środa, 11 listopada 2009

Children, their World, their Education

„Dzieci, ich świat i ich edukacja“ to tytuł opublikowanego w Wielkiej Brytanii raportu pedagogów. Brytyjczycy otrząsnęli się z wieloletniej fascynacji posyłania dzieci do szkół w wieku 5 lat. Wreszcie naukowcy postanowili dokonać rzetelnej analizy źródeł wiedzy na temat tego, jakie są tego zalety, a jakie rzeczywiste wady. Powstał „Cambridge Primary Review“ - raport o stanie edukacji wczesnoszkolnej jako wynik pogłębionych studiów ponad 4000 źródeł wiedzy (raportów z badań, ekspertyz naukowych, wyników sondaży) na ten temat obejmujących okres od października 2007 do lutego 2009. Poddano ponownej analizie 31 najważniejszych raportów badawczych dotyczących uczenia się, roli rodziców w edukacji szkolnej dzieci, wyników testów, planów kształcenia i organizacji szkół. Najważniejszą kwestią było to, w jakim stopniu ma to związek z wczesnych posyłaniem dzieci do szkół.

Końcowy wniosek z powyższych analiz został wyrażony przez Robina Alexandra – pedagoga z Uniwersytetu w Cambridge i brzmi jednoznacznie: tak wczesne rozpoczynanie edukacji szkolnej przez dzieci jest przeciwefektywne wychowawczo!
Analiza losów uczniów na dalszych poziomach edukacji wykazała, że im później szli do szkoły, tym mieli wyższe osiągnięcia.

Zdaniem Jörga Ramsegera, kierownika Zakładu Badań Oświatowych w zakresie Edukacji Wczesnoszkolnej na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie „Nie ma żadnych dowodów naukowych na to, jaki wiek życia dziecka jest najbardziej idealny do rozpoczęcia przez nie edukacji szkolnej. Wyniki dotychczasowych testów dojrzałości szkolnej wcale nie są pomocne w uzyskaniu zadowalającej odpowiedzi na tę kwestię. To, że w Holandii dzieci zaczynają edukację od 5 roku życia wynika z tego, że szkoły dostosowały się do wieku dzieci i tak zostało przygotowane w nich środowisko do ich przyjęcia, by odpowiadało on swoistej mieszance przedszkola ze szkołą, by dzieci głównie uczyły się przez zabawę.

Tymczasem w Anglii jest odwrotnie. Tam z pierwszym dniem pobytu dziecka w szkole następuje silna orientacja edukacji na sukces, na wyniki. Nic dziwnego, że naukowcy oksfordzcy krytykują taki model kształcenia jako zbyt silne podporządkowujący dzieci rygorom i napięciom czasowym kształcenia, zbyt ograniczającym ich swobodę rozwoju planom i programom kształcenia oraz poddawanie dzieci opresji milczenia i testów osiągnięć.

(źródło: http://www.zeit.de/gesellschaft/schule/2009-10/einschulung-schulreif?page=2)

3 komentarze:

  1. Ciekawe wyniki badań. Oby nie stały się pretekstem do szerzenia poglądu głoszącego, że optymalną sytuacją jest dość późne rozpoczęcie obowiązkowej edukacji. Rzetelna analiza przesłanek płynących z tych badań nie deprecjonuje przecież idei wczesnej edukacji, która jest przecież istotnym elementem szerzenia sprawiedliwości społecznej. Kluczem jest odpowiedni charakter obowiązkowej edukacji a nie jej brak.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak uważam. Problem sprowadza się jedynie do przymusu szkolnego, w wyniku którego rozstzyga się o tym, kiedy wszystkie dzieci (bez względu na różnice indywidualne) muszą iść do szkoły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że Pan Profesor zgadza się z moją uwagą. Pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę w sprawie, która - jak mniemam - w istotnej mierze wpłynie na zmiany edukacyjne choćby w Polsce. Otóż, wydaje mi się, że dyskusja na temat wieku obowiązkowej edukacji nabiera nierzadko dość specyficznego charakteru: część osób uparcie i nierzadko walecznie broniących późniejszego startu obowiązkowej edukacji ( rzekomo w imię obrony błogiego dzieciństwa domowego)jednocześnie odkrywa, że staje się - być może ku swemu zaskoczeniu - zwolennikami poszerzania granic wolności rodziców. Według nich bowiem zwolennicy wcześniejszej edukacji, odbierają rodzicom część wolności na rzecz instytucji edukacyjnej (np. przedszkola). Sprawa jest o tyle absurdalna, że najczęściej zwolennicy wczesnej edukacji są jednocześnie zwolennikami poszerzania władzy rodziców (choćby poprzez proces uspołeczniania i demokratyzacji edukacji, czy stworzenia większych możliwości dla realizowania choćby edukacji domowej). Intencją zwolenników wcześniejszej edukacji jest bowiem dążenie do sytuacji większej sprawiedliwości społecznej, której realizacja - jak widać nie po raz pierwszy - wymaga ciągłej dekonstrukcji, czegoś niezwykle trwałego i trudnego do zmiany, a mianowicie powszechnego tzw. zdrowego rozsądku. Czymże bowiem jest praca pedagoga akademickiego jeśli nie ciągłą próbą walki z tzw. deficytem nieoczywistości?Pozdrawiam serdecznie. Radek Nawrocki

    OdpowiedzUsuń