piątek, 28 marca 2014

Natalia lubi swoją szkołę... w Holandii




















W ub. roku przytoczyłem relację gimnazjalistki z Holandii o specyfice jej edukacji szkolnej, starając się wychwycić w krótkim wywiadzie odmienność uczenia się w kraju tulipanów. Dziewczynka przyleciała z mamą do Polski, by w odwiedzić w Łodzi chorą babcię. W Holandii jest tak, że jak dziecko dobrze się uczy, nie ma żadnych problemów, to może udać się na usprawiedliwione wagary. Nie ma przy tym żadnych zaległości, gdyż - jak już pisałem wcześniej - każdy uczeń ma ze sobą ipada, za pomocą którego łączy się ze szkolnym serwerem, a tam, na swojej stronie uzyskuje codziennie dokładne informacje o tym, co było przedmiotem zajęć danego dnia, jakie należało posiąść wiadomości i co powinien umieć. Może sobie ściągnąć plik tekstowy czy graficzny lub multimedialny omawiający i wyjaśniający dane zagadnienie. Dzieci uczą się zatem samodzielnego rozwiązywania problemów i zadań w takich sytuacjach.


(fot. PriScn ipad'a Natalii z planem zajęć na bieżący tydzień)


Tym razem byłem jednak ciekawy, jak niderlandzka gimnazjalistka postrzega polską szkołę? Od dwóch dni chodzi z moją córką na zajęcia do jej gimnazjum, by poznać naszą edukację od środka no i by nie nudzić się, kiedy jej polska przyjaciółka jest w gimnazjum. W ten sposób powiększyła też grono znajomych sobie rówieśników. Natalia dobrze mówi po polsku, chociaż nie bezbłędnie, ale od czasu do czasu, z braku jakiegoś terminu, posiłkuje się językiem angielskim.

Natalia - zapytałem - czym różni się polska szkoła od niderlandzkiej?

W Holandii lekcje trwają 80 minut, a tu – jak widziałam – 45 min. Dla nas to nie jest długo, bo jak nauczyciel fajnie mówi o geometrii, to wytrzymuje się 80 min. zajęć. Nawet nie wiadomo kiedy, on zleciał. Kiedy jednak jakiś nauczyciel bardzo dużo mówi, i na dodatek bez sensu, co się u nas także zdarza, to nie da się takiej lekcji wytrzymać.

- Masz czasami takie przeświadczenie, że niektórzy nauczyciele przynudzają?

- Taaak, są tacy, którzy nie potrafią nam przekazać wiedzy, ale większość nauczycieli jest fajnych, fajnie mówią, ciekawie opowiadają o temacie swoich zajęć.

- Czym się różnią niderlandzcy nauczyciele od polskich?

- Podobało mi się dzisiaj na lekcji języka polskiego w łódzkiej szkole to, jak nauczycielka powiedziała do uczniów, że jeśli czegoś nie zrozumieli, to ona po lekcjach może im to wytłumaczyć, bo czasu rzeczywiście było mało. To miłe, że ktoś chce pomóc uczniom. Gdyby jednak miała na tę lekcją tak, jak u nas, a więc 80 min., to zdążyłaby wszystko wytłumaczyć.

- A u ciebie w szkole nauczyciel nie pomoże uczniowi w pokonaniu trudności?

- Pomoże, ale na to ma specjalnie wyznaczony w ciągu tygodnia w planie zajęć codziennie moduł do tzw. indywidualnego odrabiania prac domowych. Wówczas – w czasie 40 minutowych zajęć odrabiamy prace domowe. wówczas mogę zgłosić nauczycielowi swój problem i on mi to wytłumaczy. Na pewno różnimy się tym, że my nie mamy zadawanych prac do domu, tylko musimy je wykonać w szkole, a polscy uczniowie muszą pracować jeszcze w domu. To mi się nie podoba, bo w domu mam czas dla siebie, na własne zainteresowania, bycie z rodzicami czy przyjaciółmi.

- Czy zauważyłaś w naszej szkole coś szczególnego, coś, co cię zaskoczyło?

- Ooo, tak, u was w szkołach są obiady, a u nas ich nie ma. jest w szkole sklepik-bufet, w którym możemy sobie kupić odgrzewaną w mikrofali kanapkę czy jakieś słodycze, sałatki, jogurty itp. Lekcje kończymy ok. 15.00 tak więc przynosimy sobie z domu kanapki, albo kupujemy coś do jedzenia w sklepiku. Nie jest to jednak drogie. Jest też automat z napojami i słodyczami. Śmieszne, bo można w nim kupić polski wafel czekoladowy (marki nie podaję - BŚ). Bardzo go lubię.

- Rozmawiałaś w czasie przerw z naszymi uczniami. Co ich ciekawiło? O co najczęściej pytali w rozmowie z tobą?

- Najczęściej pytali mnie o szkołę, ile trwają u nas lekcje, co mam innego, a co mam tak samo, jak oni. No i interesowali się tym, jak spędzam przerwy. Byli zdziwieni, że nie ma w ogóle matematyki. My mamy tylko geometrię przez cztery lata gimnazjum. Byli tym zachwyceni. Ktoś nawet powiedział: Och, to ja emigruję do Holandii. Byłam dzisiaj na waszej matematyce i niczego nie zrozumiałam. Być może w następnym roku będę miała algebrę.

Jeśli chodzi o przerwy, to mówiłam im, że możemy wyjść sobie na dwór, gdzie są poustawiane ławki do siedzenia i znajduje się wiele hamaków. Można się na nich pobujać, poleżeć... Takie same hamaki mamy też na korytarzach szkolnych, gdzie są podwieszone do sufitu. Każdy, może sobie w czasie przerwy posiedzieć czy odpocząć na nich. Jak nauczyciel pozwoli (warunkiem jest wykonanie wszystkich zadań w czasie lekcji), to wolno mi przynieść do klasy hamak i pobujać się na nim. Mamy też na korytarzach szkolnych bardzo wygodne siedziska, kanapy, które można ze sobą dowolnie łączyć (za pomocą ekspresu). Siadamy często w kręgu i gadamy ze sobą.

Na korytarzu szkolnym znajduje się też nowe pianino, a dwa razy w tygodniu są wystawiane dla uczniów instrumenty muzyczne np. skrzypce czy gitary. Jak ktoś chce i potrafi grać, to może z nich korzystać w czasie międzylekcyjnym. Często siedzimy w kręgu, ktoś gra, śpiewamy, wygłupiamy się. Można też pograć w tenisa stołowego, bo stół jest dostępny dla wszystkich zarówno na dworze, jak i w budynku szkolnym.

- Nikt tego sprzętu nie niszczy?

- No skąd, przecież on jest dla nas. Skrzypce wypożycza specjalna nauczycielka, która pomaga też nam je nastroić.

- Macie w szkole zajęcia muzyczne?

- Nie, ale jak ktoś chce się uczyć grać na jakimś instrumencie, to może zapłacić 75 EURO za rok i ma w szkole indywidualne zajęcia raz w tygodniu. Polscy uczniowie byli tym mocno zdziwieni. Pytali mnie – Jak to? To tak można sobie wziąć w czasie przerwy gitarę czy skrzypce i grać? Nooo, tak – powiedziałam. U nas wszyscy nauczyciele potrafią grać na jakimś instrumencie, śpiewają. Czasami zdarza się w czasie lekcji, że nauczyciel nagle bierze gitarę czy skrzypce i zaczyna grać. Mówi, że jest zmęczony i teraz będzie „break”. Mamy wraz z nim chwilę odprężenia. Siadamy przy nim i słuchamy lub razem coś śpiewamy. Nie jest to jednak konieczne. Możemy w tym czasie robić coś swojego, a nauczyciel gra dla siebie. Fajnie jest w szkole. Lubię do niej chodzić.

Cdn.















15 komentarzy:

  1. Ale piękne!
    Pozdrowienia dla Natalki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko to jest niemożliwe w polskiej skrajnie zbiurokratyzowanej, zuniformizowanej i scentralizowanej szkole, gdzie najważniejszy jest zapis(!), a nie uczeń!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. To się nie da-tak powiedziałaby większość dyrektorów polskich szkol.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo się nie da - polecam kontakt z paniusiami z kuratorium od ewaluacji!!! Na wszystko (nawet rzeczy oczywiste!) muszą być kwity zgodne z ministerialno-kuratoryjnym szablonem i widzimisię!!! A jak nie ma to dyrektora kuratorium po "procedurze naprawczej" wyrzuca z posady!!! Tak to trudno zrozumieć??? ;-)

      Usuń
    2. Akurat mam znajomych w Holandii - jeżdżą tam co 4 lata i na 4 lata,bo tyle trwa standardowy pobyt na placówce naszego MSZ!Według jakości kształcenia na podstawie opinii miejscowych inteligentów oraz "personelu dyplomatycznego" najwyżej oceniane są efekty kształcenia w programie Międzynarodowej Matury, niżej w szkole amerykańskiej(takiej jak w Konstancinie!), a najniżej - szkoły holenderskiej!!! Więc może, szczególnie jednostki zdolne i ambitne, płacą za ten luz i ułatwienia sporą cenę ... ;-) Co nie znaczy, że popieram system polski!!!

      Usuń
  4. dlaczego nie podał Pan marki wafla!
    skoro dziecko naturalnie zauważyło jego obecność - nikt temu dziecku za niego nie placil - to powinien Pan podać

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę dystansu. To, że można wagarować, bawić się na lekcjach i leżeć na przerwach w hamaku, nie ma prac domowych, a matematyka jest na niskim poziomie, wcale nie znaczy, że holenderska edukacja jest lepsza od naszej. Bardzo byłabym ciekawa jakiejś relacji z japońskiej szkoły, gdzie poziom kształcenia jest na wyższym poziomie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Brak matematyki, to już wiem dlaczego u mnie w pracy połowa holendrów nie potrafi liczyć i logicznie myśleć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A anonimowy nie zna polskiej ortografii.

      Usuń
    2. Ehh... Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie ma nic do powiedzenia do tematu ale czepia się literówki...

      Usuń
    3. Ech... zawsze znajdzie się ktoś, kto nie ma nic do powiedzenia na temat , ale czepia się Holendrów w jego pracy.

      Usuń
  7. Trudno oczekiwać od uczennicy I klasy gimnazjum, by znała plan kształcenia na 4 lata. Natalia powiedziała mi, że nie wie, od kiedy będzie miała algebrę. To, że ma geometrię oznacza, że ma matematykę. Czyżby dla Anonimowego geometria nie była częścią matematyki?

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy Anonimowy z 22.56 mógłby przybliżyć o co chodzi z tymi papierami ewaluacyjnymi w kuratorium? Czego one dotyczą itp. Bardzo jestem ciekawa, będę wdzięczna za rozwiniecie wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kreatywność?, otwartość? u "chłopa pańszczyźnianego " w naszej szkole?
    Tak to wygląda parę kilometrów od Warszawy. Taki system mamy. I taki będzie obowiązywał jeszcze wiele lat.

    OdpowiedzUsuń
  10. bo pewnie siedziała w vmbo najnizszej, bo w Mavo i Havo mają normalnie matmę i 3 języki.

    OdpowiedzUsuń