sobota, 9 lipca 2011

Założyciel jako właściciel wyższej szkoły prywatnej . Odpowiedź nie tylko założycielce WSP w Łodzi


Pytają mnie czytelnicy, czy założyciel, a wielu przypadkach, będący zarazem kanclerzem czy dyrektorem administracyjnym wyższej szkoły prywatnej, jest jej właścicielem, czy też nie jest? Moim zdaniem powinni z tym pytaniem zwrócić się do prawników. W powszechnej opinii, także medialnej, posługujemy się kategorią właściciela w odniesieniu do instytucji pożytku publicznego. Każda szkoła ma swojego właściciela. Przedszkola i szkoły publiczne, a także wyższe szkoły państwowe mają właściciela mimo, iż tej nazwy się nie używa, stosując zamiennie „organ prowadzący”, jakim są m.in. samorządy, bo mogą być też inne władze publiczne.

Nie wiem zatem, dlaczego wątpliwości pojawiają się w przypadku przedszkoli, szkół niepublicznych i wyższych szkół prywatnych, które w ustawie mają określenie szkół niepublicznych? Każda szkoła niepubliczna, także wyższa, ma swojego założyciela. Nie spadła z nieba, nie objawił jej nam Najwyższy, tylko ktoś musiał złożyć wniosek do zajmującego się szkolnictwem wyższym - ministerstwa (kiedyś Edukacji Narodowej, innym razem Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu, a obecnie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, bo nazwa resortu zmieniała się wielokrotnie, tak jak zmieniają się władze po każdorazowych wyborach parlamentarnych). Uczelnie niepubliczne są zatem tymi, które zostały utworzone przez osobę fizyczną albo osobę prawną niebędącą państwową ani samorządową osobą prawną.

Założycielem wyższej szkoły może być osoba fizyczna, czyli osoba X, albo też osoba prawna. Kandydaci do szkół niepublicznych (a dotyczy to nie tylko tych, którzy chcą w nich studiować, ale także zainteresowanych w nich pracą – w charakterze administracyjnym czy akademickim) powinni zatem wiedzieć, kto jest założycielem, czyli de facto właścicielem tej instytucji.

Może ktoś nie lubić WIKIPEDII, ale nam to wystarczy do wyjaśnienia tej dziwnej różnicy między właścicielami wyższych szkół niepublicznych (w tym prywatnych). Otóż
Osoba prawna jest jednym z rodzajów podmiotów prawa cywilnego, przez którą rozumie się trwałe zespolenie ludzi i środków materialnych w celu realizacji określonych zadań, wyodrębnione w postaci jednostki organizacyjnej wyposażonej przez prawo (przepisy prawa cywilnego) w osobowość prawną.

Osoba prawna jest tworem abstrakcyjnym - nie istnieje namacalnie. Wśród osób prawnych nauka prawa (nie samo prawo!) rozróżnia następujące rodzaje osób prawnych: Skarb Państwa i państwowe osoby prawne, jednostki samorządu terytorialnego oraz ich związki a także korporacje (związki osób) i fundacyjne osoby prawne (masy majątkowe). (…) Prawo również określa organy osoby prawnej, za pomocą których osoba ta działa. Jednostka organizacyjna uzyskuje osobowość prawną z chwilą jej wpisu do właściwego rejestru - w Polsce najczęściej jest to Krajowy Rejestr Sądowy) prowadzony przez właściwy organ (np. sąd rejestrowy). Tak więc każda wyższa szkoła musi być zarejestrowana w KRS i tam każdy dowie się, kto jest jej właścicielem, bo takiego używa się w tym przypadku określenia.

Kto zatem może być właścicielem takiej szkoły, jeśli założył ją jako osoba prawna? Są to w odniesieniu do niepublicznych szkół wyższych m.in.
- spółka kapitałowa –
- spółka z ograniczoną odpowiedzialnością,
- kościół i poszczególne jego jednostki organizacyjne - diecezje, parafie, organizacje kościelne itp. np. Salezjańska Wyższa Szkoła Zarządzania i Ekonomii
- fundacja,
stowarzyszenie rejestrowe - np. Wyższa Szkoła Pedagogiczna TWP w Warszawie
- związek zawodowy np. Wyższa Szkoła Pedagogiczna ZNP w Warszawie.

Natomiast innym właścicielem - w rozumieniu KRS – szkoły wyższej, i te nazywam wyższymi szkołami prywatnymi (choć przynależą do grupy szkół niepublicznych0 są OSOBY FIZYCZNE.

Czytamy zatem: że osobowość fizyczna jest kategorią prawa cywilnego, od chwili urodzenia do chwili śmierci, w odróżnieniu od osób prawnych. Bycie osobą fizyczną pociąga za sobą zawsze posiadanie zdolności prawnej, czyli możliwość bycia podmiotem stosunków prawnych (praw i zobowiązań). Osoby fizyczne mają także zdolność do czynności prawnych, uzależnioną jednak od dalszych warunków. (…) A zatem założycielem wyższej szkoły niepublicznej może być osoba fizyczna w powyższym prawnym rozumieniu człowieka dorosłego, bo tylko jemu przysługuje prawo do takiej działalności. Osoba taka nie uzyska jednak pozwolenia na utworzenie wyższej szkoły, jeżeli została skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne, została wpisana do rejestru dłużników niewypłacalnych Krajowego Rejestru Sądowego lub posiada wymagalne zobowiązania wobec Skarbu Państwa.

Kiedy spojrzymy na mapę i rejestr w Polsce niepublicznych wyższych szkół, to zobaczymy, że większość z nich została utworzona przez osoby fizyczne, a więc konkretnego pana Jasia czy panią Małgosię. To oni, będąc ich założycielami, są zarazem ich właścicielami, co jest jednoznacznie określone w statutach tych szkół. W nich bowiem musi być określone, co stanie się z majątkiem po likwidacji szkoły.

Dlatego większość wyższych szkół prywatnych ma bardzo ogólną nazwę, bo założyciel jako osoba fizyczna nie będzie podawał w nazwie wyższej szkoły swojego nazwiska, jeśli ono nie byłoby kojarzone z jej misją i kierunkami kształcenia. Zawsze lepiej jest nazwać szkołę – wyższą szkoła informatyczną, pedagogiczną, humanistyczną itp., niż wyższą szkołą anonimowego dla całego społeczeństwa – a tu umownie - Jana Kowalskiego. Kto by wówczas chciał w takiej szkole studiować czy pracować? Zdaje się, że kandydatów one by nie miały. Są zresztą tacy założyciele, którzy nawet wolą być w cieniu, nierozpoznawalni, natomiast eksponują wskazane przez siebie osoby ze świata nauki, by ich nazwisko było kojarzone z daną szkołą i „przyciągało” niejako zarówno studentów, jaki nauczycieli.

Są wreszcie tacy założyciele wyższych szkół prywatnych – i tu moim zdaniem jest dobre tego określenie – których nazwisko, biografia, wykształcenie czy inne cechy osobowościowe sprawiają, że jeśli już ktoś podejmuje się z nimi współpracy, to albo dlatego, że należą do osób wiarygodnych, uczciwych, przestrzegających określonych zasad, szanujących swoich pracowników, albo do osób, których osobowość (w sensie psychologicznym i etycznym) budzi wiele zastrzeżeń. Nie ma to jednak nic do rzeczy, gdyż można być największym „chamem”, a prowadzić taką szkołę. Tak też bywa.

Cechy indywidualne założycieli szkół, podobnie jak cechy indywidualne studiujących czy w nich pracujących nie muszą mieć związku prawnie koniecznego, bo przecież szkołę założyć może każda osoba fizyczna, która spełnia formalne, a nie osobowościowe warunki. Jeśli tylko nie ma na sumieniu naruszenia powszechnie obowiązującego prawa, to de facto w sensie osobowościowym nie podlega żadnym sankcjom. Podobnie zresztą jak nauczyciele czy pracownicy administracji takiej szkoły. Oczywiste jest, że czyjeś cechy osobowe mają dla nas znaczenie, ale wtórne, wynikające z wchodzenia w relacje z tymi osobami. Czasami niektórzy komentatorzy w moim blogu piszą (ostatnio chyba Japolan), jak to jest możliwe, że ktoś jest profesorem psychologii, a znęca się nad własną żoną i dzieckiem, albo jest profesorem pedagogiki czy pracownikiem administracji szkoły, a zdradza żonę z własną doktorantką itd. itd. Normy obyczajowe nie mają tu skutku prawnego, aczkolwiek tworzą określoną aurę wokół takiej osoby niezależnie od tego, czy jest ona założycielem wyższej szkoły, pracownikiem dziekanatu czy nauczycielem akademickim.

Rozumiem, dlaczego niektórzy założyciele wyższych szkół prywatnych nie chcą, by byli kojarzeni z właścicielami tych szkół. Ma to miejsce najczęściej wówczas, kiedy chwieją się podstawy takiej instytucji, jest zagrożenie dla jej dalszego działania, o różnym zresztą charakterze. Założyciel szkoły może mieć cofnięte przez ministerstwo pozwolenie na jej prowadzenie (takie zagrożenia są coraz częściej przedmiotem medialnych doniesień), może sam chcieć zgłosić jej upadłość, choć musi mieć w tym przypadku zgodę ministerstwa po zapewnieniu studentom możliwości kontynuowania studiów w innej uczelni (o tym pracownicy i studenci dowiadują się na samym końcu, czego jednym z licznych ostatnio przykładów była w minionych latach Łodzi jedna z wyższych szkół prywatnych) oraz po zadysponowaniu składnikami materialnymi i niematerialnymi majątku szkoły po zaspokojeniu lub zabezpieczeniu wierzycieli, w szczególności pracowników i studentów.
Różnica między niepublicznymi szkołami wyższymi, których założycielami są osoby prawne czy osoby fizyczne sprowadza się nie tylko do prawa dysponowania jej majątkiem, ale także do tego, jak funkcjonują w nich władze akademickie.

W szkołach, których założycielem jest osoba prawna np. związek zawodowy, rektora nie mianuje założyciel, tylko wybiera go środowisko akademickie. W wyższych szkołach prywatnych rektora mianuje założyciel, czyli osoba fizyczna, a zatem tworzone w nich organy władzy akademickiej nie są samorządne, autonomiczne mimo różnych zapisów statutowych. Funkcjonowanie w nich władz uczelni jest ograniczone relacjami między założycielem a mianowanym przez niego rektorem. Jeśli założyciel sam chce rządzić taką szkołą, to może (taki system przy rezygnacji z pełnej odpowiedzialności i autonomii rektora określany jest mianem „zarządzania kanclerskiego” i wielu rektorów na to się godzi; ja natomiast nigdy się na taką rolę jako rektor nie godziłem), bo w każdej chwili może odwołać z funkcji rektora wskazaną przez siebie osobę, i nie ma tu nic do rzeczy, czy uczyni to w grudniu czy w maju, a więc w czasie trwania roku akademickiego. Takie samo jednak prawo przysługuje każdemu funkcyjnemu w takiej szkole – dziekanowi, prorektorom itd.

A teraz odniesienie do sprawy, która została upubliczniona przez samą zainteresowaną:


Pani Małgorzat Cyperling jako założycielka WSP w Łodzi, postanowiła w gazecie edukacyjnej (on-line) odpowiedzieć na mój wpis w blogu z dn.
1 lipca br. Tytuł „Fakty nie kłamią” ma zapewne usytuować ją na pozycji strażnika prawdy.

Niestety, drodzy czytelnicy ta pani z faktami się rozmija, a niektóre celowo przemilcza, choć są przecież - dla poruszonych przez nią kwestii - istotne, potwierdzając nie po raz pierwszy zresztą słuszność mojej decyzji o rezygnacji z współpracy z nią.

Po pierwsze oburza się na stosowanie w moim wpisie w stosunku do założycieli szkół prywatnych określenia „właściciel” (na marginesie - powinna jako właścicielka tej gazety zwrócić uwagę swojemu naczelnemu, który sam tak jej właśnie nie określał w swoich artykułach). Poświęca temu nawet duży akapit, nie wiedzieć dlaczego suponując mi, że twierdzę w blogu (gdzie? niech poda fakt!), że ona jest nastawiona na zysk w celu czerpania indywidualnych korzyści. Protestuję!! - pisze w gazecie. Protestuje czy coś na mnie projektuje?

Wystarczy przeczytać ze zrozumieniem mój wpis z dn. 1 lipca, by nie dostrzec w nim przypisania jej powyższej motywacji. A może powinien to zbadać psychoanalityk? Jej insynuacja mogłaby być podstawą do złożenia - z powództwa cywilnego - oskarżenia jej jako osoby fizycznej. Są jednak poważniejsze ku temu powody, które być może będę rozważał.

Pani Cyperling pisze w swoim tekście, że złożyłem (…) dymisję z funkcji rektora 5 maja 2010 roku, tuż przed sesją egzaminacyjną, obronami prac magisterskich, egzaminem licencjackim... najważniejszymi wydarzeniami w życiu każdej uczelni. Sądzę, że chciał wprowadzić zamęt, destrukcję w organizację pracy uczelni. Jego decyzja była chyba precedensem w skali kraju, nie znam podobnego przypadku. Porzucił swoich studentów, pracowników, bo nie spełniono jego roszczeń finansowych, bo nie pozwolono mu spełnić wybujałych ambicji. Pominę te inwektywy, bo powinna je najpierw skonsultować ze swoim prawnikiem, gdyż uczyniła błąd, naruszając tymi insynuacjami moje dobra osobiste. Nie ma bowiem żadnych przesłanek faktycznych: które upoważniałyby tę panią do zarzutu, że:
- porzuciłem studentów, pracowników , bo nie spełniono moich roszczeń finansowych i wybujałych ambicji.

No cóż, każdy kto przeczyta wpis z blogu z maja i grudnia 2009 r. w książce „Klinika akademickiej pedagogiki” (bo niestety, administrator starsze teksty usunął), w której jest opubilikowane uzasadnieniem mojej rezygnacji z funkcji rektora WSP - przekona się, że było zupełnie inaczej. FAKTY NIE KŁAMIĄ, CO NAJWYŻEJ NIEKTÓRZY JE PRZEINACZAJĄ.

Formułowanie przez założycielkę WSP w Łodzi p. Małgorzatę Cyperling wyrazów oburzenia, że jako mianowany przez nią rektor sam złożyłem rezygnację z funkcji w maju 2010 r. z pełnym dla tego aktu uzasadnieniem merytorycznym, nie został przez nią nie tylko zakwestionowany, ale pismem następnego dnia natychmiast przyjęty. Mogła moje rezygnacji nie przyjąć, jak czyni to np. Premier rządu, kiedy jego minister składa rezygnację z funkcji. Przyjęła tę rezygnację jednak z własnej woli i chyba z radością, a nie odpowiadając na sformułowane przeze mnie zarzuty w stosunku do Niej jako założycielki szkoły, gdyż nie miały charakteru ani finansowego, ani wybujałych ambicji, tylko były upomnieniem się o niewtrącanie się przez założycielkę w zadania rektora i o nie uniemożliwianie mi ich wykonywania.

A zatem przyjmując moją rezygnację przyznała racje co do powodów mojego postępowania. Teraz jest z tego tytułu oburzona??? Stwierdza dzisiaj: "(...) rok temu uznałam za niegodne polemizować z zarzutami, które upubliczniał wówczas B. Śliwerski, teraz, wezwana „do tablicy", skomentuję tamte wydarzenia. Do "tablicy" została wezwana nie tylko rok temu, ale półtora roku temu. Wolała milczeć, a "Milczenie jest złotem" - jak powiadają mędrcy, czyli prawdą, która była niewygodna. Toż to czysta hipokryzja odrwacać teraz "kota ogonem".

Może zatem pani Cyperling powinna sama przyznać publicznie, że to ona postanowiła mnie w środku roku akademickiego – bo w grudniu 2009 r. (zwołując bez uprzedzenia mnie, choć jest to zgodne z prawem) - odwołać z funkcji rektora bez podania żadnego, merytorycznego powodu. Dlaczego nie pisze o tym, że było to w niespotykane w naszym kraju i w historii niepublicznego szkolnictwa wyższego działanie? MOŻE POWINNA OKREŚLIĆ POWODY, SWOJĄ MOTYWACJĘ? Szkoda, że tak wówczas, jak i dzisiaj nie potrafiła podać w swoich wyjaśnieniach powodów tego stanowiska.

Nie pisze też o tym, że jednomyślna postawa członków Senatu WSP i protestów studentów powstrzymała ją przed aktem wykonawczym, gdyż w istocie zaszkodziłaby renomie, z jakiej dotychczas korzystała. A może obawiała się skandalu, że "sama miała wybujałe ambicje"? Bo jak wytłumaczyć się przed opinia publiczną, że nie chce się rektora, który nie godzi się na naruszanie w szkole ustalonych z naukowcami praw, który nie godzi się na skierowanie do ministerstwa wniosku o uruchomienie nowego kierunku, gdyż tego wniosku mu założycielka nie raczyła pokazać? Miałem merytoryczne zastrzeżenia do udostępnionych mi jego fragmentów i projektów, a popierali mnie w tym prorektorzy. Miałem to podpisywać w ciemno? To była odpowiedzialna za całą społeczność decyzja Założycielki szkoły???

To właśnie moja odpowiedzialność za studentów, nauczycieli i pracowników administracji sprawiła, że w grudniu 2009 r.- po tak oburzającym zachowaniu założycielki - nie podałem się do dymisji, tylko postanowiłem dalej odpowiadać za jakość kształcenia i nauki, czego dowodem jest chociażby "wymuszenie - z mocy prawa" na Założycielce złożenia poprawnego merytorycznie wniosku o uruchomienie nowego kierunku studiów czy podejmowanie innych działań statutowych. WOLI PANI CYPERLING TO PRZEMILCZEĆ? TO DLATEGO KAZAŁA ZDJĄĆ ZE STRONY WSP TEKST jednej UCHWAŁY SENATU z dn. 7.12.2011 r. (można to usunięcie zobaczyć na stronie WSP) W IMIĘ JAKICH RACJI TO CZYNIŁA? DLA DOBRA STUDENTÓW, SWOICH WSPÓŁPRACOWNIKÓW? To niech o tym pisze, choć teraz jest to "musztarda po obiedzie". Niech nie ukrywa przed światem swoich decyzji, projektując swoje motywy na mnie!

To doprawdy nie ma związku z moja osobą, tylko stylem zarządzania przez założyciela, który - w uzasadnionych przypadkach, bo i takie mają miejsce - kiedy powołany przez niego dziekan źle wykonuje swoje obowiązki i naraża szkołę na ryzyko utraty uprawnień, słusznie zwalnia go z tej funkcji lub zmusza do złożenia dymisji. Tak było nie tylko w tej szkole. O tym się jednak nie pisze, choć z różnych powodów po latach o tym się zapomina i te same osoby awansuje (paragraf 22?).

Tak samo, jak każdy założyciel wyższej szkoły prywatnej jako osoba fizyczna może w dowolnym czasie odwołać rektora, tak samo i on może z tej funkcji zrezygnować. To jest tylko funkcja, zaś obowiązki dydaktyczne i naukowe wykonywałem do końca pracy w tej szkole, czyli do 30 września 2010 r. promując magistrów i zaliczając zajęcia. Z faktami i niewygodną dla niej prawdą mija się pani Cyperling. Na własną zresztą odpowiedzialność. Każdy niech wnioski z tego wyciąga sam dla siebie. Nie odnoszę się do innych kwestii, które powyższa założycielka formułuje w swoim felietonie (?), gdyż w żadnej mierze mnie nie dotyczą, a są na żenującym poziomie. Z przyjemnnością natomiast zamieszczę wszystkie komentarze, jakie otrzymałem od pracowników WSP, także tych, którzy w tej szkole dalej pracują. To jest - zdaje się - ważny element w dowodzeniu tego, że FAKTY NIE KŁAMiĄ.

Przedstawię je nie tylko Pani Cyperling, ale przypomnę także tym, którzy pisali swoje opinie na ten temat, by zaprzeczyć podłym insynuacjom o "moich roszczeniach i wybujałej ambicji". Nazwisk jednak nie podam (są w odpowiedniej dokumentacji), bo z jednej strony trzeba te osoby chronić, z drugiej zaś niektórzy lubują się w dociekaniu nie tego, co jest istotą sprawy, tylko kto za nią stoi, to niech ma krzyżówkę do rozwiązania.


(http://www.gazeta.edu.pl/Fakty_nie_klamia-98_929-0.html;
http://pl.wikipedia.org/wiki/Osoba_prawna)

27 komentarzy:

  1. Zmienić kilka literek w środku i wyjdzie Cyberbullying...

    Jakoś dziwnie łatwo mi przyznać rację Panu o projekcji pani Cyperling, niż uwierzyć w niskie pobudki osoby, która wniosła ogromny wkład w rozwój nauk pedagogicznych.

    Łódź zdominowana jest przez SLD-wców i PO-wiaków. Jakimi kryteriami i systemem wartości środowiska te kierują się nie trzeba wspominać. Wystarczy trochę pobyć w Łodzi, czy obserwować bieżące wiadomości (p.Drzewieckiego).

    Jeśli chce się pozostać wiernym swoim ideałom, to lepiej omijać takie środowiska szerokim łukiem. Albo założyć coś własnego, albo szukać NORMALNEGO środowiska.

    Ciężko jest żyć we współczesnej Polsce wśród relatywistów bez sumienia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Profesorze!

    Niekiedy padają nawet oskarżenia o to, że rektor państwowej uczelni traktuje ją jak swą własność - w Lublinie, odnośnie do jednego z uniwersytetów (tego z reklamami piwa na Rektoracie i Bibliotece Głównej). Oto informacja prasowa o skonsolidowanej odpowiedzi Wydziału Prawa i Administracji UMCS na dążenie aktualnego Rekotra:
    http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,9905153,Jesli_rektor_Dabrowski_naruszyl_prawo_straci_funkcje_.html

    Korzystając z okazji, proszę o odpowiedź na pytanie:
    Jak Pan Profesor ocenia wieszania na budynkach uniwersyteckich wielkich szmat promocyjnych (oficjalnie zwanych banerami), mających służyć do promowania alkoholi (w przypadku UMCS - lokalnej marki piwa)?
    Pytam o to, gdyż ośmiela się wyrazić niepokój z powodu zagrożenia w postaci przemiany - nawet w opinii ludzkiej - uniwersytetu w "zawodówkę przy browarze".

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  3. Wątpię, żeby ze strony WSP pojawiła się jakakolwiek odpowiedź, a jeśli się pojawi to będzie raczej w stylu "trzech prawd".

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłem na konferencji, gdzie na oficjalnym programie jako sponsorzy występowały dwa browary i jeden producent wódki....

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie bez powodu założycielka tej szkoły opublikowała swoją"prawdę" w gazecie, której redaktor jest zwolennikiem oceniania innych przez pryzmat trzech prawd. Tak pisał o red. Markowskim z Gazety Wyborczej, kiedy ten ujawnił skandal w łódzkiej WSP z próbą wyłudzenia od studiujących dodatkowych pieniędzy za egzaminy magisterskie. Jakoś nie ustosunkował sie do jego repliki. Ryba psuje się od głowy

    OdpowiedzUsuń
  6. Japolan:
    Oceniam nagannie, podobnie jak picie alkoholu w niekórych wyższych szkołach prywatnych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Japolan- czemu piszesz, że pije się tylko w szkołach prywatnych? W mojej się nie pije, ubliża mi to bardzo!!!
    Za to słyszałem, że zdarza się w publicznych. Trochę dystansu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Szanowny Panie Profesorze!

    Dziękuję za odpowiedź!


    Do Anonima:

    Czy Pana (Pani) słowa były napisane w stanie wolnym od działania środków psychogennych (nie tylko alkoholu)? Pytam, poniważ omamy (również wzrokowe) mogą być skutkiem bycia pod wpływem takowych substancji.

    Gdzie i kiedyb napisałem coś, co się Panu (Pani) ubzdurało?

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  9. Pni Założyciel M.Cyperling pisze do studentów:
    "Z chwilą uzyskania przez uczelnię wyższą osobowości prawnej, mimo zainwestowania w tworzenie danej uczelni znacznego kapitału, następuje rozdzielność majątkowa założyciela od nowo utworzonej uczelni. Kapitał, który został zaangażowany w jej tworzenie staje się jej własnością, uczelnia staje się niezależną finansowo i organizacyjnie od założyciela osobą prawną. Uprawnienia założyciela wynikają z zapisów w statucie. Dodam, statucie zatwierdzanym, co do zgodności z ustawą regulującą działanie szkół wyższych, przez ministerstwo (obecnie MNiSW).
    Jestem założycielem WSP, a nie jej właścicielem. Jako założyciel sprawuję kontrolę nad prawidłowym funkcjonowaniu organizacji, którą powołałam do życia. Pełnię obecnie funkcję kanclerza i z tego tytułu pobieram wynagrodzenie za pracę w WSP. "

    To niech studenci i nauczyciele zatrudnieni w WSP sprawdzą, jak to jest, że z pieniędzy WSP zakupiono budynek na ul. Piotrkowskiej 243, ale nie zarejestrowano go na WSP w Łodzi, tylko na spółkę: CYPERLING CO SP Z O.O.? I ta Pani pisze do studentów, że ona niczego z tego nie ma? To dlaczego nie zarejestrowała w Krajowym Rejestrze Sądowym tego budynku na WSP?

    OdpowiedzUsuń
  10. http://www.infoveriti.pl/firma/368317/cyperling-co/lodz/piotrkowska/

    OdpowiedzUsuń
  11. Odnośnie do słów Anonima (z 22:04):

    W Krajowym Rejestrze Sądowym rejestruje się różne podmioty (w tym spółki). Dla nieruchomości prowadzone są księgi wieczyste. Proponuję podać numer właściwej księgi wieczystej, a każdy zainteresowany będzie mógł sprawdzić stan prawny nieruchomości za pomocą adresu internetowego:
    http://ekw.ms.gov.pl
    Dane w KRS można przeglądać za pomocą strony internetowej: http://krs.ms.gov.pl

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też nie oczekuję na żadną odpowiedź ze strony założycielki-właścicielki i kanclerz WSP. Tu ważna jest prawda, o jaka upomina się Profesor, a nie jej zakłamywanie przez osoby, ktore czerpią z fałszu korzyści.

    Paweł

    OdpowiedzUsuń
  13. Japolan: skąd jako studenci możemy wiedzieć, jaki jest numer ksiegi wieczystej?
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  14. Szanowni Państwo, nie znam się na sprawach prawnych, więc nie będę zabierał głosu w kwestii, która jest przedmiotem komentarzy. Kiedy byłem rektorem nie miałem żadnego wglądu ani w księgowość, ani w zasady finansowania uczelni. Nie mam zielonego pojęcia o tym, o czym tu piszecie. Szkoła była zarejestrowana na Żeromskiego, a z tego, co słyszałem, to został zakupiony budynek po moim odejściu z uczelni - właśnie na Piotrkowskiej. Kto jest jego właścicielem - tego nie wiem i mnie to nie interesuje. Nie to jest przedmiotem mojego wpisu.
    Ja przede wszystkim upominam sie o to, by faktów nie fałszować, by nie obrażac naukowców, którzy uczciwie wykonywali czy nadal wykonują swoje zadania tylko dlatego, że postanowili zrezygnować z dalszej współpracy z panią Cyperling.
    Pani dr Jachimczak nie dostała 2 mln dla siebie, bo są to środki z budżetu państwa, tylko na realizację określonego projektu (musiał być podpisany przez władze WSP z MEN; ja w tym nie uczestniczyłem). Wiem jednak, jak środki na takie projekty sa planowane i wydatkowane. Tu są niezwykle rygorystyczne procedury. Na płace są niewielkie środki. Tak więc te 2 mln to musi bycć kwotą na zadania do wykonania przez sztab ludzi, w tym ma z tego także zysk uczelnia, bo są tam tzw. koszty pośrednie. To jest normalne.

    Natomiast zapłacenie przez WSP za przewód naukowy prof. dr hab. Iwony Chrzanowskiej wiązało się z obowiązującym prawem w Rzeczpospolitej. Naukowiec, który jest zatrudniony w wyższej szkole prywatnej nie może sam pokryć kosztów przewodu naukowego. Musi to uczynić instytucja. Natomiast to nie pani Cyperling napisała kilka książek, opublikowała kilkadziesiąt artykułów, tylko pani prof. Chrzanowska, więc w tym awansie WSP nie ma żadnego udziału.

    Zanim odszedłem z WSP, pamiętam, że była mowa o tym, iż pani prof. dr hab. Iwona Chrzanowska , która złożyła rezygnację z funkcji prorektora i z tego tytułu utraciła dodatek funkcyjny, w zamian za pozostanie w WSP przez co najmniej rok i pełnienie funkcji kierownika Katedry (tu dodatke jest wielokrotnie mniejszy) będzie miała pokryty koszt przewodu naukowego. Kontrakt był zatem uczciwy. Z tego, co wiem, to pani prof. I. Chrzanowska wywiązała się ze swojego zadania. Pani Cyperling nie - skoro formułuje tak niegodne insynuacje.

    OdpowiedzUsuń
  15. Spółkę kapitałową powołała założycielka WSP już pod kierownictwem nowego rektora, jakiegoś lekarza. Jego nazwiska nie ma na pierwszej stronie WSP, a ta spółka jest zarejestrowana w KRS na Piotrkowskiej 243... Nie rozumiem, dlaczego na stronie "o uczelni" pisze się o tym, kto był pierwszym rektorem, nie wspomina się o prof. Śliwerskim, i nie podaje nazwiska tego, który jest nowym rektorem?

    Jola

    OdpowiedzUsuń
  16. http://www.crefo.pl/reports_info.seam;jsessionid=6184134F104901B0EB49ABB855AAA4DF

    OdpowiedzUsuń
  17. Przestańmy interesować się budynkiem przy ulicy Piotrkowskiej. To jest sprawa Właścicielki-Założycielki WSP. Najważniejsze w tej sprawie jest to, co ukazało się w Gazecie. A tak naprawdę wszystko zaczęło się od głupiego oświadczenia na pierwszej stronie internetowej WSP. Nie wiem po co było umieszczone (w takiej formie). Przecież wyraźnie była to prowokacja, prowadząca do niczego dobrego, zmuszająca Pana Profesora Śliwerskiego do odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  18. Drodzy komentujący, ja naprawdę szczerze nie rozumiem niektórych z Was. Ktoś wiąże środowisko Lewicy i PO z brakiem sumienia, stwierdzając, że nie trzeba wyjaśniać jakimi systemami wartości kierują się te środowiska, inni zaś roztrząsają kwestię własności budynku przy Piotrkowskiej, jakby było to cokolwiek istotnego.
    Nie chcę wchodzić w politykę, ponieważ nie jest to odpowiednie miejsce ku temu, ale muszę powiedzieć jedno: LITOŚCI! Możemy naturalnie zakładać, że SLD jest be, PO jest be, a PiS cacy, podobnie jak ludzie, którzy popierają dane partie, ale tego rodzaju generalizacje wołają o pomstę do nieba. Programy i fundamenty ideologiczne partii są powszechnie znane i można je popierać lub nie, ludzie natomiast (niezależnie od przynależności politycznej) i ich osobowości, w tym zamiłowanie do kombinatorstwa to zupełnie inna kwestia.

    Co zaś się tyczy tematu właściwego, czyli WSP. Dziwi mnie roztrząsanie problemu własności budynku. P. Cyperling nie zrobiła powszechnej i obowiązkowej zrzuty wśród studentów i pracowników w celu nabycia nieruchomości, prawda? Jakie zaś są regulacje finansowe w szkole i ile wynosi wynagrodzenie kanclerza - drodzy komentujący, co nas to właściwie obchodzi? Jeśli ktoś studiował / studiuje na WSP, zobowiązał się do wpłat konkretnych kwot w konkretnych odstępach czasowych. Pomijam już kwestię podwyżek czesnego i dodatkowych opłat, które p. kanclerz wprowadziła lub chciała wprowadzić, bo sądzę, że tego akurat komentować nie trzeba. Tym niemniej, studenci zasilali, zasilają i zasilać będą konto szkoły, a na co są przeznaczane pieniądze, to już nie jest sprawa publiczna, jeśli szkoła wywiązuje się ze swoich zobowiązań finansowych względem pracowników i studentów.

    Chciałam się jeszcze odnieść do jednego wpisu, w którym stwierdzono, iż szkoła w informacjach o uczelni nie podaje, kto jest jej aktualnym rektorem. http://www.wsp.lodz.pl/Wladze_WSP-90_112-1.html - podaje, podaje, trzeba tylko popatrzeć. ;)

    Nie chcę bronić WSP. W tym roku skończyłam tę szkołę i nie sądzę, bym zdecydowała się kontynuować w niej naukę. Nie mam pojęcia o zakulisowych rozgrywkach personalnych, jakie miały lub mają w niej miejsce (jak zresztą każdy "szary student" mogę bazować wyłącznie na notkach p. profesora i oświadczeniach wydawanych przez p. kanclerz, a także własnych spostrzeżeniach po 3 latach spędzonych na WSP). Odejście profesora Śliwerskiego budziło duże emocje wśród studentów i żadna z osób, z którymi miałam okazję rozmawiać, nie wyraziła z tego powodu radości. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że nie mnie jedną nazwisko p. profesora do tej szkoły przyciągnęło, a odejście kolejnych osób, które były powszechnie lubiane i szanowane nie działa na korzyść tej instytucji. Przykre jest natomiast to, że "rozwód" z miejscem pracy nie może odbywać się w atmosferze szacunku i uznania dla czasu i zaangażowania, które ktoś dla niego poświęcił, tylko w klimacie niedomówień, przekłamań i pretensji.

    Pozdrawiam,
    Joanna.

    OdpowiedzUsuń
  19. Absolwentka WSP nie ma racji, kiedy pisze, że nie należy interesować się , na co wydatkowane są pieniądze m.in. z czesnego studentów, skoro uczelnia powinna być non profit, a nie okazją do tworzenia z jej środków własnych spółek i wyprowadzania poprzez nie pieniędzy - zamiast na edukację, jakość kształcenia i badań, to na inne cele.
    Prawdą jest, że zdecydowana większość kandydatów na studia do 2010 r. wybierała tę szkołe, bo jej rektorem był profesor Śliwerski.
    To była gwarancja, że rzeczywiśscie będzie to wyższa szkoła pedagogiczna. Teraz, kiedy rektorem jest lekarz, jest to uczelnia biznesowa, bo przecież nie medyczna, choć w nazwie ma - pedagogiczna (ze względu już tylko na prowadzone kierunki studiów). Nie ma w tym nic złego. Jest to zgodne z prawem. Każdy może być rektorem, byle tylko miał stopień doktora dowolnych nauk - fizycznych, medycznych, ekonomicznych, teologicznych itd., itd. Kiedy jednak pani kliknie na zakładkę "władze", to nie znajdzie tam pani ani nazwiska , ani sylwetki rektora. Trzeba szukać głębiej. Dlaczego? Jak pani myśli? Czym może poszczycić się rektor medyk? Korczakiem nie jest, bo niczego w tym duchu nie opublikował ani nie zdziałał, ale i nie musiał. Nie jest to zatem krytyka obecnego rektora. Profesor dobrze to wyjaśnił. Teraz wsp jest zarządzana "kanclersko" a nie akademicko, kiedy był tu profesor Śliwerski.
    Nie wiem, czy to, co napisała załozycielka -kanclerz szkoły - najpierw na stronie WSP, a potem w swojej gazecie było prowokacją. Czyżby nie wiedziała co czyni? Kogo prowokuje i po co? Po co odnosi się do prof. Śliwerskiego, skoro rok temu ni epotrafiła nawet jednym zdaniem na stronie WSP wytłumaczyć, co się tak naprawdę stało? Jak może pisać, że w grę wchodziły "wybujałe ambicje czy względy finansowe"? Niech to udowodni! Rzucanie błotem jest nowym stylem zarządzania i komunikowania się ze studentasmi i nauczycielami? To jest pedagogiczne? Nie , bo ta pani tez z pedagogiką nic wspólnego nie ma. Ponosi się odpowiedialność za słowa, które się publikuje i ona tę odpowiedzialność powinna ponieść, bo obraziła nie tylko b. rektora - prof. Śliwerskiego, ale także tych naukowców, którzy już tu nie pracują czy odejdą z końcem września br. Obraziła się? Bo co? Bo była tajka wspaniała , tylko oni tacy niewdzięczni?
    W szkole zarządzanej nieakademicko - nie ma tych, to będą inni. To nie ma już znaczenia,kto tu pracuje. Ważne, by zgadzało się minimum kadrowe, by wszystko było zgodne z prawem. Czy będzie zgodne z pedagogiką i jaką? Czy będzie zgodne z prawem? Tego nikt nie wie. To mogą sprawdzac tylko instytucje panstwowe. Prosze zwrócić uwagę na to, co stało się z imperium AHE? Teżniby wszystko było zgodne z prawem, a potem nagle był szok! Najpuierw załozycieli rektor przekonywali, że wszystko jest w portzadku, a jak ministerstwo wykazało czarno na białym, że nie było, to przyznali się, a nawet przeprosili. Tylko co z tego? Takie mają być wyższe szkoły prywatne? Są tez i inne. Każda jest inna.
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  20. @ Piotr

    Osobiście zawsze wiązałam szkoły prywatne z robieniem biznesu przez właściciela (biznesu rozumianego jako przedsięwzięcie, które przynosi zysk). Przyznaję, wyraziłam się nie do końca jasno. Uważam, że szkoła ma obowiązek dbać o jakość kształcenia, podnosić jakość usług edukacyjnych i inwestować w prace badawcze, bo to wynika niejako z jej definicji. Nie widzę w robieniu biznesu nic nagannego, dopóki zobowiązania są spełniane. Jednocześnie podkreślam, że jako zwykła studentka, nie miałam i nie mam pojęcia o tym, co działo się za kulisami, więc nie chcę snuć spekulacji. Jeśli wypowiadają się tutaj osoby zorientowane w temacie i dobrze poinformowane, to przepraszam, wycofuję się. Jeśli zaś wszystko to są luźne przypuszczenia, to komu są one potrzebne?

    Moje zastrzeżenia względem uczelni wynikały z osobistych ("przyziemnych") doświadczeń, również nie podobało mi się powołanie osoby z branży medycznej na stanowisko rektora uczelni pedagogicznej. A właśnie, jeśli chodzi o osobę aktualnego rektora: http://www.wsp.lodz.pl/Leszek_Cezary_Szymanski-184_623-1.html - oczywiście, że jego sylwetkę się znajdzie w zakładce o władzach uczelni. Dr Szymański jest "zalinkowany" razem z pozostałymi członkami senatu i nikt nigdy nie ukrywał, iż jest to lekarz.

    Pozdrawiam,
    Joanna.

    OdpowiedzUsuń
  21. Doskonale pamiętam, jak zwracałm się z prośbą o zwrócenie uwagi Pani z Biura Obsługi Studentów na to, iż kompletnie nie potrafi obsługiwać nas - studentów. Jej ton i podejście do nas był zawsze pretensjonalny, pełen zniechęcenia oraz wrogości.
    Nie potrafiła udzielać rzetelnych informacji. Na moje konkretne pytanie dotycząc potrzebnego mi zaswiadczanie , odpowiedziała: "Nie wiem, nie jestem od tego".
    Poza tym na wszelkie pytania padała odpowiedź: "No".
    Brak tej Pani elementarnych zasad kultury osobistej.Osoba taka nie powinna wykonywać pracy związanej z kontaktem z innymi ludźmi.
    Tym bardziej, że pracuje w szkole pedagogicznej.
    Skierowałam skargę do ówczesnego rektora - Śliwerskiego, a ten natychmiast zareagował.
    Zawsze szanował studentów i wsłuchiwał się w ich problemy.
    Absolwentka - Kinga

    OdpowiedzUsuń
  22. Brawo , panie Profesorze, dzięki Panu wreszcie pojawiła sie informacja o władzach uczelni. Do tej pory - po Pana odejściu - było tak, że jak kliknęło się na link "władze uczelni" , to była tylko informacja o tym, kto jest załozycielem i że pierwszym rektorem była dr Dorota Podgórska-Jachnik.
    Czyli można się czegoś nauczycć. Trochę to trwało od 1 października 2010 r.

    OdpowiedzUsuń
  23. O rany! Nawet poprawili na stronie WSP informacje o zatrudnionej kadrze w katedrach. Do tej pory były podane nazwiska "ciurkiem", żeby wyglądało, jak wielu jest w tej szkole nauczycieli akademickich. Dopiero po przeczytaniu chyba wpisów w Pańskim blogu poprawiono i teraz juz widać, kto jest zatrudniony, a kto na umowy, doraźnie. Jeszcze powinni zaznaczyć, kto od 1 października nie będzie już tu pracował.

    Niech już Pan nic nie pisze o wsp. Wystarczy. Opakowanie zostało już poprawione. Niech świstak dalej ją zawija w sreberka....

    Renia

    OdpowiedzUsuń
  24. A mnie podoba się, że zastępcą kierownika katedry socjologii jest magister. Oni są lepsi od reformy Kudryckiej.
    Ciekawe, kto jest na uniwersytecie zastępcą kierownika katedry?

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  25. Dzisiaj na stronie gazety edukacyjnej, której wydawcą jest założcyioel WSP w Łodzi ukazało się sprostowanie prof. dr hab. Iwony Chrzanowskiej w stosunku do pretensji, jakie skierowała pod jej adresem założyciel, a związanych z zobowiąznaiem do kontynuowania zatrudnienia w szkole.

    Jak widać - redakcja opublikowała tylko fragmenty sprostowania pani Profesor, powołując się na tekst ustawy Prawo prasowe z 1984 r.
    Zdaje się, że treść całości uznano za wysoce niekorzystna dla tego, co miało i ma miejsce w tej szkole w relacjach pracodawca-pracownik.
    To ciekawy sposób potwierdzania, że "fakty nie kłamią". http://www.gazeta.edu.pl/Sprostowanie_dr_hab__Iwony_Chrzanowskiej_-98_930-0.html

    Jola

    OdpowiedzUsuń
  26. Przeczytałam to sprostowanie. Ewidentnie wynika z tego sprostowania, że umowa pracodawcy z panią Profesor zakładała możliwość zwrócenia kosztów uczelni, jeśli ta zdecyduje się z niej odejść. W lipcu takie rozliczenie nastąpiło, więc co chciała uzyskać tą półprawdą zalożycielka? Pół prawdy, bo jej niedomówienie, tworzy fałszywy obraz czegoś lub kogoś. Mamy zatem dowód wiarygodności, ale nauczyciela akademickiego.

    OdpowiedzUsuń
  27. Czy naprawdę kanclerz (jak tak nie chce być właścicielką) myśli, że decyzja o zmianie pracy to taki miodzik? Nikt normalny nie szukałby czegoś nowego,gdyby nie RÓŻNE ważne przyczyny! Podkreślam RÓŻNE i dlatego proponuję zrobić użytek ze słów, iż nikomu nie można mieć tego za złe. Tu chodzi o ludzkie życie. Nie wszystkie motywy trzeba upubliczniać, choć rozumiem potrzebę publicznej obrony, gdy ktoś robi z tego przedstawienie. A druga strona? Ilu pracowników, doktorów współpracujących ze szkołą, usłyszało (lub przeczytało!) ostatnio "Panu/Pani już dziękujemy"!. Niekoniecznie etatowi, ale świetni fachowcy... Niewygodni? A oni się spodziewali? Niby w świetle prawa jest OK, ale oni też coś tutaj zainwestowali. Oczekiwali współpracy, może przejścia na etat... Czy tylko pracodawca ma prawo snuć plany i obrażać się, że ktoś mu je zmienia? Przecież słowa "nie ma ludzi nie zastąpionych" to ulubione kanclerskie hasło! Może uznajmy w końcu, że to obowiązuje w obie strony

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.