sobota, 22 listopada 2014

Globastacja oświatowa

(fot.1. Profesorowie - Z. Melosik i E. Potulicka)




Na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu obradowało Polskie Stowarzyszenie Pedagogiki Porównawczej, które zorganizowało ogólnopolską konferencję naukowo-dydaktyczną pt."Tendencje rozwojowe edukacji w XXI wieku-perspektywa porównawcza". Przewodniczącą była wybitna komparatystka systemów edukacyjnych w świecie pani prof. zw. dr hab. Eugenia Potulicka. Nie mogę pominąć znaczenia treści niektórych referatów, gdyż doskonale obrazują one stan naukowej wiedzy o postępującej dewastacji polskiej edukacji w wyniku błędnej polityki oświatowej Ministerstwa Edukacji Narodowej. Obradowaliśmy w klimacie skandalu politycznego z niemożnością policzenia głosów przez komisje wyborcze w wyborach samorządowych, co tylko dopełniło znany nam od lat obraz niechlujstwa, arogancji i kompletnej ignorancji osób odpowiedzialnych za państwo, jego struktury i powinności wobec obywateli.

Obrady otworzył Dziekan Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM prof. zw. dr hab. Zbyszko Melosik, najlepszy w naszym kraju ekspert w zakresie pedagogiki porównawczej, który wskazał na dylematy tej dyscypliny i jej badaczy w zakresie założeń metodologicznych badań i możliwości ich realizowania. Wprowadzenia w tematykę konferencji dokonała prof. zw. dr hab. Eugenia Potulicka, która poświęciła uwagę kolejnym zagrożeniom makropolitycznym, które dotyczą projektowanej zmiany koncepcji kształcenia nauczycieli jako podstawy reform edukacyjnych także w naszym państwie. Jak się okazuje, powstało kolejne, prywatne a międzynarodowe konsorcjum z siedzibą w Singapurze, w skład którego weszło 9 uczelni wyższych z tzw. szczytu rankingu szanghajskiego. Inicjatorzy tego konsorcjum, w skład którego wciągają także przedstawicieli polskich władz oświatowych - bo standardy nauczycielskiego zawodu są przedmiotem zadań MEN - rzekomo poszukują poprawy jakości edukacji w każdym z państw członkowskich, by przewodzić w skali międzynarodowej ich lokalnym rozwiązaniom edukacyjnym.

(fot.2. Profesorowie - E. Potulicka, A. Kargulowa i D. Klus-Stańska)


Powstały think tank - jak mówiła prof. E. Potulicka - chce wpływać na politykę oświatową w skali międzynarodowej pod pozorem troski o to, by wszystkie systemy kształcenia nauczycieli w krajach należących do OECD musiały ponownie przemyśleć własne założenia w tym zakresie, ale w nowym kontekście globalnym. Także Bank Światowy zaleca wprowadzenie dalekich zmian w kształceniu nauczycieli, w rekrutacji kandydatów do tego zawodu, poszerzeniu ich wiedzy i umiejętności celem zapewnienia tego, by warunki pracy pedagogicznej były bardziej efektywne i podporządkowane międzynarodowej konkurencji rynkowej.

Właśnie dlatego proponuję używać określenia GLOBASTACJA OŚWIATOWA, które oznacza dewastację polityki oświatowej przez partycypowanie przedstawicieli władz państw członkowskich w międzynarodowych organizacjach kolonizujących narodowe systemy oświatowe, podporządkowujących je procesom globalnej władzy. Tego typu władza ma charakter ukryty, a zatem unika odpowiedzialności za straty będące skutkiem wdrażania jej programów, decyzji czy nawet sugestii w różnych krajach.

Zdaniem międzynarodowych organizacji należy zatem przedefiniować profesjonalizm zawodu nauczycielskiego, gdyż jego status w większości państw nadal jest zbyt niski. Trzeba go podwyższyć.

Pilną potrzebą jest uznanie pracy nauczycieli jako kompleksowej i wymagającej intensywnych studiów. Konieczna jest rekontekstualizacja przygotowania nowej generacji do pracy w tym zawodzie. Nowa koncepcja kształcenia wymaga od przyszłych edukatorów specjalistycznej wiedzy o uczniach i charakterystykach ich osobowości, o kontekstach pracy nauczycielskiej, o pracy z grupą, o finansowaniu i zarządzaniu okręgami oświatowymi oraz wiedzy o społeczności lokalnej i jej kulturze. Nauczycieli powinna cechować większa zdolność do refleksyjności, introspekcji, wglądu w każdą interakcję z uczniami – w ich emocje i motywacje w kontekście uczenia się. Należałoby też wydłużyć czas przygotowania do tej profesji (w Korei Południowej wynosi on 6 lat i są to jednolite, ciągłe studia, w toku których formuje się m.in. zdolności badawcze, postawy otwarte i krytycyzm studiujących.

W Polsce mamy model niszczenia profesjonalnej autonomii i odpowiedzialności nauczycieli w toku ich służby dydaktyczno-wychowawczej. Kolejne rządy rozliczają nauczycieli z wystandaryzowanych efektów pracy uczniów. Nauczyciele nie pracują z uczniami jako częścią ich lokalnej społeczności, gdyż musza koncentrować się na odgórnie narzucanych im celach i powinnościach. Trudno zatem, by byli z nią powiązani. Członkowie wspomnianej korporacji mówią o konieczności nabycia przez kandydatów do tej profesji doświadczenia klinicznego w ramach co najmniej 30 tygodniowej praktyki, która byłaby nadzorowana przez tutora/superwizora i była ściśle związana z treścią zajęć uniwersyteckich. Nauczycieli XXI wieku powinna cechować:

1. spójność i integracja zajęć uniwersyteckich z klinicznymi, zastosowanie teorii w praktyce;

2. minimum roczne doświadczenie praktyki zawodowej pod bezpośrednim nadzorem eksperta;

3. wykorzystywanie nowych relacji społecznych ze szkołą w jej lokalnym środowisku. Konieczne jest tu silne zanurzenie w kulturze moralnej i praktyce, by optymalizować efekty kształcenia i wychowywania młodych pokoleń.




Szerzej na ten temat będzie w rozprawie, którą przygotowuj do druku prof. E. Potulicka. Prof. zw. dr hab. Alicja Kargulowa mówiła o tym, jak sprostać wymaganiom neoliberalizmu w poradnictwie na rzecz edukacji. Swój głęboko humanistyczny referat rozpoczęła od przypomnienia myśli Laszlo, iż "Człowiek jest cząstką majestatycznej katedry, której ład i prostotę, mimo zawiłości szczegółów budowy, ogarnąć można jednym spojrzeniem". Wrocławska andragog wyeksponowała za Joanną Rutkowiak i Eugenią Potulicką cechy homo oeconomicusa okresu neoliberalizmu, który: kieruje się chłodną kalkulacją własnych interesów, dąży do maksymalnej przydatności swego indywidualnego działania przy minimalizacji jego kosztów, staje się człowiekiem o trzech obliczach zlewających się w jedno oraz staje się gorliwym producentem, namiętnym konsumentem i człowiekiem wybrakowanym.

Jak trafnie eksponowała w swojej krytyce specyfiki polskiej polityki oświatowej, w wyniku kierowania się przez rządy neoliberalizmem dba się przede wszystkim o zwiększanie wydajności kapitału ludzkiego subtelnie sterując rozwojem jednostek. Politycy oświatowi nakręcają spiralę antagonistycznej rywalizacji, w toku której stwarza się poczucie dokonywania przez obywateli i uczących się wyboru, a w istocie pośredniczy i steruje dawkowaniem poprawnej politycznie wiedzy, przekazywaniem informacji. Państwo - jak mówiła Profesor - rezygnuje z odpowiedzialności za jakość edukacji, opieki, pomocy społecznej, wycofując się z czuwania nad sposobem kreowania kapitału ludzkiego. Tym samym rozpadają się wspólnoty ludzkie, zawodowe, a w zakresie poradnictwa nasila się komercjalizacja usług (w tym obserwujemy pseudoporadnictwo - astrolodzy, wróżbici itp.). Zanika troska o przestrzeganie zasad etycznych. Poradnictwo w społeczeństwie neoliberalnym powinno pomóc jednostce - homo consultans - odnaleźć się w rzeczywistości społecznej. Prof. A. Kargulowa wskazała na trzy modele doradztwa: terapeutyczną, humanistyczną i krytyczną.

(Fot.3. Slajd z referatu prof. UAM Tomasza Gmerka)

Prof. zw. dr hab. Dorota Klus- Stańska z Uniwersytetu Gdańskiego podniosła kwestię odwrotu władz oświatowych od kategorii jakości i rozwoju. W świetle różnych badań naukowych, ale i monitoringu politycznego OECD/PISA szkoła jest stratą czasu a to także dlatego, że ucieka się od odpowiedzialności za przyjęty przez polityków sens pojęcia rozwój dziecka. Gdańska pedagog jest wybitną ekspertką w zakresie wczesnej edukacji i dydaktyki konstruktywistycznej, o wieloletnich doświadczeniach w zakresie kształcenia elementarnego, toteż przywróciła w dyskursie naukowym potrzebę mówienia o fundamentalnym dla edukacji fenomenie rozwoju dziecka/człowieka.

W naukowym dyskursie pedagogicznym i psychologicznym istnieją konkurujące ze sobą różne podejścia do kategorii rozwoju. Jedną z nich jest uniwersalizacja (stadialne koncepcje rozwoju, gł. J. Piageta), które dominuje w polityce oświatowej naszego kraju. W świetle jego założeń kluczowe są biologiczne uwarunkowania rozwoju człowieka, dla których ustalono normy rozwojowe, wystandaryzowano narzędzia do ich diagnozowania, zaś w toku edukacji nauczyciele mają ustalać stopień ich spełnienia (dzieci zdolne, o specjalnych potrzebach rozwojowych). Takie podejście - jak mówiła Profesor - sprzyja iluzji obiektywności modelu i wpisywania go w dyskurs władzy, toteż nic dziwnego, że zostało przejęte przez struktury biurokratyczne.

W wyniku takiego podejścia mamy coraz bardziej nieprzejrzyste regulacje prawne, a proces kształcenia i jego kadry podlegają społeczno-politycznym manipulacjom, technologizacji na wysokim poziomie zaawansowania. Kładzie się nacisk na działania diagnostyczne, ewaluacyjne, selekcyjne jako - w istocie pozorny - wyraz troski o dzieci, czego najlepszym przykładem jest rządowy podręcznik dla klasy I. Ten skandaliczny elementarz infantylizuje edukację dzieci w toku wczesnej edukacji, opóźnia de facto ich rozwój.

Niestety, do Polski nie dotarł, a jeśli, to jest silnie cenzurowany przez psychologów minionego reżimu behawioralnego model krytycznej psychologii rozwojowej, który stanowczo kwestionuje powyższe podejście. Referująca określiła zatem przeciwstawne podejście mianem kontekstualizacji rozwoju. Z politycznych powodów nie stawia się w naszym kraju fundamentalnego pytania - Czy szkoła może szkodzić rozwojowi uczniów? Tu jednak pragnę przypomnieć, że nie tylko takie pytanie stawiał, ale także udzielił na nie naukowej odpowiedzi właśnie w duchu pedagogiki krytycznej prof. Zbigniew Kwieciński, który jako pierwszy przeprowadził niezwykle subtelne badanie na temat jakości rozwojowej lekcji z perspektywy uczniów. Gorąco polecam raport z tej diagnozy w jego książce "Socjopatologia edukacji". Wynika z niej, że tylko kilkanaście minut zajęć dydaktycznych służy rozwojowi uczniów. Pozostały czas lekcji jest dla nich albo obojętny, albo toksyczny, a zatem stracony. Tak więc udzielił nam już dawno temu odpowiedzi na pytanie w jakim zakresie, a nie tylko CZY, mogą istnieć szkodliwe cele edukacji lub czy szkoła może być toksyczna dla uczniów.

Dlaczego w Polsce jest tak źle, skoro wiemy, jak być powinno i dlaczego oraz w jakim zakresie politycy MEN prowadzą do dewastacji szkolnej edukacji? Odpowiedź na to pytanie dał nam jeden z ekspertów dla politycznego środowiska MEN i Sejmu, który uczestnicząc w konferencji przedstawiał nam takie banały, bez zrozumienia i znajomości współczesnej dydaktyki, bez nawet świadomości tego, że w światowej myśli pedagogicznej, także polskiej, dawno temu zaszły już istotne zmiany. Mieliśmy zatem okazję przekonać się, jak niskiej kultury pedagogicznej są niektórzy eksperci MEN.

11 komentarzy:

  1. Chyba lepiej brzmiałoby, o ile dobrze rozumiem intencje Pana Profesora: "GLOBASTACJA" - od razu wiadomo, ze chodzi o gloobalizację, a w tej tytułowej "Głowie" nie bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłem . Dziękuję. Brzmi lepiej a i tak oddaje istotę dewastacji w w wyniku globalizacji.

      Usuń
    2. Profesor Zbigniew Kwieciński przywołał kategorię P. McLarena i Farahmandpura - "globalonia". Pisał o tym w eseju "Globalonia - światowy rynek bredni" w: Między patosem a dekadencją (2007); choć to słowo ma nieco inną treść, to jednak widzimy, że coraz częściej naukowcy ujmują hybrydalne procesy społeczno-polityczne w jedność, by zaakcentować ich wzajemne przenikanie się i prowadzenie do określonych skutków. Takim terminem była np. glokalizacja (globalizm i lokalizm zarazem).

      Usuń
  2. Panie Profesorze
    1. Czytam na tym blogu o wielu konferencjach, w tym dotyczących kondycji szkolnictwa (także wyższego). Pojawiają się trafne spostrzeżenia. Martwi mnie osobiście to, że nie ma to od kilku lat nijakiego przełożenia na decyzje Ministerialne. Nie jest to zarzut, lecz aspekt, któremu warto się bliżej przyjrzeć i poddać go analizom.
    Przecież ktoś przygotowuje analizy prawne, ktoś się pod tym podpisuje (nie zawsze Minister), to nie są anonimowi ludzie. Czy efekty rozważań są Ministerstwom znane (wysyłane do tegoż)?
    2. Co z pokoleniem pracowników wyższych uczelni "50+"? Na prawie wszystko "za starzy","za późno", bo reguły zmieniono, kiedy już czegoś się "dopracowali" (w sensie "dorobku" i osiągnięć, ale są one inne, od tych wymaganych licząc od czasu B. Kudryckiej. Tak prawdę pisząc, ponownie jest się na początku drogi zawodowej (jak chomik na kołowrotku). I nie mam tu na myśli tych, którzy jakoś się "ślizgali" do tej pory, ale tych, którzy pracowali i coś robili ( na miarę ówczesynych czasów i wymagań).
    3. Oceniam, iż nasze dyskursy nie istnieją w Ministerstwach MNiSW oraz MEN.
    Jak więc stać się skutecznym we wskazywaniu braku logiki itd., a jednocześnie nie stać się hamulcowym zmian związanych ze zmieniającym się światem (do zmian nie uciekniemy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmowałbym się tym, że debatujemy, formułujemy krytyczne tezy, ale przecież także dzielimy się na konferencjach pozytywnymi rozwiązaniami, gdyż każdy powinien wykonywać swoje zadania zgodnie z kompetencjami. Kropla drąży kamień. Przyjdzie czas, gdy rządzący będą wstydzić się swoich haniebnych decyzji i zostaną wpisani do czarnej księgi antypolskiej edukacji czy nauki. To jest już ich problem. Ważne, byśmy kształcili zgodnie z najnowszą wiedzą, także krytycznie, ale bez względu na to, czego oczekuje władza. Część naukowców sprostytuowała się - tak, jak miało to też miejsce w okresie PRL - to przecież nie oznacza, że mamy milczeć, udawać, że nic się nie stało i nie stanie. Pokolenie 50+ nie jest za stare. Nowa procedura jest dla tej generacji idealna, bowiem zdejmuje stres ekspozycji społecznej . Nie ma kolokwium, wykładu. Warto zatem prowadzić badania, publikować i składać dokumentację do CK o otwarcie przewodu. Na habilitację nigdy nie jest za późno, skoro musi ona być. Można też występować do NCN o środki nie pracując w uczelni akademickiej. Będziemy hamulcowymi zmian, jeśli świadomi patologicznych decyzji MEN czy MNiSW będziemy wobec nich milczeć . Trzeba włączać się do debaty publicznej, walczyć o coś, a nie tylko utyskiwać na rzeczywistość. Jest wielu naukowców, którzy są gotowi do współpracy, wsparcia, pomocy. No i trzeba wybrać w przyszłym roku do Sejmu i Senatu polityków , którzy nie będą hipokrytami, cynicznymi graczami, tylko zobowiążą się do działań na rzecz dobra publicznego.

      Usuń
  3. Szanowny Panie Profesorze. Nie rozumiem (a może źle zrozumiałem) dlaczego uznaje Pan poniżej przytoczone postulaty jako próby negatywnego oddziaływania na nasz system oświatowy przez międzynarodowe lobby edukacyjne. Te propozycje wydają się być bardzo sensowne.
    "Zdaniem międzynarodowych organizacji należy zatem przedefiniować profesjonalizm zawodu nauczycielskiego, gdyż jego status w większości państw nadal jest zbyt niski. Trzeba go podwyższyć. "
    "Nowa koncepcja kształcenia wymaga od przyszłych edukatorów specjalistycznej wiedzy o uczniach i charakterystykach ich osobowości, o kontekstach pracy nauczycielskiej, o pracy z grupą, o finansowaniu i zarządzaniu okręgami oświatowymi oraz wiedzy o społeczności lokalnej i jej kulturze. Nauczycieli powinna cechować większa zdolność do refleksyjności, introspekcji, wglądu w każdą interakcję z uczniami – w ich emocje i motywacje w kontekście uczenia się."
    "Członkowie wspomnianej korporacji mówią o konieczności nabycia przez kandydatów do tej profesji doświadczenia klinicznego w ramach co najmniej 30 tygodniowej praktyki, która byłaby nadzorowana przez tutora/superwizora i była ściśle związana z treścią zajęć uniwersyteckich. Nauczycieli XXI wieku powinna cechować:
    1. spójność i integracja zajęć uniwersyteckich z klinicznymi, zastosowanie teorii w praktyce;
    2. minimum roczne doświadczenie praktyki zawodowej pod bezpośrednim nadzorem eksperta;
    3. wykorzystywanie nowych relacji społecznych ze szkołą w jej lokalnym środowisku. Konieczne jest tu silne zanurzenie w kulturze moralnej i praktyce, by optymalizować efekty kształcenia i wychowywania młodych pokoleń.

    OdpowiedzUsuń
  4. Treść tych postulatów jest - jak mówią profesorowie z Niemiec - bla, bla, bla... . Ani nie odkryto tu przysłowiowej Ameryki, ani nie zaproponowano rozwiązań, o których byśmy nie wiedzieli. Czy rzeczywiście międzynarodowa korporacja ma ujednolicać rozwiązania w zakresie warunków przygotowywania kandydatów do nauczycielskiego zawodu i jego realizowania? My wiemy, jakie powinny być rozstrzygnięcia, a nawet wielokrotnie zabiegaliśmy w MEN i MNiSW o ich uwzględnienie, tyle tylko że nasi politycy mają je - mówiąc kolokwialnie - w nosie. Jak paru urzędników wyśle się na delegacje służbowe do Korei Południowej, jak sypnie im się groszem, to zmienią zdanie? W imię jakich nadrzędnych, globalnych celów, polski nauczyciel ma być właśnie tak a nie inaczej pozyskiwany do zawodu, kształcony, wspomagany w trakcie jego wykonywania, czy wreszcie - finansowany? Co uzasadnia ten submisyjny ruch afirmacji i partycypacji w komercyjnej organizacji dla interesu polskiego szkolnictwa?

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się, że lepiej byłoby żebyśmy zmieniali oświatę własnymi rękami, zainspirowani przez polskich naukowców i praktyków, Jednak fakty krzyczą: od dwudziestu pięciu lat trwa chocholi taniec wokół edukacji naszych dzieci. Szkoła działa niezgodnie z aktualną wiedzą pedagogiczną i psychologiczną, jest szkodliwa dla człowieka i dla państwa. Nie potrafiliśmy stworzyć przez ćwierć wieku mocnej opozycji oświatowej wobec rodzimego, betonowego lobby edukacyjnego, więc może sami skazujemy się na import idei lub instrukcje z Brukseli ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Może zatem trzeba demaskować importerów i ich interesy, które są sprzeczne z w/w przez komentatora?

    OdpowiedzUsuń
  7. Największym zagrożeniem dla inteligencji polskiej i europejskiej jest wolność i demokracja, a która generuje patologie systemowe i społeczne.Przykre, ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy uczelnie - wykładowcy, będą ponosili odpowiedzialność za przygotowanie studentów do zawodu. Młodzi ludzie nie odnajdują się, mają głowę pełną teorii, a umiejętności brak! Aspekty pracy wychowawczej są im obce. System kształcenia nauczycieli wymaga solidnej naprawy. Szkoda, że nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności. Nauczyciel w szkole po egzaminach zewnętrznych jest rozliczany przez dyrektora, rodziców, samorząd. A kto rozliczy uczelnie wyższe?

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.