niedziela, 19 czerwca 2011

Pedagogika społeczna Gienka Loski


Zwycięzca programu TVN "X-Factor" - Gienek Loska koncertował dzisiaj w Rozprzy k/Piotrkowa Trybunalskiego z okazji święta tej gminy. Jak zapowiedziała artystę pani Burmistrz - kiedy uzgadniano z nim termin koncertu, nie przewidywano, że będzie on tak topowym piosenkarzem, aczkolwiek wybrano go właśnie ze względu na znakomity głos rockowy i grę na gitarze niezwykle trudnych utworów. Kiedy dojeżdżaliśmy do Rozprzy okazało się, że były problemy z parkowaniem samochodu w pobliżu "stadionu", tyle przyjechało na koncert Loski fanek i fanów. Tłumy zmierzały w kierunku miejsca, gdzie miał odbyć się koncert. W odróżnieniu od wielu, już nieco zmanierowanych, wykonawców rockowych, Loska rozpoczął swój występ punktualnie. Atmosfera koncertu była znakomita, a co ważne, można było przecisnąć się z dziećmi wśród tłumu jak najbliżej sceny. Jak to jednak bywa na takich imprezach, gdzie tanio i w dużych ilościach sprzedaje się piwo, pop-corn i frytki, zdecydowana większość okolicznych mieszkanców przyszła lub przyjechała na stadion, by po prostu świętować, bawić się, napić, spotkać ze znajomymi, a kto będzie grał i śpiewał na scenie, nie miało już dla nich znaczenia.

W pewnym momencie koncert został przerwany, gdyż trzeba było ogłosić komunikat. Przy scenie stało małe dziecko i płakało, bo zgubiło się i nie wiedziało, gdzie są jego rodzice. Służby porządkowe szybko zareagowały i zakomunikowały, by rodzice zgłosili sie po chłopca. Gienek zaś wzmocnił ten komunikat swoją pedagogią tymi oto mniej więcej słowami:
"Na Śląsku takich ludzi nazywa się ciulami. Ej, matka, jak urodziłaś dziecko, a postanowiłaś się tu tylko nachlać, to przyjdź po dziecko i zabierz je do domu, by nie płakało. Jak jest się rodzicem, to trzeba odpowiadać za własne dziecko i opiekować się nim bez względu na okoliczności." Słusznie. Gienek Loska sam ma małe dziecko i troszczy się o nie, czemu daje wyraz także w udzielanych mediom wywiadach. Dobrze zatem, że ze sceny padły słowa rodzicielskiej "pedagogiki społecznej", a wyrażające powinność każdego rodzica myślenia i wczuwania się w przeżycia zagubionego w szalejącym tłumie dziecka.Inna rzecz, że w tłumie słychać było komentarze: "Ciekawe, czy po takiej wypowiedzi Gienka Loski ktoś odważy się i zgłosi po dziecko, bo jako rodzic powinien spalić się ze wstydu". Na szczęście spadł deszcz, więc i emocje w tej kwestii opadły.

18 komentarzy:

  1. Gienek Loska wydaje się być sympatyczny, lecz uprawianie jakiejkolwiek pedagogiki przy pomocy muzyki rockowej nie jest najlepszym rozwiązaniem; no, chyba że przejściowo, wg arystotelesowskiej "iso" - nawiązanie kontatku/relacji z młodzieżą. Z czasem jednak należy od tej zasady odchodzić na rzecz przeciwstawnej - "level" (przeciwstawna metoda oddziaływania na młodego człowieka).

    Z muzyką rockową często identyfikuje się młodzież w okresie adolescencji, czyli okresie buntu; ma to ułatwić dalszy proces separowania się od rodzica;czym lepsze relacje z rodzicem, tym faza ta przebiega oczywiście łagodniej; agresywność, która ma służyć indywiduacji może ograniczać się wyłącznie do komunikatu muzycznego (czyli niewerbalnie), spotyka się również z akceptacją ze strony mamy i taty.

    Nie mniej potwierdza się teza różnych badaczy (zajmujących się związkami preferencji muzycznych ze strukturą "ja" odbiorcy), że z rockiem częściej identyfikują się osoby o cechach zależnych; jeśli ich preferencje muz. ograniczają się wyłącznie do tego rodzaju muzyki, to teza ta jest tym bardziej prawdopodobna; ze względu na swoją strukturę (dominacja metrorytmiki,tempa,dynamiki; brak linii melodycznej, która jest utożsamiana z emocjami), tego rodzaju muzyka jest rozumiana jako symbolizacja popędów (seksualnych, agresji), czyli inaczej "id"; po prostu w warstwie melodycznej (niekoniecznie werbalnej) jest wyrazicielką uczuć agresywnych; tego rodzaju muzyka pełni podobną funkcję podobną jak alkohol, narkotyki, czy dopalacze - z jednej strony ma uśmierzać nieprzyjemne emocje, z drugiej zaś - dostarczać silnych wrażeń osobom niskoreaktywnym; stąd cieszy się dużą popularnością wśród osób, sięgających po różne używki.

    Nie zdziwiło mnie więc, że na tego rodzaju imprezie sprzedaje się piwo (w filharmonii byłoby to nie do pomyślenia) i znalazło się na niej sporo rodziców nadużywających alkoholu; dla osób zaburzonych, bliskość z dzieckiem może być b. bolesna - w niedojrzałym rodzicu (zdominowanym przez "id") uruchamiają się wspomnienia z czasów, gdy samemu było się dzieckiem; najlepiej jest wówczas sięgnąć po symboliczne relanium - piwo, papierosy, czy znieczulającą muzykę. Tylko do czego to prowadzi?

    OdpowiedzUsuń
  2. Olaboga. Venissa, co ty kobieto piszesz???

    Co do Gienka - znam go osobiście, z czasów, gdy nie był popularny, nie miał żony i dziecka w Polsce. Grał z zespołem Seven B po tanich knajpach na Podkarpaciu, za piwo. Pamiętam, jak wygrał Szansę na Sukces,i potem jak go Pan Wojtek Mann próbował wypromować w "Trójce". Niestety Gienkowi się nie chciało ani wstać rano, ani ciężko harować.

    Pamiętam go jak chlał, chlał i chlał, a potem spał pod stolikami. Tego co mówił profesor nie byłby w stanie powtórzyć bez żenady.

    Nie wiem, skąd entuzjazm Profesora. Lubię Gienka, ale wsłuchiwanie się w głupoty, które gada na zamówienie jest przesadą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Doprawdy, ni eobchodzi mnie to, co czynił G. Loska kiedyś i gdzieś. Podałem jego spontaniczną, a nie pod publiczke reakcję, bo zachował się jak ojciec, rodzic, ktoś, kto nie musiał reagować, bo komunikat ogłaszały służby porządkowe. Wydaje się, ze niektórzy uwielbiają degradować innych grzebiąc w ich życiorysach. Mnie to nie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pan Profesor nazywa tę wypowiedź "pedagogiczną"??? Jestem szczerze zdumiona.

    OdpowiedzUsuń
  5. Troska o dziecko jest wypowiedzią pedagogiczną, jeśli niesie z sobą zobowiązanie rodzica do jej przejawiania.

    OdpowiedzUsuń
  6. ta "troska o dziecko" przyjęła więc zwyczajnie chamską formę. Po pierwsze - nie wiadomo co było przyczyną, że dziecko zgubiło się w tłumie. Tak, rodzic musi mieć oczy dookoła głowy, ale jednak zdarzają się takie sytuacje. Imputowanie komuś pijaństwa, nazywanie go "ciulem" jest zwykłym chamstwem, a nie przejawem pedagogicznej misji. Być może w tym czasie zrozpaczony RODZIC (kolejna ciekawostka - dlaczego to właśnie matka została od razu obrzucona inwektywami?)szukał swojego dziecka, a nie "chlał" beztrosko jak to wielki pedagog Gienek Loska wyrokował. Ciekawi mnie też, jakie to zobowiązanie rodzica do przejawiania troski o dziecko wynika z tej wypowiedzi. Jeśli wynika, to może powinniśmy takim językiem posługiwać się w trakcie wykładów, nauczymy skutecznie przyszłych pedagogów "troski o dziecko".

    OdpowiedzUsuń
  7. Pan Profesor napisał tak: "Doprawdy, nie obchodzi mnie to, co czynił G. Loska kiedyś i gdzieś..."

    Hmn.
    To bardzo dziwna postawa,jak na pedagoga. Nie wiem czy ktoś, kto ma duży problem ze sobą (Gienek) powinien być profilaktykiem (a taką działalność prowadzi jako <>) czy też pedagogiem. Obawiam się w tym przypadku cynizmu pozornego - co innego się mówi, co innego robi. Pedagog żyje i działa w świecie wartości, których jest orędownikiem.

    Nie może być tak, że człowiek który pali jak smok będzie mówił dzieciom: "nie palcie bo to szkodzi"; nie może być tak, że człowiek,który miga się od pracy będzie mówił dzieciom: "szanujcie pracę, pracujcie". Etc, etc.

    Profesor napisał również tak:

    "Wydaje się, ze niektórzy uwielbiają degradować innych grzebiąc w ich życiorysach. Mnie to nie interesuje".

    Odbieram owo "niektórzy" personalnie, bo pisałam wcześniejszy post (anonimowa). Czy degraduję innych pisząc, że np. pani minister Kudrycka działała w PZPR? przecież to prawda - a ludzie mają prawo wiedzieć kto i z jakiego nadania (jakim prawem) do nich mówi. A może Pan Profesor jest zwolennikiem "grubej kreski"?

    Swoją drogą dziwię się, że propaguje Pan na swoim blogu taką chamską wypowiedź (oczywiście mówię ojej pierwszej części, drugiej o rodzicielskim obowiązku, nie kwestionuję)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzeba postrzegać sytuację w kontekście społeczno-popkulturowym, jaki miał miejsce w czasie tego festynu. Jak Anonimowa nie brała w tym udziału, to chwytanie za słowa i usiłowanie interpretowania tego wydarzenia w kategoriach salonowej pedagogiki z tzw. dobrego domu jest nie na miejscu. Na tym pikniku było więcej pijanych czy podchmielonych osób, niż trzeźwych (łącznie z piszącym te słowa). Ot, wiejski obyczaj. A może to ibyła babnacia, dziadek lub ojciec albo starszy brat. "Przesłanie" miało szerszy charakter, ale z feministycznego punktu widzenia ma Anonimowa rację, jeśli tam matki nie było, a wysłałe dziecko na festyn z ojcem, o którym wiedziała, że pójdzie się napić, to tym bardziej nie zwalnia jej z odpowiedzialności za to, co mogło się z tym dzieckiem wydarzyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam kilkoro dzieci już dorosłych. NIGDY, ale to NIGDY nie zgubiło mi się dziecko, to mi się normalnie w głowie nie mieści. Jeszcze idąc z dzieckiem gdzieś, gdzie nie jest bezpiecznie, tym bardziej ma się oczy naokoło głowy i pilnuje pociechy. To jest jasne jak słońce!!
    Tu dziecko się zgubiło, więc każde dosadne słowo pod adresem rodzica jest jak najbardziej na miejscu.
    Ci co tego nie rozumieją, nie mają swoich dzieci, lub "im się tylko tak wydaje" niech nie zabierają głosu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Panie "Belfer": mam dwie córki. I po wiejskich festynach raczej nie chodzę.

    "Tak mi się tylko wydaje", że sama obecność w takim miejscu raczej im szkodzi, aniżeli rozwija.

    OdpowiedzUsuń
  11. Panie anonimowy, a gdzie ja napisałem, że chadzam z dziećmi po wiejskich festynach!?

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie napisałem, że pan chadza z dziećmi po wiejskich festynach.

    Ba! uderz w stół a nożyce się odezwą ;)

    Odpowiedziałem tylko na część pana wypowiedzi: "Ci co tego nie rozumieją, nie mają swoich dzieci, lub "im się tylko tak wydaje" niech nie zabierają głosu".
    A więc raz jeszcze: mam swoje dzieci, co więcej, rozumiem o co panu chodzi, niemniej jednak "pedagogia" Gienka Loski jest w tym wypadku śmieszna, a powtarzanie za nim tych głupot co najmniej niestosowne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Panie Profesorze, z całym szacunkiem,ale tak nie wolno. Pisze Pan: "jeśli tam matki nie było, a wysłałe dziecko na festyn z ojcem, o którym wiedziała, że pójdzie się napić, to tym bardziej nie zwalnia jej z odpowiedzialności za to, co mogło się z tym dzieckiem wydarzyć".
    Czyli matka (kobieta) jest zawsze winna, skoro sama nie poszła, to znaczy, że się zgodziła, aby poszedł popijający ojciec. Dlaczego taki porządek rozumowania? A może poszedł ojciec, a w tym czasie matka była na delegacji i o niczym nie miała pojęcia? Oczywiście można napisać, że nie powinna wyjeżdżać, tylko siedzieć w domu i zajmować się dzieckiem, ba, nie powinna wcale pracować, tylko pielęgnować ognisko domowe, etc.
    Wpis pana Profesora po prostu sprawił mi ogromną przykrość, bo ujawnił, byc może nieuświadomione patriarchalne postrzeganie ról społecznych.
    Jeśli chodzi natomiast o samo wydarzenie, to oczywiście zgadzam się z emocjonalnym zachowaniem piosenkarza (z wyjątkiem "matki"), gdyż sama pod tym względem jestem osobą nadopiekuńczą w sposób skrajny (zarówno do własnego, jak i do powierzonych opiece dzieci).

    Dil-Se

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli komukolwiek zarzucac patriarchalizm, to Gienkowi. Nic nie poradzęe na to, że tak się odezwał. Nadal uważam, że dobrze, że w ogóle wzmocnił przekaz o potrzebie opiekowania się własnym dzieckiem. Może ktoś ze służb mu powiedział, że dziecko płalkało i szukało mamy, stąd taka była jego odzywka, a nie inna. Nie ma potrzeby dopisywania do tego tego, czego nie wiemy. Byłem w tłumie tych, którzy się świetnie bawili na koncercie, nie mieli problemu ani z własnym -izmem, ani czym kolwiek czy kimkolwiek innym.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tylko nie rozumiem: dlaczego wolisz Gienka Loskę, a nie Michała Szpaka z Jasła?

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja nie patrzę na Szpaka w kontekście autentyczności, czy nawet talentu muzycznego. Raczej chodzi o to, że wpisuje się ona w kulturę upozorowania - autentycznej nieautentyczności, załamania wielu binaryzmów. Jest ciekawy nie jako artysta lecz jako fenomen. Jest kreacją pop-medialną. Jego sztuczność jest krystalizacją naszych czasów.

    Natomiast Gienek wpisuje się w nurt Boba Dylana - surowej naturalności i autentyczności. Mamy tu idola typu teflon, który może być każdy i idola o jasno określonej tożsamości. Dlatego ciekawi mnie bardziej postać Szpaka, który reprezentuje też sukces typu instant (Loska walczył o sukces wiele lat). Szpak był nikim a nagle jest wszystkim. I OCZYWIŚCIE BYŁBYM ZAŁAMANY GDYBY MÓJ SYN BYŁ SZPAKIEM A AKCEPTOWAŁBYM GO W ROLI GIENKA.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy mnie stylizacja Szpaka, gdyby był kobietą, w ogóle nie odpowiadała. Mam nawet5 wrażenie, że on jest aseksualny, szczególnie, kiedy się sztucznie śmieje. Ogladałeś go w programie X-Factor? Nawet było mi go żal, że nie potrafi cieszyc się w sposób naturalny, tylko musi udawać, że coś go raduje,
    choć w rzeczy samej, jest inaczej. Myślę, że M. Jackson był bardzo osamotniony, choć wokół kręciło się dużo gadzin, by na nim zarobić.

    OdpowiedzUsuń
  18. jeśli po komunikacie Gienka choć jeden rodzic poczuł się głupio i zainteresował się gdzie jest jego dziecko to DZIĘKI CI GIENKU, za dużo tych wypadków-przypadków z dziećmi, Gienek gdyby nie był wrażliwym człowiekiem to by olał problem- ale nie olał, brawo!

    OdpowiedzUsuń