czwartek, 24 kwietnia 2014

List wydawców do posłów III RP w sprawie "jednego" podręcznika!



Oto pełna treść listu, jaki został skierowany do posłów III RP przez wydawców.

Jeden podręcznik?!

Szanowna Pani, Szanowny Panie!

W najbliższych dniach będziecie Państwo podejmować decyzję w sprawie przyszłości edukacji polskich dzieci. W przededniu 25-lecia wolności i 10-lecia Polski w Unii Europejskiej będziecie współdecydować o tym, do jakiej grupy krajów Polska się przyłączy:

- czy do Grecji, Węgier, Ukrainy i Rosji, gdzie dzieci uczą się z darmowego, jedynego rządowego podręcznika?

- czy do grupy większości krajów Unii Europejskiej, w której podręcznik jest darmowy dla rodziców, ale wybierany przez nauczycieli spośród różnorodnych podręczników przygotowywanych przez konkurujących ze sobą wydawców edukacyjnych?


(fot. Jarosław Matuszewski (WSiP), Jarosław Rybus (JUKA, MAC Edukacja), Marcin Wojtyński (Nowa Era), Małgorzata Kietzman (Didasko), Agnieszka Ostapowicz (Żak)]

Zwracamy się do Państwa w sprawie przesłanego przez rząd projektu nowelizacji ustawy o oświacie, w której zawarte są m.in. zasady zakupu podręczników dla uczniów klas I w roku 2014. Publiczne wypowiedzi wskazują, że MEN zarezerwowało na ten cel kwotę ok. 73 mln złotych dla 550 tysięcy uczniów, którzy zaczną naukę 1 września 2014 roku. Ta kwota odpowiada w przybliżeniu wartości już istniejących i w dużej części wydrukowanych podręczników i ćwiczeń opracowanych przez wydawców edukacyjnych, przy założeniu, iż szkoły dokonują zakupu podręczników bezpośrednio od wydawców (z uwzględnieniem kosztów zaprezentowanych w Ocenie Skutków Regulacji do nowelizacji ustawy).

Skorzystanie z oferowanych przez nas książek pozwoli na zapewnienie dostępności podręczników i ćwiczeń w terminie gwarantującym dostarczenie ich do każdej szkoły przed rozpoczęciem roku szkolnego. Warto podkreślić, że te podręczniki i ćwiczenia spełniają wszystkie wymagania dydaktyczne, są sprawdzone i zaakceptowane przez MEN, a ich najwyższa jakość została doceniona i nagrodzona w Polsce i Europie (m.in. nagrodami „Najlepsze Europejskie Materiały Edukacyjne” / „Best European Learning Materials” 2012 i 2013). Dodatkowo są wzbogacone o pomoce programowe dla nauczycieli. Ułatwi to edukowanie dzieci w tak trudnym i ważnym dla szkoły roku 2014, kiedy to do pierwszej klasy obowiązkowo pójdą 6- i 7-latki. MEN spodziewa się w związku z tym rekordowej liczby uczniów – 550 tysięcy w pierwszej klasie. Po co więc przeprowadzać na pierwszoklasistach w tym samym roku drugi eksperyment pt. „jeden rządowy podręcznik”?

Mimo to, w MEN trwają prace przygotowawcze nad rządowym podręcznikiem. Pierwsza jego część została właśnie zaprezentowana. Podręcznik ten musi jeszcze zostać opracowany w całości. Będzie musiał także zostać dostosowany do potrzeb osób z różnymi niepełnosprawnościami, następnie wydany oraz dostarczony przed 1 września do ok. 13 500 szkół. Wydanie i dystrybucja tak ważnego podręcznika dla ponad pół miliona uczniów w tak ekspresowym tempie budzi niepokój o jakość edukacji.
W jakim celu MEN podejmuje to ryzyko? Oficjalnie chodziło o obniżenie cen. Rozumiemy to i uważamy, że możliwe jest zapewnienie istniejących już podręczników w ramach środków zabezpieczonych w budżecie. Po co więc MEN chce stać się konkurentem wydawnictw edukacyjnych?

Dlaczego dzieci w szkołach publicznych mają uczyć się tylko z jednego, rządowego podręcznika? Takie rozwiązanie zwiększy rozwarstwienie społeczne i ryzyko ideologizacji edukacji!

Jednocześnie, wydawcy dysponują już gotowymi podręcznikami, adekwatnymi do różnych stylów nauczania i wychowania, sprawdzonymi w praktyce i dopuszczonymi do użytku
szkolnego przez MEN.

Wierzymy, że wciąż nie jest za późno na takie zmiany, aby popierana przez nas idea darmowego podręcznika nie oznaczała obniżenia jakości edukacji, podwójnego eksperymentu na dzieciach i likwidacji tysięcy miejsc pracy w wydawnictwach edukacyjnych oraz w lokalnych księgarniach.
Wierzymy również, że nasze podręczniki nie zostaną bezsensownie zniszczone, lecz będą mogły służyć polskim dzieciom. Przekazujemy dzisiaj próbkę jednego z takich podręczników.

Apelujemy o uwzględnienie najważniejszych postulatów zgłoszonych do MEN przez wydawców i wiele innych środowisk w czasie tzw. konsultacji społecznych.
Apelujemy o to, abyście skorzystali Państwo z szansy przyłączenia Polski do grupy większości krajów Unii Europejskiej, w której podręcznik jest darmowy dla rodziców, ale wybierany przez nauczycieli spośród różnorodnych podręczników przygotowywanych przez wydawców edukacyjnych.
W Państwa ręce,

Piotr Białobrzeski (Didasko), Seweryn Kubicki (MAC Edukacja, JUKA), Magdalena Duszyńska-Walczak (Nowa Era), Jerzy Garlicki (WSiP), Agnieszka Ostapowicz (Żak)
Z naszych podręczników uczy się ponad 95% pierwszoklasistów!

----

Zainteresowani porównaniem jakości merytorycznej elementarza MEN-skiego pani M. Lorek i np. p. Białobrzeskiej mogą zajrzeć na stronę: www.bialobrzeska.pl
Różne spojrzenia na edukację… Autorka pozostawia bez komentarza. Ten każdy nauczyciel może sobie sam wyrobić.

26 komentarzy:

  1. Jesli bedzie ten sam podrecznik dla kazdego i panstwowy egzamin bedzie oparty o ten jeden podrecznik to wyniki testow sie poprawia - i o to chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasze Drogie ( we wszystkich znaczeniach tego słowa) Państwo znowu staje się etatystyczne! Znowu myli swoje funkcje i swoje powinności. tak- powinno zapewnić dostęp każdemu dziecku do podręcznika ( stad popieram pomysł dotacji z budżetu - składek nas wszystkich na ten ważny cel). Nie dla narzucanie jedynej wersji tego podręcznika. Jest to niedopuszczalne i ze względów ideologicznych ( jest to wbrew zasadom demokracji) i rynkowych- państwo nie jest równorzędnym graczem na rynku, nie mogą z nim konkurować wydawcy. Co to za nowa zasada wolnej gospodarki- różne podmioty maja konkurować z monopolem państwa, które dekretem wskaże i podaruje uczniom jeden podręcznik? Propozycja Wydawców jest bardzo rozsądna- wybór należy do samych zainteresowanych- nauczycieli, uczniów, rodziców, dyrektorów itp. Pozdrawiam Wydawców. Dziękuję Ci Bogdan za tę informację. Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń
  3. W pełni akceptuję rzeczowe argumenty rzetelnych wydawców podręczników szkolnych skierowane do przedstawicieli władzy i uważam, że środowisko naukowe ma etyczną powinność upublicznienia protestu wobec koncepcji jednego podręcznika, demaskując populistyczny i polityczny charakter tej decyzji. Apeluję zatem do naszego środowiska o wspólne, wielokierunkowe działanie. Jestem gotów np. do spotkania w szerszym gronie z Panią M. Lorek i merytorycznej dyskusji nie tylko o jednym podręczniku, ale także o roli edukacji w relacjach władzy ze społeczeństwem.
    dr hab. Wiktor Żłobicki prof UWr - Kierownik Zakładu Pedagogiki Ogólnej w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to proszę włączyć do dyskusji kolegów i koleżanki, którzy podpisali się pod pierwszą częścią elementarza - jedynego właściwego :))- niżej wymienieni to recenzenci
      edukacja polonistyczna i społeczna – dr hab. Małgorzata Żytko, prof. UW
      M.M.
      edukacja matematyczna – mgr Agata Ludwa
      edukacja przyrodnicza – dr Marek Piotrowski
      poprawność językowa – prof. dr hab. Jerzy Podracki
      ds. równościowych – dr Iwona Chmura-Rutkowska

      Usuń
    2. No popatrzmy, jak to się recenzuje... Podręczniki (dotychczas zgłoszone ) recenzuje trzech recenzentów i to wystarczy, a tu proszę... no i recenzent matematyki mnie powalił.. Taki ważny podręcznik, a tu wśród profesorów recenzentów taka perełka...Ja już nie mówię o współredaktorach nowego podręcznika. Niezmiernie dziwię się, co robi wśród nich dr Wollman... jak to ludzie są nieobliczalni w swoich działaniach... szkoda:(

      Usuń
    3. Trzeba przypomnieć, że przedłożona opinii publicznej I wersja I części tego pseudo "podręcznika" nie była recenzowana. To, że są w niej nazwiska recenzentów oznacza jedynie, że zawarto z nimi umowę na przygotowanie recenzji całości. Tym samym mamy do czynienia ze złamaniem wszelkich zasad, nie tylko etycznych, prawnych, ale i dydaktycznych w tym procesie. Tak wygląda propagandowa hucpa arogantów.

      Usuń
    4. >edukacja przyrodnicza – dr Marek Piotrowski<
      Marek Piotrowski, o ile to ta sama osoba(niejednemu psu Burek...) był dyrektorem Liceum(!) prywatnego im.Plater Zyberkówny w Warszawie i radnym PO chyba w Ursusie. Poza tym jest z wykształcenia fizykiem oraz bratem prof. pedagogiki UW Putkiewicz. Na recenzenta elementarza znakomite kwalifikacje i doświadczenie ... ;-)

      Usuń
  4. Z punktu widzenia dziecka czy rodzica nie ma znaczenia, czy podręcznik jest mu narzucony przez funkcjonariusza państwowego systemu szkolnego w randze Ministra Edukacji, czy przez funkcjonariusza tego systemu w randze nauczyciela szkoły gminnej. W obu przypadkach nie ma żadnej wolności wyboru, a rodzic musi kupić to, co władza szkolna mu każe.
    Z dwojga złego, wolę dostać darmowy podręcznik, wybrany przez Joannę Kluzik Rostkowską, niż musieć płacić spore pieniądze za podręcznik i stertę zeszytów ćwiczeń, wybrane przez nauczyciela rejonowej szkoły. Nie mam też żadnego powodu ufać, że wybór wiejskiego nauczyciela jest lepszy, niż wybór dokonany przez Ministra.

    Z punktu widzenia podatnika widzę jednak istotną oszczędność w tym, by podręcznik, finansowany z publicznych pieniędzy, był tylko jeden i nie wymagał tony bezsensownych ale drogich dodatkowych "zeszytów ćwiczeń".

    Z punktu widzenia rodzica muszę też zauważyć, że moje dzieci nauczyły się czytać i liczyć w wieku czterech czy pięciu lat, nie korzystając z żadnych podręczników, a szkoła nie ma im absolutnie nic do zaoferowania dla ich rozwoju, mimo mnogości podręczników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to jest to !!! cała PRAWDA !!!

      Usuń
    2. Jeszcze nie wiadomo, co dostanie ten podręcznik "w pakiecie". nie cieszyłabym się tak bardzo. W dodatku proszę nie uważać nauczycieli za idiotów. Jeżeli mają szeroki wybór, to starają się wybrać jak najlepszy podręcznik. Tu nie mają w ogóle wyboru.

      Usuń
    3. Drogi rodzicu. Niewiele zrozumiałeś z tego listu. Wydawcy chcą w ramach rządowych pieniędzy dać możliwość wyboru podręcznika nauczycielowi, więc rodzic w obu przypadkach nic nie zapłaci. WIęc nie będzie jak to rodzic mówi, sterty niepotrzebnych ćwiczeń. Może niepotrzebnych Pana/Pani dzieciom, bo nie miały trudności i nauczyły się już czytać, ale nie tylko geniuszy mamy w klasach. Jest wiele dzieci przeciętnych i wiele słabych, one z kolei potrzebują takich pomocy (ćwiczeń i tych innych wg Pana/Pani dupereli, które są niepotrzebne) aby móc osiągnąć jakikolwiek sukces w szkole. Jeśli Panu/Pani jest obojętne czy podręcznik wybiera Pani Minister czy wykształcony w tym kierunku nauczyciel - praktyk, to proponuję aby samochody dla obywateli zaczął wybierać minister transportu i niech to on jakieś autko zaprojektuje i cały kraj niech jeździ jednym żeby było równo i sprawiedliwie:)

      Usuń
    4. podręcznik podręcznikiem , a "dodatki" zapewne będzie wybierał nauczyciel, uwzględniając predyspozycje dziecka, i uczyni to dopiero np. w listopadzie. Świetny pomysł z ...samochodami ! niech minister transportu da taksówkarzom jednakowe auta w całej Polsce i faktycznie będzie równo i sprawiedliwie, i nie będzie...lewych taxi !

      Usuń
    5. >Z punktu widzenia podatnika widzę jednak istotną oszczędność w tym, by podręcznik, finansowany z publicznych pieniędzy, był tylko jeden i nie wymagał tony bezsensownych ale drogich dodatkowych "zeszytów ćwiczeń".<
      Ale dzieci ćwiczenia jakieś robić powinny, a w XXI wieku nie będzą ich, mam nadzieję, kopiować z tablicy do zeszytu. Musisz więc rodzicopodatniku przygotować kasę na xero oraz papier i toner do niego - na to samorządy, łącznie z zamożnym warszawskim, środków nie dają. A druk na xero jest droższy niż w drukarni ... ;-)

      Usuń
    6. > Nie mam też żadnego powodu ufać, że wybór wiejskiego nauczyciela jest lepszy, niż wybór dokonany przez Ministra.<
      Minister, a właściwie jego urzędasy, niczego z niczego nie wybierały. On w ciemno(!) zlecił jednej osobie/ zespołowi napisanie w 3 miesiące podręcznika. I on będzie, jaki będzie, bo alternatywy nie ma. Z tych samych powodów dobrano tak recenzentów, żeby za solidną unijną kasę zaopiniowali ten wytwór pozytywnie, bo i tak ich rezenzja nic nie zmieni ... ;-)
      Co do wiejskiego/miejskiego nauczyciela, to on akurat lepiej od ministra wie jakie ON ma dzieci w klasie, gdzie one mieszkają i co DLA NICH będzie najlepsze. Urzędasy ministra wybierają JEDEN usredniony podręcznik DLA WSZYSTKICH(czyli nikogo!!!) dbając w pierwszej kolejności o jego poprawność polityczną [nawet jest specjalny recenzent ;-)], a o TE DZIECI co najwyżej(!!!) w drugiej :-(((

      Usuń
  5. Proszę nie uważać Ministra i jego ekspertów z pro0ferskimi tytułami za idiotów. Ich kompetencje w wyborze najlepszego podręcznika nie są gorsze, niż nauczyciela gminnej szkoły.
    Jakości "najlepszego podręcznika" wybranego dla mojego dziecka przez nauczycielkę gminnej szkoły (nie twierdzę, że idiotkę), wolę nie komentować.
    Z pewnością nie jest to towar, za który jakikolwiek rodzic, nie będąc postawionym w sytuacji przymusowego zakupu, zapłaciłby z własnej woli jego cenę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1.Już pisałem - oni nie wybierali podręcznika tylko autorkę. Cokolwiek(!) ona przygotuje(w 3 miesiące- Falski, fachowiec jakich mało, pisał swój 10 lat!!!), będzie podręcznikiem z braku alternatywy... ;-) Abstrahuhjąc od inflacji tytułów w Polsce, chętnie się dowiem jacy to profesorowie (rozumiem, że belwederscy!) i w jakich specjalnościach (psychiatrzy, glacjolodzy, ekonomiści???)pomagali ministrowi wybrać panią Lorek ... ;-)

      Usuń
    2. Człowieczku! Żyjesz w III RP od 25 lat, a nie wiesz, że nie o kompetencje tu chodzi, tylko interesy!!! Nauczyciel gminnej szkoły, poza swoim dyrektorem, jest zależny od swoich rodziców, jego dyrektor zresztą też. "Ekspert' MEN podejmujący decyzję myśli o interesach kolegów i swoich(a rodziców może mieć ... ), minister myśli o polityce(stąd, jako superważna, "ekspertka" od równości;-)], a rodziców też ma ... ;-)

      Usuń
  6. o Boże !!! jaki szum wokół Podręcznika MEN , a tak z ręką na sercu, ilu to nauczycieli wybierając podręcznik dla swoich uczniów kierują się jego dobrem ? dlaczego wydawcy posuwają się do ...nieeleganckich metod sprzedaży swoich materiałów ? a kto płaci za te konferencje z "dodatkami" ? Będzie jeden podręcznik i DOBRY NAUCZYCIEL da sobie wspaniale radę !!! a nauczyciel z małym "n" będzie miał problemy i ... narzekanie. Znam nauczycieli, którzy do dnia dzisiejszego wykorzystują karty pracy autorstwa Wiesławy Śliwerskiej i uczniowie tworzą piękne kolorowe obrazy , daje im to tyyyle radości i satysfakcji !!! a te obecne kolorowanki, okienka... czego uczą ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >ilu to nauczycieli wybierając podręcznik dla swoich uczniów kierują się jego dobrem ?<
      Jest takie powiedzenie terapeutyczne "Mów za siebie!". Więc rozumiem, że ty się nie kierujesz, a gdybyś był nauczycielem, to byś się nie kierował... ;-) Czym się kierują inni(jest ich około pół miliona!), nie wiesz!!! Te konferencje to mit ukuty przez księgarzy żeby zwalczyć sprzedaż hurtową - teraz za to zapłacą na zasadzie "kto pod kim... ". Nauczyciel nauczania początkowego uczy 1 klasę czyli max 30 uczniów. Gdyby nawet podręcznik kosztował z pakietem 300 zł, a na agresywną akwizycję "konferencyjną" wydawano aż 10% jego ceny to daje 900 zł na nauczyciela. Gdzie można urządzić za tyle tak atrakcyjne szkolenia, żeby kogoś przekupić??? Inni nauczyciele mają więcej uczniów, ale też i podręczniki do 50 zł ... ;-) Więc przestań opowiadać trollu cudze bajki!!!

      Usuń
  7. Szanowni Państwo;
    ot zawiązała się pedagogiczna dyskusja - "wyważony" język, konkrety i otwartość poznawcza - brawo.

    Pozdrawiam - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest dyskusja pedagogiczna - dotyczy wielkich pieniędzy i ineresów ... ;-) I nie wszyscy jej uczestnicy reprezentują w niej siebie(!) i swój(a nie pracodawcy!) punkt widzenia !!!

      Usuń
  8. Panie Andrzeju
    Człowiek już wytrzymać nie może czytając po prostu takie brednie. Na nauczycielach tylko psy się wiesza: jak to mało pracują, jakieś bonusy dostają, wakacji tyle mają. To nawet opanowany człowiek już nie wytrzyma. Nigdy żadnego "bonusa" nie dostałam, moje koleżanki też nie. No chyba, że mówimy o mapie do klasy albo liczmanach czy innej pomocy, którą wykorzystają dzieci. Na żadnej konferencji wypasionej nie byłam i o takiej nie słyszałam. No chyba, że tym wypasem ma być kawa lub herbata. Elementarz z metodycznego punktu jest do niczego i to jest fakt, bo każdy może go obejrzeć i jeśli zna się trochę na edukacji małych dzieci to wie, że wypracowane przez ostatnie 20 lat metody nauczania w klasie I zostały tu pominięte!!!. Na forum wypowiadają się ci co nie pracują z dziećmi, nic o takiej pracy nie wiedzą i tylko brednie wypisują. Ja (nie chwaląc się) jestem dobrym nauczycielem. Chociaż sama uważam, że jeszcze wiele mogłabym poprawić. Kiedy biorę pierwszą klasę to jest do mnie po 60 -80 podań. Przykładam się do pracy, przygotowuję dużo materiałów dodatkowych poza książkami. I nie uważam aby pozbawienie dzieci i mnie ćwiczeń (dodam że kolorowych z naklejkami, co dzieci uwielbiają) było dobrym pomysłem. Już teraz siedzę w domu i zaniedbuję wiele razy rodzinę, aby przygotować się do zajęć. To nawet nie chcę myśleć ile od września będę musiała siedzieć nie mając nic oprócz marnego elementarza. I nie pracuję trzech godzin dziennie. W pracy jestem o 8 i wychodzę najwcześniej o 15, zabierając do domu do sprawdzenia klasówki, ćwiczenia, wypracowania, zeszyty, karty pracy itp. Oferuję swoim szkolnym dzieciom: koło teatralne, matematyczne, przyrodnicze, odyseję umysłu dla 2 grup po 2 godziny w tygodniu i zajęcia wyrównawcze. Od nowego roku abym mogła przygotować się należycie do pracy (nie mając niczego!!!) będę musiała opracować sama wszystko co do tej pory było w ćwiczeniach. Nawet sobie państwo nie zdają sprawy ile to będzie kosztowało mnie pracy. Ja jakoś może dam radę, chociaż mam wielkie wątpliwości co do jakości moich kart pracy w porównaniu z kolorowymi ćwiczeniami, ale nauczyciel, który do tej pory się nie przykładał teraz też tego nie zrobi a na tym ucierpią tylko dzieci. Kserowanie kart pracy ? Nie wiem kto to wymyślił ale w mojej szkole będzie 5 klas pierwszych i 400 dzieci w pozostałych klasach. No i oczywiście jedno ksero! Gratuluję więc pani minister pomysłu kserowania potrzebnych dzieciom do pracy materiałów. Przecież to jest wręcz niemożliwe. To jest farsa i tyle. Nie rozumiem dlaczego, jeśli wydawnictwa oferują ministerstwu w dokładnie tej samej cenie podręczniki sprawdzone, dobre, przetestowane i rodzic ma nic za nie nie płacić, rząd nie chce się zgodzić. To może wcale rządowi nie chodziło o to aby rodzice nie płacili. Tylko o co w takim razie chodzi???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowni Państwo;
      Zgadza się, dyskusja (i to nie tylko tocząca się na tym forum) ma znamiona politycznych (ideologicznych) przepychanek i prowokacji, bowiem o to właśnie idzie aparatowi władzy. Dba on przede wszystkim o sprawne wdrażanie rewolucji genderowej pod pretekstem obrony takich wartości jak równość i wolność. Ma to na celu przede wszystkim dalsze podcinanie korzeni kultury europejskiej. To jest jasne i to nic nowego, jednakże zastanawiające w tym wszystkim są rządowe eksperymenty jakie są przeprowadzane na obywatelach. Otóż w celu „zamglenia” realnych problemów dotykających nasz kraj (bezrobocie, głodujące dzieci, głodowe pensje itp.) kreuje się tematy i problemy zastępcze silnie upolitycznione i kontrowersyjne. To wszystko moim zdaniem prowadzi do pogłębienia podziałów międzyludzkich uwidaczniających się nawet na szczeblu rodzinnym. Rządowa propaganda powoduje totalną dezinformacje społeczeństwa, która z kolei podtrzymuje rzeszę ludzi w „zawieszeniu” pomiędzy skrajną biernością i inercją a frustracją doprowadzającą prawie zawsze do agresji. Jak widać Internet stał się „wentylem” bezpieczeństwa gdzie ludzie bez względu na swój status odreagowują codzienne niepowodzenia, wypisują żale a nawet roszczenia. Człowiekowi jak już się rozpisze na swoim bądź cudzym blogu lub też wszelkich portalach tak jakby nieco lżej robi się na duchu.
      Jakie z zaistniałej sytuacji wypływają wnioski, otóż;
      1. Demokracja to koszmarny system szczególnie w krajach gdzie społeczeństwo jest niedojrzałe i skutecznie dezinformowane (Polska właśnie jest takim krajem w którym obywatele nie rozumieją w większości czym jest demokracja i jakie stoją przed nimi w związku z tym zadania).
      2. Spora część elity intelektualnej sprzedała się i jest na usługach pasożytniczego rządu dla którego dobrze jest gdy społeczeństwo jest ciemne i podzielone.
      3. Zaobserwować można nikłe poczucie sprawstwa u większości obywateli, także tych wykształconych i mądrych stąd brak nadziei na samoorganizacje społeczeństwa.
      4. Silnie nasycone ideologicznie propagandowe idee (takie jak gender i antykomuna i wiele innych) sprawia, że u wielu ludzi rodzi się poczucie misji i jedni wyzwalają z opresji przeszłości inni z uwagi na świetlaną przyszłość a niewielu skupia się na teraźniejszości. Szkoda, że dzięki temu wielu staje się fanatykami zarażającymi umysły młodych ludzi „modnymi toksynami”.
      5. Doszło do atomizacji społeczeństwa w którym pojedyncze osoby kierują swoje żale i pretensje do często również osamotnionych mentalnie ekspertów i autorytetów, ci zaś niekiedy zdobywają się na odwagę i kierują protest do ministerstwa, które po prostu nie reaguje. Wszyscy zatem myślą, że zrobili już wszystko co mogli w danej sprawie i nadal się nic nie zmienia.
      6. Rząd robi co chce i nie ponosi odpowiedzialności (z pewnością przywrócenie kary chłosty i zesłania do kamieniołomu przyczyniłoby się do pobudzenia ludzkich sumień i nauczyłoby wielu pokory).
      7. Niestety jesteśmy blisko powrotu do barbarzyństwa, bowiem z cywilizowanymi „dzikusami” mamy do czynienia. Przy czym warto pamiętać, że ci na górze wywodzą się spośród tych na dole.
      Szanowna Pani oddana nauczycielko nie jestem wszystko wiedzący, nie mam na wszystko odpowiedzi i myślę, że nie ma w tych kwestiach idealnego rozwiązania. Szansą byłoby solidarne zrezygnowanie z pracy z tym elementarzem, niestety nasz kraj to nie Indie za czasów Mahatmy. Nauczyciele obciążani są celowo natłokiem biurokratycznych robótek o czym gospodarz blogu pisał wielokrotnie. Trzeba pozostać sobą i nie dać się sprowadzić do poziomu dzikusów, ale robiąc to co się kocha warto zadbać o poczucie własnej godności. Zatem walka musi przenieść się na lokalne tereny i odbywać w poszczególnych szkołach. Odnośnie wprowadzania zmian nie ma co liczyć na młodzież, bo ta powiela postawy dorosłych i jest skutecznie zahipnotyzowana gażetomanią i cyberkulturą. Gratuluje zawodowych sukcesów – tak trzymać.
      Pozdrawiam - Andrzej

      Usuń
  9. Dzisiaj w Gazecie Wyborczej przyznano rację krytykom rządowego elementarz. Niestety, dziennikarzom tej gazety już dawno zabrakło odwagi, by odnieść się do naruszenia wolności pracy pedagogicznej nauczycieli. Prorządowa prasa woli chwalić władzę, bo ma z tego wymierne korzyści. Pecunia non olet, a prawda pod dywanem.

    OdpowiedzUsuń
  10. propozycja
    http://www.akademiaortograffiti.pl/Blogi/Blog-dra-Marcina-Szczerbinskiego/Czy-elementarze-sa-konieczne

    OdpowiedzUsuń
  11. Zwracam uwagę na autorów tego tekstu w GW - Pacewicz (autor libretta do opery o ... Annie Grodzkiej!) to nieustający piewca rządowych działań edukacyjnych od niesławnej pamięci "reformy" Handkego oraz różnego rodzaju lewackiego doktrynerstwa, totalnie przy tym niekompetentny w kwestiach edukacyjnych!!! Razem z żoną Alicją (wicedyrektorem CEO) doją w ramach CEO gigantyczną kasę z MEN i od zagranicznych sponsorów, "zaprzyjaźnieni" biznesowo z wiceministrą Berdzik. Widocznie tym razem wydawcy dali więcej ... ;-)

    OdpowiedzUsuń