niedziela, 4 stycznia 2015

Gra w dyskurs krytyczny

Niektórzy uprawiają nową dyscyplinę
pedagogikę krytyczną wśród nauk społecznych
W tym, kto nie zna jej pojęć, wywołują winę
choć sam dyskurs czasami bywa niedorzeczny.


Hegemonia zdewaluowanego paremptoryka uświadamia nam jak immanentna praktyka konstruowania znaczeń - w myśl krytycznej analizy dyskursów - wytwarza intertekstualne idiosynkrazje. W kontekście konstytuującego naukowy język paradygmatu nabiera aksjonormatywnych i ontologicznych wypaczeń. Epistemologiczne, teoriopoznawcze strategie modeli eksplikacji, chociaż są umocowane w racjonalności typu emancypacyjnego i technicznego, sprzyjają intersubiektywnej sprawdzalności i komunikowalności prawomocności sprawstwa. Oddalają zarazem ostateczny rozpad wtórnej anomii modernistycznej edukacji pomimo heterogeniczności jej debat na temat etosu transwersalnego rozumu.


Hermeneutycznie bowiem eksplikowane ontologie bytu i konstytuujące go aporie edukacji generują inhibitory reform funkcjonalno-strukturalistycznych. Te zaś mogą optymalizować potencjał interpersonalnych relacji w sytuacji stresu ekspozycji społecznej. Projekcja inspiracji w postdyscyplinarnej rekonfiguracji inkluzji fundamentalnych kategorii fenomenów dyskursu obliguje ramy instytucjonalnej partycypacji do intelektualnej reprodukcji lub apoteozy potencjalnego koniunkturalizmu personalistycznego.

Niestety, amnezja intrasubiektywnych sensów implikuje regres poststrukturalistycznego kreowania roszczeń wobec funkcjonalnej mentalności zawoalowanej w ukrytych kontynuacjach paralogicznych iluzji o dominacji marginalnych aksjomatów. Kompromis jako negacja interpersonalnych gier antagonizujących swoistość melioracji przedsądów, determinuje formację intelektualną nowej generacji o sfragmentaryzowanych perspektywach i animacji postrzegania fasadowości przestrzeni publicznej. Konieczna jest debanalizacja intensyfikacji transmisji meritum, które manifestuje się w odsłonie mechanizmów kierujących medialną komunikacją.

Naturalizowana socjalizacja jednostek uruchamia wir redukcji kulturowego cynizmu i hybrydalnych asocjacji, które interferują z manifestowanymi postawami kontestacji wobec recyklingu informacji. Ekskluzja tej perspektywy uwalnia ideologiczne fikcje redukując zarazem dialektykę i korelacje między głębią antynomicznego charakteru a niedostatkiem frustracji w wyniku preferowanej, a złożonej narracji. Hipotetyzowanie procesów kreujących realia interferencji zmiennych wymaga ich operacjonalizacji, by niezerowe korelacje cząstkowe zbiorów informacji służyły predykcji wartości składowej pozornej determinanty. Cykliczna logika dyslokacji scalającej deontologiczną identyfikację realnego JA czyni współzbieżnym imperatywem powrotu do koherencji podmiotu, który dekonstruuje paradoks demonstracji i dystrybucji postrzegalności rytuału prawdy naddeterminacji.

Populistyczna egzaltacja, przesiąknięta sentymentalizmem relacji i znaczeniem koncepcji produkcji, dystrybucji i reprodukcji kiczowatej formy wytworów dystynktywnie badanych respondentów, która jest zarazem upostaciowioną tekstualnością sprawia, że nie jest ona kontrolowana w wirtualnej sferze samoafirmacji personalnej instrumentalności czy skończoności partykularnej paraleli degradacji paraestetyki podmiotu. Nie pozwala na to logika pól wyłaniającej się heterodoksji teorii heterogenicznej natury, która funkcją fantazmatu zasłania habitus jądra longitudalności pragnienia monolitycznej sprawczości agensów.


Identyfikacja tego procesu jest zarazem konstatacją symbolicznego porządku, który jest zawarty zarazem implicite w biografii nacechowanej asymetrią procesów uniwersalistycznych i inkontrologicznych. Czas wrócić do reprywatyzacji karnawalizacji i koncesjonowanych strategii kontestacji panującej dominacji i hegemonii reifikacji. Interioryzowanie tej afirmacji wymaga edukacji depozytariuszy semantycznie pustej dialektyki tożsamości i różnicy.

Niech więc spełnia się w 2015 r. obietnica niekonkluzywnej metaforyzacji w przeddefiniowanej ludzkiej egzystencji unikającej w bezrefleksyjnym dryfie totalnej alienacji czy recentracji własnej profesji.

28 komentarzy:

  1. Azaliż, czy to faksymile inseratu abderyty przekraczającego cezurę maligny?

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto przypomnieć tu Alaina Sokala i jego "Modne bzdury" (Impostures Intellectuelles), tudzież całą historię, jaka rozwinęła się wokół opublikowanej przez niego "Transgresji granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji".

    Cóż -- pedagogika zdominowana jest przez postmodernizm, pochodne od niego modne bzdury i paranaukowy bełkot.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! Gatuluję poczucia humoru i giętkości języka. A takiego komentarza do naukowej nowomody już dawno mi brakowało :))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Braaaaawo!! A już myślałem, że tylko mnie to razi, żeby zamiast "gotowanie obiadu" napisać "dezintegracja termiczna produktów organicznych w celach konsumpcyjnych"

    OdpowiedzUsuń
  5. Autor się napracował. To nie giętkość a zamierzona chropowatość i kolczastość formy pisarstwa akademickiego. Mimo wszystko ten kubistyczny bełkot ma sens, jeśli się go zredukuje do prostej, pojedynczej myśli. To znakomite lustro i przykład szyderstwa z narcyzmu naukowców, obsesyjnie dbających o obcobrzmiące rzeczowniki i przymiotniki. Warto dać tekst studentom do analiz. Iga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "To nie giętkość a zamierzona chropowatość i kolczastość formy pisarstwa akademickiego..."

      Zamierzona, czyli giętkość.

      Usuń
    2. Ze stylem można wszystko. Iga

      Usuń
    3. Czyli giętkość :))

      Usuń
  6. Dołączam się do gratulacji Anonimowego (01:18)!!!
    Może byśmy wreszcie jako Pedagodzy zaczęli używać naszego pięknego polskiego języka, który bardzo dobrze radzi sobie także w nauce. Wtedy będziemy i sami wiedzieli do kogo, dlaczego i o czym mówimy. Niech to będą również życzenia na Nowy Rok, a dla Pana Profesora pozdrowienia szczególne!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Profesorze, kontynuując podjęty przez Pana wątek (warto było!) chciałam też przypomnieć esej prof. Marii Dudzikowej O wciskaniu kitu i rozplenianiu się banału w pedagogicznym dyskursie (w tomie ku czci prof. W. Okonia: Życie i dzieło z ideę wielostronności w tle, red. A. Bogaj i H. Kwiatkowska, Warszawa 2009)
    Jest tam znakomity cytat dotyczący pustosłowia. Prof. Dudzikowa przytacza go za autorem jednej z satyrycznych książek, dotyczących fikcji uprawianej przez nauki społeczne: "otóż na pytanie badacza, co sądzi o przewrocie majowym, pewien sołtys o dźwięcznym nazwisku Scezuja z okresu Polski międzywojennej odpowiedział: Co wom powiem, to wom powiem, ale wom powiem, że wom nie powiem, ani tak, ani tak. Bo jak by wom pedzioł tak albo tak, tobiście se myśleli tak albo tak. A jak wom nie powiem ani tak ani tak, to se nie bedziecie myslą ani tak, ani tak - poczym zamknął się w sobie odmawiając jakichkolwiek komentarzy".
    Niejednego mamy Scezuję w dyskursie edukacyjnym!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Znakomity wpis!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do wymiaru aspektu temporalnego - w koherencji z dwoistością, trójistością, a nawet czwóristością troski o paradygmatyczność ambiwalencji pedagogiki, pod dyskurs postmodernistyczny przez nieoznaczoność wielowymiarową wyznaczony, błysk interpretatywny:
    „Ponieważ każdy towar może przynieść większe zyski, jeśli uda się go bezkarnie rozwodnić, badacze zajmujący się naukami społecznymi mają interes w tym, by promować pustosłowie, i każdego, kto potrafi przekazać wiele informacji w niewielu słowach, uważają za złośliwego stachanowca, który chce im odebrać chleb” – Stanisław Andreski, Czarnoksięstwo w naukach społecznych, Oficyna Naukowa, Warszawa 2002, s. 118.

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie Profesorze, pyszny wpis :) Już myślałam, że tylko ja mam alergię na tę pedagogiczną nowomowę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Trudno zrozumieć, ale poszerzam słownictwo żeby coś zrozumieć, toteż przesyłam prośbę o wytłumaczenie słowa paremptoryka - cóż to jest? Za wytłumaczenie z góry dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  12. A nie "peremptoryka"?

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobre pytanie :)

    Premptoryjny to - jak czytam - stanowczy, ostateczny, nieodwołalny

    Peremptoryka można by więc (chyba) było objaśnić jako osobę nieznoszącą sprzeciwu, dykatora, despotę.

    Paremptoryka wprawdzie nie mogę nigdzie znaleźć, ale skoro to konwencja zabawowa - bawmy sie dalej. A więc może tak:

    para + emere

    PAR(A) - [Etym. - gr. pará 'poza (czym); (tuż) obok; mimo'].
    w złożeniach: przy; obok; poza (czym); mimo; równoległy; dodatkowy, podrzędny; pasożytniczy; niedorozwinięty; wadliwy; nienormalny; prawie, niemal; bardzo przypominający (zwł. w nazwach chorób).

    EMERE - łac. 'brać; kupować; emeryt; zob. też łac. emeritus 'weteran; (n.łac.) zasłużony profesor-emeryt' z emerere 'zasłużyć; wysłużyć'

    A więc PAREMPTORYK (para+emere) - to taki co to bierze, a nie bierze; co niby zasłużony, a nie nie dostaje adekwatnej wysługi za swoje zasługi, czyli zasłużony profesor na państwowej emeryturze :)

    Przepraszam, ale nie biorę odpowiedzialności za powyższe sugestie, lepiej więc pozostanę Anonimowym. Chętnie też zapoznam się z właściwym tłumaczeniem, a jeśli wkradła się literówka - to jeszcze lepiej, bo z innymi propozycjami :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Teraz rozumiem co jest przyczyną pogłębiającego się rozdźwięku między dyskursem akademickim a praktyką edukacyjną, co prawda zawsze tak było że pedagogika naukowa nie musiała odpowiadać potrzebom nauczycieli szkolnych ale czasy się zmieniły potrzebne są zmiany a jeśli maja objąć publiczną oświatę warto wypracować styl pośredni jak to jest że naukowe książki amerykańskie jest w stanie zrozumieć polonista a polskie nie

    OdpowiedzUsuń
  15. Dopiero teraz? Oczywiście przepraszam za to moje zdziwienie- wszak lepiej później niż wcale! Niewyemancypowany teoretyk wychowania.
    P.S.
    Ciekawe czy Anonimowy (godz.19;13) ma rozeznanie kto to są ci "niektórzy' pedagodzy krytyczni. A więc ci, którzy tę paplaninę pedagogiczną zwaną dyskursem krytycznym w Polsce upowszechnili?

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli wierzyć byłemu Przewodniczącemu Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego prof. Zbigniewowi Kwiecińskiemu - to jednym z czołowych "niektórych" pedagogów krytycznych jest prof. Tomasz Szkudlarek z Uniwersytetu Gdańskiego. Dowiedziałam się o tym z książki prof. Kwiecińskiego pt."Cztery i pół" str 329-330, Wyd. Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.Jak przeczytałam o rekomendowanym przez prof. Kwiecińskiego ( i trzech innych członków PAN) na członka korespondenta PAN właśnie prof. Szkudlarka - to w pierwszej chwili mnie zatkało i doznałam czegoś co u mnie w kółku pedagogicznym nazywamy "Kociokwikiem mózgu" . Nie ma jednak tego żłego co by na dobre nie wyszło; po jakimś czasie zorientowałam się, że bez tego wstrząsu umysłowego/"kociokwiku" nie byłabym wstanie pojąć błogosławionych skutków lansowanej przez postmodernistycznych nowych/barbarzyńców - dwoistości humanistyki.Oczywiście zrozumiałam też co myśleć o "chłoście śmiechu" wymierzonej pedagogowi krytycznemu - prof. Szkudlarkowi -" wybitnemu uczonemu młodego pokolenia" -( określenie wyjęte z pisma rekomendującego) obśmianego profesora z Gdańska desygnowanego do Polskiej Akademii Nauk. Ukłony z Wrocławia od Ani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prof. Szkudlarek nie był desygnowany do PAN. W każdym razie Komitetowi Nauk Pedagogicznych nie jest to wiadome.

      Usuń
    2. Desygnujący członkowie PAN (cztery osoby ) - zgłaszający kandydaturę profesora Tomasza Szkudlarka widocznie nie poinformowali o tym Komitetu Nauk Pedagogicznych. Z książki prof. Kwiecińskiego na, którą się powołuję mogłam się dowiedzieć, że stosowne .pismo z dość obszernym uzasadnieniem , którego adresatem był Prof. Stanisław Mossakowski - Przewodniczący Wydziału I Nauk Społecznych Polskiej Akademii Nauk - datowane jest "Warszawa, 1 grudnia 2009". Może trochę dziwić, dlaczego desygnujący prof. Szkudlarka (te cztery osoby- członkowie PAN) nie są wymienione z nazwiska? Ania z Wrocławia.

      Usuń
    3. Panie Profesorze !- ciekawa jestem opinii Pana: czy to, że Ania z Wrocławia się "trochę dziwi"" ma sens? Ilona - koleżanka Ani.

      Usuń
  17. No właśnie. Nie ukrywam, że też jestem troszeczkę tym zdziwiony. Przecież to niepotrzebnie podsyca niezbyt zdrowe dalsze wątpliwości.Czyżby ujawnienie nazwisk tych profesorów naruszało ich ... dobra osobiste? Przepraszam za może nazbyt frywolny żart, ale sprawa zaczyna się robić troszeczkę irytująca. Co Pan Profesor na to?

    OdpowiedzUsuń
  18. Maskowanie nieporadności naukowej autora chowaniem się za "dziwnym" słownictwem, za bezpiecznymi "izmami" czy w ogóle za trudnym językiem - to jedno. Zaś maskowanie nieporadności czytelniczej przeświadczeniem, iż oto autor się językowo "napuszył" nowomową i nic za tym nie stoi - to znów inna, tylko pozornie podobna i znacznie częstsza sytuacja.
    Żadna dyscyplina nie ma monopolu na lichych autorów i kiepskich czytelników. Bywają pedagogiki pisane nie tyle językiem prostym, ile wręcz nieznośnie infantylnym czy w dyskursie potocznym – ale czy to przekreśla dyscyplinę, z której wyrastają? To jałowe przepychanki, na które bierny opór Scezuji mógłby być najlepszą odpowiedzią.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam wrażenie, że zarzut zawarty w artykule (o ile można tą wypowiedź nazwać "zarzutem") jest słuszny tyle, że odnosi się do dyskursu naukowego sprzed lat dwudziestu, i nie pedagogicznego tylko literaturoznawczego czy filozoficznego, i nie polskiego tylko amerykańskiego. Jestem pewien, że uczeni z USA docenią wkład Pana Profesora w oczyszczanie światowego dyskursu naukowego z żargonu.

    Niemożliwość podania autorów, wspominana przez niektórych z komentatorów, nie wynikałaby w takim razie z tego, że ktokolwiek poczułby się obrażony, tylko z tego, że nikt tak już nie pisze.

    Ciekawe swoją drogą jak miałby wyglądać pozbawiony żargonu przekaz naukowy? Musiałby być wyrażony językiem tak prostym, by nie stawiać barier w odbiorze nawet najbardziej ograniczonym z przedstawicieli polskiej pedagogiki akademickiej. Myślę, że dobrze byłoby zorganizować jakąś konferencję w tym temacie – motto dla niej można by zaczerpnąć od znanego komentatora internetowego – „Mówię jak jest”, albo z szerszych zasobów języka polskiego, np.: „ Walę prosto z mostu”.
    Pan Profesor, jako osoba na co dzień kierująca się tymi zasadami, świetnie nadawałby się na patrona takiego projektu.

    OdpowiedzUsuń
  20. Warto sięgnąć do artykułów niektórych pedagogów powołujących się na pedagogikę krytyczną. Wystarczy poczytać ich publikacje wydane już w XXI w.

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  21. Postmodernistyczny bełkot bez treści, udający intelektualizm nie powinien być utożsamiany z pedagogiką krytyczną. Pedagogika krytyczna przepełniona jest treściami filozoficznych dyskursów krytycznych, więc rozumienie jej założeń wymaga pewnego wysiłku. Czy warto taki dyskurs rozumieć - każdy osobiście musi sobie odpowiedzieć. Sokal w "Modnych bzdurach" napisał wiele bzdur, by krytykować to, co było dla niego obce. U nas również nie brakuje naśladowców uznających się za "obnażycieli" pseudonaukowych bredni, czego przykładem są książki Tomasza Witkowskiego. Nie każdy tzw. postmodernista to pedagog krytyczny. Bzdury bez treści pozostają bzdurami bez treści bez względu na to z głębi jakiego dyskursu są wypowiadane. Szkoda tylko, że ważny nurt pedagogiki krytycznej zostaje przy okazji degradowany, wyśmiewany i banalizowany. Z pozdrowieniami dla wszystkich anonimowych Klaudia Węc

    OdpowiedzUsuń