piątek, 31 grudnia 2010

Pedagogika w oczach studenta i MNiSW


Na początku grudnia napisał do mnie student jednego z uniwersytetów, który zgłębia właśnie tajniki pedagogiki. List był krótki, ale sympatyczny, bo potwierdzający sens komunikowania się z anonimowymi czytelnikami i zachęcania ich do refleksji nad pedagogiką jako nauką i praktyką. Podpisał się KING.

Wpadłem na Pana blog czysto przypadkowo, jestem "studentem" pedagogiki i niestety nie spodobały mi sie niektóre treści owej "pedagogiki", dlatego chciałem poczytać teksty na temat jej, w pewnym sensie pseudonaukowości. Ciekawy blog , na pewno będę wpadał częściej. Podoba mi sie, że potrafi Pan myśleć krytycznie i z wielu perspektyw.

Odpisałem na jego krótki komentarz, pytając zarazem, na jakiej specjalności studiuje i czy jest z tego zadowolony. Wciąż przecież ten kierunek studiów jest wybierany w większości przez kobiety, więc zastanawiałem się, co takiego wartościowego dostrzegł młody dorosły w tak sfeminizowanym kierunku studiów. Tomasz, bo tak ma na imię, odpisał:

Jestem studentem I roku pedagogiki resocjalizacyjnej a, jednak mam zamiar zmienić ja na opiekuńczo-wychowawczą. Dziękuje również za miłe słowa. Ze studiów zaocznych jestem bardzo zadowolony, bardzo specyficzny kierunek, liceum skończyłem z rozszerzoną matematyką i informatyką, a o dziwo trafiłem na pedagogikę. Studia bardzo ciekawe, wybrałem je w pewnym sensie egoistycznie, choć nie do końca. Uznałem te studia za niezwykle interesujące, jednak trzeba wybierać treści wartościowe, nie ukrywam wszakże, że chcę spróbować być Pedagogiem, a jak mi wyjdzie to już nie mnie oceniać. A może właśnie mnie?

Kierunki humanistyczne mają to do siebie, że uczą niejednoznacznego myślenia i oceniania sytuacji. Podoba mi się dobór przedmiotów. Nie robię sobie również złudnych nadziei i nie wiążę swojej przyszłości (finansowej niezależności) tylko z pedagogiką, bo niestety o pracę w tym kierunku może być ciężko, z drugiej jednak strony, tej ważniejszej, nauka zebrana na tych studiach daje wiele, wiele więcej niż "możliwość" materialnego dobrobytu, bo przecież nie to jest wyznacznikiem humanisty. Te studia według mnie są przede wszystkim dla ludzi, którzy maja inny świat wartości niż pieniądz, czyli jestem w domu :)


I tak wywiązała się między nami „rozmowa” na temat pedagogiki. Wysłałem mu kilka książek, jakie zostają z gratisów konferencyjnych, wyraziwszy nadzieję, że kiedyś jeszcze napisze o tym, czym jest dla niego pedagogika, po co ją studiować i co z niej wynika dla niego w życiu osobistym i społecznym, a może też zawodowym? Nie oczekiwałem natychmiastowej reakcji. A jednak, Tomek nie odpuścił tego wątku. Po kilku dniach napisał:

Spróbuję. Jeśli moje przemyślenia okażą się stekiem bzdur, może to wynikać z niezrozumienia lub też i tego, że rzeczywiście napisałem stek bzdur, nie jestem nieomylny, jestem młody i choć mam się za dojrzałego tam w środku, może to być fałszywe mniemanie. Czym jest dla mnie pedagogika? I po co ja studiować? Taka konstrukcja pytania pozwoli mi napisać tylko i wyłącznie moje osobiste odczucie, moje rozumienie pedagogiki, nie definicje książkowa, która obaj doskonale pewnie znamy.

Nauka o wychowaniu? - brzmi trochę ogólnikowo. Może napiszę trochę niechlujnie składniowo, jednak to przez to, że piszę owe słowa w bardzo trudnym dla siebie momencie, za co przepraszam.

Dla mnie pedagogika oznacza zrozumienie, tak - zrozumienie, w pełnym tego słowa znaczeniu. Również może brzmi ogólnikowo, jednak być może dlatego, że większość ludzi nie wie, co to słowo znaczy, Pan natomiast wie.

Wychowanie nie tylko innych, ale i siebie. I od tego powinien każdy pedagog zacząć. Poznanie samego siebie, swojego wnętrza, własnego prawdziwego "ja", własnej tożsamości, swoich osobistych i prawdziwych celów. Pedagogika według mnie to nie tylko nauka o wychowaniu innych, ale głównie nauka o tym, jak traktować drugiego człowieka (jak na razie bliska filozofii). I tu również wyłania się odpowiedź na drugą część pytania, po co studiować pedagogikę? Aby być lepszym człowiekiem, albo można ująć to nawet bardziej - aby być człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu, człowiekiem świadomym, tolerancyjnym, wzorem moralnym, człowiekiem żyjącym w zgodzie z innymi i przede wszystkim w zgodzie z sobą i swoimi ideałami. Gdzie więc widzę różnice miedzy Pedagogiką a Filozofią?

Pewien mądry człowiek na studiach powiedział, że pedagogika to filozofia stosowana. Podzielam te opinie jednak wysnuwam kolejne wnioski, moje własne. Filozofem jest każdy, pedagogiem nie. Filozof może mieć tę samą wiedzę, co pedagog, jednak nie potrafi użyć jej do właściwych celów, do tworzenia wielkich rzeczy. Wielkie rzeczy to rzeczy dobre, moralne, każdy z nas wie, co to moralność, uważam, że "JA" każdego z nas to niestety i dobre i złe rzeczy. Z tego wynika według mnie, że dobro i zło znamy a priori. Pedagogika pozwala nie tylko znaleźć drogę dobra, ale również pokazuje, jak nią podążać, prowadzi nas po ścieżce prawości.

Dlaczego warto studiować ten przedmiot? Postaram udzielić odpowiedzi na moim przykładzie, nie zmieniając jednak znacząco kontekstu pytania. Jeśli mogę powiedzieć co o sobie na 100% to zapewne to, że od zawsze jestem bardzo wrażliwym człowiekiem, mama zawsze powtarzała mi, że mam dobre serce. Wiele doświadczeń w życiu mnie spotkało, w większość pewnie Pan by nie uwierzył, choć mam 19 lat widziałem naprawdę wiele rożnych rzeczy, a na drodze doświadczenia doszedłem do wniosku, co niszczy ten świat. Człowiek. Człowiek człowiekowi jest największą krzywdą, a narzędziem tego para dwóch wstrętnych rzeczy: nieświadomość i niezrozumienie.

Pedagogika to nauka o wychowaniu. Dla mnie jednak największym aspektem wychowania jest MIŁOŚĆ do drugiego człowieka, równe traktowanie każdego z nas, wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami. Niestety nie każdy wychodzi z podobnego założenia, są ludzie, którzy uważają, że oni mają wyłączność na prawdę, a tak nigdy nie jest. Jeśli bowiem utracimy wątpienie, staniemy sie zadufani w sobie, staniemy sie pseudomistrzami, mistrzem bowiem nie jest ten, kto sam siebie uznaje mistrzem, a ten, który ma zaszczyt posiadania szacunku wielu.

Pedagogikę warto studiować, aby zrozumieć niejednoznaczności tego świata. Mogłem nie iść na pedagogikę, mogłem iść na studia techniczne, na politechnikę, zadałem jednak sam sobie pytanie: Po co? Czy chcę?. Nie, nie chciałem. Jedni uważają, że studiuje się po to, by mieć lepszą pracę, ja uważam inaczej. Właśnie doszedłem do pewnego wniosku, może paradoksalnego! Studia pedagogiki muszą być swego rodzaju syntezą egoizmu i altruizmu (egoizm według mnie nie powinien mieć tak pejoratywnego znaczenia, jakie ma w języku potocznym). Błędem zatem jest studiowanie pedagogiki tylko dla siebie, tak samo bledem jest studiowanie pedagogiki tylko dla innych.

Dlaczego tak uważam? W pierwszym wypadku sprawa wydaje sie łatwiejsza do zrozumienia, celem Pedagoga bowiem nie jest wyłącznie kształcenie, rozwój samego siebie, ale także wpływ na innych ludzi(nie manipulacja), pomoc innym i okazanie dobrego serca, nieoceniona tu rola według mnie wrażliwości (którą uważam za najpiękniejszą z ludzkich cech). Drugi przypadek, nie mogę studiować pedagogiki tylko dla innych. Dlaczego? Bo kiedy uznam, że jestem bez wątpienia Pedagogiem i taki jest mój cel, utracę pierwiastek krytyki samego siebie.

Pedagog paradoksalnie wiec musi wątpić w swoje bycie pedagogiem. Życie to nieustanny rozwój, a edukacja i wychowanie nie mają końca. Samowychowanie i wychowanie nie mogą się kończyć, człowiek, każdy popełnia błędy, nie można być idealnym, to pojęcie wyidealizowane. Może natomiast zawsze być lepiej. Dlaczego studiować pedagogikę? Krotko: dla siebie, a poprzez siebie dla innych, z dobrego serca i miłości do naszych bliźnich.

Co wynika z pedagogiki w moim życiu osobistym, społecznym? Myślę, że odpowiedź na to pytanie została zawarta wyżej. Nie zapominajmy jednak, że pedagogika sama w sobie nie zmienia bezpośrednio, może tylko wskazać odpowiedni kierunek, powinniśmy za słowami Sokratesa wychodzić z założenia, że wiedza ma wartość tylko wtedy, gdy sami do niej dojdziemy.

Co wynika w życiu zawodowym? Hmm, to najtrudniejsze pytanie dla mnie, jestem bezrobotny, raczej nie mam życia zawodowego jak na razie (chyba że uznać, że nauka w szkole to też życie zawodowe - jeśli tak, to na pewno zmienił sie mój stosunek do nauki, nie przeczę że miedzy innymi za Pana sprawą - doceniam rolę nauki, wszelkiej). Chciałem napisać, że według mnie ważniejsze jest to, kim jest wychowawca, jakim jest człowiekiem, niż sama metoda wychowawcza. Respekt u podopiecznych to pierwszy krok do zrozumienia, tym samym do wywierania wpływu, do bycia słuchanym.



Wrażliwą i myślącą mamy młodzież, a tak wielu na nią narzeka. Zastanawiam się nad tym, czy tego typu postrzeganie pedagogiki może zmieniać stosunek innych do tej dyscypliny wiedzy i umiejętności praktycznych, zawodowych? Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyjęło z dniem 8 października 2010 r. program pn. „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki”, którego jednym z celów (…) jest wsparcie działań mających na celu upowszechnienie wyników polskich badań humanistycznych i polskiej myśli humanistycznej w świecie. Pojęcie „humanistyka” używane w programie obejmuje następujące dyscypliny naukowe: historię i archeologię, językoznawstwo i literaturoznawstwo, filozofię i religioznawstwo, historię sztuki, bibliologię, archiwistykę, etnologię, antropologię kultury, muzykologię oraz te dziedziny, badania i projekty, które zawierają humanistyczne treści i posługują się humanistycznymi metodami.

Tym samym nie raczono dostrzec, że pedagogika jest nauką humanistyczną. Nie słyszę głosów oburzenia z tego tytułu w naszym środowisku, więc pytam, czy nie nadszedł już czas, by zacząć upominać się o obecność naszej dyscypliny w świadomości humanistów, polityków i polskiego społeczeństwa? Jak długo jeszcze nauki o wychowaniu będą marginalizowane, traktowane z przymrużeniem oka czy przejmowane przez przedstawicieli tzw. nauk wyższego rzędu jako jedynie uprawnionych do wypowiadania się w sprawach socjalizacji, kształcenia i wychowania? Kto i kiedy ustanowił tę hierarchię, w świetle której pedagogika miałaby mieścić się na samym jej końcu, a może i na obrzeżach? A może my źle kształcimy naszą młodzież? Może nie powinniśmy zaczynać zajęć od odpowiedzi na pytanie, czym jest pedagogika?

Kropeczka nad „i”, czyli dlaczego nie jest warta skórka za wyprawkę


Spotkałem w Warszawie przed posiedzeniem rady wydziału Profesora, z którym przez kilkanaście lat zasiadałem w Radzie Wydziału Nauk o Wychowaniu UŁ. Miłe są spotkania po latach. On jest już emerytowanym profesorem, ale nadal bardzo aktywnym zawodowo, właśnie otwierającym kolejny przewód doktorski, ja zaś od kilku miesięcy nie jestem związany z żadną łódzką uczelnią. Świat jednak jest mały, a ludzie uwielbiają plotki, szczególnie te, które dotyczą znanych im osób. Pierwsze, co mi ów Profesor powiedział, po przywitaniu się ze mną, to, że ponoć na skutek jakiegoś konfliktu, kanclerz WSP w Łodzi odwołała mnie z funkcji rektora. Postanowiłem więc przeciąć krążące jeszcze tu i ówdzie plotki, by zamknąć ten rok na zawsze i nie podejmować kwestii, które nawet nie zasługują na więcej uwagi. Chyba, że będą one miały charakter istotny z punktu widzenia szeroko rozumianej debaty publicznej na temat kształcenia pedagogów czy niepublicznego szkolnictwa wyższego w ogóle. Wówczas nie omieszkam podzielić się własnymi doświadczeniami i wiedzą, gdyż nie ma nic gorszego, jak brak świadomości tego, co ma miejsce wokół nas, w związku z nami czy instytucjami, które powinny służyć określonym wartościom, a im niestety zaprzeczają. Spojrzenie ponadinstytucjonalne, wykraczające poza ramy jednej placówki pozwala dostrzec podobne czy tożsame błędy w innych, mających do realizowania te same funkcje i zadania.

To ja podjąłem decyzję o rezygnacji z funkcji rektora, a w jej konsekwencji także profesora WSP w Łodzi, by w sposób jednoznaczny zakomunikować, że właściciel uczelni nie jest godny tego, bym chciał z nim w jakimkolwiek zakresie i formie dalej współpracować. Nie ma to nic wspólnego z uczelnią jako określoną instytucją akademicką, jej nauczycielami akademickimi czy pracownikami administracyjno-technicznymi. Do niektórych mógłbym mieć takie czy inne zastrzeżenia, ale jako pełniący funkcję rektora doskonale radziłem sobie z rozwiązywaniem bieżących problemów w pracy z nimi.

Kto nie wywiązywał się z podjętej funkcji, to po prostu musiał z niej ustąpić, by nie przynosić szkody całej społeczności (pomijam tu tych, którzy sami rezygnowali na skutek tych samych problemów, których ja doświadczyłem później jako rektor w relacjach z pracodawcą). Nie mogłem godzić się na to, by bałagan, nierzetelność i stosunek do podstawowych obowiązków był tolerowany w sytuacji, gdy nieprzestrzeganie obowiązujących wszystkie szkoły wyższe standardów groziło zakwestionowanie uprawnień przez Państwową Komisję Akredytacyjną. Na szczęście były w kadrze osoby, które potrafiły dodatkowym wysiłkiem nadrobić czyjeś zaległości, naprawić szkody i doprowadzić funkcjonowanie określonych komórek do właściwego stanu. Byłem i jestem im niezmiernie za to wdzięczny, gdyż pokazywało to, że często wbrew sprzyjającym okolicznościom można osiągać wysokie standardy pracy. Odszedłem, ponieważ kanclerz dążyła do skupienia całej władzy w swoich rękach, co zresztą określane jest mianem „zarządzania kanclerskiego”.

Być może są takie osoby, które lubią być w roli pionka czy marionetki, by bezrefleksyjnie, z narażeniem własnej godności, lojalnie i posłusznie godzić się na sprawowanie funkcji dla formalnego jedynie porządku, w rzeczywistości jednak niewiele mając do powiedzenia, gdyż każdy ich ruch jest kontrolowany i sterowany przez właściciela. Nie ma zatem mowy o autonomii akademickiej, a w ślad za tym o autonomii tego, co jest najważniejsze w szkolnictwie wyższym, tzn. suwerenności procesu naukowo-badawczego i jakości proces o kształcenia. Mnie taka relacja nigdy nie interesowała. W momencie, kiedy nagromadziło się tyle powodów, dla których moja rola musiałaby zakończyć się tym, czym finalizowana była rola niektórych rektorów innych niepublicznych szkół wyższych (także w Łodzi), stwierdziłem, że „nie jest warta skóra za wyprawkę”.

Nie ulega wątpliwości, że kryzys spełnia funkcję oczyszczającą i terapeutyczną, gdyż odsłania prawdziwe oblicza i interesy ludzi zaangażowanych czy włączanych w konflikt. Zmienia mapę relacji międzyludzkich, tworzy nowe obszary dystansu i wykluczeń oraz nowe centra. Przyczyną tego kryzysu stała się przyspieszona korozja zaufania do władzy (w tym do wytwarzanych przez nią procedur i mechanizmów), a bez zaufania traci się punkt oparcia. Niekiedy zresztą sama logika gry, w które włączali się niektórzy „doradcy” podsycając stan pojawiających się napięć, w miarę własnego rozwoju zużywała i niszczyła swój dotychczasowy punkt oparcia. Nagły wzrost ryzyka musiał generować pytania i wątpliwości, niepokój i poczucie destabilizacji u każdego uczestnika gry. Musiało zatem, wcześniej czy później, dojść do załamania tożsamości instytucji, w której splot niewłaściwych relacji i kryzysu zaufania stawał się coraz bardziej widoczny.

Zapaść jest zawsze momentem prawdy, bowiem ujawnia procesy, które wcześniej były głęboko skrywane i wydobywa na powierzchnię ich właściwe oblicze. To właśnie przedłużająca się faza dyskretna kryzysu w instytucji , w trakcie której miałem do czynienia z wadliwymi relacjami i błędną konceptualizacją funkcji osób pełniących funkcje kierownicze w uczelni sprawiła, że następowała z każdym niemalże tygodniem lawina zdarzeń, które jak kula śniegowa powiększały skalę problemów małych, banalnych do wielkich i poważnych.

Konflikt między dyktatem mocy i dyktatem idei tracił swoją moc sprawczą, prowadząc uczelnię ku stanowi kryzysu, gdyż jako rektor nie miałem wpływu na masę krytyczną procesów, które wiązały się z finansowaniem nie tylko sfery kadrowej (a ta jest kluczowa dla jakości kształcenia i badań naukowych), ale i na procesy związane z wizerunkiem uczelni, upowszechnianiem dorobku jej pracowników (publikacje, konferencje, współpraca zagraniczna), gdyż te zależały od czyjegoś widzimisię, od tego, kogo się lubi, a kogo nie, kto się komu podoba, a kto nie itp. Przestało być już nawet klarowne to, co miało być „realnością” władzy, skoro kontrolę poprawności zapisów w sferze badań naukowych przeprowadzała komisja składająca się z osób nie mających kompetencji merytorycznych. Tak więc dochodził do tego wszystkiego dyktat formy, bezwstydnej arogancji i ignorancji, przy równoczesnym skrywaniu spraw kluczowych dla poprawnego funkcjonowania szkoły.

Nie muszę pracować w szkole, w której pełniona przez mnie rola obciążałaby mnie odpowiedzialnością za coś, co było generowane nie przeze mnie i nie przez moich współpracowników. To w imię odpowiedzialności za nich odszedłem, kiedy wiedziałem, że dłużej już nie mogę przyjmować na siebie błędów i niewłaściwych rozwiązań osoby prowadzącej uczelnię. Znane było moje stanowisko w tej kwestii, ale mając świadomość mojej determinacji możliwego odejścia, wybrany został wariant korzystny dla jednej strony. I żeby nie było wątpliwości – nie miałem i nie mam nic przeciwko temu. Szkoda jedynie, że wprowadzano w błąd tak mnie, jak i kadrę akademicką, która w większości zrezygnowała z pracy w uniwersytecie, bo przedstawiano jej inny wizerunek rozwoju oraz stworzono częściowo inne warunki, niż te, jakie były jej obiecywane. Właściciel ma prawo ze swoją firmą czynić co chce, bo to jest jego podmiot, jego własność. Ja jednak nie muszę godzić się na to, by pełnić w niej funkcję, która nie tylko z mocy ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym” jest określana jako „organ władzy jednoosobowej”.

Do czasu, kiedy mogłem tę funkcję pełnić w zgodzie z jej akademickim charakterem i etosem, to czyniłem. Kiedy okazało się, że nie jest to możliwe, bo takiej władzy nie życzy sobie właściciel, odszedłem. Na szczęście wolność obowiązuje obie strony kontraktu, a nie tylko jedną. Na własną pozycję naukową pracuje się przez długie lata, ale stracić ją dla blichtru, poczucia doraźnych korzyści w sytuacji, gdy ktoś chce uczynić nas jedynie środkiem do realizacji celów sprzecznych z uznawanymi przez nas wartościami, to już jest kwestia nie tylko ponoszonego ryzyka zawodowego, ale i utraty osobistej godności.

To nie mnie ta szkoła była potrzebna, tylko na odwrót. Moje poglądy na temat pedagogiki szkoły wyższej, sposobu jej uprawiania były i są publiczne, bo w przeciwieństwie do wielu osób wypowiadałem je i wypowiadam publicznie, by nie było wątpliwości, czego można ode mnie oczekiwać. Wiele powodów związanych z moim odejściem już opisywałem (także w blogu, w maju i czerwcu br.), więc nie mam zamiaru do nich wracać tym bardziej, że żaden z nich nie został zakwestionowany, gdyż faktów oszukać się nie da. Było ich znacznie więcej, ale nie wszystko musi być przedmiotem analiz publicznych. Życie zresztą potwierdza słuszność mojej decyzji, a wielu współpracownikom otworzyło oczy na to, co do niedawna było tajemnicą poliszynela. Wszystkim moim współpracownikom życzyłem i życzę jak najlepiej, podobnie jak właścicielce szkoły. Zamykam rok 2010 w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, z satysfakcją z wielu osiągnięć i także z doświadczeniem wartości postaw części osób, które współprzeżywały ze mną sytuację, jaka miała miejsce w tej szkole. Ta refleksja przyda mi się w dalszej mojej pracy akademickiej, bo wyczuliła mnie na postawy, z którymi dość rzadko spotykałem się w moim środowisku uniwersyteckim, a budzą pewną odrazę.

Analizowanie przestrzeni akademickiej z różnych punktów widzenia pozwala dostrzec etapy ustanawiania prawdy i kłamstwa, które rzutują na każdego z nas. Człowiek uczy się przez całe życie, więc i dla mnie była to swoistego rodzaju andragogika. I to jest optymistyczne, bo to oznacza, że jeszcze chcę się czegoś uczyć. Co ważne – uczenie się zawsze było dla mnie aktem wolności. Nie da się bowiem latać z zawiązanymi skrzydłami. Życzę zatem więcej wolności, czujności i odwagi, a nade wszystko zdrowia i spełnienia własnych marzeń w godnych ku temu warunkach. Słowa wdzięczności za wszelką okazywaną mi życzliwość i dobro kieruję do wszystkich tych, którzy okazywali ją bezinteresownie! Życzę sukcesów i pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku 2011!

czwartek, 30 grudnia 2010

Wyniki wyborów do Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów

W dniu 31 grudnia 2010 r. upływa kadencja Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów, działającej przy Prezesie Rady Ministrów na podstawie ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki (Dz. U. Nr 65, poz.595, z późn. zm.). Zostały już ogłoszone wyniki wyborów do Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów na nową kadencję 2011-2014. Ten kolegialny organ jest wybierany na czteroletnie kadencje przez osoby, które mają tytuł naukowy profesora lub tytuł profesora w zakresie sztuki, spośród kandydatów zgłaszanych przez jednostki organizacyjne uprawnione do nadawania stopni naukowych doktora lub stopni doktora w zakresie sztuki. W mijającej kadencji pedagogikę reprezentowali profesorowie:

Zbigniew Kwieciński
Tadeusz Lewowicki
Zbyszko Melosik
Bogusław Śliwerski.


Zgodnie z ROZPORZĄDZENIEM PREZESA RADY MINISTRÓW w sprawie liczby członków Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów oraz warunków i trybu ich wyboru
w skład Centralnej Komisji wchodzą 223 osoby, w tym w ramach dyscypliny pedagogika 4 osoby. Wybory na nową kadencję przeprowadzała, powołana przez Prezesa Rady Ministrów, komisja wyborcza w składzie:

Przewodniczący - prof. dr hab. Tadeusz Kaczorek
Członkowie:
- prof. dr hab. Jerzy M. Brzeziński
- prof. Wiktor Jędrzejec
- prof. dr hab. Janusz Tazbir
- prof. dr hab. Michał Witt
- Anna Dakowicz-Nawrocka
Sekretarz: - mgr inż. Piotr Korczala

Komisja wyborcza, na podstawie otrzymanych zgłoszeń, sporządziła listę kandydatów
do Centralnej Komisji i umieściła ich nazwiska w porządku alfabetycznym na kartach wyborczych, oddzielnych dla każdej dziedziny nauki i dyscypliny naukowej. Pedagodzy wybierali swoich przedstawicieli w ramach dziedziny – nauki humanistyczne. Wybory do Centralnej Komisji przeprowadza się drogą korespondencyjną, w głosowaniu tajnym, odrębnie dla każdej dyscypliny naukowej. Wyborcy głosowali na tych kandydatów, których nazwiska wskazali na karcie wyborczej. Jak wynika z protokołu Komisji Wyborczej zgłoszenia kandydatów na członków Centralnej Komisji wpłynęły z 579 jednostek, które zgłosiły łącznie 711 kandydatów na 223 miejsca, w tym: w naukach humanistycznych 147 kandydatów na 35 miejsc Komisja Wyborcza stwierdza, że kandydaci reprezentujący dyscyplinę PEDAGOGIKA otrzymali następującą liczbę głosów:

1. BOGAJ ANDRZEJ 8
2. CHAŁAS KRYSTYNA 11
3. CZEREPANIAK-WALCZAK MARIA 18
4. FERENZ KRYSTYNA 11
5. GÓRNIEWICZ JÓZEF 18
6. GUZ SABINA 14
7. JASIŃSKI ZENON 24
8. KWIATKOWSKI STEFAN MICHAŁ 33
9. KWIECIŃSKI ZBIGNIEW 29
10. MARYNOWICZ-HETKA EWA 14
11. MELOSIK ZBYSZKO 32
12. OSTROWSKA URSZULA 12
13. PIWOWARSKI RAFAŁ 11
14. RADZIEWICZ-WINNICKI ANDRZEJ 29
15. SZKUDLAREK TOMASZ GRZEGORZ 18
16. SZULAKIEWICZ WŁADYSŁAWA 17
17. SZYMAŃSKI MIROSŁAW JÓZEF 27
18. ŚLIWERSKI BOGUSŁAW 32
19. THEISS WIESŁAW TOMASZ 33
20. WALASEK STEFANIA 13

Komisja Wyborcza stwierdziła, że w skład Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów w kadencji 2011-2014 wybrani zostali (w kolejności alfabetycznej) w dziedzinie nauki humanistyczne – dyscyplina pedagogika profesorowie:

1. KWIATKOWSKI STEFAN MICHAŁ
2. MELOSIK ZBYSZKO
3. ŚLIWERSKI BOGUSŁAW
4. THEISS WIESŁAW TOMASZ


Komisja Wyborcza sformułowała stanowisko, iż zasadnym byłoby, aby w kolejnym rozporządzeniu Premiera Rady Ministrów w sprawie zasad i trybu wyboru członków Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów na następną jej kadencję pojawił się zapis, który upoważniałby do uzupełniania składu Komisji, w przypadku rezygnacji któregoś z jej członków lub śmierci, o osobę, która uzyskała w danej dyscyplinie kolejno najwyższy wynik głosowania. Umożliwiałoby to Centralnej Komisji pracę w pełnym składzie przez całą kadencję, co szczególnie jest istotne w tych dyscyplinach, które mają jednoosobową reprezentację wśród jej członków. Komisja Wyborcza postanowiła upoważnić Przewodniczącego Komisji Wyborczej do przekazania listy wybranych członków Centralnej Komisji Prezesowi Rady Ministrów.

Ze swojej strony dziękuję wszystkim tym Profesorom, którzy oddali na mnie swój głos. Za każdym z wybranych do CK jest wielki dar zaufania środowiska naukowego, a przed nami zobowiązanie do pełnienia obowiązków w zgodzie z obowiązującymi standardami prawa i akademicką etyką.


(źródło: http://www.ck.gov.pl/images/stories/wybory/Protok_kocowy_z_wyborw_do_CK.pdf)

środa, 29 grudnia 2010

"Dom na Osiedlu" dla sprawnych inaczej


Napisał do mnie mój były student UŁ, teraz już absolwent pedagogiki:

Panie Profesorze, jako były student i uczestnik konferencji pedagogiki alternatywnej, pamiętający przekazywany przez Pana kierunek pedagogiczny, zachęcam do zajrzenia na stronę www.domnaosiedlu.pl - jest to placówka w której pracuję. Dom na Osiedlu jest alternatywą dla DPSów (choć sam był/jest - sam nie wiem DPS-em). Jest szansą dla osób niepełnosprawnych intelektualnie ale i udręką dla władz i urzędników.

Zajrzałem na tę stronę i rzeczywiście, choć nie jestem pedagogiem specjalnym, z wielkim zainteresowaniem zapoznałem się z jej zawartością. Dobrze, że animatorzy także alternatywnych modeli opieki i wspomagania rozwoju osób z różnymi problemami dbają nie tylko o nie, ale także informują społeczeństwo o swoich działaniach, w tym i o potrzebach. Pomysłodawczynią swarzenia tego rodzaju placówki jest Anna Dyrka-Brzozowska, która 18 lat temu napisała AUTORSKI PROGRAM PRZYSTOSOWAWCZY DO ŻYCIA I PRACY W SPOŁECZEŃSTWIE DLA DZIECI I MŁODZIEŻY SPRAWNEJ INACZEJ. W dwa lata później powstał w Łodzi na jego podstawie "Dom na Osiedlu". Oto jak sami piszą o swojej inicjatywie:


W zwykłym blokowym mieszkaniu na osiedlu w centrum Łodzi sześć osób obu płci i w różnym wieku (najmłodsza miała wówczas 9 lat, najstarsza 20lat), niepełnosprawnych intelektualnie stworzyło swój pierwszy w życiu dom. Tworzyli go od podstaw z pomocą asystentów, na oczach całego osiedla. Wrzuceni na głęboką wodę, uczyli się samodzielnego życia.

Program zakładał, że osobie niepełnosprawnej umysłowo nie są potrzebne warunki specjalne, lecz warunki jakie każdemu z nas są potrzebne, by mógł wszechstronnie się rozwijać. A więc: poczucie bezpieczeństwa, własne miejsce docelowe, gdzie można pozostać do końca życia jeśli się tego chce, Zaczynaliśmy od chodzenia po linie na wysokościach. Na linie narysowanej na podłodze. Chodziło też o to, żeby przejść normalnie przez pokój. Spróbujcie jak to się robi kiedy wszyscy inni siedzą i patrzą na ciebie. Zamykaliśmy więc oczy i chodziliśmy po omacku. Kiedy spotykaliśmy kogoś na swej drodze usiłowaliśmy go rozpoznać dotykając jego twarzy i całego ciała. Leżeliśmy na podłodze blisko siebie słuchając muzyki. Skupieni na niej. Nieruchomo. Kiedy się zmieniała (jej rytm, ekspresja) mieliśmy za zadanie coś zrobić. Wykonać gest. Uczestniczyli wszyscy.

Dramaturgię wyznaczała muzyka. Jej opowieść. Potem chodziło o nawiązanie kontaktu. Dialogu. Bez słów za pomocą gestu. Siedząc naprzeciwko siebie we dwoje. Wstydzili się. Więc schowaliśmy się za maskami. Odtąd będą nam towarzyszyć. Podobnie jak jednakowe czarne trykoty na ciele. Długo pracowaliśmy nad gestem, zwykłym podaniem ręki, dotknięciem drugiej osoby – robiliśmy to w rytm muzyki wolnej, szybkiej, gwałtownej. Uczyliśmy się jego znaczenia. Co można zrobić ręką? Zaczęliśmy wyrażać emocje: miłość, niechęć, agresję. Dużo słuchaliśmy muzyki różnej i każdej. Uczyliśmy się. Najpierw opowiedzieć słowami, potem gestem, całym ciałem co ona wyraża. Każdy robił to sam w formie improwizacji do wybranej przez siebie muzyki. Potem zaczęliśmy dobierać partnera. Nie umawiali się co będą robić. Osoby wybrane musiały odpowiedzieć włączyć się w akcję.

To było niezwykłe doświadczenie. Ponieważ całkowicie intuicyjnie budowali dramaturgię. Sponsor – Jurek Czubak kupił nam kamerę. Mogliśmy już rejestrować improwizacje. Potem wspólnie je oglądać, komentować i samooceniać. To prawdziwe, a to lipa. Zaczęli dobierać rekwizyt, potem kostium, potem jeszcze fragmenty scenografii. Może zrobimy cały spektakl? Nie spieszymy się. Najważniejsze jest to, co udaje się nam osiągnąć p o p r z e z te zajęcia: rozwój wyobraźni, samoświadomość, samoocenę, otwarcie – pokonanie wstydu. Ale nade wszystko uzewnętrznienie tego co “mają” w środku, a czego nie potrafią o p o w i d z i e ć słowami.


Na stronie www.domnaosiedlu.pl znajdziecie pełną wersję programu autorskiego, inicjatywy pedagogów z duszami artystów, którzy potrafią w każdym odnaleźć niepowtarzalną wartość. Wystarczy przeczytać krótkie, ale jakże piękne charakterystyki podopiecznych: Agi, Adama, Mikołaja, Łukasza, Kaśki, Marleny, Emilii, Magdy i Doroty, by przekonać się, że warto poświęcić im przestrzeń i współobecność bliskich im osób. Dom na Osiedlu jest perełką humanistycznej pedagogiki, którą warto dostrzec i wspomóc.


(rys. w: http://www.domnaosiedlu.pl/pantomima.php)

wtorek, 28 grudnia 2010

Zagrożenie dla nie tylko oświatowej samorządności


Gminy prowadząc w ramach zadań własnych przedszkola od lat przyznawały ulgi w opłatach rodzicom, którzy posyłali do placówki więcej niż jedno dziecko. Jest to słuszna zasada i zgodna także z interesem państwa oraz zasadą solidarności społecznej, by wspomagać w wielu, możliwych obszarach codziennego życia rodziny wielodzietne, a także wymagające wsparcia socjalnego. To prawda, że przedszkola są bezpłatne, ale tylko w tym wymiarze czasu pobytu w nich dziecka, który dotyczy jedynie czasu realizacji tzw. minimum programowego (edukacyjnego), ale już nie obejmuje posiłków. Tymczasem w wielu miejscowościach właśnie gorący posiłek staje się dla maluchów nawet jedynym tego typu w ciągu ich dnia, bo rodziców na to nie stać. Co gorsza, podważa się ulgi, jakie przyznawały niektóre gminy dla dzieci niepełnosprawnych.

Dlaczego władze MEN od lat ignorowały nadchodzące z różnych województw sygnały o tym, że sądy administracyjne podważały uchwały radnych gmin, które przyznawały ulgi na kolejne dziecko w przedszkolu czy na niepełnosprawne dziecko? Bo ulgi były niekonstytucyjne? Jak to się ma do strategii rozwoju edukacji w naszym kraju i nieustannych postulatów resortu, by obejmować wychowaniem przedszkolnym jak największą liczbę dzieci? Prezydencki doradca prof. Jerzy Regulski, który jest doradcą Prezydenta RP stwierdza dzisiaj w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: Sprawa wpisuje się w bardzo niebezpieczną linię orzecznictwa, która zaczyna być powszechna. Praktycznie wyklucza ona ideę samorządności. Niestety, administracja i biurokracja mają tendencję do obejmowania coraz to nowych dziedzin prawa, a to może powodować zagrożenia dla ludzi.

Studenci pedagogiki – uczcie się na tym przypadku, na czym polega etatystyczna polityka rządu i jakie wynikają z niej zagrożenia dla obywateli! Zobaczcie, jak władze, które nieustannie powołując się na demokrację, na samorządność i solidarnościowy etos traktują te idee w praktyce! Wygrały wybory do samorządów? No właśnie! Musimy czekać kolejne cztery lata, by ją partyjnym funkcjonariuszom odebrać, albo godzić się na dalsze, tego typu praktyki.

http://wyborcza.pl/1,75478,8873733,Chca_dawac_ulgi___niech_daja.html

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Internetowy kosz artykułów oświatowych ... na śmieci


Któż z nas nie natrafia w Internecie zupełnie przypadkowo na strony, które dobrze się zapowiadają, ale kiedy wczytamy się w ich zawartość, to pojawiają się wątpliwości co do ich rzeczywistej wartości. Pisać może każdy, byle jak, byle gdzie, byle co, nazywając to nawet felietonami czy impresjami. Co najwyżej powiększa zbiór niedostępności do tekstów ważnych, interesujących, istotnie wnoszących coś nowego do naszej wiedzy potocznej czy naukowej. Pisze dzisiaj do mnie moja Koleżanka po fachu:

Dostałam od znajomego kilka linków do tekstów z takiej strony internetowej X (celowo nie podaję adresu - dop. BS). Niektóre wiadomości wydają mi się ciekawe, choć trochę anarchistyczne (a może właśnie dlatego?). Deklarację niezależności zawiera zresztą strona "o nas", jak i zawarty tam regulamin, ale trochę się w tym gubię: nie zawsze wiem, jak oddzielać w świecie internetu "ziarno od plew". Jak będziesz miał chwilkę czasu, byłabym wdzięczna za słowo naukowego przewodnika: co o tym sądzisz? Z pewnością będę tu czasem i tak zaglądać, bo niektóre rzeczy mnie zainteresowały, ale potrzebny mi jest jakiś azymut.

Rzeczywiście, z jednej strony sam zachęcam moich studentów do poszukiwania w Internecie stron, które zawierają naukowe rozprawy na tematy związane z prowadzonymi przez nich badaniami, a z drugiej strony muszę ostrzegać ich przed nietraceniem czasu na czytanie tekstów, które są niskiej wartości poznawczej, naukowej czy oświatowej. Na edukacji, jak na medycynie - zna się każdy, więc jest ona jednym z najczęściej pojawiających się tematów na różnych portalach czy wortalach, w internetowych wydaniach gazet i czasopism – od codziennych, przez popularnonaukowe po naukowe.

Jak rozpoznać, że portal, w którego przestrzeni znaleźliśmy się przypadkowo lub na skutek czyjejś zachęty, jest nam nieprzydatny? Trzeba zacząć od siebie i postawić sobie pytanie, czego szukam w Internecie? Czy potrzebuję określonych informacji, wiadomości, faktów z realnego świata, czy ich interpretacji, postulatów, ocen lub recenzji, czy może potrzebuję recenzowanych tekstów naukowych, rozpraw, które podobnie jak ma to miejsce w wydaniach drukowanych, przeszły przez wstępną analizę i ocenę specjalisty?

Trzeba postawić sobie pytanie, czego szukam w Internecie? Czy potrzebuję określonych informacji, wiadomości, faktów z realnego świata, czy ich interpretacji, postulatów, ocen lub recenzji, czy może potrzebuję recenzowanych tekstów naukowych, rozpraw, które podobnie jak ma to miejsce w wydaniach drukowanych, przeszły przez wstępną analizę i ocenę specjalisty? Jak się nudzę, mam mnóstwo czasu, to mogę rzecz jasna czytać wszystko, co popadnie i przypadkowo nawet wejść na stronę, której w inny sposób nigdy bym nie odnalazł, bo jest ich już w wirtualnej przestrzeni miliony. Jeśli jednak jestem skoncentrowany na zadaniu np. przygotowuję referat na konferencję, pracę na zaliczenie czy egzaminacyjną lub artykuł, to znalezienie portalu, w którym są przedstawione różne punkty widzenia może mi podpowiedzieć jakiś pomysł, udostępnić ciekawy fakt, dane statystyczne lub z czyichś badań naukowych.

Niestety, coraz częściej przekonuję się, że Internet staje się dla wielu ignorantów takim samym biznesem, jak ten, który podobni im tworzą w świecie nam rzeczywistym. Konstruują strony, które mają nawet ładną strukturę, logiczny i wizerunkowo atrakcyjny układ form i środków komunikacyjnych, tylko treści są banalne, wtórne lub wielokrotnie już „przemielone” przez tę wirtualną maszynkę.

Kolorowo opakowane treści zamulają przestrzeń naszej świadomości, wyłączając na chwilę jej mechanizmy autokontrolne, które powinny uruchamiać sygnał ostrzegawczy: Szkoda czasu! Sięgnij po książkę! Idź do teatru, do kina lub na koncert! Spotkaj się z ekspertem lub przyjaciółmi! Wróć do rzeczywistości lub do metafizyki, tylko nie trać czasu na kolejną „papkę” pseudonauki, pseudoimpresji czy zapożyczonych treści.

sobota, 25 grudnia 2010

Czego i jak naukowcy życzą sobie i bliskim?


Nie nadążam odpowiadać na przesyłane życzenia drogą elektroniczną, w tym SMS-ami. Piękny to okres wzajemnej pamięci, serdeczności, solidarności i nadziei, o której pisałem wcześniej. Są w tej korespondencji poruszane też sprawy ważne, związane z naszą codziennością, na której komentowanie nie zawsze starcza nam czasu. Otrzymałem listy i sam je dialogicznie odwzajemniałem, gdyż jest to niepoowtarzalna moc i magia czasu, by pogodzić czy porozumieć się z tymi, którzy być może mieli mylne wyobrażenie o tym, jaka motywacja towarzyszyła także moim decyzjom czy działaniom. Jeszcze do tego powrócę z końcem roku, by go zamknąć stawiając kropkę nad "i".

Tymczasem pojawiły się wraz z życzeniami ważne myśli i przesłania, które tu przywołam bez wskazywaia nadawców, bo to one są najważniejsze:

Tak... I ja życzę Wesołych Świąt. I patrzę ze strachem w żłóbek. Boję się. Wyobraźnia podpowiada ciąg dalszy, nieunikniony. Znowu będziemy wrzeszczeć "ukrzyżuj!". Tak się bowiem kończy każde Boże Narodzenie. Nieuchronnie. "Cały świat buduje krzyż Jezusowi". To nowe hasło globalnej wioski? Czy da się tak wychować świat, aby chociaż raz odstąpił od wyroku? Nie warto. Przecież stracilibyśmy parę wolnych dni na Wielkanoc. (...) Warto wojować dla wartości. A tu na naszych oczach tonie Kościół, szkoła nowoczesna to szkoła ateizująca i wszędzie rozpychają się rozmaici N. Wiesz jak mi żal Polski... Z jednej strony nieudana i zabawna prawica-opozycja z chorym na władzę liderem, a z drugiej banda cyników istniejących od kadencji do kadencji. To, co ważne zostało obleczone w purpurową szmatę, ukoronowane cierniem i udekorowane trzciną. Wystawione na pośmiewisko. Twój list, mój list, Twój list, mój... Tak chyba wygląda prawdziwe dzielenie się opłatkiem. O to w tym wszystkim chodzi od żłóbka aż po pozostawiony w grocie całun.

----

W większości domów trwały intensywne przygotowania do Wigilii, a niektórzy z nas jeszcze intensywnie pracowali nad kolejną recenzją, raportem czy sprawozdaniem. Pomiędzy wymianą specjalistycznych uwag było też trochę miejsca na osobiste refleksje i tęsknoty, ponownie przedzielane nadchodzącymi życzeniami:

Od dwóch lat składam ozdoby świąteczne na girlandzie oraz małą syntetyczną choinkę w taki sposób ( razem z ozdóbkami) i zabezpieczam przed kurzem, że potem wyciągam, prostuję gałązki, ewentualnie spłukuję wodą i… gotowe. U nas Św. Mikołaj przychodzi tylko 6 grudnia, a w Święta prezenty podrzuca pod choinkę Dzieciątko. Po kolacji, ktoś ze starszaków (czyli wapniaków) idzie do pokoju gdzie stoi choinka i otwiera na chwilę okno, biesiadnicy w tym czasie śpiewają kolędy, no i dzieci strasznie przyspieszają tempo, i tak po dotarciu do krańców wytrzymałości czyli 2-3 kolędy, rusza się do tego drugiego pokoju no i tam… wiadomo…lubię to obserwować. Tak więc Tobie i Twoim bliskim niech się staną dary Świąt Bożego Narodzenia tak żywe i obfite , by ich moc trwała przez cały następny rok uszczęśliwiając Was w drobnych sprawach i życzliwych ludziach których napotkacie, Gloria in Excelsis Deo!!!!

----

"Przesyłam w załączeniu projekt recenzji. Zerknij, spojrzyj doświadczonym okiem na pierwsze moje "koty za płoty". Z góry dziękuję! Już późno, prawie nie widzę na oczy ze zmęczenia, ale za to pojutrze chcemy ruszyć do wieś.

----

W Wigilię i w Sylwestra nie pracujemy :-) Niech na Święta i na Nowy Rok przydarzy się Wam coś cudownego, niezapomnianego, zupełnie fantastycznego ! Niech się spełnią najpiękniejsze sny i najskrytsze marzenia ! Niech Nowy Rok będzie najlepszym z dotychczasowych !
----

Ktoś przesłał wiersz:

Wesołych Świąt!
Bez zmartwień,
z barszczem, z grzybami,z karpiem,
z gościem, co niesie szczęście!
Czeka nań przecież miejsce.
Wesołych Świąt!
A w Święta,
niech snuje się kolęda.
I gałązki świerkowe
niech Wam pachną na zdrowie.
Wesołych Świąt!
A z gwiazdką - dzieląc się opłatkiem,
pod świeczek łuną jasną,
życzcie sobie - najwięcej:
zwykłego, ludzkiego szczęścia.
cytując wiersz Wł. Mełzackiego,

----

Życzę radosnych i szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia oraz dużo dobra od Boga i ludzi w nadchodzącym Nowym Roku 2011. Wszystkiego Najlepszego!

----

Dziękuję za indywidualne, głębokie życzenia. Oby Jezus narodził się w każdym z nas!

-----

z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Państwu wszelkiego Dobra, Pokoju serc,
przyjaźni innych ludzi i miłości osób nam Bliskich, a w życiu zawodowym spełnienia i satysfakcji, że to, co robimy ma sens. Wszelkiej pomyślności w Nowym Roku i błogosławionych Swiąt! Z wyrazami szacunku i pozdrowieniami


----

Bogusiu już na wstępie chciałabym zaznaczyć, że smutno iść korytarzem w budynku uczelni, w której jest tyle miejsc związanych z Twoja pracą…, gdzie jest tyle zdjęć, na których utrwalono wiele wydarzeń z życia uczelni. Ty je zainspirowałeś, Ty podniosłeś ich rangę uczestnicząc w nich…..itd…itd.. Przeglądałam kartki świąteczne, tam też jest nie jeden dowód Twej życzliwości, pogody ducha... Pourywane myśli w mojej wypowiedzi, gdyż brak słów na wyrażenie wszystkich myśli. Uczelnia mimo podejmowania różnych działań i zapraszania do współpracy zastępców, następców już nigdy nie sprawi, że będzie tak jak dawniej …

----

Wdzięczna jestem za poetyckie życzenia okolicznosciowe, które, odwzajemniając, winszuję Panu i Jego Najbliższym Osobom Domowników i Współpracowników radosnych przeżyć, podnoszących myśli wigilijno-świątecznych, udanego relaksu i biesiad, a w N.R. 2011 kolejnych sukcesów i z nich płynących satysfakcji. Z poważaniem i sympatią

----

Wysłałem Ci wprawdzie życzenia takie sobie, ale chciałbym jeszcze dołożyć coś od siebie dla Ciebie. Dziękuję Ci za ciepło i życzliwość, życzę sukcesów w każdej dziedzinie i odporności na przeciwności. Mam nadzieję, że mogę także już pogratulować Ci kolejnej kadencji w CK. Cieszę się, że mogłem Cię poznać bliżej.

----

Szczęśliwa nocy, w którą się nam rodzi dzień jasny,

światło wszystkiemu stworzeniu,

I w której brudach i okropnym cieniu

słońce jaśniejsze

nad codzienne wschodzi”.


J. A. Morsztyn

Radosnych świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku

----

Szanowny Panie Profesorze, jeśli napiszę, że wzruszyły mnie życzenia od Pana - to mało... Naprawdę dziękuję za pamięć. Życzę Panu na te święta i Nowy Rok tego, co Pan sobie życzy. A przede wszystkim zdrowia.

----

Dziękując za piękne i ciepłe słowa przesyłam serdeczne życzenia
dobrych, wypełnionych ciepłem, serdecznością, nadzieją i życzliwością Świąt Bożego Narodzenia. Niech Nowy Rok przyniesie Ci i Twojej Rodzinie zdrowie, pomyślność i radość czerpaną każdego dnia!


----

Z najserdeczniejszymi życzeniami zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia
i szczęśliwego Nowego, 2011 Roku ... przekazuję Tobie i Twoim Bliskim edukacyjną zagadkę: Jaki był pierwszy na świecie gwiazdkowy prezent? Dla pełnej odpowiedzi wysłuchajcie proszę nagrania pod wskazanym adresem:
http://www.andiesisle.com/thefirstchristmasgift.hs.html
(W razie potrzeby polski refren odpowiedzi poniżej)

Pierwszy prezent nadszedł z wysokości

owinięty w światło gwiazd, przewiązany miłością

z radością ofiarowany,

Słodki Chłopczyna -

dar dla Ciebie, dla Was i dla mnie.

P.S. Ładny na tej samej stronie jest też utwór: Magnificent.


----

Kochani Moi Bliscy, Zwykle brak nam czasu, a przynajmniej ja to czuję. Ale idą święta, najlepsze jakie mamy. Niech wszystko się zatrzyma, a zwłaszcza ta chwila, gdy przy wigilijnym stole zasiądziemy w rodzinnym gronie. Niech trwa magia Spotkania, bez codziennego narzekania, niech rozbłyśnie Gwiazda, popłynie kolęda, a ciepło serc bliskich ogrzeje Wam duszę. Niech ta chwila Bożego Narodzenia pomoże i nam narodzić się na nowo, dla innych, dla bliskich, dla świata, ale przede wszystkim dla siebie, by stawać się lepszym, mądrzejszym, doskonalszym. A Nowy Rok niech zrealizuje pokładane w nim nadzieje, będzie mijał w zdrowiu, pomyślności i miłości.

----
Ja uwielbiam filet z morszczuka ( w sosie pomidorowym) oraz śledzie po
kaszubsku. Pychota!!!!!!!!!!! Ze stołu szybko znika (dzięki moim szyblim rękom) sernik i makowiec (o niezdrowej coli nie wspomnę). Colę kupjemy tylko na święta.


----

Życzymy Wam Kochani, aby te święta były dla Was okazją do spotkań z bliskimi, z samym sobą i Maleńkim... Żeby w pędzie życia znaleźć, choć chwilę wytchnienia... I żeby smutek "bo znów zabrakło czyjegoś głosu" przerodził się w radość oczekiwania..

----

Drogi Profesorze, życzę zdrowych, spokojnych, przepełnionych radością i miłością Świąt Bożego Narodzenia oraz realizacji planów i spełnienia marzeń w nadchodzącym Nowym Roku. Wiele serdeczności na nadchodzące dni

----
Witam serdecznie! Z okazji Świąt i Nowego Roku życzę Panu i Pana bliskim spełnienia marzeń, radości, ciepła rodzinnego i "konsumpcyjnej wytrwałości". Pozdrawiam.
----
Bardzo dziękuję za refleksje, które w czasie Świątecznym popłynęły prosto z serca do serca.Wierzę, że właśnie kolejne Boże Narodzenie pomoże mi znaleźć zagubione, czy zaniechane z powodu słabości, wątki życia w różnych ważnych aspektach. Wiąże się to, jak myślę, z trudną sztuką dokonywania przewartościowań. W wieku dojrzałym coraz częściej wymagamy tego od siebie. To taki… jakby filozoficzny rachunek sumienia, dobycie wewnętrznego głosu, rozmowa z samym sobą. Pokładam nadzieję w odnowienie sił do mojej codziennej, przecież zwykłej pracy, którą nazywam pokornie – służbą. Nie chcę wpadać w patos, choć jest on usprawiedliwiony magią Świąt, to jednak wyznam, że przemawiają do mnie szczególne obrazy. Do nich należy na przykład Christ and the Virgin in the Mouse of Nazareth pędzla Francisco de Zurbarána. Przedstawia ona nastoletniego Chrystusa, splatającego swoją koronę cierniową. (...) Jeszcze raz dziękuję za szczególne życzenia Świąteczne, Odnawiające, które zapamiętam. Pozostaję z nadzieją, że kiedyś dorosnę duchowo, by je tak wspaniale składać, jak zrobił to Pan Profesor. Wszelkich błogosławieństw życzy Panu Profesorowi i Jego Rodzinie
----

Twoje życzenia są zawsze takie piękne. Skłaniają by popatrzeć wgłąb codzienności i dojrzeć w niej to, co zazwyczaj niewidoczne. Dziękuję za nie.

-----

przesyłamy Tobie i Rodzinie moc serdeczności nie tylko świątecznych i noworocznych. Wiem, że ten nowy rok będzie brzemienny w zmiany w środowisku, które już się zaczęły, choć nie wszędzie, gdzie powinny. (...) Cieszmy się sobą, wzajemnie,nie tylko przy okazji Świąt.

----

Dużo spraw, faktów i opinii mnie w tym roku zmartwiło i po prostu zgnębiło. O wiele mniej ucieszyło. A wśród nich, najbardziej ta - że się odezwałeś. Nie wyobrażasz sobie jak czekałem na znak od Ciebie. Od Was. Będę mial pogodniejsze Święta. Dziękuję. Przesyłamy Wam uściski i uśmiechy.Niech Wasze dusze skrzą się czystym poczuciem więzi i radości, przepełnione miłością. JAK NASZE!

----

Szanowny Panie Profesorze, najpiękniej dziękuję za list wypełniony życzeniami świąteczno-noworocznymi. Właśnie ubieram choinkę, tradycyjnie zawsze wieszam na niej własnoręcznie wykonane ozdoby i koniecznie świeczki zamiast lampek. Przesyłam Panu i Pana Rodzinie cały ten koloryt form, barw i ciepła z pierwszego płomyka zapalonej popołudniowa pora świeczki. Załączam wiersz poetki z Borów Tucholskich, która zawsze na święta tworzy nim swoisty, jedyny, niepowtarzalny klimat:
Oczekiwanie
Porozwieszam na choince
świąteczne wspomnienia
w każdej bombce
jeden wieczór
i jedną kolędę
W każdej lampce
jedna iskrę
i jedną nadzieję
A w łańcuchach
wachlarz dłoni
w gorącym uścisku
aby nigdy nie zabrakło
naszych drogich
bliskich
Znów ustawię na obrusie
jeden talerz więcej
jeden uśmiech
rzucę przy tym
na zbłąkane
serce
I zapalę światło
gwiazdy
nad wielką radością
by płonęły
nasze chwile
rodzinną miłością
[Barbara Jendrzejewska]
Wszystkiego dobrego, a w Sylwestra proszę zadbać o grosz w kieszeni - choć to zaklinanie rzeczywistości ale motyw szlachetny - na szczęście.

----

Drogi Panie Profesorze, W Święta Bożego Narodzenia sam Jezus zaprasza nas na swoje urodziny. Nie do suto zastawionego stołu, ale do ubogiej stajni, aby nas swoim ubóstwem ubogacić. Ubogaca nas Swoją niepojętą Miłością, Swoją dobrocią i hojnością łask oraz nieustannym zaproszeniem, by być w Komunii z Nim każdego dnia, a potem, by być w komunii z człowiekiem. Drogi Panie Profesorze, niech Pan da się poprowadzić Jezusowi każdego dnia, kocha Go i da Mu się kochać z całym swoim człowieczym ubóstwem. Niech te świąteczne dni będą dla Pana i Jego Bliskich radosne, opromienione uśmiechem Bożego Dziecięcia i Jego Przeczystej Matki.. Niech Nowy 2011 Rok przyniesie pokój i nadzieję. Radosnego w Panu świętowania. Łączę się z w Adoracji Dzieciątka i zapewniam o modlitwie.
----

serdeczne dziękuję za piękne życzenia świąteczne i kartę. Ja życzę Panu Profesorowi, aby w te święta rzeczywiście się coś w nas narodziło, co wspierać nas będzie w realizacji naszych celów i zadań i co pomoże nam zbliżać się do drugiego człowieka.

----

Zdrowia, niegasnącej pogody ducha i obfitości Miłości

----

Dziękuję za życzenia. Ja również pragnę życzyć Panu Profesorowi wypełnionych spokojem oraz wzajemną życzliwością świąt Bożego Narodzenia spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Świąt dających radość i odpoczynek oraz nadzieję a "dobry" Nowy Rok.

---

P.s. Przesadziłem wczoraj z ilością "uszek" w barszczu (ale i tak rekordu nie pobilem). Mikołaj dał mi m.in. piankę do golenia (abym się częściej golił....). Nic to, liczyłem na książki....
----

Gwiazdy z nieba,których nie dotkniecie!
Marzeń spełnienia, których nie osiągniecie!
Radość,w życiu tak ciężkim i tragicznym.
Uśmiechu, pustego słowa w moim słowniku!
Wiary która jest chwiejna jak wiatr za dmucha
Szczęścia niewidzialnego oczyma...

Może świata u stóp i wielu z nim przymiotników
Wiem czego Wam mogę życzyć
Bądźcie sobą przez każdą chwilkę w życiu.
Która mija nas jak wiatr i czas lecący?
Bądźcie takimi jakimi Was Bóg stworzył.
Nie znających potencjału drzemiącego -
cech ani negatywów.

Jesteście ludźmi zatem nimi pozostańcie?
Właśnie takimi których kocham najbardziej!
Z dobrem i złem w wnętrzu osobowym,
z charakterem ciężkim i nieprzetworzonym!
Gdyż pięknem jesteście takim jak pozostaliście stworzeni...
Cóż ja będę mógł później do was pienić?
Gdy każdy z Was będzie ideałem.
No bo chciałbym pisać,
o dobru i złu w nas Samych...

Powodzenia i walki, sukcesu i ewentualnych darów,
w postaci cech charakteru,
Uśmiechu, przyjaciół, pogody ducha.
Słońca świecącego w dni ciemne i pochmurne!
Dróg dobrych i ścieżyn życia, losu łatwego!
Zdrowia by móc w nimi brnąć
dobrego ducha wiary i myśli w dni 2011


----


/Jerzy Libert/
Pasterka <

Ptaki niby dzwoneczki cieszą się kolędą
Chrystus się nam narodził i nowe dni będą
Do stajni betlejemskiej aż od brzegów Wisły
Z ptakami smukłe sarny dziwować się przyszły.

Wiewiórka zęby szczerzy i w niebo się patrzy
Jak dwa gołębie płyną na Błękitnej tarczy.
I kwiaty, choć to zima, czas mroźny i cichy,
Niosą mirrę, kadzidło i złote kielichy.

I pawie przyfrunęły z krajów cudzoziemskich,
By swe pióra przyrównać do skrzydeł anielskich
A mały Chrystus smutny w drzwi patrzy i czeka
By pośród witających zobaczyć Człowieka..
.

Tymi słowami składam serdeczne życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku 2011, abyśmy sercem, myślą i swoją obecnością byli blisko Bożej Dzieciny, a także każdego Człowieka, tak w naszych rodzinach, jak i kręgach przyjaciół, osób znajomych, czy tylko spotykanych na drogach naszego życia, w różnych sytuacjach i różnych okolicznościach. Niechaj wszystkie spotkania niosą radość, spokój, szacunek, życzliwy uśmiech, a także pomocną dłoń, by nie zabrakło ludzkiej obecności i miłości, gdy ta Maleńka Miłość ma zagościć wśród nas.

----

Co roku z ogromną przyjemnością czytam przepiękne życzenia Świąteczne, zamieszczane przez Pana Profesora na blogu (wcześniej na stronie WSP), zawierające przesłanie na Nowy Rok, skłaniające do refleksji, edukujące. Serdecznie za nie dziękuję i życzę pięknych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia a w Nowym Roku kolejnych sukcesów w trudnej misji, jaką jest edukowanie społeczeństwa.

----

Oto zwiastuję wam radość wielką,

która będzie udziałem całego narodu:

dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel,

którym jest Mesjasz, Pan.

Łk 2, 10-12.



Dzieląc się radością z przeżywania Bożego Narodzenia

przesyłam najserdeczniejsze życzenia

pełnych radości i pokoju Świąt

i niosącego pokój błogosławieństwa Bożego

w każdym dniu nadchodzącego

Nowego Roku 2011


----

Z całego serca z okazji wiąt Bożego Narodzenia życzę Wam tego, co wiem, że dla Was najważniejsze i czego sama pragnę dla siebie i swoich bliskich - spokoju, radości, miłości, bliskiego, ciepłego kontaktu z Rodziną i prawdziwymi przyjaciółmi, a to wszystko bez pośpiechu, troski i zmartwień. Dziękuję Wam za to, że jesteście i dajecie tyle z siebie innym ludziom! że potraficie nadać rangę najcenniejszego czasu zwykłym, levcz prawdziwym słowom i gestom. Cieszę się i jestem wdzięczna, że i ja jestem w gronie obdarowanych. Dlatego tak bardzo chciałabym, żeby w Waszym życiu spełniła się maksyma: "im więcej od siebie dajesz, tym więcej dostajesz".

---
Z okazji nadchodzących Świąt przekazuję najlepsze życzenia - niech Mała Boża Dziecina obdarzy wszelkim błogosławieństwem potrzebnym do owocnego przeżycia Świąt i nowego roku. Niech wniesie dary dziecięctwa: przeźroczystość, radość, głęboki pokój, nadzieję, zawierzenie i zaufanie oraz pokorę jako umiłowanie prawdy. Niech to będzie dobry rok dla całej Waszej Rodziny! Z głęboką wdzięcznością, serdecznym pozdrowieniem oraz wyrazami szacunku.

-----


Jest taki wieczór w roku, gdy wszyscy obecni gromadzą się przy wspólnym stole, Jest taki wieczór, gdy gasną spory i znika nienawiść... Wieczór, gdy łamiemy opłatek...
Jest taki wieczór wyjątkowy... Jedyny... Niepowtarzalny... Pełen gorących życzeń.
Życzę takiego wieczoru oraz radości we wszystkich dniach nadchodzącego Nowego 2011 Roku

---

Witaj Bogusiu Profesorze drogi, dzięki za podnoszący na duchu list i
piękne zyczenia. Zastałeś mnie w Lizbonie, gdzie nie widać zimy,ale wśród
nastrojowych , przepięknie światłami udekorowanych drzew, budynków
,pomników, rewia światecznego nastroju jest zwielokrotniona i pewnie nie
wszystkich sklania do zadumy i refleksji duchowej. To raczej w cudownych
architektonicznie kosciołach, i ich powadze nastroju, historii trwania
można uchwycić to co jest ową powagą refleksji...życzę dobrych wszystkich
dni w Nowym Roku

----

Szanownemu i Drogiemu Profesorowi oraz Jego Bliskim – zdrowia, wypoczynku i radosnej kontemplacji tych wszystkich wartości, które przynosi Boże Narodzenie. Przede wszystkim możliwości uwolnienia się od zamętu, chaosu i świata pozorów, w którym musimy być, niezależnie od naszych chęci.
Dalszych fascynujących osiągnięć naukowych, zadowolenia z odkrywania prawdy schowanej niekiedy przedziwnie w zapomnianych szczelinach tekstów i sztuce. A poza tym wielkie dzięki za odwagę kruszenia stereotypów hamujących rozwój człowieczeństwa w człowieku i niezbywalne prawo do Szczęścia i współbycia…

piątek, 24 grudnia 2010

Pedagogika nadziei


Zaczynają się jedne z najpiękniejszych polskich Świąt - Święta Bożego Narodzenia, dni jednoczenia rodzin, umacniania naszej miłości do Boga, bliźnich, siebie, do całego świata.

Są to święta bardzo rodzinne i niezmiernie ważne w naszym życiu. To Święta o bardzo starych korzeniach i tradycjach narodowych, w trakcie których kultywujemy wartości kultury chrześcijańskiej. Życzę Państwu nasycenia tych Świąt wielką Tajemnicą, urokiem i oryginalnością spotkań z Bliskimi i Obcymi, stworzenia niepowtarzalnej atmosfery, która zaowocuje nadzieją na pokój, miłość i zgodę.

Jak pisze w swojej rozprawie pt. Pedagogika nadziei. Współczesne konteksty w inspiracji personalistyczno-chrześcijańskiej (UKSW, Warszawa 2009) ks. Stanisław Chrobak: Życie według nadziei i działanie z nadzieją stanowi fundament egzystencji jednostki oraz społeczeństwa. Nadzieja, motywując i dynamizując podejmowane przez człowieka działania, przyczynia się do jego wszechstronnego i pełnego rozwoju. (s. 13)

Nie tylko w tych dniach jest nam potrzebna nadzieja, ale na co dzień, by możliwe było pokonywanie barier i trudności w realizacji wartości, które wykraczają poza doraźne dobra. Niech zatem symbolika światła wzmocni źródła naszego życia, które otrzymaliśmy jako dar i zadanie. Nadzieja wynosi nas ponad naszą subiektywną świadomość. Uzdalnia nas do odejścia od antropocentrycznego i egocentrycznego oddawania się prawdzie naszych własnych myśli i rzeczywistości wykreowanej prze człowieka. (…) W nadziei podporządkowujemy się prawdzie tego, co jest rzeczywiste, bierzemy udział w porządku rzeczywistości wykreowanej przez człowieka, w porządku, którego nie wynajdujemy sami, lecz który nadzieja pomaga nam odkryć. (tenże, s. 19-20)

Pedagogika nadziei uświadamia nam, że nie wystarcza znać i głosić tezy I. Kanta o imperatywie moralnym, skoro własnym działaniem nie daje się dowodów na dążenie do osiągania najwyższego Dobra i Prawdy, służąc nieprzejrzystości, nieetycznym interesom i ciemnej „teraźniejszości”. Pedagog nadziei musi liczyć się z tym, co miłe i przyjemne, jak i tym, co nieprzyjemne, by podejmować działania w horyzoncie możliwości i otwartości na nowe zjawiska. Jak pisał znakomity filozof G. Marcel: Stwierdzenie „mam nadzieję” w całej swej sile zwrócone jest w kierunku jakiegoś wybawienia. Nadzieja mieści się dokładnie w ramach próby i nie tylko się z nią łączy, lecz stanowi prawdziwą odpowiedź bytu na tę próbę. (tamże, s. 46).

Źródłem ludzkiej nadziei jest ufność w przyszłość i miłość, którą warto pojmować jako w swej istocie bycie-z: bycie-z sobą; bycie-z dzieckiem, bycie-z rodzicami, bycie-ze społeczeństwem; bycie-z narodem itd., czyli uczestniczenie, a nie konsumowanie, wyczekiwanie na łaskę, posilanie się cudzym wysiłkiem i dokonaniami, by pozorować coś, czego się nie posiadło lub nie dokonało. Człowiek żywiący nadzieję, i tylko on, niczego z góry nie przyjmuje. Pozostaje otwarty na jeszcze nie dokonane, przyszłe spełnienie, o którym jednocześnie wie, że równie mało zna jego postać, jak i jego czas. (s. 53)

Nadzieja jest odpowiedzią na coś, co pozwala uwolnić się z czynników degradujących podstawę naszego istnienia, naszej natury czy co uniemożliwia pełnienie w sposób odpowiedzialny ról społecznych czy zawodowych.Jest odpowiedzią ludzkiej egzystencji na to, co usiłuje zniszczyć ludzką tożsamość. Pedagog musi umieć funkcjonować w zmieniającym się świecie, by nie pozwalać na utratę w nim wartości, które konstytuują sens jego służby INNYM, a jednocześnie nie prowadzą do naruszenia poczucia jego własnej godności. Zaprzecza pedagogii ten, kto łamie dawane słowo, kto zdradza, niszcząc tym samym podstawy do pokładania w nim nadziei. Prawdziwy pedagog sam jest nośnikiem i powiernikiem nadziei, gdyż w swojej pracy kieruje się m.in. (…) wiarą w dobro w drugim człowieku i w jutro tego dobra – w rozwój i sens tego rozwoju. (s. 59)

Trzeba jednak uważać, być czujnym na tych, którzy oferując nadzieję, czynią to w taki sposób, by pozbawić innych szans na samostanowienie. Ich postawy powodowane są bowiem zuchwalstwem pochodzącym z pychy, pragnącej się wynieść ponad to, co świadczy o niemocy człowieka, a jeszcze bardziej z próżności i lekceważenia innych. Słusznie pisze ks. S. Chrobak, że korzenie zuchwalstwa (...) tkwią w fałszywej, afirmowanej przez własną wolę samoocenie człowieka, samouspokojeniu. Ta fałszywa samoocena, jest brakiem pokory, negacją realnej stworzoności i sprzecznym z rzeczywistością uzurpowaniem sobie podobieństwa do Boga (…), a wśród niewierzących do tych, co naprawdę wiedzą lepiej.

Tacy pseudowychowawcy szafują ludzką nadzieją narażając innych na straty w wyniku nienasyconego dążenia do uzyskiwania niemal wszystkiego niejako za darmo i bez kompetentnego trudu. Chcąc kupić sobie nadzieję, pozbawiają jej innych, tworząc im zarazem iluzję wolności i możliwej samorealizacji.

Życzmy sobie w Nowym Roku spełniania nadziei, która nada sens naszemu życiu, stanowiąc podstawę twórczej siły życia. Spełniajmy się w Nowym Roku, byśmy mogli tak wspólnie, jak i w przyjaznym otoczeniu czy środowisku życia cieszyć się swoją obecnością, byśmy mogli spotykać się w niepowtarzalnym klimacie „bycia sobą”. Niech 2011 r. sprzyja realizacji własnych nadziei, marzeń i pasji, bo w ustawicznym pielgrzymowaniu i stawaniu się podczas swojego życia, nikt nie pozbawi nas naszej jedyności, niepowtarzalności.

czwartek, 23 grudnia 2010

Pedagogika życzeń na usługach kłamstwa


Jak się okazuje i na tym można zarabiać. Na rynku są firmy, które oferują nawet szkolenia właścicieli firm, by to, co powinno być autentyczne, osobiste, zamienić w towar, w umiejętność sprzedawania kłamstwa. W ten sposób edukuje się menedżerów w tym, jak mają manipulować swoimi podwładnymi, jak własną hipokryzję zamienić w okresie przedświąteczno-noworocznym w jeszcze jeden odsetek od kapitału własnej nieszczerości.

Jacy biedni i zapracowani ci menedżerowie i szefowie instytucji, że trzeba im podsuwać wzory przemówienia wigilijnego i noworocznego w ich firmach? Gotowe propozycje, sprawdzone reguły i narzędzia dla mających problemy z własną osobowością menedżerów, dla tych, co na co dzień swoją rozchwianą psychiką rekompensują sobie własne, często nieudane życie - manipulowaniem innymi, to rodzaj jeszcze jednego "wsparcia edukacyjnego". Jeszcze wczoraj zachowywali się toksycznie, a dzisiaj zmieniają swe oblicze, by choć na chwilę przemówić do współpracowników ludzkim głosem.

Czego życzyć współpracownikom na Święta Bożego Narodzenia i na Nowy Rok? Oni się nie martwią, bo przecież otrzymali następujące instrukcje:

Kiedy wszystkie spojrzenia pracowników skupiają się na przełożonym w chwili, gdy zabiera głos, wraz naturalnym stresem pojawia się wiele wątpliwości:
• czy moje przemówienie zawiera treści istotne dla moich pracowników?
• czy właściwie podsumowuje miniony rok i umiejętnie wskazuje wybrane sukcesy i porażki?
• czy nie zawiera zbyt wiele elementów pochwalnych lub krytycznych?
• czy moi pracownicy są gotowi, aby usłyszeć to, co chcę im przekazać?
• czy nie przestaję być szczery, popadając w zbytnią euforię lub niezadowolenie?
• dlaczego mam wątpliwości, mimo że poświęciłem tyle czasu na przygotowanie?


Gdyby jeszcze usłyszeli, co tak naprawdę sądzą o nich ci, którym przed chwilą składali życzenia? A może ktoś napisze poradnik dla tych, którzy muszą je przyjmować mimo, iż wcale nie mają na nie ochoty?

środa, 22 grudnia 2010

Jak uniknąć w oświacie metathesiofobii?


Coraz częściej dziennikarze relacjonują zapowiedzi kolejnych zmian strukturalnych w oświacie, jakie proponuje MEN, ale już nie dociekają założeń, które legły u ich podstaw, bo te mogłyby się okazać albo przypadkowymi, albo z jakiegoś powodu korzystnymi jedynie dla ich promotorów. Jaki jednak jest ich głęboki sens, komu mają służyć, co mają zmieniać i jakie będą ich następstwa? Komentatorzy kolejnych zapowiedzi zwracają uwagę, że wprowadzane restrukturyzacje w zarządzaniu strukturami oświatowymi służą przede wszystkim temu, by umacniać etatystyczną politykę oświatową, która osłabia, a nawet eliminuje alternatywne myślenie i projekty innego działania. Zinstytucjonalizowana polityka resortu edukacji nagradza wydajność, adaptacyjne podejście do edukacji, a nie innowacyjność, gdyż ta burzyłaby ustalony przez MEN porządek. Innowacje w oświacie są naturalnym wrogiem myślenia kategoriami skuteczności, wydajności, stabilności i przewidywalności.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 9 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków prowadzenia działalności innowacyjnej i eksperymentalnej przez publiczne szkoły i placówki (Dz. U. nr 56 poz. 506) do końca stycznia 2011 r. nauczyciele mogą zgłaszać projekty własnych eksperymentów, które chcieliby wdrażać od nowego roku szkolnego. Na stronach internetowych większości kuratoriów oświaty znajdziemy nie tylko odnośniki lub zapis treści podstawy prawnej do takiej działalności, ale także wzory uchwał rady pedagogicznej w tej sprawie, kartę innowacji czy eksperymentu oraz procedury zgłaszania kuratorowi oświaty innowacji, a ministrowi edukacji – eksperymentu pedagogicznego. Są też takie kuratoria, które nie tylko zachęcają pedagogów do brania edukacji we własne ręce, ale i podają przykłady o pojawiających się w danym roku szkolnym innowacjach pedagogicznych, bo eksperymenty właściwie się nie pojawiają.

Przedszkola i szkoły nie przekształcą się w organizacje uczące się, gdyż wymagałoby to zmiany nastawienia osób nadzorujących pracę nauczycieli z kierowania i kontroli na współtworzenie warunków, które sprzyjałyby rozwojowi autonomii tych placówek i ich pedagogów. Byłoby to możliwe, gdyby nadzór pedagogiczny wspierał innowacyjne rozwiązania i eksperymenty pedagogiczne w sytuacji, gdy mamy w tym zakresie stosowne regulacje prawne. Jeśli nauczyciele chcą być niezależni w swoim profesjonalizmie, kreatywni, a zarazem oddani swoją pasją innym, jeśli zależy im na tym, aby ich placówka dobrze funkcjonowała i rozwijała się a uczęszczający do niej wychowankowie (dzieci, młodzież) rozwijali swoją osobowość, kształtowali swoje charaktery stając się w pełni dojrzałymi społecznie i moralnie obywatelami demokratycznego państwa, to powinni reagować na te możliwości, aspiracje, potrzeby i oczekiwania w sposób twórczy, uwzględniając zarazem zmienność środowiska życia.
Przykładowo z relacji lubelskiego kuratorium oświaty wynika, że do 31 marca 2010 r. zgłoszono 140 projektów innowacji z 58 szkół i placówek oświatowych, które wychodzą naprzeciw zainteresowaniom dzieci i młodzieży, czyniąc zarazem proces kształcenia dla nich szczególnie atrakcyjnym.

Jak wynika z relacji tego kuratorium, w szkołach przeważają przede wszystkim innowacje mające na celu: zapewnienie uczniom dobrego przygotowania ogólnokształcącego, pełnej realizacji podstawy programowej z przedmiotów ogólnokształcących, poszerzenie treści w zakresie szeroko pojętej edukacji prozdrowotnej, ekologicznej, artystycznej oraz nowatorskiego podejścia do rozwiązań organizacyjnych i metodologicznych. W systemie kształcenia ponadgimnazjalnego innowacje stanowią swoistą nowość, która przybliży uczniom zagadnienia z zakresu funkcjonowania znaczących instytucji państwowych, samorządowych, usługowych oraz stanowić będzie podstawy do dalszego kształcenia. Zapoznanie z zasadami udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej wpłynie na nabycie wiadomości i umiejętności pozwalających skutecznie udzielić pierwszej pomocy w nagłych wypadkach, kształtowanie postawy odpowiedzialności za bezpieczeństwo własne i innych, w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia ludzkiego. Nauka praktycznych umiejętności w tym zakresie jest szczególnie ważna w odniesieniu do funkcjonowania uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Za niewątpliwe zalety zgłoszonych innowacji uznać należy przewidziane w nich procedury osiągania celów, ze szczególnym naciskiem na ich charakter praktyczny oraz zastosowanie bogactw środków dydaktycznych.

Zapewne brakuje nam przekazu na temat tego, w jakiej mierze proponowane przez nauczycieli innowacje pozwoliły na zrealizowanie zakładanych celów, czy i w jakim zakresie sprzyjały głębokim zmianom w procesie kształcenia, wychowania czy form sprawowania opieki nad dziećmi i młodzieżą, z czego najbardziej zadowoleni są ci, do których były one adresowane? Interesujące jest to, czy i w jakim zakresie nauczyciele korzystają dzisiaj z nowej wiedzy psychologicznej, z wyników najnowszych badań nad ludzkim umysłem, procesami introjekcji wartości w pluralistycznym świecie czy z badań nad uwarunkowaniami rozwoju emocjonalnego, społecznego czy moralnego młodych pokoleń? Jak reagujemy na zachodzące zmiany w konfrontacji z mediami, które przejmują coraz silniej „władzę” nad ludzki rozwojem? Co zrobić, by najbardziej aktywni zawodowo nauczyciele nie cierpieli z powodu przypadłości określanej mianem metathesiofobia, czyli strachem przed zmianami, które wymagają odmiennego myślenia i zachowania?

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Co mają powiaty do projektu odroczenia obowiązku szkolnego dla sześciolatków?


Związek Powiatów Polskich negatywnie ocenia projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz o zmianie niektórych innych ustaw, którego istotą jest odsunięcie w czasie obligatoryjnej daty objęcia sześciolatków obowiązkiem szkolnym – z 1 września 2012 roku na 1 września 2020 roku. Prezes Związku Powiatów Miast Polskich opowiada się za pozostawieniem obecnego terminu wejścia w życie kwestionowanych przepisów, zaś uzasadnianie odroczenia o osiem lat tego rozwiązania strukturalnego brakiem przygotowania bazy obiektów szkolnych dla potrzeb sześciolatków oraz brakiem jednolitych standardów oświatowych w kraju jest zlekceważeniem tych samorządów lokalnych, które podjęły wszelkie działania konieczne do przystosowania obiektów szkolnych do nowych wyzwań.

Podważanie tych starań samorządowcy odczytują jako votum nieufności wobec nich. Ich zdaniem standardy oświatowe nie mogą być elementem warunkującym możliwość przyjmowania do szkół sześciolatków, gdyż ważniejsze jest wcześniejsze objęcie ich nauką szkolną.

Co uczyni z treścią tej uchwały minister edukacji narodowej, skoro powiaty nie prowadzą szkół podstawowych, ani też prowadzenie przedszkoli nie jest ich zadaniem własnym?

niedziela, 19 grudnia 2010

O kryzysie w szkolnictwie wyższym


Przedświątecznie aż roi się od artykułów i debat na temat kryzysu szkolnictwa wyższego w Polsce. Nie ukrywam, że także w korespondencji od moich koleżanek i kolegów z innych ośrodków akademickich przebija troska i niepokój o to, co czeka nas w Nowym Roku – 2011. Zapewne ważnym głosem w tych analizach jest tekst Przemysława Wilczyńskiego „Dobrze, ale nie tragicznie”, wywiad z prof. Tadeuszem Gadaczem pt. „Z karabinami na sznurku” oraz Natalii Sromek „Raport trzeciego stopnia”, jakie ukazały się na łamach najnowszego wydania „Tygodnika Powszechnego” (2010 nr 51).

Przemysław Wilczyński ocenia stan naszego szkolnictwa po 21 latach jako z jednej strony fascynujący efekt zaistniałej rewolucji edukacyjnej, która wyraża się w objęciu kształceniem akademickim ponad 2 milionów Polaków oraz włączeniem naszego szkolnictwa w struktury i procesy mające miejsce na tym poziomie edukacji całego systemu europejskiego, a z drugiej strony dostrzega, jak sielankowy pejzaż polskiej nauki przesłaniają zjawiska pozoranctwa jakości kształcenia, emigracja zarobkowa najzdolniejszych, młodych naukowców w wyniku fatalnej polityki kadrowej w uczelniach publicznych (bo w niepublicznej nie ma żadnej poza zatrudnianiem w nich nauczycieli akademickich w granicach jedynie koniecznego minimum dydaktycznego) oraz niski poziom wyników badań naukowych mierzony wskaźnikiem liczby publikacji w zagranicznych czasopismach i bardzo dalekie miejsca w rankingach międzynarodowych tzw. uniwersytetów flagowych.

Autor ten potwierdza, że głównym motywem powstawania uczelni prywatnych w Polsce jest czynnik ekonomiczny, które nieprzypadkowo oferują jedynie kształcenie na kierunkach humanistycznych i społecznych, bo najmniej kosztownych dla właścicieli, ale za to najbardziej dla nich rentownych i pozwalających naukowcom z uczelni publicznych na poprawę własnej sytuacji materialnej. Przywołana w tym artykule wypowiedź prof. Ł. Turskiego nie pozostawia złudzeń: Kolejne następstwo – a może główna siła sprawcza? – edukacyjnego boomu to lawinowy wzrost liczby prywatnych uczelni. – Wielki polski sukces przerabiany na wielką klęskę (…) Ta armia studentów jest uczona w sposób skandaliczny. Spora część uczelni prywatnych to po prostu edukacyjne oszustwo. (s.4) Wilczyński wskazuje także na to, jak polskie środowisko naukowe ni potrafi konkurować o środki na badania w kraju, jak i poza jego granicami. Amatorszczyzna w zarządzaniu sprawia, że bezsensownie tracone są środki budżetowe na nic nie znaczące projekty badawcze oraz zachęcamy młodych naukowców do publikowania marnych rozpraw w jeszcze marniejszych czasopismach, byle tylko upozorować, że coś się robi.

Oliwy do ognia krytyki dolał wybitny polski filozof prof. Tadeusz Gadacz, który ma żal do władz naszego państwa, że ten potężny wzrost liczby osób studiujących nie pociągnął za sobą wyraźnego zwiększenia nakładów na naukę i na zatrudnianie w uczelniach naukowców. Od momentu, kiedy polskie uczelnie weszły w obieg boloński, od kiedy zaczęły do Polski spływać środki finansowe z Unii, mam poczucie – mówi profesor – permanentnie wzrastającej biurokratyzacji, która obciąża nie tylko kadry administracyjne, ale przede wszystkim dziekanów, rektorów, dyrektorów instytutów i samych uczonych. (…) Uczelnie zmieniły się w coś w rodzaju Benthamowskiego panopticum, gdzie sprawozdawczość, mająca służyć mierzeniu efektywności, zamienia się w permanentną inwigilację. Z uniwersytetów, które od początku istnienia oparte były na idei wolności badań i zaufaniu autorytetowi uczonego, niewiele pozostało. Wolność i zaufanie zanikają.(s. 5)

W podporządkowywaniu uniwersytetów rygorom rynku i rywalizacji, mierzonej liczbą tylko tego, co jest opłacalne wedle biurokratycznych, a jednolitych dla wszystkich nauk kryteriów, zanika w interes samej nauki. Profesor T. Gadacz nie pozostawił przysłowiowej suchej nitki na obecnym systemie oceny parametrycznej, jakiej poddane zostały uczelni publiczne i jednostki naukowo-badawcze. Nie docenia się w świetle tych kryteriów ani tłumaczeń wybitnych dzieł na język polski, ani recenzji rozpraw naukowych, a ocenianie prac za pomoca stałej liczby punktów , bez względu na ich wartość merytoryczną sprawia, że dużą liczbę może uzyskać marny i krótki tekst, który został opublikowany na łamach wyznaczonych przez resort nauki czasopism, zaś niemal tyle samo punktów przyznaje się za opublikowanie monografii naukowej, wymagającej przecież wielu lat pracy. Gdyby współczesnej ocenie parametrycznej poddać tak wybitne osobowości, jak niedawno zmarli Józef Tischner czy Barbara Skarga, to prawdopodobnie znaleźliby się w piątej kategorii, bo ani nie publikowali specjalnie po angielsku, ani nie starali się spełniać pozostałych kryteriów oceny. (s.6) Słynąca z wysokiego poziomu na świecie polska humanistyka jest w tych warunkach zagrożona.

Natalia Sromek natomiast przywołuje wyniki badań jakości kształcenia na studiach doktoranckich, jakie zostały przeprowadzone przez Towarzystwo Doktorantów Uniwersytetu Jagiellońskiego w 2008 r. Okazuje się w ich świetle, że tylko 43% doktorantów jest zadowolonych ze swoich studiów, wskazując na to, że stały się one szkółką, która ma niewiele wspólnego z pracą naukową. Ankietowani wskazywali na takie słabości studiów doktoranckich, jak: nieinformowanie o zebraniach katedry, jej działalności, projektach i planowanych wydarzeniach, brak kontaktu z pracownikami naukowymi, niskie usytuowanie doktorantów w hierarchii zakładu, mniejsza pensja lub jej brak, brak możliwości prowadzenia zajęć, poczucie anonimowości, izolacji i ignorowanie przez pracowników katedry. (s.7)

Powracam zatem do wcześniej przywołanej tu konferencji prof. Lecha Witkowskiego w Międzyzdrojach, w trakcie której zwracano uwagę na te same kwestie, tyle tylko że w odniesieniu do akademickiego środowiska pedagogicznego. Uczestnicy pytali wówczas: Gdzie i dla kogo pedagodzy są jeszcze ekspertami? Jaki ma sens promowanie kształcenia wyższego za wszelką cenę dl podwyższenia wskaźników skolaryzacji na tym poziomie, skoro dopuszcza się w szkolnictwie prywatnym ok. 30% Polaków mających IQ na granicy normy? W szkolnictwie prywatnym szerzy się cwaniactwo i pozoranctwo.

W wielu ośrodkach akademickich nie sięga się do literatury naukowej innej, jak tylko „własnej”, przez co nie rozwijają się badania podstawowe, nawiązujące do tradycji rozwoju myśli oraz zanika krytyka. Także w procesie kształcenia studenci kierują się przede wszystkim wyborem takich specjalizacji, na które jest zapotrzebowanie rynku. Studiowanie jest tu płytkie, powierzchowne, dostosowywane do wielkich liczbowo grup (głównie) wykładowych. Zastanawiano się także nad tym, jak walczyć w szkolnictwie publicznym ze strukturalnym zniewoleniem naukowców, których dokonania marginalizowane są przez miernych akademików, ale posiadających władzę, a zatem rozstrzygających o istotnym dla jakości badań naukowych lub ich braku wykorzystywaniu środków finansowych czy prowadzeniu polityki kadrowej.

sobota, 18 grudnia 2010

Edukacja – społeczeństwo – tożsamość. Konteksty i rekonstrukcje


Pod takim tytułem odbyło się wczoraj seminarium naukowe, jakie zorganizował Dziekan Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu prof. zw. dr hab. Zbyszko Melosik wraz z zespołem współpracowników.

Otwarcia tej interesującej debaty dokonała prof. dr hab. Joanna Rutkowiak, która analizowała procesy stabilizacji w edukacji w konfrontacji z ożywieniem w ekonomii jako czynnikach możliwych zmian oświatowych. Nawiązała do baumanowskiej teorii człowieka jako producenta, konsumenta i jako osoby na przemiał, by wyostrzyć ogromne dysproporcje w życiu ludzi, jakie mają miejsce w ostatnich dekadach w związku z kompensacją kapitału przez nielicznych a powiększaniem się sfery ubóstwa wśród coraz większej liczby mieszkańców naszego globu.

Dominanta ekonometrycznego podejścia do edukacji, które ma swoje wyraźne źródła w neoliberalizmie, odkrywa swoje negatywne oblicze w trzech sferach działań edukacyjnych: w programach kształcenia, w metodach kształcenia i w definiowaniu roli nauczyciela. Te pierwsze – zdaniem prof. J. Rutkowiak – mają charakter antyintelektualny, czyniąc kształcenie powierzchownym, bezrefleksyjnym, i minimalizującym kwestie etyczne i obywatelskie w socjalizacji młodych ludzi. Metody kształcenia podporządkowane są redukcjonizmowi wiedzy do zero-jedynkowego ich pomiaru i umiejętności rozwiązywania testów, gdzie nie ma miejsca na analizę krytyczną, rozumienie, przeżywanie i interpretowanie świata wartości. Nauczyciel zaś zobowiązywany jest do technicznego nauczania i do realizowania biurokratycznych procedur. Zdejmuje się z pedagogów odpowiedzialność społeczno-moralną pozbawiając ich pracę humanistycznego wymiaru. Nauczyciel ma być sprawnym technokratą.

Edukacja zanurzona w neoliberalnej ekonomii koncentruje się zatem – jak mówiła prof. J. Rutkowiak – na wydajności, wymierności, skuteczności i efektywności kształcenia podporządkowanych ustanawianym przez władze standardom. Parametryzacja wszystkich niemalże wymiarów procesu kształcenia i wychowania sprawia, że przygotowujemy do życia pokolenia osób obojętniejących na społeczno-moralne i duchowe wymiary życia, na wartości narodowe, tradycję i własną kulturę.

Tymczasem profesor przypomniała, że w samej ekonomii następują zmiany czy pęknięcia paradygmatyczne, których autorzy wykazują, że nie sprawdziła się doktryna o niewidzialnej ręce rynku, dzięki której zachodzące procesy samoregulacji miałyby uczynić ludzi nie tylko wolnymi, ale i szczęśliwymi w realizacji własnych celów życiowych. Ten błąd epistemologiczny jest korygowany dzisiaj prze przedstawicieli ekonomii krytycznej, upominającej się o uwzględnianie w procesach zarządzania makropolityką współczynnika kulturowego i antropologicznego, a także czynników nieracjonalnych (np. ciągłego poczucia niepewności). Być może nie wystarczy już myślenie kategoriami wzrostu gospodarczego mierzonego współczynnikiem PKB, skoro należałoby uwzględniać jeszcze zarówno stan zdrowia ludności i osiągany przez nią poziom wykształcenia.

W toku dyskusji padały pytania: Jaki mają udział w rozwoju społeczno-gospodarczym danego społeczeństwa nauczyciele? Czy ekonomiści powinni wyznaczać strategie rozwoju edukacji? Na ile jesteśmy producentami, konsumentami, a ilu z nas jest przeznaczonych „na przemiał” (Z. Bauman)? Jaką rolę w określaniu priorytetów kolejnych rządów odgrywał Ban Światowy, a jakie przesłanki ekonomiczne wprowadzają do zarządzania oświatą przedstawiciele zmieniających się w resorcie edukacji partii politycznych? Po co edukacja zdrowotna, skoro dla koncernów farmaceutycznych czy firm produkujących środki do rehabilitacji czy wspomagania niepełnosprawności czerpią z tego ogromne zyski? Czy stać nas na opór wobec procesów, które niszczą tkankę społeczną, i kapitał społeczny polskiego społeczeństwa? W jakiej mierze jesteśmy w swoich rolach współtwórcami, a w jakiej ofiarami tej ekonomii? Czy zdobędziemy się na krytyczną dyskusję, na postawienie tamy zachłanności pasożytujących na ludzkich nadziejach i aspiracjach przedsiębiorcach? Jak długo jeszcze będziemy godzić się na edukowanie osób przydatnych rynkowi, a więc mentalnie zależnych od posiadaczy kapitału i władzy?

Prof. zw. dr hab. Zbyszko Melosik kontynuował tę krytyczną debatę, analizując mające miejsce w naszym kraju procesy komercjalizacji uniwersytetów, które stały się jedną z wielu instytucji społecznych uzależnionych od procesów makroekonomicznych. Dzisiaj nikomu już nie są potrzebne badania podstawowe, dociekanie prawdy, gdyż nikogo już nie obchodzi czyjąś ciekawość świata, badanie istoty zjawisk i ich wyjaśnianie. Wiedza ma być natychmiast użyteczna dla właścicieli kapitału. W wyniku tych procesów następuje deprofesjonalizacja w kształceniu oraz erozja uniwersytetów jako świątyni wiedzy (Cóż można zrobić z nową interpretacją dzieł Platona w obliczu procesów rynkowych?) a profesoriat staje się towarem. Najgłębszy zatem kryzys dotyka nauk humanistycznych i społecznych, w tym socjologii, psychologii, filozofii i pedagogiki, jeśli te nauki bronią jeszcze funkcji badań podstawowych, a nie podporządkowują się konieczności prowadzenia badań aplikacyjnych, praktycznie (rynkowo) użytecznych.

Zdaniem prof. Z. Melosika komercjalizacji podlegają już nie tylko profesorowie, ale także studenci i absolwenci studiów. Chodzi przecież o to, by przygotowywać w uniwersytetach siłę roboczą do zwiększania zysków i efektywności gospodarczej różnych podmiotów. Nauczyciele stają się tylko pasem transmisyjnym wiedzy stosowanej, która powinna być wyjałowiona z elementów budzących refleksję, ciekawość poznawczą czy krytykę. Nie ma się co dziwić, że i studenci traktują szkoły wyższe jak dom towarowy, do którego przychodzi się po określony towar, płaci za jego przydatność i wychodzi bez żądnych zobowiązań. Edukacja akademicka staje się biznesową i dehumanizującą transakcją społeczno-ekonomiczną.

Prof. zw. dr hab. Ewa Solarczyk – Ambrozik omówiła zmianę paradygmatu w edukacji dorosłych sprowadzającą się do przejścia od University Lifelong Learning do Lifelong Learning Universities. Podzieliła się z nami refleksją w kontekście procesu bolońskiego i strategii rozwoju własnego Uniwersytetu, by można było zobaczyć, jakie zadania czekają uczelnie w wyniku przyjętych przez polski rząd zobowiązań w zakresie budowania wspólnej w Europie przestrzeni edukacyjnej. Zainteresowani mogą zajrzeć na stronę UAM, by zapoznać się z wdrażanymi tu projektami m.in. BeFlex Plus. Prof. zw. dr hab. Kazimierz Przyszczypkowski odniósł się do kategorii polityczności (w) edukacji, charakteryzując spór pomiędzy indywidualizmem a wspólnotowością. Wykazał jak uniwersytet, który powinien być wspólnotą różnic, przekształca się w kierunku instytucji przymiotnikowej (uniwersytety przymiotnikowe), która podporządkowuje swoje badania polityczności i rynkowej użyteczności.

Prof. zw. dr hab. Eugenia Potulicka dopełniła tę analizę, odsłaniając - nie tylko na przykładzie polityki oświatowej USA czy Wielkiej Brytanii - jak neoliberalim w uniwersytetach podporządkował naukę i oświatę celom tej ideologii. Podobnie, jak przedmówcy, krytykowała system sprawdzianów i egzaminów państwowych opartych na standardach, które ustanawia się nie ze względu na zbadanie rzeczywistych kompetencji uczniów, ale obniża je, by politycy mogli wykazać się sukcesami w zarządzaniu oświatą. To, co było w Unii Europejskiej jedynie zaleceniem np. dwustopniowy system studiów czy opracowanie ram kwalifikacyjnych, myśmy bezkrytycznie przyjęli i wdrażamy w życie, niszcząc podstawy rzeczywistej jakości kształcenia profesjonalnego. Istnieją wyraźne rozbieżności miedzy stawianymi nauczycielom zadaniami, a niewystarczającymi środkami, jakie przekazuje się budżetu państwa na ich realizację. Przypomniała, że Polska jest na ostatnim miejscu wśród krajów UE jeśli chodzi o udzielani pomocy materialnej osobom studiującym, a środki na badania naukowe i edukację są daleko poniżej średniej, jaka istnieje w innych krajach UE.

Dr hab. Agnieszka Cybal – Michalska omawiając teoretyczne przesłanki idei indywidualizmu etycznego jako wzorca orientacji normatywnej jednostek we współczesnym świecie, ukazała zarazem mający miejsce kryzys zadomowienia, zaufania, wspólnoty i więzi międzyludzkich. Mój natomiast referat, zamykając tę jednodniową debatę naukową, został poświęcony diagnozie dominującej w naszym kraju etatystycznej (centralistycznej, odgórnej) strategii reformowania systemu oświatowego i zadziwiającej rezygnacji nauczycieli szkolnictwa publicznego z projektowania i realizowania własnych innowacji czy eksperymentów pedagogicznych. Wykazałem, że ruch nowatorstwa pedagogicznego przyjmuje charakter adaptacyjny, podporządkowany jedynie doskonaleniu tego, co wynika z centralistycznie definiowanych i narzucanych przedszkolom oraz szkołom rozwiązań, które stoją w sprzeczności z profesjonalizacją i samorealizacją zawodową. Nauczyciele nagradzani są zatem nie za to, co jest ich osobistym projektem innowacyjnym, tylko za tzw. „dobre praktyki”, czyli wpisujące się w MEN-owskie projekty cząstkowe innowacje programowe i metodyczne.

piątek, 17 grudnia 2010

List od jednej z czterdziestomilionowej części całości














Proszę się nie dziwić, ale tak postanowił przedstawić się pan Wiesław Mariański, ktorego ciągle nurtuje wiele pytań dotyczących oświaty. Zebrał część z nich i napisał do mnie dzisiaj list następującej treści, mając nadzieję, że może czytelnicy bloga - jaklo eksperci od edukacji i pedagogiki - udzielą na nie odpowiedzi:

Jakie są ogólne cele edukacji ? Gdzie (w jakim dokumencie) i jak są sformułowane ? Kto zna te cele ?

Jakie są cele na poszczególnych szczeblach ? Czego oczekują szkoły wyższego szczebla od szkół niższego szczebla (kończąc na uczelniach wyższych) ? Gdzie (w jakim dokumencie) i jak te wymagania są sformułowane ? Komu są znane ?

Jak są kierunki przemian oświaty ? Czy te zmiany mają być wynikiem naturalnej, spontanicznej ewolucji, czy efektem zaplanowanych na wiele lat działań ?
Która wersja obowiązuje - jakoś to będzie, czy – planujemy to tak: … ?

Czy system edukacji powinien być jeden, czy może dopuszczamy istnienie dwóch lub większej ilości ?

W jakim stopniu nauczyciel jest samodzielny, a w jakim pracuje pod dyktando ? Jak jest teraz, jak powinno być ? Ile ma być niezależności, ile współzależności w pracy nauczycieli ? Czy szkoła powinna być tylko miejscem pracy nauczyciela, czy również miejscem formowania jego charakteru, nawyków, umiejętności i warsztatu ? Na ile doskonalenie się jest prywatną sprawą nauczyciela, a na ile systemową ?

Jaka jest rola dyrektora szkoły ? Jakie wymagania musi spełniać dyrektor ? W jakim stopniu dyrektor powinien wykonywać funkcje administracyjno-urzędnicze, a w jakim pełnić rolę inspiratora, koordynatora i egzekutora działań nauczycieli ?

Czego boją się w swojej polscy nauczyciele i dyrektorzy ? Co uważają za swoje sukcesy, co za porażki ?

Jak oceniacie wyniki swoich działań ? Czy idziemy w dobrym kierunku ? Czy tempo jest odpowiednie ? Jakie są efekty, jaka skuteczność ? Czy zmiany są trwałe ? Czy plony są coraz lepsze ? Kto i jak to bada ?

Jak zmierzyć efektywność edukacji: pojedynczego ucznia, szkoły, całego systemu ? Co można i trzeba zmierzyć, co jest niemierzalne ?

Jakie są wyniki badań następujących zjawisk:

Czy wśród nauczycieli dominuje zadowolenie z pracy ?
Czy to zadowolenie narasta z roku na rok:
- ilu nauczycieli uważa, że pracuje im się coraz lepiej ?
- czy liczba nauczycieli zadowolonych ma tendencję wzrostową ?
Jak oceniają swój poziom satysfakcji nauczyciele realizujący programy CEO ? Jakie widzą pożytki i jakie minusy ?

Jak oceniają szkołę rodzice i uczniowie ?
Czy mają odczucie, że szkoła jest coraz lepsza ?
Jaką opinię o swojej edukacji mają absolwenci, w tym szczególnie ludzie wieku 20 – 30 lat ?
Jak zmieniają się oceny szkoły z biegiem lat, czy tendencja jest wzrostowa ?
Jak oceniają programy CEO rodzice i uczniowie ? Jakie widzą pożytki i jakie minusy ?


Jaką wizje szkoły dominują w środowiskach nauczycieli, dyrektorów, ekspertów, rodziców, uczniów i niedawnych absolwentów ? Co chcieliby zmienić w szkole natychmiast ? Jakie są wspólne mianowniki, jakie różnice ?



I dorzucam jeszcze jeden dylemat: w jakim stopniu szkoła i pojedynczy nauczyciel ma za zadanie pomóc uczniowi szukać odpowiedzi na pytanie "jak żyć ?", a jak mocno skocentrować się na przekazaniu wiedzy o budwie przewodu pokarmowego i umiejętności stosowania twierdzenia Pitagorasa ?

czwartek, 16 grudnia 2010

Akademicki lanser















Kiedyś o nauczycielu akademickim, który lenił się, nic nie robił, tylko odcinał kupony od uzyskanego stopnia naukowego doktora mówiło się, że jest leserem. Dzisiaj trzeba dołożyć do tego jeszcze termin - lanser, gdyż ci, którzy wcale nie mają ani ochoty, ani potencjału czy kompetencji do prowadzenia działalności naukowo-badawczej, żeby zachować miejsce pracy, wykorzystują różne techniki lanserskie. Łażą tacy do swoich przełożonych i ich komplementują, opowiadają im, jak to sami są bardzo zapracowani, ile czasu muszą poświęcać na różne zadania i donoszą na tych, którzy pracują. Jak ich zapytać o wyniki własnej aktywności, to się okazuje, że są zerowe albo marne. Oni bowiem nie zamierzają pracować naukowo, prowadzić badania, studiować najnowszą literaturę, gdyż to jest dla frajerów, dzięki którym dana jednostka w ogóle może funkcjonować. Każda jednak struktura ma swoje pasożyty, które posłużą się dowolnym argumentem do usprawiedliwienia własnej marności, by niezależnie od tego i tak korzystać z wypracowanych przez innych przywilejów.

Chcąc osiągnąć poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa oraz zrobić dobre wrażenie na swoim przełożonym, budują swoją „markę” na pozorach. Im częściej będą zawracać głowę swojemu przełożonemu, tym bardziej będzie on przekonany, że czynią tak z troski o instytucję i jej rozwój. Tymczasem lanserzy troszczą się tylko i wyłącznie o siebie, mając pełną świadomość tego, że gdyby wyłożyć na stół ich rzeczywiste dokonania, to okazałoby się, że ich nie ma. Marność nad marnościami. Ich podstawową dewizą jest przechwalanie się tym, czego to nie potrafią, jak wiele pracują i ile wynika z tego korzyści dla innych, a przede wszystkim dla szefa i jego jednostki, tylko kiedy przychodzi do złożenia sprawozdań i wykazania wymiernych wyników ich zaangażowania, prawie każda z rubryk świeci pustakami. Lanser jednak wie, jak sobie poradzić z tym problemem. Jego rolą jest bowiem osłabienie wartości tych, którzy rzeczywiście coś robią.

Namolni lanserzy wzbudzają irytację u tych, którzy rzeczywiście pracują naukowo i nie mają czasu na to, by obudowywać własne osiągnięcia działaniami autopromocyjnymi. Uważają, że dobra robota powinna mówić sama za siebie. Kiedy jednak dostrzegają, że z jakichś powodów nie są w stanie jej podjąć, muszą ją pozorować. Wystarczy prowadzić systematycznie w jednostce ocenę okresową pracy każdego nauczyciela akademickiego, by przekonać się, że więcej jest w niej lanserów, niż koneserów pracy. Największymi lanserami okazują się często ci, którzy oceniają innych, wymyślają różne procedury, zasypując ich kolejnymi kwestionariuszami. A oni? Jakie mają wyniki? Oni liczą wyniki innych i tak wiozą się na nich do następnej oceny.