piątek, 7 sierpnia 2015

Koniec wyłącznie instrumentalnej, biurokratycznej oceny czasopism naukowych przez resort nauki i szkolnictwa wyższego?








Do grudnia 2014 r. powoływany przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego zespół naukowców decydował o tym, ile punktów będzie posiadać periodyk naukowy, który został zarejestrowany przez wydawcę w resortowej bazie. Pisałem o tym wielokrotnie, że także Komitet Nauk Pedagogicznych PAN protestował przeciwko biurokratycznym metodom przyznawania punktów czasopismom, które są naukowe, chociaż wiele z nich z nauką niewiele ma wspólnego.

Tak to niestety jest, że jak chce się o jakości czegokolwiek decydować zza biurka, na podstawie wypełnionych ankiet, musi dojść do eksplozji w środowisku naukowym, które naprawdę lepiej wie, co jakieś pismo jest warte. Ministra nauki i szkolnictwa wyższego, tak poprzednia, jak i obecna nie odpowiadała na protesty KNP PAN, na rzeczowe. Wiele uwag było zgłaszanych do MNiSW na piśmie, na łamach pism akademickich, naukowych jak np. "Forum Akademickie" czy "Nauka", bo już nie przytaczam tu rozpraw z debat na temat szkolnictwa wyższego. O taki wysiłek urzędników nawet nie podejrzewam.

Przypomnę, że to prof. Krzysztof Mikulski zaprosił do Instytutu Historii PAN w Warszawie przewodniczących wszystkich komitetów naukowych Akademii, by po wspólnej dyskusji, diagnozie przejść do działania naprawczego. Zależało mu na tym, by przestać godzić się z jedynie instrumentalnie (parametrycznie) tworzoną punktacją (tzw. lista krajowa punktowanych czasopism), która w żadnej mierze nie była weryfikowana jakościowo. Niestety, ale to profesorowie - także członkowie PAN - ekonomiści, ale i nauk medycznych i ścisłych opracowali wbrew interesom i dobru polskiej nauki mierniki, które były poza kontrolą, poza prawem odwoławczym. Gdyby takie działało, to wnioskujące o wyjaśnienia podmioty utrzymywałyby odpowiedź. Redakcja naukowego czasopisma "Rocznik Pedagogiczny" (KNP PAN) dwukrotnie kierowała do MNiSW wniosek o ujawnienie kryteriów i uzasadnienia przypisanej periodykowi punktacji. Zbywano ją milczeniem, brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi.

Profesor - członek rzeczywisty PAN Jan Wolański, wybitny filozof, zachęcił nas do tego, by podjąć jednak walkę o odzyskanie minimum przyzwoitości w kreowanym przez biurokrację rankingu czasopism. Nikt z nas, także profesor, nie podważał potrzeby wprowadzenia oceny publikacji naukowych, która dotyczyłaby nie tylko czasopism, ale także monografii. Czy musi ona jednak mieć jedynie charakter parametryczny, zobiektywizowany w postaci cyfrowej czy liczbowej? To jest już do dyskusji pod warunkiem, że nie traktuje się nauki tylko instrumentalnie. Urzędnicy MNiSW chcieli mieć narzędzie selekcyjne, by rozstrzygać o tym, którym jednostkom płacić więcej lub mniej z budżetu na ich funkcjonowanie. Profesor Jan Woleński słusznie protestował mówiąc i pisząc bez ogródek:

Konieczność parametryzacji jest wymuszona m. in. rywalizacją pomiędzy naukowcami, zarówno tą tradycyjną o wartość własnych wyników i związany z tym prestiż jak i coraz powszechniejszym zabieganiem o fundusze. O ile jednak ta pierwsza mogła opierać się na kryteriach jakościowych, druga wymaga stosowania kryteriów ilościowych. Dysponenci funduszów nie mogą ich przydzielać wedle ocen czynionych „na oko”, ale muszą posługiwać się wskaźnikami metrycznymi, gdyż tylko ten sposób dostarcza obiektywnych podstaw dla przewidywania rezultatów badań. Czy nam to podoba się czy nie, nauka stała się towarem. (J. Woleński, Uwagi o ewaluacji czasopism naukowych, PAUza Akademicka nr 194 z 17 stycznia 2013)

Jeśli uwzględnimy fakt, że w opublikowanych przez resort wykazach punktowanych czasopism w Polsce jest ok. 16,5 tysiąca tytułów, to zrozumiałe, że coś trzeba z tym uczynić, dokonać ich weryfikacji. Ta jednak nie może być oparta na działaniu życzeniowym czy fałszowanym przez niektórych, a niestety - stwierdzam to na podstawie analizowanych ankiet - nawet przez wielu wydawców, także pełniących funkcje dziekanów, rektorów czy zatrudnionych na stanowiskach profesorskich w wyższych szkołach niepublicznych czy publicznych. Okazuje się bowiem, że w części naszego środowiska znaleźli się tacy, którzy postanowili wzmacniać lichą reputację szkoły, brak jakości i jakichkolwiek badań naukowych powołanym do życia wydawnictwem rzekomo naukowym.

W ciągu tej kadencji komitetów naukowych PAN, dzięki intensywnym spotkaniom, dyskusjom i pracom PAN-owskiego zespołu ds. oceny czasopism, jego członkowie uzgodnili możliwości podjęcia się jakościowej oceny periodyków tylko z listy krajowej (nie filadelfijskiej i nie ERIH). Nareszcie, ministerstwo zaakceptowało nasz upór - być może w związku z nadchodzącymi wyborami i złymi notowaniami partii władzy - bo nastąpiła jego zgoda na włączenie ekspertów PAN do tego procesu.

Przewodniczący komitetów naukowych skierowali do władz PAN listę ekspertów (w naszym przypadku są to członkowie Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN reprezentujący kluczowe subdyscypliny nauk pedagogicznych), którzy wreszcie mają możliwość zajęcia naukowego stanowiska wobec listy punktowanych czasopism.

Proces ewaluacji czasopism naukowych jest przeprowadzany na podstawie Ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o zasadach finansowania nauki (Dz.U. z 2014 r., poz. 1620 oraz 2015 r. poz. 249) oraz § 14 ust. 1 Rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 13 lipca 2012 r. w sprawie kryteriów i trybu przyznawania kategorii naukowej jednostkom naukowym (tekst jednolity: Dz. U. 2014, poz. 1126). Sposób oraz terminy jego przeprowadzenia reguluje z kolei Komunikat Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 2 czerwca 2015 r. w sprawie kryteriów i trybu oceny czasopism naukowych.

Zgodnie z jego treścią „proces oceny czasopism naukowych ewidencjonowany jest w systemie teleinformatycznym”, zaś jednym z jego elementów jest ich ocena przeprowadzona przez Ekspertów. Na podstawie oceny dokonanej przez Ekspertów Zespół ds. oceny czasopism naukowych może przyznać czasopismu od 0 do 5 punktów na podstawie m.in. oceny czasopisma naukowego w środowisku naukowym, spełniania standardów etycznych, wydawniczych, oceny wkładu w naukę polską oraz naukę światową oraz innych kryteriów oceny eksperckiej.

Aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom Ekspertów, którzy będą dokonywać oceny czasopism naukowych, opracowany został system informatyczny poprzez który możliwe będzie dokonanie oceny. Twórcą systemu jest Index Copernicus - współwykonawca projektu systemowego „Stworzenie Systemu Informacji o Szkolnictwie Wyższym POL-on”. Ten proces ruszył. O tym, jak wypadają pedagogiczne, edukacyjne czy oświatowe czasopisma napiszę w innym czasie.

Już teraz mogę stwierdzić, że wiele czasopism uzyskało niezasłużenie wysoką ilość punktów. Takiego szalbierstwa dawno nie mieliśmy, ale też dopuściły do tego władze naszego resortu. Dobrze zatem się stało, że ministerstwo dopuściło wreszcie jakościową ocenę czasopism. Zobaczymy, jak ona się sprawdzi. Czy komitety naukowe PAN wywiążą się z zadania, które ma charakter pracy społecznej, a niezwykle pracochłonnej i czasochłonnej.

3 komentarze:

  1. Nie wiedziałam, że mamy tyle czasopism. Znając życie to znowu chodzi o pieniądze, być może o oszczędność, które może się okazać mniej korzystna niż dotychczasowe rozwiązania. Czas pokarze. Wierzę, że reprezentanci PAN uczynią co w ich mocy, żeby sprawiedliwości stało się zadość.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak mi się wydaje, że oceny powinny mieć charakter naukowy, ale obawiam się jeszcze większego kolesiostwa i uznaniowości. Uczelnie zrobiły z czasopism "biznes punktowy". Masz wyżej punktowane czasopismo, publikujesz teksty "swoich" - choćby niewiele warte, albo udostępniasz łamy na wymianę w innym czasopismem o podobnej punktacji, by nie było, że tylko chów wsobny. Spotkałem się z sytuacją, że zgłoszenie artykułu do polskiego czasopisma z dobra punktacją, przez przesłanie go do redakcji bez błogosławieństwa członka Rady Naukowej, zostało potraktowane jako nietakt i grzech pierworodny decydujący o podziękowaniu za współpracę bez nawet merytorycznego ustosunkowania się do tekstu. Jak uznać naukowość takich czasopism? To pozory dyskusji środowiskowej. Problemem o randze grzechu pierworodnego jest "punktoza" na uczelniach, a nie sposób przyznawania punktów czasopismom.
    Nie umiem dokonać oceny funkcjonowania zagranicznych czasopism, za małe doświadczenie, ale mam subiektywne wrażenie, że to też już stało się jednym wielkim biznesem. I tak będzie dopóty, dopóki nie uwolni się nauki ze sprzecznym z jej ideą limitowaniem dostępu do najnowszych badań płatnym dostępem do wybranych artykułów, sztucznymi wskaźnikami IF. To bzdura! Najnowsze wyniki powinny być jak najszybciej udostępniane, bo tylko tak mogą mieć jakiś realny wpływ na rzeczywistość. A co do popularności tekstów naukowych: największe odkrycie wcale nie muszą być tak bardzo cytowalne. Czasem są wręcz odrzucane przez środowisko, czego nie można powiedzieć o dobrze sprzedawalnej pseudo-wiedzy,pseudo-nauce - niestety, także w wysoko punktowanych czasopismach. Syndrom Sokala, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poprę przedmówcę (Anonimowego, 8.08 13:29)
    Co do "punktozy" i jej symptomów -- pełna zgoda... Jednak mam kilka uzupełnienień/polemik:

    1. to nie uczelnie przekształciły czasopisma w "biznes punktowy", tylko zrobiły to regulacje prawne. To obciąża sumienie każdego wyborcy, a nie tylko senatów uczelni.

    2. Ruch "open access", domagający się pełnego darmowego dostępu do wszelkich publikacji naukowych, (na szczęście!) rośnie w siłę i coraz więcej publikacji, które warto przeczytać, dostepne jest za darmo.

    3. W fizyce (i pokrewnych dziedzinach) już od prawie 20 lat wszystkie teksty, warte przeczytania, dostępne są za darmo na kliknięcie (arXiv.org). A już w latach '1970 był zwyczaj wydawania "preprintów", czyli artykułów, które dopiero zostały zgłoszone do publikacji, albo w ogóle nie mają być publikowane w papierowych żurnalach. Te preprinty były rozsyłane w formie zszytych biurową zszywką kserokopii do bibliotek akademickich innych uczelni.

    4. Zagraniczne pierwszoligowe pisma (e.g. Physical Review) mają trzy znaczenia:
    Po pierwsze, dają punkty do rozliczenia. Po drugie, dają prestiż. Po trzecie, jeśli w arXiv przy artykule sprzed roku jest zaznaczone, że został zgłoszony do Phys.Rev., ale nie, że został tam opublikowany, to jest to rodzaj jego recenzji.
    Ale i tak czyta się te artykuły na ekranie, ściągnięte z arXiv, a nie na papierze -- komu się chce iść do czytelni, żeby przeczytać coś, co może mieć na kliknięcie?

    5. Cytowanie. Bardzo polecam lekturę kilku prac na temat struktury cytowań, autorstwa M. Simkina. Zaczynając od "Read before you cite!" arxiv.org/abs/cond-mat/0212043 , dowodzącego analizą statystyczną, że tylko około 20% autorów prac, które w referencjach odwołało się do jakiejś innej, ją w rzeczywistości przeczytało. To nawet nie jest syndrom Sokala, ale S.B.Preuss.
    Warto też poczytać inne jego artykuły na ten temat: "Randomly citing scientist model" i "Mathematical theory of citing" -- znajdziecie je w arXiv. Nie są tak trudne matematycznie -- na poziomie przedgiertychowskiej matury...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.