piątek, 31 października 2014

Czy "Holy Wins" przezwycięży "Halloween"?


Jak informuje Wikipedia: "Halloween – zwyczaj związany z maskaradą i odnoszący się do święta zmarłych, obchodzony w wielu krajach w wieczór 31 października, czyli przed dniem Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym . Odniesienia do Halloween są często widoczne w kulturze popularnej, głównie amerykańskiej. Halloween najhuczniej jest obchodzony w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Irlandii i Wielkiej Brytanii. Mimo że dzień nie jest świętem urzędowym, cieszy się po święcie Bożego Narodzenia największą popularnością[1]. Święto Halloween w Polsce pojawiło się w latach 90. Głównym symbolem święta jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z wyszczerbionymi zębami. Inne popularne motywy to duchy, demony, zombie, wampiry, czarownice, trupie czaszki itp."

Zbliża się jedno z najważniejszych, a zarazem najboleśniejszych Świąt, w naszym kraju, jakim jest Święto Zmarłych. Tymczasem w polskich przedszkolach i szkołach coraz silniej zadomawia się obcy kulturowo zwyczaj, który poprzedza ciszę nad ludzkimi grobami. W jakże silnym konflikcie ról znaleźli się rodzice, których dzieci uczęszczające do placówek oświatowo-wychowawczych poddawane są presji nowych zwyczajów.

Co mają czynić rodzice, kiedy dziecko zapowiada chęć uczestniczenia w maskaradzie, zabawach, zwyczajach, które opanowały także edukację? Nie puścić dziecka do szkoły? Nie pozwolić mu się przebrać w kota, psa, Harry'ego Pottera, ducha czy inną postać? Czy rzeczywiście jest ten zwyczaj traktowany w naszych przedszkolach i szkołach jako święto satanistów? Czy jest to bardziej forma niż pragnienie przeżycia śmierci, okazania swojej bezsilności wobec niej? Czy może mamy tu do czynienia z kolejną z wykreowanych przez globalne korporacje popkulturową postawą, która nakręca sprzedaż kiczowatych strojów i dodatków do nich?

Co oznacza w dzisiejszych, polskich przedszkolach i szkołach to drwienie sobie z śmierci, bawienie się jej symbolami? Jak to jest możliwe, że z jednej strony, w związku z pogańskimi źródłami Halloween spotyka się ono z krytyką przedstawicieli Kościoła rzymskokatolickiego, prawosławnego, episkopalnego i luterańskiego oraz innych kościołów protestanckich, a z drugiej strony prowadzący w szkołach lekcje religii katecheci nie są w stanie wpłynąć na zajęcie jednoznacznej postawy wobec tego zwyczaju?

Ks. Jarosław Cielecki pisze m.in.: Dla satanistów jest to najważniejsze święto, tzw. noc czarnych mszy, wierzą, że szatan ma wtedy szczególną moc, oddają cześć demonom i złym, potępionym duszom, palą wówczas ogniska i składają ofiary ze zwierząt, a nawet z ludzi, szczególnie z małych dzieci. Obchodzenie Halloween nastawia na zainteresowanie duchami, ukierunkowuje na szatana i duchy nieczyste. Skutki udziału w tych praktykach mogą być zaskakujące i przerażające z uwagi na to, że uczestniczą w nich najmłodsze dzieci i to właśnie w nie jest najłatwiej uderzyć. Są to drogi otwarcia się na złego ducha, który potem „krąży jak lew, aby móc pożreć”. Dziecko otwiera się na wizje świata nadprzyrodzonego, wchodzi w świat czarów, a pojęcie śmierci kojarzy z balem. Często doznaje później nocnych koszmarów i lęków. Dlatego Halloween nie powinno się traktować jako żartu i dobrej okazji do balu przebierańców, ponieważ wpływa negatywnie na dziecko i tak naprawdę uderza w jego psychikę, niszczy poczucie bezpieczeństwa, zabiera pokój i – co najgorsze – otwiera na działanie szatana.
Czy osadzanie się i utrwalanie tej obyczajowości w placówkach oświatowych nie jest porażką nie tylko edukacji religijnej, ale i historycznej? Jaką rolę spełnia nauczyciel religii w polskich szkołach? Dlaczego obciąża się sumienia rodziców i ich dzieci, jeśli - świadomi bezradnej obecności w szkole katechety - szyją czy kupują swoim pociechom stroje? Kim jest katecheta w szkole, skoro balują w niej duchy?

Episkopat Polski apeluje do katechetów, by promowali cechy katolickich świętych i "zapoznawali uczniów z pięknymi i wartościowymi inicjatywami": Plejadą Świętych, Nocą Świętych czy Korowodem Świętych. Zaledwie garstka dyrektorów szkół i katechetów chce, by dzieci upamiętniały Świętych przebierając się za nich, a nie za dynię czy ducha. Czy Halloween przegra z "Holy Wins" ("Święty zwycięża") w sytuacji, gdy Komisja Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski nie promuje nawet polskiej nazwy dla tej formy świętowania, a katecheci uciekają ze szkół na zwolnienia lekarskie? Nie dotyczy to wszystkich szkół, bowiem Dariusz Chętkowski opublikował felieton na temat tego, jak w XXI LO w Łodzi uczniowie mają przebrać się za Świętych, a nie za wydrążone dynie.

Mamy za sobą ustrój świecki, w którym narzucano polskiemu społeczeństwu - na szczęście nieskutecznie - tzw. światopogląd naukowy, komunistyczny, laicki tępiąc gdzie i jak tylko się dało religię jako rzekome "opium dla ludu". Naród upomniał się o powrót wartości chrześcijańskich, chociaż w istocie były one obecne w jego codziennym życiu, także tym podziemnym. Wartości te zostały zapisane nie tylko w Konstytucji Rzeczypospolitej, ale także w Ustawie o systemie oświaty.

Na jakiej zatem podstawie aksjonormatywnej pozwala się na szerzenie w oświacie praktyk, które z tymi wartościami nie tylko nie mają nic wspólnego, ale i je deprecjonują? Jak ktoś chce uprawiać satanizm we własnym domu, to niech to sobie czyni. Dlaczego jednak w przedszkolach i szkołach wprowadza się jako obowiązujący zwyczaj ten, który jest obcy chrześcijańskim wartościom i kulturze cywilizacji Zachodu? Czyż nie narusza się w ten sposób dobrych i ukonstytuowanych prawnie obyczajów?


W Polsce trwa coraz bardziej zacięta walka polityczna między lewicą, liberałami a konserwatystami. Wartości chrześcijańskie zostały jednak wpisane do wspólnego mianownika kultury i oświaty w naszym państwie. Czym innym jest zatem walka z patologią w każdym ze środowisk, także w kościelnym, a czym innym jednak upowszechnianie tradycji i zwyczajów, które w żadnej mierze z polską kulturą nie mają nic wspólnego. Jeśli lewica z neoliberałami chcą państwa laickiego, to niech to ogłoszą publicznie Manifestem PKWN nr II (tu świetnie nadaje się do tego poseł J. Palikot), żeby Polacy wiedzieli, jaka obowiązuje w naszym kraju "nadbudowa" i niech zmienią Konstytucję oraz Ustawę o systemie oświaty.

Jest jeszcze trzecie wyjście - droga islamskiego dżihadu, który odnawia konflikt pomiędzy światem muzułmańskim a cywilizacją zbudowaną na podwalinach chrześcijaństwa. Nie muszę polecać lektur dotyczących państwa świeckiego i ideologii socjalistycznej, bo tej mamy aż nadmiar w naszych bibliotekach, a już pojawiają się jej nowe wersje pod innym przykryciem. Mogę natomiast polecić znakomitą monografię Roberta Spencera pt. Niepoprawny politycznie przewodnik po islamie i krucjatach (tłum. Maria Jaszczurowska, Warszawa 2014). Zawsze mamy wybór życia i działania z kimś i dla czegoś lub przeciw czemuś i komuś. Pytanie jest jednak aktualne - jaki system wartości ma być podstawą dla procesu kształcenia i wychowania w świetle powyższych procesów?





21 komentarzy:

  1. Witam Profesorze,

    Jaki system wartości ma być podstawą dla procesu kształcenia i wychowania w świetle powyższych procesów? To dobre pytanie.Jako niedoszły prezbiter rzymskokatolicki, a który spędził sześć lat w seminaryjnych murach, nie jestem zwolennikiem obecności wartości chrześcijańskich w naszej kulturze, a tym bardziej oświacie.W naszej RP podstawowym systemem wartości propagowanym i upowszechnianym winien być ogólnoludzki, podstawowy kodeks etycznych zachowań, norm i postaw, co ukierunkowałoby nasz kraj w stronę państw laickich, a posiadających chociażby wysoki etos pracy.Doskonałym przykładem dla mnie jest tutaj Republika Czeska, a którą po prostu kocham.Wartości chrześcijańskie w RP stanowią ważny element, w procesie indoktrynacji dzieci i młodzieży przez duchownych rzymskokatolickich, a którzy to reprezentują obce mocarstwo państwo-miasto Watykan.Dlatego neutralność światopoglądowa w RP została naruszona i bardzo często owe wartości są swoistą gilotyną wobec inaczej myślących.Ponadto cenię sobie świeckość państwa i idee socjalistyczne, gdyż uważam, że będą w przyszłości fundamentem ładu i sprawiedliwości społecznej, a przy zachowaniu w pełni norm demokratycznego państwa prawa.Na koniec kilka słów o Czechach i ich Republice.Większość moich przyjaciół to agnostycy i ateiści, ale są osobami przestrzegającymi prawa i dobrych obyczajów ogółem.W prywatnych rozmowach wiem, iż poszukują Boga, ale przede wszystkim pamiętają o drugim człowieku.Doskonalą się poprzez rzetelną pracę i zaangażowanie obywatelskie w społeczności, a w której żyją.Cenię Czechów i podziwiam za szczerość i otwartość wobec innych.Żartobliwie powiem, niech żyje Republika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sześć lat w seminarium sprawiło, że już deprecjonuje Pan wartości chrześcijańskie, a doświadczenie pięćdziesięciu lat szaleństwa komunistycznego nie przeszkadza Panu "cenić idee socjalistyczne"?

      Usuń
    2. Wartości chrześcijańskie praktycznie, nie mają żadnego znaczenia w życiu statystycznego katolika w RP, gdyż ten zazwyczaj nie zna głównych prawd wiary, ale powracając do owych osławionych wartości chrześcijańskich, to samoistnie uległy deprecjacji poprzez umieszczenie ich w aktach normatywnych RP.Stanowią fundament indoktrynacji katolickiej w teoretycznie demokratycznym państwie prawa.Natomiast mój pobyt w seminarium przybliżył mi obraz instytucji Kościoła katolickiego, a tym samym również szereg niebezpieczeństw wynikających z procesu klerykalizacji RP.Określenie utopii komunistycznej mianem szaleństwa jest bardzo osobliwe, ale łączenie przez Pana doktryny komunizmu i socjalizmu niestety błędem.Faktem jest, iż obie doktryny mają wspólny rodowód intelektualny, ale po ogłoszeniu przez Karola Marksa Manifestu Komunistycznego (1848) ich drogi się rozeszły.W przypadku Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, to także nie mieliśmy do czynienia z państwem komunistycznym, choć gro osób nie jest w stanie intelektualnie tego zrozumieć.Okres obejmujący lata 1944-1955, a więc pierwsza dekada kształtowania się władzy ludowej była naznaczona próbą wdrożenia modelu komunizmu stalinowskiego, ale ówczesny naród polski i władze państwowe odrzuciły ten model po październiku 1956 r.Później funkcjonował system realnego socjalizmu, aż do przełomu politycznego w 1989 r.Różnice ideowe i programowe między obydwoma systemami były zasadniczo odmienne.Warto to zrozumieć.Idee socjalistyczne ceniłem i cenię, gdyż jestem socjalistą i popieram rozwój demokratycznego socjalizmu w RP, Europie i świecie, ale to osobne zagadnienie, a które nie jest tożsame z utopią komunistyczną.Reasumując bądźmy precyzyjni w używaniu określonych terminów i nie stosujmy wspólnego mianownika, gdzie go faktycznie nie ma.

      Usuń
  2. Zdaje się,ze zdecydowanie większy horror niż z Halloween,wyjdzie z propozycji kościoła,o której pisze Pan Chetkowski. Współczuję dzieciom, a na miejscu rodzica bym odmowila udziału w tej bzdurze. Halloween - nie jestem zwolenniczką. Ale wydrążanie dyni przez dzieci omawiać w kontekście kultu szatana, to dopiero jest odjazd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kościotrupy są OK, a promowanie życiorysów heroicznych świętych to horror, tak? Mówi też Anonimowy o "odjeździe" - dlaczego? Co Pan/Pani wie o znaczeniu i historii powstania Halloween? To "święto" omawia się w kontekście satanizmu, bo twórcą święta był twórca satanizmu laveyańskiego. Nawet ciotka Wikipedia o tym wie.

      Usuń
  3. Panie Profesorze, serdeczne dzięki za ten wpis. Brawo, może wreszcie rodzice pójdą po rozum do głowy. Najłatwiej napisać, że "Kościół boi się Halloween", po czym "nie mając zdania" w temacie, wysłać dziecko, by dołączyło do innych latorośli nimądrych dorosłych, którzy "idą w masówkę". Halloween to jedno z najważniejszych świąt satanistów. Zabawne? Wątpię. Jedna z byłych satanistek, Deborah Lipsky (nie członek krytykowanego przez mainstream Episkopatu) pisze wprost, że ideą Halloween jest DRWINA Z UROCZYSTOŚCI WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH. A zatem "krótka piłka" - niech sobie każdy rodzic odpowie, jakie święto czci i komu cześć ma oddawać jego dziecko. Argument: "Ale wszystkie dzieci idą" jest bardzo niemadry. Co mnie obchodzi, że inne biedne dzieci mają głupich lub tchórzliwych rodziców? To jest świetna wychowawcza sytuacja: móc powiedzieć dziecko, jak ważne są powody i istotna sprawa, dla której - tak, ono jako jedyne - nie będzie uczestniczyło w jakiejś zabawie. Jak się dzieciaka puszcza na Halloween, kupuje planszówkę "Voodoo", pozwala oglądać "Monster High" i daję kasę na kino w stylu "Rogów" czy "Diabelska plansza Ouija", to nie trzeba się potem dziwić z konsekwencji, które śmieszne wcale nie są. Dlaczego? Bo one nie mówią o "mocy wyobraźni" twórców, tylko o mocy istoty, o której istnieniu wiedzą aż za dobrze egzorcyści. Podobno szatan najbardziej cieszy się z tego, że ludzie w niego nie wierzą. Wtedy może działać jak chce, korzystając ze śmiesznej wiary ludzi, że np. "Halloween to tylko taka zabawa".

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawia mnie, dlaczego obecność zwyczajów, takich jak Halloween spotyka się z krytyką wyłącznie pod kątem religijnym. Tymczasem jest to kolejne spsienie i schamienie, zastąpienie kultury popkulturą w jej najgorszym wykonaniu -- i tu widzę szkodliwość stokroć większą, niż w "satanizmie". Za dwa miesiące będziemy mieli kolejne święto wyciętych drzewek, kolorowych lampek i reklamujących Coca-Colę czerwonych przebierańców, wołających "Ho-ho-ho".

    Widziałem dawno temu Halloween w małym miasteczku w Yorkshire -- przeciwko takiej formie nie można mieć nic przeciwko, tak jak trudno mieć (nie będąc fundamentalistą religijnym albo fundamentalistą wyższej kultury) przeciwko polskiemu ludowemu festynowi z okazji odpustu w dniu patrona ich wsi. Tańce, baloniki, ubieranie figury świętego męczennika w kolorowe wstążki, obżeranie się "pańską skórką" i wygłupy mają się do rocznicy męczeństwa świętego patrona wsi tak samo, jak lampiony z dyń i przebieranie się za wiedźmy do Wszystkich Świętych.

    Problemem jest tu raczej nie teologiczne niedopasowanie, ale holywoodzki prymitywizm kulturowy tego zalewającego Polskę nowego zwyczaju i brak jego rodzimego zakorzenienia kulturowego.
    W promocji którego państwowa szkoła z pewnością nie powinna uczestniczyć.

    Szkolne Halloween jawi mi się antytezą nie wychowania religijnego, ale edukacji kulturalnej. Halloween jest w większym konflikcie z mickiewiczowskimi "Dziadami", niż z religią.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Jak widać zatem źródła Halloween są katolickie (Francja, Irlandia), protestanckie (Anglia, Ameryka) lub po prostu wynikają z chęci zysku amerykańskich producentów rozrywki." Polecam cały tekst http://wilczynski.blog.deon.pl/2014/10/29/nie-boje-sie-halloween/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katolik nie urządza ze śmierci zabawy. A to, że ma ona związek z dawnymi zwyczajami ludowymi jakiegoś katolickiego obecnie kraju, nie znaczy, że to zwyczaj katolicki.

      Usuń
  6. Jutro Święto Zmarłych

    Nie wierzę...nie wierzę, aby człowiek tak uczony i zasłużony pisał podobne rzeczy. Przeto Halloween to żadne święto (w znaczeniu tradycji chrześcijańskiej) a obecnie jedynie laicki obyczaj (skądinąd wcale nie tak obcy nam kulturowo jak Pan sugeruje, bo wywodzący się tradycji pogańskiej i celtyckiej i pod wieloma względami podobny do naszych Dziadów). Pisanie o Halloween w kontekście jego związków z satanizmem/antyklerykalizmem jest po prostu nadużyciem i nieporozumieniem zupełnie pozbawioną sensu śmiesznością i samo w sobie jest jeszcze bardziej kiczowate niż sam obyczaj. Oczywiście obyczaj ten może nam się podobać albo nie, nie widzę jednak żadnych godnych uwagi powodów dla których miałabym odmawiać swojemu dziecku (choć nie koniecznie wyłącznie jemu) prawa do skądinąd nikomu nie czyniącej zła zabawy. Argument zaś, że jest to obyczaj kiczowaty i masowy nie ma dla mnie żadnego znaczenia (nawiasem mówiąc nie wiem, dlaczego masowym nie miałoby być Święto Zmarłych, wszak tego dnia ludzie masowo przecież odwiedzają groby, masowo się nad nimi modląc co jest także kiczowate). Apeluję o zdrowy rozsądek i dystans…a ponieważ sam kiedyś umrę oświadczam, że łez nad moim grobem wolę uśmiech…choćby kiczowaty.

    http://www.youtube.com/watch?v=RRBm42Qh_k8 i tyle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, coś się Anonimowemu pomieszały porządki. Nie wierzę, że aż tak nie zależy mu na tym, co dziecko z tej zabawy wyniesie na całe życie. Chyba, że jest i tu ignorantem. Może dobrze jednak byłoby się zastanowić nad tym, co Profesor napisał?

      Usuń
  7. O jakich to wartościach chrześcijańskich mowa???? O ponad 1500 lat sprawowania opresyjnej władzy instytucji Kościoła nad połowa naszego globu??? O mordowaniu innowierców, heretyków, niszczeniu pomników kultury "pogańskiej", o krwawych wojnach w imię Boga, począwszy od krucjat a skończywszy na wojnie 30. letniej. O inkwizycji, stosach dla "czarownic",współpracy z faszystowskimi rządami i wreszcie o obecnej aferze pedofilii? A może te "wartości" to tzw. nauka społeczna Krk, gmeranie w łóżkach owieczek, nauka pełna nietolerancji wobec "innych" kontestująca zdobycze demokracji, świeckości państwa i wolności religijnej. Nauka nieprzystająca do współczesnego świata, homofobiczna i w gruncie rzeczy antyhumanistyczna. Niech Szanowny Pan Profesor nie wypisuje tu kolejnych bajek by ogłupiać "kupujący ludek". W całej tej kościelnej histerii wokół Hallowenn chodzi jak zwykle o dwie rzeczy: walkę z konkurencją o rząd dusz oraz wielką kasę. I ta cała pisanina to po prostu ogłupiająca demagogia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę to nie w porządku wyciągać ciągle historie sprzed kilkuset lat... Do Kościoła należą tylko ci, którzy wyznają jego naukę. Co to za "rządy dusz"? Nie chce Pan/Pani, to się nie udziela. Niech się Pan/Pani nie zamartwia o wierzących. Wartości chrześcijańskie, dopowiem, to te ewangeliczne, których wspólnym mianownikiem jest miłość. A że wierzący to tylko ludzie, a nie anioły, i popełniają błędy jak wszyscy ludzie na świecie, to nie powód, żeby ciągle ten Kościół ujeżdżać. Nauka Kościoła jest homofobiczna? Co to za sformułowanie? Katolików są miliony, a homoseksualistów parę procent. Poza tym nie znam katolików, którzy są homo-fobami, czyli osobami lękającymi się gejów i lesbijek. Katolicy się ich nie boją, katolicy ubolewają nad ich sposobem życia. Proszę też poczytać najpierw (nie na tym blogu, tylko również gdzieś indziej), czym jest Halloween i jakie jest jego znaczenie oraz sposoby "świętowania", a nie krytykować emocjonalnie Profesora i katolików. Trochę wiedzy, luzu i zrozumienia. Profesor Śliwerski jest przykładem bardzo dzisiaj rzadko występującego związku cech: wiedzy, wiary i odwagi. Oby więcej takich mądrych i normalnych ludzi było wśród nas.

      Usuń
    2. Polecam Panu jako lekturę obowiązkową dwie książki: W cieniu Kościoła, czyli demokracja po polsku, autorstwa prof. Barbary Stanosz i Watykan zdemaskowany, autorstwa analityka FBI Paula Williamsa.Wówczas zrozumie Pan, iż historie wrażliwe funkcjonują po dziś dzień.I będzie Pan zdecydowanie ostrożniejszy wyrażając opinie.Zatrzymam się ponownie przy osławionych wartościach chrześcijańskich, a które są uprzywilejowane, gdyż posiadają ewangeliczny fundament i wspólny mianownik - miłość.Szanuje treść Pisma Świętego i naukę płynącą z dobrej nowiny, ale we współczesnym świecie owe wartości, których wspólnym mianownikiem jest miłość są zwyczajnie mrzonką, a w którą nie wierzy nikt, kto racjonalnie postrzega rzeczywistość.Innym zagadnieniem jest sakrament kapłaństwa i rola pośredników (duchownych), a którzy działają in Persona Christi między człowiekiem a Bogiem.Świadectwo ich częstokroć jest zaprzeczeniem wszystkiego, o czym mowa powyżej.Kościół katolicki, to instytucja międzynarodowa o takiej, a nie innej historii, co ma swoje przełożenie, na bieżący nurt wydarzeń społeczno-politycznych w kraju, Europie i świecie.Dlatego faktycznie potrzeba tutaj sporo luzu, humoru i przede wszystkim wiedzy, aby lepiej rozumieć otaczający nas świat.

      Usuń
    3. Całkowicie zgadzam się z tym wpisem i popieram takie rozważne i odważne opinie. Gratuluję zarówno Panu Profesorowi Śliwerskiemu jak i Anonimowemu. Oby więcej takich mądrych i normalnych ludzi było wśród nas...

      Usuń
    4. Dziękuję Anonimowemu z 20:41, ale odniose się jeszcze do wpisu osoby z 20:23.
      "we współczesnym świecie owe wartości, których wspólnym mianownikiem jest miłość są zwyczajnie mrzonką, a w którą nie wierzy nikt, kto racjonalnie postrzega rzeczywistość"? To, że miłości brakuje na świecie (a jako człowiek racjonalnie myślący - zgadzam się, że jej brakuje), nie znaczy, że nikt rozsądny w nią nie wierzy. Przeciwnie - im więcej widzimy na świecie nieszczęścia, głupoty, przemocy, wrzasków, walki o "prawa", ty, bardziej dostrzegamy znaczenie i potrzebę miłości - właśnie tej ewangelicznej, Chrystusowej. "Jeśli Boga nie ma, to wszystko jest dozwolone", pisał Dostojewski. Po ataku na World Trade Center ktoś na ulicy Nowego Jorku powiedział, że Boga nie ma, bo gdyby był, nie pozwoliłby na coś takiego. Inny przechodzień mu odpowiedział: "Bóg istnieje. To my wyrzuciliśmy go z tego miasta".
      Mój punkt widzenia (nie jestem "panem", tylko kobietą przed 30-tką) ma też związek z dalszą częścią Pana wypowiedzi. Kościół nie jest "międzynarodową instytucją", tylko "wspólnotą ludzi wierzących". Ludzie są słabi i grzeszą, a sutanna nie jest gwarancją świętości, ponieważ ksiądz też jest człowiekiem. Kościół jest taki jak ja i Pan. Jeśli my się nie staramy żyć dobrze i kochać drugiego człowieka (każdego - ateistę, księdza, mordercę), to i z Kościołem jako całością dzieje się źle (bo Kościół sądzi się na podstawie jego wiernych, tak jak Pan to czyni). Dlatego nie powinniśmy się nawzajem tak gorąco oceniać, tylko rozwijać dobro w sobie, a za każdego grzesznika, który nas oburza, modlić się tym więcej, im bardziej nas oburza. To jest właśnie wyraz troski i miłości, której brak Pan zauważa.

      Usuń
    5. Witam Panią,

      Jestem autorem wpisów pod tym postem z 31.10 g.02:41, g.22:55, a także z 1.11 g.20:23.Na początku przepraszam Panią, iż nieświadomie pomyliłem płeć.Postąpiłem zbyt pochopnie, co mnie kompromituje, ale czasami tak bywa.Nie kwestionuje istnienia i istoty miłości w wymiarze osobowym i społecznym, choć w tym drugim przypadku faktycznie uważam, że występuje rzadko bądź wcale.Mam świadomość, iż moja ocena jest subiektywna, ale jest taka, a nie inna.Przeciwstawiam się instrumentalizacji tego pojęcia do doraźnych celów i rozgrywek politycznych w wymiarze krótko i długofalowym.Jako niedoszły prezbiter rzymskokatolicki wierzę w istnienie Boga, choć pojmuje go inaczej, niż naucza Kościół katolicki.Bóg jest dla mnie wielkim matematykiem, architektem wszechświata i stwórcą wszelkiego życia na Ziemi.Istota jego jest dynamiczna, a nie statyczna.Tutaj bliżej mi do judaizmu, a nie chrześcijaństwa.Oblicze Boga dostrzegam także w drugim człowieku stąd jestem bardzo wyczulony na ludzką krzywdę.To dla mnie bardzo ważne i jest podstawą mojej duchowości.Człowiek winien się doskonalić duchowo tu i teraz, ale mając na uwadze przede wszystkim los bliźniego i bliźnich egzystujących wokół niego i nie tylko.Zgadzam się z Panią, iż Kościół jest wspólnotą ludzi wierzących, to właściwe rozumienie istoty Kościoła, ale moja opinia, że jest również instytucją o charakterze międzynarodowym także się broni i jest prawdą.Przykładem niech będzie państwo-miasto Watykan i jego ekspozytury (diecezje, archidiecezje, prowincje zakonne itd.).Ponadto przez politykę konkordatową Watykan umacnia i reguluje swoją pozycję w świetle międzynarodowego prawa.Zgadzam się, że należy rozwijać w sobie dobro przez modlitwę i dobre uczynki (świadectwo).Żydzi mówią tikkun olam, czyli napraw ten świat, zostaw go lepszym, niż zastałeś.Wierzę w Pani świadectwo, jako kobiety pełnej miłości, modlitwy i wiary.Życzę Pani wszystkiego dobrego.Maciek.

      Usuń
  8. A mnie mimo wszystko przeraża, że to nowe zagraża temu, co wydawać by się mogło stanowi jakąś formę przekazu w rodzinie. Nawet mój osobisty opór wobec obcej kuturowo tradycji Helloween (już nie mówię o wartościach, bo w naszej kulturze, tworzonej w dużej mierze przez katolików, zasymilowaliśmy również wiele elementów pogańskich i jakoś z tym żyjemy bez trzęsienia ziemi w świecie wartości) nie uchronił mnie od tego, z czym stanęłam oko w oko kilka dni temu, gdy moje prawie już dorosłe dziecko w wieku licealnym oświadczyło, że idzie na imprezę halloweenową, bo "wszyscy idą". Na moje agrumenty, że to czas refleksji nad życiem i śmiercią, czas przywołania wspomnień zmarłych, i że zawsze w naszej rodzinie było to święto zmarłych, padła odpowiedź, że ok, jasne, ale oni (icealiści) wolą spędzić to święto... z żywymi. Ręce mi opadły. Kultura świętowania, zabawy bierze górę nad przyczyną ustanowienia święta, sensu i podziału na sacrum i profanum - bez względu na to, jakiego porządku religijnego dotyczą. Dotarło do mnie, że dla nich to kolejny wolny od nauki dzień, a takich nie ma sensu tracić, bo trzeba się bawić. Czy to moja poraźka wychowawcza? Co zrobiliśmy nie tak? Nic nie zapowiadało, że w głowie młodego człowieka zakiełkuje taka interpretacja rzeczywistości. Rozważania na poziomie teoretycznym, które Państwo przedstawiacie mogę przyjąć - i to różne argumentacje. Ale na poziomie moich żywych doświadczeń pojawia się ból i poczucie bycia okradzonym przez świat, który zabiera mi dziecko, nie pytając co ja o tym myślę i co czuję. To chyba najsmutniejsza myśl w te święta. Czy ktos kiedyś zapali świeczkę na naszych grobach, czy też zabierze pod pachę urnę z prochami na imprezę, żeby mamusi / tatusiowi, babci / dziadkowi było weselej?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz trafił do mnie mailem:
    Szanowny Panie Profesorze,
    bardzo dziękuję za dzisiejszy wpis na blogu, a także za polecenie monografii Roberta Spencera (nie wiedziałam, że książka się już ukazała). Dodam tylko, że dziś na portalu www.euroislam.pl przeczytałam niezwykle przygnębiający artykuł pióra włoskiego dziennikarza G. Meottiego o niszczeniu światowego dziedzictwa kultury przez islam. Pozwolę sobie wkleić link do tego artykułu:

    http://www.euroislam.pl/index.php/2014/10/islam-pustoszy-swiatowa-kulture/

    OdpowiedzUsuń
  10. Sprawa haloween i Dnia Wszystkich Świętych, poza kwestią kulturową, interesuje mnie tez pod względem psychologicznym. Ciekawe co się dzieje w głowie dziecka, które w domu słyszy, że haloween jest złe (najogólniej rzecz ujmując). Natomiast gdy przychodzi do szkoły to słyszy opowieść o haloween nad, którą musi pracować w ramach zajęć. Oczywiście sytuacja może być odwrotna. Niewątpliwe następuje zamieszanie w głowie dziecka – kto mówi prawdę? Czy prawda w ogóle istnieje? Jak to jest? Najlepiej jest poświęcić zajęcia przedstawiając oba punkty widzenia, jak to miałam przyjemność widzieć w ramach praktyki. Do tego wszystkiego dochodzi również etyka nauczyciela, jaki system wartości wyznaje, jakie poglądy, czy kieruje nim absolutyzm czy utylitaryzm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dzieci zawsze miały i mają mnóstwo sytuacji, w których doświadczają dysonansu poznawczego. Było tak w czasach komunistycznych, kiedy trzeba było po lekcjach odkłamywać w domu historię, jest tak i teraz, kiedy w szkole nauczyciele manifestują inny światopogląd, niż ten wyznawany przez rodzinę dziecka. To dość naturalne i chyba nieuniknione. Starsze pokolenia dały radę.

      Usuń