czwartek, 20 grudnia 2012

W TYM ROKU ZRÓB DZIECKU PREZENT… Z SIEBIE



Piszę o niezwykle ważnej inicjatywie łódzkiego środowiska, które pod hasłem:

W TYM ROKU ZRÓB DZIECKU PREZENT… Z SIEBIE

stawia nas-rodziców przed jakże ważnym pytaniem:

Ile kosztujesz mamo? Ile kosztujesz tato? Czy aż tak drogo?

Jak w pedagogice Marii Montessori - dzieci apelują do dorosłych:

Dajesz mi prezenty, a mnie brakuje tylko Ciebie


Między innymi takie hasła pojawią się na kilkumetrowym telebimie, który w piątek, 21 grudnia, praktycznie w przeddzień Świąt Bożego Narodzenia, stanie w centrum Łodzi, na skrzyżowaniu ul. Sienkiewicza i al. Piłsudskiego.

Przez cały dzień mają łodzianom przypominać o tym, co dla każdego, nie tylko podczas Świąt, powinno być najważniejsze – o najbliższych, o rodzinie, a szczególnie o dzieciach, które niczego nie pragną tak bardzo, jak towarzystwa swoich rodziców. Wolontariusze będą rozdawać przechodniom ulotki, zachęcające do spędzania czasu razem; nie tylko w formie zabawy, ale także wspólnej pracy.

Akcję „Podaruj dziecku szczęśliwą rodzinę” organizuje Archidiecezjalny Ośrodek Adopcyjny w Łodzi we współpracy z Urzędem Marszałkowskim – Regionalnym Centrum Polityki Społecznej w Łodzi. Ośrodek chce także przypomnieć o dzieciach, które te Święta spędzą w domach dziecka, o tych, które czekają czasem zbyt długo na adopcję. W przeprowadzeniu akcji pomagają: Caritas Archidiecezji Łódzkiej i Konwent Bonifratrów w Łodzi.



W briefingu prasowym przed telebimem udział wezmą:



1. Witold Stępień – Marszałek Województwa Łódzkiego

2. Krzysztof Kwiatkowski – Poseł na Sejm RP

3. Marcin Mastalerek – Poseł na Sejm RP

4. Iwona Śledzińska-Katarasińska – Posłanka na Sejm RP

5. Tomasz Kacprzak – Przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi

6. Anna Mroczek – Dyrektorka Regionalnego Centrum Polityki Społecznej w Łodzi

7. ks. prałat Stanisław Kaniewski – Diecezjalny Duszpasterz Rodzin

8. Tomasz Bilicki – dyrektor Archidiecezjalnego Ośrodka Adopcyjnego w Łodzi.


A propos dziecięcej codzienności!

Ukazała się przepięknie wydana i merytorycznie wyjątkowa książka profesor Doroty Żołądź-Strzelczyk i dr Katarzyny Kabacińskiej - Łuczak z Wydziału Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu pod tytułem: "Codzienność dziecięca opisana słowem i obrazem. Życie dziecka na ziemiach polskich od XVI do XVIII wieku" (Wydawnictwo DIG, Warszawa 2012).


Autorki odsłaniają znaczenie dzieciństwa przez pryzmat różnych źródeł pisanych, materialnych i ikonograficznych. Ta rozprawa jest wyjątkowa dzięki temu, że głównym źródłem wiedzy o świecie dziecka tamtych epok jest ikonografia staropolska oraz opracowania z zakresu historii sztuki. Dzięki ich badaniom poznajemy takie aspekty życia dzieci, jak swoistość ich ubioru (koszulki, fartuszki, sukienki, czapeczki, szelki, szarfy, stroje odświętne itp.), otaczające je w środowisku życia przedmioty, meble, przyrządy i naczynia do karmienia (np. łóżeczka, pościele, siedziska, naczynia do mycia i kąpieli, ręczniki, grzebienie, nocniki itp.), ale i zabawki.

Z fragmentów obrazów obie badaczki "wyłuskują" dla nas wydarzenia, procesy czy stany codziennego życia jak choroby, nieszczęścia, obyczaje czy zachowania związane z kultem religijnym, życiem rodzinnym oraz zachodzącymi w tych środowiskach relacjami z światem dorosłych i przyrody. Całość jest przepięknie ilustrowana odkrytymi i w wielu przypadkach po raz pierwszy opublikowanymi ilustracjami, które pozwoliły na rekonstrukcję wybranych sfer życia dzieci.

Recenzję tej ksiązki znajdziemy na stronie portalu księgarskiego. Gorąco tę pracę polecam, jako znakomity dar nauki dla każdego pedagoga, który pracuje z dziećmi, a dla badaczy życia dzieci i dzieciństwa w szczególności.

1 komentarz:

  1. Właśnie jestem mamą dwumiesięcznej córeczki. Jestem przekonana, że nic dziecku nie zastąpi rodziców, dlatego wyłączyłam się z wszelkiej aktywności zawodowej na najbliższe pół roku. A docelowo najchętniej podjęłabym telepracę. Wiem, że nie wszystkie kobiety stać na taką decyzję w sensie psychologicznym i ekonomicznym.
    Moje spostrzeżenia: otóż wiele osób uważa, że przesadzam, bo można dziecko karmić butelką i zostawiać z dziadkami, a poza tym skoro już zafundowałam sobie taki luksus, to teraz powinnam ponosić konsekwencje. I na tej podstawie twierdzę, że ludzie pod wpływem chorych struktur społecznych cierpią na erozję mózgu.

    OdpowiedzUsuń