niedziela, 16 października 2011

Najgorsze ministerstwo - nie tylko w tym rządzie, to


Ministerstwo Edukacji Narodowej. Mogą się czuć dotknięci takim stwierdzeniem Ci, którzy od ponad dwudziestu lat pracują w tym urzędzie, gdyż mieli pecha. Od 1991 r. MEN było przejmowane przez kolejno uzurpujące sobie wyłączność na zarządzanie oświatą partie polityczne. Mówiono o "desancie" kieleckim, krakowskim czy gdańskim. Tak upartyjnioną władzę w oświacie mieliśmy w okresie PRL i buntowaliśmy się przeciwko temu, narzekaliśmy, a podziemny ruch oświatowej opozycji robił wszystko, by zaszczepić w nas dążenie do funkcjonowania w państwie samorządnym, wolnym, demokratycznym, w którym oświata będzie zarządzana także oddolnie, demokratycznie i samorządnie. Solidarność walczyła o to, by został zlikwidowany centralistyczny, hierarchiczny i autorytarny system sprawowania władzy w oświacie, by przestano manipulować nią dla wąsko rozumianych celów partyjniackich środowisk, by nie dyktowano nauczycielom, wychowawcom, pedagogom tak, jak miało to miejsce w okresie quasitotalitarnego reżimu PRL, jakie mają być realizowane w danym roku główne założenia ideowo-wychowawcze przedszkoli, szkół i placówek opiekuńczo-wychowawczych.

Po co walczyliśmy z komuną, skoro ta pod postacią demokratycznego mandatu już w wolnej Polsce dalej osadziła i umocniła się w resorcie edukacji, by rozgrywać swoje indoktrynacyjne karty. Jeszcze za mało mamy studiów z dziejów manipulowania polską oświatą, jeszcze nie zrozumieliśmy, jak dalece władza skrywając swoje interesy, manipuluje społeczeństwem poprzez etatystyczną politykę oświatową. Tylko prof. Henryk Samsonowicz miał śmiałość i godność stanowczego przeciwstawienia się zaszłościom, nikczemnej wobec narodu polityce PRL-owskiego MEN-u obiecując, że już nigdy więcej ten resort nie będzie narzucał nauczycielom i dyrektorom placówek edukacyjnych oraz oświatowych tego, co mają realizować w ramach swoich założonych funkcji. Apelował, by wolni nauczyciele, rodzice i uczniowie, w wolnym kraju, kreowali wolną i demokratyczną (samorządną, uspołecznioną) edukację. Nie twierdził, że każdy ma robić to, co mu się żywnie podoba, gdyż w każdym społeczeństwie musi być wspólny mianownik wartości i celów, które będą je spajać i stanowić o jego trwałości. Autonomia szkół miała być równoważona ich uspołecznieniem, a więc oddolną kontrolą tego, jak są zarządzane, jak przebiegają w nich procesy kształcenia i wychowania.

Mija 20 lat od nowelizacji ustawy o systemie oświaty, która dawała podwaliny prawne pod niezależność od partyjniackich gier i wpływów możnych władców w tym resorcie. Ci jednak zorientowali się, że nie ma to jak okazja, z której warto skorzystać, skoro nie bierze jej w ogóle pod uwagę nasze społeczeństwo. Przyjęto założenie, że skoro nauczyciele, rodzice i uczniowie nie chcą (bo nie potrafili, doświadczeni przez dziesiątki lat zniewalaniem administracyjno-ideologicznym przez centralizm), to władza przejmie stery i będzie za oświatowców decydować, jak mają postępować. Polski system oświatowy od 1991 r. nie był i nie jest demokratyczny, nie był i nie jest samorządny. Poziom zniewalania manipulowaniem środkami unijnymi na takie czy inne rozwiązania czy modernizacje, przekroczył normy więzi ze społeczeństwem i służby na rzecz tego społeczeństwa. Poczucie arogancji, pewności władztwa w stosunku do pomniejszanych przez urzędników (nadzór pedagogiczny) tych, którzy są na pierwszej linii ciężkiej i odpowiedzialnej pracy z dziećmi i młodzieżą przekroczył też normy śmieszności, rzutując na rozprzestrzenianie się papierokracji, dehumanizującej standaryzacji, której wcale - stanowiący o niej sami - przestrzegać nie muszą i nie zamierzają.

6 komentarzy:

  1. Mocne
    Ciekawe czy góra zrozumie

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami wydaje mi się, że późny PRL pomimo nędzy lat 80-tych był w szkolnictwie bardziej swobodny niż obecnie. Można było przyjść lub nie przyjść na pochód i wykręcić się frazesem,ziewać na ideologicznych akademiach (zresztą wtedy nie było ich tak wiele), a na lekcjach i tak mówiono prawdę.
    Obecnie........ początek roku - msza, koniec roku - msza, 3 dni wolne - rekolekcje plus obowiązkowe marsze całej szkoły na patriotyczne chały do kina (oczywiście w czasie lekcji), w tym tygodniu idziemy na
    Bitwę Warszawską". I co pocieszające w jakimś sensie, pomimo całej tej hucpy w szkolnych prawyborach na drugim miejscu jest Ruch Palikota.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety, rodzice i nauczyciele wpasowali się w ten system. System oparty na mentalności folwarcznej, utrwalanej i rozwijanej w latach peerelu. Po 1989 roku możemy obserwować rozwój wolności ekonomicznej i swobód obywatelskich. Nikt nawet nie wspomina o systemie nakazowo-rozdzielczym w handlu lub gastronomii. To nie oznacza zupełnej ich wolności, państwo ma rozbudowany aparat kontroli nad nimi, aż do skrajności, jak w przypadku sklepów z dopalaczami. Natomiast system centralistyczno-hierachiczno-biurokratyczny, nakazowo-rozdzielczy utrzymał się i dobrze rozwija się w oświacie. Dlaczego ?!
    Uważam, że bardzo mało mówi się o skutkach tej sytuacji. Szkoła jest hamulcem rozwoju demokracji, postaw obywatelskich, aktywności Polaków, rozwoju kulturalnego. System reprodukuje wymienione cechy w kolejnych pokoleniach absolwentów. Utrzymuje i odtwarza mentalność folwarczną wśród nauczycieli i rodziców. W takim "sosie" gotują się do dorosłego życia uczniowie.
    Anonimowy zadał pytanie: "Ciekawe czy góra to zrozumie". To doskonale odzwierciedla naszą patologię. Jest jakaś Góra ! Czy przemysł, handel, usługi, prawnicy, lekarze mają jakąś 'górę' ? Nie mają, i funkcjonują. Tylko szkoły, rodzice, nauczyciele mają swoją 'górę', centralę która wie najlepiej, która zarządzi i skontroluje.
    "Skończyły się czasy jednego podręcznika i jednego programu nauczania. Sens edukacji to przygotowanie do dokonywania wyborów, intelektualnych, moralnych, materialnych, społecznych czy też politycznych. Nie jest też obecna szkoła pierwszym miejscem dla budowania społeczeństwa obywatelskiego. Szkoła jest spostrzegana przede wszystkim jako instrument działania w rękach czyichś i dla celów czyichś. Mówi się o uczniach jako podmiotach kształcenia, ale sama szkoła nie jest podmiotem kształcenia. Zatem mówienie o podmiotowym podejściu do ucznia w nie-podmiotowej szkole jest iluzją, jest zamawianiem rzeczywistości pedagogicznej, po prostu. "
    "... nie ma i nie będzie już zgody na jeden, jedyny system wychowania czy jeden, jedyny system wartości. Boć i przecież hasło mniej państwa dotyczyło także szkół. "
    Konieczna jest zmiana. Zmiana bardzo prosta - mamy doskonałe wzory takich prostych zmian: Kopernik (ten gość jest ciągle na topie !) i przewrót 1989.

    OdpowiedzUsuń
  4. Daniel Orzechowski i Robert Subdysiak tak kończą artykuł w tygodniku: "Wręcz przeciwnie" a zatytułowany: Fotyga bis:
    "Dziś symbolem czteroletnich rządów Hall są zdjęcia dla Super Expressu", na których widnieje pani minister pozująca u lekarza z opuszczonymi spodniami. Celem tej "ustawki" miało być ocieplenie wśród wyborców wizerunku minister - przez pokazanie cierpienia u lekarza. Wyszło żałośnie - To najlpeszy komentarz do tego, co zrobiła z polską edukacją minister Hall. To naga, żenująca prawda - komentuje Roman Giertych."

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczynam zastanawiać czy obecna organizacja oświaty nie ma cech systemu totalitarnego. Jeden wódz, jeden ośrodek władzy, przepływ informacji z góry na dół, brak dialogu, zmowa milczenia, itd. Z mojego punktu widzenia, czyli rodzica, wygląda to tak: nie mam żadnej możliwości wyboru drogi edukacji dla mojego dziecka. Jestem tylko petentem. Mogę wybierać różne szkoły, ale to jest wybór pozorny - wszystkie są podporządkowane tej samej władzy i ideologii: uczyć się żeby spełnić jednolite wymagania i uzyskać odpowiednie oceny.
    Jeśli nie podoba mi się jeden system edukacji, chciałbym mieć możliwość wybrania innego. Nie mam tej możliwości, mogę tylko wyemigrować, np. do szkoły niepublicznej. Zupełnie jak w peerelu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Według "GN" następczynią Hall ma zostać jej dotychczasowa pierwsza zastępczyni Krystyna Szumilas!!!Oczywiście nic ona przez 4 lata w MEN nie robiła, za ani procent z gigantycznego bałaganu i innych afer swojej szefowej nie odpowiada;-)))))))))

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.