środa, 18 lipca 2012

Puls akademickiego biznesu


Sezon letni przynosi urlopowiczom coraz to nowsze sensacje. Nie ma to, jak opalając się na przylegającej do hotelu (all inclusive) plaży w Egipcie, poserfować - zamiast po falach pobliskiego morza, to po stronach internetowych doniesień z frontu przygotowań do dożynek nowego roku akademickiego.

Akcja toczy się w jednej z wyższych szkół prywatnych, która prowadzi kształcenie m.in. na kierunku pedagogika.

Występują m.in.:

- założyciel "wsp" (ZK);

- prorektor "wsp" Y - na drugim etacie, bez znaczącego dorobku, ale za to habilitowany; (PRy)


Scena I:

ZK: Oj Boże, siadaj sobie tutaj...

PRy: Dziękuje ci, że znalazłeś chwilę czasu.

ZK: No.

PRy: Jestem zmęczony, tyle mam spraw na głowie. Tak to się potoczyło niespodziewanie. Ja to w ukryciu robię dla ciebie, trzymam.

ZK: Tylko zrobię to... piloty położę.

PRy: Widzę, że ty tu masz zegar fajny i rzeźbę. Poczekaj, wziąłem ci jakąś butelkę, żebyś po prostu, przy okazji, wziąłem taką większą, żeby się szybko nie skończyła.

ZK: Ty samochodem jesteś dzisiaj? Moim, znaczy się służbowym?

PRy: Tak, tak, ja samochodem, to ja dzisiaj nie mogę. Zaskoczył mnie, to prawda.

ZK: Dlaczego, co się stało, bo k...a dla mnie to jest niezrozumiałe. Nie zgodził się?

PRy: Każdy mnie o to pyta. Niby nic się nie stało. Nie mogę być u ciebie rektorem, a w uniwerku dyrektorem instytutu, na drugim etacie, bo mnie natychmiast wyleją, a bez tego i tak niewiele już znaczę. Wszystkie rzeczy, co ja robiłem na wydziale jakoś wyszły, nad podziw dobrze. W końcu cały rok się opier..... , by jak najwięcej czasu i sił poświęcać twojej szkole, bo z tego, to mam chociaż kasę, a tam tylko stanowisko i nędzną płacę... .

ZK: Dobra, ale co kopnęło rektora, że nie chce się zgodzić na to, byś był na wydziale na drugim etacie? W końcu u mnie nie musisz firmować nauki, bo nie mamy uprawnień i długo mieć nie będziemy. Zresztą mi na tym nie zależy. Mówię tak innym, jak to jest ważne, żeby w ogóle chcieli się u mnie zatrudnić. Niech się zatrudniają i robią na nas... he, he, he...

PRy: Trzymaj tę postawę w tajemnicy, w tajemnicy… Słuchaj, na wydziale to ja kryję minimum kadrowe, kurde d... po prostu daję. Ja tam pół milimetra się nie angażuję, bo to sama mafia. Nic, tylko mnie lekceważą, a przy tym zazdroszą, że prorektorem jestem.... nie jedynym zresztą, to niech wyrywają. A przecież wiesz, że Wiesiu jest prorektorem u konkurencji i jakoś go tolerują. Bo swój.... ku... i daje im zarobić, albo mają wobec niego zobowiązania.

ZK: No to o co chodzi, że tak się tym przejmujesz? Za rok możesz u mnie być rektorem, zatrudnię twoją żonę, córkę, zięcia, kogo będziesz potrzebował. A co, kasy nam jeszcze starczy, a resztę weźmiemy na umowy zlecenie.

PRy: Tylko to mnie trzyma, bo teraz, póki jeszcze jestem w uniwerku, to mogę parę rzeczy ci załatwić... jestem w PKA, mam koleżankę w ministerstwie... załatwi się dojście do kasy na kolejny grant.

ZK: nooo, ale musisz u mnie się bardziej postarać... znaleźć ludzi do pracy na etat, bo inaczej ten interes mi padnie. Widzisz, co się dzieje, jak tylko prasa podała, że mamy ... no wiesz...

PRy: Przecież wiesz dobrze, że ja tam pół milimetra się nie angażuję i wszystko jest dobrze. Kowalski co chwilę wymyślał jakieś prace na rzecz KRK-a, nowe plany studiów.

ZK: Co to k...a jest? Niech sam zapier.... he, he, he...

PRy: he, he, he... Tyle lat traktuje ten wydział jako swoją własność, to niech się postara. Ja nie będę na niego robił.

ZK: Chyba mnie nie zawiedziesz? Tyle lat inwestuję w ciebie, zatrudniając na funkcji rektora słupa, więc musisz być lojalny. Moje decyzje są tu kluczowe, a zobaczysz, że dobrze na tym wyjdziesz i twoja rodzina. Tamten i tak nie orientuje się w niczym i nawet nie ma zamiaru. Nikt go nie ruszy, bo w tym środowisku też nikt go nie zna.

PRy: No jasne, nic nie traci, tylko zyskuje. W końcu zatrudniłeś mu żonę, to niech podpisuje ci faktury i uchwały senatu. Za coś w końcu tę forsę bierze.

ZK: To mój kolega, więc nie odmawia. Musimy likwidować te spółki, w których są niepożądane osoby, a tworzyć nowe, także dla twojej żony. Będziesz zabezpieczony k... i nie pożałujesz. Wszystko jednak w szkole musi grać tak jak ja chcę. A jak będą problemy, to się załatwi. Znam gościa z ministerstwa... już ci mówiłem kiedyś o nim, jak załatwiłem z nim rejestrację szkoły.

Na straganie w dzień targowy
takie toczą się rozmowy:
http://archiwum.pb.pl/2637286,96862,to-sie-nadaje-do-prasy

4 komentarze:

  1. Cóż z nauką jest trochę tak, jak obecnie z kulturą masową. Artyści tworzą dla kameralnej widowni, a przedsiębiorcy działający w obszarze muzyki, filmu czy szeroko pojętej sztuki proponują sztukę na zdecydowanie niższym poziomie dla mas. Wniosek: obecnie pieniądze robi się nie na tym, co jest elitarne, ale egalitarne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kilka lat temu przy okazji wykładu na PWSFTViT Pan Krzysztof Zanussi przyznał, że pisząc scenariusz do swojego filmu "Barwy Ochronne", inspirował się nietzscheańską "moralnością panów i moralnością niewolników". Odpowiednikiem tej pierwszej był rzecz jasna magister Kruszyński, tej ostatniej zaś docent Szelestwoski. Od premiery filmu minęło już 36 lat i jak się okazuje dzieło nic a nic nie straciło na swojej aktualności...Jakkolwiek prawdziwy dramat historii którą opowiada Zanussi polega nie na tym, że niejednokrotnie zmuszeni jesteśmy na łaskę podobnych Szelestowskiemu ale na tym, że nierzadko i nieświadomie stajemy się jemu podobni. Ci którzy widzieli obraz na który się powołuję, wiedzą dlaczego zdaje się być on w tym względzie adekwatny.

    ...bo przecież my jako humaniści, ludzie kultury wszyscy wiemy, że naczelną ideą, która winna nas inspirować w działaniach naszych jest ta...no...jak oni na to mówią..."sprawiedliwość" prawda?

    Dariusz ...Szelestowski

    to jak Panie Profesorze piszemy "Barwy Ochronne 2"?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z akademickiego życia powstałby znakomity serial w koprodukcji czeskiej "WSP na kraji mesta" albo "Żena (pro-)rektora pod pultem". Od czasów "Barw ochronnych", znakomitego zresztą filmu i scenariusza (wyobrażam sobie, ile cenzura musiała tam ciąć), mamy już nowy wymiar tej rzeczywistości. Kto jednak dzisiaj da kasę na scenariusz i produkcję filmu? Może kanclerz jakiejś "wsp" w zamian za główną rolę?

      Usuń
  3. MAFIA i tyle... ludzie pozbawieni moralności... i mający poczucie, że są kimś, a są nikim.

    OdpowiedzUsuń