niedziela, 20 października 2013

Szkoła w kieszeni


Spotkałem zadowoloną ze szkoły uczennicę. Jest nią trzynastoletnia Polka, która przyjechała w czasie ferii (sic!) do kraju, by odwiedzić swoich najbliższych. Urodziła się Holandii, jej mama jest Polką, która tam założyła rodzinę, ale znakomicie mówi po polsku, bowiem w domu pielęgnuje się naszą kulturę, tradycje i utrzymuje więzi z krajem. Natalia, bo tak ma na imię moja rozmówczyni, przylatuje do Polski nawet kilka razy w roku, najczęściej w okresach wakacyjnych, a że uczniowie holenderskich szkół mają dużo ferii, to i ona ma więcej ku temu okazji.

Kiedy poprosiłem Natalię o rozmowę na temat jej obecnej szkoły, to nieco obawiałem się, czy ona sama będzie tym zainteresowana. Wydawało mi się, że nastolatkowie chętnie rozmawiają o swojej szkole w sposób satyryczny, odreagowujący od stresu, napięć czy toksyn, których w niej doświadczają. Nie przypuszczałem, że można o własnej szkole i edukacji mówić z dumą, radością, wielką satysfakcją, bez jakichkolwiek uprzedzeń, lęków czy agresji. Jakże się ucieszyłem, że nie musiałem rozmawiać o szkole przez pryzmat tego, z czego od ponad 24 lat nie możemy wyjść w naszym kraju, a mianowicie - z traktowania tej instytucji jako władczej placówki, "więzienia", "kolonii karnej", przez którą trzeba przejść tylko dlatego, że jest się na nią skazanym obowiązkiem szkolnym.

Holandia. Kraj setek gatunków tulipanów, ale i wielu kultur. Pewnie tam kiedyś pojadę, żeby zobaczyć na własne oczy, jak funkcjonuje szkoła publiczna. Szkoła z opowiadania Natalii jawi się jak coś, o czym wielu uczniów i ich rodziców marzy, do czego - mam nadzieję - także dąży się w Polsce, a mianowicie do połączenia nowoczesności, tradycji (uczenie się w "klasach", w zorganizowanej grupie społecznej) z ponowoczesnością, innowacyjnością (uczenie się w systemie cyfrowym, z wykorzystaniem platform i nowych mediów). To szkoła synergii indywidualizmu i uspołecznienia, wspólnotowości, wysokiego bezpieczeństwa (są w niej zainstalowane kamery) i osobistej kreatywności oraz niezależności każdego ucznia i nauczyciela, szacunku osobistego i poszanowania norm społecznych, wysokiego poziomu samodzielności, aktywności własnej uczących się i zdolności do współpracy, dialogiczności.

Nie ma lepszego wskaźnika wartości szkolnej edukacji, jak ten, którym jest jej obraz w świadomości absolwentów czy jeszcze uczącej się osoby. Pamięć czy obraz szkoły może być różny i nasycony odmiennymi emocjami. "Fotografia" szkolnej codzienności staje się - w sprowokowanej do refleksji sytuacji - naświetleniem istotnych wydarzeń, spotkań z rówieśnikami czy starszymi od siebie uczniami lub nauczycielami, osobistych sukcesów i porażek. Szkoła, o której mówiła mi Natalia, jawi się jako środowisko niezwykle silnego wsparcia dla każdego ucznia, przy równoczesnym, konsekwentnym stawianiu mu określonych wymagań i bezwzględnym ich egzekwowaniu z myślą o jego dobru. Ona ma tak silnie zinterioryzowany świat wartości społecznych, że każda z obowiązujących w szkole norm jest dla niej czymś oczywistym, naturalnym, nie wymagającym żadnego sprzeciwu, a to znaczy o ich trafności i zgodności także z młodzieżową kulturą. Ta szkoła nie ma nic wspólnego z autorytaryzmem, straszeniem, poniżaniem, ośmieszaniem uczniów czy usilnym wykazywaniem im, że czegoś nie potrafią, nie wiedzą lub nie rozumieją. Nauczyciele wiedzą, że tym samym wystawialiby ocenę samym sobie. Szkoła Natalii jest szkołą dla ucznia.


Moja rozmówczyni uczęszcza do I klasy szkoły średniej, która jest odpowiednikiem naszego gimnazjum. Do szkoły zaczęła chodzić w wieku 4 lat, ale w Holandii pierwsze lata w szkole są edukacją przedszkolną. Oto nasza rozmowa:

Ś: - Natalia, lubisz swoją szkołę?

N: - Taaaak.

Ś: - Mamy trzecią dekadę października, a Ty masz jesienne ferie. Jak to jest możliwe? Chyba niedawno skończyły się wakacje?

N: - W Holandii rok szkolny ma trzy semestry. Zaczyna się w ostatnim tygodniu sierpnia i trwa do drugiego tygodnia lipca. Dzięki temu mamy więcej przerw w ciągu roku szkolnego i o różnych jego porach. W tym roku szkolnym wygląda to tak (zagląda do swojego iPada, gdzie ma dostęp do wszystkich danych oświatowych):
najpierw są ferie jesienne: od 18 do 27 października, potem mamy przerwę świąteczno-noworoczną od 21 grudnia do 5 stycznia przyszłego roku, następnie są ferie zimowe od 15 do 23 lutego. Wiosną mamy kolejną przerwę między 26 kwietnia a 5 maja., no i letnie akacje zaczynają się 12 lipca, a kończą 24 sierpnia. Co ciekawe, dzieci uczą się do ostatniego dnia roku szkolnego, to znaczy, że nie ma żadnych apeli, uroczystości, teatrzyków, ale realizujemy zgodnie z planem wszystkie zajęcia, zaś wychowawca wydaje nam świadectwa w klasie w czasie jednej z lekcji.

Ś: - Jak zatem wygląda Twój tygodniowy plan zajęć?

N: - Plan lekcji jest inny od tego, który znam z relacji mojej przyjaciółki, rówieśniczki z polskiego gimnazjum. Po pierwsze, wszystkiego uczymy się w szkole. Tylko w szkole. Nie ma w mojej szkole zadawania jakichkolwiek prac domowych. Wszystkie zadania, ćwiczenia musimy wykonać w ciągu tygodnia, a w planie zajęć wygląda to tak, że są codziennie przewidziane tzw. SWT (Studiewerktijden), czyli bezwzględny obowiązek zrealizowania pięć razy w tygodniu swoich prac/zadań/ćwiczeń samokształceniowych do różnych przedmiotów szkolnych. Innymi słowy, to są tzw. prace domowe (tu prace szkolne). Odrabia się je w odrębnym pomieszczeniu, w którym przebywa się albo indywidualnie, albo z własną klasą, zaś do naszej dyspozycji jest nauczyciel. On ma nam pomóc, gdybyśmy mieli jakieś trudności, ale zarazem poświadcza wykonanie pracy naklejką (niektórzy nauczyciele mają naklejki z własnym nazwiskiem), którą musimy sobie wkleić do specjalnej karty pracy. Kto nie zbierze w ciągu tygodnia 5 takich potwierdzeń, w następnym będzie musiał odpracować 10 godzin!

Ś: - Czy sama możesz zdecydować, kiedy będziesz się uczyć, odrabiać lekcje w szkole?

N: - Tak, bo to zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Mogę skorzystać - zgodnie z planem - z sali albo rano, albo po lekcjach, ale wówczas jestem dość długo w szkole. Dlatego wolę przyjść wcześniej do szkoły i przed lekcjami odrobić obowiązkowe prace.

Ś: - Kiedy spojrzymy na Twój plan lekcji, to nie jest on zbyt przeciążony.

N: - U nas lekcja trwa 80 minut! A zatem, jak Pan spojrzy na plan moich zajęć, to zobaczy, że w ciągu tygodnia mam lekcje z następujących przedmiotów (tu podam, co oznaczają ich symbole):

IT – zajęcia komputerowe, ale nie z informatyki, programowania, tylko dotyczące obsługi programów komputerowych, np. jak obsługiwać screenshot itp.
WI – geometria wraz z elementami matematyki;
AK – geografia, nauka o świecie;
NE - język ojczysty (holenderski);
BTE – edukacja plastyczna (rysowanie, malowanie);
GS - historia;
EN - angielski;

(Fot. strony tabletowego podręcznika do geometrii)

LO - wychowanie fizyczne;
FA – język francuski;
RKT – matematyka (obowiązkowa realizacja zadań na platformie;
LB - wiedza o kulturach, religiach, o społeczeństwie;
BI – biologia.
W planie można jeszcze znaleźć:

MUSU - to jest tzw. godzina wychowawcza – w czasie której "mentor" sprawdza, czy uczniowie mają wszystkie stemple (naklejki) z tytułu odrobienia prac SWT. Pomaga nam w lekcjach, przy czym w szkole jest tylko przez 2 dni w tygodniu

oraz

TL – to są zajęcia wyrównawcze dla uczniów, którzy mają trudności w uczeniu się języka holenderskiego.

Ś: - Czy masz swojego wychowawcę?

N: - Każda klasa ma swojego nauczyciela-mentora, ale dodatkowo dla wszystkich klas tego samego poziomu (rocznika) jest jeszcze tzw. koordynator rocznika. Do niego możemy zgłaszać różne sprawy, problemy, jeśli pojawiają się w szkole, w kwestiach organizacyjnych, administracyjnych czy nawet konfliktowych.

Ś: - Nie zauważyłem w Twoim planie zajęć lekcji religii. Nie macie ich w szkole?

(Fot. strony tabletowego podręcznika Natalii)

N: - Nie. O religiach uczymy się w ramach przedmiotu oznaczonego symbolem "LB" - czyli "wiedza o kulturach, religiach, o społeczeństwie".

Ś: - Idąc do szkoły nie musisz się tak naprawdę o nic martwić. Po powrocie do domu masz wolny czas?

N: - Dokładnie, tak. Do szkoły chodzę po to, by się w niej nauczyć tego, co jest konieczne do zdania wszystkich egzaminów. Im wyższe mam oceny, tym mam większą szansę na to, że dostanę się do lepszej szkoły. Wszystko jest tu przeliczane na punkty, toteż jak Pan zauważy w moim elektronicznym dzienniczku, mam takie oceny z przedmiotów, jak 6,8, 8.3 itp. Sama tak organizuję sobie czas pobytu w szkole, żeby wszystkie prace samokształceniowe zrealizować w czasie porannych SWT. Dzięki temu ok. godz. 15 jestem wolna i mogę czas wolny poświęcić swoim zainteresowaniom.

Ś: Widzę, że "szkołę" masz i tak ciągle przy sobie, skoro w Twoim iPadzie znajduje się ona na stronie startowej. W tle widzę chyba jakiegoś piłkarza?


N: Ależ, to jest Justin Bieber!!!

Ś: OK. Przepraszam, zmyliły mnie tatuaże. A propos, możecie być wytatuowani? Czy musisz chodzić do szkoły w mundurku?

N: - Nie. Nikt z nas, z mojej klasy, ale i równoległych nie ma tatuaży, ani ekstrawaganckich fryzur. Nie mamy też mundurków. Ubieramy się po swojemu, ale bez szaleństw.

Ś: - Powrócę jednak do "szkoły w Twojej w torebce". Czy fakt posiadania wgranych do Twojego iPada w szkole wszystkich podręczników sprawia, że nie musisz nosić wersji wydrukowanych? Co nosisz do szkoły?

N: Mam z sobą tylko iPad-a, jeden zeszyt formatu A-4, gdybym musiała wykonać jakąś pracę w ramach SWT pisemnie i kostium gimnastyczny na wf, jeśli jest akurat tego dnia w moim planie. Nic poza tym. Każdy uczeń w klasie ma iPad-a - własnego, albo wypożyczonego płacąc chyba 16 Euro miesięcznie, ale po 3 latach staje się on jego własnością. Korzysta z niego prywatnie, a koniecznie w szkole, bo może go zabierać ze sobą dokąd tylko chce.

Ś: - To rozumiem, że będąc w czasie ferii w Polsce mogłabyś zajrzeć do swoich podręczników i się pouczyć, rozwiązać jakieś ćwiczenia czy problemy?

N: - A po co? Ja mam teraz ferie, mam odpocząć, nabrać sił i zająć się tym, co jest dla mnie ważne. Uczyć się będę w szkole. To mi najzupełniej wystarczy.

Ś: - OK, ale chyba będziesz miała wkrótce kolejne klasówki? Kiedy uczysz się do nich?

N: - Sprawdziany są zapowiadane, wpisywane przez nauczycieli do naszego elektronicznego planu zajęć na kolejny tydzień. Wiem zatem, kiedy będę musiała zrealizować zadania testowe. Mogę wówczas zaplanować sobie tak SWT, żeby odpowiednio przygotować się do klasówki. W szkole jest nauczyciel, który mi w tym pomoże, doradzi czy coś wyjaśni.

Ś: - Natalia, to jak wyglądają lekcje na co dzień w Twojej szkole? Już wiem, że są w module 80 minutowym. Czy to nie jest dla Ciebie męczące? Czy w trakcie tych zajęć możesz sama zrobić sobie przerwę?

N: - Absolutnie, nie ma tu żadnego problemu. Lekcje są niezwykle ciekawie prowadzone. Czasami zdarzy się, że nauczyciel jednego z przedmiotów zbyt długo nam coś omawia, tłumaczy, ale to tylko na ich początku. Potem mamy różne zajęcia w grupach, w parach, indywidualne ćwiczenia, gry i zabawy, a nawet nauczycielski wykład ilustrowany jest jakimś krótkim filmem. W każdej sali dydaktycznej jest tablica interaktywna, a nauczyciele łączą się z odpowiednimi bazami danych, bibliotek multimedialnych i tak dobierają do danego tematu przykłady, ilustracje, że nas to w ogóle nie męczy. A w ciągu dnia mamy trzy przerwy, kolejno: 15-30 i 20- minutowe. Mamy zatem czas na posiłek, odpoczynek, powygłupianie się.

Ś: - Natalia, bardzo dziękuję Ci za poświęcenie mi czasu.
N: - Fajnie się z panem rozmawiało.

No tak, mnie też się fajnie rozmawiało, bo Natalia okazała się nie tylko bardzo rezolutną, dobrze wychowaną i wykształconą już nastolatką, ale i niezwykle otwartą na dzielenie się swoją wiedzą, postawą, doznaniami o szkolnym życiu. Jak sama stwierdziła, stawiane przeze mnie pytania po raz pierwszy zmusiły ją do myślenia i mówienia o szkole w sposób, który nie jest typowy dla rówieśniczych konwersacji.

15 komentarzy:

  1. Czas się spakowac i jechac z dziecmi do Holandii..,

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze!
    Mam znajomych (również uczniów), którzy w Holandii spędzili sporo czasu i czują się w niej jak w domu. Dwie uwagi:
    1.W jakich warunkach się to wszystko odbywa (np. liczebność grup, w których ta dziewczyna się uczy)???
    2.Według mojej wiedzy ten komfort psychiczny osiąga się również kosztem poziomu edukacji. Nie chcę porównywać z Polską, bo to zwodnicze. Poziom szkoły średniej w Holandii jest niższy od poziomu szkoły amerykańskiej(są takie w Holandii) i duuużo niższy od szkół z programem międzynarodowej matury(IB) (też w Holandii).Więc atmosfera świetna, zero prac domowych, ale ma to cenę - np.matematyka tej dziewczyny z szkoły średniej to nasza podstawówka i to aktualna ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie - myślę, że czas spojrzeć realistycznie na nauczanie matematyki. Podczas gdy inne kraje ją redukują, skupiając się na sprawach najważniejszych ale dopracowanych, my w Polsce mamy ambicję wyprodukować pokolenie matematyków wyższego rzędu. Jak dotąd się to nie udało. Udało się za to wyprodukować całe zastępy osób do matematyki zniechęconych. Należy zadać sobie pytanie: czy lepiej aby ludzie umieli dobrze liczyć na poziomie podstawowym niezbędnym w życiu czy aby unikali przedmiotu i odczuwali doń wstręt mając obowiązek zaliczyć rzeczy w życiu niepotrzebne ale uznane za obowiązkowe. Jestem pewna, ze osoba, której matematyka będzie niezbędna na studiach może znaleźć czas i energię aby jej program sobie rozwinąć i opanować. Znam przykład osoby, która nie uczyła się matematyki w ogóle ( mogła- uczyła się w USA w domu) dopóki nie zdecydowała się studiować statystyki. Po tej decyzji w 1 rok opanowała perfekcyjnie cały program matematyki do tychże studiów niezbędny.
      Poziom szkół w Polsce zaś jest taki, że moi znajomi doktorzy na uczelniach zaczynają pracę ze studentami od powtórki tabliczki mnożenia i liczb naturalnych...Jednakże zespół przygotowujący matury zdaje się nie zauważać potrzeb i dalej forsuje swoje teorie.

      Usuń
    2. 1.Statystyka to gałąź matematyki i wymaga zaawansowanych i wyćwiczonych umiejętności(!)- na pewno nie da się w rok przejść od tabliczki mnożenia do jej studiowania. To tak jakby w rok po nauczeniu się pływania trafić do kadry narodowej - cudów nie ma!!! To jakaś "miejska legenda" matematycznych tumanów!!!
      2.W przeciwieństwie do Polski uczeń w USA czy UE ma zwykle kolosalny wybór(!!!) poziomów matematyki - są takie (tzw. matematyka biznesowa;-)] z czterema działaniami i procentami, są i takie gdzie są całki i pochodne, macierze, liczby zespolone, równania różniczkowe. W Polsce taki wybór praktycznie nie istnieje.
      3.Wielką wagę przywiązują do matematycznej edukacji Azjaci - Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy, Wietnamczycy,Hindusi. W Japonii całek w szkole średniej uczy się 40% populacji, w Polsce praktycznie nikt poza klasami z maturą międzynarodową (IB) oraz klasami uniwersyteckimi typu "matex". W grubo sumie poniżej 0,1% populacji!!!

      Usuń
  3. Nie mamy lekcji religii tylko " o religiach". Kiedy dotrzemy do takiego momentu? Bardzo ciekawy wpis!

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie zainteresowało rozwiązanie dotyczace wychowawcy-opiekuna klasy. W polskich rozwiązaniach mieliśmy podobne, bo już w okresie międzywojennym wiedziano, że co dwie głowy to nie jedna, że nie każdy nadaje się na wychowawcę, że są osoby które mogą wspomagać mniej doświadczonych, że w wielu sprawach trzeba się radzić, wspomagać itp. We współczesnych rozwiązaniach polskich mamy jednego wychowawcę i broń Boże wtrącać się w jego rozwiązania, czy choćby radzić jak coś szwankuje! To jego sprawa, jego "biznes" i nie wtrącać się, bo i ty popełnisz błąd, to tobie wypomną, skrytykują, siebie waloryzując. W opisywanym systemie (obok słabości) są i ciekawe rozwiązania, które warto przemyśleć. Dziękuję!
    Humanistka

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy te obrazki to na pewno print screeny? Bo mi wyglądają na zdjęcia tabletu.

    Bardzo ciekawy system nauczania, zwłaszcza ta wiedza o religiach i kulturach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, tak, to foto z tabletowej strony podręcznika.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przeczytam tej opowieści, tej rozmowy.
    Nie mam już siły, nerwy odmawiają mi posłuszeństwa, znów rozbolał mnie brzuch po kilku zdaniach, już jestem poirytowany, zły.
    Mam problem - prawda ? Czy coś jest ze mną nie tak ?

    OdpowiedzUsuń
  8. wszędzie jest lepiej - gdzie nas nie ma:-)

    nie ma co się tak zachwycać ajpadem - polskie dzieci też mają już takie podręczniki - i szybko gonią świat w tej sprawie

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, jest poważny problem. Pisze o nim SAWA na osswita.pl:
    "Dyskusji to tam nadal nie ma. Paru frustratów czasem oceni tekst jak w szkolnej ławce, ale nad meritum problemów trudno rozpocząć jakikolwiek dialog. Niemniej na razie nie ustaję w wysiłkach by wychodzić na zewnątrz środowiska z naszymi problemami. Nie mam najmniejszych złudzeń, że politycy nie zatroszczą się o nie, a nasze środowisko też jakby zamknięte we własnym kokonie. Przeczytałam ostatnio dwie opasłe pozycje o pozorach w edukacji i o fabrykach dyplomów – od problemów aż się roi i nic z tego nie wynika, (...). Problemy te to ja znam z doświadczenia na co dzień, nikt jednak nie podejmuje działań by temu zaradzić."

    OdpowiedzUsuń
  10. Szanowny panie Profesorze;
    Czy rzeczywiście holenderski system edukacyjny tak doskonale socjalizuje młodzież?
    Ogólnie przyjmuje się, że wzrasta ilość patologicznych zjawisk w społeczeństwach wysokorozwiniętych - czy są jakieś dokładne dane statystyczne wskazujące na stopień niedostosowania holenderskiej i np. polskiej młodzieży?
    Pozdrawiam z poważaniem - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam podobne obserwacje ze szkoły duńskiej w Kopenhadze - Orestad College. Uderzyła mnie niesamowita odpowiedzialność uczniów za własne kształcenie. I szczera chęć nauki. Bardzo dużo podobieństw do opisanej szkoły holenderskiej. Naprawdę jesteśmy w tyle, a nie na przedzie (jak uważa MEN powołując się na wyniki badań OECD)...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki za dobry tekst, Panie Profesorze.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.