sobota, 18 lipca 2015

W tragicznych okolicznościach zmarł profesor pedagogiki Krzysztof Kruszewski
















(Portret K. Kruszewskiego za: "Poczet profesorów polskich wycina Janusz Markiewicz)


W tę informację trudno było uwierzyć, bowiem profesor Krzysztof Kruszewski, mimo osiągnięcia wieku emerytalnego, był osobą czynnie uczestniczącą w nauce. Jak informują media profesor zastrzelił w domu swoją żonę, a następnie popełnił samobójstwo. Jego syn Krzysztof Borys Kruszewski (założyciel przedsiębiorstwa badań rynku – SMG/KRC - Millward Brown) potwierdził w dn. 15 lip 21:45 w komentarzu do artykułu tragedię rodziców pisząc:

Informacja jest niestety całkowicie zgodna z prawdą. Tata i Mama byli ze sobą razem przez prawie 60 lat. Było to niezwykłe małżeństwo. Mama była obłożnie chora. Ostatniej doby jej stan można było określić jako agonalny. Oboje ustalili, że w takiej sytuacji, z powodu braku prawnej możliwości eutanazji w Polsce, zdrowe z nich Dwojga zadba o przeprowadzenie wspólnego samobójstwa. Jak zaplanowali tak zrobili – razem trzymając się za ręce na małżeńskim łóżku. Gest natury romantycznej, jak z rosyjskiej literatury XIX wieku.

Tata pochodził ze starej, wojskowej rodziny z korzeniami jeszcze w XV wieku. Broń palna była w tej sytuacji jedynym rozwiązaniem. Trudno pogodzić mi się z ich decyzją zwłaszcza, że Tata był dobrego zdrowia, w kondycji intelektualnej niedostępnej większości ludzi, jakich znam, w niezwykle ciepłych i gęstych relacjach ze mną, moimi Synami i moją Żoną
.

Czy ów wpis na forum jest prawdziwy? Nie wiem. Policja prowadzi śledztwo, bowiem pojawiła się hipoteza o możliwym udziale osób trzecich, a zatem o zamordowaniu małżonków Kruszewskich. Dla Najbliższych i przyjaciół zm. Profesora i jego Małżonki jest to niewątpliwie dramat.

Przypomnę dane z naukowego życia i działalności akademickiej profesora Krzysztofa Kruszewskiego najistotniejsze fakty:

Krzysztof Kruszewski ur. 30 marca 1939 w Warszawie, zmarł w dn. 14 lipca 2015 w Warszawie.

Jak podaje m.in. Wikipedia:

Od 19 kwietnia 1963 należał do PZPR. W latach 1972-1973 był sekretarzem Komitetu Uczelnianego Uniwersytetu Warszawskiego. Następnie - do 1977 - w Komitecie Centralnym PZPR kierował sektorem Studiów i Analiz w Wydziale Pracy Ideowo-Wychowawczej. A od 1977 do 1980 był sekretarzem w Warszawskim Komitecie Miejskim PZPR. Jako sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR miał być inicjatorem organizowania napadów bojówkarskich na wykładowców i słuchaczy opozycyjnego Towarzystwa Kursów Naukowych (1978-1981).

Być może właśnie ta częściowo niechlubna - a udokumentowana przez IPN i opublikowana w prasie codziennej w połowie lat 90. XX w. - przeszłość profesora z okresu socjalizmu stała się w okresie transformacji po 1989 r. powodem do zatarcia jej dobrymi czynami dla kształcenia akademickiego i nauk pedagogicznych? Nie wiem. Pewnie będą tego dociekać "lustratorzy" i doszukujący się dwoistości w jego życiu i pracy twórczej biografiści pedagogiczni czy historycy wychowania. Nie jest to moim zadaniem.

W okresie od 3 kwietnia 1980 do 12 lutego 1981 Krzysztof Kruszewski był ministrem oświaty i wychowania w rządach Edwarda Babiucha i Józefa Pińkowskiego. Habilitował się w 1971. Tytuł naukowy profesora uzyskał w 1990. Tuż przed upadkiem socjalistycznego ustroju K. Kruszewski wydał dwie rozprawy:

- "Zmiana i wiadomość. Perspektywa dydaktyki ogólnej" (PWN 1987)

- "Kształcenie w szkole wyższej. Podręcznik umiejętności dydaktycznych" (PWN 1988).

Do 1990 r. pracował w Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego oraz na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie kierował zespołem dydaktyki szkoły wyższej w Katedrze Dydaktyki. W 1995 r. prof. K. Kruszewski podjął pracę w Wyższej Szkole Pedagogicznej Związku Nauczycielstwa Polskiego w Warszawie. Tu kierował Katedrą Dydaktyki.


Nie zamierzam też oceniać Profesora, którego osobiście poznałem w "urzędowej" sytuacji dopiero w I dekadzie XXI w., kiedy kierowałem zespołem akredytacyjnym w Uniwersytecie Warszawskim na tzw. MISH-u. Profesor cieszył się tam ogromnym szacunkiem i uznaniem jako znakomity wykładowca. Na wykłady Profesora Kruszewskiego ściągały tłumy najzdolniejszej młodzieży akademickiej z całego Uniwersytetu. Reprezentował bowiem światową wiedzę na temat szkolnictwa i dydaktyki, a sam był też wyjątkowo komunikatywnym mówcą. To rzadkość, by piszący o sztuce nauczania sam był jej mistrzem.

Dzięki znakomitym przekładom K. Kruszewskiego z języka angielskiego niezwykle interesujących i kluczowych publikacji anglojęzycznych nasze środowisko uzyskało bardzo szybko dostęp do nich. Polska dydaktyka i pedagogika nadrobiła dzięki temu - w latach 90. XX w. - ogromne zapóźnienia w dostępie do europejskich standardów badań naukowych (spowodowane bolszewicką cenzurą poprzedniego reżimu (niestety, także z udziałem tego profesora). Praca tłumacza jest niezwykle praco- i czasochłonna, a jeśli dokonuje jej specjalista w zakresie przekładanej problematyki, to ma ona charakter niemalże współautorski, bo jest to wielka sztuka.

K. Kruszewski dokonał przekładu m.in. następujących rozpraw:

* Jere Brophy, Motywowanie uczniów do nauki (WN PWN 2002);

* Allan C. Ornstein, Francis P. Hunkins, Program szkolny. Założenia, zasady, problematyka (WSiP 1998);

* Richard I. Arends, Uczymy się nauczać (WSiP 1994);

* Bruce Joyce, Emily Calhoun, David Hopkins, Przykłady i modele uczenia się i nauczania (WSiP 1999).

* David Tripp, Zdarzenia krytyczne w nauczaniu. Kształtowanie profesjonalnego osądu (WSiP 1996).

Każdy, kto studiował pedagogikę, musiał zetknąć się z rozprawami profesora dydaktyki i pedagogiki szkolnej. Krzysztof Kruszewski był też wraz ze swoim towarzyszem z UW, profesorem Krzysztofem Konarzewskim redaktorem wydanej dwutomowej edycji podręcznika akademickiego „Sztuka Nauczania". Jest to bardzo ważny i niezwykle wartościowy podręcznik akademicki, który wykorzystywany jest nie tylko w kształceniu nauczycielskim, ale także pedagogicznym, socjologicznym i psychologicznym. Ma on wiele wznowień, a jego ostatnia, zmieniona edycja ukazała się w 2004 r.

Ogromnie cenię ten podręcznik, gdyż - jak słusznie pisze we wstępie do II części "Sztuki nauczania. Szkołą" jej red. K. Konarzewski: "Profesjonalista to ktoś, kto potrafi pracować bez wskazówek i nadzoru; ktoś, kto nie traci głowy, gdy zawodzą rutynowe metody, bo potrafi metody nie tylko stosować, lecz także - w razie potrzeby - tworzyć. Ta autonomia jest jednak niemożliwa bez rozumienia szerokiego - historycznego, społecznego i psychologicznego - sensu własnej działalności zawodowej. (s. 9)

Odszedł profesor, który pisał jeszcze pod koniec lat 80. w swoich rozprawach, że dydaktyka ogólna od dłuższego czasu znajduje się w stanie dezintegracji. Istotnie, długo będzie podnosić się z tego upadku, do którego doprowadził miniony ustrój. Ćwierćwiecze wolności zaczęło dawać oznaki pewnej zmiany, ale nadal czekamy na więcej autorów ponowoczesnej dydaktyki, na dydaktykę w nurcie krytycznym, konstruktywistyczną, kognitywistyczną czy hermeneutyczną.

To właśnie społeczność WSP ZNP w Warszawie, w której ostatnio pracował prof. K. Kruszewski, żegna swojego wykładowcę nekrologiem na stronie Uczelni:





12 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze, że odsłonił Pan Profesor prawdziwe korzenie prof.Konarzewskiego.O zmarłych dobrze lub wcale, ale warto jednak napisać, że był mózgiem (i promował to w swoim czasie publicznie) przekształcenia szkoły w "prawdziwą sterowalną instytucję" czyli jej totalnej centralizacji, biurokratyzacji i uniformizacji. Działania prof. Konarzewskiego - jako mniej "umoczony" w PRL mógł działać jawniej -(m.in. paznokciowa, egzekwowana biurokratycznie podstawa programowa) dobrze się w to wpisują .... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tu jest mowa o Prof. Kruszewskim, nie Konarzewskim?!
      Tak to jest żółć zalewa oczy i umysł...

      Usuń
    2. https://www.youtube.com/watch?v=N8B0MakMec0

      Usuń
  2. W pierwszym odruchu o tragicznej śmierci małżonków Kruszewskich można by pomyśleć o romantycznej miłości aż za grób. Czy jednak nie należałoby wzorem innych ludzi w wieloletnich, udanych więziach zwyczajnie pozwolić odejść umierającej osobie w spokoju, a nie za nią podążać ?
    Eutanazja tu nie ma nic do rzeczy, ponieważ i tak mąż pozostałby przy życiu, gdyby nawet była zalegalizowana w Polsce. Niestety to samobójstwo rozszerzone (o ile dowody nie potwierdzą udziału osób trzecich). Historia tragiczna i romantyczna jak z belle epoche.

    OdpowiedzUsuń
  3. Składam serdeczne wyrazy współczucia Najbliższym.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak umrzeć, to tylko razem. Tajemnica strzałów na Saskiej Kępie
    http://wyborcza.pl/duzyformat/1,147364,18492082,jak-umrzec-to-tylko-razem-tajemnica-strzalow-na-saskiej.html#TRwknd

    OdpowiedzUsuń
  5. z tego należy jednak wyciągnąć wniosek, że PRL potrafił wyciągnąć na światło dzienne jednostki wybitne. Z całą powagą stwierdzam, że znam wiele takich przypadków, w których wyłonieni z mroku zabobonów i powojennego zamętu - dzieci z biednych rodzin - stanowiły wielki zasób ludzi ceniących sobie możliwość nauki, którą to później oddały jako znaczny zastrzyk wkładu dla nauki polskiej. I nie ma co owijać w bawełnę, że nadawanie tytułów profesorskich ludziom mało zdolnym nie miały miejsca - jak obecnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Był zawsze świnią i psychopatą. Donosił do SB na nauczycieli akademickich i na studentów. Igrał z ludźmi. A teraz zawarł pakt z diabłem

    OdpowiedzUsuń
  7. Profesor Krzysztof Kruszewski uczył mnie pedagogiki na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego, zaliczył mi ćwiczenia i zdałem egzamin na ocenę bardzo dobrą. Był świetnym wykładowcą. Oczywiście wiedziałem o tym co robił w przeszłości, ale ta świadomość nie przeszkodziła mi w zdobyciu wiedzy pedagogicznej, która teraz procentuje. Byłem zszokowany, jak dowiedziałem się o takiej śmierci pana profesora i jego żony. N.B.

    OdpowiedzUsuń
  8. Profesor Krzysztof Kruszewski uczył mnie pedagogiki na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Był świetnym wykładowcą uwielbianym przez studentów. Otrzymałem od niego zaliczenie i zdałem egzamin z pedagogiki na ocenę bardzo dobrą. Wiedziałem o jego przeszłości, ale nie przeszkodziło mi to w zdobyciu wiedzy, która teraz procentuje. Jestem zszokowany tym, że pan profesor i jego żona wybrali taką śmierć. N.B.

    OdpowiedzUsuń
  9. Prof. K. Kruszewskiego spotykalem często na początku lat 70. minionego stulecia, gdy odbywałem stacjonarne studia doktoranckie w Instytucie Pedagogiki UW. Zapamiętałem go jako pogodnego, życzliwego, kontaktowego człowieka i doskonałego dydaktyka. Habilitował się w wieku 32 lat. Autor wiele oryginalnych opracowań i wartościowych tłumaczeń. Nigdy nie spodziewałem się, że tak pożegna się z tym światem. Nie znałem wtedy i nie interesowałem się potem jego działalnością społeczno-polityczną. Ocenę jego postępowania zostawiam Stwórcy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.