czwartek, 11 czerwca 2015

Minister edukacji i dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej manipulują opinią publiczną



Trwa w naszym kraju sześcioletnia wojna o sześciolatki. Ministerstwo rzekomo edukacji narodowej - bo inaczej nie jestem już w stanie pisać o ignorantach i dewastatorach polskiej edukacji - wprowadziło pod dyktando ekonomicznego lobby (w tle są m.in. międzynarodowe korporacje oraz środki UE) obniżenie wieku obowiązku szkolnego do 6 roku życia. Usłużni psycholodzy, socjolodzy i pedagodzy - zafascynowani zapewne doskonałymi honorariami za pracę pod dyktando ekonomistów i rządu - włączyli się w kampanię kłamstw i ordynarnego niszczenia polskiej pedagogiki przedszkolnej i elementarnej.

Nadal na stronie podległego MEN Instytutu Badań Edukacyjnych widnieją materiały propagandowe, które zaprzeczają nauce, wiarygodności badań, kompromitują nie tylko zleceniodawcę, ale i wykonawców, a co gorsza utrwalają przekonanie, że wszystko jest w porządku.

Miałem pisać o czymś pozytywnym w naszej edukacji, ale nie da się, kiedy po raz kolejny władze resortu edukacji - tym razem z udziałem dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej - ordynarnie manipulują społeczeństwem. Już przez ostatnie lata oszukiwano nas z udziałem Instytutu Badań Edukacyjnych. Teraz wprowadza się do gry CKE. Zaprezentowano na stronie CKE prezentację, która zawiera dane ze sprawdzianu po szkole podstawowej.

Oto treść jednej z tablic (podkreśl. BŚ):

Uczniowie urodzeni w 2003 r., którzy poszli do szkoły w 2009 r. (w wieku 6 lat), w porównaniu do uczniów urodzonych w 2002 r., uzyskali średnio:
z języka polskiego – wyniki wyższe o 4punkty procentowe (p.p.)
z matematyki – wyniki wyższe o 7 p.p.
z języka angielskiego – wyniki wyższe o 5 p.p.





Chyba zdaniem pana dyrektora CKE (ze stopniem naukowy doktora) polskie społeczeństwo jest tak niewykształcone, że "łyknie" zmanipulowaną interpretację danych, z której rzekomo ma wynikać wspaniały efekt wcześniejszego skierowania sześciolatków do szkół podstawowych. Za taką interpretację powinno się zdymisjonować państwowego urzędnika! Obywatele nie powinni utrzymywać manipulatora. Nie raczył bowiem podać, jaki jest wśród tych sześciolatków odsetek dzieci, które rozpoczynały edukację w szkole podstawowej w tym wieku? Sześć lat temu nie mieliśmy w szkołach podstawowych 100% dzieci w wieku sześciu lat.

Tę manipulację podtrzymuje red. Justyna Suchecka w "Gazecie Wyborczej" w artykule pt. "Sześciolatki sześć lat później". Wybity boldem tytuł sugeruje, że sześciolatkowa reforma odniosła sukces. Redaktorka cytuje wypowiedź ministry edukacji J. Kluzik-Rostkowskiej: "... ale oczywiście nie możemy wyciągać daleko posuniętych wniosków. Wiemy, że to tylko te dzieci, które rodzice wysłali do szkoły... . Po czym dodaje:" A tych nie było dużo... Wśród tegorocznych szóstoklasistów było tylko 4,3 proc. dzieci urodzonych w 2003 r."

Brawo, pani redaktor potwierdziła, że tylko 4,3 proc. sześciolatków osiągnęło dojrzałość szkolną. A co mamy dzisiaj? Decyzją urzędasów - tę dojrzałość ma 100 proc. sześciolatków. Dać im Nagrodę Nobla.


To przykre, że 25 lat polskiej transformacji skutkuje tak drastyczną nieodpowiedzialnością części polskiego środowiska naukowego, zdradą nie tylko składanego przecież przez nie wcześniej ślubowania, ale i zdradą polskiego społeczeństwa, dzieci i ich rodziców. Za kilka lat nie będzie już dzisiejszych decydentów w tym resorcie, a mam nadzieję, że także rzekomych naukowców w IBE, ale nie będzie też kogo pociągnąć do odpowiedzialności za toksyczne skutki zmian ustrojowych, pedagogicznych i psychospołecznych, które wiążą się z tą pseudoreformą. Tego typu zmiany zawsze wpisują się w tzw. odpowiedzialność rozmytą, w tłumie, w wielości różnych decydentów, wykonawców, afirmatorów, propagandzistów itp.


Mam nadzieję, że historycy oświaty odnotują w przyszłości i dobrze udokumentują proces destrukcji i depadagogizacji polskiej edukacji wczesnoszkolnej oraz elementarnej. Rozwoju dzieci, ich natury nie da się zmanipulować żadną ustawą, żadnym pseudoraportem, żadnym klipem propagandowym, bo te mogą się sprawdzać na rynku, kiedy w grę wchodzi wciskanie ludziom niepełnowartościowych towarów jako wyjątkowo atrakcyjnych i tanich. Dziecko nie jest nowym proszkiem do prania czy pastą do zębów, nie jest też nową margaryną, którą może reklamować celebrytka neobehawioralnych programów pseudowychowawczych.

Czas promocji kiepskiej wartości towaru, jakim uczynili decydenci w MEN sześciolatków, musi zakończyć się w tym roku. Dziecko nie jest towarem, którym można dowolnie handlować, by załatwiać własne lub partyjne interesy. Dziecko nie jest przedmiotem, który można opakować i wystawić na sprzedaż. Dziecko nie może być przedmiotem konsumpcji władzy, która wbrew prawidłowościom psychorozwojowym, wbrew uwarunkowaniom infrastrukturalnym, programowym i metodycznym wystawia je na targu pychy, cwaniactwa i rynkowej demoralizacji.

W niektórych krakowskich szkołach przerabia się w podziemiach szatnie na klasy dla sześciolatków. Jeszcze trochę a niektóre samorządy, zachwycone wzrostem dotacji z tytułu przyjęcia do szkół sześciolatków, będą likwidować toalety, by też przerobić je na pomieszczenia dydaktyczne, bo przecież można przed szkołą postawić toalety przenośne (Toi Toi).

W dniu 8 czerwca br. na Wydziale Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie miał miejsce wykład otwarty prof. Davida Whitebread z Uniwersytetu Cambridge, który prowadzi badania nad skutkami wczesnego rozpoczynania przez dzieci edukacji szkolnej.Spotkanie prowadziła pedagog wczesnoszkolna-adiunkt UKSW pani dr Ewa Kulawska.

Oczywiście, minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska nie była zainteresowana ani wysłuchaniem tego wykładu, ani spotkaniem z profesorem z Cambridge. To raz jeszcze potwierdza, że resort wraz ze swoim zapleczem "intelektualnym" nie ma rzetelnych argumentów merytorycznych, by bronić swojego stanowiska. Natomiast absolutnie nie jest zainteresowane wiedzą na temat tego, jak poważne są skutki zbyt wczesnego włączenia dziecka do systematycznej edukacji szkolnej.

Polscy pedagodzy wiedzą o tych zagrożeniach lepiej, niż profesor z Cambridge, ale... ministerstwo edukacji rzekomo narodowej nie było i nie jest zainteresowane tym, by w sposób odpowiedzialny zarządzać edukacją przedszkolną i szkolną w tym okresie życia dziecka, który jest fundamentalny dla jego przyszłości. Mam nadzieję, że o tę przyszłość zatroszczą się absolwenci studiów w zakresie pedagogiki wczesnoszkolnej, wśród których byli także uczestnicy tego wykładu.


(źródło fotografii
- mem: Facebook)

11 komentarzy:

  1. Tonący brzydko się chwyta, ale 1 września w podstawówkach wielu większych miast będzie edukacyjny Armagedon - można sobie gadać, ale miejsc, fizycznych, w budynkach szkolnych żadne gadanie nie stworzy ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego zapisałam syna do szkoły z polskim językiem nauczania w Czeskim Cieszynie- 2 klasy pierwsze po 25 osób, zajęcia od 8.00, wf na sali gimnastycznej, a nie na korytarzu, świetlica, a nie przechowalnia i uwaga- pracownie przedmiotowe!

    OdpowiedzUsuń
  3. Może się mylę, ale na 2. slajdzie informacji CKE jest mowa o liczbie dzieci urodzonych w 2003 r., które poszły do szkoły w 2009 r., a na 3. slajdzie - charakterystyki obu grup (całej populacji 2002 i kohorty 2003). Ale cóż... Każdy widzi, jak patrzy... Parafrazując Marka Twaina: "Wobec chorobliwej wyobraźni, nic nie wskórają."

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja cytuję treść slajdu nr 9. Nie dostrzega tego anonimowy?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ma profesor rację. Brak interpretacji przy takiej strukturze treści slajdu 9 jest manipulacją. Autor nie wraca tu do danych ze slajdów 2 i 3.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie, Pan Profesor nie ma racji (nie tylko w tej kwestii zresztą). Pan Profesor manipuluje, bo jak inaczej nazwać wyrwanie jednej informacji z całości? Czy to jakiś nadmierny intelektualny wysiłek, aby utrzymać w pamięci informację z drugiego slajdu do siódmego slajdu? Rozumieć należy, że w artykule naukowym wszelkie informacje o badanej grupie należy zamieszczać w przypisie przy każdej jednej najmniejszej statystyce opisowej? Opary absurdu i pogoń za sensacją na siłę!

    OdpowiedzUsuń
  7. To anonimowy jest w błędzie. W Prezentacji CKE i MEN nie ma interpretacji . Tu nie chodzi tylko o dane statystyczne. Oczywiście, że próba jest podana na slajdach 2 i 3., No i co z tego? Nie same dane są tu ważne, ale ich interpretacja. Może już skończycie z tą manipulacją i wymyślaniem na siłę, jak genialne było to obniżenie wieku obowiązku szkolnego?

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie profesorze, urzędnicy stosują metodę prymatu statystyki nad moralnością. Znamy tę metodę z okresu PRL.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam pytanie odnośnie przygotowania szkoły mojego dziecka do przyjścia 6 latków. 1 świetlica ma 3 panie wychowawczynie, i jest wielkości 1 sali szkolnej. Ile może tam się pomieścić dzieci prawnie, jeśli samych klas pierwszych będzie 140 dzieci. Co powinna zaoferować szkoła jako opiekę nad dzieckiem rodzicow pracujących do 16?
    Trzecie pytanie, czy dzieci w klasie pierwszej dostając oceny :jedynki, dwóje itp. są właściwie oceniane? Czwarte pytanie dotyczy wuefu: czy wuef na korytarzu, między salami klasowymi jest właściwym przygotowaniem szkoły?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Hall&Krajewska, Szumilas&Kluzik&Berdzik nie przejmowały się takimi drobiazgami - jak się mają zasoby (budynki szkolne choćby) do potrzeb wciśnięcia do szkoły podstawowej 7 roczników zamiast 6!!! I to nie globalnie, a lokalnie - tam, gdzie uczniowie podstawówek mieszkają - teraz mamy skutki i zero myślenia, co z tym fantem zrobić ... :-(

      Usuń
  10. Trzy lata minęły a temat w dalszym ciągu troszkę aktualny...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.