niedziela, 3 października 2010

Pseudohumanistyczny menedżeryzm oświatowy i akademicki

W transmitowanym dla TVN-24 wywiadzie, jakiego udzielił w ub. tygodniu Jackowi Żakowskiemu i Jackowi Pałaszyńskiemu znany politolog Francis Fukuyama w ramach konferencji "Europa i świat 30 lat po zwycięstwie polskiej Solidarności" w Gdańsku, pojawiły się kwestie, które są niezwykle istotne także dla debaty publicznej w naszym kraju o kondycji społeczeństwa postindustrialnego, w tym także edukacji różnych szczebli. Po pierwsze niezwykle trafne jest jego ostrzeżenie, by nie wyciszać, nie redukować wiedzy i debat na temat społecznych oraz politycznych totalitaryzmów, gdyż współczesna młodzież urodziła się w dobie posttotalitarnej. Nie doświadczyła zatem w swoim życiu tego, czym jest ów ustrój czy sposób sprawowania władzy. Fukuyama przypomniał, że system ten dążył do całkowitego sprawowania kontroli nad społeczeństwem, włącznie z rodziną jako jego podstawową komórką.

Dzisiaj możemy spotkać takie korporacje czy przedsiębiorstwa, szkoły i uczelnie, których właściciele podporządkowując sobie bezwzględnie pracowników, traktując ich jak „niewolników” przez uzależnianie ich od dostępu do środków na życie, uzurpują sobie prawo do ingerowania w ich życie osobiste, rodzinne. Ich celem jest całkowite niszczenie więzi obywatelskich, pracowniczych, ale i wolności obywatelskich, praw pracowniczych i całkowite wyłączenie praw każdej z osób do indywidualności. W tym celu niszczą więzi społeczne i istniejące zaufanie społeczne, by dzieląc ludzi i antagonizując relacje między nimi, sprawniej nimi manipulować i rządzić. Pisze o tym w swojej najnowszej rozprawie Sławomir Banaszak:

Narcystyczni szefowie cechują się dogmatyzmem myślenia, konformizmem wobec autorytetów. Ponadto manipulują i uprzedmiotawiają ludzi, żądając jednocześnie pełnej akceptacji, a nawet podziwu dla swoich poczynań, a także nieustannego potwierdzania swej wielkości, inteligencji i talentu, co wiąże się raczej z niską samooceną, aniżeli z przekonaniem o własnej nieomylności. Tego tupu postawy dotykają menedżerów czy właścicieli przedsiębiorstw, którzy korzystają z pożytków wysokiego wzrostu gospodarczego. Banaszak zatem pyta: Czy jednak uciekanie się do prostego rozkazodawstwa, uleganie przekonaniu o własnej nieomylności, wreszcie korzystanie z „metod” zarządzania obcych nawet pastuchowi (jak krzyk, poniżanie), charakterystyczne jest dla niektórych menedżerów, czy też rzeczywiście jest domeną wszystkich tych, którzy, zwłaszcza w czasach gospodarczo trudnych, kierują pracą ludzką?

Otóż to. Warto sięgnąć do książki Eugenii Potulickiej i Joanny Rutkowiak (Neoliberalne uwikłania edukacji, Impuls, Kraków 2010), by zobaczyć, jak tego typu menedżeryzm upełnomocniany jest w edukacji powszechnej i wyższej przez procesy neoliberalnego rynku. Publicysta Piotr Wierzbicki określa powyższy typ panoszących się postaw „kierowniczych” mianem zepsutego środowiska intelektualnego. Tacy menedżerowie to gnidy, które emanując wdziękiem, żerują na ludzkiej naiwności, w wyrafinowany i specyficzny sposób depczą ludzką godność. To gnidy, wyrafinowani oszuści, ludzie interesu, cyniczni gracze, dla których wszelkie przejawy etosu są traktowane w kategoriach „bycia harcerzykami”, bezczelnie naznaczający swoje słowa i działania kłamstwem. Jak pisze Wierzbicki: Nie szukajmy gnid wśród chłoporobotników, kasjerów i sprzątaczek. Szukajmy ich raczej wśród rektorów, redaktorów i artystów.

„Solidarność” udowodniła – mówił Fukuyama – że aspiracje totalitaryzmu nie mogły się ziścić, że nie jest możliwe pozbawienie obywateli ich praw do działalności indywidualnej i społecznej przez jakiekolwiek władze. Dzisiaj trzeba tworzyć formy społecznej kontroli władzy, rozliczać je z respektowania praw, a nie tylko wyników ekonomicznych. Konieczna jest większa troska o osoby wykluczone w społeczeństwie, ale nie taka, która traktuje te podmioty instrumentalnie, by budować własny kapitał kosztem rzeczywistego zmieniania warunków ich życia i dostępu do pożądanych wartości. Trzeba zmniejszać różnice społeczne, wspierać osoby ubogie, wykluczane społecznie, by miały one szanse własnego rozwoju. Nie warto podważać obecności religii, gdyż jest ona – zdaniem Fukuyamy - źródłem kultury. To dzięki niej możliwe jest skupianie się ludzi wokół wspólnych wartości, wspólnego języka, symboli i celów. To Jan Paweł II udowodnił, jak można dostosować Kościół do nowoczesnej demokracji. Warto zatem kierować się w służbie publicznej na budowanie społeczeństwa obywatelskiego z elementami możliwej w nim kontestacji, opozycji, rozwijania się w nim różnych ideologii. Ludzie muszą mieć możliwość rzeczywistego partycypowania w zmianie władzy i w możliwościach jej wybierania.

8 komentarzy:

  1. To są konsekwencje nieprzeprowadzonej lustracji w Polsce! Jarosław Kaczyński ma rację, twierdząc, że rozliczenie dawnych elit komunistycznych jest niezbędne dla katharsis dusz Polaków. W Polsce tak naprawdę niewiele się zmieniło. Nastąpiło tylko przejście z totalitaryzmu twardego do totalitaryzmu miękkiego (p. mono władza liberałów PO). Wystarczy odnaleźć w internecie archiwalne zdjęcia ukazujące scenki, z przebiegu procesu integracji w Magdalence; prof. Reykowski (psycholog, członek PZPR od 1949 roku do rozwiązania partii; mediator w czasie obrad okrągłostołowych), Michnik, Mazowiecki, Wałęsa, Geremek,Kwaśniewski - wszyscy wlewają do gardeł alkohol...Ta scenka wszystko tłumaczy. Tacy ludzie współuczestniczyli w procesie transformacji ustrojowej w Polsce...

    To zdjęcie powinien obejrzeć każdy uczeń i każdy student

    http://www.orzelpocztowy.pl/tusk/images/magdalenka_duze.jpg

    A tak swoją drogą, w internecie natknęłam się również na błyskotliwie napisany przez pewną dziennikarkę (z Lublina) słowniczek polityczny. Jej definicja "autorytetu moralnego" brzmi następująco:

    "Autorytet moralny - autorytet oralny".

    Ten komentarz jest doskonałą ilustracją do zdjęcia powyżej.

    Nic dodać, nic ująć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, dziewczyno, jaką Ty prasę czytasz i jakiego radia słuchasz.
    Tu już nic nie pomoże.
    I jedna zasada- na przyszłość taka rada- bez polityki, OK!?

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Venissa- proszę nie słuchać tego radia i odłożyć te gazety co je Pani czyta.
    Rada starszego kolegi i myślę innych którzy tu zaglądają.
    Nie angażujemy w swoje wypowiedzi polityki, a zwłaszcza walki pomiędzy lewą, prawą a środkową stroną (i konkretnych partii).
    Jeżeli nie będzie Pani się stosowała do tych zasad, które większość tu rozumie i respektuje- nikt nie będzie Pani traktował poważnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście! Przecież istnieje katalog właściwych gazet i stacji radiowych i telewizyjnych. Wystarczy z nich korzystać i już będzie Pani traktowana poważnie. Proszę spytać "starszego kolegi", żeby nam napisał z czego korzystać a z czego korzystanie to "wiocha"

    OdpowiedzUsuń
  5. @Anonimowy nr 1 bez ustrukturyzowanej tożsamości

    Po pierwsze,od mojego rozmówcy wymagam wyczucia granic. Nie jest Pan/Pani (a może ono?)moim kolegą/koleżanką, nie piliśmy bruderszaftu (i całe szczęście, bo nie jestem zwolenniczką oralnej formy nawiązywania komunikacji), więc nie życzę sobie "tykania" tu mojej osoby,ok?

    Gdy z kimś rozmawiam, chcę mieć świadomość, że komunikuję się z osobą nietchórzliwą, która boi się nawet występować tu pod nickiem (tak, nick już coś więcej mówi o tożsamości rozmówcy), by wyrazić swoje stanowisko.

    Problem jest jednak taki, że ja tu nie widzę, żadnej merytorycznej odpowiedzi, tylko mechanizm obronny o nazwie dewaluacja,który ma chronić Pańskie/Pani "ego" przed przeżywaniem lęku w związku z napływającą do świadomości myślą, że być może należy się do tych 60% Polaków o cechach osobowości zależnej (w latach 90-tych podobno było 90% Polaków o takich cechach, obecnie ok. 60%), którym trudno zachować odrębność myślenia, a bezmyślnie powtarzać myśli oralnych "autorytetów moralnych".

    W odpowiedzi mogę tylko zadać podobne pytanie:

    "Jaką Pan/Pani (a może dziecko) czyta prasę?" Prasę red. A Michnika, tego ze zdjęcia w Magdalence?

    A co ja czytam?
    Czytam każdą prasę i studiuję literaturę psychoanalityczną, co pozwala mi funkcjonować w życiu zgodnie z zasadą rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Anonimowy nr 2 (już lepiej, większe wyczucie granic; używanie formuły Pani, a nie "ty").

    Nie potrzebuję żadnych belfersko -rodzicielskich pouczeń; doradzam dokonanie wglądu we własne "ja" i zastanowienie się, na jakiej podstawie ocenia Pan/Pani mój wiek.

    Jestem już na takim etapie rozwoju, że nie mam potrzeb oralnych kształtowania swojego systemu wartości w oparciu o opinie oralnych autorytetó moralnych, typu: Reykowski, Michnik, Kwaśniewski, czy Wałęsa.

    Ktoś, kto pokazuje publicznie, że integrować się można przez pochłanianie hektolitrów alkoholu, nie jest dla mnie żadnym autorytetem, zwłaszcza moralnym.Jest tylko autorytetem oralnym dla jednostek o podobnej organizacji struktury osobowości.

    Obcy mi jest autorytaryzm.

    I proszę mi to nie pouczać, czy poruszać wątek polityczny, czy nie poruszać. Profesor Śliwerski bardzo często nawiązuje do polityki i w tym również uczynił taką dygresję.

    Prawdą jest bowiem to, że opisywane przez Profesora zjawiska mają swoje źródło w błędnie przeprowadzonej transformacji ustrojowej.

    Taka jest moja diagnoza i takiej będę się trzymać.I nikt nie będzie wydawać mi rozkazów, jak mam myśleć i jak mam mówić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak tu ktoś kiedyś napisał


    "Anonim (gr. anonymos = bezimienny) – termin oznaczający nieznanego autora dzieła, jak również samo niepodpisane dzieło. W ujęciu bibliologicznym za anonim uważa się całkowity brak podpisu, który uniemożliwia rozpoznanie autora nawet poprzez porównanie do autorstwa innych dzieł. Nie jest nim więc osoba, która ukrywa się pod pseudonimem.
    Pojęciem anonimu określa się również prywatnie adresowany list nieznanego autora, napisany najczęściej w złych intencjach, lub też list przeznaczony do wiadomości publicznej, którego autor również chce pozostać nieznany. W tym drugim przypadku przyczyną anonimowości autora może być głoszenie przez niego poglądów niepopularnych lub nawet niebezpiecznych dla niego, ale również może to być chęć wywołania publicznej dyskusji (lub udziału w niej) przez autora na tyle znanego, że zawarte w liście myśli mogłyby być nadinterpretowane przez czytelników poprzez pryzmat jego publicznie znanej postawy w danym temacie." (WIKIPEDIA)

    Anonim nie odnosi się więc wyłącznie do tej osoby, której intencją jest manipulowanie, wciąganie w intrygi, wykorzystywanie.
    Używanie kwantyfikatorów wielkich w rozważania ludzkich spraw jest ryzykowne i niebezpieczne.

    Temida też ma zasłonięte oczy. Może po to, by osądzać problem, a nie dokonywać oceny problemu w kontekście związanego z nim człowieka?

    To apropo.
    I czytam prasę Michnika o zgrozo i to codziennie. Jeszcze inną prasę i naukową- to chyba mam przechlapane;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Venissa, czy Pani używa dopalaczy, bo tak mniej więcej brzmią Pani komentarze. Nie da się tego czytać. Mam prośbę,żeby nie stawiała Pani kolejnej diagnozy-zostawmy to profesjonalistom.
    Co do Pani pierwszego wpisu to mam nadzieję,ze w Polsce nie wszyscy żyją przeszłością.
    Też należę do tych, którzy mają przechlapane- czytam prasę Michnika też codziennie, a najgorsze jest to,ze jestem emigrantem i żyję w kraju,gdzie "tyka" się innych i pomimo tego "tykania" ma się do nich szacunek.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.