niedziela, 27 października 2013

Psycholodzy szkolni typu „mniej więcej”

Nie będę w tym miejscu rozważał zagadnienia relacji między psychologią a pedagogiką od strony naukoznawczej, bo blog nie jest na to najlepszym miejscem. Zupełnie przypadkowo zapytałem w ostatnim tygodniu moich doktorantów z pierwszego rocznika, kto z nich ukończył studia psychologiczne? W końcu przystąpili do konkursu o miejsce na studiach III stopnia z pedagogiki, a nie z psychologii, i to na Wydziale Nauk Pedagogicznych Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej. Okazało się, że są wśród nich aż trzy osoby z takim wykształceniem. Po co psychologowi doktorat z pedagogiki? Tego nie dociekam, ale jestem przekonany, że nie ma nic lepszego w naukach społecznych, jak właśnie interdyscyplinarność kompetencyjna i badawcza młodych naukowców. Życzę im, by byli po ich ukończeniu właśnie w tej Uczelni dumni i usatysfakcjonowani. Będą w niej mieli zajęcia z profesorami różnych dyscyplin naukowych, a każdy z nich posiada bardzo dobry warsztat badawczy.

Powyższa sytuacja sprawiła, że zapytałem, czy były mieli w trakcie swoich studiów zajęcia z pedagogiki? Okazało się, że żadna z pań psycholożek nie miała wykładów czy ćwiczeń z nauk pedagogicznych. Ooooo, to dopiero! Jak to jest możliwe? To w Polsce studiuje się psychologię, której absolwentów poleca się przedszkolom, szkołom, poradniom i innym placówkom opiekuńczo-wychowawczym, także resocjalizacyjnym, a oni nie mają nawet zielonego pojęcia o tym, jaka wiedza historyczna, współczesna (ogólna i specjalistyczna) leży u podstaw instytucji, środowisk wychowawczych jako miejsc ich przyszłej pracy?!

Zajrzałem na strony internetowe trzech uczelni akademickich, które mają pełne prawa do nadawania stopni naukowych i kształcą na kierunku psychologia, by przekonać się, czy istotnie nie oferuje się w nich studentom tego kierunku żadnych zajęć z pedagogiki. Były to - reklamująca się jako najlepsza w kraju w dziedzinie nauk humanistycznych (chociaż akurat przeważa w niej kształcenie na kierunkach w dziedzinie nauk społecznych) niepubliczna uczelnia - Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie (wraz z jej zamiejscowymi wydziałami), Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński.

Moje rozczarowanie było jeszcze większe, kiedy dowiedziałem się, że walczące przed laty środowisko psychologiczne o to, by studia psychologiczne były jednolite, pełne, pięcioletnie, samo od tego odstąpiło oferując studia dwustopniowe: licencjackie - jak rozumiem dla niby-psychologów, takich jeszcze niepełnych psychologów, "felczerów dusz ludzkich", a więc – jak podaje SWPS: mające na celu (...) gruntowne wprowadzenie w wiedzę i umiejętności psychologiczne. Zapewniają wstępne przygotowanie do zawodu psychologa, a także psychologiczne przygotowanie do wykonywania różnych zadań w innych obszarach zawodowych” oraz studia jednolite, pięcioletnie magisterskie dla psychologów z prawdziwego zdarzenia. Chyba, że ktoś chce po licencjacie dla niby-psychologów dopełnić swoje studia o jeszcze dwa lata studiów II stopnia i wykupić dodatkowe kursy, by mieć to samo, co po studiach jednolitych.

W czym będą kompetentni niby-psycholodzy po licencjacie? Tak naprawdę w niczym, gdyż nie będą mogli wykonywać zawodu psychologa. Natomiast mogą być ponoć psychoedukatorami. Ciekawe, kogo będą psychoedukować, skoro nie mają kompetencji w zakresie edukacji, w tym dydaktyki, pedagogiki szkolnej czy metodyki kształcenia? W czasie niby-psychologicznych studiów nie przewidziano dla nich zajęć z pedagogiki. Owszem, jest do wyboru profil „Edukacja i rozwój”, ale jak nie ma tam wiedzy o edukacji, to co z tego będzie za rozwój? Jak podają twórcy tego profilu: W ramach modułu podejmowane są zagadnienia związane z zastosowaniem psychologii w edukacji. Studenci zdobywają podstawowe informacje na temat doradztwa zawodowego i doradztwa psychospołecznego. Zapoznają się także z podstawami andragogiki i psychologii starzenia się, zdobywają praktyczne umiejętności związane z treningiem psychospołecznym i profilaktyką psychologiczną”. Terefere kuku, strzela baba z łuku. Studiujący będą mieli zajęcia z psychologii dla edukacji a nie na temat edukacji dla psychologów.

Podobnie jest – jeśli chodzi o całkowite pominięcie pedagogiki w programach kształcenia psychologów - w Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Jagiellońskim. Jak któryś ze studiujących chce nabyć kwalifikacje pedagogiczne, to musi ukończyć dodatkowo Studium Pedagogiczne, a wówczas będzie miał np. w UJ aż 45 godzin z dydaktyki ogólnej. To ma mu wystarczyć do zrozumienia szkoły! Pozostała liczba godzin przewidziana jest na psychologię, bo prawdopodobnie za mało mają w tym względzie wiedzy i umiejętności po 5 latach studiów... Przyszli psycholodzy będą mieli jeszcze 150-godzinną praktykę w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej i innych placówkach oświatowych. Będą mieli praktykę bez naukowej wiedzy. Nikomu to nie przeszkadza.

Ciekaw jestem, który dyrektor szkoły i na jakiej podstawie zatrudnia tak "wykształconych" psychologów? Chyba jeśli już, to po to, by mu poprowadzili zajęcia z radą pedagogiczną na temat komunikacji, negocjacji, mediacji, zarządzania, bo tego typu wiedza i umiejętności mają uniwersalny charakter. A że absolwenci psychologii nie znają, nie rozumieją i niewiele wiedzą o edukacji, poza własnymi doświadczeniami z lat szkolnych, to nie szkodzi.

Teraz nie dziwię się, że w komunikatorach społecznych pełno jest błagalnych zapytań tak właśnie „wykształconych” psychologów o to, co mają robić, bo właśnie dostali etat psychologa szkolnego. Jak pisze jedna z takich psycholożek:

Zaczynam pracę jako psycholog szkolny i chciałabym dowiedzieć się od osób pracujących właśnie w tym zawodzie jak wygląda taka praca, jakie są oczekiwania, jak wygląda dzień pracy itp. Mniej więcej wiem, ale wszelkie informacje i doświadczenia będą dla mnie cenne :)-
No właśnie, tacy z nich „mniej więcej psycholodzy szkolni”.






15 komentarzy:

  1. Ponieważ pedagogika jest mniemanologią stosowaną [mniemam albo i nie mniemam o uczniu i szkole, a inni historycznie mniemali tak... ;-)], to takie podejście psychologów jest uzasadnione!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W psychologii takiej mniemanologii stosowanej jest więcej, niż w pedagogice, bo psycholodzy nie ponoszą odpowiedzialności za swoje stosowane teorie czy modele, oparte przecież na domysłach a nie na rentgenie ludzkiej duszy. Tak więc, zwolenniku psychologii, spójrz lepiej w bełkot własnych nauk.

      Usuń
    2. Warto przypomnieć, że wiedza na temat pracy w szkole, jaką posiada absolwent psychologii z przygotowaniem pedagogicznym nie odbiega jakoś istotnie od wiedzy absolwenta jakiegokolwiek kierunku studiów, który chce podjąć pracę nauczyciela. Dlatego też psycholog pracujący w oświacie kroczy podobną ścieżką awansu zawodowego, jak każdy inny nauczyciel, począwszy od bycia zwykłym nauczycielem stażystą. Nie można stawiać nadmiernych oczekiwań wobec początkujących nauczycieli, bo w oświacie psychologowie funkcjonują podobnie jak inni nauczyciele, choć mają do wykonania nieco inne zadania - wynikającymi bezpośrednio z przepisów o pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Stawiając coraz wyżej poprzeczkę szkolnym psychologom warto by się zastanowić, czy nie należałoby jej równie wysoko podnieść innym pracownikom oświaty, nauczycielom i tzw. specjalistom (np. terapeutom pedagogicznym). Przecież świeżo upieczony polonista czy matematyk też ma często niewielkie pojęcie o pracy w szkole. Na tym polega doświadczenie zawodowe - zdobywa się je przez lata w bieżącej pracy z uczniami, rodzicami i innymi nauczycielami. Żądanie, by każdy absolwent znał szkołę na wylot wydaje się ambitne, ale nierealistyczne.

      Usuń
    3. Dając się uwieść tej porywającej logice o pewności naukowej psychologicznej wiedzy, bardzo proszę o wskazanie mi skutecznego rozwiązania jakichkolwiek problemów osobowych. Ale pewnych, nie gdybanych!

      Usuń
  2. W swoim życiu tylko raz słyszałam monolog, podczas którego pewien szanowany Profesor psychologii przepraszał publicznie za psychologię i szkody jakie wyrządza ludziom. Poparł wypowiedź argumentami. Było to zaskakujące i pokorne wyznanie. Nie grzmiał, co prawda, na nikogo (nawet na nieetycznych psychologów, kolegów m.in. skompromitowanych seksuologach, o których głośno w mediach lub innych piszących "pseudo" ekspertyzy) ale wprowadził pewien stan pytań o granice zaufania do osoby wykonującej zawód psychologa. Czy nie zbyt nadmiernie i bezrefleksyjnie ufamy psychologom tylko dlatego, że literalnie nimi są ? Autor wpisu na blogu kwestionuje młodych "psychologów mniej więcej" nie mających pojęciach o realiach i przestrzeniach pedagogicznych. Poszłabym dalej i powiedziała, że to zjawisko nie jest nowe i dotyczy również psychologów z długim stażem zawodowym lub naukowym. Iga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam niecierpliwie na artykuł pt. "Pedagodzy szkolni typu mniej-więcej". Bo oczywiście każdy pedagog szkolny jest głęboko przejęty naukowymi podstawami dziedziny, którą reprezentuje. Może być ciekawie. ;)

      Usuń
    2. Prosze raczej zapytac Autora bloga czy ma taki zamiar zamiast zalozenia ze ma lub ze ja mam.Iga

      Usuń
  3. Przypominam, że każdy psycholog, który chce pracować w szkole, przedszkolu, poradni psychologiczno-pedagogicznej lub innej placówce związanej z systemem oświaty powinien zdobyć kwalifikacje w zakresie tzw. przygotowania pedagogicznego (studia podyplomowe, kursy kwalifikacyjne). Mile widziane są również studia podyplomowe z zakresu oligofrenopedagogiki, surdopedagogiki, tyflopedagogiki, surdotyflopedagogiki, diagnozy i terapii dziecka z autyzmem, wczesnego wspomagania rozwoju czy diagnozy i terapii pedagogicznej. A dyrektor szkoły zatrudnia psychologów na podstawie przepisów o kwalifikacjach nauczycieli. I oto cała zagadka rozwiązana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobrze, że poruszono ten problem. Spotkałem się z problemem, gdy do prowadzenia szkolenia dla instytucji samorządowej nie chciano zatrudnić pedagoga (po pięcioletnich,studiach i nie tylko, nauczyciela dyplomowanego) ponieważ szkolenie miał prowadzić "trener" - psycholog po kursach dla edukatorów. Szkolenie było w temacie wysoce specjalistycznym, do którego nikt nie kwestionował uprawnień pedagoga. Psychologa-trenera z takimi kwalifikacjami dopiero gorączkowo szukano, bo stwierdzono, że ten pedagog nie ma prawa do prowadzenia szkoleń. To, że psycholog, który chce szkolić powinie ukończyć kursy/studia trenerskie/edukatorskie w świetle powyższego wpisu wydaje się oczywiste. Ale dlaczego kwestionuje się uprawnienia do szkolenia (nauczania) pedagoga z pelnymi kwalifikacjami do takich zadań - tego zrozumieć nie mogę! I nie przekona mnie to, że szkoli się inaczej, niż się uczy, że metody aktywne itp. itd. Pedagog z kwalifikacjami nauczycielskimi posiada wszystkie narzędzia edukacyjne, dlaczego więc nie mógłby prowadzić szkolenia w temacie, w którym jest ekspertem. Czy ktoś może mnie oświecić, na ile uruchomiły się tu blokujace stereotypy, na ile jakieś durne przepisy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myli Anonimowy kwalifikacje nauczycielskie z pedagogicznymi. Pedagog to nie nauczyciel, ma tylko pewne w tym zakresie przygotowanie, które nie daje uprawnień do nauczania. Psycholog również w toku studiów psychologicznych nie otrzymuje takich uprawnień, chyba, że uczelnia stworzy taką możliwość w ramach przedmiotów fakultatywnych (30 pkt. ECTS).
      Humanistka

      Usuń
    2. Nie mylę. Znam różnicę. Niech Humanistka przeczyta dokładnie. Kilkakrotnie pisz o pełnych kwalifikacjach i wiem, co to znaczy. Studia były studiami pedagogicznymi z pełnym przygotowaniem nauczycielskim i kwalifikacjami w tym zakresie. Osoba, której nie zatrudniono do poprowadzenia szkolenia ma też za sobą zarówno satż pracy w szkole, jak i w zakładzie kształcenia nauczycieli. Pomyliłem tylko stopień awansu - osoba ta jest nauczycielem mianowanym, a nie jak napisałem dyplomowym. Pomyłka, ale nieistotna z punktu widzenia meritum sprawy. Nadal nie wiem, dlaczego nie miałby prowadzić szkoleń.

      Usuń
  5. Psychologia współczesna ma eksperymentalne podstawy i dokładny paradygmat falsyfikacji tez nieprawdziwych!!! W pedagogice mamy dalej słuszne lub niesłuszne mniemanie ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy pokaż chociaż jeden polski eksperyment z psychologii, który potwierdził coś więcej, niż wydumaną hipotezę! Najlepiej , żeby był to polski eksperyment, bo psychologia polska jest na światowym poziomie, prawda?

      Usuń
  6. Psychologia jako dyscyplina naukowa znajdująca się w gronie nauk społecznych jest aktualnie najbardziej rozwojowa, ale pedagogika również stanowi znakomitą platformę do prowadzenia badań interdyscyplinarnych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, dodam, że w Poznaniu to nawet dało się odczuć taki dystans między instytutem psychologii na Wydziale Nauk Społecznych a Wydziałem Nauk Edukacyjnych, mimo iż budynki stoją obok siebie... No ale cóż, dzięki współpracy zawodowej czy hobbystycznej pedagogów z psychologami i odwrotnie, przynajmniej elementarną wiedzę jednak zdobywamy. Jak się nie dostało na studiach, trzeba sobie zdobyć po studiach. Przy okazji, moje studium pedagogiczne po psychologii trwało 480 godzin z praktykami, teraz już poobcinano.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.