bo ponad 2 miliony zł, uwzględniając wszystkie koszty konferencji. Po co naukowcy tracą czas na wielotygodniowe prace organizacyjne, logistyczne, programowe, jak wystarczy MEN-ski model.

Zainteresowanych rewolucyjną treścią obrad zachęcam jednak do zapoznania się z nią na stronie IBE. Przeczytać warto.. Pewnie nie będziecie mieli czasu na to, by obejrzeć "materiały filmowe", z których każdy trwa ponad 4 godziny. I o to chodziło organizatorom. Szkoda czasu. Z nich akurat niczego mądrego się nie dowiecie, tak zostały zmontowane przez specjalistów od propagandy. Zatem - do roboty! Budźmy nasze szkoły!

Jeden z obecnych na Kongresie nauczycieli napisał o nim tak:

Zgodnie z założeniem, byłem uczestnikiem panelu "Jakiej szkoły chcemy w XXI wieku?". Wrażenia? Umocnione przez odbiór innych uczestników, pytających co rozważania prelegentów mają wspólnego z tematem... Inny panel - zdanie uczestników podobne. Rzecz jasna większość uczestników to typowi celebryci edukacyjni, dla których wszystko jest OK. Bez wątpliwości, bez refleksji, bez jakiejkolwiek zdolności do analizy i ewentualnej krytyki.

Wystąpienia Pani minister nie ma co wspominać: mieszanka populizmu, kiepskiego wychowania (notoryczna maniera językowa - 2 zamiast 3 osoby liczby mnogiej przy zwracaniu się do zebranych) i tanich chwytów PR-owskich. Zgroza. Ten lukrowany obrazek + informacja od M. Lorek, że kolejne bezpłatne podręczniki firmowane przez MEN muszą się ukazać w niedzielę. Czyli będzie tak, jak poprzednio: wypuścimy typowego gniota, bo doraźne potrzeby polityczne są najważniejsze...

Sensowne wątki? Carl Honoré i jego edukacja slow. Tyle, że to publicystyka. Piewcy neurodydaktyki? Może raczej piewcy kolejnej mody oświatowej, mającej wyjaśniać wszystko wszystkim... Zlepek prawd, półprawd i stereotypów. Jak u śp. ks. prof. Tischnera: "świento prowda, tys prowda i g...o prowda".

Projekt "bohaterskiej wyobraźni" Zimbardo? Nieznośny "trynd" do przenoszenia wzorców jankeskich na europejski grunt... Pseudouniwersalizm pedagogiczno-psychologiczny i śmieszna globalizacja na gruncie humanistyki. Zimbardo - globalny blagier i tyle. Mieszanka "oczywistych oczywistości" z artefaktami i dążeniem do receptologii. Popper miał rację: "burzcie autorytety"! Szczególnie, jeżeli są one autorytetami pozornymi. W jednej kwestii Zimbardo jest dla mnie mistrzem: W sferze automerketingu. Na tym polu jest geniuszem.


PS.
Podobieństwo figury grajka do ważnego profesora psychologii i pedagogiki jest przypadkowe. W Kongresie chyba nie brał udziału, bo nie jest Zimbardo.








16 komentarzy:

  1. Generalnie każdą ideę i inicjatywę można przedstawić w krzywym zwierciadle i wyśmiać na tysiące sposobów. Obojętne, czy MENu czy prof. Śliwerskiego. Takie mamy czasy, że hejt pojawia się nawet w edukacji i dyskusji o szkole. Postarajmy się go unikać, bo to nie prowadzi do dyskusji, ale na manowce. Chyba, że chodzi tylko o emocje u czytelników. Ale to już internetowy trolling. Nie podejrzewałbym chyba Pana Profesora ani o jedno, ani o drugie...
    Byłem na Kongresie, uczestniczyłem w kilku sesjach i oczywiście - ich poziom był bardzo różny. Brakowało mi w większości paneli i wystąpień na sali plenarnej nauczycieli, którzy osiągają sukcesy w swoich szkołach, którzy są faktycznie innowatorami i potrafią nie tylko dobrze uczyć, ale i dobrze wychowywać. Powinni być obecni we wszystkich wystąpieniach, a nie tylko o niektórych. Napisałem o tym w Edunews.pl.
    Rzecz jasna nie jesteśmy w stanie zapewnić, że w każdej inicjatywie będzie uczestniczył każdy dyrektor i nauczyciel. Tak więc argument z tym, że ktoś tam nie uczestniczył, choć ważną rolę pełni w edukacji, raczej nietrafiony. Widocznie przeoczył informacje albo nie był zainteresowany. Pewnie zdecydowana większość osób zaangażowanych w polską szkołę nie uczestniczyła w Kongresie, co nie zmienia faktu, że dużo osób uczestniczyło. I zapewniam Pana Profesora, nie były to wyłącznie osoby ślepe na argumenty i nie mające krytycznego punktu widzenia w stosunku do MEN, IBE i innych instytucji wypowiadających się tamże. Moim zdaniem każda inicjatywa jest ambiwalentna (Słownik Języka Polskiego: ambiwalentny = o elementach przeciwstawnych). Byłoby strasznie źle, gdybyśmy w dyskusjach o edukacji mieli nieambiwalentne kongresy i konferencje.
    Cieszę się, że wkrótce na 25 Seminarium "Człowiek Media Edukacja" będę mógł spotkać Pana Profesora. Może uda się porozmawiać w realu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie dlatego napisałem o tym Kongresie ambiwalentnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z tezą, że wszystkie nasze działania zbiorowe można ocenić ambiwalentnie. Każda teza jest podszyta antytezą. Trzeba sobie zadać pytanie: na czym chcemy skupić naszą uwagę i energię - na ocenianiu (na przykład Kongresu), czy na wyciąganiu wniosków i poszukiwaniu rozwiązań ? A jeśli już mowa o ocenie, to wolałbym ocenić Kongres po jego rezultatach.
    Namawiam Pana Profesora i wszystkich zainteresowanych do zapoznania się z wrażeniami uczestników Kongresu (też tam byłem) : https://osswiata.pl/zylinska/2015/09/03/iii-kongres-polskiej-edukacji-w-katowicach/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te rezultaty Kongresu, po których Pan chce go oceniać, są zerowe i będą zerowe, jeśli nie liczyć egzaltowanego entuzjazmu pewnej części jego uczestników. I jeśli nie liczyć 2.5 miliona złotych wydanych z kieszeni podatnika, a skonsumowanych przez jego organizatorów i uczestników.

      Usuń
  4. No jasne, Żylińska - która współtworzyła to kiepskie widowisko. Co pan tu wypisuje za bzdury. Profesor ma rację. W PRL też mieli takich lokajskich popleczników. Ten Kongres to jedna wielka ściema. Czy zastanawiał się Pan nad tym, na co wydano 2,5 mln złotych?!!! Pan to popiera? NA spotkanie nauczycieli z aglomeracji katowickiej???
    Niech się pan zastanowi, o czym pisze. To, że się panu podobało, nie znaczy, że mamy akceptować tak bzdurne wydatkowanie publicznych pieniędzy. To powinna zbadać CBA> Jak to jest możliwe, że najpierw ogłoszono przetarg , by robić kongres w Warszawie, a potem go unieważniono, by kolesie z Katowic czy Krakowa na tym zarobili. Trochę odpowiedzialności panie Mariański! Kto zrobił sobie tam z pańskim udziałem festyn przedwyborczy za takie pieniądze??? Nie ma pan wstydu?

    OdpowiedzUsuń
  5. Pyta Pan czy popieram ... .
    kiepskie widowisko, bzdury, lokajskich popleczników, ściema, bzdurne, kolesie
    ... nie popieram. Popieram rozmowę na każdy temat, opartą na zasadach szacunku i dialogu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szacunek musi być wzajemny, a ministra JKR tego nie wyraża. Senatorowie PO jeszcze to potwierdzili.

    OdpowiedzUsuń
  7. Żeby było śmieszniej, to Kluzik, przenosząc Kongres do Katowic z Warszawy sama zrobiła się "w bambuko" .... ;-) Wtedy, kiedy to robiła, miała być 'jedynką" w Rybniku jak 4 lata temu. No ale tamtejsi ludzie już się na niej poznali i ją z Rybnika pogonili. Na otarcie łez dostała podrzędne miejsce na liście w ... Warszawie. Tak, że z przedwyborczego lansu wielopartyjnej Kluzik wyszły nici ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. To warszawiacy tym bardziej powinni ją pogonić, bo takiego ministra edukacji po Giertychu dostała polska oświata na zasadzie genderowej normy. Co jeden , to gorszy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pan Polak i Mariański powinni bliżej zainteresować się kulisami finansowo-politycznymi MEN w związku z tym pseudokongresem, a nie odwracać kota ogonem:

    - pierwszy przetarg w IBE - kongres miał się odbyć w Warszawie. Co zrobiła ministra JKR? UNIEWAŻNIONO przetarg.

    - drugi przetarg na Kongres - - już wskazuje, że miał się odbyć w Warszawie albo w Krakowie, albo we Wrocławiu, albo w Łodzi albo w Trójmieście (Gdańsk, Gdynia lub Sopot). Co zrobiono? UNIEWAZNIONO przetarg. .

    - trzeci przetarg - został ustawiony pod Katowice, bo stamtąd miała startować JKR. Jej kolejne, skandaliczne posunięcia w polityce oświatowej sprawiają, że premier postanowiła ratować koleżankę od wspólnej kawy i dała jej "miejsce" na liście w Warszawie. Za zasługi. Ale nie dla edukacji.

    Drodzy Państwo, przestańcie przynajmniej kłamać, bo uczestniczyliście w tym targu próżności i braku poszanowania polskiego podatnika, nie wspominając już o dzieciach i młodzieży. Ten KONGRES to spotkanie nauczycieli ze Śląska za 2,5 mln złotych!!! Obudźcie się! Żadna placówka oświatowa ani naukowa w kraju nie ma takiego budżetu na jedną, tak banalną konferencję dwudniową. Nie podważam sensu i wartości takich debat, oddolnych zainteresowań w konstruowaniu takich debat. Tu jednak był ewidentny przekręt finansowo-polityczny. Zmarnowany. A gdzież był w tym czasie dyrektor IBE? Gdzie ci wybitni badacze i entuzjaści badań ustawianych pod politykę formacji partyjnej? Nagle się wystraszyli? Czy może ze wstydu chowają się i udają, że nie mieli z tym nic wspólnego? A może obrazili się na tę wybitną ministrę i pokazali jej, że jak chce kongresik robić w Katowicach, to bez nich. W Katowicach ich nikt nie widział.

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie Profesorze, dziwi mnie Pana retoryka (i jakość komentarza): "(...) powinni bliżej zainteresować się kulisami finansowo-politycznymi MEN w związku z tym pseudokongresem, a nie odwracać kota ogonem". Tytuł Profesora i funkcja Przewodniczącego Prezydium KNP PAN powinny jednak zobowiązywać do pewnego (wysokiego) poziomu dyskusji. Informuję Pana, że żadnego kota nie odwracam ogonem i staram się zajmować tylko tym, na czym się choćby trochę znam. Panu Profesorowi też rekomenduję takie podejście. Pisałem o edukacyjnym wymiarze konferencji, bo taki mnie interesuje. Nie interesują mnie spiskowe teorie dziejów i kongresów. Informuję również Pana, że na Kongresie było wielu uczestników spoza Katowic (byłem tam, rozmawiałem z nimi), a pewnie organizator, czyli IBE, przygotowałby Panu zestawienie miast, skąd przyjeżdżali nauczyciele, gdyby Pan poprosił.

    OdpowiedzUsuń
  11. Polecam artykuł A. Grabka w dzisiejszym WPROST. Nosi tytuł: "Hyde Park Kluzik -Rostkowskiej . Pan nie musi się interesować tymi zagadnieniami. Warto przeczytać w moim tekście, że w pełni cenię wszelkie konferencje i debaty nauczycielskie. Nie potrzebuję zatem wykazu miejsc pochodzenia uczestników Kongresu.
    Sądziłem, że akurat pana stać na zrozumienie istoty mojej krytyki władz resortu. Ja nie musze się przymilać. A pełnienia przeze mnie funkcji proszę do tego nie mieszać. Nie byłem przez ministrę ani IBE zaproszony na Kongres. U Grabka przeczyta Pan, dlaczego. Moje wpisy nie są jednak powodowane jakimkolwiek żalem z tego powodu. Tak, jak odmówiłem dwóm moderatorkom, tak też odmówiłbym udziału głównym organizatorom tego Kongresu. Lubię wiedzieć w czym uczestniczę. W tym zakresie wydatnie się różnimy. Pan był w ścisłym gronie organizatorów tego Kongresu, więc ma poczucie dyskomfortu z tytułu takiego komentarza. To zrozumiałe. Proszę jednak mieć do siebie pretensje, albo przekonać o wartości tego Kongresu dla polskiej edukacji (nie dla Pana czy pojedynczych nauczycieli)

    OdpowiedzUsuń
  12. Panie Profesorze, istotnie różnimy się w wielu sprawach dotyczących edukacji. I bardzo dobrze, ponieważ w ten sposób pojawia się możliwość dyskusji, jeśli tylko strony mają na to chęć. Krytykować władze jak najbardziej można, a nawet trzeba, ale jest pewna różnica między krytyką a insynuacją i pomówieniem czy spiskową teorią dziejów. Nie muszę tego Panu Profesorowi wyjaśniać przecież, bo Pan to wie. Nie byłem wśród ścisłego grona organizatorów Kongresu, ale nie mam z tym żadnego problemu. Staram się być zawsze niezależny, ale i obiektywny w ocenach tego, co widzę i obserwuję. Dlatego też w moim pierwszym komentarzu w Edunews.pl nie zabrakło krytycznych uwag (zresztą będąc na Kongresie rozmawiałem z wieloma osobami, które również miały sporo uwag - i bardzo dobrze!). Nie mam też żadnego dyskomfortu z powodu Pana komentarza, ponieważ to Pan bierze odpowiedzialność za jego treść i jakość. Nie ja się będę za to wstydzić. Napisałem, że żadnego kota ogonem nie odwracam i podtrzymuję to - mam nadzieję, że zna Pan Profesor znaczenie tego wyrażenia w języku polskim.
    Apropos wspomnianego artykułu - proszę wybaczyć, ale nie czytuję hejterów. Jeszcze nie trafiłem na taki artykuł wspomnianego autora, który miałby jakąś głębszą wartość merytoryczną i coś wniósłby do dyskusji o edukacji.
    I jeszcze jedno - nikogo nie przekonuję do wartości tego Kongresu dla polskiej edukacji i nie próbuję tego udowadniać. Nie znajdzie Pan takiej mojej wypowiedzi. Skupiam się raczej na fragmentach tego, co obserwowałem - obok rzeczy słabych, były też rzeczy ciekawe. Podobnie jak sympozja i seminaria akademickie, odczyty naukowców, imprezy popularnonaukowe, konferencje i seminaria, ich wpływ na jakość polskiej edukacji jest po prostu niewielki. Wszystko bowiem zależy od nauczycieli i tak naprawdę od tego, jak sami się dokształcają i jak sami poszukują właściwej drogi. Żaden minister, ani żaden kongres, ani żaden profesor im w tym nie pomoże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka insynuacja? Może M. Polak poczyta sobie na stronie IBE treść zamówienia publicznego i info o wybranym przez JKR podmiocie? Ja też uważam, że dwukrotne unieważnianie przetargu jest klasycznym wskaźnikiem procedur - "musi wygrać nasz". Czytałam we WPROST bardzo dobry artykuł red. Grabka na ten temat. A komentator czyta tylko siebie?

      Usuń
    2. Wszystko bowiem zależy od nauczycieli - powinno być SUPERBELFRÓW - to zapewne przejęzyczenie. Tych, którzy ze swoim kramem rozkładają się przy okazji ministerialnych imprez. I prawdziwy michałek: "Apropos wspomnianego artykułu - proszę wybaczyć, ale nie czytuję hejterów. Jeszcze nie trafiłem na taki artykuł wspomnianego autora, który miałby jakąś głębszą wartość merytoryczną i coś wniósłby do dyskusji o edukacji" Jak nie czytując można stwierdzić, czy artykuły danego autora mają wartość merytoryczną, czy też nie??!!

      Usuń
  13. Odwracanie kota ogonem polega z pana strony na wmawianiu czytelnikom, że głoszę jakąś teorię spiskową. Myli się pan, że powołuję się na jakiegoś hejtera. Tygodnik WPROST zatrudnił jednego z najlepszych w Polsce dziennikarzy zajmujących się oświatą. To Artur Grabek opisał w najnowszym numerze to, czego pan także jest współsprawcą jako członek sztabu kierowniczego tego Kongresu.
    Wystarczy zajrzeć na stronę IBE, żeby zobaczyć, jakiej treści zamówienia publiczne zostały podjęte w tej instytucji publicznej i jak MEN wyrzucił 2 mln zł na ów quasi kongres edukacyjny. Skoro sam pan przyznaje , że sympozja i konferencje oświatowe nie mają generalnie na nic wpływu - a warto, by sobie pan przypomniał, co mówiła na temat rzekomej rangi tego kongresu ministra - to dlaczego tak lekko przechodzi panu wydana nań kwota 2 mln zł?
    Pan się skupia na fragmentach tego, co zaobserwował, a ja na tym, o czym pisałem już kilka miesięcy temu na temat przygotowań do tego kongresu. Co gorsza, nie pomyliłem się, a wolałbym, żeby było inaczej.
    Nie ma to nic wspólnego z różnicami między nami - chociaż ich nie znam - na temat polskiej polityki oświatowej. Być może będę miał zaszczyt poznać ją w pańskim wydaniu. Tymczasem życzę dobrego samopoczucia.

    OdpowiedzUsuń