piątek, 8 stycznia 2010

Sesja plagiatowa

Otrzymałem list od mojego przyjaciela z jednego z uniwersytetów. Pisze tak:

Sorry, że zasypuję Cię pytaniami, ale co Ty robisz ze studentami piszącymi plagiaty?Sprawdziłem, że mam kilka takich przypadków w pracach kontrolnych na ocenę.

To oznacza, że nadchodzi sesja plagiatowa. Nie, nie pomyliłem się. Wcale nie mam zamiaru pisać o tworzonych specjalnie na konferencje naukowe plakatach, tylko o studenckich plagiatach. Plaga! Z każdym semestrem, już nawet nie rokiem, jest coraz gorzej. Studenci czują się chyba bezkarni, albo proces degradacji etycznej zaszedł już tak daleko, że nie mają w sobie nawet odrobiny poczucia przyzwoitości.

Studia humanistyczne muszą wiązać się z czytaniem tekstów – artykułów, rozpraw naukowych, książek, ale i wydań leksykalnych. Im więcej studenci czytają, tym lepiej jest dla nich, dla ich osobistej i profesjonalnej kultury, tym więcej wiedzą, rozumieją i myślą. Nie jestem zatem jedynym nauczycielem akademickim, który zadaje studentom do czytania lektury oraz zobowiązuje do napisania na ich podstawie własnych rozprawek, esejów, projektów, studiów analitycznych, syntetycznych lub porównawczych. WŁASNYCH.

Za każdym razem to zaznaczam - WŁASNYCH, a nie cudzych, bo te są mi dostępne bez przepisywania przez studentów. Oni jednak wolą być skrybami. Mają już do perfekcji opanowany system pracy. Zapewne najpierw wpisują słowo kluczowe w wyszukiwarce i czekają, jakie otworzą im się zakładki do gotowych już tekstów. To dzięki moim studentom zorientowałem się, że na internetowej giełdzie krążą już nawet gotowe prace pisemne z pedagogiki. Wystarczy tylko je odnaleźć lub poprosić kogoś o ich wyłonienie z milionów tekstów, przejrzeć, bo przecież nie o czytanie tu chodzi i skopiować, wkleić, złożyć pod nimi swój podpis i wysłać wykładowcy. Wzór na gotowca:

Ctrl-A + Ctrl-C + Ctrl-V = gotowa praca.

A mnie się gotuje. Niektóre z tych tekstów znam już lepiej, niż rozdziały z wartościowych książek naukowych. Studenci prawdopodobnie sądzą, że ich nauczyciela nie obchodzi treść, tylko sam fakt nadesłania mu pracy. Być może są tacy wykładowcy, którzy rzeczywiście nie czytają studenckich tekstów, tylko mierzą je liczbą stron lub wyrazistością słów kluczowych, a czy zapisane w pracach zdania, często nawet z błędami ortograficznymi, są autorstwa zdających w ten sposób jakiś egzamin czy zaliczających na tej podstawie ćwiczenia, jak się okazuje nie ma dla nich znaczenia. Tekst jest tekstem. A że plagiatem, nie własnym, tylko skopiowanym tworem cudzej narracji? To nie szkodzi.

Mnie szkodzi. Ile razy można czytać ten sam tekst pod różnymi nazwiskami? Jeszcze trochę i będę przekonany, że autorem określonego poglądu nie jest Janusz Korczak tylko Aneta Z. Zresztą, ona nawet nie wie, kim był Janusz Korczak i co napisał, bo wystarczył jej zachwyt jedną jego myślą, jakąś tezą ujętą w cudzysłowie w czyimś tekście. Co robię z takimi tekstami?

Najpierw stosuję strategię miękkiego oswajania studenta z aktem oskarżenia. Wysyłam list z prośbą, by uzupełnił swoją rozprawkę o przypisy, odnotowując przy cytowanych poglądach źródło ich pochodzenia wraz numerem strony. Co robi większość studentów? Brnie w kłamstwie! W wielu bowiem zamieszczonych w Internecie tekstach znajduje się jakiś wykaz literatury, więc na tej podstawie starają się przypisać jakąś pozycję do wybranego akapitu czy cytatu. Naiwnie sądzą, że nie będę sprawdzał, albo że po prostu dam się na ten kit nabrać.

Wysyłam im zatem kolejnego maila z informacją:

Szanowna Pani/Szanowny Panie, w związku z tym, że w przesłanym tekście przypis jest niezgodny z rzeczywistym źródłem, z którego Pani/Pan korzystał, wystawiam ocenę niedostateczną.

Jak już jestem bardzo zmęczony i nie chce mi się prowadzić dalszej korespondencji z osobą, co do której jestem w 100% przekonany, że dokonała oszustwa, piszę wprost:

Część teoretyczna Pani/Pana pracy jest wklejeniem tekstów z internetu, które nie są Pani/Pana autorstwa. W języku prawnym oznacza to plagiat, co grozi wszczęciem w stosunku do Pani/Pana postępowania dyscyplinarnego.

Albo piszę jeszcze inaczej, a mianowicie:

Jakież byłoby to piękne i mądre, gdyby to Pani sama napisała. Ale, niestety, system antyplagiatowy wykrył kradzież praw autorskich. Ocena 2.0.

Czasami piszę tak:

Szanowna Pani, czy zmieniła może Pani nazwisko na (i tu podaję nazwisko autora tekstu zamieszczonego w Internecie)? Jeśli nie, to będę zmuszony skierować Pani pracę egzaminacyjną do komisji dyscyplinarnej z tytułu kradzieży praw autorskich.
A czasami piszę tak:

Jeśli udowodni Pani odpowiednimi przypisami w swoim tekście, że został on napisany na podstawie literatury, którą Pani wymieniła na końcu swojej pracy, to rok będzie szczęśliwy. Jeśli jednak nie, to będę musiał wstawić Pani ocenę niedostateczną za podanie nieprawdziwych danych bibliograficznych i za plagiat.

Jakie są reakcje studentów na takie dictum? Różne. Już o tym kiedyś pisałem. Jedni przepraszają i tłumaczą się tym, że mieszkają na wsi, z dala od bibliotek. Nie mają czasu na dojazd do ośrodka akademickiego, w którym jest biblioteka. Nie stać ich na zakupienie książek, więc korzystają z tekstów internetowych. Są tacy, którzy usiłują jeszcze coś negocjować. Piszą zatem:

Są też tacy studenci, którzy udają, że nie rozumieją, o co chodzi i oczekują dalszych dowodów, jak tak pisząca do mnie:

Witam, :) Tzn. Te przypisy należą do tej pracy i książek z których korzystałam ... może czegoś nie zrozumiałam pozdrawiam.

Jak widać, w tym momencie jest jeszcze w dobrym nastroju i humorze. Stara się nawet mnie w takim podtrzymać. Brnie zatem dalej, badając w kolejnym liście poziom mojej determinacji:

tzn. praca jest dobrze napisana tylko należy poprawić przypisy ??

Wówczas muszę przerwać korespondencję jednoznacznym stwierdzeniem, gdyż na tak techniczny dialog szkoda mi czasu.

Studentka jednak dalej się stawia i pisze z oburzeniem:

Czy ma pan profesor jakieś dowody, że ta praca jest plagiatem??? korzystałam z książek gł. Łobockiego, Sztejnberga, Ziei, a do każdego akapitu, który został napisany w oparciu o cudze publikacje zrobiłam stosowne przypisy. Nie korzystałam z żadnej pracy MW. nawet nie znam tego nazwiska. Mojej pracy poświęciłam wiele czasu. Jeżeli otrzymam stosowne dowody, że moja praca jest plagiatem- napiszę drugą. Z poważaniem K. P.

Widać, że dalej sprawdza determinację i podstawy mojego aktu oskarżenia. Wówczas nie pozostaje mi nic innego, jak odesłać jej pracę z zaznaczonymi fragmentami, które zostały dosłownie skopiowane, a w tekście nie zastosowano cudzysłowu czy kursywy i nie było przy nich przypisu. GAME OVER!

10 komentarzy:

  1. Przepraszam, to fakt skorzystałam z Internetu, ale tylko dlatego, że nie miałam kiedy sama napisać. Mam bardzo ciężką sytuację rodzinną. Po prostu zapomniałam, że mamy tą pracę oddać i dlatego skorzystałam z Internetu. Wiem że nie powinnam i jeszcze raz przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Czy kopiowanie treści stron internetowych w pracach zaliczeniowych jest dozwolone?
    Tak, ale tylko w pewnych okolicznościach. Kopiowanie treści z Internetu jest dozwolone (choć lepiej widziane jest zawsze omówienie czyichś pomysłów własnymi słowami), ale tylko jeśli uhonorujemy (koniecznie cudzysłowiem, jeśli tekst jest przeklejony żywcem) autora tekstu lub omawianej idei.
    Niestety większość studentów (szczególnie, choć nie tylko pierwszego roku) przygotowujących prace zaliczeniowe, korzysta z materiałów zamieszczonych w Internecie w sposób naruszający prawa ich autorów (kopiuj + wklej, bez cudzysłowu oraz wzmianki o autorze). Jednym z zadań serwisu badania.net jest zmiana takiego stanu rzeczy. Poniższe treści pomogą wszystkim korzystającym z zawartości znalezionych w sieci, właściwie odnieść się do cytowanych lub omawianych materiałów."
    http://badania.net/cytowanie-tekstow/

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Panie Profesorze!

    Poruszył Pan bardzo ważny temat.

    Proszę zauważyć, że fakty zdają się być takie, że Pan Profesor i inni aktywni promotorzy uczciwości mogą być traktowani jak ludzie "z innej rzeczywistości".

    Aby było inaczej, czyli uczciwie, trzeba ludzi przyzwyczajać do uczciwości na wcześniejszych (przed studiowaniem) etapach edukacji.
    Jak jest w praktyce?

    Zredagowane (i częściowo napisane) przez Pana Profesora "Trojaczki" (podręcznik trzytomowy) wyróżnia dbałość o wskazywanie źródeł, w tym źródeł ilustracji.
    We wczorajszym "Dzienniku Wschodnim" opisano lubelską gazetkę szkolną z treściami pornograficznymi:
    http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100108/LUBLIN/323359328
    W owej gazetce:
    http://www.dziennikwschodni.pl/assets/pdf/DW3021517.PDF
    są ilustracje.
    Czy ktokolwiek zainteresował się prawami autorskimi do zamieszczanych w gazetce szkolnej materiałów? Dyrekcja szkoły zdaje się być zadowolona z tego, że wykonała akcję wyciszania skandalu bez powiadamiania organów ścigania; o prawach autorskich nikt nawet nie wspomina.
    Inne uwagi na temat odnośnej gazetki przedstawiłem w serwisie "Golden Line":
    http://www.goldenline.pl/forum/nauczyciele/1396398/s/1#27058616

    Jakim cudem studenci mają kierować się uczciwością, jeśli w niektórych szkołach panują inne tendencje?
    Swego czasu znane stało się zapewnianie dyrektorki pewnego gimnazjum w północnej dzielnicy Lublina, jakoby w kierowanej przez nią szkole nie było problemu z narkotykami. Pani dyrektor twierdziła to zaraz po tym, jak trzy uczennice tamtego gimnazjum znalazły się na szpitalnej toksykologii, gdzie leczono je z zatrucia narkotycznego.

    Jak uczniowie mają mieć w poważaniu uczciwość, jeśli w niektórych szkołach władze szkolne mają ją w jawnej pogardzie???

    OdpowiedzUsuń
  4. Od dzisiaj jestem Pana fanem. Trafiłem tu z BelferBloga. Muszę przyznać, że brakuje mi na mojej Uczelni takich prowadzących, jak Pan. W tym semestrze mam do oddania pracę pisemną z jednego przedmiotu. Tajemnicą poliszynela jest, że prowadzący nie czyta oddanych prac. Dlatego praktycznie cała grupa oddaje tekst przepisany z... Wikipedii. Na pewno wszyscy zdadzą. Frustrujące jest zatem samodzielne pisanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za artykuł na temat plagiatów. I zgadzam się z tym co napisał corner - niesamowicie frustrujące jest gdy jest się jedną z kilku osób w grupie, która pisała swoją pracę samodzielnie (a jeżeli pojawia się coś z internetu to z przypisem z jakiej strony zostało zaczerpnięte). Niesamowicie drażni gdy jest jedną z nielicznych osób, która na egzaminie/kolokwium nie ściąga. Marzy mi się by w Polsce w tych sprawach panowało podejście z jakim się spotkałem na uniwersytetach Anglosaskich, gdzie przyłapanie studenta na plagiacie kończy się relegowaniem z uczelni, a nie jedynie dwóją w indeksie.

    Zgadzam się też z jopolan, że problem zaczyna się już w podstawówkach, gdzie przyzwolenie na ściąganie jest powszechne. Kolejne etapy edukacji jedynie rozwijają te umiejętności, natomiast nie uczą np. pisania tekstów. Nic więc dziwnego, że studenci, od których nikt, nigdy nie oczekiwał samodzielnego pisania tego nie potrafią. Za to świetnie posługują się googlem, umieją się także dowiedzieć kto nie sprawdza prac by zminimalizować ryzyko.

    Ostatnio zastanawiałem się moją mamą jaka jest różnica pomiędzy szkołami, które ona kończyła, a tymi które ja kończyłem (rocznik '83) i doszliśmy do wniosku, że ona pisała pięco-, a nawet sześciokrotnie więcej prac pisemnych (rozprawek, opowiadań itd.). Niestety, ale to widać...

    OdpowiedzUsuń
  6. A jednak warto poświęcić pracom studentów więcej czasu i uświadomić im, że postępują niewłaściwie, by podjęli wysiłek i skorygowali swoje postawy. Oto co pisze jedna ze studentek:

    "Szanowny Panie Profesorze.

    Przesyłam pracę na zaliczenie. Zgodnie ze wskazówkami Pana Profesora napisałam ją jeszcze raz, od nowa. Jeśli mogę podzielić się moja osobistą refleksją, to rzeczywiście poprzednia praca była napisany zbyt pochopnie, bez głębszego przemyślenia - ,,aby tylko zrobić swoje''.
    Być może esej, który napisałam teraz, również nie jest dość dobry i nie zostanie zaliczony. Mam tego świadomość, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że praca nad nim przyniosła mi o wiele więcej satysfakcji, a także dała poczucie, iż zrobiłam cos więcej niż poprzednim razem. Nad pewnymi kwestiami się zatrzymałam, zastanowiłam i mimo mojego początkowego oburzenia wyciągnęłam z tego naukę na przyszłość. W każdym razie dziękuje za druga szansę."

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam! Widzę, że jest Pan jedną z tych osób, które funkcjonują w oderwaniu od rzeczywistości albo przynamniej uważają, że da się ona wyginać. Bardzo łatwo krytykować studenta, że plagiat, że nie myśli, że idzie w zaparte itp. ,a dlaczego tak jest? Źródłem problemu nie jest student, a wręcz przeciwnie Pan i Panu podobni! Cytuję Pana (żeby nie było mowy o plagiacie) "Niektóre z tych tekstów znam już lepiej, niż rozdziały z wartościowych książek naukowych." Nie dziwi mnie to, bo na ile sposobów student może pisać pracę na ten sam temat?? Każdy osioł się kiedyś znudzi, szczególnie w momencie gdy musi wykonywać daną czynność wielokrotnie. Tak jest w przypadku pisania prac trzeba pisać na jeden albo kilka tematów często w minimalnym tylko stopniu zmodyfikowanych przez miłych profesorów – jak w pseudo rzeczywistości P.K.Dicka i F.Kafki. Na studiach – szczególnie humanistycznych – liczy się umiejętność pisania, pisania samego w sobie „czystych abstraktów”, a ile razy ma się tam taką możliwość? Odpowiedź to ZERO. Wykreowaliście sobie takie maszyny, które gdy przychodzi do myślenia robią to schematycznie i trzeba za to ponieść konsekwencje, jak każdy człowiek za swoje czyny. Zdaję sobie sprawę, że to co tutaj napisał to tylko wierzchołek góry lodowej, mam jednak nadzieję, że dzięki temu zmieni Pan swoje buńczuczne podejście z Profesora Szeryfa na Profesora Idealistę! Pozdrawiam, Sun Tsu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Teddy - widzę, że to Ty jesteś oderwany od rzeczywistości, albo masz problem z czytaniem tego tekstu ze zrozumieniem. Źródełem problemu nie jest nauczyciel akademicki, tylko student. Moi studenci mają pełną dowolnośc w wyborze tematu eseju, doboru źródeł, a ci , którym się już naprawdę nic nie chce, mogą jeszcze otrzymać ode mnie literaturę, żeby wiedzieli, gdzie szukać potrzebne do rozwiązania problemu treści. Tak więc, jestem idealistą, bo wierzę, że są jeszcze tacy, którym się chce, są ciekawi, lubią studiować, poszukują różnych spojrzeń na być może nawet stereotypowo brzmiący problem. Nikt nie kreuje ze studentóww maszyn. Na szczęście, wśród moich studentów tych, którzy potrafili kreatywnie podejść do problemu badawczego było więcej, niż takich jak Teddy, którzy usprawiedliwiają własne lenistwo, krtórzy mają pretensje, że się czegokolwiek od nich wymaga. Teddy - trochę idealizmu i oderwij się od tej rzeczywistości, która Cię przytłacza nudą i Twoją biernością. Zrób coś z dsobą io dla siebie i nie narzekaj na innych. Jak będziesz kiedyś - w co wątpię - mógł wymagać czegokolwiek od innych, to zobaczymy, jak zareagujesz, kiedy część z nich zacznie Cię oszukiwać. A tak naprawdę, to będą oszukiwać siebie, podobnie jak ci - na szczęście nieliczni - pseudostudenci, którzy nauczycli się kraść cudze myśli i przedkładać jako własne, by im za to jeszcze ktoś zapłacił. To jest szczyt, ale nie idealizmu!

    OdpowiedzUsuń
  9. Panie Profesorze,

    Wydaje mi się, że w Polsce niestety popełniono błąd w sposobie otrzymania tytułów licencjata i magistra. Nie oszukujmy się, ale większość prac jest nie tyle skopiowana z internetu, co przepisana z książek. Sama miałam sytuację, że promotor dawał mi do zrozumienia, że powinno być więcej cytatów i przypisów, a mniej moich własnych słów. Uważam, że na studiach licencjackich, po swoich własnych badaniach, które się prowadziło, powinno się bardziej skupiać na tym co się zaobserwowało, a nie na tym co Pan X zaobserwował. Moje badania kompletnie nie pokrywały się z tym, co było w literaturze. Nadmienię jeszcze fakt, że do jednej pracy (moja miała ok. 90 stron) musiałam dodać przypisy z 40 książek. Nie wiem jak Pan Profesor do tego podchodzi. Ja nie bronie studentów, a jedynie pokazuje jak w absurdalny sposób trzeba zdobywać tytuł, bądź co bądź, naukowy! Kiedy przygotowywałam się do obrony pracy licencjackiej, przebywałam kilka tygodni w Holandii, tam również się uczyłam na sesję. Znajomi z Holandii byli w szoku ile cytatów i przypisów zamieszczam w swojej pracy. Zapytali mnie wtedy "Czy to nie ma być Twoja praca, a nie zlepek prac innych autorów? Przecież to niedorzeczne ile w tej pracy jest słów, które należą do innych autorów".

    Chciałabym pogratulować Panu Profesorowi tak ogromnej wiedzy. Znam Pana książki ze studiów i licencjackich i magisterskich. Mimo iż literatura naukowa z pozoru wydaje się niezbyt ciekawa, to Pana styl pisania jest tak przyjemny, że Pańskie książki "pochłania" się w mgnieniu oka.

    Z poważaniem,

    S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, że trafiła Pani na ten wątek. Jest to nieustannie aktualna kwestia, także w innych krajach Europy. Trzeba rozróżniać prace licencjackie od magisterskich a te od rozpraw naukowych. Otóż standardy pisania prac licencjackich powinny być dostosowywane w uczelni do profilu kształcenia. Ma Pani rację, że tego typu prace powinny być refleksją nad naszą lub czyjąś praktyką. Nie powinny być mini-magisterium. Dla objęcia czegoś refleksją potrzebne jest albo duże doświadczenie zawodowe albo oczytanie się w literaturze opisującej w uporządkowany sposób określony przedmiot, proces, działania czy wydarzenia. Natomiast praca magisterska powinna być już dowodem na posiadanie wiedzy np. pedagogicznej czy psychologicznej na ujęty w temacie problem i zdolności jego badania naukowymi metodami. Dlatego prace mgr powinny być rekonstrukcją dotychczasowego stanu wiedzy z danej dyscypliny na interesujący nas temat a następnie przeprowadzeniem diagnozy czy własnego argumentowania. Prace mogą bowiem być np.z pedagogiki - teoretyczno-empiryczne lub tylko teoretyczne.
      Gęste cytowanie nie ma sensu i wartości. Natomiast nieprzywoływanie wykorzystanych źródeł jest nieuczciwością akademicką.

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.