wtorek, 24 sierpnia 2010

Pedagogika - akademicką przechowalnią?

Gazeta Wyborcza przypuściła dziś atak na obleganą w uczelniach i szkołach wyższych pedagogikę. Ponoć studiuje na tym kierunku 12% wszystkich studentów. To źle? (http://wyborcza.pl/1,75248,8286201,Pedagog_wyksztalcony__ale_bez_pracy.html)

Czegoś tu nie rozumiem, albo jest jakaś niespójność w polityce szkolnictwa wyższego w konfrontacji z oczekiwaniami społecznymi. Z jednej bowiem strony obniża się wymagania na egzaminie maturalnym, tak by z każdym rokiem zdawało go coraz więcej absolwentów szkół ponadgimnazjalnych (najlepiej, gdyby wskaźnik osiągnął 99.,9%), planuje się działania wspomagające młodzież, umożliwiając jej promowanie do następnej klasy z jedną oceną niedostateczną, a kiedy ze świadectwem maturalnym zaczynają szturmować bramy szkół wyższych, usiłuje się im je zamykać, a w każdym razie tworzyć jakieś „zasieki”, by przypadkiem nie chcieli studiować pedagogiki.

Czyżby „marketing i zarządzanie” ponownie wróciły do łask, bo – jak się okazuje – nasi absolwenci po tych studiach eksportowani są na rynek chiński? To może i z absolwentami pedagogiki nie będzie tak źle? Druga potęga gospodarcza świata przyjmie każdego profesjonalistę do pracy. Nawet gdyby przyjąć, że „pedagogika” jest swoistą, „akademicką przechowalnią”, to jednak w wielu uczelniach pracują w niej znakomici opiekunowie. Przynajmniej studiujący nie zrobią sobie krzywdy, a i wskaźniki bezrobocia się zmniejszą. Czy może już dla polityków te wskaźniki nie są tak istotne?

Dziennikarz się dziwi, że pedagogikę chce studiować tysiące osób, i to w szkołach czy na wydziałach nie mających nic wspólnego z tą nauką, ale nie pisze o tym, ilu jego kolegów z redakcji prowadzi zajęcia na tym kierunku, ile zarabia Gazeta na reklamach (także tych ukrytych). No cóż. Studenci kierują się różną motywacją wybierając akurat ten kierunek kształcenia. Jeśli chcą tylko i wyłącznie przetrwać, balangować z legitymacją studencką, poszanować i pomasować własne „ego”, to będą wybierać byle gdzie (byle najbliżej), byle taniej, z byle jaką kadrą, w byle jakich warunkach. Prezydent RP dorzuci im jeszcze zniżkę na PKP. Żyć nie umierać. Można podróżować, a podróże kształcą. Po co uczęszczać na zajęcia. Skorzystają z tej ulgi, podobnie jak z innych dobrodziejstw czy akademickich przywilejów nie tylko ci, którzy będą godnie reprezentować swoje środowisko uniwersyteckie, ale także i ci z „sztucznych rezerwatów”.

Właściciele wielu niepublicznych szkół wyższych zakładają, że po co mają wynajmować wielkie aule na łączone dla wielu grup wykłady, skoro i tak na pierwsze zajęcia przyjdzie 90% zapisanych na studia, a już na następny tylko 40% osób (pewnie tych, którym istotnie zależy na edukacji). Od razu więc planuje się tłum do małych przestrzeni, by go zniechęcić, a raczej mu uświadomić rzeczywisty poziom - niezbyt wysokich aspiracji. Studenci niby najpierw się burzą, a potem przyjmują to jako sugestię władz administracyjnych szkoły i przyzwolenie na bierne lub zdalne "studiowanie". Przechowalnia jest mała i ciasna, to można się z niej wyrwać, mając przecież na to administracyjne usprawiedliwienie. Niech ktoś podskoczy i powie, że nie chodzą na wykłady? Nie podskoczy, bo sam wie, co stworzył lub czego oczekuje.

Jak studentom jest za daleko, muszą dojeżdżać, to otworzy się im punkt konsultacyjny, a ten przerodzi się po cichu (by nie dowiedziały się o tym władze resortu szkolnictwa wyższego) w nienormalny, ale zawsze jakiś - wydział zamiejscowy. Może to być remiza strażacka, koło gospodyń wiejskich czy zapyziała świetlica. Ważne jest, by było gdzie choć na chwilę usiąść, coś wybełkotać i wpisać do indeksu. Przez 20 lat prywatni właściciele nauczyli się już różnych sztuczek w omijaniu i lekceważeniu prawa, byleby być tylko frontem do klienta, a ten kupi wszystko, byle tanio.

Czego zatem oczekują dziennikarze, tropiący sensację w tym, że kolejne dziesiątki tysięcy młodych ludzi chcą studiować pedagogikę? Nie wystarczy, że w ogóle coś chcą, że wspierają w ten sposób rozwój innych dyscyplin naukowych, które dzięki dochodowej pedagogice mogą się rozwijać i można zatrudniać kolejne kadry akademickie, że dzięki temu władze mają rozwiązany problem podwyżek płac dla nauczycieli akademickich w szkolnictwie publicznym? Z pedagogiki żywią się już wszyscy – lekarze, socjolodzy, psycholodzy, filozofowie, ekonomiści, matematycy, historycy, geografowie, biolodzy, pielęgniarki i specjaliści od kosmetologii, prawnicy, fizycy, informatycy, dziennikarze, mediewiści, etnografowie, wojskowi, filolodzy, przedstawiciele nauk o kulturze fizycznej itd., itd. Studenci tego kierunku podwyższają wskaźniki skolaryzacji na tym poziomie edukacji, obniżają wskaźniki bezrobocia, przygotowują się do ról rodzicielskich, jeśli już nawet nie profesjonalnych. O co więc chodzi? PEDAGOGIKA JEST DOBRA NA WSZYSTKO I DLA WSZYSTKICH. To prawda, że zależy gdzie, ale też i zależy dla kogo oraz z kim!

13 komentarzy:

  1. Od dawna wiadomo, że prywatne szkoły wyższe są biznesem - dla ich właścicieli. A co to znaczy? Zobaczcie i posłuchajcie, zanim wybierzecie którąś z tych szkółek:
    http://www.youtube.com/watch?v=ezitul9-FsA&feature=related

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem wkurzona sytuacją w mojej uczelni prywatnej. Przydzielono nam promotorów w ramach grup seminaryjnych. To trzeba poruszyc bo my nie jesteśmy w szkółce podstawowej i płacimy za nasze wykształcenie. Mój kierunek to pedagogika opiekuńczo- wychowawcza, a promotorkę mam od literatury dla dzieci i młodziży. Pod tym kątem mam pisać prace. Moje kumpele trafiły jeszcze lepiej. Mają seminarium tylko z surdopedagogiki, a są na tym samym kierunku co ja. To jest chore!!

    OdpowiedzUsuń
  3. To ciekawy problem.Pedagogika jest bardzo rozległą nauką.Chciałaby zajmować się wszystkim, ale ma tendencje do bardzo wąskich specjalizacji.
    Wybieram pedagogikę opiekuńczo-wychowawczą. Po jej skończeniu nie mam prawa pracować z dziećmi przedszkolnymi. Kończąc pedagogikę przedszkolną nie znajdę zatrudnienia w placówkach opiekuńczo-wychowawczych - świetlica, dom dziecka. Gdzie ma znaleźć pracę absolwent pedagogiki medialnej lub społeczno-wychowawczej? To prosta droga to tworzenia bezrobocia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przecież, z założenia, szkółki "wyższe" przy wskaźniku scholaryzacji powyżej 50%(i powyżej docelowego (!) w bogatej UE) to przechowalnie bezrobotnych i taka jest ich główna rola.A pedagogika jest tania-tablica, sala i bezrobotny magister czy doktor tej i innych dyscyplin;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. W Dzienniku Łódzkim K. Jędrzejczyk pisze o tym, jak "kupuje się" studentów tak zwanymi promocjami w szkolnictwie prywatnym. A to dadzą pizzę za darmo (a tak na prawdę to jest to wliczone w czesne), a to piszą, że u nich to jest 1,5 roku za darmo (tylko nikt nie zwraca uwagi na gwiazdeczkę odsyłającą do informacji, że szczegóły promocji w dziekanacie, czyli ... lipa!), a to, że dowiozą na wykłady (chyba profesor ma rację - dowiozą na pierwszy wykład, a już na następne nikt nie będzie chiał jechać, bo ciasno, z przygłupawą prowadzącą itp.)Prof. Luty słusznie stwierdza, że "słuchacz jest tu bezcenny - ale dla właścicieli szkół prywtanych, więc wypowiedź jakiejś profesor z UŁ, że taka edukacja niesie więcej dobrego, niż złego jest hipokryzją, biorąc pod uwagę to, że ona sama dorabia w konkurencyjnej dla UŁ prywatnej uczelni w Łodzi). Tylko w Polsce ludzie dają się robić w konia i płacą za "kształcenie" i "dyplomiki" wątpliwej jakości, a potem się dziwią, że nikt ich nie chce zatrudnić. Wystarczy zajrzeć na strony uczelni prywatnych, by zobaczyć, kto tam uczy - jakiś czwartorzęd.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobry wieczór!

    Po zetknięciu z lubelską - a dokładniej z UMCS'owską - Pedagogiką mam (przynajmniej) dobre wrażenia. Miałem możność poznać różne aspekty jej funkcjonowania i z różnych perspektyw.

    Odnośnie do prywatnych szkół wyższych, jest naprawdę różnie. Jedna z takich lubelskich szkół "przejęła" niedawno jednego z tak znanych samodzielnych pracowników nauki, z uwagi na którego wiele osób wybierało studiowanie na UMCS. Dbałość o kadry więc występuje, również w prywatnym szkolnictwie wyższym.

    Dla "beneficjentów przechowalni" zapewne pomyślane zostało ogłoszenie pod tytułem "ZATRUDNIE OSOBY DO PISANIA WZORÓW PRAC MAGISTERSKICH, LICENCJACKICH, DOKTORSKICH, MATURALNYCH - Człuchów":
    http://praca.owi.pl/ogloszenie/ZATRUDNIE_OSOBY_DO_PISANIA_WZOROW_PRAC_MAGISTERSKICH_LICENCJACKICH_DOKTORSKICH_MATURALNYCH,202931

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  7. To prawda. Japolan ma rację, że są uczelnie prywatne, które zabiegają o naukowe sławy, ale są też i takie, jak uczelnie łódzkie, z których te sławy odchodzą. Zapewne słusznie, skoro co rusz są tam jakieś skandale, zastrzeżenia lub nędzne warunki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzień Dobry Panie Profesorze,
    kończąc studia pragnę jeszcze raz podziękować na wszelką pomoc oraz powiedzieć, iż to był dla mnie zaszczyt pisać u tak wybitnego pedagoga pracę mgr, życzę dalszych sukcesów, ja na pewno zakupię wszystkie tomy pedagogiki i będę dzieciom pokazywać: popatrz u tego pana
    jest broniłam :) gorąco pozdrawiam... R. Cękała

    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowny Panie Profesorze!

    Okazuje się, że kształcenie nauczycieli - w danym przypadku na studiach podyplomowych - może być łączone z pracą naukową i publikowaniem przez naukowców.

    Przykładem jest książka pod tytułem "Kompetencje nauczyciela przedmiotów zawodowych".
    Więcej informacji na jej temat przedstawiłem pod adresem:
    http://japolan.salon24.pl/222962,kompetencje-nauczyciela-przedmiotow-zawodowych

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  10. Odnośnie do, wspomnianych przez jednego z "Anonimowych", nędznych warunków:
    Może chodzi(ło) o zajęcia w "Wyższej Szkole Survivall'u", ewentualnie o realizację programu w ramach kierunku "Szkoła przetrwania"?

    OdpowiedzUsuń
  11. A jest taka szkoła wyższa? Czyż studia w szkołach prywatnych nie są survivalem, nieustannym zagrożeniem, że albo będzie lepiej, albo skandalicznie gorzej? Usiłuję "studiować" pedagogikę, ale kto tu uczy? Dziadek nieustannie opowiadający o swojej wnuczce? Jakaś chora na biurokrację doktor, która nie zna wykładanej na foliogramach wiedzy? Jakiś magister, wysłużony chyba dla socjalizmu nauczyciel, bo wszystko co w PRL, to było dobre, a teraz jest wszystko złe. Chodziłam na wszystkie wykłady. Profesor ma rację - dużo osób zrezygnowało, bo na pierwszym, z braku miejsc siedziących w auli, musiało stać na korytarzu. To cyrk. Moje koleżanki przyjęły to za dobrą monetę. Przekonały się, że nie trzeba wcale chodzić na zajęcia. Wystarczy przyjść na ostatni wykład. Pokserujemy sobie notatki i jakoś to leci.

    OdpowiedzUsuń
  12. W książce Thiemego "Szkolnictwo wyższe Wyzwania XXIw str. 152 czytam, że w roku 2007 w USA najwięcej dyplomów magisterskich i doktorskich otrzymano właśnie na kierunku pedagogika. Zastanawiające.

    OdpowiedzUsuń
  13. studiowałam pedagogikę społeczno-opiekuńczą na UP w Krakowie, faktycznie na warunki nie można było narzekać ale jeśli chodzi o wykłady to różnie to bywało. Byli wykładowcy, których słuchało się z pasją a była też Pani doktor, która wyświetlała książki na rzutniku...z którego czytała!!! a jak przyszło do egzaminu to nagle wielkie miała wymagania! ale co mi po tym że skończyłam studia na państwowej uczelni jak teraz nie mam pracy. Jak zaczynałam studiować to na świetlicy w szkole mogli pracować tylko wychowawcy po takim kierunku, teraz pracować tam może każdy nauczyciel!!! a więc tak naprawdę mało jest możliwości po tym kierunku dlatego też studia magisterskie kontynuuję na prywatnej uczelni, (edukacja wczesnoszkolna i przedszkolna)- mam nadzieję tylko że w tej kwestii nic się nie zmieni i że za parę lat też nie będzie mógł tam pracować każdy inny nauczyciel!!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.