środa, 13 marca 2013

Powraca do polskich szkół sowiecka rywalizacja

To wybitny filozof wychowania Sergiusz Hessen ostrzegał pod koniec lat 40 XX w. przed przenoszeniem do polskiego szkolnictwa doświadczeń wschodniego sąsiada w zakresie tzw. współzawodnictwa nauczycieli w pracy szkolnej. On sam nie był przeciwnikiem współzawodnictwa jakościowego, a więc polegającego na wzmacnianiu w postawach nauczycieli ich punktualności w pracy, sumienności, zapału dla procesu kształcenia i samokształcenia. Ten typ współzawodnictwa nie może być w żadnej mierze policzalny. On musi być POCZYTALNY.

Tymczasem wraz z nasilającą się sowietyzacją polityki oświatowej po II w. św. w naszym kraju zaczęły przenikać modele współzawodnictwa ilościowego, w ramach którego wszystko w pracy miało być mierzalne, policzalne i porównywalne tak, by można było "wycisnąć" z pedagogów jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem. Pędzono zatem nauczycieli do wyścigu ujętego ilościowe: ilość lekcji tygodniowo realizowanych w ramach pensum a szczególnie ponadnormatywnych, sto procent promowanych uczniów do następnej klasy, jak najwyższy odsetek uczniów z bardzo dobrymi i dobrymi ocenami (sztuczne podwyższanie stopni, osłabianie wymagań), powiązanie odpowiedzialności pracy nauczyciela z wynikami szkolnymi jego uczniów, itp. Zdaniem S. Hessena ujęte ilościowo współzawodnictwo (...) przez ilość lekcji tygodniowych odrabianych przez nauczyciela), jest wysoce szkodliwe dla jakości nauczania, a z punktu widzenia wydajności środków inwestowanych przez państwo na przygotowanie takiej wysoce kwalifikowanej siły roboczej jak nauczyciel - skrajnie nieekonomiczne, gdyż będzie powodowało prędkie wyczerpanie nauczyciela". (Życie Szkoły, rocznik III, s. 270).

Nie ma problemu. Nauka podpowiada urzędnikom z MEN gotowe rozwiązania. Nie traćcie czasu. Oto gotowy wzór na przodownika pracy nauczycielskiej w III RP:

Jako normę najpierw MEN musi przyjąć liczbę godzin obowiązującą nauczyciela tygodniowo dla danego typu szkoły i poziomu kształcenia, która powinna przypadać na nauczyciela. Zgodnie z oczekiwaniami ta liczba powinna wynosić 40, bo tylko taki wymiar zapewnia prawidłową i nie budzącą sprzeciwu społecznego pracę nauczyciela, bez nadmiernego obciążenia. Bycie nauczycielem to w końcu nic trudnego, to nawet nie jest praca.

Mając tę normę obliczymy z łatwością %normy, jaki wyrabiają w szkołach nauczyciele. Oto obliczenie na przykładzie:

- obowiązująca liczba godzin tygodniowo - 40;
- efektywna liczba godzin 45;
- liczba uczniów w klasie (rzeczywista) - 35;
- optymalna (maks.) liczba uczniów w klasie: 25

to nauczyciel wyrabia następujący procent normy:


100x 45/40 x 35/25 = 157,5% normy wyrobionej przez nauczyciela

Badania czasu pracy nauczyciela pozwolą na wyliczenie wskaźnika normatywności pracy. Drodzy pedagodzy! Przed Wami czasy wielkiej rewolucji pracy! Bądźcie jej przodownikami! Notujcie w dzienniczkach wszystko, co tylko czynicie, każdą sekundę, każdą minutę życia oddajcie swojej misji!
Czekamy na producentów zegarków nauczycielskich z kalkulatorem czasu pracy, tak by mogli natychmiast wpisywać do pamięci i przesyłać do MEN wyniki swojego poświęcenia.



6 komentarzy:

  1. Pedagogiczny surrealizm i nowi stachanowcy. Horror:(

    OdpowiedzUsuń
  2. W Rosji (i Polsce) jednak chodziło o to,żeby się uczniowie czegoś nauczyli, choć metoda kiepska (akurat ta!) była! Teraz chodzi o stworzenie pozorów(!) słusznej i potrzebnej edukacji...;-) O realny rozwój uczniów żaden ministerialno-kuratoryjny urzędas nie dba, z ministrą na czele!!!:-(

    OdpowiedzUsuń
  3. Tachografy i GPS-y proponuję. Idźmy jednak z duchem nowoczesności!

    OdpowiedzUsuń
  4. W kontekście wpisu na temat przyszłości polskiej oświaty i nauki cytat z klasyka

    "ciemność, widzę ciemność..."

    OdpowiedzUsuń
  5. Z protokołu lekcyjnego nauczyciela

    "...godz. 10.00 rozpocząłem zajęcia z lekcji historii, godz. 10.15 udałem się do męskiej toalety celem zrealizowania potrzeby fizjologicznej (czas realizacji potrzeby 4 minuty 32 sekundy)...

    OdpowiedzUsuń
  6. No właśnie, gra pozorów. Pragnę zauważyć, że nie tylko w oświacie.
    Pozornie możemy korzystać ze służby zdrowia bezpłatnie, pozornie wypracowujemy sobie emeryturę.
    Jeno pieniądz na to pobierają nam nie pozornie, lecz rzeczywiście

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.