wtorek, 28 lipca 2015

Nowoczesna ignorancja pl.



W dn. 25 lipca w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej MANGGHA odbył się Kongres Programowy Nowoczesnej, który został poświęcony rzekomo nowoczesnej edukacji. Piszę rzekomo, bowiem wśród dotychczas omawianych przeze mnie tzw. partyjnych kongresów przedwyborczych ten okazał się nowoczesną ignorancją.

Podczas kongresu zaproszeni do plenarnych a syntetycznych wypowiedzi eksperci mieli przedstawić kierunki programowe Nowoczesnej w obszarze edukacji na podstawie... swoich doświadczeń z pracy w branży edukacyjnej. Nic dziwnego, że wskazywali na problemy i szanse, które z ich wąskiej perspektywy i braku kompetencji makrooświatowych potwierdziły jedynie, że mamy do czynienia z kolejną platformą nie tylko antyobywatelską, ale i antynarodową, bo powiązaną ze światem obcego biznesu.

Jak o nowoczesnej edukacji mówi się w muzeum, to znaczy, że duch zgromadzonych w nim eksponatów musiał zaciążyć na uczestnikach dyskursu. Domyślam się, że Ryszard Petru - lider tej formacji - nie mając pojęcia o edukacji - zaprosił na rzekomy kongres osoby, które z edukacją mają wiele i zarazem niewiele wspólnego. Wśród przedstawiających stanowisko byli bowiem: 1) szef firmy szkoleniowej dla komercyjnych przedsiębiorstw; 2) wykładowca matematyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, była nauczycielka matematyki w szkolnictwie ogólnokształcącym, ekspert MEN i OKE i 3) profesor nauk technicznych z AGH, b. dyrektor Narodowego Centrum Nauki.

Jak widać, nie znalazł się w Nowoczesnej ani jeden ekspert z prawdziwego zdarzenia, fachowiec, tzn. osoba, która prowadzi od lat badania naukowe w oświacie i szkolnictwie wyższym i zna oba środowiska edukacyjne nie z perspektywy własnego, wąskiego miejsca pracy, doświadczeń swoich dzieci czy wnucząt, ale ma ogląd całego systemu szkolnego i akademickiego w różnych wymiarach. Tak potocznej debaty, powierzchownej, zbanalizowanej dawno już nie słyszałem, a każdy z zainteresowanych może ją sobie obejrzeć i/lub odsłuchać, gdyż jest dostępna w Internecie.

Przedstawiający swoje stanowisko i poglądy potwierdzili, że z nowoczesnością nie mają nic wspólnego, bo żeby cokolwiek projektować, proponować zmiany, trzeba najpierw posiadać rzetelną wiedzę na temat aktualnego stanu polskiej edukacji (a nie wyrywkowe, często prasowe doniesienia). Tymczasem diagnoza rzekomo nowoczesnych ekspertów była na poziomie studenta pierwszego roku (nie-)stacjonarnych studiów licencjackich. Każdemu coś się widzi, ale najczęściej są to misie, czyli widzimisie.

Jedno nie ulega wątpliwości. Program "Nowoczesnej" jest nienowoczesną ideologią neoliberalną. Jak głosi sam przewodniczący - edukacja jest kluczem do nowoczesnej gospodarki rynkowej. Człowieka jako osoby bio-psycho-społecznej i duchowej, a więc jako podmiotu kultury w tym podejściu nie widać. Jeśli pojawia się troska o każdego, bez względu na wiek, to jako klienta komercyjnych firm szkoleniowych. Edukacja staje się środkiem do podtrzymania do mitu o rzekomo wyższych zarobkach i prosperującym gospodarczo państwie dzięki nowoczesnej, cyfrowej edukacji, najlepiej na odległość.

Powinniśmy zatem tak uczyć, by edukacja była zgodna z potrzebami globalnego rynku pracy. O ile - zdaniem ekspertów tej formacji - rządy PO i PSL doprowadziły edukację do takiego poziomu, że kształcono tanią siłę roboczą dla obcego kapitału a najzdolniejsi emigrowali do innych państw UE lub USA, to teraz mamy kształcić tak, by absolwenci naszych szkół nie pracowali za płace poniżej poziomu ich kwalifikacji.


(źródło memów: Fb)

Zajrzałem na stronę Projekt Obywatelski - NOWOCZESNA POLSKA. Zrozumiałem, dlaczego tak nienowocześnie i nieprofesjonalnie została potraktowana edukacja w czasie kongresu NOWOCZESNYCH, który jej został przecież poświęcony. Być może nie ma ów projekt nic wspólnego z środowiskiem tego Kongresu. Otóż w tzw. programie wyborczym, misji tej partii EDUKACJA jest niczym, wklejką słowną, którą wypadało się posłużyć, ale nie ma ona żadnego znaczenia. Proszę zobaczyć poszczególne sfery rzekomego zła i konieczności jego naprawy:

1. Dlaczego było i jest źle? Odpowiedź z edukacją w tle brzmi:

"•Nie wydajemy dostatecznie dużo pieniędzy na te sfery, które odpowiadać będą w przyszłości za nowoczesność naszego kraju i poziom życia jego mieszkańców:
edukację, naukę, badania i rozwój, skuteczne formy aktywizacji na rynku pracy, nowoczesne technologie. politykę rodzinną."


2. O NAS:

Tu edukacja w ogóle nie występuje. Dlaczego? Z prostego powodu. Jak piszą: "Dopóki nie oddamy władzy w ręce "najlepszych menedżerów" , szanse na usprawnienie działania aparatu państwowego są niewielkie."

3. AKTUALNOŚCI - Kończą się na 25 stycznia br. O edukacji ani mru mru.

4. FORUM - tu nawet nie ma "edukacji".

Skierowałem się na stronę: NowoczesnaPL, gdzie lider oddolnego ruchu głosi! Chcemy, by nasz ruch był naprawdę ruchem oddolnym. Programy partii politycznych są najczęściej tworzone przez polityków i ekspertów w zaciszu gabinetów, bez pytania ludzi o zdanie. Dlatego są często oderwane od realiów i nietrafione. A gdy nie ma dobrej mapy, trudno dojść do celu. My zbudujemy nasz program zmian inaczej – przede wszystkim słuchając Was, i z Waszym udziałem!

Bardzo ciekawie został zaprojektowany sposób wyrażenia głównych wartości tego ruchu, którymi są:


1. Nowoczesność - Chcemy żyć w nowoczesnym, dobrze zarządzanym i funkcjonującym kraju. Mamy jasną wizję, jak współtworzyć sprawnie i sprawiedliwie działające państwo, społeczeństwo i rynek.

2. Wolność - Wolność i możliwość realizacji indywidualnych marzeń to dla nas nadrzędna wartość. Chcemy państwa respektującego wolność i różnorodność obywateli oraz przywrócenia wolności gospodarczej.

3. Rozwój - Dążymy do tego, by młodzi mieli lepsze perspektywy, przedsiębiorcy - możliwość lepszego działania, a wszyscy obywatele - lepsze życie. Wierzymy, że wspólnie możemy zdziałać w Polsce znacznie więcej.

4. Zaangażowanie - Angażujemy się w zmiany społeczne, bo mamy doświadczenie, energię i entuzjazm. Chcemy, by do polskiej polityki wróciła odwaga realizacji marzeń i wiarygodność.

i

5. Odpowiedzialność - Pragniemy Polski, w której ludzie biorą odpowiedzialność za siebie, swój rozwój, swoje otoczenie, a także za swoje słowa. Chcemy, aby do życia publicznego wróciła wizja, przyzwoitość i szacunek.


Widać od poprzedniego roku pewien postęp, bowiem w teleologii tego ruchu zapisano m.in.:

1.Naszym celem jest społeczeństwo nowoczesne i otwarte, opierające swój byt ekonomiczny o innowacyjną przedsiębiorczość. Społeczeństwo ludzi wykształconych zgodnie z wyzwaniami nowoczesności. Społeczeństwo otwarte na Europę i świat. Społeczeństwo aktywnych, uczestniczących w zmianach i rządzeniu państwem obywateli.
(...)

6.Chcemy szkół i uczelni dostosowanych do potrzeb nowoczesnej gospodarki oraz rynku pracy. Systemu, który uczy praktycznych umiejętności, rozwiązywania problemów i współpracy.


Jest wreszcie Deklaracja Programowa tego Ruchu. To mieszanka socjalizmu (późnego Gierka) z neoliberalizmem, w której całkowicie pomija się istotę kształcenia i wychowania dzieci i młodzieży. Więcej uwagi poświęca się szkolnictwu wyższemu, niż wcześniejszym etapom, które są przecież dla niego kluczowe, fundamentalne. Ignorancja totalna. Nie znam autorki działu - Joanny Szmidt, która - jak wnoszę - opracowała tę część programu. Zapewne nie jestem tak nowoczesny.

19 komentarzy:

  1. Tylko Pan profesor źle skorzystał ze źródeł, bo Projekt Obywatelski - NOWOCZESNA POLSKA nie ma nic wspólnego z NowoczesnaPL. Natomiast rzeczywiście program jest na razie szkicem i takie spotkania służą uzupełnianiu go. Natomiast trudno zgodzić się z ideą, że tylko teoretycy pedagogiki, a nie nauczyciele, dyrektorzy szkół, czy pracownicy szkolnictwa wyższego są w stanie zdiagnozować problem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Projekt Nowoczesna Polska nawet jeśli nie ma nic wspólnego z ruchem R. Petru , to wpisuje się dokładnie w ten sam zamysł polityczny. Nigdzie nie napisałem, że tylko teoretycy pedagogiki. Na szczęście mamy w kraju praktyków i teoretyków zarazem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, Panie Profesorze, że przecenia Pan kompetencje akademickich tzw. pedagogów czyli na ogół skrajnie lewicowych czy lewackich doktrynerów typu Szudlarka czy Dolaty.. Do reformowania oświaty zdecydowania ważniejsze są doświadczenia praktyków - nauczycieli&dyrektorów oraz wiedza o zarządzaniu wielkimi strukturami, którą doktryner raczej nie dysponuje ... ;-)

      Usuń
    2. Życzę powodzenia doświadczonym praktykom. Jakoś w MEN ich nie spotkałem, w partiach władzy także. Wypowiedzi na Kongresie R. Petru - to propagandowy bełkot. Zdaje się , że potrzebny jest większy samokrytycyzm./

      Usuń
  3. Punkt 2 kłóci się z punktem 6. Albo jesteśmy wolni i doskonalimy się, samokształcimy, rozwijamy talenty, albo jesteśmy efektem wąskiego kształcenia zawodowego, które odbiera nam szanse na krytyczny, szeroki odbiór rzeczywistości, robi z nas uległych pracowników za marne grosze z klapkami na oczach. Punkt 6 do wyrzucenia, błagam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiadając Anonimowemu : tak , przede wszystkim badacze edukacji czyli pedagodzy ( nie mylić z nauczycielami, którzy pedagogami nie są) mogą wypowiadać się na temat edukacji. a nasze państwo i ten kongres zachowują się tak, jakby to nie lekarze dyskutowali na kongresach o zdrowiu , tylko chorzy- bo przecież chorzy wiedza lepiej co im dolega. W Polsce to już standard: o edukacji, o szkole wypowiadają się przede wszystkim fizycy ( no bo jakoś nikt nie słyszał o polskich odkryciach w fizyce- to może w edukacji?). Dlatego te wszystkie debaty są o niczym- takie banalne ględzenie z perspektywy tzw" zwykłego człowieka'. A te wszystkie badania, książki, diagnozy, które piszą pedagodzy stoją sobie na półkach i czekają na nowe czasy. Panowie fizycy, kochani z AGH i innych Politechnik- poczytajcie sobie te książki. Inaczej nie będziemy się was radzić , jak utwardzić tynk, jak zbudować most, dom, jak założyć instalacje , jak naprawić samochód. Jest gdzieś wiedza ekspercka o edukacji- jest w pracach pedagogów- badaczy tego problemu. Nie ma jej w głowach zwykłych ludzi- tam są intuicje i wiedza potoczna. Dzięki, Bogdan za ten tekst. Pozdrawiam.Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie słyszał o polskich odkryciach w fizyce?
      Wystarczy popatrzeć na świeżynkę, opublikowaną dwa tygodnie temu: doświadczalną obserwację pentakwarków, czyli cząstek złożonych z pięciu, a nie trzech (jak zwykła materia) kwarków.
      Jednym z najbardziej zaangażowanych w ten eksperyment badaczy (z całej 700-osobowej grupy) jest Tomasz Skwarnicki -- absolwent UJ i krakowskiego IBJ. W tej grupie uczestniczy też kilka osób z AGH.

      Sądzę, że tych polskich odkryć w fizyce jest znacznie więcej, niż przełomowych osiągnięć polskich pedagogów. Ich jakoś od czasu śmierci Korczaka nie widać. Widać tylko zakurzone półki w bibliotekach, pełne tekstów, które nie wnoszą do edukacji nic więcej, niż ględzenie na kongresach.

      Usuń
    2. to anonimowy nie potrafi czytać, skoro dostrzega tylko zakurzone półki w bibliotekach. Może czas wybrać się do bibliotek naukowych a nie wiejskich?
      Kasia

      Usuń
  5. Dlaczego w komentarzach na tej stronie tak wiele jest złośliwości? Ja też widzę w bibliotekach zakurzone półki i to nie dlatego, że ja sama nie czytam książek. Drukuje się dziś wiele takich, po które nie powinno się sięgać, bo traci się czas - są to publikacje tworzone na siłę, wnoszące do nauki tyle samo, co wspomniane kongresy o niczym. To jest fakt i nieładnie jest obrażać innych komentatorów czy biblioteki wiejskie (?!).

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakiś zwolennik fizyki hejtuje, bo jest ignorantem. Nie czyta filozofii, pedagogiki, socjologii, psychologii czy rozpraw z innych dyscyplin, tylko usiłuje podważać wartość dokonań innych nauk. W bibliotekach wiejskich nie ma książek naukowych, co jest oczywiste, gdyż nie taka jest ich rola. Nie obrażałam tu bibliotekarzy, tylko stwierdziłam fakt. Te biblioteki są wielką wartością tych środowisk, ale nie akademicką, bo nie mogą nawet kupować takich zbiorów. Nie taka jest ich rola.
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wartość dokonań z innych dziedzin (fizyki i politechnik, a AGH w szczególności) podważała tu pani Mirka Dziemianowicz.
      Nie zauważając prostego faktu, że jeśli ona nie poczyta sobie ze zrozumieniem o naprawianiu samochodów, albo nie wynajmie do tego fachowca, który poczytał, to będzie chodzić piechotą, bo samochód nie będzie działał. W jej własnym dobrze pojętym interesie jest stosowanie wiedzy naukowej do naprawiania samochodu i podobnych celów. Jeśli chce się obrazić na fizyków i inżynierów, to niech nie czyta i chodzi piechotą - jej sprawa.
      Tymczasem dzieci rodziców, którzy sami uprawiają naukę (choćby w AGH), uczone przez nich samych, mimo tego, że ci rodzice nie czytują i nie poważają naukowych prac z pedagogiki ani dydaktyki, zazwyczaj są w efekcie znacznie lepiej wykształcone, niż dzieci, których edukacja spoczywa w rękach szkolnych "profesjonalistów", którzy na lekturze tych prac spędzili pięć lat studiów -- co wykazuje dość nikłą praktyczną skuteczność wiedzy w tych pracach zawartej.

      Mogę też iść o zakład, że oczytanie w flozofii czy psychologii wśród absolwentów uniwersyteckiej fizyki jest dużo większe, niż wśród absolwentów pedagogiki. Nauczycielka mojego dziecka nigdy nie słyszała o Kancie, a magisterium z pedagogiki dostała.

      Usuń
  7. To po co w ogóle o nich pisać w kontekście rozważań akademickich?

    OdpowiedzUsuń
  8. Drogi Anonimowy, zachęcam goraco do czytania naszych książek o szkole, o edukacji, o zawodzie nauczyciele. Znamy się na tym, badamy to. Fizycy niech piszą o kwarkach, chemicy o związkach wodoru a lekarze o zdrowiu. Wasza inżynierska czy choćby tylko techniczna wiedza o edukacji jest potoczna, chodziliście do szkoły, wasze dzieci chodziły i myślicie, że znacie szkołę.Warto czytać książki humanistów, warto czytać nasze książki- moje mają zawsze drugie wydanie, nie są wcale nudne,Śliwerskiego, Kwiatkowskiej, Gołębniak, Szymańskiego i innych wcale nudne nie są- proszę spróbować. A ze kongres był nudny i potoczny- nas na nim nie było, to nie my mówiliśmy o edukacji dla rynku pracy- edukacja TYLKO dla rynku pracy to horror a nie edukacja. Neoliberalny horror. Pozdrawiam.Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Pani apelu, kto czym ma się zajmować, brakuje tylko "literaci do pióra!"
      "Znamy się na tym" jest gołosłowne, dopóki nie poparte jest empirycznym dowodem w stylu: dzieci uczone w systemie A umieją średnio dużo więcej, niż uczone w systemie B.

      Myśmy (inżynierowie, fizycy, lekarze...) sami nauczyli swoje własne dzieci tego, czego zawodowi nauczyciele nie potrafią nauczyć większości innych dzieci.
      To pokazuje, że potoczna i intuicyjna dydaktyka jest bardziej skuteczna od tej "profesjonalnej", jakiej uczeni są na swoich studiach zawodowi nauczyciele i jaką praktykują w szkolnictwie.

      Mam zaufanie do kompetencji (skuteczności działań) mechanika samochodowego, naprawiającego mój samochód. Nie mam tego zaufania do nauczycielki mojego dziecka (i większości nauczycieli, jakich spotkałem). Moja intuicyjna amatorszczyzna edukacyjna okazuje się skuteczniejsza, niż praktyka szkolna, oparta na naukowej metodyce. Mimo tego, że na edukowanie swojego dziecka poświęcam dużo mniej czasu, niż spędza ono w szkole.

      Książki humanistów -- wbrew Pani mniemaniu -- czytuję. Sądzę, że znacznie częściej, niż pedagodzy czytują publikacje z fizyki.

      A co do tego, że kongres był głupi -- to pełna zgoda.

      Usuń
  9. Gratuluję Anonimowemu! Jak większość naszych kochanych Rodaków myli nauczycieli z pedagogami. Ja też nie mam zaufania do nauczycieli. Pedagodzy ( przedstawiciele tej akademickiej dyscypliny) w Polsce (tylko w Polsce) nie kształcą nauczycieli a nauczyciele nie są pedagogami. To fizycy, chemicy, historycy, biolodzy, filolodzy ze stopniem magistra po swoich kierunkowych studiach. Szkoda, ze pedagodzy, psychologowie i socjolodzy nie biorą udziału w ich kształceniu. To dobrzy przedmiotowcy a nie pedagodzy.Kiedy w końcu do ludzi w tym kraju dojdzie ta " oczywista oczywistość" że jest różnica miedzy badaczem edukacji , szkoły a nauczycielem? Do Pana nie dotarła, szkoda słów. To jedna z wielu rzeczy, którymi różnimy się od całej Europy. Tam naprawdę odróżnia się pedagogów- badaczy edukacji od nauczycieli. Tam też to przede wszystkim pedagodzy kształcą nauczycieli. Na pokazywaniu w Polsce tej różnicy spędziłam tak dużo czasu, ze zaczynam naprawdę wątpić w inteligencję nie humanistów. Pozdrawiam.Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytać i pisać w pierwszej klasie uczą fizycy, chemicy i matematycy po studiach kierunkowych? Czy może jednak są to nauczycielki nauczania początkowego po studiach pedagogicznych na pedagogicznych uczelniach?

      Owszem -- moje dziecko umiało czytać długo przed pójściem do szkoły. A i ja i moja żona jesteśmy chemikami -- to chyba my je nauczyliśmy. Więc to jednak chemicy uczą czytać -- przynajmniej własne dzieci...
      Dyplomowani pedagodzy zmuszali je później do tego, by pozorowało, że uczy się czegoś, co od dawna dobrze umiało.

      Ale nawet w 6. klasie matematyki też niezwykle rzadko uczą matematycy z uniwersyteckimi magisteriami z wydziałów matematyki -- to niemal wyłącznie absolwenci szkół pedagogicznych., czyli dawnych WSP (wyższych szkół pedagogicznych, niekoniecznie prywatnych), dziś przemianowanych na akademie, uniwersytety, etc. Gdzie skończyli studia pedagogiczne (a nie matematyczne) ze specjalnością "nauczanie matematyki".
      Na szerszą skalę nauczycieli po kierunkowych studiach uniwersyteckich można znaleźć dopiero w liceach, bo jeszcze w gimnazjach dominują chyba absolwenci studiów pedagogicznych.
      IBE kilka lat temu opisał strukturę nauczycieli matematyki pod kątem ich studiów. Co zresztą trudno dobrze prześledzić na podstawie powszechnie dostępnych danych, wobec przemianowania dawnych WSP na uniwersytety i zamazania różnicy dyplomów pomiędzy absolwentem Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, ze specjalnością "dydaktyka", a absolwentem Akademii Środkowopomorskiej (dawniej WSP Słupsk) ze specjalnością "nauczanie matematyki".

      Czy może chce mi Pani powiedzieć, że akademiccy pedagodzy podchodzą do szkoły jak entomolog do robaka i nie przyjmują na siebie ani odrobiny odpowiedzialności za jakość i treść wykształcenia kadr nauczycielskich?

      Usuń
  10. Przepraszam, ale nauczenie czytania własnego dziecka nie jest jakimś mega wyczynem. Wiele dzieci przychodzi do szkoły z tą umiejętnoscią, neiech Pan sobie wyobrazi, że dzieci nauczycieli i pedagogów też. Ja uczyłam dzieci ciekawych eksperymentów chemicznych i fizycznych, wiec chyba je nauczyłam więcej chemii i fizyki, niż wyniosły potem ze szkoły. Akurat jesli chodzi o nauczycieli chemii - po jakich by nie byli studiach, to wszystkie moje dzieci mają traumę, a ja jako rodzic też. W mojej ocenie to był najgorzej uczony przedmiot w szkole, tak w znanych mi w gimnazjach, jak i w liceach. Większość dzieci (nie tylko moich)w ogóle nie wiedziała, o co chodzi. Wykuwałam z dziećmi durne listy nazw kwasów czy innych cudaków, oczywiscie nie wiadomo po co. No i żeby nie mieć jedynki robiło się jescze jakieś plakaty. Moi znajomi lekarze (których Pan z poprzednim liście, też pełnym przedwczesnych uogólnień, przeciwstawił łaskawie nauczycielom i pedagogom, jako tym niedouczonym) pomstowali na chemików, bo chcąc przygotować dzeici na medycynę musieli zrobić to sami. A więc pedagodzy uczą chemii, lekarze uczą chemii, Panie Chemiku. A chemicy jakoś nie mogą. I nie są po kierunkach pedagogicznych "nauczanie chemii". Cudnie. Idąc Pana tokim rozumowania powinnma mieć do Pana pretensje o to, że Pan i Pana żona jako chemicy nie uczycie chemii. Uogólnienia, które Pan robi w ogóle nie przystoją ścisłemu umysłowi. Pana tok myślenia jest mniej więcej taki: nauczylismy z żoną czytać dziecko, więc chemicy uczą czytać. Trafiłem na kiepska nauczycielkę - więc wszystkei nauczycielki są kiepskie. Swoją drogą dlaczego Pan się godził na taką nauczycielkę i pozwolił tyle lat marnowac czas dziecku? Po to by teraz w ciemno poobrażać innych nauczycieli?. Do tego kompiluje Pan fakty tak, jak Panu wygodnie. Wywód z nauczycielami gimnazjum, nauczaniem matematyki w Słupsku, i zrównywaniem tego z kierunku z UW przypomina wnioskowanie typu: każdy nauczyciel to pijak. I złodziej. Bo każdy pijak to złodziej. Nauczanie matematyki jest obecnie zarówno na pedagogice, jak i na matematyce, jak i na studiach inżynierskich. Swoją drogą znam sytuację na uczelniach uniwersyteckich, że na specjalności nauczycielskiej na kierunkach przyrodniczych (nie podam nazwy, bo pewnie wykładowcy by sobie tego nie życzyli) przedmiotów psychologicznych i pedagogicznych uczą absolwenci tego własnie kierunku (nawet bez specjalnosci nauczycielskiej), bo nie wyrabiają pensum godzinowego. A na pedagogice (i na psychologii) zna sie przecież każdy, Pan też, prawda? Nie wiem, skąd w Panu taka zaciekłość, dodatkowo przy niezwykłej pewności siebie - aż się nie chce tego czytać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaciekłość takich kłótni bierze się m.in. stąd, że wielu (większość ?) z nas czuje się potrącona lub nawet przejechana przez szkołę. Zatem nie nie mieliśmy i nie mamy szansy odczuć pozytywnych efektów działań badaczy-uczonych-pedagogów. Odczuwamy takowe efekty u lekarza lub u mechanika samochodowego, ale w szkole nie. Dlaczego ? To temat wart pogłębienia i szerszej debaty.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardziej ufam w kompetencje matematykow, niz pedagogow.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.