niedziela, 5 lutego 2012

O konieczności kolejnej nowelizacji ustaw szkolnictwa wyższego i nauki


Zaistniałe w ub. roku nowelizacje ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz pojawienie się związanych z nimi rozporządzeń, budzą poważny niepokój i kontrowersje środowiska akademickiego w naszym kraju, potwierdzając po raz kolejny, że usilne, pośpieszne, pod dyktando zbliżających się wyborów reformowanie tak złożonego procesu, instytucji i mechanizmów kształcenia wyższego oraz prowadzenia badań naukowych powinno uwzględniać także te uwagi krytyczne, które oddalano w toku dyskusji nad projektami nowych regulacji prawnych. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. To powiedzenie usprawiedliwia każdą zmianę, nawet tę, której twórcy byli świadomi możliwych, a negatywnych jej skutków. Tak więc eksperymentujemy na "żywym organizmie", co już nikogo nie dziwi. Zaskakuje natomiast fakt, że za wdrażanie reform zabiora się teraz nowi podsekretarze stanu, a więc nie ci, którzy to prawo tworzyli. Jedni nawarzyli piwa, ale spijać muszą je inni.

Warto zatem przypomnieć w tym miejscu, że Zgromadzenie Plenarne KRASP w uchwale z dnia 4 listopada 2010 r. zawarło aż 70 uwag do projektu rządowego wspomnianych ustaw, z czego w wyniku współpracy z posłami udało się przeprowadzić ok. 60 % postulatów. Niestety, wśród 40 % niezałatwionych spraw, znalazły się kwestie niezwykle istotne i wywołujące krytyczne oceny środowisk akademickich. Nowe prawo było uchwalone w ekspresowym tempie, skoro ustawa z 2005 r. była procedowana w Sejmie przez półtora roku, a nowelizacja z 2011 r. zaledwie przez cztery miesiące! Poważne głosy krytyczne wobec tego aktu padają ze strony przedstawicieli wszystkich typów publicznych szkół wyższych, jak i Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, czy Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów. I co? Wdrażamy zmiany, o których coraz więcej osób nabiera przekonania, że są patologiczne. Przeprowadzona nowelizacja nie jest przykładem „dobrego prawa”, skoro zbyt wiele jest w niej niedookreśleń i luk. Oto kilka tylko przykładów, jakie przedłożyła Komisja ds. Organizacyjnych i Legislacyjnych KRASP, a opatrzonych miejscami moim komentarzem:

I. Uwagi do art. 1 ustawy (Prawo o szkolnictwie wyższym)
1. Art. 8 ust. 4 – wymóg zgody ministra na zwiększenie ogólnej liczby studentów studiów stacjonarnych w uczelni publicznej powyżej 2 % ogólnej liczby studentów studiów stacjonarnych, studiujących w poprzednim roku akademickim, może uczynić iluzoryczną swobodę uczelni w tworzeniu nowych kierunków studiów i pozostaje w sprzeczności z deklarowaną przez Ministerstwo zasadą dostępności studiów.

2. Art. 9a. ust. 2 i 3 – wbrew zawartym w projekcie trafnym rozwiązaniom służącym podniesieniu kultury kształcenia, sztuczne propozycje zastępowania, w procedurze zastępowania i zaliczania w minimum kadrowym, doktorów habilitowanych doktorami i doktorów magistrami, pozostaje w wyraźnej opozycji do tej jednej z fundamentalnych zasad uzasadniających nowelizację ustawy. wielokrotnie o tym pisałem w blogu jako o zjawisku generowania pozorów przede wszystkim w niepublicznym szkolnictwie wyższym, gdyż uczelnie i szkoły publiczne zatrudniają nauczycieli akademickich na poziomie przekraczającym znacznie ustawowe minimum.

(...)
4. Art. 13a. – monitorowanie karier zawodowych absolwentów niewątpliwie stanowi ważny element jakości kształcenia. Ustawa niestety nie precyzuje metodologii tych badań, ani też nie gwarantuje wydzielonego strumienia finansowania tych kosztownych prac studialnych. Tworzy się zobowiązanie do monitorowania procesów, które w świetle także ochrony danych osobowych uniemożliwia często dotarcie do absolwentów.


5. Art. 20 ust. 8 – Nie wydaje się w niczym uzasadnione zastąpienie terminu pięciu lat obowiązywania pozwolenia na utworzenie uczelni niepublicznej, pozwoleniem wydanym na czas nieokreślony. Tu jest dopiero okazja dla pseudoszkółek wyższych do redukowania kadr, jakości kształcenia i pozorowania jego akademickości!

6. Art. 49 ust. 1 – wbrew wcześniejszym deklaracjom Ministerstwa Polska Komisja Akredytacyjna pozostaje jedynie organem opiniodawczym dla ministra, a nie organem autonomicznym, ponoszącym odpowiedzialność za swoje decyzje w trybie przewidzianym przez kodeks postępowania administracyjnego. To będzie sprzyjać grom, manipulacjom i podważaniu ich przez działające niezgodnie z prawem i kulturą kształcenia szkoły wyższe (w zdecydowanej większości szkoły prywatne).


7. Art. 72 ust. 2 stanowi, iż rektorem uczelni publicznej może być osoba mająca co najmniej stopień naukowy doktora. Regulacja ta jest przykładem wyraźnego obniżenia standardów w porównaniu do ustawy z 2005 r., która wymagała od kandydata na to stanowisko posiadania tytułu naukowego profesora lub stopnia doktora habilitowanego. Jest to przeniesienie patologicznego rozwiązania ze szkolnictwa prywatnego, które już wykazało, że taka redukcja wymagań kwalifikacji od kandydata na rektora prowadzi do obniżenia standardów akademickich w tych szkółkach i traktowaniu ich jak przedsiębiorstw gospodarczych. Zapewne ten zapis miał służyć politykom do obsadzania funkcji rektorskich także w podlegających ich wpływom państwowych wyższych szkołach zawodowych.

(...)
11. Art. 100a. ust. 5-6. Zasady funkcjonowania „rektora komisarycznego” są bardzo niespójne. Po pierwsze nie wiemy, jakie warunki, w tym wykształcenia, powinien spełniać “rektor komisaryczny”. Czy, podobnie jak rektor powinien być pracownikiem uczelni, czy może być zatrudniony na dwóch etatach itd. Po drugie, nie jest jasne, czy “rektor komisaryczny” dysponuje władzą rektorską tylko w zakresie naprawy finansów, czy pełnią władzy rektorskiej.
(...)
17. Art. 195 ust. 1 – wbrew przedłożeniu rządowemu, zaostrzającemu wymogi, jakie musi spełniać dana jednostka aby prowadzić studia doktoranckie (uprawnienie do nadawania stopnia doktora habilitowanego), w efekcie prac posłów obniżono tę poprzeczkę. Wykreślono ze starej ustawy wymóg, aby co najmniej dwa uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora odnosiły się do różnych dyscyplin danej dziedziny nauki. To oczywiste, kiedy chce się forsować na siłę nadawanie uprawnień pseudoakademickim szkołom prywatnym.

4 komentarze:

  1. Trochę "pod prąd" ogólnego wydźwieku powyższego postu, ale pozwolę sobie skomentować coś innego.
    W obecnej ustawie zniknęło pojęcie starszego wykładowcy bez doktoratu. Jakkolwiek można zrozumieć, że taka decyzja ma na celu podniesienie poziomu kształcenia i motywowanie kadry naukowej, dotknęła ona jednak także osoby, które pracują w jednostkach dydaktycznych i nie prowadzących działalności naukowej, czyli - przede wszystkim - pracowników studium wychowania fizycznego lub języków obcych. Nie mają oni praktycznie możliwości robienia doktoratu w swoim zakładzie pracy (jak mam się jako anglista doktoryzować pracując na politechnice?) i dotąd opierali swój awans na różnego rodzaju działalności, na przykład publikowaniu skryptów, udziale w konferencjach itp. Obecnie stoimy przed zagrożeniem pozbawienia tej grupy pracowników dydaktycznych szkolnictwa wyższego pełnej ścieżki awansu zawodowego. Trochę moim zdaniem szkoda i trochę niesprawiedliwie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Stanowisko wykładowcy (także starszego) jest regulowane statuami uczelni i szkół wyższych, tak więc ono nie zniknęło ustawowo. Art. 108. Ustawy zachował zapis:
    Nauczycielami akademickimi są:
    1) pracownicy naukowo-dydaktyczni;
    2) pracownicy dydaktyczni;

    ...

    Tym samym moga być wykładowcy i starsi wykładowcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Art. 110. 2. definiuje jednoznacznie:

      Pracownicy dydaktyczni są zatrudniani na stanowiskach:
      1) starszego wykładowcy;
      2) wykładowcy;
      3) lektora lub instruktora.

      Usuń
  3. Drugi kierunek studiów gratis przez błąd w ustawie?http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/501804,drugi-kierunek-studiow-gratis-przez-blad-w-ustawie,id,t.html

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.