środa, 17 listopada 2010

Anomia w nie-publicznym szkolnictwie wyższym















Do analizy zjawisk patologicznych, jakie mają miejsce w niektórych niepublicznych szkołach wyższych można wykorzystać teorię anomii, która pozwala zwrócić uwagę na problemy moralne i przystosowawcze jednostek w nich zatrudnionych czy studiujących, a generowane przez konflikty i napięcia w obrębie jej organizacyjnych struktur. Teoria ta poszerza także nasze możliwości poznawcze w badaniu problemów jednostkowych i grupowych, jakie pojawiają się w tych placówkach. Socjolodzy sami wskazują na to, że społeczny stan anomii był i jest nieodłącznym atrybutem organizowania się i reorganizowania ludzkich zbiorowości, wskazując na występowanie w nich braku norm, załamania się norm, rozpad istniejącego ładu, a więc pojawienia się zjawisk o charakterze pejoratywnym.

Naukowcy piszą nawet o specyficznym charakterze anomii w polskiej rzeczywistości akademickiej, jako wyróżniającej ją w stosunku do jej odmiennych, zachodnich rodowodów. W żadnych z państw zachodniej Europy nie powstało w ciągu kilkunastu lat niemalże trzykrotnie więcej niepublicznych szkół wyższych w stosunku do szkolnictwa publicznego. Świadczy to o dysfunkcjonalności naszego systemu akademickiego, w którym obowiązują dwa, sprzeczne ze sobą, a strukturalnie podtrzymywane przez władze systemy kształcenia akademickiego, które polaryzują tę społeczność ze względu na ład stabilizacji lub ład zmiany i etos akademicki lub jego brak. Obydwa te porządki generują moc integrującą i motywującą lub destrukcyjną i zniechęcającą, wyznaczając zarazem kulturowe lub pseudokulturowe ramy zachowań ludzi i ich postaw.

Czym jest anomia? Jest to stan załamania obowiązujących do niedawna w społeczeństwie struktur aksjonormatywnych, wywołujący zjawisko braku integracji znacznej liczby jednostek z utrwalonymi społecznie wzorami kulturowymi i zaniku motywacji do zbieżnych z nimi działań oraz kryzys zaufania do dotychczasowych ogniw integracji społecznej. Rozchwianie moralne społeczeństwa, brak i poczucie braku jasnych reguł postępowania, upowszechnienie się na skalę masową zachowań i zjawisk do niedawna uważanych za dewiacyjne, rozpad więzi prowadzący do atomizacji społeczeństwa – to najbardziej typowe objawy życia społecznego, w łonie którego rozwija się anomia. Przejawem anomii w podlegającej jej szkołach wyższych jest osłabienie w nich mechanizmów kontroli społecznej, kryzys zaufania do zarządzających nimi i brak autorytetów w środowiskach kierowniczych.

W sferze więzi interpersonalnych daje się zaobserwować wzmożona wzajemna nieufność, wrogość, rywalizacja, donosicielstwo i intrygi, instrumentalizm, cynizm ora patologiczne przejawy dominacji i zniewolenia, którym to zjawiskom towarzyszy wycofywanie się najlepszych pracowników i zastępowanie ich miernymi, ale za to wiernymi władzy, a przy tym poddawanymi procesom familiaryzacji. Nieodłącznym atrybutem zarządzania w takich szkołach jest standaryzacja działań, wprowadzanie procedur, biurokratyzacja i nadkontrola. Normalizacja patologii wynika z sytuacji tzw. „wyższej konieczności” czy typowej ironii lub arogancji w stosunku do idealistów, którzy nie godzą się na naruszanie ludzkiej godności, przejawy hipokryzji, dysharmonii, cynizmu czy nieetyczności postaw.

Norma etyczna – „akceptuj status quo i bądź moralny” w warunkach głębokiej anomii społecznej jest logicznym absurdem, wymazując z osobowości studentów czy nauczycieli akademickich ich zdolność do samoregulacji i kierowania się własnym sumieniem. Gdy są w społeczeństwie ludzie bez korzeni kulturowych, bez sterów moralnych, z osłabionym poczuciem więzi i solidarności, bez potrzeby decydowania o sobie, oduczeni odczytywania własnej sytuacji jako zniewalającej – zawsze są oni podatnym tworzywem zabiegów manipulacyjnych.

Nic dziwnego, że osoby potrafiące adekwatnie odczytać i zakwestionować tę nienormalną rzeczywistość, które nie godzą się na jej pozory i patologie, są osamotnione, gdyż ich postawa nie tylko budzi zdziwienie otoczenia, ale i wydaje się nonsensowna, gdyż narusza istniejący, choć wstydliwy układ fałszu i pozorów. Osoby temu się przeciwstawiające spotykają się z wrogością ze strony tych, którzy czerpią z tej patologii największe korzyści (w przypadku studentów - nie muszą się oni uczyć, uczęszczać na zajęcia, samodzielnie przygotowywać prace zaliczeniowe czy dyplomowe, a w przypadku akademików – nie muszą, gdyż nie potrafią prowadzić badań naukowych, pisać rozpraw naukowych, publikować je, organizować konferencje itp.), ale też nie są rozumiane i nie mają często wsparcia ze strony tych, w interesie których leży ona najbardziej, a więc osób nierzetelnie ocenianych, niesprawiedliwie traktowanych, szykanowanych czy marginalizowanych, a posiadających dorobek naukowy czy autentycznie zainteresowanych studiowaniem. Prędzej czy później i tak okazuje się, że przysłowiowy król jest nagi.

Właśnie ukazały się rozprawy naukowe, które to dokumentują, a w zapowiedziach wydawnictw pojawiają się już kolejne tytuły. Jest to niewątpliwie znak czasu, w którym fikcja i pozór jeszcze są podtrzymywane mocą społecznej nieświadomości oraz neoliberalnej etyki chciwości i zysku, które znoszą wszelkie hamulce zwyczajowe i moralne granice ludzkich aspiracji.

Badaczy tego zjawiska zachęcam zatem do lektur takich prac, jak: M. C. Nussbaum, W trosce o człowieczeństwo. Klasyczna obrona reformy kształcenia ogólnego, Wrocłąw: Wydawnictwo Naukowe DSW 2008; A. Żywczok, Aksjologia odkrycia naukowego - studium rozwoju i wychowania osobowości naukowych, Toruń : Wyd. Adam Marszałek, 2009; L. Witkowski, Ku integralności edukacji i humanistyki II. Postulaty – postacie – pojęcia – próby, Toruń: Wydawnictwo Adam Marszałek 2009; Martyny Pryszmont Ciesielskiej, Ukryty program edukacji akademickiej, Oficyna Wydawnicza ATUT 2010; Dwudziestolecie funkcjonowania niepublicznych szkół wyższych w Polsce, red. Henryk Moroz, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010; E. Potulicka, J. Rutkowiak, Neoliberalne uwikłania edukacji, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010.
O anomii w edukacji najlepiej pisze Krystyna SZafraniec.

11 komentarzy:

  1. Posłuchać warto:
    http://www.pfo.net.pl/v-kongres-obywatelski/sprawozdania/332-edukacja-xxi-w

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja proponuję teksty:
    http://www.pfo.net.pl/images/stories/ksiazki/pdf/wis-22.pdf

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, i o tym, że w AHE nie płacą nauczycielom akademickim, a nie jest to jedyna niepubliczna szkoła wyższa, w której są tego typu problemy. Wystarczy wejść na fora dyskusyjne.
    http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,8657993,AHE_nie_placi_wykladowcom___Mozemy_tylko_przeprosic_.html

    OdpowiedzUsuń
  4. DZisiejszy Dziennik Łódzki informuje o tym, że w Wyższej Szkole Kupieckiej w Łodzi sśrodki budżetowe na stypendia dla najuboższych były przeznaczane na pensje dla nauczycieli. To kolejny dowód na to, jak biznes-uczelnia traktuje ustawowe zadania. Nie jest to jedyna łódzka szkołą wyższa, dla ktorej studenci są tylko okazją, dodatkiem do zysków właścicieli.
    Ukraść pierwszy milion - nieważne komu - studentom, z dotacji państwa, z PFRON-u, z lewych umó na wynajem sal itp., a potem się już kręci...
    http://www.dzienniklodzki.pl/wiadomosci/333286,minister-upomnial-wyzsza-szkole-kupiecka,id,t.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Kłopoty uczelni uzasadnia się niżem, tymczasem trzeba też je argumentować cyniczną postawą niektórych nauczycieli akademickich, profesorów uniwersyteckich, którzy pracują w niepublicznych szkołach na dwóch, trzech etatach , często w tym samym mieście i oszukują tak studentów, jak i pracodawców, że się poświęcają pracy akademickiej, a nigdzie jej nie wykonują uczciwie i rzetelnie. To gra "cwaniaczków" - naukowców, którzy zatrudniają się, by tylko wyrwać jak najwięcej kasy dla siebie, a na zewnątrz pozorować poprawność. To zachłanność założycieli lub ich nieudolność w zarządzaniu tymi szkółkami. Pani Tomaka z WSzK mówi redaktorce DŁ, że muszą w WSzK likwidować nierentowne kierunki - pedagogikę i socjologię. Nie wie, że od lat nie płacono tam nauczycielom akademickim za prowadzenie zajęć? Nie wie, że ten sam profesor czy doktor, który tam odpowiada za socjologię, pracuje w innej łódzkiej uczelni niepublicznej, oczywiście poza swoją pracą w UŁ i tak naprawdę to działał tu na niekorzyść pracodawcy? Jaka demografia? To fikcyjne zatrudnianie, niepłacenie lub płacenie zbyt niskich stawek za zajęcia, by czesne zachować na własny biznes... to są powody kolejnych upadkó łódzkich szkół wyższych. Wkrótce dojdą następne, bo nie pomoże im "pacykowanie" propagandowe swoich ofert.
    Margareta

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie kanclerz jednej z łódzkich szkół wyższych proponowała prowadzenie seminarium magisterskiego. Aż się zdziwiłem, że taka uczelnia, tak chwaląca się swoją wyjątkowością w Łodzi, nie ma pracowników naukowych do prowadzenia seminariów magisterskich. To kto dał im uprawnienia? Jak to jest możłiwe, że do prowadzneia seminariów magisterskich poszukuje się ludzi z łąpanki, na zewnątrz uczelni? To jest kompromitacja władz i właściciela i dowód na to, jak traktuje się tu proces kształcenia, jako dodatek i to kłopotliwy. Oczywiście odmówiłem prowadzenia seminarium, bo sposób, w jaki mi to proponowano ndawał się tylko na nowy scenariusz "Nikodema Dyzmy w szkolnictwie wyższym". O takich właścicielach, którzy wyżej s.... , niż mają, nic więcej się nie da już powiedzieć. Jeśli na tym polega prowadzenie szkół wyższych, to profesor ma rację - to nie jest już anomia moralna, to stan poniżej zera.
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  7. Anomia to jest wogóle w całej polskiej edukacji, a patrząc szerzej, w całęj Polsce!!!
    Ze szczególnym uwzględnieniem świata polityki i administracji...;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mogę zrozumieć decyzji pi. minister o utrzymaniu AHE oraz powtórnej ( czy to w ogóle prawnie jest możliwe) warunkowej akredytacji dla pedagogiki.

    Nie jest chyba zaskoczeniem,że sytuacja na uczelni zamiast się stabilizować czy wręcz poprawić znacznie się pogorszyła , myślę o poziomie przekazywanej wiedzy. Studiuję na AHE, piszę tak na podstawie swojego doświadczenia.

    Łódź to takie dziwne miasto

    OdpowiedzUsuń
  9. Co Pana Krzysztofa tak zabolało? Wpis wskazuje na silne emocje. Pojawił się nawet wątek fekalny. Może stawka była nieodpowiednia...?

    OdpowiedzUsuń
  10. Do Pana/Pani Krzysztofa/y. Przy wszystkich grzechach szkolnictwa niepublicznego, o których można i trzeba pisać to jednak nie rozumiem, co jest takiego strasznego w tym, że do prowadzenia seminariów zatrudnia się osoby spoza kadry etatowej? Problem jest wtedy gdy są to osoby niekompetentne. Oczywiście dałoby się pewnie zrobić to bez kadry "z importu" ale seminaria byłyby liczniejsze i wtedy też można byłoby się czepiać. Krótko mówiąc,jak się chce psa uderzyć to kij się zawsze znajdzie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Problemem jest, gdy studenci są niekompetentni. Nie wszyscy piszą prace dyplomowe w terminie - do końca wrzesnia. Ktoś tu pisał w tym blogu, że w jego szkole wyższej do końca września, do egzaminu magisterskiego przystąpiło zaledwie 30% studentów! Umowa z uczelnią dla wykładowcy tego nie uwzględnia, a jeśli, to na stawkach, które są żenujące w stosunku do nakładu pracy z takim studentem. Prowadząca seminarium nie ponosi odpowiedzialności za jakość pracy w sytuacji, gdy w wyniku kontroli zostanie zakwestionowana jej jakość. Ona w tej uczelni nie pracuje, więc ma to w nosie. Kara spada na szkołę. Krótka piłka. Kanlerz oszczędza na kadrze, ale w tyłek dostają wszyscy.
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń